Czwarta władza… nie tylko dla szóstoklasistów

LubimyCzytać
18.09.2020

Chcę pisać o zagadnieniach aktualnych, powszechnych, a jednak tylko śladowo obecnych w literaturze dla młodszych czytelników - mówi autor książki „Czwarta władza szóstej B”. W swej najnowszej książce porusza temat sensacyjnych wiadomości i zagrożeń współczesnego świata.  O manipulacjach w mediach, groźnym kocie, lekkostrawnej papce i samodzielnym myśleniu rozmawiamy z Adamem Studzińskim.

Czwarta władza… nie tylko dla szóstoklasistów

Szkolny portal informacyjny? Ale nuda! Kto by chciał go prowadzić?

Nowy! On jeden wiedział, jaką władzę dają media. Można mieć wpływ nie tylko na sprawy innych uczniów, lecz także na decyzje dyrektora szkoły. A może nawet na ujęcie groźnego przestępcy…?

Współczesne media są pełne manipulacji. Dlaczego tak jest i jak się przed nią bronić? To opowieść, która obnaża mechanizmy społecznego przekazu, pokazuje wartość krytycznego myślenia i przestrzega przed bezmyślnym przyjmowaniem sensacyjnych newsów.

„My sami pozwalamy mediom, by nami manipulowały. Nie lubimy, kiedy coś jest skomplikowane, prawda? Wolimy rzeczy szybkie, łatwe i atrakcyjne. Dlatego zajadamy się informacyjną papką, prostym komunikatem przemielonym z silnymi emocjami i opatrzonym jednoznacznym wytłumaczeniem”.

Agata Tokarska: Czy medialne manipulacje to odpowiedni temat dla młodzieży, dodam: młodszej młodzieży?

Adam Studziński: Tak, w końcu media są elementem otaczającego ją świata. Dzieciaki spotykają się z nimi na co dzień w sieci, docierają do nich przynajmniej strzępki tradycyjnych serwisów informacyjnych, słyszą też rozmowy dorosłych. Pytanie jednak, czy przekaz ten rzeczywiście można nazwać informacją?

A nie można?

Otóż niekoniecznie. Weźmy takie proste zdanie: „Ala ma kota”. To jest czysta informacja. Ale dla mediów nieciekawa. One przedstawiłyby ją na przykład tak: „Rodzice dali kota rozpieszczonej dziewczynce!” albo: „Uwaga na kota Ali, może być niebezpieczny!”.

„Zmanipulowany przekaz nie wymaga myślenia. Jest łatwy w odbiorze, bo od razu podsuwa gotową odpowiedź – wskazuje przyczynę, winnego i rozwiązanie. Nie pozostawia miejsca na wątpliwości”.

To dlatego, że media w ten sposób chcą zaciekawić odbiorców, przykuć ich uwagę.

Dobrze, ja też lubię, gdy jest ciekawie. Ale podane przykłady narzucają już odbiorcom jakąś narrację. Od razu nie lubimy rozkapryszonej Ali, która pewnie wyjęczała tego kotka u rodziców, a jutro jej się znudzi. Albo czujemy się niepewnie, odwiedzając dom, w którym dziewczynka mieszka. Tymczasem może rodzice kupili jej zwierzę, bo jest ono dla niej jakąś formą terapii? A kot jest leniwym śpiochem, tylko na oko przypominającym małego tygrysa?

Reklama

Rzeczywiście, może być i tak… A jaki z tego wniosek?

Wniosek – dotyczy on i dzieci, i dorosłych – jest taki, że należy podchodzić z dystansem do doniesień medialnych. Nie ufać im bezkrytycznie, czerpać wiedzę z kilku źródeł, sprawdzać, myśleć samodzielnie, wyrabiać sobie własne zdanie, ale też nie bać się go zmieniać. Nie jest to łatwe, szczególnie kiedy media serwują nam lekkostrawną papkę, złożoną z jakichś posiekanych informacji, żywych emocji i tłumaczących wszystko komentarzy. Nic prostszego, jak taką papkę łyknąć i przyswojoną interpretację uważać za własną.

Ale czy dzieci są w stanie tak dojrzale odbierać media?

Dobrze byłoby, gdyby uczyły się tego w szkole, a jak nie, to chociaż przez taką książkę, jak „Czwarta władza…”. Tam ukazuję, że media, przy złych intencjach osób nimi kierujących, mogą służyć do prowadzenia nieczystych rozgrywek, mogą sterować ludzkim zachowaniem, poglądami, mogą skłócać ludzi czy ranić.

Przyznaję, że to oryginalny temat jak na książkę młodzieżową.

Chcę pisać o zagadnieniach aktualnych, powszechnych, a jednak tylko śladowo obecnych w literaturze dla młodszych czytelników. Dlatego w swojej pierwszej książce, „Chciejosztuczkach”, tłumaczę chwyty marketingowe, jakie stosują sklepy i jakie używane są w reklamach. Robię to po to, aby dzieci miały świadomość, że ich decyzjami zakupowymi ktoś może kierować. Z kolei „Wiewiórczy Z@kątek” to książka o mediach społecznościowych, o ich dobrych stronach, ale też o zagrożeniach, jakie ze sobą niosą – od uzależnienia po utratę danych osobowych. „Czwarta władza szóstej B”, skierowana do nieco starszych dzieci, w tę współczesną tematykę świetnie się wpisuje.

*Agata Tokarska - redaktorka Wydawnictwa Dreams

„Emocje, szczególnie te negatywne, wzbudzić jest bardzo łatwo. A do tego dobrze się „klikają”, więc pełno ich w mediach. [...] jedno wydarzenie można przedstawić na różny sposób, sugerując, co odbiorca ma o nim myśleć”.

Adam Studziński zawodowo zajmuje się marketingiem i PR-em. Ponieważ jest ojcem, postawił sobie za cel, by poprzez swoje książki ustrzec małych i większych czytelników przed negatywnym wpływem mediów, serwisów społecznościowych i reklamy. Solidne porcje wartościowej wiedzy w tym zakresie podaje w formie lekkostrawnych, barwnych i pełnych akcji opowieści. Do tej pory ukazały się dwie książki jego autorstwa: „Chciejosztuczki. Książka zakazana przez Chciejokorp” i „Wiewiórczy Z@kątek”.

„Fałszywe informacje żyją, obiegają świat, bo ludzie podają je sobie dalej. Próbujmy rozrywać takie łańcuchy! Jak? Po prostu nie udostępniajmy w mediach społecznościowych wszystkiego, co popadnie. Zastanówmy się dwa razy, czy to, co atrakcyjne, zdumiewające, poruszające, jest też i prawdziwe”.

Przeczytaj fragment książki „Czwarta władza szóstej B”

Czwarta władza szóstej B

Czwarta władza szóstej B - fragment książki


Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2791
4
18.09.2020 08:49

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd