Gdzie zimą szukać zimy? -5 stopni w nowościach książkowych

Grzegorz Przepiórka
24.01.2021

Najniższa temperatura, jaką zanotowano na Ziemi, to -89 stopni Celsjusza. Fascynujące! Czy jednak w zimie chodzi wyłącznie o zimno? Co kryje ta pora roku? A przede wszystkim, jak przekuć przesilenie zimowe w życiowe? W pięciu książkach, które niedawno się ukazały lub za chwilę będą miały premierę, można znaleźć zarówno podpowiedzi, jak i samą zimę.

Gdzie zimą szukać zimy? -5 stopni w nowościach książkowych Jesse / pexels

-1

 Z zimą od pewnego czasu jest tak, jak z dobrą pogodą nad polskim morzem w wakacje. Loteria. Aby mieć pewność, że zimna pora nas nie ominie, należałoby się udać tam, gdzie ona zwykle jest, a nie bywa. Na przykład na wysunięty na daleką północ Spitsbergen, chociaż i w tym rejonie w związku z ociepleniem klimatu zimy wciąż ubywa. Ale jak się tam dostać, skoro uziemia nas pandemia? 

 Harald. Czterdzieści lat na SpitsbergenieIstnieje sposób. Można skorzystać z zaproszenia Birgera Amundsena i przeczytać napisaną przez niego książkę „Harald. Czterdzieści lat na Spitsbergenie”, która kilka dni temu ukazała się w polskim przekładzie. To reportaż, ale zarazem osobista opowieść, traktująca o przyjacielu autora. Jej bohaterem jest Harald Soleim, który w 1977 roku postanawia rozpocząć nowe życie i zapisać je na białych kartach Północy. Przenosi się z Bergen do skleconej z kilku desek chaty w Zatoce Bjonahamna, a po roku na Kapp Wijk, gdzie oddaje się zajęciom trapera. 

Czy przez te wszystkie lata Haraldowi doskwierała samotność? Jak znosił ciemność w czasie długich polarnych nocy? Z czego czerpał radość i przyjemność w samym środku pustki? Jak radził sobie z wyzwaniami codzienności? Nie spojlerując, mam nadzieję, napiszę jedynie, że pomimo bardzo skromnych warunków, wymagających oszczędności graniczącej ze sknerstwem, Harald żyje tak, jak zawsze chciał. Żyje własnym życiem. I to jest piękne! Choć uprzedzę łowców romantycznych przygód, że wszystko ma swoją cenę.  

Białe Ilona WiśniewskaJeśli ktoś zapragnąłby pobyć trochę dłużej na zimowej Północy, to dobrą opcją będą książki Ilony Wiśniewskiej, żony Birgera Amundsena. „Białe” pozwoli na wgląd w inne niż traperskie zakątki Spitsbergenu, „Lud” odsłania Grenlandię, a w „Hen”, swojej pierwszej książce, autorka eksploruje kontynentalne krańce Norwegii.

-2  

Po lekturze „Haralda”, być może poczynionej pod kocykiem albo przy kominku, czas skonfrontować się z zimą face to face. Jak to zrobić, nie wychodząc z domu lub gdy na zewnątrz skąpo w śnieg i mróz? Najlepiej wylać na siebie kubeł zimnej wody. Nie frazeologicznie, nie teoretycznie, ale dosłownie. Kto nie ma wiadra, może zastosować wersję light i wziąć zimny prysznic. W ten sposób bez zbędnych wstępów docieramy do istoty rzeczy, którą w przypadku zimy jest – zimno. 

Droga Icemana książkaJeśli ktoś wzdryga się przed powyższymi zabiegami, to nie pozostaje nic innego, jak zajrzeć do książki pt. „Droga Icemana. Metoda Wima Hofa”. Z okładki polskiego wydania, które ukazało się latem ubiegłego roku, spogląda czerstwy facet, który półnagi w pozycji jogina siedzi na śniegu. To właśnie Wim Hof, a ten widok jest zaledwie przystawką do opisanych w książce wyczynów. Holender między innymi pływał pod lodem na Islandii, przebiegł maraton w Laponii z odkrytą klatką piersiową i w sandałach przy minus 16, a na Kilimandżaro wszedł w samych szortach.   

Reklama

W pierwszym odruchu pojawia się myśl: to już wolę Kartezjusza, który też miał swoją metodę, również pochodził z Niderlandów, ale przynajmniej jego propozycje były racjonalne. Hof to jednak nie żaden freak, który próbuje ściągnąć na siebie uwagę ekstremalnymi wyczynami, a ekspozycja w niskich temperaturach to nie kolejna fanaberia, produkt znudzonej współczesnej kultury przesytu. O prozdrowotnym działaniu zimna wiedziano już w starożytności, dziś zaś bada się jego leczniczy wpływ na szereg chorób, na co przykłady można znaleźć również w opisywanej tu książce. Hof zatem nie odkrywa Antarktydy, ale przypomina o lodowatych dobrodziejstwach natury, a co najważniejsze – przekazuje do nich klucz.

Odkręcić kurek z zimną wodą podczas kąpieli. Wylać na siebie wiadro lodowatej wody. Pływać zimą w otwartym zbiorniku. Przebiec na boso po śniegu. Morsować. Wszystko łatwo powiedzieć. A jak to zrobić? W jaki sposób zarządzać strachem? Jak odciąć ból w kontakcie z lodowatością? Jaki tłuszcz gromadzić, by w lodowatej wodzie dostarczał ciepła? Zdradzę jedynie, że kluczem do rajskiego świata zimy jest sztuka oddychania, która oprócz oswojenia z niską temperaturą może przynieść ogrom innych korzyści. Z pewnością warto otworzyć się na uroki zimna, ale trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że taka ekspozycja wymaga odpowiedniego przygotowania, stopniowego treningu, bowiem skok na „głęboki” lód może się źle skończyć.

-3

Lód jest niekiedy czarny i twardy jak skała. Wiatr tak silny, że potrafi unieść człowieka i rzucić nim jak lalką. Burze śnieżne szaleją na porządku dziennym, a okna pogodowe są sporadyczne i krótkie. Temperatura spada do minus 50-60 stopni Celsjusza na zewnątrz, a w namiocie podczas nocowania potrafi wynosić minus 20 i mniej. Zimno jest brutalne i bezlitosne. Tak w skrócie wygląda zima w najwyższych górach świata, gdzie po niebie rysują ośmiotysięczniki – w Himalajach i Karakorum. 

Nie bez powodu śmiałków podejmujących próbę zdobycia któregoś z 14 szczytów liczących ponad 8000 m n.p.m. nazywa się Lodowymi Wojownikami. Ich wspinaczka to wyprawa na krańce świata, do granic zimy i własnej wytrzymałości, tak fizycznej, jak i psychicznej. Heroiczna gra z żywiołami natury, które w tym przypadku nieodparcie kojarzą mi się z mitycznymi pierwotnymi siłami, choć są jak najbardziej realne. Bycie na wysokości kilku tysięcy metrów to walka o oddech, łyk rozrzedzonego powietrza. Powyżej 6, 7, tym bardziej 8 tysięcy nad poziomem morza zaciera się granica między życiem a śmiercią. To wszystko składa się na inny wymiar rzeczywistości i bycia. 

8000 zimą Bernadette McDonaldW ten wymiar zabiera nas Bernadette McDonald w książce „8000 zimą. Walka o najwyższe szczyty świata w najokrutniejszej porze roku”, która w polskim przekładzie Andrzeja Górki miała premierę kilka dni temu. W moim zestawie „zimowych” lektur ta pozycja miała być na deser z powodu lekkiego przesytu literaturą okołogórską, ale skoro zima, to przydałoby się jednak napisać kilka słów o górach. Tymczasem już po kilku rozdziałach popękałem, niczym staranowany lodołamaczem. 

McDonald odmalowuje relacje z kilkunastu zimowych wejść wspinaczkowych na ośmiotysięczniki, umiejętnie oddając ich dramatyzm oraz ludzki wymiar z całym zestawem towarzyszących emocji. To nie jest oglądanie wspinaczy przez szybę kolejki na Kasprowym, ale droga po ich śladach, podczas której słyszymy szelest kombinezonów i oddech, czujemy tętno, a w oczach dostrzegamy niepewność lub strach. Jesteśmy bardzo blisko. Fascynujące i trzymające w napięciu jest towarzyszenie w drodze na szczyt i z powrotem Krzysztofowi Wielickiemu, Maciejowi Berbece, Jerzemu Kukuczce, a potem Simone Moro, Denisowi Urubce, Adamowi Bieleckiemu i innym wspinaczom. Lektura rekonstrukcji sytuacji granicznych, niekiedy klatka po klatce – momentami odcinała mi tlen. Zarówno wtedy gdy McDonald opisuje, jak udaje się oszukać śmierć, ale również kiedy śmierć bierze górę, jak podczas wyprawy polskiej czwórki na Broad Peak w 2013 roku, czy podczas wspinaczki Mackiewicza i Revol na Nangę Parbat.   

Reklama

„8000 zimą” to jedna z najciekawszych książek tej zimy (szczególnej, bo zdobyto K2), w której oprócz Lodowych Wojowników i walki o najwyższe szczyty, zarysowuje się odpowiedź na pytanie, dlaczego niektórzy są gotowi zaryzykować własnym życiem i czym właściwie jest zdobywanie najwyższych szczytów. Szaleństwem? Sportem? A może sztuką? Ostatnia odpowiedź zapewne nie przyszłaby mi do głowy, gdyby nie książka Bernadette McDonald. Z pewnością tak, jak sztuka, wyczyny w górach na wysokości 8000 m zimą wymykają się jednoznacznej interpretacji.

-4

Zacznę podobnie, jak kilka akapitów wyżej: lód jest niekiedy czarny i twardy jak skała. ALE! Potrafi być też plastyczny jak plaster miodu i mieć różne barwy, choć glacjolog pewnie by dokonał korekty, mówiąc o stopniach jasności. Przez lata zadziwiało mnie, że duże masy lodu, czyli lodowce, potrafią się przemieszczać, rzeźbiąc przy tym krajobraz. Trudno mi też do dzisiaj wyobrazić sobie, że miejsce, w którym siedzę, kiedyś pokryte było kilkudziesięcio-, a może nawet kilkusetmetrową powłoką lodu. Lodowiec jednak zniknął z obszaru Polski wiele tysięcy lat temu, a dzisiaj nawet kałuże mają niewiele okazji, by zamarznąć. Może dlatego czego oko nie widzi, tego sercu nie żal, a lód coraz częściej ani grzeje, ani ziębi. 

Początek końca? Małecki MańczakSzkoda, że jesteśmy tacy nieczuli wobec lodowców. A gdyby ktoś wobec nas – wyobraźmy sobie – był tak obojętny. Nie zauważał, traktował jak zwykłą masę, nawet przez jedną chwilę nie pomyślałby z troską, gdy tak samotnie leżelibyśmy w odległej Arktyce lub na Antarktydzie. Teraz już poważnie. Nie bez powodu biorę lodowce w obronę – to bardzo czułe twory. Wrażliwe na zmianę warunków, zwłaszcza dzisiaj. Do tego niezwykle pracowite – odwalają kawał dobrej roboty, wentylując nasz dom – Ziemię. Na domiar piękne, żywe i mające wiele do opowiedzenia, zarówno o przeszłości, jak i przyszłości.

Skąd to wszystko wiem? Ze świeżo wydanej książki „Początek końca?”, w której o lodzie i klimacie, nie epatując katastrofizmem, rzeczowo i swobodnie rozmawiają Julita Mańczak i dr Jakub Małecki. To chyba najbardziej przystępna publikacja popularnonaukowa, jaką czytałem w ostatnim czasie. Bardzo udana randka dziennikarstwa z nauką, podczas której można poznać charakter i styl życia lodowców, dowiedzieć się, że każdy z nich jest inny i ma imię, jak chociażby Sven ze Svalbardu. Potem można się w nich już tylko zakochać, bo raczej nie jest to lektura z tych przygodnych, bez zobowiązań, zwłaszcza że zimą robi się coraz cieplej.

-5

Zima Ali SmithNa książkowy deser, zamiast lodów, proponuję „Zimę” Ali Smith. To druga część czterotomowego cyklu, która za kilka dni ukaże się w polskim przekładzie. Bez obaw, kolejne pory roku szkockiej pisarki mogą stanowić indywidualne lektury, zatem kto nie czytał „Jesieni”, zaległości może nadrobić później. Zresztą na pierwszy rzut oka zimowy krajobraz u Smith niewiele różni się od jesiennego. Trzaskających mrozów brak. Ślizgawek brak. Śniegu brak, chyba że w reminiscencjach przywołujących lata 70. ubiegłego wieku. Temperatura w styczniu dochodzi do 9 stopni Celsjusza. Gdzie zatem kryje się zima?

Nie traćmy nadziei. Warstw w tej prozie jest kilka, a po tym między innymi można właśnie rozpoznać literaturę wysokiej próby. U Smith, nie bez przyczyny czterokrotnej finalistki Bookera, najpierw mamy do czynienia z breją fabuły. Zdarzenia są zaskakujące, frapujące i niepozbawione angielskiego humoru, ale nie układają się w porządku linearnym, a co więcej „Zima” to kilka rozgałęziających się większych i mniejszych opowieści. Spod brei, zamiast tafli lodu, wyłania się zwierciadło przechadzające się najpierw po wewnętrznych gościńcach bohaterów, by wreszcie wychynąć wraz z nimi na zewnątrz. 

Reklama

Tak, właśnie zwierciadło! Kiedy bowiem media społecznościowe nie oddają całej prawdy o nas, panoszą się fake newsy, a z potrzaskanego lustra przekazów trudno odczytać całościowy obraz – literatura wraca do łask. Ali Smith podejmuje się próby zbudowania panoramy współczesnego świata, odfiltrowując życiowe doświadczenia czwórki bohaterów: Sophie, Arta, Lux i Iris, którym przychodzi wspólnie spędzić Boże Narodzenie. Imiona bohaterów i czas akcji są nieprzypadkowe – w szkockim destylacie „Zimy” wyczuwa się wysmakowaną parabolę. Przede wszystkim jednak klaruje się odbicie współczesności, które nie wygląda dobrze. Ten świat jest duchowo martwy. 

Smith jednak w tym miejscu nie stawia kropki, lecz pisze:

„Ta zmiana, ten zwrot od narastania mroku do narastania jasności, ujawniała, że powrót światła stanowi istotę środka zimy nie mniej niż jego ubywanie”.

Sednem jest więc PRZESILENIE. Czy doświadczą go bohaterowie „Zimy”? Czy będą potrafili pokonać sztuczność? Czy się przebudzą? Wyjrzą ze swoich światów? Nawiążą rozmowę? Poczują? Przytulą? Dostrzegą sztukę natury? I zachwycą? Czy będą potrafili dzisiać, w pełnym znaczeniu tego osobliwego słowa? Sprawdźcie sami, kiedy nadejdzie „Zima”. Premiera polskiego wydania w przekładzie Jerzego Kozłowskiego już 27 stycznia.

Tyle ode mnie. Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami w komentarzu. Napiszcie proszę, jakie zimowo-lekturowe olśnienia mieliście szczęście już przeżyć? Gdzie w literaturze znaleźliście zimę? I jakie książki czytacie lub zamierzacie przeczytać w tej porze roku?

Reklama

komentarze [23]

Sortuj:
94
7
01.02.2021 08:04

Zima, ale w trochę innym klimacie  Pan Lodowego Ogrodu - tom III Pan Lodowego Ogrodu - tom III


1434
66
31.01.2021 21:53

O lodowcach:  O czasie i wodzie O czasie i wodzie
Przygodówka:  Śnieżne skrzydła Śnieżne skrzydła


3893
249
26.01.2021 22:17

Wima Hofa widziałem w programie telewizyjnym niejakiej Gwyneth Paltrow (tej co sprzedaje świece o zapachu waginy, spraj na wampiry oraz eliksiry z blaskiem księżyca i miłością) i zrobił na mnie wrażenie świra. Facet szuka poklasku a barany za nim ciągną... wyniki poznaliśmy ostatnio u nas w górach gdzie paru głupków "morsowało na sucho". Cóż, volenti non fit iniuria ale w...

więcej

1494
310
26.01.2021 12:32

Się może w końcu zabiorę za  Terror Terror. Jak ostatnio próbowałem, to chyba za ciepło było.


1838
266
26.01.2021 11:40

A dla lubiących bajki , polecam "Królową Śniegu". Wiem, że niewielu dorosłych ją czytało...


3893
249
26.01.2021 22:19

Czy to jakaś książka sensacyjna? O handlarzach kokainą? Bo chodzi o Griseldę Blanco, prawda???


1838
266
27.01.2021 07:08

Koniecznie trzeba przeczytać, by się dowiedzieć. Interpretacja baśni -dowolna.


298
24
26.01.2021 10:41

Zdecydowanie jak zima to  Sfora Sfora ,  Baśniarz Baśniarz ,  Pasażer Pasażer , jeśli zaś chodzi o to co w zimie planuję przeczytać to jest to zbyt długa lista- cała moja półka...

więcej

1434
66
08.02.2021 20:34

Dziękuję za przypomnienie o Baśniarzu. Cztery lata czekał na półce "chcę przeczytać" i w końcu się za niego zabrałam po zobaczeniu tego komentarza.


869
9
26.01.2021 05:17

Nie żebym się czepiała, ale książka Ilony Wiśniewskiej, a właściwie już jej trzecie wydanie, pojawiło się na półkach w maju 2019 r. Niemniej zgodzę się z resztą opisu, na pewno warto zajrzeć do jej twórczości -a jeśli ktoś miał okazję posłuchać pani Ilony na żywo to wie, jak fascynująco potrafi opowiadać o Norwegii i jej mieszkańcach.


287
258
25.01.2021 05:21

Z kryminałów to chyba wszystkie powieści Yrsy Sigurdardottir dzieją się w zimie. Albo prawie wszystkie. Brrr, nie dość, że zimno i ciemno, to jeszcze trupy i mordercy...


3175
47
24.01.2021 20:19

Przypomniałam sobie kilka północnych, zimnych powieści skandynawskich:
 Na wodach północy Na wodach północy Iana McGuire'a
 Sztormowe ptaki Sztormowe ptaki Einara Kárasona
 Niebo i piekło ...

więcej

222
8
24.01.2021 19:30

Non fiction polecam  Dzienniki lodu. Wspomnienia z Antarktydy Dzienniki lodu. Wspomnienia z Antarktydy, beletrystycznie  Kolos Kolos


zgłoś błąd