Nie jestem pisarzem, ja po prostu napisałem książkę

LubimyCzytać
11.09.2014

Zapraszamy do lektury wywiadu z Bartkiem Biedrzyckim, autorem książki Kompleks 7215, która ukazała się w sierpniu nakładem Fabryki Słów, pod patronatem naszego serwisu. 

Mówisz o sobie: „nazywam się Bartek i napisałem książkę”. To przekora czy skromność?

Jedno i drugie tak po trosze. Oczywiście lubię być chociaż trochę w świetle jupiterów, jak zresztą każdy, ale do tej pory poruszałem się w niszy polskiego komiksu. Napisałem kilka scenariuszy, wraz z Janem Mazurem i Robertem Sienickim redaktorowałem dobrze przyjętemu magazynowi „Kolektyw”, ale to wszystko nie była sława w takim klasycznym znaczeniu – po prostu masa znajomych, którzy lubią to samo i przybijają sobie piątki na festiwalach w całej Polsce, doceniając nawzajem swoją pracę.

Jednocześnie napisałem książkę, tak wyszło, i teraz staję w obliczu tego, że coraz więcej osób mnie kojarzy z nazwiska, z twarzy, jako człowieka. Na facebooku dostaję zaproszenia od zupełnie nieznanym mi fanów książki. I nie jestem do końca na to gotowy, a w każdym razie nie zabiegałem o to, nie szukałem takiego poklasku, chociaż to miłe. Bardzo miłe.

Z innej strony patrząc, fakt, że napisałem książkę zupełnie nie czyni ze mnie nikogo specjalnego; dużo ludzi pisze książki, ma w tym większe doświadczenie i większe osiągnięcia niż ja będę pewnie miał. Nie mogę więc powiedzieć o sobie, że „jestem pisarzem”, tym bardziej, że strasznie mnie śmieszą tegoroczne przepychanki o zarobki, żądania uprzywilejowania tej grupy i tym podobne przetaczające się przez polski internet wydarzenia. Więc tak po prostu, ja jestem Bartek, miło was poznać. Napisałem książkę. Cieszę się, że są ludzie, którzy chcą ją przeczytać.

Jak doszło do tego, że napisałeś Kompleks 7215?

To był w zasadzie przypadek. Radek, mój kolega, pożyczył mi debiut Michała Gołkowskiego „Ołowiany świt”. Jako dziecko urodzone pod koniec lat 70. dorastałem na przygodowej klasyce – Szklarski, Centkiewiczowie, Curwood, Borowikowa, Verne, Lofting. I OŚ jako książka faktycznie przygodowa bardzo mi się spodobał. Postanowiłem, że sam coś napiszę.

Jak chyba większość nastolatków, w liceum pisywałem trochę opowiadań, różnych - science fiction, przygodowych i innych, ale w XXI wieku raczej zacząłem pracować na markę publicysty i recenzenta. To było dla mnie swego rodzaju wyzwanie osobiste, czy jestem w stanie napisać coś beletrystycznego? Usiadłem we wrześniu do laptopa i napisałem kilka rozdziałów, potem pokazałem je na swoim blogu, zebrałem opinie, napisałem resztę. Pod koniec listopada, kiedy wszystko było gotowe, dałem Michałowi Gołkowskiemu ebook z tym tekstem – ostatecznie wyszła mikropowieść. A Michał pokazał to ludziom z Fabryki Słów i pewnego popołudnia zadzwonił do mnie Robert Łakuta i zaprosił na spotkanie do warszawskiego biura wydawnictwa.

Na miejscu ekipa zadała mi w zasadzie jedno pytanie – czy z tej mikropowieści da się zrobić powieść, czy ta historia ma na to potencjał? Przyznam się, że nigdy o tym nie myślałem, jeszcze kilka tygodni wcześniej w rozmowie z Dominiką Tarczoń z bloga nerd kobieta powiedziałem, że tego nie widzi. Ale Fabrykanci wierzyli w ten tekst, przydzielili mi redaktorkę i zaproponowali, że wydadzą książkę, jeżeli dam radę napisać ja do wiosny. Cały grudzień to była ciężka redakcyjna walka z materią, bo z Małgosią Koczańską patrzyliśmy na książkę zupełnie inaczej – ona jako potencjalny czytelnik, który wtyka palce we wszystkie dziury, a ja jako mało nawykły do redakcji autor, który dziecka broni. Udało nam się jednak z tego placu boju wynieść tekst, który rozrósł się, zmężniał, nabrał rumieńców i stał się pełnoprawną opowieścią. Tak myślę.

W lutym złożyłem w wydawnictwie tekst główny i dwa dodatkowe opowiadania poszerzające nieco świat powieści i rzucające nowe światło na pewne sprawy. Potem do roboty nad tekstem zabrał się Tomek Hoga – tutaj współpraca układała się nam już łatwiej, bo były to głównie poprawki błędów logicznych, ciężka praca nad językiem – jak wspominałem - dotąd pisałem publicystykę i scenariusze komiksowe, wymagało to ode mnie przesiadki na zupełnie inny tryb pracy, myślenia, inne słownictwo. Inaczej też wyglądała taka redakcja niż w Kulturze Liberalnej, mojej macierzystej redakcji, gdzie recenzuję komiksy. Ostatecznie udało nam się wypracować wersję nadającą się do czytania.

Te dwa okresy pracy redakcyjnej sprawiły, że z postawionego samemu sobie zadania „napisania czegoś beletrystycznego” urodziła się książka. Bez redaktorów – nie byłoby jej, a z pewnością nie w takim kształcie. Jednocześnie cały czas pracowała ze mną Ala, moja żona, która na co dzień fantastyki nie czyta, miała więc zupełnie trzeźwe spojrzenie na pewne rozwiązania fabularne, schematy, typowe dla gatunku zagrywki. To było tak samo nieocenione, jak wsparcie wydawnictwa, co pozwoliło mi na szersze, niesprofilowane spojrzenie.

#####

Skąd właściwie taki enigmatyczny tytuł powieści?

Ależ on nie jest wcale enigmatyczny. Kompleks 7215 to prawdziwe miejsce, znajdujące się o kilkanaście kilometrów od centrum stolicy. Inna jego nazwa to Atomowa Kwatera Dowodzenia. Można o nim poczytać na Wikipedii, obejrzeć zdjęcia ludzi, którzy je odwiedzili, a nawet samemu się tam wybrać. Tytuł taki, a nie inny, bo to właśnie AKD jest osią obrotu całej akcji – stalkerskim artefaktem, Świętym Gralem Józefa, wyzwoleńca z Hufców Pracy Świętego Krzyża, która w pogoń za swoim marzeniem angażuje Borkę, dowódcę oddziału najemników. Tych dwóch ludzi, każdy z innego powodu, postanawia odszukać Kompleks, o którym w 21 Roku po Zagładzie nikt już nie pamiętał. O tych poszukiwaniach jest ta książka.

Czy tych kompleksów jest w książce więcej?

Tak. Są w książce opisane dwa miejsca, które zapisały się trwale w historii polskiej wojskowości – prócz Atomowej Kwatery Dowodzenia stalkerzy z Kryształowego Pałacu są także gośćmi w słynnej, działającego do dzisiaj jednostce wojskowej w Lesie Kabackim, gdzie przed wojną polscy kryptografowie rozpracowali Enigmę. To ważne miejsce dla polskiej historii i z przyjemnością je uwieczniłem w ramach swoistego hołdu dla tych niezwykłych ludzi.

Kim są bohaterowie Twojej książki?

Najemnymi stalkerami. Stalker to taka odmiana specyficznego żołnierza – poszukiwacza, zwiadowcy, rodzaj skauta, ale też wartownika. Stalkerzy w Warszawie po termonuklearnej apokalipsie chronią tych, którzy przeżyli, szukają surowców, sprzętu, paliwa, żywności, chronią szlaki komunikacyjne, zdobywają informacje i odzyskują okruchy utraconej wiedzy i cywilizacji. Są trochę jak indiańscy wojownicy – gdy trzeba, walczą, gdy trzeba, polują, kiedy trzeba, szukają nowych terenów.

Stalkerzy z Kryształowego Pałacu to ludzie wychowani w społeczności inteligenckiej, wzrastający w szacunku dla techniki, rzemiosła i umiejętności, ale jednak odszczepieńcy. Ludzie, którzy klucze nasadowe i lekturę dawnych książek wyszabrowanych z ruin Biblioteki Narodowej zamienili na twarde kolby karabinów. Sprawne dłonie z lutownicami na bystre oczy patrzące przez celowniki. Ale zachowali lotne umysły, polską ułańską fantazję, umiłowanie przygody i chęć odkryć.

Akcja Kompleksu w dużej mierze toczy się w tunelach warszawskiego metra, ale nie jest to metro, które znamy w tej chwili?

Nie do końca. Oczywiście pasażer metra bez trudu rozpozna większość miejsc, które może zobaczyć na swojej codziennej trasie z Kabat do Młocin, ale przed Zagładą udało się uruchomić drugą linię stołecznej kolejki podziemnej, chociaż odniesienia do niej pojawiają się nieliczne i najważniejszą rolę gra raczej w retrospekcjach. Za to są miejsca, o których nie wszyscy wiedzą, jak niezagospodarowane pomieszczenia nad niektórymi stacjami, takie, które zwykły pasażer zwykle przegapia, jak tory odstawcze i rozjazdy między stacjami, czy wręcz zupełnie fantastyczne, lecz prawdopodobne, jak nigdy nie wybudowane stacje Plac Konstytucji oraz Muranów.

Podziemia, bunkry, schrony, tunele – to bardziej hobby czy miałeś z tymi obiektami zawodową styczność?

Zawodową nie, chociaż kiedy pracowałem w młodości w turystyce, uczyliśmy się o takich miejscach na wykładach. Jest to raczej hobby – kiedy byłem dzieciakiem ogromne wrażenie zrobił na mnie Wilczy Szaniec. Po dziś dzień fascynuje mnie niesamowite miejsce, jakim jest rezerwat nietoperzy w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym, ale też po prostu lubię kanały, wąskie przejścia, tajne podziemia. Do pewnego stopnia być może to efekt lektur z młodości, takich jak „Kolumbowie. Rocznik 20”, których bohaterowie schodzili do stołecznych podziemi.

Jako nastolatkowie też lubiliśmy z kolegami kopać własne ziemianki, a raz urządziliśmy sobie „bazę” w porzuconym węźle ciepłowniczym w Jeziornie – sporym, betonowym kubiku wyposażonym w niski, długi tunel, którym ciągnęły się nigdy nieuruchomione instalacje ciepłownicze. Lubię takie miejsca, szukam ich, odwiedzam.

Skąd w takim razie u Ciebie „zmysł pisarski”?

Chyba miałem go od zawsze. Czy może inaczej – od zawsze uwielbiałem opowiadać, snuć niestworzone historie, wymyślać rzeczy, które były fantastyczne, ale i zawsze dbałem o to, żeby były prawdopodobne, i żeby moi słuchacze nie mieli pewności, czy zmyślam, czy jednak tak było. Trochę byłem Bastianem Baltazarem Buksem, a trochę Janem Chryzostomem Paskiem. A ponieważ ludzie do dziś chcą słuchać, jak opowiadam niestworzone rzeczy, to chyba wychodzi mi to przyzwoicie.

Kompleks 7215 to raczej temat skończony, czy jest szansa na kontynuację?

Nie wiem czy na kontynuację, bo przyznam szczerze, że już zdecydowałem, co stanie się z bohaterami „Kompleksu 7215”. Czytelnik też dowie się tego z lektury. To byłyby na pewno ciekawe przygody, ale czuję, że nie takie, jakich oczekuję ja i jakich oczekiwaliby czytelnicy książki. Andriej Diakow, rosyjski pisarz postapo, znalazł się w podobnej sytuacji – stworzył świetną trylogię, której dwa pierwsze tomy są zupełnie inne niż finał, i chociaż bardzo go cenię, nieco mi to zgrzytało. Postanowiłem nie zrobić tego błędu i pogrzebać raczej w historii podziemnej Warszawy, wykorzystać opowieści i legendy, które się w pierwszej książce pojawiają – opowiedzieć o Przymierzu, Imperium, Madonnie Tuneli – wszystkim tym, o czym czytelnik nie ma szansy się z lektury dowiedzieć, a co ja wiem i co już wymyśliłem. Sądzę więc, że kolejna książka to nie będzie sequel, lecz prequel. I będzie rozmach, będzie krwawo, będzie wojna, będą też mocne charaktery, twarde postacie, zło i dobro rozumiane przez każdego na swój sposób. Będą też, oczywiście, znani już bohaterowie, ale nie w takim ujęciu, jakiego możnaby się spodziewać.

Czego można życzyć debiutantowi?

Mnie osobiście – nie wiem. Dla mnie już teraz to, co się dzieje, jest czymś tak niesamowitym i niezwykłym, że nigdy nie miałem śmiałości o tym marzyć. Wydaję powieść w „głównym obiegu”, w dużym wydawnictwie, obok prawdziwych sław polskiej fantastyki. Jedyne, czego teraz mógłbym chcieć, to nie zawieść oczekiwań i sprostać wymaganiom czytelników. Otacza mnie ogromne zainteresowanie i mnóstwo życzliwości, są obok mnie bliscy, przyjaciele i ludzie jeszcze niedawno całkiem obcy, którzy liczą na to, że lektura mojej książki sprawi im co najmniej tyle samo satysfakcji, ile mnie, autorowi, sprawiło jej tworzenie. Chciałbym, aby dla tych wszystkich niesamowitych ludzi była to także przygoda – ciekawa, satysfakcjonująca, niesamowita.

Dziękujemy za rozmowę!

Reklama

komentarze [10]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2552
4
11.09.2014 14:31

Bartek Biedrzycki Kompleks 7215
Zapraszamy do dyskusji.


469
65
11.09.2014 16:22

Z całą pewnością sięgnę po tę książkę. :)


2935
0
11.09.2014 18:32

Na ebooka się nie zanosi chyba... Czemu wydawnictwa specjalizujące się w fantastyce są tak zacofane?


491
133
11.09.2014 21:37

Będzie ebook. W FS zwykle ebooki są w miesiąc po papierze i z tego co wiem, teraz jest taki sam plan. Ale lepiej pytać o terminy bezpośrednio u wydawcy.


2935
0
11.09.2014 22:07

Hm, w miesiąc po premierze mogę być już poza zasięgiem konsumenckiego amoku, który mnie właśnie ogarnął...


491
133
11.09.2014 22:13

Od premiery minęły już dwa tygodnie, więc to już bliżej niż dalej ;)

Nic nie poradzę, taka polityka wydawnictwa, widać mają jakieś doświadczenia i powody, dla których tak to wygląda. W tym układzie to ja jestem amatorem, a oni profesjonalistami, więc zdaję się na bardziej doświadczonych.


2935
0
11.09.2014 22:53

No tak, ale ja o tej premierze wiem dopiero od dzisiaj, tj. po przeczytaniu wywiadu, który jak rozumiem jest również promocją książki. Punkt pierwszy Marketingowego Planu i Celu osiągnięty: zaciekawiło mnie. Punkt drugi i niezamierzony MPiC: towaru nie ma.
Zdaję sobie sprawę, że nic nie poradzisz, narzekam bo wiem, że przeczytają.

Gamonie, a nie profesjonaliści! Ebooki się...

więcej

17
16
12.09.2014 11:49

hmmm, pachnie mi to Metrem 2033...a może się mylę?


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

165
2
12.09.2014 10:10

Jako czytelnik ebooków wypinam się na wydawców, którzy nie wydają książki w eformacie. Czy tak trudno jest wydawać książki równocześnie - dla każdego coś miłego, a nie czekać aż "szał" na tytuł minie.

Apeluję do wydawców i autorów - szanujcie wolny wybór czytelnika!


1103
61
12.09.2014 12:54

No i niestety Autorowi się oberwało, a powinno oberwać wydawnictwo :D

Podbijam apel TymonaT - jako czytelnik, który czyta dużo i duże kupuje - chcę ebooka zawsze równocześnie z książką papierową!


zgłoś błąd