Reklama

Czy stać nas na mniej? - wywiad z Martą Sapałą

LubimyCzytać
21.11.2014

"Mniej. Intymny portret zakupowy Polaków" to relacja z rocznego eksperymentu, w czasie którego dwanaście gospodarstw domowych starało się radykalnie ograniczać konsumpcję, kupując jedynie to, co niezbędne. Każdy z uczestników inaczej definiował tę niezbędność, nie wszyscy dotrwali do końca eksperymentu. Marta Sapała, doświadczona dziennikarka, związana m.in. z „Polityką”, nie tylko opisuje doświadczenie innych, ale sama też podjęła wyzwanie.

O czym jest Mniej?

W wielkim skrócie - „Mniej” opowiada o codzienności widzianej przez pryzmat ograniczonych do niezbędnego minimum zakupów. Ale przede wszystkim opowiada o różnych, często trudnych uczuciach, które pojawiają się, gdy próbujemy zmienić swój sposób doświadczania czy konsumowania świata. W jaki sposób możemy zmieniać świat? Jak się w związku z tym może rozwijać nasza świadomość? Ta dotycząca zakupów, ale nie tylko.

A dlaczego przyglądasz się właśnie przez konsumpcję?

Ten temat chodził za mną od dawna. Czytałam kiedyś No logo Naomi Klein. Te treści bardzo do mnie trafiły, ale miałam problem z wykorzystywaniem ich w codziennym życiu, choćby na zakupach właśnie. Tak jakby konsumencka wrażliwość i wiedza miały krótką datę ważności, łatwo ulegały zagłuszeniu – nawet gdy dotyczą ważnych spraw, związanych z wyzyskiem, niszczeniem środowiska, godnością i wstydem. Zastanawiałam się, dlaczego tak łatwo jest mi - i pewnie innym też - uciekać przed tą świadomością, ale też wiele spraw związanych z konsumpcją mnie zwyczajnie wkurzało, irytowało, czasem śmieszyło.

Na przykład co cię irytuje?

Wykorzystywanie bezbronności ludzkiej. Choćby bombardowanie świeżo upieczonych rodziców reklamami tego, co niezbędne, kopanie tego miękkiego rodzicielskiego podbrzusza. Albo te wszystkie garnki, pościel wełniana, wciskanie nieświadomym ludziom przedmiotów absolutnie niepotrzebnych jako tych niezbędnych.

Ale też zaśmiecanie przestrzeni miejskiej reklamami, zamienianie uliczek w ciąg bankowych witryn, wypieranie warzywniaków przez dyskonty. To nie tylko sprawia, że ginie różnorodność, ale dodatkowo wiele osób cierpi, bo nie może rozwijać swoich małych biznesów.

Rozumiem, że denerwują cię pewne mechanizmy i chciałaś się im przyjrzeć. Ale skąd pomysł zespołowego eksperymentu?

Wydało mi się ciekawe poznanie rozmaitych potrzeb, zobaczenie ich wyraźnie, uświadomienie sobie, co jest tak naprawdę tą naszą potrzebą. Co jest na przykład potrzebą matki, która ma troje dzieci i mieszka na wsi. Albo potrzebą świeżej emigrantki, mieszkającej w Islandii, kraju niekojarzącym się z konsumpcyjnym stylem życia. Albo jak te potrzeby widzi osoba, która ma, ujmijmy to, rewolucyjne podejście do konsumowania, a jak singiel, mężczyzna o spokojnym, ustabilizowanym życiu, czy też rodzina, której niełatwo związać koniec z końcem.

Uczestników eksperymentu szukałaś w sieci. Jak wyłuskałaś tę konkretną dwunastkę?

Zgłosiło się wiele osób, naprawdę bardzo dużo, byłam aż zaskoczona. Chociaż to było spore wyzwanie – ciągła, długotrwała analiza swoich działań, ale i emocji. Wybierałam intuicyjnie. Zależało mi na tym, żeby nie powtarzały się pewne „portrety konsumpcyjne”, szukałam uczestników o różnorodnych budżetach, mieszkających w mniejszych i większych miastach albo na wsi, ludzi o różnych światopoglądach. Oczywiście nie pytałam o wyznanie wiary, ale na przykład o to, jak żyją, żeby mieć pełniejszy ogląd ich codzienności. Jestem wdzięczna moim wspólnikom za zaangażowanie; bez nich tej książki by nie było.

#####

Jakie były motywacje bohaterów?

Przede wszystkim ciekawość, chcieli przyjrzeć się sobie. Pojawiły się także względy czysto praktyczne, na przykład oszczędnościowe. Niektórzy mieli nawet konkretne założenia, że chcieliby zaoszczędzić jakąś tam kwotę miesięcznie. Inni stanęli w obliczu nowej sytuacji ekonomicznej, a jeszcze inni zwyczajnie mieli problem z kupowaniem.

A twoje motywacje? Dlaczego sama w to weszłaś? Dlaczego nie pozostałaś jedynie obserwatorką, badaczką, a stałaś się, wraz z rodziną, jedną z uczestniczek eksperymentu?

Na początku miałam plan pozostać tylko obserwatorką. Ale wiedziałam, że dużo łatwiej mi będzie zrozumieć moich bohaterów, gdy sama się poddam takiemu eksperymentowi. Czułam, że to mi pozwoli ujrzeć pewne niuanse.

Poza tym wydawało mi się, że tak będzie uczciwiej ze względu na bohaterów, prawdziwiej.

Nie ukrywam, że mam też swoje konsumpcyjne słabości, więc byłam też zwyczajnie ciekawa.

Książka ma podtytuł "Intymny portret zakupowy Polaków". Interesuje mnie ta intymność. Jakich jej warstw dotykałaś?

Byłam przygotowana na różne trudne reakcje. I to nie tylko wśród nas, uczestników, ale także wśród znajomych, bliskich, anonimowych obserwatorów eksperymentu.

Przez cały czas pojawiały się rozmaite wątpliwości.

Portfel, pieniądze, posiadanie to pola, na których pojawia się na przykład poczucie wstydu, bycia wykluczonym, poczucie niższości albo wyższości. Ten portfel bardzo nas ustawia w relacjach z innymi ludźmi. Na przykład w relacjach partnerskich. Nie uczuciowych, ale właśnie władzy czy jej braku, związanych z nierównymi proporcjami zarobków w rodzinie.

I bohaterowie z łatwością rozmawiali o tego typu sprawach?

Niektórzy byli bardzo otwarci i jednocześnie bardzo samoświadomi, zaskakiwali mnie swoją wnikliwością i tym, w jak ostrym świetle siebie widzą.

Z niektórymi oczywiście rozmawiało się ciężej. To wynika z konstrukcji psychicznej, nie wszyscy chcą się zwierzać. Chciałam czasem, żeby sami coś nazwali, czasem naciskałam, ale czasem wolałam poczekać. Nie miałam jednej metody na kontaktowanie się z bohaterami, dawałam im wolność.

Co było najbardziej dojmujące w ciągu tego roku? Jakieś momenty albo decyzje, jakieś konkretne wyrzeczenia? Niekoniecznie twoje, któregokolwiek z was.

Wszystko, co dotyczyło dzieci, było bardzo trudne. W moim związku, jeśli pojawiały się spięcia, to dotyczące właśnie tej sfery.

Właściwie wszelkie relacje z bliskimi były tą płaszczyzną, gdzie pojawiały się trudności.

Ja tu sobie pozwolę na dygresję, dwa razy w czasie eksperymentu się wyłamałam i kupiłam książkę. Jedną z nich była No impact man Colina Beavana, który przez rok usiłował ograniczyć ślad ekologiczny swój i swojej rodziny. Czytając, miałam wrażenie, że w swoim eksperymencie ten człowiek dość bezlitośnie podchodził do własnej rodziny, że wręcz obsesyjnie skupiał się na swoim celu i nie brał przy tym pod uwagę potrzeb bliskich, ich granic. Myślę, że żaden z moich bohaterów nie posunął się tak daleko. Gdy jakieś działanie mogło przynieść szkodę emocjonalną drugiej osoby, każdy z nas mówił sobie „stop”.

Ale były też rozmaite wywrotki systemowe. Ze strony instytucji publicznych, opieki medycznej. Są sytuacje nagłe, na przykład związane ze zdrowiem, kiedy trzeba reagować szybko, więc tu zdarzały się obiektywne trudności.

Okazało się, że dla singli trudne były spotkania ze znajomymi. Nie chcieli rezygnować ze spotkań z przyjaciółmi, ale one nabierały nowego charakteru. Bo mogli, chcieli być z kimś, spędzać czas, ale bezgotówkowo. Więc jeśli na przykład znajomi wyciągali ich do kina, oni mówili: kino, tak, ale wybierzmy jakiś darmowy seans, może projekcję w letnim kinie. A przecież nie zawsze taki seans jest, czasem znajomi chcieli obejrzeć inny film…

#####

No dobrze, a co w sytuacji, gdy ktoś mówi: to ja ci kupię bilet. Nie korzystali z takich ofert?

Owszem, ale rzadko i z oporami. Jedna z bohaterek, Aleksandra, nie chciała korzystać z takich ofert, bo czuła, że powinna się rewanżować.

I ujawniło nam się coś ciekawego: że nie da się w pewnym momencie uczestniczyć w budowaniu wspólnoty – bez wzajemności. Gdy powstaje dług, także emocjonalny, nie tylko materialny. Ludziom na tej wzajemności zależy.

I to było fascynujące, badać, jak modyfikują się przyzwyczajenia okołokonsumpcyjne, takie jak pożyczanie, korzystanie z czyichś zasobów.

Na przykład Aneta i relacja z jej starszą sąsiadką. Początkowo Aneta nie umiała przyjmować dóbr od sąsiadki, próbowała się odwdzięczać, czuła, że musi. I nagle, po pewnym czasie, okazało się, że potrafi już po prostu coś przyjąć albo o coś poprosić. Zbudowały sobie piękną relację emocjonalną, wychodząc od poziomu materialnego.

To jest doskonała ilustracja rozpoznanej przez socjologów prawidłowości, że łatwiej nam się zapożyczać u bliskich osób.

Czyli w tych sytuacjach potencjalnie trudnych były też zaskoczenia, nie tylko przeszkody, ale i objawienia?

Tak, tu warto wspomnieć o prezentach przy okazjach rytualnych, takich jak ślub, komunia, święta, tych kulminacyjnych punktach konsumpcyjnych orgii. Tu bywało trudno, bo przecież obyczajowość, kultura i konwencja nakazują nam hojność.

Jedna z bohaterek, Anna, dała w prezencie z okazji ślubu używaną książkę. To znaczy ona nie wyglądała na używaną, ale de facto została zdjęta z półki i opakowana. Pytałam, jak się z tym czuła, i powiedziała, że to nic nadzwyczajnego, że w taki sposób od dawna funkcjonują w swojej grupie towarzyskiej. Na przykład własne wesele urządziła w domu, sukienkę miała z second handu, welon z firanki. Są więc takie środowiska, w których tak po prostu zwyczajnie kontestuje się system, w których w taki sposób się funkcjonuje i nikt tego nie analizuje. To jest krzepiące.

Czy dziś, po eksperymencie, są jakieś dobra albo usługi, które wcześniej były twoją codziennością, a z których teraz już w ogóle nie korzystasz?

Tak, na przykład większość z ekscentrycznych, egzotycznych składników do gotowania; w kwestiach jedzeniowych obraliśmy kurs lokalny oraz sezonowy; Michael Pollan, o którym wspominam w książce, byłby z nas dumny. Wspólnie uprawiamy działkę. Należymy do RWS (Rolnictwo Wspierane Społecznie), czyli grupy gospodarstw domowych, które podpisują umowę na dostawy warzyw na cały sezon z jednym rolnikiem. Niemal w ogóle nie kupuję nowych ubrań; a jeśli już, to staram się wybierać te, które zostały wyprodukowane w Polsce albo Europie. Rzadko odpalam samochód. Wakacyjnego zakwaterowania szukam wśród chętnych na zamianę mieszkań, a w knajpach proszę o kranówkę.

O! Nie taszczę już zgrzewek wody z supermarketu.

Piszesz, że kluczem do codzienności może być portfel. Jaki jest ten polski portfel, co możesz o nim powiedzieć teraz, z perspektywy roku bez zakupów?

Niezależnie od tego, czy ten portfel jest wypchany, czy wychudzony, podlega podobnym wpływom, naciskom, mechanizmom. Warto je poznać, choćby po to, żeby świadomie się im poddawać. Albo opierać :-)


Rozmawiała Olga Gitkiewicz - redaktorka, współpracowniczka portalu Ksiazkisawazne.pl

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2462
4
21.11.2014 10:21

Zapraszamy do dyskusji.


465
61
21.11.2014 11:19

Kupuję za dużo książek i ciuchów i raczej z tego nie zrezygnuję w najbliższym czasie, ale trend do minimalizmu mi się podoba, bo jednak wytycza granice konsumpcji (także mojej własnej). Można się na początek zastanowić z czego mogę zrezygnować bez większego problemu, co jest NADMIAREM.
Zgadzam się, że użyczanie dóbr materialnych tworzy więzi. Nie mam samochodu, uważam, że w...

więcej

1254
74
21.11.2014 12:02

Jedną z zalet minimalizmu jest to, że przynosi pożytek nawet stosowany w niewielkich dawkach. Wbrew niektórym opiniom wcale nie musi oznaczać posiadania max 100 przedmiotów i chodzenia na piechotę. Ja jeżdżę samochodem i kupuję co miesiąc za dużo książek, ale jest to jednak o kilka książek "za dużo", a nie kilkanaście czy kilkadziesiąt. Preferuję też - zainspirowany m.in....

więcej

zgłoś błąd