Film „365 dni” na podstawie książki Blanki Lipińskiej hitem Netflixa

LubimyCzytać
13.07.2020

Blanka Lipińska ma powody do radości. Choć film na podstawie jej debiutanckiej książki jest miażdżony przez krytykę, jednocześnie bije rekordy popularności. Nie tylko w Polsce – jest w czołówce najchętniej oglądanych produkcji w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, a hasztag #365days na TikToku ma 1,7 miliarda wyświetleń.

Film „365 dni” na podstawie książki Blanki Lipińskiej hitem Netflixa

Film „365 dni” powstał na podstawie książki o takim samym tytule. Główna bohaterka, Laura Biel, wybiera się na wakacje na Sycylię. Tam zostaje porwana przez sycylijskiego mafioza. Ogarnięty obsesją na punkcie dziewczyny don Massimo pragnie ją zmusić do pokochania go i w tym celu więzi Laurę przez okrągły rok. Fabuła obfituje w dramatyczne zwroty akcji oraz wiele pikantnych scen seksu. Czytelnicy serwisu lubimyczytać.pl wystawili książce średnią ocenę 5,2/10 – oddano ‎7652 głosy. Na portalu Filmweb produkcja kinowa oceniana jest niżej – średnią 3,9 wystawiło 79566 widzów. Serwis RottenTomatos przedstawia jeszcze gorsze wyniki: film ma 0% pozytywnych recenzji.

Blanka Lipińska – nowa gwiazda polskiego rynku książki?

O Blance Lipińskiej jest głośno od 2018 roku, gdy nakładem Edipresse została wydana jej pierwsza książka. Niewiele później powstały kolejne dwie części opowieści o Laurze i Massimo – „Ten dzień” (z fotografią samej autorki na okładce) oraz „Kolejne 365 dni”. Trzecia książka przyniosła Lipińskiej nagrodę Bestseller Empiku 2019, przyznawaną tym twórcom, których dzieła najlepiej sprzedają się w sklepach sieci księgarni.

Ostatnia część cyklu została wydana już nie przez Edipresse, lecz Agorę. Jak czytamy na stronie wydawnictwa, autorka zdecydowała się na zmianę biorąc pod uwagę plany związane z powstaniem ekranizacji.

Współpraca z Edipresse Książki zagwarantowała mojej debiutanckiej powieści „365 dni” sukces i status bestsellera. Teraz przyszła pora na kolejny krok, który zamierzam wykonać wspólnie z Agorą – koncernem nie tylko wydawniczym, ale i, co dla mnie ważne, dystrybutorem filmowym.

Reklama

Popularność wśród czytelników nie szła jednak w parze z uznaniem krytyków. Kontrowersje wzbudziły sceny seksu i przemocy, opisane na kartach książek. Wskazywano na to, że „365 dni” romantyzuje przemoc wobec kobiet, w pozytywny sposób przedstawia mizoginię, pochwala toksyczną relację opartą na manipulacji i szantażu. Głośno komentowano również scenę seksu oralnego, który Massimo wymusza na swojej pracownicy, stewardessie. I choć kobieta nie daje zgody na zbliżenie, to Blanka Lipińska zaprzeczała stwierdzeniu, że doszło do gwałtu, a swojego zdania broniła w wywiadach (np. w rozmowie opublikowanej we „Wprost”).

„365 dni” hitem i jako książka, i jako film

Kontrowersje nie przeszkodziły (a może raczej: pomogły) w przeniesieniu pierwszej części cyklu na ekran kinowy.

W ekranizacji zagrali zarówno nieznani szerszej publiczności aktorzy, jak i popularne gwiazdy. W roli Laury wystąpiła debiutująca na dużym ekranie Anna-Maria Sieklucka, a we włoskiego gangstera wcielił się Michele Morrone. Poza tym w obsadzie znaleźli się również Magdalena Lamparska, Natasza Urbańska, Grażyna Szapołowska i Tomasz Stockinger. Za reżyserię byli odpowiedzialni Barbara Białowąs i Tomasz Mandes, a autorem zdjęć został Bartek Cierlica. Produkcja powstawała nie tylko w Polsce – kręcono także w malowniczych Włoszech. Szczegóły można podejrzeć na wideo z „making off” na kanale Blanki Lipińskiej, które na YouTube ma już 2,5 mln wyświetleń.

Filmowa wersja „365 dni” miała premierę na kilka dni przed Walentynkami tego roku. Produkcja okazała się wielkim sukcesem i zdeklasowała konkurencję – w ciągu pierwszych trzech tygodni obejrzało ją 1,5 mln widzów. Po kilku miesiącach obecności w kinach film zaczął być dostępny w internecie – 1 kwietnia trafił na platformę Netflix. Otwarcie się na widzów z całego świata sprawiło, że polskie „Pięćdziesiąt twarzy Greya” stało się naprawdę sławne. A jak ekranizacja wpłynęła na komercyjny sukces publikacji książek?

Międzynarodowy sukces filmu sprzyja świetnej sprzedaż książki „Kolejne 365 dni" - potwierdza Wydawnictwo Agora.

Reklama

Sex sells, czyli seks się sprzedaje

Po tym, gdy film trafił na Netflixa, świat oszalał na punkcie „365 dni”. Produkcja w czasie pandemii koronawirusa stała się megahitem platformy. Po dwóch dniach od premiery została numerem 1. w top 10 Netflix USA, a w światowym rankingu uplasowała się na drugim miejscu (zaznaczmy, że film miał swoją premierę na platformie Netflix w USA i Wielkiej Brytanii 7 czerwca). Jeszcze dwa tygodnie temu film był na trzecim miejscu najchętniej oglądanych produkcji w Netflix USA i na czwartym w Netflik UK. „365 dni” ogląda cały świat.

Niewątpliwy wpływ na gigantyczną popularność filmu miał TikTok – aplikacja służąca do nagrywania i oglądania krótkich wideo, niezwykle popularna szczególnie wśród młodych użytkowników internetu. To właśnie na tej platformie rozpoczęło się wyzwanie związane z filmem. Tak zwane „365dayschallenge” polega na nagrywaniu reakcji podczas oglądania filmu – szczególnie w momencie scen na jachcie. Najsłynniejsze momenty filmu rozgrywają się tuż po tym, jak mafioso wyrzuca główną bohaterkę za burtę, a następnie ratuje ją od utonięcia. Chwilę później bohaterowie oddają się romantycznym uniesieniom – choć to duże niedopowiedzenie. Widzowie (i widzki) kręcą filmiki ukazujące zarówno ich zachwyt urodą głównego aktora, jak i zażenowanie ukazaną sceną seksu. Na chwilę obecną hasztag #365days ma 1,7 miliarda wyświetleń [sic!], a #365daysmovie ponad 220 miliony.

Piszący dla „Guardiana” Stuart Heritage pisze: „To film wprost skierowany do napaleńców, którzy są na tyle bystrzy, by założyć konto na Netflixie, ale zbyt głupi, by wpisać słowo Pornhub w wyszukiwarkę”, stwierdza.

Światowe media o polskim filmie

Triumfalnego pochodu produkcji „365 dni” po światowych topkach popularności nie mogły zlekceważyć największe międzynarodowe redakcje. Spory artykuł poświęcił dziełu Blanki Lipińskiej między innymi wspomniany wyżej brytyjski „The Guardian”. Produkcja określana jest tam jako „softcore porno, którego widzowie nie mogą przestać oglądać” oraz „zaskakujący hit Netflixa, który jest absolutnie okropny”.

„Ten film jest bardzo zły - pisze brytyjski dziennikarz. - Zła jest sama fabuła, złe jest wykonanie. Istnieje teoria, według której „365 dni” cieszy się obecnie tak wielkim sukcesem, ponieważ z powodu kwarantanny podczas pandemii wszyscy jesteśmy niemożliwie napaleni”.

Słów krytyki polskiemu hitowi nie szczędzi również krytyk Roger Moore z Movie Nation. „Dobrze, że LOL znaczy to samo po polsku, co po włosku”, pisze i dodaje, że film cofa kobiety o 50 lat oraz nakazuje unieważnić wszystkie słowa krytyki, jakie padły pod adresem „Pięćdziesięciu twarzy Greya”.

Także „The Variety” w swojej recenzji zmiażdżyło film. W tekście przyrównano go do nowoczesnej wersji historii o Pięknej i Bestii – lecz jeszcze bardziej zacofanej, niż oryginalna bajka – opowiadającej o pustej idiotce zakochującej się w bogatym mafioso. Autorka recenzji ostro skomentowała także scenę ze stewardessą, widząc w niej usprawiedliwienie gwałtu. Jednak na „Variety” już dzień po opublikowaniu recenzji można było także przeczytać wywiad z autorem zdjęć Bartkiem Cierlicą, zatytułowany „Jak operator uzyskał efekt autentycznych scen seksu w gorącym dramacie Netflixa”. Publiczność wymaga, publiczność dostaje.

Podśmiewywanie się z produkcji i wskazywanie na słabości w fabule czy realizacji filmu to jedna strona medalu. Druga to podkreślane także za granicą poważniejsze zarzuty. Brandon Katz z „Observera” wskazuje, że rosnąca popularność filmu może być dla Netflixa niekoniecznie powodem do radości, lecz do zmartwień i przywołuje pełne rozgoryczenia i szoku komentarze widzów na temat romantyzowania syndromu sztokholmskiego.

Reklama

Netflix nie usunie „365 dni”

Organizacja Pro Empower wystosowała prośbę do brytyjskiego oddziału Netflixa o umieszczenie ostrzeżenia, że film zawiera niewłaściwe treści oraz rozważenie usunięcia go z platformy. W piśmie czytamy, że produkcja niesie ze sobą poważne niebezpieczeństwa, gdyż „umacnia kulturę gwałtu”. Na stronie Change.org znajduje się petycja, której sygnatariusze domagają się zdjecia filmu (aktualnie zebrano blisko 80 tys. podpisów z wymaganych 150 tys.). „365 dni” ma też swoich przeciwników wśród Francuzów (pod ich petycją podpisało się ponad 40 tys. internautów).

Głos zabrała także brytyjska wokalistka Duffy. Powołując się na własne doświadczenia związane z uprowadzeniem do obcego kraju oraz gwałtem, w liście otwartym do szefa Netfliksa, Reeda Hastingsa, piosenkarka zaapelowała o usunięciue filmu z oferty platformy. Przypomniała, że handel ludźmi to współczesnie gigantyczny problem – szacuje się, że ok. 25 mln ludzi na całym świecie jest przetrzymywanych wbrew ich woli.

„Jako osoba publiczna oraz ofiara takich przestępstw jestem zszokowana tym, że [na Netflixie] ten film pokazuje się nastolatkom jako rekomenacja do obejrzenia” - pisze Duffy. „Martwi mnie fakt, że na Netflixie znalazło się miejsce dla takiego „kina”, które trywializuje przemoc seksualną, pokazując ją jako coś „seksownego”. Nie mogę sobie wyobrazić, jak Netflix mógł zignorować tak niebezpieczne i szkodliwe przesłanie tego filmu. (...) Niestety ofiary handlu żywym towarem i porwań często są „niewidoczne”, a w „365 dniach” ich cierpienie jest ukazywane jako „dramat erotyczny”, jak opisuje film Netflix.”

Netflix odpowiedział na list otwarty wokalistki i zapowiedział, że nie usunie „365 dni” ze swojej oferty. Przedstawiciele platformy podkreślili, że film był już wcześniej wyświetlany w kinach i nie odpowiadają za jego produkcję. Zwrócili także uwagę na jego gigantyczną popularność oraz fakt, że odbiorcy mogą sami wybierać treści, które oglądają. 

I choć widzowie są podzieleni – jedni kręcą wideo, na których uwieczniają swój zachwyt filmem, inni nie kryją oburzenia – to niewątpliwie rozpędzoną machinę, jaką jest „365 dni” trudno będzie zatrzymać. Można się domyślać, że w kolejce do ekranizacji są kolejne dwie książki Lipińskiej, zatem z Laurą i Massimo będziemy mieć do czynienia dłużej, niż tylko tytułowy rok.

Fot. otwierające: kadr z filmu „365 dni”, Next Film

[ec]

Reklama

komentarze [61]

Sortuj:
940
32
21.07.2020 16:02

Hehe, nikomu się nie podoba, nikt nie może powstrzymać się od kilku zgryźliwych słów krytyki, nikt nie poleca, ale dziwnym trafem film bije rekordy popularności. Trochę przypomina mi to sytuację z rozmowami z Remigiuszem Mrozem, jakie publikowane były na łamach LC - sekcja komentarzy pękała w szwach (dominowało mieszanie...

więcej

328
48
17.07.2020 14:22

Dla mnie "365 dni" to odświeżona wersja starej fantazji o przystojnym arabskim szejku porywającym kobiety do swojego złotego pałacu i zasypującym je bogactwami. W Newsweeku z lutego ukazał się artykuł opisujący zjawisko rosnącej popularności opowiadań erotycznych na aplikacji wattpad oraz zawierający wypowiedzi osób, które piszą i czytają takie rzeczy. Polecam przeczytać...

więcej

25
17
16.07.2020 12:15

Nie czytałam - szkoda mi było na to czasu.
Obejrzałam. Nie rozumiem sensacji w żadną stronę.

Erotyk jak erotyk. Historia przewidywalna, infantylna, przekolorowana.
Jakby nie patrzeć główny bohater jest spełnieniem fantazji zapewne wielu kobiet, które marzą o tym by ich "przeciętne" życie zmieniło się w taki sposób. Można o to częściowo obwiniać bajki, na których...

więcej

273
68
15.07.2020 17:09

To przykre.


838
838
15.07.2020 17:01

'' Święte '' słowa Bogdana Smolenia, jedne z moich ulubionych zrsztą '' A to dziwne , bo kiedyś normą był ogół , a nie margines ''


3961
3721
15.07.2020 15:05

Najlepsze filmy to horrory i epicka fantasy.
Jm


534
99
14.07.2020 23:14

E tam, te wyświetlenia są mylące. Ja obejrzałam początek, stwierdziłam, że dzieło mnie przerasta i przewinęłam na koniec, żeby zobaczyć, czy jest możliwe sensowne zakończenie tak miałkiej fabuły... No cóż, chciałam wiedzieć, to wiem, że nie.
Jedyny plus to główny aktor, trochę drewniany, ale przystojny. Świat faktycznie schodzi na psy, gdzie te czasy, kiedy erotykę w kinach...

więcej

838
838
15.07.2020 17:05

Nie obrażaj psów 😉 , świat po prostu idiocieje i to '' widać, słychać i czuć ''


269
83
14.07.2020 21:53

Nie czytałem książki, filmu również nie widziałem nie mój klimat, mogę się tylko kierować opiniami moich znajomych których opnie są podzielone od pozytywnych do bardzo negatywnych. Ale do myślenia dała mi ostatnio piosenkarka Duffy która wypowiedziała się o filmie w ten sposób:

"Martwi mnie fakt, że na Netfliksie znalazło się miejsce dla takiego „kina”, które trywializuje...

więcej

3961
3721
14.07.2020 17:50

Uważam,że 365 Dni.To już książka kultowa.Tyle o niej się mówi,piszę.I im bardziej gorzej,tym więcej ludzi.Zaznacza chcę przeczytać.


1
1
16.07.2020 09:25

Człowieku, czy Ty w ogóle rozumiesz, co to znaczy książka kultowa???


3961
3721
16.07.2020 09:45

To książka, o której się mówi.Nawet jeżeli się mówi o niej źle.


1
1
16.07.2020 16:06

Tak myślałem. Nie rozumiesz.


3961
3721
16.07.2020 17:51

Ma wpływ na literatur,czyt nie ma.Ma bo o tej książece stale się mówi.Do znudzenia.


1
1
17.07.2020 11:42

Nie ma wpływu na literaturę, bo sama nie jest literaturą, tylko bełkotem sfrustrowanej autoreczki.


3961
3721
17.07.2020 12:11

Dla mnie jest.


1
1
17.07.2020 12:53

Cóż, wypada współczuć.


3961
3721
17.07.2020 12:55

Są inne powody.


1
1
17.07.2020 14:34

Zapewne nie mające nic wspólnego z literaturą.


3961
3721
17.07.2020 14:40

To już inna para kaloszy


1
1
17.07.2020 16:59

No, czyli wszystko jasne. To coś nie jest literaturą, nie służy do czytania, tylko do zabawy.


3961
3721
17.07.2020 17:01

Ja czytam głównie dla zabawy


471
127
14.07.2020 14:15

wszyscy marudzili na Grey'a, ale tam chociaż była jakaś fabuła i coś się działo, a po obejrzeniu 365 dni byłam zdegustowana... obejrzałam z ciekawości, bo wszędzie obwieszczano że hit na Netflixie jest ... taaaa


zgłoś błąd