Grupa dyskusyjna Aktualności

8195
Dyskusji
1057192
Czytelników
Kategoria
Należysz

Książki wolno dojrzewające

Marcin Zwierzchowski
utworzył 21.10.2020 o 14:38

Rynek przyzwyczaił nas, że autor to ktoś, kto nową książkę publikuje co roku. Albo lepiej: co pół roku, co kwartał, a może i dziesięć książek w dwanaście miesięcy. Kończysz czytać jedną książkę, nowy tytuł od twojego ulubionego pisarza już czeka w kolejce. Nie wszyscy wytrzymują to mordercze tempo. Nie wszyscy powinni – niektóre opowieści potrzebują czasu, niektórych historii nie da snuć w pośpiechu.

Zobacz pełną treść

Lista wypowiedzi [40]

Sortuj:
48
0
21.10.2020 14:38

Zapraszam do dyskusji.


418
90
24.10.2020 10:31

Pisanie na akord to nie pisanie tylko produkcja makulatury.


420
122
24.10.2020 12:14

Z ust mi to wyjąłeś !


598
0
24.10.2020 12:24

Za makulaturę tyle nie płacą - wiem z doświadczenia. :)


7014
362
24.10.2020 15:16

Albo obsesyjno-kompulsyjne realizowanie grafomanii (czyli zaburzenia) ;)


441
52
24.10.2020 11:46

Ja powiem krótko Remigiusz Mróz sprawił że więcej ludzi zaczęło sięgać po książki. Natomiast już od samych czytelników zależy czy na mrozie pozostają czy zaczynają poznawać i rozeznawać rynek. Uważam pomimo tego że kilka serii Mroza lubię to nie jest zbytnio w porządku do czytelników zaniedbując rozpoznanie tematu analogowo i wypuszczając kilkanaście książek rocznie. Moim...

więcej

4085
3845
24.10.2020 14:07

Ja już się szykuje na Mroza Halny


1609
54
24.10.2020 23:13

Jak zwykle komentarz, który nic nie wnosi.


222
32
26.10.2020 16:47

Znany tutaj troll.


129
2
24.10.2020 16:21

Mnie intryguje jak wyglądają surowe materiały, które poczytny autor przekazuje wydawnictwu. Jak wielki wpływ na ostateczny kształt książki mają korekty? Nie trudno wyobrazić mi sobie, że niektórzy autorzy dopieszczają każde zdanie, natomiast inni spoczywają sobie na laurach, piszą szkic, nad którym biedzić się musi potem ktoś inny. W końcu wymyślić historię to jedno,...

więcej

166
47
24.10.2020 21:07

Też mnie to intryguje. Szczególnie wtedy, gdy czytam książkę pełną błędów wszelakich, a która to zaliczyła redakcję i korektę. To w takim razie jak musiała wyglądać pierwotnie, kiedy została przyjęta przez wydawnictwo? Czy dało się zrozumieć coś z pomysłu autora, skoro tak wygląda wersja poprawiona? A przede wszystkim - dlaczego ktoś zgodził się opublikować coś takiego?...

więcej

166
47
24.10.2020 16:23

Od dłuższego czasu mam wrażenie, że ten pęd do wypluwania nowych książek jak najszybciej powoduje zmniejszanie zawartości książki w książce. Im nowsza, tym większa szansa na 250 stron, z czego kilkanaście (albo kilkadziesiąt, ale bądźmy optymistami) ma jedynie tytuł rozdziału, sąsiednia strona jest pusta, a sam rozdział zaczyna się gdzieś w połowie kartki. Do tego...

więcej

580
244
24.10.2020 16:37

Oprócz fontu dla bardzo zaawansowanych krótkowidzów jeszcze bardzo szerokie marginesy z obu stron, z góry i dołu plus gruby, szybko żółknący papier jak w latach 60-tych czy 80-tych XX w.
Ale to pół biedy gorzej, że treść coraz gorsza.


166
47
24.10.2020 16:48

Na marginesy to już przestałam zwracać uwagę, ale to prawda. Książki wydane 20-30 lat temu mają perfekcyjne wykorzystanie kartki, niezależnie od jej jakości. Kolor kartek nie robi mi różnicy, chociaż mógłby nie zmieniać się od stania na półce.


580
244
24.10.2020 16:56

Żółknięcie to cecha uboczna. Chodzi o gruby papier. Książka wygląda na "cegłę" o grzbiecie szerokości 3 cm, a 20-30 lat temu miałaby grzbiet szerokości 0,5 cm i format kieszonkowy (o ile wtedy ktoś by to wydał).


166
47
24.10.2020 17:09

Tu chyba duże zróżnicowanie jest, ponieważ ja częściej widuję cieniutkie kartki, aż prześwitujące - co też nieco mnie drażni.. Zaintrygowało mnie to, chyba poprzeglądam książki!


425
122
24.10.2020 23:43

Ja oprócz tego trendu, o którym piszesz, zauważam również płodzenie opasłych tomiszczy, w których treści jest na góra 200-300 stron, a mających często prawie 800. Bo w końcu, jak ktoś się szarpnął na taką monumentalną rzecz, to to nie może być słabe ;)


166
47
25.10.2020 00:31

Zdecydowanie. Najczęstszym powodem
mojego narzekania (pomijając błędy) jest właśnie to, że można było to skrócić dla dobra wszystkich. Niestety dotyczy to również tych krótkich książek, a trochę przeraża mnie myśl, że nie starczyło treści na te 250 stron


2988
47
24.10.2020 16:35

Książek tych autorów, co piszą masowo - unikam, na inne, rodzące się czasem wiele lat, z utęsknieniem czekam. Na przykład warto (moim zdaniem) czekać na to, co wyjdzie spod pióra Jonathana Safrana Foera, Michela Fabera, Davida Mitchella, Yanna Martela, Melanii Mazucco czy Zerui Shalev. Każda ich książka to dla mnie święto, dojrzewają długo. Na szczęście podobno niedługo ma...

więcej

166
47
24.10.2020 16:45

Autorów masówki raczej ignoruję, zwyczajnie w którymś momencie zaczynam przeskakiwać wzrokiem po nazwisku i nawet nie zwracam uwagi na tytuł, bo to pewnie kolejny nowy. Taki naturalny mechanizm obronny 😀

Bezgwiezdne Morze właśnie czytam i muszę przyznać, że Morgenstern ma dość specyficzny styl, to takie snucie baśniowych opowieści. Na ocenę jeszcze za wcześnie, ale już...

więcej

686
628
24.10.2020 16:36

Kiedy okazało się, że niejaki Mróz produkuje 8-9 książek rocznie, przestałem się interesować jego twórczością. Pomysły ma niezłe, to fakt, ale niechlujnego, byle jakiego pisarstwa nie aprobuję.


580
244
24.10.2020 17:15

Pecunia non olet. Sukces ekonomiczny nie musi iść w parze z jakością, a raczej rzadko kiedy idzie przy zwiększeniu ilości. A wspomniany autor stał się już synonimem masowej produkcji książek - gdzieś w necie znalazłem określenie pewnego publicysty "Remigiusz Mróz polskiej prawicy", z uwagi na masowo wydawane przez niego pozycje.


45
2
27.10.2020 10:31

Jak dla mnie to to jest niemożliwe, żeby jedna osoba tyle książek pisała, choćby nie wiem jakie byłyby to gnioty. Nawet jedna książka rocznie to i tak dobre tempo, ale dziewięć? Pachnie do ghostwriterami na kilometr.


273
1
24.10.2020 18:20

"Rynek przyzwyczaił nas, że autor to ktoś, kto nową książkę publikuję co roku." Poprawcie.


185
2
24.10.2020 20:58

Z tymi, którzy piszą za dużo czytelnik zawsze może sobie poradzić. Nie czytając ich.
Większym problemem są ci, którzy piszą za mało. To oznacza niestety niedomknięte cykle. Bywa tak, że czytelnicy już stracili nadzieję na dalszy ciąg i zamknięcie dobrze zapowiadającej się historii.


Reklama
zgłoś błąd