Gdzie kończy się dobry smak? O gwałtach i morderstwach na kartach książek

Ewa Cieślik
06.02.2021

Czy pewnych spraw i scen w książkach nie wypada poruszać i opisywać? Gdzie przebiega linia między tym, co kontrowersyjne, a tym, co niesmaczne? A może ostateczną granicę powinna wyznaczać szkodliwość tekstu? Warto o tym dyskutować szczególnie w kontekście ostatnich doniesień o wyjątkowo brutalnych scenach w książce „Parafil”.

Gdzie kończy się dobry smak? O gwałtach i morderstwach na kartach książek

Kilka dni temu dziennikarz i bloger Adam Szaja na swoim Facebooku zamieścił zdjęcie przedstawiające fragment powieści „Parafil” autora pod pseudonimem Bartek Rojny. Nie szczędził słów krytyki, opisując zamieszczony tam brutalny opis gwałtu, czym rozpoczął dyskusję, w której wzięli udział czytelnicy i autorzy. Negatywnie o książce wypowiedzieli się między innymi Przemysław Semczuk, Przemysław Żarski, Jacek Galiński i inni twórcy.

Reklama

Niedługo później do sprawy odniósł się wydawca książki, Wydawnictwo Znak, publikując na swoim Facebooku oświadczenie. Napisano w nim, że scena została „wyjęta z szerszego kontekstu i nie jest reprezentatywna dla całej fabuły”, a wydawnictwo przeprasza tych czytelników, „którzy poczuli się zaniepokojeni i dotknięci”.

Kwestia wydawnictwa, czyli niech pierwszy rzuci kamieniem

Wśród głosów, podnoszonych po publikacji fragmentu z opisem gwałtu, nie brakowało takich, które krytykowały decyzję Wydawnictwa Znak, by wydać książkę Rojnego. Przypominano katolickie korzenie wydawnictwa i wcześniejsze publikacje – książki, które stanowią ważną część polskiej kultury. Wydawnictwo broniło się podkreślając, że książkę Rojnego wydało pod szyldem komercyjnej marki Chilli Books („CHILLI BOOKS to rosnące napięcie i buzujące emocje. Pasjonująca rozrywka. Książki, które rozbudzają apetyt na więcej” – taki opis widnieje na stronie wydawcy).

Czy powinno dziwić, że brutalny kryminał wychodzi pod parasolem statecznego krakowskiego wydawnictwa, jeśli książki Blanki Lipińskiej przejęła Agora, dom wydawniczy znany przecież z powieści zupełnie innego kalibru? Zresztą, polskie wydawnictwa nie stronią od książek, które dobrze się sprzedają, zapewniając finansowanie mniej komercyjnym, ambitniejszym publikacjom. Marginesy mają w ofercie powieści Heather Morris, które rozpoczęły „modę na Auschwitz”, Sonia Draga – erotyki E.L. James, po publikacji których rynek zalała fala książko-podobnych tworów, którym blisko do pornografii. Mimo tego część czytelników wciąż postrzega dane wydawnictwa jako silne marki, a widząc w księgarni książkę wydaną pod ich szyldem, oczekuje określonej treści. Do wątku czytelniczych oczekiwań jeszcze za chwilę wrócę. 

Normalizowanie brutalności czy przyjęta konwencja?

Czego pisarz nie powinien przelewać na papier? Gdzie kończy się wolność artystyczna, a zaczyna działanie na szkodę innych ludzi? Co z burzącymi opinię publiczną opisami zawartymi w „Malowanym ptaku”„Mechanicznej pomarańczy” i „American Psycho”, perwersyjnymi scenami z „Pianistki” i „Nagiego lunchu”? A to przecież książkowe klasyki – pozostaje jeszcze kwestia współczesnych hitów sprzedaży.

Uważam, że ważny jest kontekst przedstawionych treści. Przykład? Granica została przekroczona, jeśli w książce przedstawiono seks bez zgody jako podniecający, pożądany, dobry (bo seks bez zgody to gwałt i jako taki powinien być potępiany). Gdy opisuje się brutalne sceny w pozytywnym świetle, książka staje się szkodliwa społecznie, niebezpieczna, szczególnie dla młodych czytelników. Autor – a także pracujący nad książką redaktor i wydawnictwo wypuszczające daną książkę na rynek – powinni być świadomi, że ciąży na nich za to odpowiedzialność.

Tak jednak funkcjonowałby idealny rynek książki. Rzeczywistość jest inna. Jak więc bronić się przed książkami, które uważamy za złe i szkodliwe? Czy rozwiązaniem będzie tu instytucja Wielkiego Cenzora, wycinającego bezlitośnie bulwersujące mordy i zakazane opisy seksualnych odchyleń od (z góry ustalonej) normy?

Reklama

Zamiast cenzury – oznaczenia na książkach?

Tu wracamy do tematu czytelniczych oczekiwań. Szukając lektury w księgarni, zwracamy uwagę na projekt okładki, nazwę i markę wydawnictwa, zamieszczony z tyłu opis i na ich podstawie wyrabiamy pierwszą czytelniczą opinię. Znamiennym jest, że książki pozbawione są oznaczeń takich, jakie z powodzeniem i od lat funkcjonują w branży filmów czy gier komputerowych. Kryterium wieku, ostrzeżenie o zawartości brutalnych scen przemocy, seksu i zażywania narkotyków nie dziwią, gdy włączamy film w telewizji, serial na platformie streamingowej czy wybieramy grę, w którą chcemy zagrać na przykład z dorastającym dzieckiem. Dlaczego podobnych informacji brakuje na okładkach książek? Jeśli wydawcy przyjęliby ustandaryzowany system oznaczeń – na przykład „dla czytelników dorosłych” – wiedzielibyśmy, czego się spodziewać po publikacji, po którą sięgamy. Przydatne byłyby także oznaczenia gatunkowe – informacja, że dana książka zawiera elementy gore, slash lub horroru ekstremalnego.

Tu jednak pojawiają się pytania – kto miałby ustalić dany system oznaczeń i weryfikować sumienność wydawców w stosowaniu się do niego? Idąc dalej – czy o klasyfikacji danej książki miałby decydować autor, redaktor, a może zespół do spraw marketingu? Czy jako 18+ miałaby być oznaczana każda książka zawierająca: a) scenę przemocy (motyw obecny nawet w książkach dla dzieci/młodzieży), b) scenę morderstwa (niemal każdy kryminał), c) scenę gwałtu (licznie obecne w romansach)? A może decydujący miałby być język (ohydny), tematyka (kontrowersyjna), przedstawienie kobiet czy dzieci (krzywdzące)? Otwiera się pole do, jakże potrzebnej, dyskusji. 

Czy tego chce czytelnik?

Niewątpliwie książki, w których nie brak brutalnych i kontrowersyjnych scen, są popularne i mają swoich wiernych fanów. Tak jest w świecie kryminałów i thrillerów, a także romansów, czego przykładem jest nie tylko sukces komercyjny (książkowy i filmowy) Blanki Lipińskiej, szeroko krytykowanej za pornograficzne przedstawianie scen przemocy wobec kobiet, lecz także innych autorek, które nie stronią od scen określanych przez promujące je wydawnictwa jako „pikantne”, „niegrzeczne” czy „ostre”. Pisanie książek czy opowiadań z wątkiem miłosnym czy erotycznym mają na swoim koncie także twórcy kojarzeni z innymi gatunkami, np. Michał Gołkowski, Katarzyna Berenika Miszczuk czy Robert Ziębiński.

Trudno jednak winą za taki stan rzeczy obarczać czytelników i wywoływać w nich poczucie winy związane z książkowymi preferencjami. W kraju, w którym – według badań Biblioteki Narodowej – w ciągu roku przynajmniej jedną książkę przeczytało zaledwie 39% Polaków, nie powinniśmy zawstydzać tych, którzy po pracy, zajęciu się dziećmi, posprzątaniu, ugotowaniu obiadu i wyprowadzeniu psa, sięgają po powieść. Nawet, jeśli jest to pełen krwii thriller czy kolejny „pikantny erotyk”. Niektórzy od literatury oczekują piękna, dobra i prawdy, inni – chwili relaksu, mocnych wrażeń i oderwania od codzienności. A jednak ważne, aby nie karmić umysłu wyłącznie książkową papką i uważnie dobierać lektury, ponieważ niektóre mogą przynieść więcej szkody niż pożytku, szczególnie u niewyrobionego czytelnika.

Jako świadomy czytelnik wiesz więcej 

Oczywiście każdy ma inną wrażliwość czytelniczą. Niektórych będą odrzucać opisy mordów u Jo Nesbø, tortury z książek J.D. Barkera czy przemoc wobec dzieci (a ta pojawia się na przykład w „Ciemno, prawie noc”), inni będą jednak niewzruszeni. Dla tych osób, które są dopiero na początku swej czytelniczej drogi i nie wyrobili sobie jeszcze własnego gustu, niektóre książki mogą być szczególnie niebezpieczne. Dlatego ważne, by wiedzieć, czego oczekujemy po książce, co ma nam dawać literatura i gdzie jest granica, której nie chcemy przekraczać (szczególnie gdy brak na okładkach książek stosownych ostrzeżeń).

Kluczowa jest więc czytelnicza świadomość. Aby ją wyrobić, rozmawiajmy o książkach (szczególnie z najmłodszymi!), czytajmy je krytycznie, zastanawiajmy się, czego potrzebujemy i szukamy. Miejmy możliwość podejmowania indywidualnych decyzji odnośnie wyboru lektur, a naszymi wrażeniami dzielmy się z innymi. Odradzajmy im książki, które uważamy za złe, polecajmy te naszym zdaniem wartościowe. Na dobry początek.

Reklama

komentarze [66]

Sortuj:
22
0
11.02.2021 14:03

Pod poniższym linkiem znajduje się odpowiedź na pytanie zadane w wąku, którą onegdaj mimochodem usłyszałam nie uczestnicząc jednak w dyskusji, w której padła. Niepewna kontekstu pozwolę sobie zauważyć, że pasuje tu jak ulał, aczkolwiek niekoniecznie dotyczy gwałtu czy mordu.

Jedynie osoby naprawdę chętne do zapoznania się z przypadkowo, moim zdaniem, pasującą tu opinią...

więcej

75
0
15.02.2021 18:52

Kwintesencja czterostronicowej dyskusji.
Genialne.


109
106
11.02.2021 13:25

Sztuczny sposób na reklamę książki i sztuczny problem. Nie przesadzajmy. Ani to nowe, ani takie szokujące, ani groźne. Dzieciom na dobranoc nikt tego czytać nie będzie, a dorosły jak nie chce to przecież nie musi. Okładka sama wskazuje gatunek. Kto nie lubi tego typu literatury nie kupi ani Parafila ani 365 dni ani innych tego typu tekstów.


231
32
11.02.2021 10:35

Piękna reklama Parafila. Pół biedy z niepotrzebną przemocą i przekraczaniem granic dobrego smaku, bo od punktowania tego są inni, ale nie promujmy przy okazji słabej, źle napisanej literatury.


205
72
10.02.2021 16:37

Jak czytam, że to, czy coś w literaturze jest ok albo nie ok, zależy od tego, czy jest pokazane w dobrym świetle czy nie, to zapala mi się czerwona - nomen omen - lampka. Już kiedyś tak było, że trzeba było klasę robotniczą pokazywać w dobrym świetle, a zgniłą burżuazję, wrogów ludu i własność prywatną w złym. Literatura to nie są wychowawcze opowiastki z morałem, a im...

więcej

3101
1
09.02.2021 14:20

Wolę w literaturze brutalne gwałty, mocz, krew i pot niż pensjonarskie wypociny autorek o romantycznej miłości Kena I Barbie, przynajmniej jest ciekawiej w tym worze ze słabizną zwaną powieścią współczesną.


205
16
09.02.2021 15:39

a ja właśnie wolę pretensjonalność, Kena i Barbie od naturalizmu, gwałtu i moczu. Na tym polega potęga literatury, że każdy może sobie wybrać co lubi.


3101
1
14.02.2021 15:19

Nie nazwałabym tego "literaturą", podobnie jak wypocin Rojnego.


0
1421
konto usunięte
09.02.2021 13:33

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


433
88
09.02.2021 13:11

Nie sztuką jest napisać scenę gwałtu, morderstwa, brutalności, czy tortur. To może zrobić prawie każdy. Sztuką jest napisać o problemie, wcale go nie opisując.

Od zawsze pisarze próbują szokować przemocą, ale jedynie garstka z nich ma tak na prawdę przez to coś do powiedzenia. Zdecydowana większość robi to, gdyż to się sprzedaje.

I dlatego nie na pisarzach bym się...

więcej

40
40
09.02.2021 21:40

Nie zgodzę się. Jeśli prawie każdy może napisać brutalną scenę, to i prawie każdy może napisać scenę jedynie problem sugerującą. Jedno i drugie można napisać lepiej lub gorzej.

Osobiście cenię sobię w książkach oba te podejścia. Może być dyskretnie, cicho i subtelnie, może być ostro i dobitnie - byle nie było nijako. Brutalne sceny lubię (o ile nie grzreszą skandalicznie...

więcej

307
104
10.02.2021 09:20

dobrze ujęte!


3101
1
14.02.2021 15:21

Oczywiście, że to sztuka napisać taką scenę. Dlatego musimy czytać te gniociska.


225
40
08.02.2021 19:44

lubię kryminały, nie mam problemu z opisami typu "oczy na wierzchu" czy "głowa wisząca jakby na strunie"... ale fragment książki "Parafil" przeraził mnie, obrzydził i zniechęcił do zapoznania się z tym dziełem... gwałt z użyciem tarki? moja wyobraźnia, choć ogromna, tego nie obejmuje. są granice dobrego smaku a autor je zdecydowanie przekroczył.
ktoś z Państwa napisać że...

więcej

40
40
09.02.2021 21:45

Nie byłabym taka pewna, czy żadna...
Pytanie, czy więcej jest tych, którzy nie usłyszeliby o tej książce gdyby nie ta afera, ale teraz usłyszeli i sięgną; czy też tych, którzy by ją przeczytali, ale zrezygnowali w skutek tego zamieszania.

Wydaje mi się, że tych pierwszych może być dużo więcej - choćby dlatego, że informacja o zwykłej nowej, niekontrowersyjnej ksiażce nie...

więcej

108
102
08.02.2021 14:09

Chyba najważniejszy jest świadomy wybór. Oczywiście można się krzywić na 'dzieła' których sensem istnienia jest pokazywanie zboczeń, tortur, morderstw, gwałtów i innych okropieństw, odpowiednio podkręconych i 'przyprawionych', ale okrucieństwo jest niestety wpisane w psychikę człowieka i nic tego nie zmieni. Zawsze chętni się znajdą - i do pisania i do czytania. Jako...

więcej

168
44
07.02.2021 22:06

Co do oznaczeń.. "Niegrzeczne książki" wprowadziły "hot level" ukazujący jak bardzo gorąca i niegrzeczna jest dana książka. Jak chcemy romans z mniejszą ilością scen erotycznych wybieramy taką z oznaczeniem 1/5. Jeśli chcemy powieść dosyć mocną, wulgarną itd. można wybrać książkę z wyższym poziomem "gorąca", np. hot level 4/5 lub 5/5. Moim zdaniem, to bardzo fajna...

więcej

zgłoś błąd