Czy naprawdę możesz sobie ufać? Rozmawiamy z Helene Flood, autorką „Psychoterapeutki”

Ewa Cieślik
23.07.2020

Czy to, co mnie otacza, to prawda, czy fikcja? Gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna wyobraźnia, która podsuwa śmiertelnie niebezpieczne obrazy? Takie pytania może zadawać sobie tytułowa bohaterka „Psychoterapeutki”. Norweżka Helene Flood, bazując na swoich doświadczeniach z zakresu leczenia traumy i przemocy, napisała thriller psychologiczny, którego lektura wywoła gęsią skórkę u wielu czytelników.

Czy naprawdę możesz sobie ufać? Rozmawiamy z Helene Flood, autorką „Psychoterapeutki”

[opis wydawcy] Wciągnęła cię „Pacjentka”? Musisz przeczytać „Psychoterapeutkę”! Czy ekspertka od cudzej psychiki może się mylić co do własnych emocji? Sara prowadzi praktykę psychoterapeutyczną dla trudnej młodzieży w starym odziedziczonym domu, który od lat odnawia jej mąż Sigurd. Pewnego ranka mężczyzna zostawia jej wiadomość, że wyjechał na weekend z kolegami i jest już na miejscu. Kilka godzin później do Sary dzwonią przyjaciele męża: Sigurd się nie pojawił i nie odbiera telefonu. Początkowy gniew Sary na męża z upływem czasu przeradza się w strach. Kobieta zaczyna czuć się obserwowana, przedmioty wokół niej znikają i znów się pojawiają, a dom przestaje być bezpiecznym miejscem. Gdy wychodzi na jaw straszna prawda o zniknięciu Sigurda, Sara zaczyna wątpić w swoje zdrowie psychiczne.

Ewa Cieślik: Przede wszystkim gratuluję wielkiego sukcesu: pani debiutancka książka stała się bestsellerem, a prawa do jej publikacji kupiły wydawnictwa z 28 krajów. Została również nominowana do 2019 Norwegian Bookseller’s Prize. Czy wyobrażała sobie pani, że thriller psychologiczny pani autorstwa odniesie taki sukces?

Helene Flood: Dziękuję! To naprawdę niesamowite. Podczas początkowych etapów pracy nie pokazywałam nikomu draftu mojej książki, więc ciężko było mi przewidzieć, czego mogę się spodziewać po wysłaniu go do wydawcy. Jednak nie mogłabym sobie wyobrazić lepszej odpowiedzi, a następnie przetłumaczenia „Psychoterapeutki” na tak wiele różnych języków, zdobycie tego rodzaju uwagi czytelników i krytyków czy zawarcia umowy dotyczącej sprzedaży praw do ekranizacji. Pisanie może być dość samotną pracą. A wydaje mi się, że najbardziej zdumiewające jest to, że stworzoną przeze mnie historię czytają ludzie na całym świecie. Dostaję wiadomości od czytelników z odległych krajów, w których opisują oni sposób, w jakich ta opowieść ich dotknęła – to jest dla mnie naprawdę ważne.

Zaczęła pani pracować nad „Psychoterapeutką” na urlopie macierzyńskim. To prawda, że ​​na początku nikomu nawet nie wspomniała pani, że cokolwiek pisze?

Tak! Zresztą gdy wysłałam tekst do wydawcy, był opatrzony innym tytułem. Mój mąż wiedział, że coś wysłałam, ale nikt tego nie przeczytał.

Dokładnie rzecz biorąc proces powstawania „Psychoterapeutki” obejmował dwa okresy pani urlopu macierzyńskiego. Co się zmieniło po tym, jak po pewnym czasie wróciła pani do tekstu i przeczytała swoją książkę po raz drugi?

Gdy ponownie przeczytałam tekst po tym, jak zawiesiłam nad nim pracę, w głowie pojawiły mi się dwie najważniejsze myśli. Pierwsza brzmiała: to faktycznie może zamienić się w prawdziwą książkę! A druga: zakończenie, które zaplanowałam, nie jest właściwe. Byłam zdania, że czytelnicy mogą wpaść na rozwiązanie zagadki, musiałam więc je zmienić.

Reklama

Czy coś konkretnego zainspirowało panią do rozpoczęcia pracy nad „Psychoterapeutką”?

Tak. Wydaje mi się, że w przeszłości byłem nieco uprzedzona do powieści z wątkiem kryminalnym, myśląc, że wiele z nich polega po prostu na ustaleniu, kto dokonał zbrodni. Potem przeczytałam „Zaginioną dziewczynę” Gillian Flynn, w której zawarto ciekawy portret psychologiczny rozpadającego się małżeństwa. W pewnym sensie ta książka otworzyła mi oczy na ten gatunek i sprawiła, że ​​dostrzegłam, jak kryminały i thrillery mogą być sposobem na badanie ciemnych stron związków – tego, co znosimy lub na co przymykamy oko, aby utrzymać nasze relacje z tymi, których kochamy. Ponadto przez długi czas miałam pomysł na opowieść o zupełnie zwykłej osobie, która zostaje uwikłana w sprawę zaginięcia. Chciałam opisać następujące po nim zamieszanie, szok i to, jak rozmaite osoby czy służby ukrywają przed tą osobą informacje o tym, co się stało. Okazało się, że te dwa pomysły tworzą całkiem dobre połączenie.

Pracuje pani w norweskim centrum badań nad przemocą i stresem posttraumatycznym, jest także psycholożką. W jaki sposób te doświadczenia wpłynęły na pani twórczość?

Myślę, że jako psycholożka, która spędza czas na badaniu najstraszniejszych rzeczy, jakie ludzie czynią sobie nawzajem, zawsze staram się zrozumieć mechanizmy ludzkiego zachowania. Chociaż w książce nie opisywałam dokładnie moich tematów badawczych, myślę, że wpłynęły one na tekst. Na przykład z badań nad traumą wiemy, że ludzie mogą reagować na kryzys na wiele różnych sposobów – inaczej, niż mogliby sobie wyobrażać. Zwykle myślimy, że wiemy, jak byśmy się zachowali, gdybyśmy znaleźli się w środku jakiejś tragedii, ale trauma i szok mogą wpływać na nasz sposób myślenia i zachowania. Częścią mojego pomysłu na książkę było to, że szok sprawi, że ​​główna bohaterka – terapeutka i ekspertka w zrozumieniu ludzkiego funkcjonowania – myśli i czuje w sposób, jakiego nigdy by się nie spodziewała.

Główną bohaterką książki jest Sara. Boryka się nie tylko z zaginięciem męża Sigurda, ale także z problemami z niekończącym się, uciążliwym remontem domu, a także z własnymi myślami. Zostaje wyciągnięta ze swojej strefy komfortu i skonfrontowana z nieznanymi sobie sytuacjami. Czy w tworzeniu tej postaci opierała się pani na swoich doświadczeniach z praktyki zawodowej?

Myślę, że temat badań, które prowadzę, wpłynął na moją chęć zobrazowania tego typu sytuacji: co dzieje się ze sposobem, w jaki myślimy, jak postrzegamy świat, jak rozumiemy nasze otoczenie i co pamiętamy, kiedy zostajemy wybici z rutyny normalnego życia? Mówiąc bardziej obrazowo: kiedy czujemy się zagrożeni, zwykle nadmiernie koncentrujemy się na otaczających nas dźwiękach i wizjach. Myślę, że wielu z nas doświadczyło momentu bycia samemu w miejscu, gdzie nie czuliśmy się całkowicie bezpiecznie i pewnie zaczęliśmy wtedy zadawać sobie różne pytania. Co to za dźwięk? Czy to tylko wiatr, czy dźwięk spowodowany przez kogoś, kto próbuje się włamać? Jednym z problemów Sary związanych z sytuacją, w jakiej się znalazła, jest podjęcie decyzji, czy to, co dzieje się wokół niej, jest prawdziwe. A może to jej strach sprawia, że ​​wyobraża sobie nieistniejące rzeczy? Myślę, że jest to coś szczególnie przerażającego, gdy znajdujesz się w niebezpiecznej sytuacji i zaczynasz kwestionować fakt, czy naprawdę możesz zaufać sobie, swoim zmysłom, swojej pamięci, swojej ocenie.

Sara jest psychoterapeutką, więc dokładnie analizuje nie tylko swoich pacjentów, ale także siebie. Zwraca uwagę niemal na każdą myśl, emocję, uczucie – jest nieustannie obserwowana przez siebie samą. Czy powiedziałaby pani, że to charakterystyczne dla osób, których praca polega na analizowaniu uczuć – osób takich jak terapeuci?

Myślę, że próba zrozumienia siebie jest czymś ludzkim, a psychologowie wykorzystują przy tym swoją wiedzę zawodową. W tym drugim przypadku akurat Sara może posunąć się odrobinę za daleko. Jednym z powodów może być to, że jest zupełnie sama – ma bardzo niewielkie grono znajomych, praktycznie nikomu nie może się zwierzyć. Prawdopodobnie dobrze byłoby, gdyby jako psychoterapeutka była w kontakcie z superwizorem, lub – biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazła – może nawet sama rozpoczęła terapię.

W „Psychoterapeutce” pod lupę wzięte jest małżeństwo Sary z Sigurdem, przy czym dużą rolę odgrywa w nim problem zaufania. Czy jest taki moment, w którym powinniśmy móc powiedzieć – „to już nie działa, mam dosyć destrukcyjnych emocji”? Co powoduje, że powoli się od siebie oddalamy? Czy chodzi o stopniowy brak zainteresowania partnerem, unikanie z nim interakcji?

Tak, zdecydowanie. Myślę, że jednym z głównych znaków ostrzegawczych jest to, że ludzie nie interesują się już swoim życiem – gdy nie obchodzi ich, czy druga osoba jest szczęśliwa, o czym marzy lub czego doświadcza. Bycie w związku, w którym jedna strona w ten sposób wyłącza się z relacji, skutkuje poczuciem osamotnienia u drugiej. Ktoś, kto jest w związku przypominającym małżeństwo Sary, być może będzie musiał zadać sobie pytanie: czy mój partner jest gotowy, aby pracować nad naszą relacją? A jeśli nie, to jak długo będę mógł żyć z poczuciem samotności?

Reklama

W gronie najbliższych Sary oprócz męża jest też siostra, Annika, oraz ojciec – bardzo ważna osoba w jej życiu. Widzimy ich w różnych relacjach, odgrywających określone role: zdecydowanej, rozwiązującej problemy starszej siostry, niezbyt zaangażowanego ojca, prowadzącego z córką niezobowiązujące rozmowy o literaturze, który nie zauważa jej potrzeby głębszej relacji. Czy uważa pani, że w rodzinie możemy zaobserwować pewne problemy, które później pojawiają się w naszych relacjach z innymi?

Tak. Może to brzmieć jak banał z pop-psychologii, ale myślę, że jest dużo prawdy w obserwacji, że wzorce z naszego dzieciństwa są zaskakująco często powtarzane w naszym dorosłym życiu, nierzadko w sposób, jakiego nie do końca jesteśmy świadomi. Sara dorastała bez matki. Aby utrzymać związek z emocjonalnie odległym ojcem – jedynym rodzicem, którego miała – wzięła na siebie odpowiedzialność za jego zainteresowania, nastroje i opinie, zamiast wymagać od niego zainteresowania swoją osobą. Być może to doświadczenie sprawia, że ​​Sara jest mniej chętna do konfrontacji z mężem, gdy napotyka na problemy w małżeństwie; od dzieciństwa nauczyła się, że właśnie w ten sposób działa miłość.

Lektura „Psychoterapeutki” skłania do namysłu nad rolą wspomnień w naszym życiu. Wspomnienia sprawiają, że jesteśmy tym, kim jesteśmy?

Tak. Uważam, że pamięć to bardzo interesujący temat. I dobrze pasuje do gatunku thrillera, ponieważ jest coś przerażającego w tym, że nie możesz zaufać swoim wspomnieniom. Bo przecież jeśli nie jest prawdą to, co wiesz o swojej przeszłości i swoim otoczeniu, wtedy być może nie powinieneś sobie ufać. Takie odkrycie jest tym bardziej przerażające, gdy próbujesz poradzić sobie z tragedią czy niebezpieczeństwem.

Reklama

Przypuszczam, że teraz, gdy książka ukazuje się również poza Norwegią, bierze pani udział w wielu wywiadach. Zastanawiam się, czy trudno jest pani udzielać odpowiedzi jako autorka, a nie psycholożka? A może w pani przypadku nie ma w tym żadnego problemu, bo tę książkę napisała pani właśnie jako osoba zawodowo związana z psychologią?

Dobre pytanie! (śmiech) Z mojego doświadczenia wynika, że ​​dziennikarze często chcą, żebym odpowiadała zarówno jako autorka, jak i psycholożka. Na początku bardzo ważne było dla mnie oddzielenie tych dwóch pól mojej aktywności, ale z czasem stwierdziłam, że nie jest to aż tak istotne. Myślę, że moje doświadczenia zawodowe wpłynęły na moje pisanie, być może nawet w sposób, którego nie byłam w pełni świadoma – więc teraz mniej staram się rozdzielić te dwie tożsamości.

Pani książka może spowodować gęsią skórkę u czytelnika, ponieważ pokazuje tragedię, która może przydarzyć się każdemu. Jednocześnie uważam, że wszyscy mamy problemy, a z wieloma z nich łatwiej byłoby nam się uporać dzięki pomocy specjalisty. Czy pani zdaniem więcej osób powinno chodzić na terapię, aby lepiej zrozumieć swoje potrzeby i charakter relacji, łączących nas z innymi ludźmi?

Niekoniecznie, ale to dość złożone pytanie. Terapia powinna być skierowana przede wszystkim do tych, którzy potrzebują pomocy, ponieważ z jakiegoś powodu napotykają na trudności w swoim codziennym życiu. Z drugiej strony – w dzisiejszych czasach nie jest to rzadka sytuacja. Jedno z badań przeprowadzonych w moim kraju wykazało, że około połowa Norwegów w którymś momencie swojego życia spełnia kryteria diagnozy psychiatrycznej. Większość poradzi sobie bez terapii, a spora liczba osób może jej nawet nie potrzebować, ale jest też wielu, którzy potrzebują pomocy i jej nie otrzymują. Dostęp do usług w zakresie zdrowia psychicznego, gdy borykasz się z wyzwaniami codzienności, może sprawić, że twój stan poprawi się szybciej. A to jest korzystne zarówno dla ciebie, jak i dla społeczeństwa. Oczywiście ludzie mogą czasami nie zdawać sobie sprawy z tego, że mają problemy. Myślę, że Sara czułaby się lepiej, gdyby szukała pomocy w związku ze swoją samotnością i problemami małżeńskimi, ale nawet psycholog, którego zadaniem jest pomaganie innym, może mieć trudności ze zrozumieniem, że sam potrzebuje pomocy.

Helene Flood – norweska psycholożka specjalizująca się w zagadnieniach wstydu, przemocy i poczucia winy, napisała przejmujący thriller o destrukcyjnych emocjach w związku i wpływie rodzinnego dziedzictwa na wybory, jakich dokonujemy jako dorośli ludzie. Książka natychmiast stała się bestsellerem w Norwegii i została sprzedana do dwudziestu sześciu krajów.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
187
13
23.07.2020 12:10

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd