„Kogel-Nobel”, wartka akcja, intrygi i gorzki humor. Powrót Eugeniusza Dębskiego

LubimyCzytać
15.02.2021

Wartka akcja, piętrzące się intrygi i gorzki humor – w swojej najnowszej powieści „Kogel-Nobel” Eugeniusz Dębski mierzy się z mechanizmami rządzącymi światem literatury. Premiera książki w Wydawnictwie Warstwy już 15 lutego. W związku z tym poprosiliśmy autora książki o odpowiedź na kilka pytań.

„Kogel-Nobel”, wartka akcja, intrygi i gorzki humor. Powrót Eugeniusza Dębskiego Materiały prasowe wydawnictwa

[Opis wydawcy] „Polski autor jest wnikliwym i krytycznym obserwatorem rzeczywistości, badaczem postaw ludzkich w sytuacjach skrajnych, niestandardowych, będących wyznacznikiem i wzorcem postaw całych społeczeństw” – tak miało brzmieć uzasadnienie werdyktu Szwedzkiej Akademii przyznającej Literacką Nagrodę Nobla wrocławskiemu pisarzowi Franzowi Kellerowi. Niecodzienna sytuacja, w jakiej znalazł się nieznany szerzej autor, jest zaczątkiem wielu zagadkowych intryg i mniej lub bardziej poważnych zdarzeń, które dobrze znanemu polskim czytelnikom pojęciu „tragedii sztokholmskiej” nadają zupełnie nowe znaczenie…

Mateusz Zieliński: Według pańskich obserwacji Nagroda Nobla to dla pisarza bardziej powód do radości czy jednak źródło kłopotów?

Reklama

Eugeniusz Dębski: Tak na sto procent to nie wiem, nie otrzymałem jej chyba nigdy, więc to tylko przypuszczenia. Ale sądząc z tego, że chyba tylko Borys Pasternak odmówił jej przyjęcia, to jej posiadanie nie sprawia większych kłopotów. Nie zwalnia też z najgorszego obowiązku ludzkości – odejścia w zaświaty, ale jednak?… Ja bym odebrał i cieszył się. Może jestem małostkowy i pospolity, ale odebrałbym. Zresztą, syn Pasternaka odebrał ją w jego imieniu po kilkudziesięciu latach, tak więc nawet Borys Pasternak niby odmówił, ale tak troszkę nie odmówił.

Książka trafia na rynek nieco ponad rok po tym, jak kolejna Polka otrzymała literackiego Nobla. Obserwacja tego, co działo i dzieje się wokół Olgi Tokarczuk, była pewną inspiracją? Wydarzenia ostatnich kilkunastu miesięcy wpłynęły na kształt pańskiej książki?

Niestety, to pytanie to zdecydowane pudło. Zacząłem pisać „Kogel-Nobel” w czasach, kiedy nawet Oldze Tokarczuk nie marzyła się nagroda, a gdybym się inspirował tym wydarzeniem, to książka pewnie miałaby inną treść i tytuł, na przykład „Dama z dredami”. Ale serio traktując pytanie: nie pisałbym powieści o Oldze Tokarczuk, bo po prostu za słabo ją znam, a przypisywanie takich czy innych cech ludziom żyjącym jest ryzykowne, a co najważniejsze – mało ciekawe i twórcze.

Zaczynał pan jako pisarz fantasy, ale z czasem zaczął próbować też sił w innych gatunkach. Proza gatunkowa narzuca ograniczenia czy to jeszcze coś innego?

Sądzę, że każda proza, więcej – każdy nurt czy sort sztuki narzuca jakieś bariery, sam autor je sobie narzuca, chcąc osiągnąć to czy coś innego. Czyli jeśli chce rozśmieszyć, przerazić, wzruszyć, nauczyć – musi dostosować swoje moce, pomysły, narzędzia do osiągnięcia celu. W moim przypadku było tak, że zawsze gdy dowiadywałem się, że uznany autor gatunkowy porywa się na mainstream, zastanawiałem się, co go podkusiło. I pewnego dnia pomyślałem: „a dlaczego by nie?”. To jest właśnie ten powód, ciekawość, czy umiem, dam radę, czy to ma sens? Czy to znajdzie czytelnika i czy on, czytelnik, znajdzie w tym coś dla siebie. Ja wiem, że wiele nowego nie znajdzie, bo od dawna wiadomo, że media są trzecią, czwartą, piątą siłą, że mogą kreować i powalać, a mnie zaciekawiła sytuacja, w której media się mylą i co z tego wynika. No więc wynika, że nawet jeśli nie chcą, to kreują. Moim zdaniem!

Kogel-Nobel, Eugeniusz Dębski

Jest pan pisarzem niezwykle płodnym. Skąd czerpie pan inspiracje do wymyślania kolejnych historii?

Tylko i wyłącznie z mózgu. Są ludzie, którzy nie mogą żyć, nie wynajdując… koła. A są tacy, co, idąc za Leszkiem Aleksandrem Moczulskim: „…nie umieją zasnąć, nim nie wymyślą granic…”. Ja jestem zawodowym już opowiadaczem, a to zobowiązuje. Nie można opowiadać w kółko jednej historii, trzeba albo zbierać i retransmitować – i to mi się zdarza często: „A jeden mój znajomy…” – albo wymyślać i transmitować. Może gdybym pół wieku temu znał słowo stand-uper? Albo gdyby istniał zawód storyteller? Skoro nie, to zostałem pisarzem. Tym sposobem mogę się wyładować. W czasie studiów miałem wspaniałe warunki do życia: byłem na kierunku, gdzie było 6 chłopaków i 70 dziewczyn. Zawsze byłem w grupie, gdzie nie było męskiej konkurencji, rodzynkowi pozwalano na wiele, między innymi na to, żeby sobie gadał. Było nawet tak, że na każdym roku mieliśmy pulę lektur, które należało przeczytać i zaliczyć egzamin z treści. Byłem jedynym, który wszystkie je przeczytał, serio. „Słowo o pułku Igora”, starosłowiański epos, i byliny, i poezję, i prozę… Czytałem z wykazu. A potem 8–10 koleżanek siadało w kółko z kajetami w ręku, a ja opowiadałem i opowiadałem… One notowały i… zdawały bez trudu te lektury, czyli opowiadałem profesjonalnie! Ale skończyły się studia, zostałem sam z żoną i okazało się, że nie mam przed kim się puszyć i nadymać… No to w końcu wziąłem „do ręki” maszynę Consul i zacząłem pisać…

Reklama

Zdarza się panu kryzys twórczy? A jeśli tak, jak pan sobie z nim radzi?

Nie znam faceta. Jeśli przez kilka dni nie chce mi się pisać, stosuję środki drastycznie i dramatyczne, ale skuteczne: siadam do pisania. Po pierwszych dwudziestu zdaniach „odpalam” i już lecę na swoim koksie. Ponieważ nie warto pisać czegoś niedobrego, czego się nie chce, to piszę to, co chcę, i staram się napisać to możliwie dobrze. I tyle.

Co odróżnia „Kogel-Nobel” od innych pana książek?

Tytuł. Zdecydowanie. Każda moja książka ma inny tytuł. No i staram się dopasować treść do tytułu, czyli żeby była za każdym razem inna. To ma mnie ustrzec przed znużeniem czytelnika. A czy się udaje – nie mnie sądzić. Generalnie – myślę, że ja bym ją kupił. I przeczytał.

Kogel-Nobel, Eugeniusz Dębski

Eugeniusz Dębski - z wykształcenia filolog-rusycysta, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego. Pisarz fantasy i science fiction oraz znakomity tłumacz rosyjskiej fantastyki. Prezes wrocławskiego oddziału SPP. Współtwórca i były redaktor naczelny internetowego magazynu literackiego „Fahrenheit” oraz inicjator i redaktor nieistniejącego już periodyku „Srebrny Glob”. Gdy akurat nie pisze, prowadzi z żoną biuro rachunkowe. Swoje teksty pisze przy ponad stuletnim biurku, które niegdyś przyciągnęło do jego domu ducha pewnego poznańskiego magnata.

Książkę „Kogel-Nobel” można już kupić w księgarniach online.

Przeczytaj fragment książki „Kogel-Nobel”.

Kogel-Nobel

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
24
4
16.02.2021 10:54

Niepokoi mnie tylko fragment tytułu: "... powrót EuGeniusza Dębskiego...". A ja przecież nigdzie nie wychodziłem? Miałem tylko przestój w znalezieniu wydawcy...


2927
4
15.02.2021 09:03

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd