Jeśli pisarz nie dotrze do czytelnika, to poniósł klęskę – Wojciech Chmielewski o „Jeziorze Dargin”

LubimyCzytać
02.03.2021

W 2006 roku Wojciech Chmielewski zadebiutował zbiorem opowiadań zatytułowanym „Biały bokser”. Niedawno premierę miała trzecia w dorobku autora powieść. „Jezioro Dargin” to niezwykła historia o przyjaźni dwóch zwyczajnych mężczyzn, której akcja toczy się częściowo w Warszawie, lecz w większości nad malowniczym, położonym w mazurskiej głuszy jeziorem. Z Wojciechem Chmielewskim rozmawiamy o tym, jak powstają jego powieści, co fascynującego kryje w sobie ludzka codzienność oraz co stanowi o sukcesie książki.

Jeśli pisarz nie dotrze do czytelnika, to poniósł klęskę – Wojciech Chmielewski o „Jeziorze Dargin”

Jezioro Dargin Wojciech Chmielewski[OPIS WYDAWCY] Po przedwczesnej śmierci przyjaciela główny bohater i narrator tej współczesnej powieści – zwolniony właśnie z pracy w redakcji w radiu warszawski inteligent – wyjeżdża nad mazurskie jeziora, by móc psychicznie odpocząć, przemyśleć swoje dotychczasowe życie i obecne położenie. W powracających retrospekcjach przygląda się dziejom tej wyjątkowej przyjaźni, porównuje losy przyjaciela i swoje, rozmyśla o życiowych ideałach i idealnych uczuciach, których wizje wyniósł z romantycznych lektur, a które boleśnie zderzają się z rzeczywistością. Pobyt nad mazurskim jeziorem przynosi też niespodziewany przełom w jego życiu osobistym. Czy bohater odnajdzie sens w losach przyjaciela i swoich? Czy wracając do Warszawy, będzie gotów zaakceptować życie takim, jakie ono jest?

Książka ukazała się nakładem SW „Czytelnik”.

Moim zdaniem Wojciech Chmielewski należy do najzdolniejszych prozaików średniego pokolenia. Tom jego pierwszych opowiadań – „Biały bokser”, późniejszy – „Brzytwa” i ostatni – „Magiczne światło miasta”, ze znakomitą „Bajką spod szaletu”, dowodzą doskonałego słuchu językowego, zmysłu obserwacji i zainteresowania wyłącznie rzeczywistością, w jakiej żyjemy.
Kazimierz Orłoś

Anna Kawczyńska: „Jezioro Dargin” to siódma książka w pana dorobku. Czy któraś z nich jest wyjątkowo bliska pańskiemu sercu?

Wojciech Chmielewski: Zawsze pierwsza, „Biały bokser”, wydana w 2006 roku. Wtedy okazało się, że jestem autorem opowiadań i tak już zostało, choć pisuję też powieści.

Reklama

Czy mazurskie jezioro Dargin, nad którym dzieje się akcja pańskiej najnowszej powieści, to dla pana szczególne miejsce?

Tak, w ogóle całe Mazury są dla mnie szczególne. Wydaje mi się, że jeziora i lasy mają na mnie bardzo duży wpływ, przebywanie tam czasami staje się nieoczekiwanie siłą sprawczą pisania. Tak też było w przypadku książki, o której rozmawiamy.

Główny bohater wyjeżdża na Mazury, by uporać się z żałobą, ale też zastanowić się nad swoim życiem, przeanalizować swoją drogę. Jak pan sądzi, czy każdy z nas potrzebuje takiej przerwy i spojrzenia z dystansu na swoje życie?

Główny bohater jest dziwnym człowiekiem, zamkniętym w sobie, na pewno egoistycznym, do tego został zwolniony z pracy. Wydarzenia, które spotykają go nad jeziorem Dargin, każą mu na nowo spojrzeć na swoją przeszłość. Może coś zmienić w życiu na lepsze, otrząsnąć się z majaków minionych lat i miesięcy. To prawdziwe błogosławieństwo móc zatrzymać się w biegu życia i spojrzeć na siebie z dystansu. Mam nawet takie ciche marzenie, że moja książka stanie się inspiracją do tego rodzaju refleksji. Czasem warto zatrzymać się i dokonać bilansu. Po to, żeby nie popełniać wciąż tych samych błędów, by stawać się lepszym? Może po prostu po to, by odpocząć od wyścigu szczurów? Motywacje mogą być różne, a literatura powinna w tym pomagać.

W centrum historii, które pan tworzy, zawsze jest człowiek – jego problemy, rozterki, przemyślenia, proza życia. Co najbardziej fascynuje pana w ludzkiej codzienności?

Codzienność właśnie, we wszelkich jej przejawach, a jest ich niezliczona ilość, bo przecież każdy dzień jest inny. W „Jeziorze Dargin” starałem się opisać historię przyjaźni dwóch facetów w średnim wieku, przyjaźni, która nieoczekiwanie się kończy. Ale przecież życie trwa nadal, jest trochę jak fale ogromnego jeziora, które bez przerwy uderzają o brzeg, a z tej powtarzalności rodzi się nadzieja na coś innego, lepszego, a wreszcie myśl, że całe minione życie obu przyjaciół, to, które się skończyło i to, które jeszcze trwa, też przecież było „po coś” i dlatego warto żyć dalej. Moja najnowsza powieść jest książką o nadziei.

Wojciech Chmielewski

Jak wygląda u pana proces pracy nad książką? Co zwykle powstaje jako pierwsze – ogólny zarys fabuły, koncept, a może sylwetki bohaterów?

Reklama

Odpowiem na to pytanie na przykładzie mojej ostatniej książki. Widziałem obu bohaterów, wydawało mi się, że potrafię o nich napisać, poznawałem ich wytrwale, byli obecni w mojej wyobraźni. Zastanawiałem się nad sposobem opowiedzenia takiej „miejskiej historii” o dwóch ludziach: jeden z korporacji, ma żonę, dzieci i drugi, radiowiec, samotnik, trochę dziwak. Wtedy z pomocą przyszła mi mazurska przyroda. Na Mazurach doszedłem do tego, że jeziora, drzewa, wyspy, pomost i zapach wody, to wszystko musi stać się kontrapunktem do wydarzeń dziejących się w wielkim mieście.

Rozterki narratora dotyczą nie tylko własnej sytuacji, ale też choroby alkoholowej jego przyjaciela, a także tego, jak za jej sprawą powoli staczał się na dno. Co sprawiło, że zdecydował się pan umieścić w tej historii wątek alkoholizmu?

W dzisiejszych czasach zapomnieliśmy, jakie zagrożenie stanowi alkohol, skupiamy się raczej na narkotykach, dopalaczach, internecie. A przecież lekceważenie picia jest bardzo zdradliwe.

Stałych bywalców karczmy nazywa pan w swojej powieści „ludźmi prawdziwymi”. Dlaczego?

To nie ja ich tak nazywam, tylko jeden z moich bohaterów. Ci pijaczkowie są dla niego kontrastem do świata, z którym codziennie spotyka się w pracy w korporacji. Ucieka od niego i myśli, że w karczmie spotyka się z ludźmi autentycznymi, szczerymi, na zrozumienie których zawsze może liczyć. Tak mu się wydaje, bo w rzeczywistości jest inaczej. Ale ocenę, czy są to ludzie „prawdziwi” czy może „nieprawdziwi” pozostawiam czytelnikom.

Jezioro Dargin

W „Jeziorze Dargin” znaleźć można liczne nawiązania do literatury, głównie niemieckiej – m.in. Wiecherta, Novalisa czy Jüngera. Czy cytowani przez narratora powieści autorzy i ich dzieła stanowili dla pana inspirację podczas pisania tej książki?

Reklama

Wspomniałbym też mazurskie opowiadania Kazimierza Orłosia z „Dziewczyną z ganku” na miejscu pierwszym czy bliską mi twórczość pisarza z Mazur, Erwina Kruka. Urodzony w Piersławku niedaleko Mrągowa Ernst Wiechert i takie jego książki, jak „Dzieci Jerominów”, „Lasy i ludzie” czy „Proste życie”, są dla mnie przykładem, w jaki sposób można z wielką miłością pisać o swojej ojczyźnie, a przy tym pochylać się nad każdym człowiekiem, nawet najnędzniejszym. To wielka sztuka, właściwa tylko najlepszym autorom. Novalis? Bardzo tajemniczy poeta, filozof, pisarz. Jego krótkie życie jakoś koresponduje w powieści z wydarzeniami, które są tam opisane. W pisaniu o Mazurach oczywiście główną rolę pełni przyroda, ona inspiruje i pomaga. Chciałem także, na miarę własnych możliwości, oddać jej piękno i majestat, ale na ile mi się to udało, nie mnie jest sądzić.

Czy zdradzi pan naszym czytelnikom, jak zaczęła się pana przygoda z pisaniem?

Zupełnie zwyczajnie. Postanowiłem podzielić się z innymi własnym spojrzeniem na rzeczywistość i emocjami. Pomyślałem, że może dla kogoś będzie to ciekawe, bo jako czytelnik sam bardzo interesowałem się tym, jak naszą szybko zmieniającą się codzienność widzą autorzy, prozaicy. Zacząłem pisać opowiadania, pierwsze wydrukowałem w 2003 roku na łamach „Nowej Okolicy Poetów”, potem kolejne, aż złożyły się w książkę, wspomnianego na początku „Białego boksera”.

Wojciech Chmielewski

Co w pana opinii decyduje o sukcesie powieści? Przyznane nagrody, pozytywne recenzje krytyków, a może raczej opinie czytelników?

Bez czytelnika nie ma literatury, a krytycy, promocja i marketing oraz nagrody niczego tu nie zmienią. Jeśli pisarz nie dotrze do wyobraźni czytelnika i nie poruszy jej, to znaczy, że poniósł klęskę. W przeciwnym przypadku – to wielki sukces.

Wody polodowcowego jeziora Dargin, nad które z Warszawy trafić można w trzy, cztery godziny samochodem, na co dzień kołyszą tylko trzciny i żaglówki. Bohatera powieści Wojciecha Chmielewskiego wytrąciły z odrętwienia, pchnęły do podsumowania połowy życia, do odprawienia żałoby. Na jeziorze Dargin nie rozszalał się szkwał, o brzeg uderza mała fala. Frazy i wspomnienia narratora też powracają jak fale, w hipnotyzującym rytmie. Chmielewski uzupełnia ten obraz o małe realia naszego świata, malując je z pokorą średniowiecznego malarza. Z takiej właśnie pokory wyrasta wielka proza.
Wojciech Stanisławski

Wojciech Chmielewski (ur. 1969), prozaik. Uważny obserwator współczesnego życia społecznego i literackiego, a szczególnie polskiej obyczajowości. Tym tematom poświęca powieści i opowiadania publikowane w książkach (m.in.: „Biały bokser”, „Belweder gryzie w rękę”, „Magiczne światło miasta”) oraz mniejsze formy zamieszczane w prasie. Prowadzi też program telewizyjny o literaturze i pisze słuchowiska dla radia. Jest laureatem nagród literackich: im. Marka Nowakowskiego (2017) i im. Cypriana Kamila Norwida (2018).

Książka „Jezioro Dargin” jest już dostępna w sprzedaży.

Przed zakupem zachęcamy do przeczytania darmowego fragmentu powieści:

Jezioro Dargin

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
3008
4
01.03.2021 14:44

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd