Wiem, że muszę być autentyczna - wywiad z Kristiną Sabaliauskaitė

Zofia Karaszewska
11.09.2015

Początkowo książki Kristiny Sabaliauskaitė były krytycznie przyjmowane na Litwie, bo opowiadały trudną dla Litwinów historię - dziś autorka jest obsypywana nagrodami. Sławę przyniosła jej piękna fraza, autentyzm i talent przenoszenia czytelnika w inne czasy.

Teraz i my możemy dać się porwać jej barokowej opowieści. Saga szlacheckiej rodziny uwikłanej w trudną codzienność, wojnę i wielkie namiętności właśnie ukazuje się w Polsce.

Autorka na spotkaniu w Ambasadzie Litewskiej w Warszawie opowiedziała mi o swojej miłości do sztuki, spełnianiu literackich marzeń i potrzebie duszy, z której urodziła się ta niezwykła książka.

Zofia Karaszewska: Czego trzeba, żeby historyk sztuki, jakim Pani jest, i to z tytułem doktora, a z zawodu dziennikarz, odkrył w sobie literacką pasję i zaczął pisać powieści? Długo dojrzewała Pani do napisania „Silva rerum”?

Kristina Sabaliauskaite: Długo, bo aż dziesięć lat. Zresztą po raz pierwszy ten pomysł narodził się tu, w Warszawie. Kiedy robiłam badania do swojej pracy doktorskiej, dużo przesiadywałam w bibliotekach nad listami i pamiętnikami z epoki. Zaskoczyło mnie to, jakie pasjonujące postacie i historie tam odnalazłam. Pomyślałam wtedy, że to wspaniały materiał na powieść historyczną. Dlaczego tego nie opisać! Ale minęło jeszcze pięć lat, kolejne pięć, nim pomyślałam, że powinnam wreszcie to swoje marzenie zrealizować.

ZK: Czyli napisanie książki to było Pani marzenie odkładane zawsze na potem?

KS: Miałam piękne życie, bardzo dobrą pracę korespondenta zagranicznego. Niczego mi nie brakowało. Chciałam jednak kreatywnie wyrazić siebie i pomyślałam, że muszę spróbować napisać tę książkę. Bardzo bałam się, czy nie wyjdzie z tego grafomania. Zawszę mówię, że trzeba zakładać najlepszy i najgorszy scenariusz. Dla mnie najgorszy byłby wtedy, gdyby wydawnictwo odrzuciło moją powieść. A najlepszy to ten, który się zdarzył!

ZK: Czy teraz poświęca się Pani tylko pisaniu?

KS: Pięć lat temu zrezygnowałam z pracy dziennikarskiej. Miałam małe dziecko, praca pisarza, naukowca i dziennikarza, to było dla mnie za dużo. Teraz pracuję tylko nad projektami z historii sztuki, które mnie interesują, no i piszę.

ZK: Jest Pani najsławniejszą litewską pisarką – czy taka popularność dodaje Pani skrzydeł czy jest obciążeniem?

KS: Te wszystkie epitety są rzeczą relatywną, patrzę na ten sukces z dystansem, bardzo filozoficznie, bo wiem, że czas i historia wszystko zweryfikują. Ričardas Gavelis, który wraz z Czesławem Miłoszem i Balysem Sruogą należy do trójcy największych litewskich pisarzy, nigdy żadnej literackiej nagrody nie dostał. Był taki „niewygodny” dla wszystkich, a jego książki są według mnie po prostu wspaniałe!

ZK: Pani książka też wywołała na Litwie kontrowersje; czy Pani też jest dla współczesnych Litwinów taka „niewygoda”?

KS: Dla niektórych tak. Z „Silva Rerum” po pierwszych kontrowersjach literacki establishment

już się widać pogodził, bo w sierpniu dostałam najważniejszą nagrodę na Litwie, jaką przyznaje nasz Związek Pisarzy i Instytut Literatury. Na początku jednak byłam tak oddalona od kanonu litewskiej literatury, że nie do końca wiedziano, jak mnie odbierać. Przywołałam epokę, która w masowej świadomości miała bardzo negatywne konotacje. Epokę, o której nie uczyło się w sowieckich szkołach, tylko mówiono, że to było 300 lat upadku, podczas których spolonizowana szlachta przepiła państwo. Ja opisuję szlachtę pozytywnie - i to jeszcze szlachtę mówiącą po polsku! To było dla wielu osób urągające narodowej dumie, a jednak potem wielu przyjęło to jak swoje.

Myślę jednak, że naprawdę niewygodna stałam się, kiedy napisałam krótkie opowiadania „Danielius Dalba & kitos istorijos”, ponieważ one dotyczą teraźniejszości i niedawnej historii Litwy oraz czasów sowieckich i KGB.

ZK: W „Silva rerum” opowiada Pani historię Wielkiego Księstwa Litewskiego poprzez historię szlacheckiej rodziny. Czy to próba przybliżenia wspólnej historii Polaków i Litwinów poprzez rozliczenie się z historią?

KS: Uważam, że literatura nie powinna mieć funkcji dydaktycznych. Ja po prostu chciałam połączyć naukę historii ze sztuką literatury. Bardzo lubię barok, a on bardzo często łączył naukę i sztukę. Kiedy patrzymy na obrazy Jana Vermeera rozumiemy, że nie powstałyby bez wiedzy z dziedziny optyki. To połączenie racjonalnej nauki ze sztuką i kreatywnością zawsze mnie fascynowało. I też chciałam to połączyć w mojej książce.

ZK: Ma Pani łatwość przenoszenia czytelnika w inne wieki, zanurzania go w historii. Skąd czerpała Pani wiedzę o czasach, które Pani opisuje?

KS: Pisałam doktorat z XVII-wiecznego malarstwa. Barok to mój okres, najlepiej go znam. Wierzę w to, co Anglicy nazywają „storytelling” - umiejętnością opowiadania historii i widzę, że ta metoda zanika w naszych czasach zarówno z kina, jaki i z literatury. Ja staram się opowiadaną historią porwać czytelnika. Wierzę też, że w dobrej sztuce, nawet gdy mówi o trudnych rzeczach, musi być lekkość i elegancja. Tak jak w balecie, gdy widzimy ten występ na scenie, widzimy samo piękno i nie myślimy o godzinach ćwiczeń, krwi i pocie. Ta elegancja, to cecha każdego dobrego dzieła sztuki. Staram się, żeby tak też były z moim książkami.

ZK: Gdy czyta Pani stare dokumenty, zagląda do archiwów i tak stara się zgłębiać tajemnice psychiki swoich bohaterów - czy ich rozterki różnią się od naszych, które przeżywamy współcześnie? Ja, gdy czytam losy rodziny Narwojszów, czuję że niewiele się zmieniło.

KS: Wiem, że muszę być autentyczna. Zawsze zdaję sobie sprawę, że muszę opisywać sytuacje i reakcje, które mogły się w tamtych czasach zdarzyć. Gdy opisuję porwanie z klasztoru, to wiem, że takie rzeczy są odnotowane w kronikach. Cała ludzka natura jest odnotowana w kronikach; albo księgi sądowe - to wspaniała panorama intymnego i rodzinnego życia, dowiedzieć się z nich można o ludzkich słabościach, emocjach i wadach. Trzeba jednak pamiętać, że prawda życia jest gdzieś pośrodku, pomiędzy wyidealizowanym wyobrażeniem pobożnego człowieka baroku, a aktami sądowymi. To jest moje zadanie, odkryć tę esencję człowieczeństwa, fakt historyczny przez pryzmat ludzkiego losu.

Gdy pisałam trzecią część „Silva rerum”, w której opisuję XVIII w., to zobaczyłam, że w sumie opisuję współczesnego człowieka, który dokumentuje siebie, ma podobne do naszych problemy i niepokoje egzystencjalne. Pojawia się też wtedy na przykład pierwszy podręcznik erotyczny napisany przez Krzysztofa Udalryka Radziwiłła.

ZK: „Silva rerum” - domowa księga szlachecka. Skąd pomysł, by taką księgę uczynić motywem przewodnim opowieści?

KS: Chciałam napisać historię rodzinną, stąd taka rodzinna kronika, prowadzona przez pokolenia tylko w obrębie rodziny, stała się moim motywem przewodnim. Silva rerum (z łac. las rzeczy) - zapiski, notatki o ważnych wydarzeniach, toasty, przepisy są doskonałą inspiracją. Te obiekty, przedmioty barokowe są bardzo ważne w moich powieściach. Podróżują do kolejnych tomów, nasycając się energią poprzednich właścicieli. Ukazują filozoficzny problem przemijania i śmiertelności, bo czasami przeżywają swoich właścicieli.

ZK: Wilno jest w pewnym sensie bohaterem Pani książki. Podobno turyści przyjeżdżają zwiedzać miasto śladami powieści?

KS: Tak, są trzy wycieczki! Narodziły się bardzo spontanicznie. Podczas spotkań autorskich czytelnicy zaczęli mnie pytać o mapy Wilna. Jednocześnie Wileńskie Centrum Turystyczne skontaktowało się ze mną, ponieważ ludzie pytali o miejsca z moich książek, a przewodniczki nie wiedziały, co odpowiadać. Przygotowałam dla nich marszruty do każdego tomu. Podczas takich spacerów można się przekonać, ile jest prawdy, a ile fikcji w moich książkach. Zapraszam oczywiście również czytelników z Polski na taką wycieczkę!

ZK: Opisuje Pani Uniwersytet Wileński i jego historię. Czy rzeczywiście studenci w XVII w. byli takimi chuliganami?

KS: Znalazłam artykuły naukowe o wojnach burs, wszystko jest udokumentowane w księgach sądowych. to doskonałe źródło wiedzy. Życie studenckie było niebywale ciekawe, opisane są w źródłach nawet przekleństwa, których używali. Ciekawy jest też aspekt rozwoju Uniwersytetu, w którym po potopie szwedzkim trwała walka o to, jaki kierunek obierze: religijno-teologiczny, czy bardziej naukowy. Poznanie historii często rzuca światło na nasze przekonania.

ZK: Czy mityczny Bazyliszek, to mieszkaniec Wilna, czy raczej mroków ludzkich myśli?

KS: Bazyliszek jest tu metaforą.

ZK: A czy każdy ma w sobie takiego bazyliszka?

KS: Myślę, że ludzie myślący mają (śmiech). Bazyliszek jest bardzo popularny w litewskiej literaturze. Ričardas Gavelis pisze o bazyliszku w „Pokerze Wilna”. Nawet Czesław Miłosz jest związany z bazyliszkiem. Jego słynny Klub Włóczęgów Wileńskich miał tradycję, aby każdego roku spalić bazyliszka; to była dawna uniwersytecka tradycja. Do dziś na Uniwersytecie Wileńskim podczas wiosennego święta prowadzi się bazyliszka przez ulice Wilna.

ZK: Kazimierz na życie patrzy z pogardą i drwiną, wątpi w jego sens; Urszula z lęku przed przemijaniem chce zostać świętą za życia. Czy wczesny kontakt ze śmiercią może być traumą i powodować utratę sensu życia?

KS: Myślę, że to jest naturalny proces dojrzewania. Takie uniwersalne doświadczenie, które każde dziecko w pewnym momencie przeżywa. Pierwszy kontakt ze śmiercią.

To jak silnie oni to przeżyli jest typowe dla wrażliwości barokowej. Trochę gram tu z jedną z barokowych legend Świętego Franciszka Borgii, który był żołnierzem hiszpańskiego króla. Kiedy piękna królowa zmarła, on eskortował jej trumnę do innego miasta. Po kilkutygodniowej podróży, kiedy zobaczył, co się stało z ciałem pięknej królowej, odszedł ze służby ziemskiemu władcy i powiedział, że będzie służył tylko Bogu. Ja bardzo lubię takie interteksty, gry; w moich książkach jest bardzo wiele takich odwołań.

ZK: Jest Pani historykiem sztuki, więc to, co widzimy na okładkach kolejnych części „Silva rerum” nie jest z pewnością przypadkowe.

KS: Na wszystkich okładkach trylogii są fragmenty płaskorzeźb z Kościoła Świętego Piotra i Pawła. To nie przypadkowo - w tym kościele jest prawdziwy mikrokosmos detali; wszystko tam można znaleźć oprócz jednej rzeczy - nie ma tam koloru. Wszystko jest w białym stiuku. To jest jeden z kanonów twórczości barokowej, taki nadmiar przeciwstawiony ascezie: struktura w nadmiarze i brak koloru. Ja robię podobnie - w moich książkach nie ma dialogów.

ZK: Proszę powiedzieć skąd ten zabieg, co nim chciała Pani nim osiągnąć?

KS: Chciałam, żeby powieść miała brzmienie ustnej opowieści rodzinnej, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Zdawałam sobie też sprawę, że moi bohaterowie mówią po polsku, a nie po litewsku. Odrzuciłam więc dialogi też ze względów symbolicznych. Ta epoka i jej bohaterowie jest jak niemy chór; to niepokojące, kiedy zdajesz sobie sprawę, że ta cała historia posługiwała się innym językiem, a jednak przemawia do czytelnika.

ZK: Pani bohaterki są silne, odważne, pewne siebie. Czy Elżbieta jest XVII-wieczną feministką, tęskniącą do wolności i innego życia z daleka od kieratu kobiecych zajęć?

KS: Życie kobiety w XVII wieku było bardzo ciężkie, nawet szlachcianek. Kobiety żyły na granicy śmierci z powodu ciąż, rozwój medycyny w tej dziedzinie był bardzo słaby, sądzono na przykład, że pas ze skóry żubra, może gwarantować szczęśliwy poród. W pamiętnikach z epoki widać refleksje, lamenty, pytania o sens takiego życia. Elżbieta całe życie żyje według reguł i w końcu nastaje moment, w którym pyta siebie, czy to jest wszystko, co dostanie od życia. Nie wiem jednak, czy autorefleksja jest feminizmem…

ZK: Elżbieta zazdrości córce, że ta idzie do klasztoru.

KS: W czasach, które opisuję sądzono, że szlachcianki niekoniecznie muszą czytać, czy pisać. Staropanieństwo było tragedią, bo kobieta stawała się obciążeniem finansowym dla rodziny; w niższych warstwach takie kobiety często kończyły jako żebraczki. Szansę rozwoju intelektualnego dawał właśnie klasztor.

ZK: Urszula zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Czy Pani wierzy w taką miłość?

KS: Tak.

ZK: Sztuka jest wieczna, życie przemijające. Czy to z tej dychotomii urodziła się Pani książka?

KS: Powieść powstała z chęci rozmowy o życiu, metafizyce, moralności. Chciałam napisać o napięciach, a barok jest ich pełen i jest mi bliski.

ZK: Na Litwie wydała Pani już trzy tomy sagi – będą kolejne?

KS: Od początku „Silva rerum” było pomyślane jako tetralogia, miałam wszystko zaplanowane. Nie było tak, że po sukcesie pierwszej części, zaczęłam pisać kolejną.

ZK: Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu w Polsce!

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
1484
1
13.09.2015 13:30

Zdecydowanie powinniśmy tłumaczyć więcej litewskiej literatury. To smutne, że mamy dostęp do tak niewielkiej części twórczości tego niesamowicie utalentowanego kraju.


1312
83
13.09.2015 13:20

Zaskakujący fragment wywiadu: "Ričardas Gavelis, który wraz z Czesławem Miłoszem i Balysem Sruogą należy do trójcy największych litewskich pisarzy [...]" - do tej pory sądziłem, że Czesław Miłosz był pisarzem polskim, nie litewskim. Zwłaszcza że on sam właśnie tak pisał o sobie, choćby w liście do Jerzego Giedrojcia: "Nasz triumwirat (Brodski, Venclova, ja) jak najbardziej...

więcej

209
180
10.02.2018 19:40

Czy jest jakiś ważny powód, żeby https://kresy.pl/publicystyka/byly-poputczik-milosz/ miał być "polskim pisarzem"?


1203
0
12.09.2015 16:25

Wit zgadza sie, z pochodzenia Polka Krystyna Sobolewska


315
17
11.09.2015 15:50

Mądra i piękna kobieta!


173
55
11.09.2015 10:42

Zapraszam do dyskusji.

 Silva rerum Silva rerum

 Kristina Sabaliauskaitė Kristina Sabaliauskaitė


zgłoś błąd