Czytamy w weekend – podsumowanie 2020 roku

LubimyCzytać
01.01.2021

Ten weekend jest szczególny. Nie tylko z powodu świętowania Nowego Roku, lecz także dlatego, że dziś dokonujemy czytelniczego podsumowania ostatnich dwunastu miesięcy. Członkowie zespołu lubimyczytać.pl sprawdzili statystyki w swoich kontach, dokonali rachunku czytelniczego sumienia i wybrali najlepsze książki, które poznali dzięki cyklowi „Czytamy w weekend”.  

Czytamy w weekend – podsumowanie 2020 roku

Czego to ja roku 2020 nie czytałam! Chyba najwięcej statystyk o rozprzestrzenianiu się pandemii, bo zgodnie ze statystykami „Wyzwania na czytanie 2020”, ukończyłam je w 93%. Najgorzej nie jest, ale spodziewałam się, że uda mi się przeczytać więcej książek. Oczywiście czytanie to nie wyścigi, ale wyobraźcie sobie tę presję – prezeska lubimyczytać.pl przeczytała w 2020 roku TYLKO 40 książek. Szczęśliwie w naszym zespole pracuje wiele moli książkowych. Jedną z nich jest Kinga, która w 2020 przeczytała 227 książek, więc z nawiązką wyrównuje moje braki. Zatem kajam się, obiecuję poprawę w roku kolejnym, a tymczasem napiszę o dwóch tytułach, na które chciałabym zwrócić Waszą czytelniczą uwagę.

Pierwszym z nich jest „Ubik”, klasyka, która zawsze straszyła mnie na stosiku wstydu (czyli ogromnej liczbie nieprzeczytanych książek). Czekała na swój czas. Jak dobrze, że po nią sięgnęłam. Dostałam niezwykle inteligentną porcję science fiction, zaskakującą, wręcz metafizyczną. Powieść zapewniła mi balans między jawą a snem i okazała się idealną odskocznią od codzienności roku 2020. Drugi tytuł, który wstrząsnął moim literackim światem, to wydany nakładem Wydawnictwa Czarne „Król darknetu. Polowanie na genialnego cyberprzestępcę”. Przytoczę krótką opinię, którą napisałam po przeczytaniu tego fenomenalnego reportażu.

Kiedy w 2011 w internecie wykluwało się Lubimyczytac.pl, w czeluściach darknetu pojawiła się witryna "Silk Road". Kilka drobnych analogii potrafię znaleźć - też PHP, też problemy z serwerami, też wymagający użytkownicy ;) Tylko rynek jakby mniej literacki... To rzecz o innej, mrocznej Dolinie Krzemowej i innym, budzącym grozę Stevie Jobsie. Ten reportaż czyta się jednym tchem, jak najlepszy kryminał. Polecam wszystkim, którzy IT mają w genach - czy to zawodowych, czy hobbystycznych.

Jestem bardzo ciekawa, jak wyglądały Wasze odkrycia 2020. Czy wypełniliście swoje plany i „Wyzwanie na czytanie” w 100%?

Uwielbiam różnego rodzaju podsumowania pojawiające się pod koniec roku. Czytam zestawienia najlepszych (i najgorszych!) filmów, płyt, seriali, komiksów i książek. Oczywiście nie mogę się również doczekać Plebiscytu Książka Roku, podczas którego poznamy najchętniej czytane i najlepiej przez internautów oceniane publikacje 2020 roku. Tymczasem sprawdziłam moje wirtualne półki w lubimyczytać.pl. Jeśli chodzi o „Wyzwanie na czytanie”, nie jest najgorzej – zrealizowałam swój cel, choć wcale nie przeczytałam tak dużo książek, ile bym chciała. Mam jednak plan, by zwiększyć tę liczbę – audiobooki! Na dobre wkręciłam się już w słuchanie podcastów, niebawem więc rozpocznę przygodę z książkami do słuchania, co – mam nadzieję – pozwoli mi przeczytać jeszcze więcej książek.

Reklama

Zanim jednak wybiegnę w przyszłość i rozwinę dalekosiężne plany, należy podsumować moje książkowe odkrycia w 2020 roku. Przede wszystkim były to, co zaskakujące, książki dla dzieci. Warto otworzyć się na ten rodzaj literatury, bo oferuje ucieczkę od schematów, wyśmienity humor oraz rozwiązania formalne dalekie od tych, jakie wykorzystuje literatura dla dorosłych. A jeśli chodzi o moją półkę z książkami, którymi dzieliłam się z internautami podczas cyklu „Czytamy w weekend”, to cieszę się, że zagościły tam różne gatunki, między innymi: biografia, książka kucharska, fantastyka, groza, literatura piękna i baśnie. Trudno je porównywać. Najlepiej poprawiły mi humor „Teściowe w tarapatach”, wartościową wiedzę o kinie zyskałam dzięki „Leksykonowi filmów postapokaliptycznych”, a nowe smaki kuchni roślinnej poznałam dzięki Alicji Rokickiej i „Świętujemy”. W ramach „Czytamy w weekend” sięgnęłam też po najnowszą powieść Zygmunta Miłoszewskiego, która sprawiła, że pomimo zamknięcia spowodowanego przez pandemię mogłam przeżyć wspaniałą przygodę. Myślę, że to właśnie z tą książką będę wspominać ten dziwny rok 2020 – i , co ciekawe, nie będzie to wcale złe wspomnienie!

Tegoroczne weekendy nie zaowocowały u mnie wieloma lekturami, zdecydowanie lepsze były środki tygodnia. Ale jak już kiedyś pisałam, musiałby powstać nowy cykl, abym mogła się bardziej wykazać.

A tak na poważnie, skoro trzeba dokonać podsumowania i wybrać najlepszą z przeczytanych w weekendy 2020 roku książek, to bezapelacyjnie wygrywa u mnie „Przyjaciel” Sigrid Nunez. Swoje zachwyty nad tym tytułem wyraziłam już w jednym z odcinków cyklu, niemniej dodam do nich dosłownie kilka zdań. Jeśli nie obdarowaliście jeszcze swych przyjaciół tą książką, zróbcie to bez wahania, dobrymi opowieściami powinniśmy się szczodrze dzielić – tym bardziej, jeśli są tak uniwersalne. Znajdziemy u Nunez zarówno coś dla wielbicieli psów, jak i dla lubiących romantyczne historie, a przede wszystkim wachlarz cennych porad dla początkujących pisarzy. Całość podana jest w erudycyjnej oprawie, inkrustowana trafnymi cytatami z przewrotnym do tego, nieoczywistym zakończeniem. Czy nie brzmi to jak idealny prezent dla najlepszego przyjaciela? Nowy Rok to idealna okazja, aby go wręczyć.

Rok 2020 przejdzie do annałów jako, ogólnie rzecz biorąc, nienajlepszy. Tyle w historii świata. W mojej małej, indywidualnej historii był on… dobry? Myślę, że można tak powiedzieć. Skoro piszę dla Was to podsumowanie, oznacza to, że nie straciłem pracy. To duży pozytyw mijających dwunastu miesięcy, ale bynajmniej nie największy. Za ten uznaję zdecydowanie narodziny drugiego dziecka. Córka wprowadziła do naszego życia mnóstwo miłości, ale też ogrom zamieszania. Nic takiego, ot życie. Brak snu i wolnego czasu oznacza jednak, że mniej mam chwil na lekturę. Stąd po raz pierwszy w tym zestawieniu spadłem poniżej dwudziestu weekendowo opisanych książek. Zdarza się. Jak co roku starałem się zachować parytet wśród pisarek i pisarzy, co mi się na szczęście udało. A jaką książkę uważam za najlepszą? Trudny wybór. „Czteroksiąg” Yana Lianke zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Podobnie było m.in. z „Biblią jadowitego drzewa” Barbary Kingsolver i „Tirzą” Arnona Grunberga. Laur zwycięstwa przypadnie jednak zbiorowi opowiadań „Ocalisz życie, może swoje własne” Flannery O’Connor.

Pozycją, którą chciałam polecić użytkownikom LC, jest przeczytana przeze mnie w tym roku, a wydana po raz pierwszy w 1936 roku książka Ericha Marii Remarque’a pt. „Trzej towarzysze”.

To uniwersalna historia męskiej przyjaźni. Ludzi, którzy po I wojnie światowej próbują na nowo ułożyć swoje życie. Tytułowi trzej towarzysze nie mają złudzeń, są rozczarowani otaczającą ich rzeczywistością. A jedyne, co mają, to bezwarunkowe zaufanie do siebie nawzajem.

Miniony rok był inny niż poprzednie. Pandemia wniosła dużo zmian i niepokojów do naszej egzystencji. W Nowym Roku życzę wszystkim życzliwych przyjaciół, na których zawsze można liczyć i ciekawych książek na półkach w lubimyczytać.pl.

Jakoś podejrzanie krótka ta moja lista ośmiu książek, ktoś musiał przy niej majstrować, zaginęła co najmniej połowa lektur, jak nie więcej. W gorączkowych poszukiwaniach przyczyny znajduję najbardziej logiczne wyjaśnienie – opisałam mniej książek niż przeczytałam, więc mogę przestać być podejrzliwa. Ale za to łatwo posądzić mnie teraz o lenistwo (nie powiem, czy słusznie!), więc na co mi takie racjonalne wytłumaczenie, sprytniej będzie w duchu paranoi iść w zaparte, przeinaczyć fakty, poszukać winnych….

Machina kłamstw i manipulacji zazwyczaj rozkręca się niezauważalnie szybko, robi się niebezpiecznie, lepiej wycofać się w porę, choć zaczyna być wygodnie. Taka machina i tak zawsze zostaje zatrzymana, prędzej czy później ktoś krzyknie, że król jest nagi i nie jest to wcale naiwna konstatacja. Ten proces ma miejsce również wtedy, kiedy absurd i kłamstwo osiągają ogromną skalę i dotyczą wielu osób. Spójrzmy na Białoruś w roku 2020, który białoruski politolog Walerij Karbalewicz w wywiadzie dla telewizji Dożd nazwał rokiem upadku postsowieckiej utopii. Białorusini od paru miesięcy protestują przeciwko prezydentowi Łukaszence i chociaż ich aktywność jest już zauważalnie mniejsza, to nadal pozostaje widoczna. Białoruś nieprzerwanie walczy dostępnymi środkami, czasem wykorzystując metody partyzanckie, np. organizując protesty o godzinie 6 rano, czyli w porze, o której nikt się ich nie spodziewa. W świetle tych wydarzeń warto dowiedzieć się jak najwięcej o Białorusi, o jej politycznym klimacie i samym Łukaszence, dlatego najważniejszą lekturą była dla mnie biografia „Łukaszenka. Niedoszły car Rosji”. Małgorzata Nocuń i Andrzej Brzeziecki zebrali w całość ważne, często zaskakujące informacje, które przybliżyły mi mentalność naszych sąsiadów i pomogły prześledzić, wcale nie tak oczywistą, drogę Łukaszenki do władzy. Ta książka była bardzo potrzebna, cieszę się, że powstała i zachęcam wszystkich do lektury, w końcu nigdy nie jest za późno, żeby lepiej się poznać.

W tym roku natrafiłam na mnóstwo fenomenalnych książek. Część z nich miałam okazję opisać w naszym cotygodniowym cyklu „Czytamy w weekend”. Jest jeden faworyt wśród wszystkich przeczytanych przeze mnie książek w 2020 roku – są to „Drzwi do lata” Roberta Heinlaina. Doskonałe połączenie kryminału noir i science fiction. Jeśli jednak mam wskazać, która książka z czytanym w ramach „Czytamy w weekend” ma dostać zaszczytne miano najlepszej książki…

...szczerze mówiąc, nie mam pojęcia. Czytałam świetne powieści sensacyjne jak covidowy „Lockdown” Roberta Ziębińskiego, w którym autor snuje jeszcze bardziej pesymistyczną wizję pandemii, czy informatyczny „Gdziekolwiek spojrzysz” – książkę paranoiczną, wciągającą i ukazującą czarną stronę rozwoju technologicznego.

Nadal dawkuję sobie przeuroczą biografię sir Davida Attenborough – i przy tym biografię nieistniejącego już niestety świata przyrody.

No i wisienka na torcie: „Światy równoległe” Łukasza Lamży, czyli teorie spiskowe i najdziwniejsze nienaukowe przekonania ludzi w jednym miejscu. Polecam wszystkim zdumionym popularnością ruchów płaskoziemców czy zdezorientowanych poglądami fanów Jerzego Zięby.

I mam teraz wskazać tę jedną, jedyną, najulubieńszą? Nie ma mowy! Każda z nich ma w sobie coś, co pozwoliło mi przetrwać ten dziwny rok.

W tym roku mam twardy orzech do zgryzienia. Przeczytałam naprawdę dużo dobrych książek. Owszem, zdarzyły się też takie babole, o których jak najszybciej chcę zapomnieć, ale chyba co roku trafi się co najmniej jeden taki tytuł. Ale przecież nie o rozczarowaniach miało tu być.

W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy przeczytałam 227 książek. Na początku 2020 roku ustaliłam sobie, że przeczytam co najmniej tyle książek, co w 2019 roku – to jest 87 pozycji. I właśnie taki cel ustawiłam sobie w „Wyzwaniu na czytanie”. A to znaczy, że wypełniłam je w 261%!! Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek osiągnę taki wynik. Skłamałabym, gdybym zaprzeczyła, że globalna pandemia trochę mi w tym pomogła. Nagle znalazło się o wiele więcej czasu na czytanie, wyciągałam zakurzone na półkach książki, które czasem czekały na swoją kolej kilka lat i w ten sposób znajdowałam prawdziwe perełki. Jak jednak wybrać tę najlepszą z najlepszych z prawie 230 pozycji?

Reklama

Na szczęście tutaj wystarczy, że ograniczę się do 28 książek, którymi podzieliłam się z użytkownikami lubimyczytac.pl w cyklu „Czytamy w weekend”. A tam również znalazło się całe mnóstwo doskonałych i smakowitych lektur. Po pierwsze „Wierzyliśmy jak nikt”, które zostało wybrane przez Magazyn Książki najlepszą książką mijającego roku. U mnie również znalazła się wysoko. Nie sądziłam, że aż tak się w nią wciągnę i wyciśnie ze mnie tyle łez na sam koniec lektury. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji jej przeczytać, to mogę was jedynie zachęcić.

Na drugim miejscu podium znalazła się „Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii”. Ależ to była dobra książka! Już dawno żadna pozycja z literatury popularnonaukowej nie zachwyciła mnie do tego stopnia. Jeffrey A. Libermann odkrywa przed czytelnikami czarne karty historii tej niedocenianej dziedziny medycyny i otwarcie przyznaje, że psychiatria popełniła mnóstwo błędów na przestrzeni lat, by dotrzeć do punktu, w którym znajduje się teraz. Książka dla każdego, nawet jeśli z psychiatrią i Freudem mieliście naprawdę mało do czynienia.

Ale co znalazło się na najwyższym stopniu podium? Nie mogłam wybrać, walczyłam ze sobą do ostatniej minuty. Craig Thompson jest zdecydowanie zwycięzcą i moim odkryciem. Jego komiksy „Habibi” i „Blankets” to moje małe arcydzieła tego dziwnego i szarego roku. No, może nie do końca takie małe, bo jak na komiksy to są naprawdę grubaśne. Ale gdybym miała wybrać jeden z nich, to chyba jednak byłoby to „Blankets”. Zostało ze mną na dłużej, złamało mi serce na tysiąc małych kawałeczków i po raz pierwszy po przewróceniu ostatniej strony, miałam ochotę wrócić do początku. Nawet jeśli ponownie miałoby to złamać moje serce.

Moim postanowieniem czytelniczym, powziętym gdzieś na przełomie lutego i marca, było NIEPRZECZYTANIE ani jednej książki o pandemii i wirusach. Nic, null, zero. I tak byłem bombardowany newsami dotyczącymi koronawirusa z każdej strony, więc postanowiłem, że literatura będzie w tym roku dla mnie odskocznią. Wyłamałem się tylko raz, ze służbowego obowiązku, ale też dlatego, że lubię styl pisania autora, z którym miałem zresztą okazję rozmawiać: czytając „Pandemię” Pawła Kapusty.

Ale to nie jego książka, choć ważna i wpisująca się w dość jeszcze słaby w polskiej literaturze nurt książek reporterskich traktujących o sprawach aktualnych, okazała się dla mnie najważniejszą lekturą.

Sięgając po „Czułego narratora” nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Wiedziałem tylko, czym ta książka z pewnością nie będzie: lekkim czytadełkiem, które można czytać i w wannie, i w autobusie, ze słuchawkami na uszach czy też podjadając czekoladowe wafelki. Z „Czułym narratorem” tak wręcz nie wypada.

Noblistka nie tylko zaprasza za kulisy własnej twórczości, uchylając rąbka pisarskiej tajemnicy. Ona mówi o współczesnym nam świecie. Snuje opowieść, którą w zasadzie… wszyscy znamy. I o której wszyscy wiemy. Czytając kolejne zawarte w tekście tezy, począwszy od samej koncepcji wprowadzenia do literatury – i szerzej całej twórczości – czułego narratora z zewnątrz (który będzie się koncentrował nie tylko na samej historii, ale przede wszystkim na przeżyciach i emocjach), a kończąc na problemie śmieciowej turystyki, która już nie ubogaca naszego życia, a jedynie generuje ślad węglowy, mam ochotę wykrzyknąć: „Tak! Przecież to takie oczywiste!”. Olga Tokarczuk nie odkrywa przede mną czegoś, czego nie widziałem, nie mówi prawd objawionych. Stojąc obok wskazuje problemy świata, które nie są medialne, a co za tym idzie: pomijane. Ale czy mniej groźne?

Książka noblistki zmusiła mnie do refleksji: nad światem, nad sobą, nad literaturą, nad sztuką. Nie podała prostych rozwiązań, a kazała ich szukać sama. A może raczej poprosiła; z czułością i pewną dozą nieśmiałości, której przejawem jest postulat o odejściu od wszechobecnego ja: w literaturze, internecie, w sztuce skierowanej na ekspresję własnej osobowości. W końcu dlaczego mamy uważać, że to co JA mam do powiedzienia, to co JA przeżyłem, jest wartościowe dla innych? 

I to jest największy walor „Czułego narratora”: książka Olgi Tokarczuk nie jest poradnikiem i zbiorem rozwiązań. To pozycja, która powoduje intelektualny zamęt w głowie. Zamęt, który potrzebny jest każdemu.

Ten rok dla mnie nie był i jednocześnie był dobry pod względem czytelniczym. Z ręką na sercu przyznaję, że naszego „Wyzwania ma czytanie” nie zrealizowałam w pełni, chociaż gdyby zebrać wszystkie książki, które rozpoczęłam czytać w tym roku, to nawet bym je pobiła. 2020 był jednym wielkim wyzwaniem i to na jego wypełnianiu skupiłam się najbardziej. Dlatego wiele książek czytanych dla przyjemności poszło w odstawkę. Jednak później dopuszczałam się książkowej zdrady za zdradą, nie kończąc przygody z poprzednią lekturą. Wiem, wstydzę się.

Coś jednak muszę wybrać, a że wszystkie przeczytane przeze mnie w tym roku książki trzymały równie wysoki poziom, zadecyduje największy sentyment i docenienie całokształtu twórczości. Tym oto kluczem dochodzimy do „Wotum” Macieja Siembiedy, którego szczęśliwie udało mi się poznać tuż przed lockdownem. Nic nie poradzę na wyjątkową miłość do łączenia fikcji z historycznymi perełkami. Podziwiam też cały warsztat, w którym pobrzmiewa dziennikarska precyzja, obrazowość i literacka dojrzałość. Do wspomnianego wcześniej „Wotum” mam również sentyment z powodu miejsca akcji oraz tego, że wycisnął mi kilka łez.

Reklama

Nie sposób dla mnie w tym roku nie wspomnieć również o komiksach, które wpadały mi w ręce. Przeczytałam ich sporo. Prawdziwym odkryciem tego roku okazał się dla mnie Craig Thompson z „Blankets” oraz „Habibi”, w których się zakochałam, tak samo jak w „Białym Ptaku” R.J. Palacio. Te komiksy najchętniej ustawiłabym na wspólnym pierwszym miejscu podium.

Mam jednak postanowienie na nowy rok. W styczniu postaram się systematycznie zmniejszać mój stosik wstydu niedokończonych książek. Może i tam ukrył się ten „naj” tytuł.

A co Wy czytaliście w weekend najczęściej?

A po jakie książki wy sięgaliście w weekendy mijającego już roku? Przeanalizowaliśmy Wasze komentarze pod wszystkim tekstami z 2020 roku i udalo nam się uzyskać 10 książek, po które najcześciej sięgaliście Wy, użytkownicy lubimyczytac.pl.

W zeszłym roku po tytuł z pierwszego miejsca sięgnęło aż 57 osób, w tym roku tylko 19 z Was wybrało na swoją weekendową lekturę „Inkuba”, który stanął na najwyższym stopniu podium. Artur Urbanowicz pojawił się również w zeszłorocznym podsumowaniu, wtedy na drugim miejscu. W tym roku pojedynek był na tyle wyrównany, że po kolejne trzy tytuły („Wyrwa”, „Instytut”, „Na południe od Brazos”) sięgnęło 17 osób. A tuż za nimi laureatka Nagrody Nike Czytelników, czyli Joanna Gierek-Onoszko i „27 śmierci Toby'ego Obeda”. Na kolejnych miejscach znów ex aequo znalazły się cztery książki: patronat serwisu lubimyczytac.pl „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” (ta książka również znalazła się w zeszłorocznym podsumowaniu), pierwszy tom cylu „Cienie przeszłości”, czyli „Martwy sad”, a także „Gdzie śpiewają raki” i „Diuna” Franka Herberta, której ekranizacja powinna pojawić się w przyszłym roku. Zestawienie zamyka ponownie Wojciech Chmielarz, tym razem ze swoją „Raną”.

Wychodzi na to, że aż 6 z Waszych wyborów ma na tylnej okładce pomarańczowe logo serwisu lubimyczytac.pl. Dziękujemy za zaufanie!


Dajcie znać, czy czytaliście którąś z powyższych książek, a także wspomnijcie w komentarzach Waszych ulubieńców z 2020 roku.

[kk]

Reklama

komentarze [99]

Sortuj:
301
0
04.01.2021 14:35

Właśnie skończyłam  Królowie przeklęci I Królowie przeklęci I


537
0
03.01.2021 22:06

Strasznie głośno, niesamowicie blisko


1880
3
03.01.2021 20:22

U mnie aktualnie
 Wyznanie Wyznanie


911
8
03.01.2021 19:14

Dziś skończyłam czytać  Czas Tajemnic Czas Tajemnic
A teraz zabieram sie powoli za  Judasz Judasz


364
6
03.01.2021 15:48

U mnie na podium w 2020r -Była sobie rzeka, Cud miód malina i Szafa. W tym roku bardzo polubiłam audiobooki. Kiedyś ich nie cierpiałam, bo były wg mnie mnie za wolno czytane, teraz praktycznie wszystkie serwisy oferujące książki w formie audiobooków mają możliwość przyspieszania ich. Jak dla mnie rewelacja!!!
Aktualnie skończyłam Krokodyl z kraju Karoliny.


1674
535
03.01.2021 14:41

Skończyłam przed chwilą  Jaskółki z Czarnobyla Jaskółki z Czarnobyla
Kontynuuje przygodę z Rojnym  Zwrotnik Zwrotnik


410
2
03.01.2021 13:19

U mnie w czytaniu  Matka Polka Matka Polka


369
59
03.01.2021 08:05

Wczoraj wreszcie skończyłem  Ja, diablica Ja, diablica
Teraz zabieram się za  Ja, anielica Ja, anielica
Miłego czytania☺️


549
391
03.01.2021 01:08

Ja nowy rok zaczynam kontynuując :  Pan Lodowego Ogrodu - tom II Pan Lodowego Ogrodu - tom II
A wszystkim życzę mnóstwa czasu na czytanie przez cały rok:)


573
438
02.01.2021 19:08

KULINARNIE

1.  Przysmaki Rodziny Winnych. Konfitury, powidła, nalewki i inne przetwory Przysmaki Rodziny Winnych. Konfitury, powidła, nalewki i inne przetwory

2.  Roślinny nabiał Roślinny nabiał

więcej

zgłoś błąd