Co czytać, gdy ciemno, głucho i ponuro wszędzie, czyli 10 książek idealnych na jesień

Anna Sierant
28.11.2020

Jesień zdaje się w literaturze nieco dyskryminowana. W końcu zima ma swoje święta Bożego Narodzenia i (w starych dobrych czasach) śnieg, które stanowią piękną scenerię do przebiegu książkowej akcji. Wiosna kojarzy się niemal wyłącznie optymistycznie, lato broni się słońcem, wakacjami, morzem i górami. Ale jesień też jest pełna uroku – jeśli nie tego za oknem, to literackiego na pewno.

Co czytać, gdy ciemno, głucho i ponuro wszędzie, czyli 10 książek idealnych na jesień Fot. Unsplash.com (Nong Vang)
Reklama

Pod kocem, z ciepłą herbatą

dolina muminków w listopadzie„Spokojne przechodzenie jesieni w zimę wcale nie jest przykrym okresem. Zabezpiecza się wtedy różne rzeczy, gromadzi się i chowa jak największą ilość zapasów. Przyjemnie jest zebrać wszystko, co się ma, tuż przy sobie, możliwie najbliżej, zmagazynować swoje ciepło i myśli i skryć w głębokiej dziurze, w samiutkim środku, tam gdzie bezpiecznie, gdzie można bronić tego, co ważne i cenne, i swoje własne. A potem niech sobie sztormy, ziąb i ciemności przychodzą, kiedy chcą”, pisała Tove Jansson w „Dolinie Muminków w listopadzie”. Jesień to pora wręcz stworzona do tego, by zagnieździć się w domu samotnie lub wraz z najbliższymi (obecnie nawet nie mamy innego wyboru) i stworzyć własny, może i standardowy, ale jednak pełen ciepła jesienny obrazek: otulić się kocem, zaparzyć kubek ulubionej herbaty, zapalić aromatyczną świecę i wziąć do ręki wciągającą książkę.

światło którego nie widaćA że miesiące poprzedzające zimę sprzyjają melancholii, wcale nie równoznacznej ze smutkiem, warto wybrać lektury, które i wciągają, i skłaniają do refleksji, zadumy, zastanowienia się nad (własną) śmiertelnością. Jednym z takich dzieł jest nagrodzone Pulitzerem „Światło, którego nie widać” Anthony’ego Doerra, opowieść o wojnie widzianej (choć może w przypadku jednej z bohaterek nie jest to dobre określenie) z dwóch stron barykady, przedstawiającej losy Francuzki Marie-Laure oraz Wernera – Niemca. Choć zagrożenie czai się w tle, krwawych opisów walk tu nie ma, są za to losy dwójki ludzi, których wojna naznaczyła, są zmagania z tym, by życie – mimo doznanych tragedii – uczynić nadal pełnym, choćby chwilowych, małych szczęść. Plotki głoszą, że większość osób po przeczytaniu pierwszych stron przepada w tej książce!

Zmagania z rzeczywistością

do ostatnich dniZnacznie mniej znana jest z kolei autobiografia „Do ostatnich dni” Julie Yip-Williams, kobiety, która zmarła na raka w wieku 42 lat, zostawiając męża i dwie małe córeczki. Yip-Williams urodziła się w Wietnamie z tak dużą wadą wzroku, że niemal nic nie widziała. Rodzice, za namową jej babci, udali się do lokalnego znachora, by zabił dziewczynkę, bo i tak jej życie byłoby zbyt ciężkie – po co ma się męczyć? Ten jednak odmówił, a rodzina po latach wyemigrowała do Stanów. Jak zaznacza w swojej autobiografii Julie, mama i tata inwestowali w jej wykształcenie – gdy była małą dziewczynką – znacznie mniej niż w naukę jej siostry i brata. Kobieta miała jednak tak wielką siłę woli, że samodzielnie wyruszyła w podróż po wszystkich kontynentach, uczyła się tak dużo, że przyjęto ją na Harvard, gdzie skończyła prawo. Założyła też rodzinę i gdy wydawało się, że najgorsze w życiu już za nią, zachorowała na raka okrężnicy w IV stadium. Yip-Williams nie ubolewa nad sobą, nie roztkliwia się, jest bardzo konkretną i zorganizowaną osobą, której tylko czasem zdarzają się chwile niedowierzania… Na przykład wtedy, gdy tłumaczy swoim dzieciom, że „mamusia umrze”. „Do ostatnich dni” to historia kobiety, która wygrała walkę z rakiem na poziomie emocjonalnym: wciąga, wzrusza, budzi podziw dla „tej biednej dziewczynki, która sobie w życiu nie poradzi”. Choć to książka o raku, a tych jest wiele, na pewno nie można nazwać jej banalną.

Reklama

lista nieobecności

Podobnie jak „Listy nieobecności”, czyli debiutu Michała Pawła Urbaniaka. Osią tej opowieści jest śmierć Artura, męża Zuzanny, a wydarzenia, które wokół niej się rozgrywają, choć niektóre dzieją się „przed”, inne „po”, nie są przedstawione w sposób linearny. Choć to powieść pełna dramatów, rodzinnych uwikłań, związkowych dylematów, prób zmierzenia się z przeszłością, czytelnik raczej nie czuje się nimi przytłoczony, przede wszystkim dzięki lekkiemu stylowi autora, umiejętnie poprowadzonej narracji, która sprawia, że czytanie książki nie męczy, a czytelnik nie myśli: „przetrwam jeszcze 10 stron i zobaczymy, czy tego nie porzucę”. I choć chce się brnąć w lekturę dalej i dalej, bohaterowie są niemało irytujący, aż ma się ochotę odbyć z nimi poważną rozmowę. Zamiast tego można się cieszyć nawiązaniami do innych dzieł, liczbą cytatów do spisania i zapamiętania!

Jesień to też idealna pora roku, by poczytać o morderczych postaciach i kryminalnych historiach. W końcu siedzimy w domu pod tym ciepłym kocem, a tylko na zewnątrz jest ciemno i niebezpiecznie. Gorzej jednak, gdy po takiej lekturze przyjdzie nam wyjść ciemność, aby wynieść śmieci albo iść po sól do sklepu. Można mieć wtedy wrażenie, że morderca czai się tuż za plecami…

Reklama

Poczuć na plecach oddech mordercy

ciemna rzeka„Ciemna rzeka” to pierwszy kryminał Arnaldura Indriðasona, w którym prowadzącym śledztwo nie jest Erlendur Sveinsson, po którym chwilowo ślad zaginął, lecz jego dawna współpracownica Elinborg. Jak zwykle u tego autora jest mgliście, mrocznie i tajemniczo. Akcja dzieje się w wolnym tempie i zaczyna od morderstwa trzydziestolatka. Obok jego ubranych w damską koszulkę zwłok znaleziono fiolkę po rohypnolu, czyli tzw. pigułce gwałtu. W toku śledztwa okazuje się, że ofiara nie była tak niewinna, jak mogłoby się wydawać. Mimo że akcja „Ciemnej rzeki” nie przeskakuje w szybkim tempie z jednego miejsca na drugie, trzyma w napięciu, porusza ważny problem społeczny, pokazuje rozdźwięk między tym, co nazwalibyśmy sprawiedliwością społeczną a wyrokami ogłaszanymi przez sądy.

i nie było już nikogoA skoro o kryminałach mowa, nie można nie wspomnieć nazwiska ich królowej, czyli Agathy Christie. Choć niemało z jej utworów dzieje się zimą, jak „Morderstwo w Boże Narodzenie” czy zbiór opowiadań „Zbrodnie zimową porą”, to każdy moment w roku jest dobry, by Christie czytać. A „I nie było już nikogo” przedwcześnie zmrozi krew w żyłach niejednego czytelnika. To niby kryminał, ale i thriller, gęsia skórka utrzymuje się na ciele w trakcie lektury niemal od samego jej początku. Oto mamy dziesięć osób, które otrzymują tajemnicze zaproszenie na pobyt w domu na wyspie. Choć niektórzy się wahają, w końcu stwierdzają, że każdy na ich miejscu by z niego skorzystał. Choć „I nie było już nikogo” to klasyk i pewnie większość fanów Christie czytała tę książkę nie raz, jeśli ktoś nie miał do tej pory styczności z twórczością angielskiej pisarki lub akurat tej powieści nie czytał – zdecydowanie warto!

Strachy i namiętności

inkubJeśli jednak macie ochotę na „rasowy” thriller przeczytajcie „Inkuba” Artura Urbanowicza. Większość osób, która zdecydowała się sięgnąć po tę książkę, zdecydowanie ją poleca, co można zobaczyć w różnych recenzjach, także na lubimyczytac.pl. Choć to powieść pełna demonów, czarownic, zjawisk nadprzyrodzonych – dziwnych i pojawiających się nie wiadomo skąd świateł, nawiedzonych domów i budzących niepokój dźwięków – jest nie tylko strasznie, ale ciekawie i intrygująco. Warto po „Inkuba” sięgnąć nawet jeśli na co dzień thrillerów się nie czyta. Jego treść można analizować wielokrotnie, do czego zachęca sam autor – by po każdym jej przeczytaniu odkrywać coraz to nowsze smaczki. To książka pełna niepokojącej atmosfery. Na tyle, że w trakcie lub tuż po jej lekturze można bać się iść w nocy do toalety czy po szklankę wody do kuchni.

wichrowe wzgórza„Inkubowi” nie brakuje tzw. klimatu, podobnie jak książkom angielskich XIX-wiecznych pisarek, choć to klimat trochę inny. Do czytania w zimne jesienne dni świetnie sprawdzą się i „Małe kobietki”, i „Dziwne losy Jane Eyre”, i „Duma i uprzedzenie” oraz oczywiście „Wichrowe Wzgórza”. Kto nie czytał, niech nadrobi – tak jak „Inkub” ma szansę spodobać się osobom nielubiącym thrillerów, tak „Wichrowe Wzgórza” Emily Brontë mogą zachwycić tych, którzy romanse mają w głębokim poważaniu. To (arcy)dzieło nie jest zwykłą opowieścią o miłości, czy raczej namiętności, ale posiada wyrazistych bohaterów (często trudnych do polubienia), których losy przypominają tragedię grecką – czego nie zrobią, będzie niedobrze. Jest tutaj również motyw odwiecznej walki dobra ze złem, a w tle tajemnicze i nastrojowe wrzosowiska północnej Anglii.

Gdy rzeczywistość to za mało

lincoln w bardoPozostańmy nadal w XIX wieku, choć w jego obrazie wykreowanym przez pisarza współczesnego. „Lincoln w Bardo” ukazał się w 2019 roku i od razu po premierze zdobył uznanie krytyków. Nie tylko polskich – jego autor, George Saunders otrzymał za powieść Man Booker Prize. Choć powieścią ten utwór nazwać trudno, gdyż jego konstrukcja jest formą literackiego eksperymentu – fabułę rozpisano na wiele głosów, które należą m.in. do duchów. Autor podczas tworzenia dzieła korzystał i ze źródeł historycznych, i ze „źródeł” spreparowanych we własnej wyobraźni. „Lincoln w Bardo” został bowiem wykreowany wokół jednego wydarzenia – śmierci syna Abrahama Lincolna i ojcowskiej po niej rozpaczy. W buddyzmie „bardo” to strefa pomiędzy życiem i śmiercią, u Saundersa – miejsce, do którego trafiają umarli przekonani, że tak naprawdę żyją, a to, gdzie się znajdują, jest tylko jakimś stanem przejściowym, rodzajem choroby. „Lincoln w Bardo” to książka oryginalna, specyficzna, która albo zachwyca, albo wręcz przeciwnie – męczy. Słowa uznania należą się tłumaczowi Michałowi Kłobukowskiemu, za przeniesienie na język polski językowych eksperymentów Saundersa.

rebekaPrzenosimy się już z wieku XIX w przyszłość, ale niedaleką – do pierwszej połowy wieku XX i do „Rebeki”, powieści Daphne du Maurier. Książka znalazła się na dwóch listach „100 najlepszych powieści kryminalnych wszech czasów”, stworzonych przez Stowarzyszenie Pisarzy Literatury Kryminalnej i Mystery Writers of America. „Rebeka” jest znacznie bardziej „mystery” niż kryminalna, opowiada o młodej i nieśmiałej dziewczynie, która wychodzi za mąż za bogatego i przystojnego mężczyznę. Nową mieszkankę ogromnej posiadłości przytłacza nie tylko jej rozmiar, ale i panująca w domu atmosfera. Z każdego kąta wychyla się duch Rebeki, poprzedniej żony właściciela Manderley, która (ponoć) zginęła na morzu. Za dawną panią szczególnie tęskni pracująca w posiadłości gospodyni i nie pozwala nowej mieszkance o tym zapomnieć. Młoda żona zaczyna się zastanawiać, czy jej mąż nadal tak naprawdę nie kocha swojej zmarłej partnerki i czy ona sama nie w Manderley niemile widziana… Co tak naprawdę tam się stało? Dlaczego Rebeka nie pozwala o sobie zapomnieć? Zagadka idealna do rozwiązania w jesienny wieczór.

Które z jesiennych powieści cenicie najbardziej? Co jesienią lubicie czytać szczególnie?

Reklama

komentarze [20]

Sortuj:
1829
154
03.12.2020 16:11

Ja bym w tym roku czytała cykl "Siedem sióstr"  Siedem sióstr  Siostra burzy  Siostra cienia  Siostra perły  Siostra księżyca  Siostra słońca. Każda wprowadzi nas w inny klimat, co pozwoli...

więcej

1053
146
02.12.2020 20:31

Inkub rewelacja

o tej porze roku lubię książki dziejące się w scenerii zimowej lub kilkutomowe, żeby starczyło na dłużej. Ewentualnie mogą być opasłe tomiska.
Właśnie czekam na  Niespokojna krew Niespokojna krew przesyłka miała być najpóźniej dziś i niestety...

więcej

230
14
30.11.2020 14:25

Bardo to stan pomiędzy śmiercią a kolejnymi narodzinami :)


1177
55
29.11.2020 15:25

Dodałabym
 Ania z Zielonego Wzgórza Ania z Zielonego Wzgórza
 Jeździec miedziany Jeździec miedziany
 Przeminęło z wiatrem Przeminęło z wiatrem

więcej

6285
1
29.11.2020 13:06

Mi się dobrze czytało w jesienno-zimowym okresie książki od pana Jurgena Thorwalda, czyli np.
 Stulecie chirurgów Stulecie chirurgów
 Krew królów. Dramatyczne dzieje hemofilii w europejskich rodach książęcych Krew królów. Dramatyczne dzieje hemofilii w europejskich...

więcej

28
0
28.11.2020 22:39

 Jane Eyre Jane Eyre
 Wichrowe Wzgórza Wichrowe Wzgórza


1841
280
28.11.2020 21:12

Na pewno nie czytałabym w tym jesienno- zimowym ponurym okresie o kobiecie umierającej na raka. Ja akurat teraz iberoamerykańsko:  Królestwo z tego świata Królestwo z tego świata i  Eksplozja w katedrze Eksplozja w katedrze

więcej

543
97
29.11.2020 00:38

Królestwo z tego świata warta pochylenia się nad nią w jesiennej aurze :)


119
118
28.11.2020 17:06

Z tej listy  Rebecca Rebecca jest najlepsza.

 Wielkie nadzieje Wielkie nadzieje
 Powrót na wrzosowisko Powrót na wrzosowisko
 Romeo i Julia

więcej

4128
3888
28.11.2020 14:32

Inkub bardzo dobry.Mogę też polecić książki Katarzyny Puzyńskiej.Są idealne na jesienne wieczory.


174
22
28.11.2020 14:28

Dla mnie idealne na jesień są wszelkie książki autorstwa Jane Austen, sióstr Bronte czy L. M. Montgomery.
Ich niepowtarzalny, historyczny klimat w połączeniu z dobrą herbatą, zapachowymi świecami i jesiennym wieczornym spokojem, tworzą nastrój wymarzony do czytania.


zgłoś błąd