Remigiusz Mróz odpowiedział na Wasze pytania!

LubimyCzytać
13.04.2015

Remigiusz Mróz pisze o sobie, że jest zwyczajnym facetem, który dziennie musi napisać 10-15 stron i tygodniowo wybiegać jakieś 50 km, by czuć się komfortowo. Jego modus operandi wygląda tak: wstaje rano, robi yerbę, a potem czyta wszystko to, co napisał zeszłego dnia. Codziennie zasiada do pisania i wynurza się po kilku godzinach. Poza tym jest doktorantem w Kolegium Prawa Akademii Leona Koźmińskiego i autorem kilku publikacji naukowych. Jego debiut literacki to Wieża milczenia. Na jego (opublikowany) dorobek składają się w tej chwili powieści: Turkusowe szale, cykl Parabellum, Chór zapomnianych głosów i najnowsza Kasacja

Pisarz niedawno zakończył pisanie kolejnej książki. Jak napisał na swoim fanpage'u: Będzie to początek kryminalnej trylogii, a więcej szczegółów za jakiś czas dostarczymy wespół z Wydawnictwo FILIA. Premiera pierwszego tomu najpewniej w lecie.

W najbliższym czasie możemy też spodziewać się kolejnych premier:
– drugi tom "Chóru" powinien być na Pyrkon, a więc pod koniec kwietnia;
– powieść zapowiadana na końcu "Kasacji" pojawi się zgodnie z planem, czyli na jesień (i będzie to prawdziwa cegła);
– a Chyłka i Zordon powrócą tuż po Nowym Roku.

A teraz zapraszamy do lektury Waszego wywiadu!

Widzę, że w swojej twórczości prozatorskiej nie ogranicza się Pan do jednego gatunku. Czy uważa Pan, że dla pisarza taki brak ograniczeń w pisarstwie jest zaletą czy też wadą? kryptonite

Pewnie zależy to od pisarza. Ken Follett moim zdaniem świetnie radzi sobie zarówno w tematyce historycznej, jak i sensacyjnej. Stephen King potrafi pisać pierwszorzędne powieści z elementami nadprzyrodzonymi, jak i te ich pozbawione. Szufladkujemy go w literaturze grozy, ale tak naprawdę od wielu lat nie napisał chyba klasycznego horroru. I może tak jest poniekąd ze wszystkimi? W naszej naturze tkwi potrzeba, by wszystko ubierać w jakieś wymierne ramy – a pisarzy zamykać w szufladkach. Wydaje mi się, że jeśli któryś autor z nich wychodzi, może to jego książkom przynieść tylko korzyści – w końcu dzięki temu zachowa świeżość narracji i nie powieli schematów właściwych danym gatunkom.

Czy konieczność posługiwania się w życiu zawodowym i naukowym bardzo precyzyjnym językiem >prawniczym<, utrudnia pisanie? W końcu prawnik musi trzymać się meritum, a pisarz musi płynąć... Ptasiemleczko

Nie utrudnia, a powiedziałbym nawet, że w pewnym sensie ułatwia pisanie książek. Forma języka prawniczego jest wprawdzie skostniała i siermiężna, ale uczy precyzji. Pisząc ileś tekstów z dziedziny prawa można wbić sobie na dobre do głowy, że czasem jedno słowo może mieć tylko jedno znaczenie, a synonim w istocie tylko udaje wyraz bliskoznaczny.

Czasem zdarza się jednak tak, że do popołudnia piszę książkę, a wieczorem produkuję się naukowo – i zauważyłem, że wówczas ta druga sfera na tym korzysta. Robię się bardziej kreatywny i staram się zaciekawić odbiorcę, choć w przypadku tekstów naukowych ten aspekt co do zasady nie jest najważniejszy.

Mam Pana wszystkie aktualne książki i każda wydana jest praktycznie w innym wydawnictwie. Dlaczego? Z_książką_w_chmurach

Z bardzo prostej przyczyny – napisałem ich trochę za dużo i początkowo nie starczało mocy przerobowych na wszystko. Jedna oficyna wydawała kolejne tomy „Parabellum”, druga inne książki historyczne, trzecia fantastykę, i tak dalej. Teraz sytuacja trochę się zmieniła, bo Czwarta Strona oraz Filia bez trudu za mną nadążają – nie znaczy to jednak, że chciałbym zostawiać tych, z którymi zaczynałem przygodę.

Ostatnio jest dość głośno o nowej ustawie aby ujednolicić ceny książek. Jak Pan się do tego ustosunkuje? Z_książką_w_chmurach

Ustosunkuję się przykładem. Wyobraźmy sobie, że zakładam księgarnię internetową uMroza.pl i raz po raz organizuję akcję „Powiew chłodu” (szczególnie chodliwą w lecie). W jej ramach obniżam ceny najnowszych książek o 50%, bo właściwie bardziej chciałbym promować czytelnictwo, niż na nim zarabiać. Kto mi zabroni? Nikt, bo w końcu uMroza.pl to moje poletko, mogę robić, co uważam za słuszne – nawet jeśli jestem entuzjastą balansowania na granicy bankructwa. Czytelnicy przynajmniej będą mieli przepastniejsze półki.

Co w takiej sytuacji stanie się po ujednoliceniu ceny książek? „Powiew chłodu” będzie niezgodny z prawem, bo przez dwanaście miesięcy po premierze cena będzie musiała utrzymywać się na stałym poziomie.

Problem oczywiście jest bardziej złożony, ale z pewnością stracą na tym ci, którzy kupują w internecie. Zyskają za to autorzy – przy stałej cenie będziemy cieszyć się większą przejrzystością finansową, bo nasz procent obliczać będzie się na podstawie jednej, niezmiennej wartości. Mimo to jestem przeciwny tej ustawie. Dla mnie idealnym rozwiązaniem byłoby, gdybyśmy w ogóle nie drukowali ceny na okładce – to sprzedawca wie najlepiej, jaki jest popyt i może na jego podstawie dostosować cenę do warunków rynkowych.

Drugi tom cyklu „Parabellum” kończył się takim dość mocnym cliffhangerem, na kiedy planowana jest premiera części trzeciej i ile tomów ma docelowo liczyć seria? blawoj

Pierwsze pytanie jest o tyle trudne, że niewiele w tej kwestii zależy ode mnie. Całą tę historię pisałem za jednym zamachem, przesiadając się z jednego tomu na kolejny – wydawca miał więc na wstępie gotowy materiał do redakcji. Niestety wszystko wskazuje na to, że pojawiły się pewne perturbacje w planie wydawniczym, więc pierwotny termin (kwietniowy) został przesunięty na później. W maju powinienem wiedzieć więcej, więc pewnie będę ogłaszać to urbi et orbi.

Jeśli chodzi o liczbę tomów – obecnie całość podzielona jest na cztery, choć pierwotnie chciałem wydać je jako dwa duże tomiszcza. „Prędkość ucieczki” i „Horyzont zdarzeń” były związane świętym węzłem zamierzeń autora, ale ponieważ był to właściwie mój debiut („Wieża milczenia” wyszła chwilę wcześniej), zasugerowano, byśmy nie wchodzili na rynek z takimi kobyłami. Jeśli ta koncepcja podziału się utrzyma, będą jeszcze dwa tomy. W nich zamyka się cała historia, ale niewykluczone, że kiedyś do niej wrócę. Kilka furtek sobie na końcu uchyliłem.

Czy Pan się nie boi, że te sterty książek, które trzyma Pan na biurku pewnego pięknego dnia zlecą Panu na głowę? (wyglądają, jakby miały na to wielką ochotę) Czy podobnie jak ja cierpi Pan na brak półek? Jak Pan sobie radzi, kiedy potrzebuje Pan wziąć do ręki książkę, która jest na samym spodzie? blawoj

Gdzieżby. Nie boję się. Czasami tylko sprawdzam, gdzie obecnie znajduje się środek ciężkości – niestety co jakiś czas migruje, bo spulchniany papier (ten żółtawy) trochę się odkształca. Z offsetowym (białym) jest nieco lepiej, ale też potrafi mnie zaskoczyć. I wiele zależy od okładki. W każdym razie staram się co jakiś czas kontrolować sytuację.

Wyciąganie książki to rzeczywiście niełatwa sprawa, ale radzę sobie. Jeśli pech chce, że akurat chciałbym sięgnąć po tę na dole, dzielę stos na dwie części i przenoszę je w inne miejsce na biurku. Biceps i triceps pracują, konstrukcja zasadniczo pozostaje nienaruszona, a ja jestem zadowolony, bo mam książkę.

Byłam zachwycona, ujrzawszy na Pańskiej stronie zdjęcie Pana osoby na boisku do badmintona. Dla osoby, która aktywnie, choć amatorsko uprawia ten sport w społeczeństwie, którego zdaniem prawidłowa nazwa to "babinkton", "badbinton", "badmington" itd i że w to się gra na dworze, ten widok był bardzo budujący. Czy nie myślał Pan, aby zanieść kaganek oświaty pod strzechy i akcję którejś z następnych powieści umieścić w środowisku zawodowych badmintonistów? Taka książka jest moim zdaniem bardzo Polsce potrzebna. blawoj

Pewnie, przemknęło mi to kiedyś przez głowę. Grałem w uczelnianym AZS-ie, czasem z reprezentantami Polski, ale nie mam pojęcia, jak wygląda ich środowisko – ani czy jest to podatny grunt pod zasadzenie ziaren fabularnej intrygi. Właściwie mógłbym pomyśleć o zabójstwie lotką. Wbrew pozorom to niebezpieczna – i szybkostrzelna – broń. Rekord pojedynczego „strzału” należy do Chińczyka, który wprawił ją w prędkość ponad 330 kilometrów na godzinę. Lotka po jego uderzeniu przegoniłaby każdy bolid na torze Formuły 1.

Ale poważnie mówiąc – to świetny sport, będę miał tę sugestię z tyłu głowy i może kiedyś jakiś pomysł wykiełkuje.

#####

Czy bohaterowie Pana książek pojawiają się w Pana snach? Czy był moment, w którym śnił się Panu fragment, albo cała fabuła jakiejś Pańskiej książki? Sylwka

Raczej nie, ale czasem bywa tak, że budzę się z jakąś ideą. Nie mam pojęcia, skąd się bierze, więc może pojawia się właśnie w snach, tylko później tego nie pamiętam?

Dużo pomysłów wpada mi natomiast do głowy tuż przed snem. Kończę każdy dzień lekturą książki, wyciszam się, a po jakichś dwóch godzinach czytaniach kładę się do łóżka, zadowolony, że błyskawicznie zasnę. I często w momencie, kiedy opada mnie już uczucie błogości, umysł rozdziera piorun idei. W wyobraźni robi się jasno jak za dnia, a grzmot jest tak głośny, że ustępuje mu nawet najwredniejszy budzik. Pomysł się rodzi. A potem rozrasta, nawarstwia i rozchodzi jak pajęczyna po głowie. I jak tu iść spać?

Czy miał Pan kiedykolwiek podczas pisania wrażenie, że kreowani bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, uciekają spod pióra, a Panu pozostaje jedynie rola rejestratora? Natalia

Nieustannie odnoszę takie wrażenie! Weźmy Chyłkę. Baba sama się wykreowała, sama napisała swoje dialogi i sama pokierowała obroną Langera. Ale dzieje się tak nie tylko w przypadku tych wyrazistych bohaterów – czasem ci drugoplanowi, których wprowadzam z jakimś konkretnym zamysłem, zaczynają grać pierwsze skrzypce. Przykładowo, nie planowałem wielkiej kariery w „Parabellum” dla Obelta – tymczasem kapitan szybko postawił mnie do pionu i pokazał, że jest jednym z filarów tej opowieści.

W trzeciej klasie szkoły podstawowej napisał Pan książkę o Super-Świniaku i innych zwierzętach z supermocami. Niestety, nie udało się jej Panu ukończyć, i jak Pan sam w jednym z wywiadów powiedział - nie miała szansy konkurować z „Folwarkiem zwierzęcym”. A nie kusi pana, aby dokończyć dzieła? Czy ta powieść jeszcze leży gdzieś w Pana szufladzie? izabela81

Ta niestety nie – jest to jedyna „książka”, która gdzieś mi zaginęła. Mam za to drugą, którą zacząłem pisać krótko po przygodzie z Super-Świniakiem. Była to powieść SF prowadzona w narracji pierwszoosobowej przez kapitana statku na rubieżach znanego świata. Plik z tekstem wciąż mi towarzyszy, bo ilekroć przesiadam się na inny komputer, kopiuję całe swoje zasoby. Dzięki temu mam też do dziś dwie inne historie, które zacząłem pisać jako nastolatek – i jako nastolatek porzuciłem. Nie planuję jednak nigdy do nich wracać – tyle pomysłów dobija się z podświadomości, czekając na swoją kolej, że nie wybaczyłyby mi, gdybym wepchnął tam kogoś po starej znajomości.

Sci-fi, thriller prawniczy, książki z historią w tle, publikacje naukowe... Czy ma Pan jeszcze w zanadrzu jakieś niespodzianki gatunkowe - może jakaś utopia, w której odwieczne spory w doktrynie zostają zażegnane, a cała ludzkość - w tym studenci prawa - wreszcie odnajduje upragnione ordo et pax? Robe-Noire

To byłaby chyba antyutopia, bo szybko mogłoby okazać się, że w świecie prawniczym nie ma co robić.

Ale poważnie mówiąc, mam kilka niespodzianek, które nie są w żaden sposób związane z tym, co dotychczas wydałem. Co dziwniejsze, wydawca odnosi się do nich całkiem przyjaźnie.

Właściwie nałogowo czytam wszystko, co wydaje mi się ciekawe – a analogiczną zasadę można odnieść do pisania. W tym roku trzymam się już wcześniej ustalonego planu, ale w przyszłym postaram się zaskoczyć.

Czy ma Pan pewien pomysł na książkę ale boi się, nie ma odwagi by przelać to na papier? Bądź nie wie jak za to zabrać i z której strony ugryźć? A może każdy pomysł jest następną książką? Ile takich projektów leży w szufladce „czekam na lepsze czasy”? patuene

Zawsze przed rozpoczęciem pisania towarzyszy mi niepewność, że w pewnym momencie nie będę wiedział, od której strony jakąś kwestię ugryźć. Traktuję to jednak jako zjawisko pozytywne, bo dodaje ono pewnego dreszczyku emocji. Każdy z nas w pewnym sensie zawsze chce się sprawdzać – pisarz także, więc tej niepewności towarzyszy także ambicjonalne podejście.

A odpowiadając na pytanie wprost – nie miałbym pojęcia, jak napisać książkę dla dzieci. Przypuszczam też, że wszelkie historie bez zbrodni czy zagadki pisałoby mi się trudno.

Co do książek, które czekają na lepsze czasy – jest takich kilka, ale tylko dlatego, że w trakcie ich pisania musiałem zająć się czymś innym (najczęściej redakcją powieści, która miała niebawem pójść do druku). Dwa razy zdarzyło się tak, że po takiej przerwie poprzednia książka nie budziła już we mnie emocji, więc do niej nie wracałem.

Książka, która coś odmieniła w Pana życiu, zmusiła do refleksji? yeti2704

Cykl Millennium Stiega Larssona z pewnością coś zmienił, bo pomógł mi podjąć decyzję o pisaniu – wywołał tak dużego książkowego kaca, że jedynym możliwym klinem było to, by samemu zacząć pisać. Jeśli chodzi o książkę, która za każdym razem skłania mnie do refleksji, zawsze wymieniam „Traktat o łuskaniu fasoli” Wiesława Myśliwskiego (i polecam tę książkę także z każdego innego powodu, jaki można wymyślić).

Czy planuje Pan na poważnie jakąś dłuższą serię z Chyłką i Oryńskim? Jezus

Jak najbardziej! Kolejna część pojawi się na samym początku nowego roku – i bynajmniej nie będzie to jedyne spotkanie z Chyłką i Zordonem w 2016 roku. Duet ten pozostawił mi duże pole manewru, w dodatku co chwilę do głowy wpadają mi pomysły na to, z jaką prawniczą zmorą mogliby się wspólnie zmierzyć.

Przyznam się, że nie planowałem z nimi tak długiej przygody – wydawało mi się, że zakończy się ona wraz ze sprawą Langera. Kiedy jednak wysłałem tekst wydawcy, szybko padło pytanie, czy nie zamierzam przypadkiem napisać kolejnych książek z prawnikami z kancelarii Żelazny & McVay. Powiedziałem, że niespecjalnie, ale jeśli czytelnikom się spodoba, mam kilka innych pomysłów na zagwozdki prawne.

Jakiego typu książki na pewno by pan nie napisał? assina

Trudne pytanie, szczególnie dla autora, który lubi zachowywać pluralizm gatunkowy w swoich powieściach. Kiedyś powiedziałem, że nie napisałbym nigdy powieści erotycznej, bo właściwie w kółko dzieje się tam to samo – ale czytelniczka podsunęła mi pomysł, że przecież mógłby nagle pojawić się trup.

Ostatecznie trudno by mi było stworzyć jakąkolwiek historię pozbawioną elementu tajemniczości. Lubię odkrywać coś wespół z bohaterami – szukać mordercy, szukać prawdy, szukać odpowiedzi na nurtujące ich pytania. I właśnie dlatego wydaje mi się, że szeroko pojęty thriller jest spoiwem moich powieści, nawet gdy pozornie zaszufladkować je można w oddzielnych gatunkach. Staram się, żeby pewien poziom napięcia zawsze był obecny – bo też najlepiej pisze mi się, gdy sam odczuwam narastające emocje.

Nagrodę za najlepsze pytanie otrzymują:
Robe-Noire
blawoj
Ptasiemleczko

 

Reklama

komentarze [8]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2503
4
13.04.2015 12:14

Remigiusz Mróz
Kasacja

Zapraszamy do dyskusji.


319
17
14.04.2015 22:36

gratulacje, ciekawy wywiad :)

ps. jeszcze dwie osoby powinny zostać nagrodzone :)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2465
55
13.04.2015 13:28

"Ale poważnie mówiąc – to świetny sport, będę miał tę sugestię z tyłu głowy i może kiedyś jakiś pomysł wykiełkuje."

Bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki za to wykiełkowanie, marzy mi się takie książkowe "Rush" albo "Rydwany ognia" z badmintonem w roli głównej! <3 (Widziałam w komentarzach na Pana stronie facebookowej, że obiecał Pan też jednej czytelniczce powieść z akcją...

więcej

546
0
13.04.2015 21:07

Promocja byłaby zaiste wyjątkowa. :D A z Barceloną zrobiłem mój ulubiony numer, czyli: "Tak się składa, że taka książka już jest". ;) Dopiero badminton zabił mi ćwieka!


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2443
71
13.04.2015 18:11

Świetny wywiad :)


616
14
13.04.2015 20:48

Przyjemnie jest przeczytać wywiad z osobą, która czerpie garściami z bogactwa polszczyzny. Mieli mnie w środku, gdy czytam wypowiedzi niektórych, ponoć światłych i inteligentnych osób, których zasób słów oscyluje wokół tysiąca.

Aaaa... i czekam z zaciekawieniem na listonosza. Tylko co będzie jak książka mi się nie spodoba? Bo kasacja już wykorzystana (tak dedukuję z...

więcej

546
0
13.04.2015 21:09

A jeszcze przyjemniej przeczytać taki komentarz. ;) I w razie czego rzeczywiście zostaje Strasburg. A jeśli będzie bardzo źle - Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2868
259
13.04.2015 22:01

Pokutuje logowanie się na chwilę. Przegapiłam opcję z wywiadem, ale przynajmniej poczytam :)


zgłoś błąd