„Doom Patrol” i „The Umbrella Academy”, czyli najdziwniejsze drużyny komiksowych superbohaterów

Marcin Waincetel
18.07.2020

Niektórzy herosi nie mają łatwego życia. Bo oprócz codziennej pracy – ratowania ludzkości przed siłami zła – muszą mierzyć się też z innymi demonami. Ich fizyczny wygląd wzbudza strach i obrzydzenie, a szczególne usposobienie oraz temperament prowadzi do licznych konfliktów, jawnych nieporozumień. Są naprawdę dziwni, choć często bardzo wrażliwi. Wykluczeni ze społeczeństwa. Trudni do zdefiniowania. Czas, abyście się poznali.

„Doom Patrol” i „The Umbrella Academy”, czyli najdziwniejsze drużyny komiksowych superbohaterów

Ich losy znamy zarówno z komiksowych serii, jak i seriali komiksowych, dzięki którymi zresztą zyskali ostatnio na wyjątkowej popularności. Bo zarówno „Doom Patrol” od HBO, jak i „The Umbrella Academy” Netflixa to absolutnie hitowe produkcje opowiadające o dysfunkcyjnych drużynach superherosów. A z rodziną, wiadomo, najlepiej wychodzi się na zdjęciach. Albo na kartach komiksowych albumów. Zanim jednak określimy familijne historie, stwórzmy najpierw ramkę do obrazu – zawsze warto naświetlić popkulturowy kontekst.

Dziwaki z innej paki – najbardziej kuriozalni herosi

Reklama

Dumni, piękni wewnętrznie, jak i zewnętrznie, odnoszący się do ludzkich namiętności – sił i słabości, często tworzeni jednak na wzór antycznych bogów. Bo przecież współcześni superherosi niejednokrotnie odnoszą się do świata dawnych wierzeń, mitologii, o czym przekonuje choćby Aquaman, potężny król podwodnej Atlantydy, członek „Ligi Sprawiedliwości”, jak również Thor, nordycki bóg piorunów, syn Odyna, należący do zespołu „Avengers”. Niektórym bohaterom daleko jest jednak do ideałów.

Bo też niektóre z nadnaturalnych mocy mogą być nie tyle darem, co przekleństwem. Albo przedmiotem kpin, niekiedy słusznych mniej, innym razem bardziej. Weźmy pod uwagę choćby Color Kida z DC, który przejawia nadzwyczajną zdolność – potrafi zmieniać kolory różnym przedmiotom. Niezwykle efektowna umiejętność, zwłaszcza podczas urodzin dla maluchów. Zeitgest, inny z kuriozalnych herosów należący do grupy X-Force, do perfekcji opanował bełtanie na odległość. To znaczy – używanie trujących wymiotów, które przepalają nawet stal.

W uniwersum komiksów z Image odnajdziemy choćby gościa o ksywie Long-Dong, którego potęga zawarta jest w wielkości przyrodzenia. I zostawmy to może bez komentarza. W historii pojawił się też między innymi Bouncing Boy, który był w stanie napompować swoje ciało i przekształcić się w piłkę ludzkich rozmiarów, a także Squirell Girl, urocza dziewczyna potrafiąca komunikować się z wiewiórkami. Ostatnia z wymienionych należy zresztą do grona mutantów Marvela, bodaj najbardziej popularnych przedstawicieli superbohaterskich wyrzutków.

Drużyna „X-Men”, stworzona przez nieodżałowanych gigantów amerykańskiego komiksu – Stana Lee i Jacka Kirby’ego – różni się jednak od grona wspomnianych wcześniej dziwaków. Bo też członkowie specjalnej szkoły profesora Charlesa Xaviera, zmutowani, społecznie wyobcowani, od początku szkoleni byli do tego, aby stać się herosami. Walczyć o wolność, dobrze pojęte równouprawnienie, godność. Prawo do samostanowienia, jakkolwiek podniośle to nie brzmi. Słowem – bardzo szczytne ideały. Ale jest też coś takiego jak proza życia. Nawet gdy jest zwariowana.

Surrealistyczni odmieńcy – oto fantastyczny „Doom Patrol”

„Najdziwniejsi z dziwnych” – dokładnie takim hasłem zachęcano do nabycia osiemdziesiątego numeru dwumiesięcznika „My Greatest Adventure”, w którym po raz pierwszy pojawili się przedstawiciele szalonego zespołu „Doom Patrol”. Co zresztą bardzo ciekawe, debiut – datowany na czerwiec 1963 roku – był spowodowany próbą ratowania magazynu, od którego stopniowo odchodzili czytelnicy znudzeni dotychczasową formułą opowieści spod znaku fantastyki naukowej.

Potrzebny był przełom. Swoista rewolucja fabularnych wzorów, z czego doskonale zdawał sobie sprawę Arnold Drake, scenarzysta pierwszej inkarnacji „Doom Patrolu”, który jako jedno z głównych źródeł inspiracji przy tworzeniu niejednokrotnie wskazywał na „Fantastyczną Czwórkę” wspomnianego nieco wcześniej duetu Kirby-Lee. Drużyna dziwacznych superbohaterów, choć podobna, to jednak paradoksalnie jest jednak skrajnie różna od familii Marvela.

Reklama

Pierwsza formacja „Doom Patrolu” złożona była bowiem z niezwykle oryginalnych osobowości – komiksowy rodowód podkreślono zresztą w serialu produkcji HBO. I tak też w prologu poznajemy niejakiego Cliffa Steela, cenionego kierowcę rajdowego, który podczas jednych z zawodów uległ makabrycznemu wypadkowi. Ocalały z kolizji mózg został przeniesiony do pancernej zbroi, co dało początek narodzinom Robotmana. Nadludzko silnej istoty z umysłem uwięzionym w metalowym więzieniu.

Larry Trainor, znany potem jako Negative Man, to były pilot prototypów myśliwców, który na skutek kosmicznego napromieniowania zyskał szczególną zdolność - kontakt z radioaktywnością wypełnił ciało Larry’ego dziwnymi mocami. Trainor może bowiem uwolnić samoświadomą energię, tak zwaną Negative Spirit, czyli pasożytniczego ducha, który pozwala człowiekowi latać, jednak w świecie superbohaterów nic nie jest dane za darmo. Zwłaszcza wolna wola.

W serialowej wersji komiksu spotkamy się również z Ritą Farr (tak zwaną Elasti-Girl), piękną, zmysłową, charakterną, ale niestety zapomnianą gwiazdą dawnego Hollywood. W trakcie kręcenia jednego z filmów została wystawiona na działanie niezwykłych, wulkanicznych gazów na afrykańskiej ziemi. Bohaterka zyskała zdolność, aby dowolnie powiększać lub zmniejszać swoje ciało – być żywą bronią. Dar, przynajmniej na początku, oszpecił jednak ludzką powłokę młodej kobiety stojącej u szczytu kariery.

Reklama

Chyba najbardziej osobliwą postacią z całego zespołu jest jednak Szalona Jane. Dziewczyna, która cierpi na tak zwane zaburzenie dysocjacyjnej tożsamości, do czego przyczyniła się zresztą rasa obcych. Słowem – umysł Jane Morris jest podzielony na sześćdziesiąt cztery różne osobowości z nadprzyrodzonymi mocami. To żywa, ciągle tykająca bomba atomowa, za której stworzenie odpowiada szkocki scenarzysta Grant Morrison. I to właśnie do komiksowych wizji tego artysty, w Polsce dostępnych za sprawą wydawnictwa Egmont w znacznym stopniu odwołują się twórcy serialu HBO.

Nieformalnym liderem, swoistym opiekunem, ba, ojcem drużyny jest zaś niejaki Niles Caulder, genialny intelektualista, ekscentryk, który pomaga zaadaptować się do ponownego życia swoim skrzywdzonym dzieciom. Bo też tak naprawdę każdy z bohaterów widzi w sobie ofiarę, wyrzutka. Każdy z nich stopniowo odkrywa jednak, że inny, nie znaczy wcale gorszy. Wspomniany Grant Morrison ze społecznie wyalienowanych superherosów stworzył drużynę wyspecjalizowaną w podejmowaniu paranormalnych zadań.

Opowieść o tych niezwyczajnych herosach – tak w formie komiksu, jak i serialu – przepełniona jest bowiem aurą tajemnicy, odnosi się do magii i fantastyki naukowej, a także oniryzmu i surrealizmu zarazem. Dość powiedzieć, że przeciwnikami „Doom Patrolu” jest choćby „Bractwo Dada”, grupa, w której fanatycy starają się zrewolucjonizować myślenie o sztuce, aby zniewolić umysły ludzi, a następnie… przejąć władzę nad światem. W całości pojawia się też gadający karaluch, herold końca świata, koza, w której odbycie znajduje się nie tyle czarna dziura, co przejście do innego wymiaru, demoniczne wcielenie Kuby Rozpruwacza, transseksualna ulica – tak, ulica jest bohaterem – o imieniu Danny, oraz Pan Nikt, właściwie Eric Morden, czyli nazistowski naukowiec, manipulator, arcywróg, który nie raz, nie dwa zwraca się do widzów burząc, ba, demolując czwartą ścianę.

„Doom Patrol” to prawdopodobnie jeden z najciekawszych, najbardziej nieoczywistych seriali o superbohaterach, który wymyka się jasnym klasyfikacjom. Rozrywkowa formuła, nieoczywista treść, komiksowa stylistyka. Ale to niejedyna paczka, na którą warto jest zwrócić naszą uwagę.

Niesforne dzieciaki, czyli „The Umbrella Academy”

Pewnego razu czterdzieści trzy kobiety – rozsiane po całym świecie – dosłownie z dnia na dzień zachodzą w ciążę i natychmiast wydają potomstwo. Po prostu cudowne, chciałoby się powiedzieć, że quasi-boskie narodziny. Sprawą żywo zainteresował się niejaki Reginald Hargreeves, ekscentryczny bogacz i naukowiec, który postanowił zaadaptować siedmioro noworodków. Bardzo szczególnych, charakternych, a jednocześnie wrażliwych. Jak to zresztą w dysfunkcyjnych rodzinkach bywa.

Pomysłodawcą i scenarzystą komiksowej serii „The Umbrella Academy” jest Gerard Way amerykański muzyk, założyciel, lider oraz wokalista amerykańskiej grupy rockowej My Chemical Romance – bardzo zresztą specyficznej nie tylko za sprawą kompozycji, ale też teledyskowych aranżacji, czego dowodem jest choćby „Welcome to the Black Parade” czy chyba najlepiej znany przebój o wyjątkowo chwytliwym tytule „Na Na Na”. Nic też zatem dziwnego, że pierwszy album zbiorczej serii, którą w Polsce wydaje oficyna KBOOM nazwano jako „Suita Apokaliptyczna”. Melodia zwiastująca koniec świata naznaczona jest szaleństwem, jak i tragedią, a to dlatego, że mówimy tutaj o dosyć słodko-gorzkiej historii kolejnej z dysfunkcyjnych rodziny. Potencjał w komiksowych projekcie wyczuli zresztą włodarze platformy Netflix, którzy zrealizowali aktorski serial bazujący na pomyśle amerykańskiego scenarzysty, oraz wizualnej estetyce zaproponowanej przez Gabriela Bá, rysownika serii.

Bohaterowie „The Umbrella Academy” z komiksowego wydawnictwa Dark Horse są bardzo szczególni, podobnie zresztą jak ich dalecy krewniacy z „Doom Patrol”. Bo oto na zbiórce pojawia się przed nami Diego, zamaskowany mściciel, zimnokrwisty zabójca przekonany, że świat potrzebuje superbohatera stojącego na straży porządku, potężny Luther, genetyczna krzyżówka człowieka i małpy, który wstydząc się swojej fizyczności udaje się na wygnanie na Księżyc, Alliso obdarzona mocą sugestii: innymi słowy – wszystko co powie, staje się prawdą, niejaki Klaus, nadzwyczajnie barwny osobnik ze zdolnością lewitacji, telekinezy oraz kontaktów ze zmarłymi, oraz Numer Pięć, 58-latek o wyglądzie niestarzejącego się 13-latka, potrafiący manipulować czasem i przestrzenią.

W komiksie poznajemy ich jako zespół walczący z Gustave’em Eiffelem, który przeżył jako zombie-robot i ze swojej słynnej wieży sieje zniszczenie na ulicach paryskiej metropolii, aby w serialu jeszcze lepiej poznać pokręcony świat niesfornych dzieciaków. Rysunkowa historia, jak i telewizyjna produkcja to szalona wizja spod znaku fantastyki naukowej, w której utrwalono miłość do pulpowych opowieści, poczucie melancholii, a także ekstremalne trudy dorastania. Bohaterowie mierzyć się bowiem nie tylko z dziwacznymi robotami, ale własnymi demonami. Podróżują w czasie i przestrzeni, aby ocalić świat. I samych siebie.

Socjopaci, kryminaliści, awanturnicy z kosmosu!

Emocjonalna bliskość łączy też innych komiksowych herosów. Diablo niebezpiecznych, niezrównoważonych, których celem jest to, aby po pierwsze przeżyć, a potem zlikwidować zagrożenie. Żywymi dowodami są członkowie zespołu „Suicide Squad”, specjalny oddział nazywany grupą samobójców, do którego należy choćby Harley Quinn, ukochana Jokera, ale też inni złoczyńcy z komiksowego uniwersum Batmana - Deadshot, Killer Croc, Enchantress, Kapitan Bumerang. Zwerbowała ich Amanda Waller, specjalistka od wywiadu wojskowego, aby zyskać wyjątkową broń we własnej rozgrywce. Szczególna familia – złożona z socjopatów i kryminalistów – nie jest związana więzami krwi, lecz poprzez wspólne cele. Nie tylko więzienne.

Warto też zwrócić uwagę na fantastyczny zespół „Strażników galaktyki”, prawdziwych awanturników z kosmosu, do niedawna tak naprawdę drugorzędnych bohaterów, którzy na popularność zyskali dzięki filmom z kinowego uniwersum Marvela. Opowieść o wyrzutkach z różnych ras i cywilizacji – najbardziej charakterystyczni to oczywiście gadające drzewo Groot, jak i wyjątkowo zawadiacki szop Rocket – z różnych światów, którzy łączą siły i wspólnie ratują galaktykę przed rozmaitymi niebezpieczeństwami. I to również jest, jakby nie patrzeć, rodzina. Stojąca na straży galaktycznego porządku, starająca się przeżyć w zwariowanym uniwersum.

Bo też niektórzy herosi nie mają łatwego życia. Bo oprócz codziennej pracy – ratowania ludzkości przed siłami zła – muszą mierzyć się też z innymi demonami. Najbardziej osobliwych herosów jest bez liku, jednak w pamięci zostają szczególnie Ci wykluczeni, który starają się odkryć wewnętrzną siłę – nawet jeśli ich zewnętrzna powłoka bywa odstraszająca. Niecodzienni, nieszablonowi, wymykający się schematom bohaterowie z komiksowych rodzin – zwłaszcza, choć nie tylko „Doom Patrolu” i „The Umbrella Academy” – to wyjątkowy zespół osobowości. Trudni do zdefiniowania. Może czas, abyście się w końcu poznali?

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
866
391
21.07.2020 11:36

W artykule zabrakło moich ulubieńców, a też doskonale wpisują się w podane kryteria.


597
225
24.07.2020 15:40

Hellboy!


155
34
21.07.2020 07:16

Bardzo lubię historię o superbohaterach. Co prawda,nie jestem wielką fanką komiksów,ale filmy i seriale uwielbiam. Szególnie te od MCU. Z wyżej wymienionych oglądałam Strażników , The Umbrella Academy i X-men. Przymieżam się też,do The Boys. Pozdrawiam wszystkich fanów superbohaterów.


661
62
20.07.2020 12:42

Uwielbiam historie o superbohaterach, a "Doom Patrol" jest absurdem, który idealnie trafia w moje gusta (choć z reguły, absurdu nie lubię)


1621
302
22.07.2020 10:16

ja z kolei uwielbiam absurd we wszelkiej postaci i po Twoim komentarzu czuję się jeszcze bardziej zachęcona do obejrzenia "doom patrol" :)) w ogóle nie wiem czemu do tej pory jeszcze tego nie obejrzałam...
"the umbrella academy" było świetne - z niecierpliwością czekam na 2 sezon.


1289
130
20.07.2020 08:05

Ja jakoś nie jestem w stanie oglądać żadnego filmu o superbohaterach nie zasypiając po półgodzinie.


350
3
16.07.2020 13:01

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd