„Gra zaklinacza”, czyli toksyczne emocje i zbrodnie doskonałe – rozmowa z Donato Carrissim

Marcin Waincetel
16.03.2021

Czy zło jest naprawdę banalne? Jak wytłumaczyć sadyzm seryjnego mordercy? Czy niezdolność do okazywania emocji pomaga czy utrudnia pracę śledczego? O tym, między innymi, rozmawiamy z Donato Carrisim, autorem bestsellerowych thrillerów i kryminałów, którego najnowszy tytuł, czyli „Gra zaklinacza”, od pewnego czasu jest dostępny na polskim rynku za sprawą wydawnictwa Albatros.

„Gra zaklinacza”, czyli toksyczne emocje i zbrodnie doskonałe – rozmowa z Donato Carrissim Materiały prasowe wydawnictwa Albatros

[OPIS WYDAWCY] Dziesięć lat po premierze bestsellerowego „Zaklinacza” Donato Carrisi powraca z nową przerażającą zagadką.

Podobno zło jest banalne. Ale o przeciwniku, z którym przyjdzie się zmierzyć Mili Vasquez można powiedzieć wszystko, lecz na pewno nie to, że jest banalny.

O zmierzchu na posterunku policji odzywa się dzwonek telefonu. Przerażona kobieta z farmy na odludziu błaga o pomoc. Kiedy z dużym opóźnieniem na miejsce przyjeżdża policja, ilość krwi nie pozostawia wątpliwości, że doszło do rzezi, choć zwłoki czteroosobowej rodziny zniknęły. Wydarzyło się tu coś niepokojącego, coś strasznego, czego śledczy nie rozumieją.

Reklama

Tylko jedna osoba może odkryć, jaka wiadomość kryje się za aktem zła, którego dopuścił się nieznany sprawca. Ale Mila Vasquez porzuciła pracę agentki i nie jest gotowa wracać do strefy mroku… Nie wie jednak, że Enigma, jak podejrzanego nazwały media, zaplanował wciągnięcie jej w diaboliczną grę, w której stawką jest nie tylko życie obcych ludzi, ale kogoś znacznie jej bliższego…

Śledztwo przynosi kolejne odkrycia, zło zmienia formy i przekracza granice światów – rzeczywistego i wirtualnego, w którym można dawać ujście najgorszym instynktom... bezkarnie, ale pozostawiając za sobą nieusuwalne ślady. Wszystko jest częścią gry, która dopiero się rozpoczyna. A ten, kto ją zaplanował, zawsze jest o jeden krok z przodu.

Marcin Waincetel: Od premiery bestsellerowego „Zaklinacza” minęła, mniej więcej, dekada… jak bardzo w tym czasie zmienił się Donato Carrissi? Jak odnajdujesz się w czasie pandemii? Czy przymusowa izolacja wpłynęła na twój warsztat pracy?

Donato Carrisi: Napisałem „Zaklinacza”, wierząc mocno w siłę tej historii, wyobrażając sobie reakcję czytelników na każdy niespodziewany zwrot akcji, zanurzając się całkowicie w opisywanym przeze mnie doświadczeniu. Kiedy pisałem, część mnie dokładnie wiedziała, co wydarzy się dalej. To niewiarygodne, ale tak właśnie było. Jeszcze dziś ci, którzy przeczytali książkę, powtarzają mi to samo: „Byłem przerażony, ale nie mogłem przestać czytać”. Natomiast pandemia nie weszła i nigdy nie wejdzie do moich historii. Myślę, że, gdy to wszystko się skończy, ludzie będą mieli jej dosyć.

W „Zaklinaczu” pozwoliłeś, aby Milla Vasquez starła się z sadystycznym mordercą, który podsuwa tropy prowadzące do sprawców kolejnych zbrodni – tak zwanych porządnych obywateli. W jaki sposób zdefiniować, komu można ufać? Twoi bohaterowie – niezależnie czy to pierwszo-, czy drugoplanowi – posiadają bardzo szczególne rysy osobowości.

Jako profiler wiem, że ludzka natura jest na tyle skomplikowana, że nie da się określić kogoś jako „godnego zaufania”. Biorąc pod uwagę, że 93% ofiar zabójstw znała sprawcę, często zabija ktoś, kto z nami mieszka i mówi wręcz, że nas kocha. Myślę, że normalność niektórych morderców jest o wiele bardziej przerażająca od ich sadystycznych czynów.

Na kartach „Hipotezy zła” jak refren powtarzało się zdanie Zaklinacza, który do wszystkich ofiar kierował następujące pytanie: „Czy chciałbyś rozpocząć nowe życie?”. Czym jest nowe życie dla Vasquez?

Reklama

Mila nie może sobie pozwolić na nowe życie, ona przechodzi z jednego ciemnego pokoju do drugiego, nie zdając sobie z tego sprawy. Taka jest jej natura. Kryje w sobie tajemną duszę i właśnie dlatego potrafi odczytywać oznaki zła lepiej niż ktokolwiek inny.

„Ta gra się nie skończy… ponieważ on jest zawsze”. Zło potrafi przybierać bardzo zróżnicowaną formę. Dla niektórych będzie to sala tortur, dla innych cierpieniem będzie rozłąką. A w jaki sposób ty mógłbyś spróbować zdefiniować zło? Czego się najbardziej obawiasz?

To, co przeraża mnie najbardziej, nie jest wokół mnie, ale we mnie: boję się, że pewnego dnia odkryję, że jest jakaś inna osoba ukryta w człowieku, którego wszyscy znają jako Donata Carrisiego. Przeprowadzałem wywiady z licznymi mordercami i wielu z nich było zaskoczonych samymi sobą i tym, co zrobili; najbardziej niewiarygodne było to, że wydawali się całkowicie szczerzy, gdy to mówili. Wtedy pomyślałem, że coś takiego może się przytrafić każdemu: czasem wystarczą właściwe motywacje i właściwe środowisko, by przeobrazić kogoś w potwora.

Mila Vasquez porzuciła pracę agentki i nie jest gotowa, aby wrócić do świata zbrodni. Przynajmniej wydaje się tak na samym początku. „Gra zaklinacza” to jednak gra, która wiąże się z próbami charakterów. Czy uważasz, że w prawdziwym życiu mógłbyś się zaprzyjaźnić z Vasquez?

Nie sądzę, by Mila Vasquez chciała się ze mną zaprzyjaźnić! Zbyt się różnimy, a poza tym znam wszystkie jej sekrety… a ona zna moje.

Mila jest postacią zdefiniowaną przez aleksytymię – niezdolność do rozumienia lub identyfikowania emocji, a także ich nazywania oraz wyrażania. Skąd pomysł, aby na tym właśnie zbudować profil bohaterki? Bo przecież ta emocjonalna blokada czasami jej pomaga, a czasami utrudnia życie.

Reklama

Wiele lat temu spotkałem osobę, która na to cierpiała. Początkowo myślała, że to korzystne nie odczuwać empatii wobec innych i że chroni ją to też przed życiowymi rozczarowaniami. Jednak z czasem ta osoba zaczęła czuć w sobie próżnię i obawiać się, że coś okropnego może tę wewnętrzną pustkę wypełnić. Wtedy zaczęła się okaleczać, co robi też Mila Vasquez.

Podobno zło jest banalne. Ale o przeciwniku, z którym przyjdzie się zmierzyć Mili Vasquez można powiedzieć wszystko, lecz na pewno nie to, że jest banalny. Skąd czerpiesz wzorce do kryminalnych intryg? Czy w czasie aranżowania zbrodni trzymasz się przede wszystkim rozumu, dokładnego planowania, czy może serca, emocji, które są dyktowane przez działania bohaterów?

Moje historie składają się z dwóch podstawowych elementów. Pierwszym jest znalezienie właściwego potwora, bo to ten zły czyni wszystko interesującym. Bez doskonałego Zła, o którym można opowiedzieć, nie ma suspensu. Drugi element to przebieg wydarzeń: każdy rozdział powinien się zamykać zwrotem akcji, a na końcu powieści czytelnik musi jeszcze czuć głód historii. A przede wszystkim historia nie powinna się kończyć na ostatniej stronie, ale mieć swój ciąg dalszy w głowie czytelnika, przenikać do jego myśli, a czasem też snów, nie zostawiając go w spokoju.

Wytatuowany mężczyzna, który został znaleziony w teatrze zbrodni, wydaje się być głównym podejrzanym w „Grze zaklinacza”. Jednak Enigma, jak nazywają go media, nosi na swoim ciele wyjątkowy sekret. Imię głównej bohaterki. Chyba bardzo zależy ci na tym, aby emocjonalnie torturować swoich bohaterów?

Bo wiem, jak bardzo podoba się to czytelnikom… Enigma jest doskonałą syntezą wszystkich potworów zaludniających moje koszmary.

W „Grze zaklinacza” śledztwo przynosi kolejne odkrycia, zło zmienia formy i przekracza granice światów – rzeczywistego i wirtualnego, w którym można dawać ujście najgorszym instynktom... bezkarnie, ale pozostawiając za sobą nieusuwalne ślady. Czy nie jest trochę tak, że technologia to nie tylko ułatwienie, ale również kajdany współczesnych cywilizacji?

Tak, zresztą rzeczy, o których opowiadam, nie są całkiem wymyślone, bo mogą się też wydarzyć w rzeczywistości, a niektóre z nich miały miejsce. Poza tym internet jest doskonałym miejscem, w którym można wyładować swoje najbardziej mroczne instynkty oraz salą ćwiczeń dla potworów, które, prędzej czy później, wprowadzą do realnego świata to, co wypróbowały wirtualnie.

W dedykacji wspominasz swojego syna, którego nazywasz następcą. Czy możemy się zatem spodziewać, że kolejny przedstawiciel z rodu Carrissi będzie ekspertem od thrillerów? Wyjaw nam też, proszę, nad czym obecnie pracujesz? Kiedy możemy się spodziewać twoich nowych książek i filmów?

Synów jest już teraz dwóch! Pierwszy jest wystarczająco duży, by zrozumieć, jakiego rodzaju historie opowiada jego ojciec: kiedy kładę go wieczorem do łóżka, prosi, bym mu opowiadał tylko przerażające historie – nie wiem, jak mu się udaje potem tak spokojnie spać. Pracuję teraz nad nową powieścią, a niedługo wrócę na plan, by zrealizować swój trzeci film.

Donato Carrisi

Donato Carrisi - urodzony 25 marca 1973 roku Donato Carrisi jest scenarzystą, pisarzem i dramatopisarzem. Ukończył wydział prawa ze specjalizacją z kryminologii i behawioryzmu; tematem jego pracy magisterskiej byli – jakżeby inaczej – seryjni mordercy, w szczególności Luigi Chiatti, słynny Potwór z Foligno, zabójca dzieci. W trakcie studiów Carrisi założył grupę teatralną Vivarte, dla której napisał cztery sztuki i dwa musicale. Jako powieściopisarz zadebiutował w 2009 roku kryminałem „Zaklinacz”. Książka odniosła ogromny sukces komercyjny – ponad 250 tys. egzemplarzy sprzedanych w samych Włoszech, przekłady na dwadzieścia języków, publikacje w dwudziestu trzech krajach. We Francji, dzięki „Zaklinaczowi”, znalazł się w gronie trzech finalistów prestiżowej nagrody literackiej Prix des lecteurs. W kolejnych latach opublikował dziewięć powieści. Wchodzące w skład nowej serii thrillery – „Trybunał dusz”, „Łowca cieni” oraz „Władca ciemności” – sequel „Zaklinacza” zatytułowany „Hipoteza zła”, przeniesione na ekran „Dziewczynę we mgle” i „W labiryncie”, „Grę zaklinacza” i niewydane jeszcze w Polsce „La donna dei fiori di carta” i „La casa delle voci”.

Książka jest już do nabycia w księgarniach online.

Reklama

komentarze [0]

Sortuj:
zgłoś błąd