Bo każdy lubi podglądać. Wywiad z Magdą Stachulą, autorką „Strachu, który powraca”

Ewa Cieślik
30.06.2020

Choć mawia się, że piorun nigdy nie trafia w to samo drzewo, bohaterowie thrillerów psychologicznych Magdaleny Stachuli mogliby być odmiennego zdania. Autorka, która zdobyła sławę od razu po wydaniu debiutanckiej „Idealnej”, znów zabiera nas do świata Anity i Adama. Tu miłość miesza się z rozczarowaniem, a pasja z pragnieniem zemsty. Rozmawiamy z pisarką o tak powszechnym dziś podglądactwie, skutkach braku komunikacji w związku i różnicach między pisaniem pierwszej i piątej powieści.

Bo każdy lubi podglądać. Wywiad z Magdą Stachulą, autorką „Strachu, który powraca”

[Opis wydawcy] Co zrobisz, jeśli pewnego dnia ktoś spróbuje odebrać ci wszystko?

Czerwona koperta bez nazwiska i adresu. Skąd się tu wzięła z samego rana? Galop myśli i pulsowanie w klatce piersiowej. Chwilę się waham, ale otwieram. Koronkowe stringi i biustonosz. Uśmiech ulgi, dawno nie dostałam od męża prezentu bez okazji. Satynowy komplet jest piękny, delikatny w dotyku. Ale zaraz, czemu stanik jest o trzy numery za duży? Przecież Adam zna mój rozmiar.

Serce bije mi coraz szybciej. Już kiedyś to przeżyłam.

Staram się oddychać powoli. To na pewno pomyłka. Niemożliwe, żeby to była ona. A co, jeśli wróciła i tym razem zechce odebrać mi córkę?

A następnego dnia, gdy piekę z Amelką muffinki, na stole wibruje telefon. „Nie zasługujesz na to, co masz”. I już wiem, że zaczęło się najgorsze…

Ewa Cieślik: Jak stworzyć thriller idealny?

Magdalena Stachula: To trudne pytanie, bo zależy, co rozumiemy pod pojęciem idealny thriller. Dla jednych będzie to złożoność bohaterów, dla innych zwroty akcji i zaskakujące zakończenie, a jeszcze innych uczucie sponiewierania psychicznego po odłożeniu książki. Ja chcę zaserwować czytelnikowi emocje, napięcie, historię, od której najpierw nie będzie mógł się oderwać, a potem do której będzie wracać myślami – plus nieoczywiste zakończenie. Czy wychodzi idealnie? To już oceniają czytelnicy.

Pytam, bo pani kariera pisarska świetnie się rozwija. Najpierw mocny debiut „Idealna”, potem kolejne książki, które ugruntowały pani pozycję wśród innych polskich twórców kryminałów. Jak dalece odmienne jest teraz pani pisanie od tego sprzed sukcesu „Idealnej”?

Z jednej strony przy piątej książce, która ma premierę, jest łatwiej niż przed debiutem, bo mam wydawcę, swoich czytelników. Z drugiej – trudniej, bo oczekiwania są ogromne. Zdaję sobie z tego sprawę i staram się temu sprostać, ale nie czuję presji. Mam taką zasadę, która właściwie towarzyszy mi od czasów „Idealnej”, że po wysłaniu tekstu do wydawcy szybko wchodzę w kolejną historię. Kiedy napisałam moją debiutancką książkę, zastanawiałam się, jak to będzie, czy ktoś zechce ją wydać. By zminimalizować stres oczekiwania, zaczęłam w głowie układać kolejną książkę, która potem została wydana pod tytułem „Trzecia”. Taki schemat się sprawdza, więc się tego trzymam.

Reklama

„Strach, który powraca” to kontynuacja pani pierwszej książki. Wracają znani z „Idealnej” bohaterowie – Anita, jej mąż Adam, przyjaciel Eryk. Dlaczego zdecydowała się pani wrócić do tej historii? W końcu dopisać ciąg dalszy thrillera jest trudniej, niż na przykład kontynuację kryminału, w którym detektyw znów wyrusza na trop zbrodni.

O tak, to wyzwanie, nad którym zastanawiałam się dość długo. Po raz pierwszy pomyślałam o tym jakieś trzy lata temu, kilka miesięcy po premierze „Idealnej”. Moja debiutancka książka została bardzo dobrze przyjęta i pojawiły się pytania o dalsze losy bohaterów. Rozważałam, czy to będzie wiarygodne, aby główną bohaterkę znów coś złego spotkało, na zasadzie piorun nie trafia dwa razy w to samo drzewo, a nie chciałam pisać w innym gatunku niż thriller, choć takie sugestie też dostawałam. W końcu pomyślałam: a dlaczego nie? Przecież są osoby, które stale wpadają w te same problemy, przyciągają do siebie niewłaściwych ludzi, popełniają podobne błędy, a skoro tak bardzo moi czytelnicy czekają na kontynuację losów Anity i Adama, dlaczego nie wyjść temu naprzeciw? I tak powstał „Strach, który powraca”, który zadedykowałam moim czytelnikom, bo bez ich uwag, sugestii i wsparcia ta książka by nie powstała.

Trzeba podkreślić, że „Strach”, mimo że opowiada kontynuację losów bohaterów „Idealnej”, przyniesie również wiele emocji tym, którzy nie czytali jeszcze pani debiutu. A czy są szanse na to, by o losach Anity i Adama opowiadała trylogia?

Dobre pytanie, na które sama chciałabym znać odpowiedź. Zaczynając pisać „Strach, który powraca” nie brałam tego pod uwagę, ale tak samo było, gdy pisałam „Idealną” – wtedy też nie sądziłam, że kiedyś powstanie jej kontynuacja. Teraz, gdy „Strach” trafił w ręce czytelników, dostaję bardzo dużo pytań o dalsze losy bohaterów. Chyba największe emocje budzi ostatnia scena w książce, czytelnicy chcą wiedzieć, co wydarzy się dalej, oczekują kolejnej części. W „Strachu” wszystkie wątki zostały zamknięte, książka tworzy kompozycyjną całość, ale otwarte zakończenia to moja specjalność i tak też jest tym razem. Kto wie, może kiedyś zapragnę napisać kolejną część.

Magda Stachula

Pani książki określa się mianem domestic noir, ale sporo w nich również cech charakterystycznych dla thrillerów psychologicznych. Czy myśli pani, że tak wielka popularność obu tych gatunków wśród czytelników wynika z naszej chęci, by jeszcze dokładniej podejrzeć bohaterów, zajrzeć w ich świat, ich życie – tak, jak zaglądamy w świat ludzi dzielących się wszystkimi jego szczegółami w mediach społecznościowych?

Myślę, że popularność thrillerów psychologicznych wynika z tego, że lubimy się bać, oczywiście gdy nie dotyczy to nas samych. Czytamy mroczną historię i siedząc pod ciepłym kocem w bezpiecznym miejscu patrzymy, jak główny bohater radzi sobie z problemami. W nurcie domestic noir charakterystyczna jest narracja pierwszoosobowa, która pozwala z napięciem śledzić każdy krok bohatera, więc mamy tu typowy wojeryzm, podglądactwo, które, co ciekawe, także samo jest motywem przewodnim książek w nurcie domestic noir – ja często do tego nawiązuję, a więc czytelnik może poczuć się niemal jak sam bohater książki. Dotyka mrocznej prawdy, podgląda, wchodzi do życia drugiego człowieka. Dodatkowo czas teraźniejszy użyty w narracji thrillerów sprawia, że czytelnik czuje napięcie, które towarzyszy bohaterowi, dzięki temu głęboko wchodzi w jego historię. Poruszanie w thrillerach psychologicznych aktualnych problemów współczesnego świata, pokazywanie wpływu technologii na nasze życie sprawia, że od kilku lat cieszą się niesłabnącą popularnością, bo możemy w tych historiach odnaleźć część naszego życia.

Reklama

Najnowsza książka, podobnie jak poprzednie, jest napisana z perspektywy kilku bohaterów. Takie różnicowanie narracji to pani znak rozpoznawczy. Każda z postaci dane wydarzenie interpretuje inaczej. Zależy pani na tym, by podkreślić, że nie ma obiektywnej prawdy?

Chcę pokazać, jak to samo zdarzenie może być zupełnie inaczej interpretowane ze względu na to, jak akurat danego dnia psychicznie się czujemy, czego doświadczyliśmy w życiu; reakcja może być nawet podyktowana tym, czego od życia oczekujemy. Jest taka scena w „Idealnej”, podczas której dochodzi do kontaktu seksualnego i partnerzy zupełnie inaczej to interpretują – on jako cudowny przełom w ich związku, ponowne wskoczenie na właściwe tory, ona jako gwałt. Dostawałam bardzo dużo maili od pań i panów, których ta scena niezwykle poruszyła, wiele osób pisało, że otworzyła im oczy na niektóre konflikty w ich związkach, dała szerszy ogląd problemu. A poza tym spojrzenie na daną sytuację oczami kilku bohaterów pozwala nam się zdystansować i lepiej zrozumieć motyw każdej z osób.

„Strach” to trzymający w napięciu thriller, ale istotną rolę odgrywają w nim też takie tematy, jak problemy małżeńskie czy kwestia partnerstwa w związku. Miałam jednak wrażenie, że nie mniejszą wagę przykłada pani tym razem do ukazania dojmującej samotności bohaterów. To rzecz o braku przyjaźni, potrzebie wsparcia w innej osobie?

Tak. Według mnie małżonkowie to nie tylko kochankowie, rodzice swoich dzieci, ale przede wszystkim przyjaciele. Tutaj tego zabrakło. Zarówno Adam, jak i Anita nie rozmawiali o swoich oczekiwaniach, frustracjach, nie starli się wspólnie szukać rozwiązania problemu. Między nimi były wzajemne oskarżania, brak zrozumienia, niechęć, ewidentnie zabrakło między nimi przyjaźni. Żyli razem, ale osobno. Myślę, że brak rozmów i utrata zaufania to najgorsi wrogowie związku.

Magda Stachula

Co kobiety tracą, decydując się na posiadanie dziecka? Anita w „Idealnej” marzyła o dziecku, natomiast w „Strachu” możemy podejrzeć jej życie kilka lat później, gdy jako matka w 100% poświęca się córce. To dość gorzki obraz i jednocześnie mocny głos w tej sprawie.

W żaden sposób nie chcę demonizować macierzyństwa, bo bycie mamą to wspaniała i niesamowita przygoda, ale wyobrażenie o posiadaniu dziecka często różni się od rzeczywistości. I tego właśnie doświadcza Anita. Myślała, że gdy zostanie matką, skończą się wszystkie jej problemy, a tymczasem pojawiły się nowe. Brak wsparcia i zaangażowania ze strony ojca dziecka nie ułatwia jej zadania. Każdy z nich inaczej odnajduje się i postrzega rolę rodzica, konflikt przybiera na sile i do katastrofy coraz bliżej.

Reklama

„Magda Stachula znów sprawia, że nawet robiąc kanapki, mam ochotę drugą ręką trzymać książkę i czytać” – piszą użytkownicy lubimyczytać.pl w opiniach o najnowszej książce. Czyje zdanie jest dla pani najważniejsze – czytelników, krytyków, innych kolegów i koleżanek po piórze? A może pisze pani głównie dla własnej satysfakcji, chcąc wyrzucić z siebie pewnie emocje?

Wszystkie opinie mają dla mnie ogromne znaczenie. Oczywiście największe emocje budzą te od czytelników, bo to dla nich piszę moje książki i to ich zdanie najbardziej sobie cenię.

W podziękowaniach na końcu książki można przeczytać, że nie chciała pani pisać innego gatunku niż thriller. A czy teraz, po wydaniu „Strachu”, jest pani gotowa na wyzwanie sprawdzenia się w czymś innym?

Najlepiej czuję się w thrillerze psychologicznym i na ten moment nie myślę o odpłynięciu w inne rejony literackich gatunków. Choć lubię eksperymentować, dlatego czasami przyjmuję propozycję o napisaniu opowiadania do antologii w kobiecym stylu czy typowo kryminalnym. Mimo wszystko w tych historiach największy nacisk kładę na charakterystykę psychologiczną bohaterów, ich motyw działania, a więc to, co w thrillerze najważniejsze. Być może w przyszłości spróbuję sił w innym gatunku – w jakim, trudno powiedzieć, ale raczej nie będzie to ani powieść fantasy, ani horror.

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
717
305
27.07.2020 20:30

Zgadzam się z Tobą w 100 procentach. Lepiej bym tego nie ujęła.


2183
985
02.07.2020 05:14

Książki przeczytałem, ale jestem zniesmaczony tym, co dzieje się w trakcie naboru recenzentów, w tym również najnowszej książki autorki na LC. Nabór niby trwa w czasie w przedziale "x" do "y", ale już po kilku dniach, długo przed końcowym terminem czytam komentarze, że niektórzy już otrzymali książki albo zostali wybrani. Bardzo niefajne zagranie, wręcz nieuczciwe dla...

więcej

301
234
02.07.2020 20:47

Nic dodać, nic ująć. Popieram w 100%.


2003
154
01.07.2020 19:02

Magda Stachula znalazła niszę - pokazuje jak niezrozumienie, frustracje życia codziennego potrafią wywołać lawinę nieprzewidzianych w konsekwencjach zdarzeń. Ja bym to określiła thrillerem obyczajowymy - jest codzienność z życia wielu współczesnych par, ale jest i narastający strach na granicy paranoii. Może to nie literatura dla twardych facetów, ale trudno odmówić jej...

więcej

Reklama
305
157
30.06.2020 23:58

Obawiam się, że Pani Stachula niewiele wie o tym, jak stworzyć idealny thriller. Jej książki to obyczajówki, które bardzo chcialyby być thrillerami.


283
259
30.06.2020 19:04

Obie książki świetne.Czytałam z zapartym tchem.


243
14
29.06.2020 16:38

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd