Inteligentne straszenie zmusza do myślenia – wywiad z Przemysławem Piotrowskim, autorem „Piętna”

Marcin Waincetel
06.05.2020

W jaki sposób ujarzmić nasze lęki? I właściwie po co literaturze potrzebne są silne emocje? Przemysław Piotrowski, autor nieszablonowych thrillerów, czego najlepszym dowodem jest ostatnie „Piętno”, tłumaczy, dlaczego stara się uciekać od schematów i co sprawia, że czytelnik może poszukiwać w teoretycznie rozrywkowej literaturze bardziej znaczących wartości. Z autorem porozmawialiśmy też o tym, jak rodzi się literacka zbrodnia.

Inteligentne straszenie zmusza do myślenia – wywiad z Przemysławem Piotrowskim, autorem „Piętna”

[Opis wydawcy] Igor Brudny to twardy warszawski glina, który woli nie wracać do swojej przeszłości. Tym razem może jednak nie mieć innego wyjścia.

Zielona Góra. Mężczyzna bliźniaczo podobny do Brudnego jest poszukiwany w sprawie wyjątkowo brutalnego morderstwa. Komisarz musi wrócić do rodzinnego miasta, by oczyścić się z podejrzeń i rozwikłać tajemnicę swojego pochodzenia.

Na miejscu działa już zespół śledczych dowodzony przez inspektora Romualda Czarneckiego. Brutalność mordercy nie pozostawia wątpliwości – to dopiero początek. Obecność Brudnego dodatkowo komplikuje całą sprawę. Czarnecki jest przekonany, że komisarz może okazać się kluczem do złapania sprawcy. Ale czy może mu zaufać?

Marcin Waincetel: Wszystko zaczyna się od spowiedzi. Kobieta na łożu śmierci, a obok ksiądz, który wsłuchuje się w historię narodzin grzechu… A co sprawiło, że z „Piętna” chciał się wyspowiadać Przemysław Piotrowski?

Przemysław Piotrowski: Wychodzę z założenia, że już pierwsze zdania każdej mojej powieści muszą być mocne, wyraziste, niosące obietnicę dobrej rozrywki. Ja nie miałem zamiaru nikomu się z niczego spowiadać. Chciałem po prostu stworzyć klimat, tak aby czytelnik od początku wiedział, że „Piętno” to nie bajka dla małych dzieci.

Z jaką intencją konstruowałeś swoją opowieść?

Intencją było stworzenie dobrej, zaskakującej i pełnej emocji historii. Takiej, która przypadnie do gustu czytelnikowi, wróć, takiej przy której czytelnik zapomni o całym świecie i nie będzie mógł oderwać się od czytania. To stosunkowo prosta odpowiedź, ale chyba jedyna prawdziwa. Każdy pisarz marzy o tym, aby jego dzieło było chętnie czytane i po prostu dawało jak najlepszą rozrywkę. Z pierwszych opinii, choćby na lubimyczytać.pl, widzę, że książka została przyjęta bardzo dobrze, co nie ukrywam, bardzo mnie cieszy i daje pozytywnego kopa do dalszej pracy. Rozpędziłem się na tyle, że w redakcji jest już drugi tom „Piętna”, czyli „Sfora”, a ja rozpocząłem pracę nad trzecim.

Czyli w twojej głowie od początku całość zawierała się w formie trylogii?

Nie, ale miałem z tyłu głowy, że będzie kontynuacja. Pomysł na drugi tom tak naprawdę urodził się pod koniec pisania pierwszego, a na trzeci pod koniec drugiego. Na tę chwilę mogę stwierdzić na pewno, że będą to trzy tomy, które postaram się zamknąć jakąś konkretną klamrą. Nie mogę jednak wykluczyć, że jeśli czytelnicy mocno zżyją się z bohaterami i będą chcieli więcej, to pociągnę historię dalej. Wszystko zależy od odbiorcy, bo przecież nie piszę dla siebie, tylko dla czytelnika. I póki nie zabiję głównego bohatera, to nie mogę jednoznacznie stwierdzić, że to już na pewno koniec. Co by nie mówić o tej całej sytuacji z pandemią koronawirusa, w przypadku pisarzy nie jest aż tak zła, przynajmniej na etapie tworzenia.

Przemysław Piotrowski z nową książką

Porozmawiajmy o wartościach. I emocjach. Bo mamy przecież dobro, jak i zło. Ład i chaos. Stróż prawa i kryminalista – jedna osoba o tej samej twarzy. Ale historia Igora Brudnego, warszawskiego gliny, który musi zmierzyć się z demonami przeszłości – to nie jest proste do odczytania, jak standardowy awers i rewers. Lubisz prowokować swoich czytelników?

Uwielbiam prowokować, choć lepszym określeniem byłoby „budzić emocje”. Jeśli pisarz nie potrafi czytelnika prowokować lub wzbudzać tychże emocji, to znaczy, że jest kiepski. I mówię to raczej z perspektywy czytelnika, którym też przecież jestem. Oczywiście to tyko moje zdanie i nie wszyscy muszą się ze mną zgadzać. Nie doszukiwałbym się tu jakiegoś drugiego dna. Po prostu stworzyłem postać, której nie chciałem wciskać w stereotypy i choć pierwsze wrażenie może być właśnie takie, odkrywana powoli historia głównego bohatera tłumaczy wszystko.

Wykazujesz się skromnością, ale jednak trzeba dodać, że aby stworzyć postać niestereotypową, warto mieć pojęcie o gatunku. Prowadzisz bardzo filmową, niemalże amerykańską narrację, odnosisz się do problematyki pamięci i zemsty, ten motyw sobowtóryzmu też gra w bardzo niejednoznaczny sposób. Jakimi tekstami kultury inspirowałeś się podczas tworzenia? I nie pytam o jawne zapożyczenia, co raczej nastrojowość, wymowę… Szukam porównań, szukam śladów inspiracji. „Sin City”, „Memento”, kryminały Chandlera?

No nieźle, bo „Sin City” nie bardzo przypadł mi do gustu, Chandlera nie czytałem, a „Memento” nie oglądałem (ale to ostatnie już sprawdziłem i wiem, że muszę nadrobić, bo czuję, że to coś w moim stylu). I może to zabrzmieć dziwnie, ale naprawdę niczym się nie inspiruję, na nikim się nie wzoruję. Obejrzałem i przeczytałem setki filmów i książek i może nieświadomie sięgam po jakieś klisze z moich ulubionych kawałków, raczej na pewno tak właśnie jest, ale nie mogę powiedzieć, że robię to rozmyślnie. Co mogę powiedzieć, to że lubię mocne kino i mocną literaturę, z dobrze skonstruowaną, najlepiej pogmatwaną i niecodzienną fabułą i wyrazistymi bohaterami.

W jaki sposób mógłbyś poszerzyć definicję mocnego kina i mocnej literatury?

Lubię, gdy literacka fikcja jest silnie osadzona w realiach, a bohaterowie nie zachowują się jak półmózgi (no chyba, że autor z pełną premedytacją takiego bohatera tworzy). Nie znoszę skrótów fabularnych i beznadziejnych finałów, bo dla mnie to brak szacunku do odbiorcy. Ogólnie jako pisarz staram się tworzyć historie jakie – jako czytelnik – sam lubię i unikać rzeczy, których nie lubię. W przypadku „Piętna” z góry założyłem, że to będzie mroczny kryminał/thriller i starałem się tego trzymać od początku do końca. „Sfora” będzie trzymać klimat.

Surowa metodyka, chłodna analiza faktów czy intuicja, przeczucie, które wiąże się z emocjami? Przed takim dylematem stoi inspektor Romuald Czarnecki zajmujący się sprawą brutalnego morderstwa. To ciekawa postać, bo częściowo zmuszona do zrekonstruowania swojego warsztatu pracy. A jaką filozofię w czasie tworzenia przyjmuje Przemysław Piotrowski? Jest prowadzony bardziej przez rozum (najważniejsza jest intryga kryminalna?) czy serce (warstwa emocjonalna, przyjaźń z bohaterami)?

Postać Czarneckiego została stworzona na bazie istniejącego człowieka, dziś już emerytowanego inspektora wydziału dochodzeniowo-śledczego, który jest dla mnie niezwykle cennym źródłem informacji. I rzeczywiście jest to mężczyzna o niezwykłym rysie charakterologicznym i psychologicznym, absolutnie wybitnym umyśle i wręcz wiktoriańskim sznycie, dziś w zasadzie niespotykanym w tej profesji. Pomyślałem, że starcie tak dwóch skrajnych charakterów (tj. Brudny – Czarnecki) doda powieści dodatkowego smaczku. A pytasz, czy ważniejsza jest intryga kryminalna czy warstwa emocjonalna. Jedno bez drugiego nie istnieje. Bo nie da się straszyć bzdurami, nie da się stworzyć napięcia bez ciekawie i inteligentnie stworzonej fabuły.

Ścieranie się charakterów, emocjonalna – i nie tylko – rywalizacja – budują napięcie, co jest przecież niezwykle istotne dla samego poznawania historii. A ja zastanawiam się, z którym z bohaterów – Brudnym czy Czarneckim – lepiej dogadałby się… Przemysław Piotrowski? Z którym napiłbyś się bruderszafta i dlaczego?

Z Czarneckim dogaduję się świetnie, a nawet wypiłem bruderszafta, z Brudnym nie miałem okazji, bo nie istnieje. (śmiech) Ale tak poważnie, to chyba bliżej mi charakterologicznie do tego drugiego. Niestety nie mam wiktoriańskiego stylu Czarneckiego i chyba nie byłbym tak grzeczny, wyrozumiały i opanowany. Może też dlatego, że pracuję, gdzie pracuję. A na rafineriach czy platformach wiertniczych nie ma zmiłuj. Ciężka, fizyczna praca po dwanaście (albo więcej) godzin dziennie, często w strugach deszczu, przy minusowej temperaturze i silnym wietrze, w towarzystwie twardych koni. Tam testosteron aż buzuje.

Zdjęcie Przemysława Piotrowskiego

Poznając ludzi, poznajemy też siebie. Odkrywamy własną filozofię – w kontekście tworzenia, ale też samego życia. Jak to jest z tobą w kontekście warsztatu pracy? Bo powiedzieliśmy już o mocnym typie kina i literatury, o ścieraniu się charakterów…

…tak jak wspomniałem wcześniej – najważniejsze są moim zdaniem emocje. Jeśli historia jest mdła i brakuje w niej tej adrenaliny, to robi się nudna. Ale jeśli wzbudza emocje, to czytelnik chce dowiedzieć się, co jest na następnej kartce. Wychodzę z założenia, że nie jest ważne, jaki to gatunek literatury, ale to właśnie odpowiednia ilość dostarczanych emocji determinuje jakość danego dzieła. Książka ma śmieszyć, inspirować, rozczulać, smucić, szokować, straszyć, pobudzać do myślenia. Ja postawiłem na maksymalne napięcie i strach, bo myślę, że ludzie lubią się bać. Tak spokojnie, w zaciszu domowym, gdy wiedzą, że to co czytają (lub oglądają, bo to dotyczy również branży filmowej), to tylko fikcja.

To ciekawe, co powiedziałeś. I prowokujące do kolejnego pytania o to, skąd właściwie bierze się ta potrzeba związana z wywołaniem dreszczu emocji. Czy to jest próba oswajania naszych lęków?

Może coś w tym jest. Ludzie przez tysiące lat żyli w ciągłym strachu przed śmiercią i dopiero ostatnie pokolenia w dużej mierze jako takiego lęku się wyzbyły. I mam tu na myśli nasz cywilizowany świat bez wojen, najazdów, towarzyszących im bólu i cierpienia. Prawda jest taka, że żyjemy jak pączki w maśle, przez co chyba nieco straciliśmy możliwość przeżywania silnych, pierwotnych emocji. A jedną z nich jest właśnie strach czy lęk. W związku z tym chyba po prostu lubimy poczytać o tych wszystkich krwawych historiach, wczuć się w rolę bohaterów, bać się trochę, powalczyć, w końcu pokonać zło i wrócić do szarej rzeczywistości.

Choć zaznaczyć trzeba, że używasz całej gamy emocjonalnych odcieni.

Oczywiście staram się umiejętnie wplatać pozostałe emocje, ale chyba najlepiej wychodzi mi straszenie. Ufam, że inteligentne i prowokujące zmusza czytelnika do myślenia. To wszystko musi współgrać. Komedia ma śmieszyć, erotyk wzbudzać ukryte namiętności, kryminał pobudzać do myślenia i swoistego pojedynkowania się z autorem, thriller utrzymywać napięcie i straszyć. Jeśli dana powieść nie jest w stanie wzbudzić w czytelniku tych emocji, to moim zdaniem jest słaba, a ja taką książkę po prostu odkładam.

Chciałbym, abyśmy odnieśli teraz emocje do literackich wzorów. Jesteś człowiekiem pióra, a może inaczej – słowa. Jakim zasadom hołdujesz podczas pisania? Bo umówmy się, że literatura kryminalna spod znaku thrillera to gatunek wdzięczny i niewdzięczny zarazem – cieszący się niesłabnącą popularnością, ale też ustandaryzowany przez normy konwencji i oczekiwania odbiorców.

Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak ustandaryzowanie przez normy konwencji. Oczekiwania odbiorców są bardzo różne i wpisywanie się w jakiś główny nurt nie jest w moim stylu. Wystarczy spojrzeć na moje poprzednie powieści. Staram się wychodzić poza schematy, a te, mam wrażenie, za bardzo zdominowały rynek kryminału w Polsce. Nie ukrywam, że bardzo sympatyczne są dla mnie głosy, że Piętno to „nowa jakość”, „wymyka się wszelkim standardom”, „łamie kanony”, „jest na rynku czymś nowym”, itp. No i nieskromnie dodam, że zbiera całkiem dobre recenzje, co dla każdego pisarza jest pewnym wyznacznikiem tego, czy wykonał swoją pracę należycie. Nie wzoruję się na żadnym innym autorze. Staram się pisać to, co sam chciałbym przeczytać. A że jestem wymagającym czytelnikiem, to robię wszystko, aby historia, która wyjdzie spod mojego pióra, była niepowtarzalna i wyjątkowa.

Przemysław Piotrowski z krasnalem we Wrocławiu

W takim razie co było dla ciebie najbardziej satysfakcjonującą częścią pracy, a co sprawiało ci największe trudności? I wyobraźmy sobie, że jesteś zmuszony, aby namówić czytelników do sięgnięcia po „Piętno” – nie zdradzając fabularnych twistów, ale jednak ukazując istotę niejednoznaczności twojej książki. Wyobraźmy sobie, że to byłby test, od którego zależałoby to, czy uciekniesz z celi oczekiwań, niepewności. Bo nagrodą jest klucz do serca czytelników.

W zasadzie cały etap tworzenia jest dla mnie bardzo satysfakcjonujący. Począwszy od dobrego researchu, po postawienie ostatniej kropki. Lubię tworzyć postaci, snuć intrygę, bawić się z czytelnikiem w kotka i myszkę, podsuwając mu fałszywe tropy. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że finalny efekt to nie tylko klepanie w klawiaturę. To spotkania z fantastycznymi ludźmi, odkrywanie ciekawych miejsc. Przecież gdybym nie pisał, to nie nawiązałbym kontaktu na przykład ze specjalsami (przy pisaniu „Radykalnych”), inspektorem z wydziału dochodzeniowo-śledczego czy patomorfologiem, który nie tylko opowiedział mi o meandrach swojej pracy, ale też zaprosił do aktywnego udziału w kilku sekcjach zwłok, dzięki czemu mogłem w wiarygodny sposób oddać cały proces. A jeśli mnie zmuszasz do namawiania czytelników do czytania „Piętna”… Głupio mi zachwalać swoje książki, ale jeśli już muszę, to pozwolisz, że posłużę się jedną ze scen z mojego ukochanego „Gladiatora”. Sugerujesz, żebym „pozyskał tłumy”, to ja odpowiadam: „dam im coś, czego nie widzieli nigdy wcześniej”.

To jeszcze jedna rzecz. W charakterze podsumowania tego, co powiedzieliśmy sobie wcześniej, ale też autorefleksji – tak dla twórców, jak i czytelników. Historie spod znaku zbrodni potrafią być niezwykłe, ponieważ… no właśnie, dlaczego?

Bo zbrodnie wzbudzają najsilniejsze emocje. Ludzie zabijają z nienawiści, z zemsty, ze strachu, dla wyższych celów, ale także z miłości czy nawet przyjemności. Jednak, żeby zabić, te emocje muszą osiągnąć punkt krytyczny. A my, na co dzień żyjąc spokojnie i stosunkowo bezstresowo, potrzebujemy tych emocji. Potrzebujemy przeżyć coś niesamowitego, wyjątkowego, coś, co pozwoli nam przeżyć ekstremalne doznania, których w codziennym szarym życiu zwykle nie doświadczamy. Moim zdaniem książki i filmy są takim katalizatorem naszych pragnień. I co najważniejsze, stuprocentowo bezpiecznym.

Mówiliśmy o emocjach, o oczekiwaniach, standardach i uciekaniu od stereotypów. A ja zastanawiam się też, czy powieści rozrywkowe – w twoim wydaniu – mogą przynosić jakąś dodatkową wartość. Bo mówi się czasem, że kryminały czy thrillery to również nie tylko charakterystyka bohatera, opowieść o namiętnościach, ale też panorama współczesności – przywołanie określonych miast, specyfiki ludzkich zachowań, namiętności…

Generalnie każda książka niesie w sobie jakąś wartość. Każda czegoś uczy i z każdej możemy dowiedzieć się czegoś nowego. Od czytelnika zależy, czy przyjmie tę wartość czy nie. Przyznam, że we wcześniejszych książkach miałem większe zacięcie do tego, aby pozostawić w nich jakiś dodatkowy przekaz (zwłaszcza w „Drodze do piekła” i „Radykalnych”), „Piętno” natomiast pisałem z myślą o czystej rozrywce, nawet jeśli w tle pojawiły się dość ciężkie tematy. W każdy razie, jeśli czytelnik zamknie moją książkę i jeszcze przez jakiś czas pozostanie w nim ta nutka fermentu, której nie będzie mógł się pozbyć, to będzie znaczyć, że należycie wykonałem swoją pracę.

#czytamwdomu #kupujeksiazki 

Reklama

komentarze [10]

Sortuj:
604
459
10.05.2020 17:45

Bardzo dobra książka. Autor zadbał o szczegóły a do tego nieliniowa akcja i zaskakujący finał. Warto przeczytać :)


103
15
09.05.2020 15:21

Inteligentne straszenie? Przeciez ta ksiazka jest slaba.
Prosze mi wytlumaczyc,w jaki sposob autor ucieka Od schematow, bo wedlug mnie ta pozycja jest schematyczna I naiwna.


1187
12
09.05.2020 10:46

A, nawiasem mówiąc, dlaczego lubimy być straszeni?. Dlaczego, przynajmniej niektórzy, lubią mroczne, "brudne" historie?
Wg mnie - to ewolucyjna potrzeba adrenaliny, której brakuje nam w dzisiejszym, "zbyt" bezpiecznym życiu. Jedni czytają "Piętno", inni skaczą na bungee, a inni idą na ustawkę na mecz.


Reklama
829
291
07.05.2020 18:27

Nie ma przepisy na nauczanie i wychowanie. Dla jednego treść straszenia będzie motywująca, a dla drugiego będzie powodem do kryzysu i załamania nerwowego.


4217
3977
07.05.2020 08:49

Żeby się nie kłócić, kończę pisać w tym temacie.Niech każdy zostanie przy swoim zdaniu.


4217
3977
06.05.2020 20:18

To mamy różne spojrzenia na literaturę.Ja właśnie szukam w literaturze tylko rozrywki.


1582
113
07.05.2020 11:01

Jak najbardziej popieram. W książkach też szukam tylko rozrywki, przygody i odprężenia. Odskocznia od szarej rzeczywistości.


4217
3977
06.05.2020 15:11

I to się pięknie mówi.Każda Książką Niesie Wartość.Dla tego,według mnie nie ma .Czegoś takiego,jak szmira,chała.Byle co.
A ja czekam na Piętno.Może już w tym tygodniu zapuka listonosz :-)


2891
739
06.05.2020 17:50

Niestety nie , nie każda książka niesie wartość. Niektóre książki są tylko i wyłącznie rozrywką i nie niosą żadnych wartości. Ot, przeczytać i zapomnieć. Istnieją szmiry, chały i byle co. Istnieją historie mdłe, nie wywołujące żadnych emocji, oprócz jednej, nareszcie się skończyło.


352
3
06.05.2020 10:22

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd