Zapraszamy do ogrodu Zuzanny

LubimyCzytać
05.02.2018

Zapraszamy do lektury wywiadu z Justyną BednarekJagną Kaczanowską, autorkami książki Ogród Zuzanny, która ukazała się 31 stycznia nakładem wydawnictwa W.A.B. pod patronatem lubimyczytać.pl.

Urzekająca opowieść o uczuciach przekazywanych za pomocą sekretnego języka kwiatów.

Zuzanna i Adam poznali i pokochali się na studiach, jednak nie dane było im być razem. Adam wyjechał na studia za granicę, po jakimś czasie ożenił się i przejął zarząd nad majątkiem teściów. Zuzanna zaś rzuciła studia, krótko była mężatką, a od lat samotnie wychowuje dziecko. Jednak los jest przewrotny i – po trzynastu latach – spotykają się na nowo. Adam zamawia projekt ogrodu, którym zajmować się ma właśnie Zuzanna. Kobieta postanawia przekazać mu wiadomość ukrytą w roślinach. W końcu nie od dziś fascynuje ją wiktoriański język kwiatów, często „pisze” w ten sposób wiadomości do swoich bliskich. Czy Adam zdoła zrozumieć ukryte przesłanie?

„Ogród Zuzanny” to powieść o szczególnej atmosferze, z wyrazistymi, interesującymi bohaterami (także tymi drugoplanowymi, na dwóch czy czterech… łapach), pełna ciepła i humoru. 

O miłości pisze się od wieków. Autorzy pewnie często zadają sobie pytanie, jak nadać temu tematowi nieco świeżości. Wy o uczuciach opowiadacie za pomocą sekretnego języka kwiatów. Skąd taki pomysł?

Jagna: Ludzie wstydzą się mówić o emocjach, zwłaszcza tych najgłębiej skrywanych. Tak było od wieków. Szukano sposobu, by wyrazić uczucia, nie uciekając się do słów: "Kocham cię", "Potrzebuję cię", "Jesteś najwspanialszą osobą na świecie". Z pomocą przyszły kwiaty. Są piękne i barwne jak nasze emocje, i można nimi wyrazić wszystkie odcienie duszy.

Zafascynował nas zwłaszcza wiktoriański język kwiatów. W dziewiętnastowiecznej Anglii ludzi obowiązywały sztywne konwenanse, kobieta mężczyźnie nie mogła powiedzieć w zasadzie niczego, tak bardzo ograniczały ją społeczne normy. To, o czym milczała, przekazywała inaczej - bukietami, do komponowania których używała zarówno roślin ogrodowych, jak i polnych. Pomyślałyśmy, że byłoby ciekawie, gdyby ten obyczaj przenieść do współczesności, do historii miłosnej, dziejącej się teraz. Przy projektowaniu ogrodu Zuzanny, który „mówi" do jej ukochanego, Adama, korzystałyśmy z reprintów wiktoriańskich podręczników języka kwiatów, wydanych przez Forgotten Books, wydawnictwo, które „wskrzesza" stare publikacje.

Justyna: Tak jest! Jagna sprowadziła w tym celu z Anglii całą dziewiętnastowieczną literaturę! Poza samym „konceptem” jest też tak, że kobiety po prostu kochają kwiaty. Chciałyśmy zbudować historię wokół czegoś, co będzie im (a także i nam) po prostu sprawiać przyjemność. I chyba się udało: jedna z naszych przedpremierowych recenzentek napisała, że jest zima, a ona, dzięki naszej lekturze, czuje zapach kwitnących peonii. Właśnie o to nam chodziło!

Czy w waszym życiu kwiaty i ogród spełniają tak ważną rolę, jak w życiu głównej bohaterki? Czy wy też przekazujecie bliskim informacje za pomocą kwiatów?

Jagna: Dla mnie ogród jest szalenie ważny. Dwanaście lat temu wyprowadziłam się z Warszawy do domu, otoczonego... pustym polem, na którym rosły dwie wierzby. Zaczęłam sadzić. Nie miałam pojęcia o roślinach. Najpierw pojawiły się drzewa i krzewy - maleńkie sadzonki, które tratowały nieustannie moje trzy psy. Potem skalniak. Potem rabata z różami. A potem... Kolejne rabaty: ogród peoniowy, irysowy. W moją pasję wciągnęłam kochanego mężczyznę, który specjalnie dla mnie i naszego synka założył wiktoriański ogród w korzeniach drzew - z paprociami, funkiami, języczkami. Ale najbardziej pamiętam bukiet, który przywiózł mi do szpitala, gdy urodziłam naszego synka Michałka. Miniaturowe różyczki. Nie było słów, były kwiaty - i wiedziałam, co oznaczają. Miłość i wdzięczność.

Justyna: No cóż, dla mnie ogród też jest oczywiście bardzo ważny – mieszkam w okolicy, gdzie tych pięknych ogrodów jest całkiem sporo. Jednak sama mam absolutny antytalent ogrodniczy – choć kocham kwiaty. Jak posadzę irysy – to za głęboko, jak dalie – to za płytko, i tak dalej. Natomiast często rośliny do mnie „mówią”, są znakiem ważnych rzeczy i momentów. Osobą, która miała do ogrodnictwa większe predyspozycje był mój ukochany mąż – który, niestety, zmarł nagle trzy miesiące temu. To on posadził najważniejszą roślinę w naszym ogrodzie: jarzębinę. Mówił, że jest symbolem naszej miłości. Ostatniej jesieni miała więcej owoców, niż liści…

Miejscowość Starą Leśną zamieszkują ciekawi i zróżnicowani bohaterowie. Czy mają swoich odpowiedników w rzeczywistości?

Jagna: Oczywiście! Większość z nich jest wzorowana na autentycznych postaciach. I większości każda z nas dodała coś od siebie. Dla Justyny Cecylia to ukochana niania, jej i jej mamy - a dla mnie moja kochana babcia, która skończyła właśnie 92 lata!

Justyna: Ja dodam jeszcze, że prawdziwa Cecylia nazywała się naprawdę Cecylia Kot i umiała robić te wszystkie cudowne rzeczy, które robi najstarsza pani Czaplicz: haftowała, motała lalki, gotowała najlepiej na świecie… a poza tym obdarowywała świat nieprawdopodobną miłością. Dlatego pisząc – także dla dzieci – co jakiś czas „wpycham” jakąś Cecylię. Tego osadzenia w prawdziwych życiorysach jest mnóstwo. Ksiądz Fąfara, to prawie wierny portret mojego proboszcza z licealnych czasów, historia Olgi Sobczak też jest w stu procentach prawdziwa (prototypem była niania mojego brata). Prawdziwy – z drobną jedną zmianą – jest list dziadka, który nasz weterynarz znajduje w książce. To oryginalny list mojego pradziadka do mojej prababci.

Czy w książce starałyście się stworzyć świat, do którego można uciec, czy raczej taki, z którego można czerpać naukę?

Jagna: To trudne pytanie. Chciałyśmy stworzyć świat, do którego można uciec przed codziennością, która każdego z nas czasem męczy. Jednocześnie to nie mogła być baśniowa, fantastyczna kraina. To, co dzieje się w „Ogrodzie Zuzanny" dzieje się wokół nas, każdego dnia. Może tylko na kartach książki więcej jest „zmasowanego dobra" niż na co dzień? Jednocześnie starałyśmy się zawrzeć na kartach książki to, co dla nas ważne: historie rodzinne, miłość, szacunek dla zwierząt i roślin.

Justyna: Dokładnie tak! Dla mnie ważny był także wątek ukraiński. Wiem, ile jest między nami a naszymi sąsiadami trudnych spraw. Jednocześnie mam absolutną pewność, że ludzie są wyłącznie dobrzy albo niedobrzy, narodowość nie ma z tym nic wspólnego – i to jest jedyny klucz do rozumienia świata.

Dlaczego zdecydowałyście się na pisanie w duecie?

Jagna: Bo się lubimy! Znamy od wielu, wielu lat. Pomysł pisania powieści zrodził się, gdy po urodzeniu synka, umęczona obowiązkami domowymi i zawodowymi, bo nie miałam urlopu macierzyńskiego, wpadłam w dołek. Typowy baby blues. Rozmawiałyśmy wieczorami z Justyną i wpadłyśmy na pomysł napisania książki, która niosłaby otuchę, była jak plasterek na duszę. I - nawiązując do poprzedniego pytania - ja byłam pierwszą osobą, która uciekła w świat „Ogrodu Zuzanny". I dzięki niemu przetrwałam nieprzespane noce, ząbkowanie...

Justyna: Uważałyśmy też, że we dwie mamy więcej do zaoferowania: przeżyć, emocji, historii. Bardzo się różnimy (choć lubimy) – i dlatego wydaje się, że razem widzimy więcej.

Proszę opowiedzieć o sposobie pracy w parze. Czy któraś z was wymyślała poszczególne wątki, druga bohaterów? Czy pisałyście naprzemiennie? Jak to wyglądało?

Jagna: Ogólny zarys fabuły wymyśliłyśmy wspólnie, a potem podzieliłyśmy się bohaterami. Obie napisałyśmy sążniste historie „swoich" bohaterów - nie znalazły się w książce, to był jedynie etap przygotowawczy. Potem wymieniłyśmy się opisami i sporządziłyśmy linię czasu - rozpisałyśmy główne wątki na dwanaście miesięcy, bo tyle trwa akcja powieści. A później pozostawało jedynie dzielić się pracą podczas konstruowania poszczególnych rozdziałów.

Justyna: I tak jest do tej pory. Mniej więcej raz na 10 dni odbywamy telekonferencję i dyskutujemy, jak ma być dalej. Potem piszemy – każda swoje wątki, a na końcu Jagna (bo najczęściej jest to Jagna) łączy je w całość.

Dotychczasowe doświadczenia zawodowe – jedna z was jest psychologiem, druga ma na koncie kilka książek dla dzieci, obie z kolei pracowałyście też jako dziennikarki – przeszkadzały czy pomagały w pracy nad tą książką.

Jagna: Na pewno doświadczenie z pracy psychologa pomogło mi pogłębić rysunek poszczególnych postaci. Natomiast wieloletnia praca dziennikarska - od lat jestem związana z miesięcznikiem „Twój STYL” - sprawiła, że patrzyłam na powieść przede wszystkim z perspektywy czytelnika. Nie pytałam siebie, o czym ja przede wszystkim chciałabym opowiedzieć światu, zastanawiałam się, co jest potrzebne kobietom w Polsce, czego szukają w książkach? Przeglądałam badania, przypominałam sobie różne listy od czytelniczek, które czytałam w redakcji. Bardzo chciałabym, by czytelnicy odnaleźli w „Ogrodzie Zuzanny" to, dla czego sięgają po książki: relaks, ukojenie, żart. Jeśli choć jedna osoba uśmiechnie się podczas lektury, to znaczy, że wykonałam swoje zadania dobrze.

Justyna: Ja z pracy w gazetach kobiecych wyniosłam przekonanie, że nawet o najtrudniejszych sprawach można mówić prosto. I że pisanie o ważnych, ludzkich doświadczeniach może pomóc lepiej żyć. Tak też podeszłam do „Ogrodu Zuzanny”. A czy pomogło mi wcześniejsze pisanie książek dla dzieci? Cóż, to nie jest „etap przechodni”. To zawsze jestem ja. I zawsze staram się przekazać rzeczy, które dla mnie osobiście są ważne. Nie widzę szczególnej różnicy w pisaniu dla dorosłych czy dla dzieci. Kluczem jest poważne traktowanie czytelnika.

Który etap pracy nad książką okazał się najbardziej satysfakcjonujący?

Jagna: Dla mnie najfajniejsze było tworzenie książkowego świata, wymyślanie postaci. Frajdę sprawił mi ten moment, gdy - w mojej wyobraźni - bohaterowie „Ogrodu Zuzanny" ożyli.

Justyna: Ja z całego procesu najbardziej lubię samo pisanie. Bawię się scenami, śmieszą mnie słabości moich bohaterów, z przyjemnością wtryniłam Kozakowi prawdziwą świnię – zamiast mikroświnki. Szczerze wyznam, że gdy już przejdę ten etap – pozostawiam książkę samą sobie. Nie wracam do niej. Myślę o kolejnej.

Czy historia Zuzanny i Adama doczeka się kontynuacji? Jeśli tak, proszę zdradzić jak – chociaż w zarysie – potoczą się losy głównej bohaterki.

Jagna: Pracujemy już nad drugim tomem, a pomysły mamy na dwa kolejne! Ja osobiście bardzo chciałabym, żeby Zuzanna zaszła w ciążę. Jej historia trochę przypomina moją: ja też spotkałam miłość późno, miałam 37 lat, rok później zaszłam w ciążę. Chciałabym podarować to Zuzannie, moim zdaniem marzy o drugim dziecku. Ale jeszcze nie wiemy, czy tak się potoczą jej losy. Może nas same one zaskoczą?

Justyna: Myślę, że nas zaskoczą – choć jedno jest pewne: po tylu perturbacjach, należy jej się porcja solidnego szczęścia!

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2783
4
05.02.2018 12:13

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd