Owego rana Pablo Gonzales włożył po raz pierwszy wspaniały niebieski płaszcz. O ósmej rano nałożył go na jasne świąteczne ubranie i wyszedł....
Owego rana Pablo Gonzales włożył po raz pierwszy wspaniały niebieski płaszcz. O ósmej rano nałożył go na jasne świąteczne ubranie i wyszedł. Przyjął go na ulicy dzień piękny i niebieski jak jego płaszcz. Zapalił papierosa i wyruszył na spacer. Było trochę chłodno i lekki wiatr, który wiał od strony portu, niósł z sobą na zachód kłęby dymu. Szedł prawie wesoły. Wspaniałe powietrze, niebieskie i jasne niebo schyłku jesieni, nowy płaszcz, dwadzieścia osiem lat. Czego więcej może potrzebować człowiek do szczęścia? Kobiety? I ona będzie. Zawsze, kiedy wkładał coś nowego, jego mroczna młodość rozjaśniała się nadzieją wielkiej i potężnej miłości. Człowiek żyje wielkimi nadziejami i małymi wspomnieniami. Każdego rana, kiedy budzik wzywał go swoim głupim krzykiem, siadał na łóżku i zadawał sobie pytanie: - Na co dziś czekam? Skoro nie czekał na nic, sporo po chwili refleksji zdawał sobie sprawę, że nikt i nic nie przybędzie, żeby mu dostarczyć jakiejś przyczyny albo powodu, które by uzasadniały w owym dniu jego rację życia - jakiś list, książka albo jakieś spotkanie - czuł się zgorzkniały i neurastenia nabyta w ciągu sześciu lat życia urzędniczego osuwała się ze swych tajemniczych zakamarków do jego rozstrojonych nerwów. Ale dzień dzisiejszy był inny. Kiedy się ma nowy płaszcz, nadzieja ożywia się i ma się prawo oczekiwać wielu rzeczy.