Nie da się żyć według idealnego scenariusza - wywiad z Emily Giffin

LubimyCzytać
23.06.2016

Na początku lipca ma ukazać się najnowsza powieść bestsellerowej amerykańskiej autorki Emily Giffin - „Pierwsza przychodzi miłość”. To opowieść o dwóch siostrach, z których jedna robi to, co chce, druga robi to, co należy, ale żadna z nich nie jest szczęśliwa. Zapraszamy do lektury wywiadu!

Natalia Karolak: Do tej pory opublikowałaś siedem powieści, „Pierwsza przychodzi miłośćbędzie ósma. Jak się czujesz na progu premiery jako doświadczona pisarka?

Emily Giffin: Czuję głównie podekscytowanie połączone z odrobiną niepokoju. Pisanie to takie samotne zajęcie, więc możliwość podzielenia się swoją pracą z innymi jest zawsze ekscytująca i satysfakcjonująca. Jednak wraz z nią przychodzi uczucie niepokoju – nigdy nie chcesz zawieść czytelników i wzbudzić w nich przekonania, że napisałaś książkę gorszą od poprzedniej.

Co inspiruje cię do pisania?

Moje powieści skupiają się na relacjach międzyludzkich, więc większość mojej inspiracji pochodzi właśnie ze związków i dylematów, które pojawiają się w kręgu mojej rodziny i przyjaciół.

Główne bohaterki, siostry Meredith i Josie mają różne głosy i własne historie do opowiedzenia. Czy zmienianie perspektyw i zagłębianie się w umysły kobiet, które zmagają się z odmiennymi dylematami, było trudnym zadaniem?

Moja piąta powieść, „Siedem lat później” oraz szósta, „Pewnego dnia”, również skupiały się na kilku narratorach, więc zastosowanie tego zabiegu w „Pierwsza przychodzi miłość nie było dla mnie niczym nowym. Naprawdę lubię wyzwanie, jakie niesie ze sobą prowadzenie historii na dwa różne głosy.

Co chciałabyś, by czytelnicy wynieśli z lektury „Pierwsza przychodzi miłość? Jakie przesłanie powinno z nimi pozostać?

Że nie da się żyć według idealnego scenariusza. Każdemu przydarza się coś złego, coś, nad czym nie da się zapanować. Jednak mamy wpływ na swoje życie – możemy podążyć własną drogą i decydować o swoim szczęściu.

Bycie pisarzem to wymarzone zajęcie dla wielu osób. Jakie są twoje przemyślenia związane z tym zajęciem? Czy jest coś, co czasem czyni je słodko-gorzkim?

Moja kariera rozwinęła się nadzwyczaj pomyślnie i nie da się ukryć, że w moim sukcesie dużą rolę odegrało szczęście - przejawiło się ono na kilka sposobów: odpowiedni ludzie uwierzyli w mój talent, współpracowałam z utalentowanymi redaktorami, którzy pomogli ukształtować każdą powieść, a czytelnicy trwali przy mnie, gdy moja twórczość dojrzewała. Myślę, że jednym z największych, błędnych przekonań dotyczących pisania na pełen etat jest to, że różni się ono od posiadania „normalnej” pracy. Pomiędzy pisaniem i poprawianiem każdej nowej powieści, wypełnianiem zobowiązań promocyjnych i radzeniem sobie z ekranizacjami telewizyjnymi i kinowymi, wygląda to podobnie do prowadzenia małego biznesu – i jest tak samo wymagające! To powiedziawszy, jestem naprawdę wdzięczna, że mogę zarabiać na życie robiąc coś, co kocham.

Popularni autorzy często próbują swoich sił w nowych gatunkach. Przed opublikowaniem powieści „Coś pożyczonego”, napisałaś książkę dla nastolatków, która nie została wydana. Później nastoletnia bohaterka pojawiła się w „Pewnym dniu”. Czy zastanawiałaś się nad napisaniem kolejnej książki dla i o młodzieży?

Nie, właściwie to niezupełnie. Pytano mnie wcześniej, czy chciałabym wrócić do mojej pierwszej powieści, ale obecnie myślę, że najlepiej będzie, jeśli pozostanie ona w mojej szafie, gdzie jest jej miejsce. Jeśli jest coś, czego chciałabym spróbować pewnego dnia, to byłoby to napisanie powieści z perspektywy mężczyzny. Myślę, że byłoby to interesujące i mogłabym się w tym sprawdzić!

Niektórzy autorzy skrupulatnie planują każdy element powieści, podczas gdy inni odsłaniają kolejne warstwy powieści dopiero w trakcie pisania. Czy bohaterowie czasem zaskakują cię, podejmując nieoczekiwane decyzje, czy może to ty decydujesz wcześniej i od początku wiesz, z jakimi dylematami przyjdzie im się zmierzyć i jak się zachowają w ich obliczu? Czy kiedykolwiek przydarzyło ci się, że historia rozwinęła się w nowym kierunku i tym samym wymogła znaczące zmiany?

Oczywiście. Jak wspomniałam wcześniej, mój proces tworzenia rozwija się stopniowo, opierając się głównie na kreacjach bohaterów, więc zawsze pojawiają się nieoczekiwane zwroty, szczególnie gdy zaczynam poznawać postacie i coraz lepiej rozumiem, jak zachowaliby się w konkretnych sytuacjach. Choć taki sposób pisania może być nieskuteczny i czasem muszę wyrzucać całe rozdziały, jeśli nie podoba mi się kierunek, w jakim zmierza historia, to uwielbiam być zaskakiwana w ten sposób.

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2552
4
23.06.2016 12:22

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd