To życie mnie inspiruje!

AMisz
13.02.2016

Joannę Opiat-Bojarską poznałam podczas zeszłorocznej Grandy - było wiadomo, że nie będzie to nasze ostatnie spotkanie, więc jak tylko Czwarta Strona ogłosiła, że wydaje Grę pozorów wiedziałam, że chcę ją przeczytać jako jedna z pierwszych! Zapraszam do przeczytania wywiadu z autorką, w czasie którego rozmawiamy o męskim świecie prostych komunikatów i o zbrodni doskonałej, która nie istnieje (ponoć!).

Joanna Opiat-Bojarska: Wiesz, że byłaś pierwszą czytelniczką tej książki?

Anna Misztak: To miłe. Szkoda, że nie za bardzo możemy rozmawiać o fabule „Gry pozorów”, bo wywiad ukaże się w okolicach premiery...

Tak, to jest trudne, bo spotykamy się, żeby porozmawiać o kryminale, a de facto nie możemy nic na jego temat powiedzieć!

Tak, możemy tylko powiedzieć, że książka jest dobra i że zwroty akcji są zaskakujące (śmiech)

Świetnie to napisałaś w swojej opinii na LC, że „nic i nikt nie jest tym, czym się wydaje na początku, i na końcu w zasadzie też nie”. I w tym zdaniu zawiera się wszystko! W zasadzie mógłby być to blurb do „Gry pozorów”!

Wszystkie Twoje wcześniejsze kryminały dotyczyły jakiejś ważnej kwestii społecznej: dopalacze, porwanie/ zaginięcie, handel organami - w tej książce tak nie jest.

Zazwyczaj staram się budować moje książki na zasadzie jajka niespodzianki – ta wierzchnia, słodka warstwa to wątek kryminalny, zagadka, gimnastyka dla umysłu – a w środku jest wiedza, którą staram się przekazać i problem społeczny na który chcę zwrócić uwagę. Z „Grą pozorów” było inaczej. Wzięłam w zeszłym roku udział w konkursie na scenariusz serialu i „Gra pozorów” powstała właśnie jako praca konkursowa: miało być osiem odcinków i każdy musiał kończyć się jakimś przewrotem, żeby utrzymać widza w napięciu do następnego tygodnia. Niestety, albo stety, nie wygrałam i pomysł wylądował w szufladzie. Kiedy Czwarta Strona zwróciła się do mnie z pytaniem, czy czegoś bym dla nich nie napisała, wystarczyło zajrzeć do szuflady.

Faktycznie, jak mówisz o serialu to mam przed oczami pewne sceny z książki, które są niesamowicie plastyczne i aż się proszą o przeniesienie na ekran.

Ja zawsze staram się najpierw widzieć daną scenę, wyobrazić ją sobie, a dopiero potem ją opisuję. Może dlatego tak łatwo czytelnik jest w stanie sobie te sceny wizualizować.

Zaczynałaś jako autorka powieści obyczajowych. Jak to się stało, że zaczęłaś pisać kryminały?

Koleżanka pisarka powiedziała mi, że powieści obyczajowe to może wymyślać każdy, ale do stworzenia dobrego kryminału trzeba mieć talent. Ja nie mam talentu? – pomyślałam, spróbowałam swoich sił i wpadłam w uzależnienie. Każda kolejna książka jest dla mnie wyzwaniem. Wymyślam więc czym sobie utrudnić pracę. W „Słodkich snów Anno” wprowadziłam punkt widzenia mordercy. Przez jakiś czas mogłam być mężczyzną, myśleć jak on, widzieć jak on. To była świetna, ale i trudna zabawa. W „Koneserze” skupiłam się na handlu organami. Większość osób, z którymi starałam się konsultować w ogóle zaprzeczała, że coś takiego w Polsce istnieje. A przecież codziennie w Internecie można znaleźć dziesiątki ogłoszeń typu: sprzedam nerkę! Te nowe, trudne tematy są dla mnie niesamowicie nakręcające.

A co było dla Ciebie wyzwaniem przy „Grze pozorów”?

Psychologia i rozmowy z obcymi o emocjach. Moi policyjni konsultanci nie skupiają się na emocji, tylko na faktach. To mi odpowiada. Ale oczywiście (hołdując zasadzie, że musi być trudno) wymyśliłam, że główna bohaterka „Gry pozorów” jest psychologiem i zajmuje się rozkładaniem emocji na czynniki pierwsze. Musiałam skorzystać z pomocy prawdziwego psychologa. Ja tak nie rozmawiam z ludźmi poza garstką najbliższych! Jeśli mam jakiś problem to najpierw go identyfikuję, a potem rozwiązuję, a jak chce sobie pogadać, to idę do przyjaciółki!

Nie zachowujesz się jak typowa kobieta! Co w zasadzie pokrywa się z tym, co piszesz o sobie na swojej stronie, że się świetnie odnajdujesz w męskim świecie. Męskim, czyli jakim konkretnie?

W męskim świecie krótkich komunikatów, w którym nie ma nadmiernego rozdrapywania emocji, komunikacja przebiega wprost, nie trzeba się domyślać – w którym mówi się o tym, co nas interesuje, co nas boli bez owijania w bawełnę.

No tak, kobiety z reguły mówią „bo się nie domyślił...”

Tak, kobiety przyjmują strategię dawania delikatnych sygnałów i to niekoniecznie tylko w relacjach damsko-męskich, ale także w relacjach z przyjaciółkami, czy ogólnie kobietami.

Myślałam, że ten męski świat, o którym piszesz to świat brutalnych mordów i przemocy.

Tak, to też. Widzisz, ja zawsze lubiłam czytać kryminały i pewnie dlatego teraz je piszę. Zdecydowanie bardziej przemawiają do mnie brudne kryminały, niż te cukierkowe, w których od trupa ważniejsze jest to „czy on ją kocha”. Płeć autora nie ma dla mnie znaczenia jeśli tylko przedstawiony mi zostaje wycinek prawdziwego życia. A życie jest do d… nie wiele w nim kolorów, nie licząc oczywiście 50 odcieni szarości (śmiech).

To jacy pisarze i pisarki spełniają te warunki. Co czytasz?

Ostatnio zakochałam się z Cobenie. Któryś w moich czytelników podpowiedział mi to nazwisko, sugerując, że skoro piszę w taki sposób, to Coben powinien przypaść mi do gustu. Czasami zazdroszczę mu jego sposobu pisania – w krótkich zdaniach potrafi zawrzeć sporo treści, sporo spostrzeżeń. Czytuję też Nesbo, lubię Marka Krajewskiego za ten mrok i męskość, czyli te prostytutki i opisy jedzenia (śmiech).

Ja mam ulubiony cytat z Krajewskiego dotyczący wódki – jakże prawdziwy: Dzisiaj nie smakowało mu nic prócz wódki samej, która była - jak zawsze - niezawodna i przewidywalna. Niczego nie obiecywała prócz chwilowego raju upojenia i długiego piekła kaca. Stawiała sprawę jasno: wystawię ci jutro rachunek tak wysoki, jak wielkie będzie twoje szczęście dzisiaj.

I jak tu nie lubić Krajewskiego. Sprawia sprawy jasno, a Ty czujesz w tym mrok.

#####

Czy Twoim zdaniem to mężczyźni są zdolni do większych zbrodni niż kobiety, do bardziej brutalnych?

Dlaczego? Bo są bardziej agresywni? Według statystyk co trzeci zabójca to osoba, która wcale nie jest agresywna. Słyszałaś o psychologii narzędzi zbrodni? Butelką zabijają często sprawcy z nizin społecznych, kastetem – mieszkańcy blokowisk, pałką lub maczetą – sprawcy lubiący prymitywną, brutalną siłę, nożem – ci, którzy nie boją się widoku krwi, najczęściej z wykształceniem średnim lub niższym, bronią krótką – ludzie o podobnym wykształceniu, którzy mieli wcześniej do czynienia ze służbami mundurowymi. Na samym końcu listy pojawia się trucizna – to jest domena kobiet. One częściej stoją z boku, są ciche, nie rzucają się w oczy, ale też są bardziej zawzięte i przykładają większą uwagę do planowania zbrodni. Są też w większości lepiej wykształcone i starają się tak zaplanować zbrodnię, aby nie dało im się udowodnić winy.

Ale zbrodnia doskonała nie istnieje...

Powiem Ci szczerze...

Wpadłaś na pomysł zbrodni doskonałej i wykorzystasz go w następnej książce?!

Z wykorzystaniem w książkach bywa różnie. Mimo że czasem posiadam jakąś szczegółową wiedzę, to nie udostępniam jej w książkach. Np. w „Grze pozorów”, główna bohaterka Olka Wilk przyjmuje tabletki, przepisywane przez psychiatrę. Wprowadzając ten wątek wiedziałam jakie to tabletki, jakie mają skutki uboczne, jak się je dawkuje, jak się je odstawia – ale nigdzie nie podałam ich nazwy.

Fakt, posługiwałaś się tylko nazwą substancji czynnej.

Właśnie, nie chciałam niczego podawać na tacy domorosłym kryminalistom.

Bardzo się troszczysz o swoich czytelników.

No troszczę się (śmiech). Miałam już taką sytuację z moim pierwszym kryminałem Gdzie jesteś, Leno?. Wymyśliłam sobie poznaniankę, która w środku nocy wychodzi z klubu usytuowanego koło Grobli i przepada bez wieści. Podobny scenariusz zaginięcia miał ostatnio miejsce w Poznaniu, cała Polska śledziła poszukiwania Ewy T. także w miejscu, w którym zaginęła moja Lena. Takie zbiegi okoliczności mnie przerażają i uczą jeszcze większej ostrożności.

A wracając do zbrodni doskonałej...

No tak. W mojej następnej książce, która jest już napisana i ukaże się w czerwcu [mowa o książce „Bestseller” Czarna Owca - przyp. red.] doszłam w pewnym momencie do ściany. Wymyśliłam zbrodnię doskonałą? Morderca pomyślał o wszystkim, miałam więc poważny problem z tym, jak udowodnić mu winę. Długo konsultowałam ten przypadek z prokuratorem, żeby znaleźć jakieś sensowne i logiczne rozwiązanie. Okazało się, że jedynym wyjściem z sytuacji jest złamanie czynnika osobowego, czyli zburzenie świata tego mordercy, tak aby on albo się przyznał, albo zaczął się gubić w swoich zeznaniach.

Uważam, że jeśli ktoś ma wystarczającą wiedzę, jest w stanie dobrze zaplanować zbrodnię, ale musi być to wiedza interdyscyplinarna. Z tego punktu widzenia, my autorzy kryminałów mam łatwiej. Mamy dostęp do różnych konsultantów, z którymi możemy rozmawiać o problemach związanych np. z pozbyciem się ciała, pod pretekstem researchu do nowej książki (śmiech).

To czasami wykorzystywany wątek, szczególnie w filmach, że ktoś zainspirował się powieścią kryminalną i zabija zgodnie z tym, co jest w książce. Czy poczuwałabyś się do odpowiedzialności, gdy tak się stało z którąś z twoich książek?

Do odpowiedzialności nie, bo to nie ja bym przecież zabiła, ale z pewnością wyrzucałabym sobie, że nie dość dobrze ukryłam pewne fakty. Z drugiej strony współczesny świat jest tak przepełniony złem i przemocą, że nikt nie musi szukać inspiracji w literaturze. Wręcz przeciwnie, to literatura często inspiruje się życiem.

A ty czym się inspirujesz, gdy myślisz o napisaniu nowej książki?

Życiem właśnie. Lubię się w moich książkach podeprzeć prawdziwymi wydarzeniami, prawdziwymi trupami i często przeszukuję kroniki policyjne, newsy ze stron lokalnych, aby znaleźć coś interesującego.

Mimo tego, że piszę książki dla rozrywki czytelnika, to nie tworzę bajek dla dorosłych. Staram się, aby moje książki trzymały się realiów, konsultuję wszystko, co mogę ze specjalistami z danych dziedzin i nie zmieniam rzeczywistości. Jeśli np. na wyniki badań toksykologicznych w rzeczywistości trzeba czekać od 5 do 7 dni, to nie ma szansy, aby w moich książkach pojawiły się one na biurku policjanta na drugi dzień.

Wiele osób podkreśla fakt, że Twoje książki są mocno realistyczne – poświęcasz sporo czasu na robienie researchu. Wkrótce na łamach naszego serwisu pojawią się Twoje felietony poświęcone tej tematyce.

W każdym z felietonów przedstawię pracę jednego specjalisty: technika kryminalistycznego, antropologa sądowego, prokuratora, policjanta kryminalnego, psychologa, transplantologa, toksykologa. To są fascynujący ludzie i fascynujące zawody. Spotkania z nimi dają mi dodatkową energię. Każdy z nich jest zresztą inny. Jak wchodzę na spotkanie z antropolog sądową, to po prostu zamieniam się w słuch, a ona opowiada i opowiada. Niektórzy są bardzo systematyczni i poukładani a rozmowa jest prowadzona na zasadzie pytanie-odpowiedź, jeszcze inni na moje pytanie odpowiadają serią swoich pytań. Uwielbiam obserwować ludzi, którzy są zatraceni w swoim zawodzie, których przepełnia pasja. To mnie nakręca. Drążąc nowy temat chodzę strasznie na nim skoncentrowana, nie myślę wtedy o niczym innym. Gdybym mogła sobie czegoś życzyć, to żeby mi to emocjonalne podejście do pisania nie przeszło. Żebym ciągle mogła czerpać energię i pasję z tego, co robię.

I tego Ci serdecznie życzę! Dziękuję za wywiad!

---

Pierwszy felieton z cyklu „Niezwykłe spotkania w trakcie pisania” ukaże się w niedzielę 21 lutego!

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
510
149
15.02.2016 11:40

Po przeczytaniu tego ciekawego wywiadu mam kilka uwag:
1. Pani Joanna (sądząc po zdjęciach) pasuje mi bardziej na autorkę literatury erotycznej - (to nie zarzut) - utwierdza mnie w tym przekonaniu kilka jej wypowiedzi - no,cóż,to się nazywa gra pozorów ;)
2. Dorzucę ciekawostkę do tzw. "profilowania sprawcy". Kiedyś zbierając materiały do pracy mgr z zakresu kryminalistyki...

więcej

700
229
15.02.2016 14:51

Odpozdrawiam.


720
475
13.02.2016 17:18

Na pewno sięgnę po książkę,bo zapowiada się wyśmienicie :-)


496
391
13.02.2016 14:52

Gratuluje bardzo dobrze przeprowadzonego wywiadu.
Wypowiedzi Pani Joanny kuszą do przeczytania jej książki.


4042
3802
13.02.2016 13:26

Koneser jest super.


7121
3083
13.02.2016 12:39

Ciekawy wywiad - gratuluję!

Z książek pani Joanny czytałam tylko jedną  Słodkich snów, Anno Słodkich snów, Anno, ale teraz nabrałam ochoty na poznanie kolejnych kryminałów.


700
229
13.02.2016 11:00

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd