Falowiec wciąż mnie zdumiewa i zaskakuje

LubimyCzytać
25.03.2018

Z Moniką Milewską, eseistką, poetką, tłumaczką i antropolożką kultury, rozmawiamy o jej najnowszej książce – „Latawiec z betonu”. To powieść o słynnym bloku stojącym na gdańskim Przymorzu.

Pani „jest” z wielkiej płyty?

To dwuznaczne pytanie. Nie czuję się człowiekiem z betonu. Raczej z delikatnych koronek i rokokowych sztukaterii. Ale mówiąc poważnie, wychowałam się na Przymorzu, w okolicy, która w zasadzie w całości została wzniesiona z wielkiej, szarej płyty. Sądzę, że ta architektura od początku wywoływała we mnie jakiś bunt, jakąś tęsknotę za ludzką skalą, za historycznymi stylami, za kolorem i ornamentem.

Co tak panią zainspirowało w gdańskim falowcu, żeby napisać powieść, której akcja jest w nim osadzona?

Ten budynek jest fenomenem, z którym obcuję na co dzień, który dosłownie rzuca cień na moje mniej imponujące bloki. Kiedy red. Ewa Stocka-Kalinowska z radiowej Dwójki zaprosiła mnie do poświęconej Gdańskowi audycji „Miasta pisarzy” i na antenie zapytała, o czym napisałabym swoją „gdańską” powieść, bez chwili zastanowienia odpowiedziałam: „O falowcu”. Nie miałam wtedy zamiaru pisać żadnej prozy, ale skoro słowo się rzekło, a słuchacze je usłyszeli... Chwilę po emisji audycji przeszłam przejściem pod falowcem. I to był prawdziwy moment przejścia. Po drugiej stronie miałam już gotową strukturę powieści. Tak jakby sam falowiec domagał się ode mnie narracji.

Jeden z bohaterów pani książki mówi: Tego, co to ten waloniec wymyślił, to ja bym na dożywocie skazał. Niech tu do koniuszka swego życia mieszka. Może by od tego rozumu nabrał. Postaci Inżyniera każe pani błąkać się po różnych okresach istnienia falowca w ramach symbolicznej zemsty, żeby się przypatrzył, co narobił?

W pewnym sensie tak. Ale to tylko część mojego zamierzenia. „Latawiec z betonu” to powieść o poczuciu winy i o dojrzewaniu człowieka. Mój bohater jest z początku karierowiczem i pracoholikiem, którego nie stać na żadną głębszą refleksję. Wypuszczam go w przyszłość, aby zobaczył konsekwencje swoich czynów. Taką konsekwencją może być uwięzienie dawnego przyjaciela ze studiów w siedemnastometrowej kawalerce. Przyjaciel inwalida nie może sam opuszczać falowca, bo zaprojektowana przez Inżyniera w ramach socjalistycznego programu oszczędności winda nie dojeżdża na dziesiąte piętro. Błędy bohatera nie ograniczają się jednak wyłącznie do kwestii architektonicznych. Jego chęć zdobycia za wszelką cenę talonu na kolorowy telewizor doprowadza jego kolegę z pracy do serii życiowych tragedii, a jego pracoholizm – samego Inżyniera prowadzi do utraty rodziny. Napisałam tę powieść, aby pomóc bohaterowi zrozumieć własne życie. To będzie dla niego na pewno trudna i bolesna podróż w przyszłość. Dojrzy swoje błędy, ale czy dojrzeje? O tym już muszą przekonać się sami Czytelnicy.

Prawdziwy architekt rzeczywiście tam mieszkał?

Starałam się nie śledzić losów prawdziwych twórców falowca (była ich aż trójka). Mój bohater miał być bytem całkowicie autonomicznym. Napisałam w życiu wiele sztuk historycznych i wiem z własnego doświadczenia, że nadmiar szczegółowej wiedzy krępuje wyobraźnię pisarza. Kiedy piszę książki naukowe, latami kolekcjonuję kilogramy źródeł i wczytuję się w każdy ich szczegół. Kiedy piszę fikcję, potrzebuję zaledwie kilku, może kilkudziesięciu punktów zaczepienia, wokół których snuję własną literacką pajęczynę. Tu jeszcze dochodził problem etyczny – nie chciałabym w żaden sposób wplątywać w moją, nie zawsze chwalebną dla falowca i jego twórcy fabułę prawdziwych, realnie istniejących ludzi.

Tadeusz Różański, główny architekt osiedla, na którym stoi falowiec, podobno był bezkrytyczny w stosunku do swojego projektu. Inżynier z pani książki w pewnym momencie myśli o swoim dziele z pogardą. A jaki jest pani stosunek do tego budynku?

Niedawno dowiedziałam się, że drugi ze współtwórców falowca, nieżyjący już niestety pan Janusz Morek był nie tylko architektem, ale i cenionym satyrykiem. Ogromnie byłabym ciekawa, czy potrafił żartować również na temat własnego dzieła. A może ono samo było jego żartem? A ja? Zawsze trochę bałam się falowca. Choćby tych spadających z różnych pięter telewizorów, doniczek, butelek. A czasem samobójców. Jeden z moich sąsiadów, dystyngowany inżynier, wybrał sobie falowiec na miejsce własnej śmierci. Historia z uwięzionym w siedemnastometrowej kawalerce inwalidą też jest z życia wzięta. W takiej kawalerce mieszkał długie lata przykuty do łóżka znajomy dziennikarz. I to wraz z rodziną! Wizyta u nich wzbudziła we mnie bunt przeciwko takiej architekturze. A z drugiej strony, nie byłoby tej powieści, gdyby nie moja nią fascynacja. Falowiec ma swoiste piękno i porażającą skalę. Wciąż mnie zdumiewa i zaskakuje.

Na kartach pani książki rzeczy prawdopodobne mieszają się z nierealnymi. Część z wątków to zapewne wytwór pani wyobraźni, część to przetworzone legendy miejskie, a które wydarzenia rzeczywiście miały miejsce? Ktoś naprawdę wymyślił, żeby trzymać krowę na balkonie?

Opowieść o odwiedzającej falowiec księżniczce Annie (tej, która spadła z konia) jest jak najbardziej autentyczna. Prawdziwy jest też domek dla lalek, wypełniający lwią część siedemnastometrowej kawalerki. Tyle że sama kawalerka mieści się w warszawskim mrówkowcu. Prawdziwa jest żółta sukienka w białą kratę, którą w latach osiemdziesiątych nosiła moja mama. Ale już bohaterka, która nosi ją w powieści, zupełnie mojej mamy nie przypomina. Jak więc pani widzi, stopień autentyczności faktów jest bardzo zróżnicowany. A krowa balkonowa? Na to pytanie postanowiłam jednoznacznie nie odpowiadać. Chcę, aby książka zachowała jakąś swoją tajemnicę.

Realizm magiczny przeplata pani ironią. Jaka jest jej funkcja? Ma nadać lekkości temu betonowemu molochowi?

Łagodna ironia bardzo często pojawia się w mojej twórczości, nie tylko poetyckiej, ale i naukowej. Daje mi ona dystans wobec opisywanej rzeczywistości. Ta ironia na pewno daleka jest od szyderstwa. To raczej taki smutny uśmiech nad światem. Uśmiech zrozumienia. Mam nadzieję, że Czytelnicy, czytając moją powieść, też nie raz się uśmiechną. Podróż przez falowiec ma być trudna i bolesna dla mojego bohatera, nie dla Czytelnika.

Falowiec stoi na Wybrzeżu od lat 70. do współczesności. Patrzy na naszą najnowszą historię: „widzi” wybór Polaka na papieża, kształtującą się Solidarność, stan wojenny. Nowa kapitalistyczna rzeczywistość manifestuje się w dyskach anten satelitarnych umieszczonych na jego pomalowanej na pastelowe kolory fasadzie. Odbijają się w nim jak w lustrze przemiany społeczne. Pani książka też ma skupiać jak w soczewce ostatnie pięćdziesiąt lat?

Jestem historykiem. Z wykształcenia i z pasji. Historią przepełnione są moje wiersze i sztuki. Trudno, abym tak wspaniałego świadka historii, jakim jest falowiec, nie wykorzystała do opowiedzenia dziejów schyłkowego PRL-u, transformacji i naszej współczesności. Ostatnio jedna z redaktorek radiowej Dwójki powiedziała w swoim programie, że „Latawiec z betonu” to powieść o Polsce. I ta opinia ogromnie mnie ucieszyła.

Rozmawiała Natalia Grudzień

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
935
935
26.03.2018 14:12

Przejście wzdłuż budynku, spokojnym krokiem, trwa 20 minut.Najlepiej zrobić to w bardzo gorący, letni dzień doceniając cień jaki daje.Podobno kiedyś można było przejść falowiec wewnątrz budynku piwnicami i galeriami na przemian.Trzeba było wiedzieć gdzie są przejścia.Ciocia mieszkająca w tym cudzie architektury twierdzi,że zamurowano wszystkie przejścia i poszczególne...

więcej

0
1250
konto usunięte
26.03.2018 08:48

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


360
288
25.03.2018 22:05

Zdania "Ten budynek jest fenomenem, z którym obcuję na co dzień" czy "Tak jakby sam falowiec domagał się ode mnie narracji" są dla mnie odstrasząjace i pretensjonalne jak wstęp z katalogów rozmaitych lipnych wystaw na których kilka połączonych kawałków pręta określa się mianem "konstrukcji spawanej strachem".


1380
117
26.03.2018 08:35

Z jednej strony - zgadzam się - pretensjonalne. Z drugiej jednak... takie jest zadanie sztuki - poruszać, zastanawiać, wpływać, zapadać w pamięć, wywoływać emocje. U Ciebie właśnie te dwa zdania wywołały emocje. Trudno, że nie pozytywne. Wcale nie muszą takie być. Tak jak turpizm czerpał z brzydoty, tak inni czerpią z pretensjonalności, szoku, perwersji... możemy długo...

więcej

2802
4
23.03.2018 14:34

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd