Jaki był Andrzej Zaucha? O biografii „Serca bicie”

LubimyCzytać
18.09.2020

Jak pamiętany jest dziś Andrzej Zaucha? Kojarzymy go raczej z chwytliwych przebojów z końcówki lat 80. czy może chętniej sięgamy po nagrania jazzowe z początków kariery? Jak zapamiętała go rodzina i przyjaciele, których miał niemało? Jaki był na co dzień, a jaki na scenie? Na te i wiele innych pytań strają się odpowiedzieć Piotr Baran i Katarzyna Olkowicz, autorzy biografii artysty zatytułowanej „Serca bicie. Biografia Andrzej Zauchy”, która wchodzi do księgarń nakładem wydawnictwa Rebis.

Jaki był Andrzej Zaucha? O biografii „Serca bicie”

zaucha serca bicie10 października 1991 roku Andrzej Zaucha wyszedł z Teatru STU w Krakowie po spektaklu „Pan Twardowski”. Zmierzał do swojego ukochanego mercedesa-beczki. Za nim podążała młoda aktorka Zuzanna Leśniak. Kiedy Zaucha otworzył drzwi auta, podszedł do niego jakiś mężczyzna. Leśniak zdążyła krzyknąć i zabiec drogę nieznajomemu, ale ten nie zwracał na nią uwagi. Szybko zbliżył się do Zauchy, wyciągnął z reklamówki dłoń z obrzynkiem karabinu sportowego i wystrzelił w kierunku artysty cały magazynek. Potem spokojnie przeładował broń i władował w niedającego znaków życia Zauchę kolejne kule.

Kilka godzin później mężczyzna oddał się w ręce policji. Okazało się, że to 31-letni francuski reżyser teatralny Yves Goulais, mąż Zuzanny Leśniak, aktualnie mieszkający w Krakowie. Ponoć wcześniej groził Zausze śmiercią, ale ten nie traktował słów Francuza poważnie. Goulais w momencie przyznania się do zbrodni nie wiedział jeszcze, że zastrzelił również swoją żonę, która osłoniła muzyka własnym ciałem.

W blasku jupiterów

Reklama

Śmierć Andrzeja Zauchy spotkała go u szczytu popularności. Zdobywał ją przez lata, a swą przygodę z muzyką rozpoczął bardzo wcześnie. Czasem zastępował za perkusją ojca – muzyka grającego w różnych restauracjach i na weselach. Później mający niewątpliwy talent chłopak przyłączył się najpierw do Czartów, potem grywał z Telstarem, wreszcie dołączył do Dżambli, zespołu o profesjonalnym brzmieniu, mającym wysokie aspiracje. To były czasy jazzu i rhytm and bluesa – w tych brzmieniach Zaucha czuł się jak ryba w wodzie. Z Dżamblami wykonywał najczęściej standardy jazzowe, jak „Hit the Road Jack” czy „Goergia on my Mind”. Trudno było jednak wzrastającą popularność przekuć na pieniądze. Repertuar Dżambli nie był tak nośny jak dyskotekowe przeboje, brakowało w nim chwytliwych melodii, a być może był to zespół zbyt ambitny jak na ówczesne warunki. Ostatecznie rozpadł się na przełomie lat 70. i 80., a w międzyczasie Zaucha zaliczył jeszcze króciutki epizod w grupie Anawa, gdzie zastępował Marka Grechutę.

Zaucha lubił się sprawdzać w różnorodnym repertuarze, jakby chciał potwierdzić, że jest dobry we wszystkim. Jego przyjaciele mówią po latach, że to niedookreślenie mogło zaważyć negatywnie na jego karierze. Zaczynał od repertuaru jazzowego i w nim czuł się najswobodniej, ale dziś początki jego kariery są chyba nieco zapomniane. Chyba najtrwalej zapisały się w pamięci słuchaczy jego przeboje z lat 80.: „Byłaś serca biciem”, „C’est la vie – Paryż z pocztówki” czy niezapomniany duet z Ryszardem Rynkowskim z festiwalu w Opolu w 1991 „Ach, te baby” – nie można było chyba umieścić na scenie dwóch bardziej różniących się od siebie facetów, a jednak jako całość wypadli fantastycznie.

Artysta miał spory dystans do własnej osoby, o czym świadczą mniej poważne piosenki z tego okresu, jak „Czarny Alibaba” i „Pij mleko” – obie stały się gigantycznymi przebojami, których refreny śpiewała cała Polska. Dzisiejsi trzydziestolatkowie z pewnością pamiętają go z czołówki do dobranocki „Gumisie”, a czterdziestolatkowie z programu edukacyjnego „Przybysze z matplanety”.

„Zobaczyłam wtedy, jak on się uczy śpiewać. To było nieprawdopodobne. Miał pamięć jak żyleta, melodia zagrana mu raz czy dwa od razu wchodziła do głowy. Nie to, co my, którzy znamy nuty: najpierw musi przejść oko, potem do mózgu, potem trzeba się tego nauczyć. A u Andrzeja było ucho, bach i już siedziało w głowie” - wspomina Halina Jarczyk.

Reklama

Mówiono o nim, że był koszmarnym leniem, który nie znosił nauki tekstów piosenek, za to w mig chwytał melodie. Powtarzał, że niczego się nie uczy, bo już wszystko umie. Na koncertach często chował w rękawach karteczki z tekstami piosenek.

W latach 80. próbował przebić się do szerszej widowni, ale uważano, że jego muzyka jest zbyt ambitna, że nie sprzeda się dobrze. Piosenkarz Jarosław Wasik, cytowany w biografii „Serca bicie”, zwraca uwagę na jeszcze inny aspekt:

„Zaucha był zawsze mocno związany z Krakowem. Nasz kraj jest tak skonstruowany, że aby zrobić wielką karierę, trzeba przyjechać do Warszawy. Zaucha nigdy nie wszedł na warszawskie salony – zbytnio nie miał chyba na to ochoty”.

Z sercem na dłoni

A jaki był Zaucha-przyjaciel? Z opowieści znajomych artysty, które obficie przytaczają autorzy biografii „Serca bicie”, wyłania się portret człowieka otwartego na innych, wesołego – takiego, z którym można konie kraść. Trudno znaleźć osobę, która nie czuła do niego sympatii. Bywał zdystansowany, czasem siadał na imprezach gdzieś z boku, ale tylko do momentu, w którym poznał kogoś nieco lepiej. Później przemieniał się w duszę towarzystwa. „Gdyby gdzieś za granicą zepsuł mi się samochód i zadzwoniłbym do Andrzeja z prośbą, by po mnie przyjechał, bez gadania zapytałby tylko, gdzie jestem”, mówi Tomasz Bogdanowicz, jeden z najlepszych przyjaciół piosenkarza, a wspólnie z żoną autor wspomnieniowej książki „Andrzej Zaucha – krótki, szczęśliwy żywot”.

W środowisku artystycznym wszyscy go lubili i uznawali za człowieka szalenie miłego, a w stosunku do kobiet wręcz szarmanckiego. Satyryk Krzysztof Piasecki wspomina:

„To był facet, który jeżeli kogoś kupił, to znaczy jeżeli uznał, że to jest jego paczka, to miał wysoko zakodowane poczucie lojalności, aż nawet w takim staroświeckim stylu. On uważał, że dla tych facetów, którzy są moimi przyjaciółmi, powinien zrobić wszystko.”

Piosenkarka Halina Frąckowiak, która nagrywała z Zauchą cykle kolędowe i koncertowała m.in. w Kanadzie, wspomina:

„Andrzej jest nie tylko przyjacielem, jest dla mnie jak brat. Tak był mi bliski. Zawsze uśmiechnięty, pogodny, życzliwy. Nie było widać jego słabych stron. (...) Nie wyobrażam sobie, by jedno powiedział wprost, a za plecami drugie. Miał w sobie czystość. Chyba nie był wystarczająco doceniony, nie poświęcano mu tyle czasu i uwagi, na ile zasługiwał”.

Reklama

Mąż i ojciec

Poznana w bardzo młodym wieku Elżbieta była miłością jego życia. Przeżyli wspólnie w pełnym harmonii związku 23 lata. O Andrzeju mówiono, że nie w głowie mu były skoki w bok, jakieś przelotne romanse. Nie miał nawet zbyt dużego kręgu fanek. Z żoną spędzał wszystkie wolne chwile. Razem chadzali choćby do „Jaszczurów”, miejsca na mapie Krakowa, w którym po prostu trzeba było bywać, jeśli było się artystą. Elżbieta zresztą była z tym środowiskiem bardzo związana i czasem torowała drogę mężowi. Potrafiła też się postawić, gdy uważała, że na przykład propozycja koncertu czy nagrania jest niesatysfakcjonująca.

A jaki był Zaucha jako ojciec? Nieobecny. Często jeździł w trasy, chwytał się różnych fuch, potrafił pojechać z Krakowa do Warszawy, by nagrać jedną piosenkę. Wybierał się też w trasy zagraniczne. Jako rozchwytywany artysta zdobywający powoli status gwiazdy polskiej estrady rzadko bywał w domu. Ale jak już bywał, to rozpieszczał swoją jedynaczkę do bólu. Gdy natomiast pojawiały się trudniejsze sytuacje, jakieś konflikty wychowawcze, wycofywał się. Te sprawy zostawiał Elżbiecie. Według autorów jego biografii, był ojcem dochodzącym, zapewniającym chwile beztroskiej zabawy.

Tragiczny koniec

Testem jego ojcostwa była z pewnością niespodziewana śmierć ukochanej żony w roku 1989. Elżbieta ukrywałą przed rodziną chorobę – tętniaka mózgu. W razie operacji dawano jej tylko 50% procent szans na przeżycie. Postanowiła nie podejmować tego ryzyka. Zmarła kilka dni po tym, jak odszedł ojciec Zauchy. Jak wspominają rozmówcy Piotra Barana i Katarzyny Olkowicz, te dwa dotkliwe ciosy, zadane jeden po drugim, sprawiły, że nigdy się już nie pozbierał. Musiał również stawić czoła wyzwaniom ojcostwa. Nagle odkrył, że ma w domu inną, dorastającą kobietę, z jej własnymi problemami. Długo nie mogli znaleźć wspólnego języka. Córka wspomina, że tak naprawdę dopiero na krótko przed śmiercią ojca zaczęli się zaprzyjaźniać. Przyczyniła się do tego Zuzanna Leśniak, z którą dziewczyna złapała dobry kontakt. Początkującą aktorkę i dojrzałego piosenkarza połączył romans, ale czy miłość? Do tego przyjaciele obojga mają dziś poważne wątpliwości. Z całą pewnością jednak nikt nie spodziewał się, że ich związek będzie miał tak ponure zakończenie.

Andrzej Zaucha z pewnością miał wiele twarzy. Artysta, przyjaciel, mąż, kochanek... A jak jest dziś pamiętany? Czy jego nazwisko przywodzi na myśl tragiczne okoliczności towarzyszące jego śmierci? Czy może został zapamiętany jako jedna z najjaśniejszych gwiazd polskiej muzyki rozrywkowej lat 80. XX wieku?

Warto również dziś zasłuchać się w jego piosenki i na nowo odkryć jego talent. Szczególnie, że jak piszą autorzy biografii „Serca bicie”, był on niedoceniany.

„Wielbiciele talentu Zauchy chcą, by było o nim głośno. Głośniej niż teraz. By w końcu doczekał się popularności, na jaką zasłużył. Wierzą, że gdyby żył, dziś udałoby mu się zrealizować marzenia, bo nie zamykał się na eksperymenty, w wielu wywiadach odpierał zarzuty, że śpiewał wszystko. Przekonywał, że to celowy zabieg, bo on chciał się sprawdzić w każdym stylu, a że potrafił, to po prostu to robił. Był człowiekiem otwartym na różne inicjatywy, na pewno pozwoliłby młodemu pokoleniu wziąć na warsztat swoje piosenki. Był niedoceniony, to fakt.”

Serca bicie

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers. Title: Serca bicie, Author: Lubimyczytać.pl, Name: Serca bicie, Length: 19 pages, Page: 1, Published: 2020-09-18


Książka „Serca bicie” jest już do kupienia w księgarniach online. 

[jj]

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2791
4
16.09.2020 15:25

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd