To oczywista książka, Panie Gaiman

Marcin Zwierzchowski
28.02.2017

Najlepsze historie Neila Gaimana to te, przy których tworzeniu pełnymi garściami czerpał z opowieści innych twórców. Mitologia nordycka jest więc przewidywalnym krokiem w jego karierze.

Zacznijmy od Dana Browna – czemu autor „Kodu Leonarda Da Vinci” czy najnowszego w jego dorobku „Inferna” zawdzięcza swój sukces? Jego proza to przecież nic nadzwyczajnego, literacko są to teksty bardzo słabe, uciekające się do prostych (niekiedy prostackich) sztuczek, jak choćby powtarzalny schemat akcji (Langdon ucieka, dociera do ukrytej w historycznym miejscu wskazówki, rozszyfrowuje przeznaczoną dla niego wiadomość, a w tym czasie pościg go dogania i profesor znowu musi wiać) czy kończenie niemalże każdego rozdzialiku cliffhangerem, a więc punktem największego napięcia. A jednak – czytają go miliony, urzeczone… tymi sztuczkami właśnie, przede wszystkim zaś tym, jak Brown przepracowuje historię i czyni Roberta Langdona naszym przewodnikiem po zabytkach architektonicznych i przeszłości kolejnych miast. I tak na przykład „Inferno” to słaba powieść, ale po jej przeczytaniu miałem ogromną ochotę wybrać się do Florencji na wycieczkę śladami Langdona.

Neil Gaiman jest nieco do Dana Browna podobny. Wprawdzie jest od niego o klasę lepszy warsztatowo, zdecydowanie też bardziej kreatywnie podchodzi do fabuły, podobnie jednak jak autor „Kodu…” najlepiej sprawdza się w roli przewodnika, odkrywającego przed nami inną warstwę otaczającego nas świata, co czyni najczęściej sięgając po cudze opowieści i wplatając je we własne historie. Pomyślcie – Brown zabiera swoich bohaterów w szaleńczą gonitwę po historycznych lokacjach, opowiadając o przeszłości tego, co nas otacza, od budynków, przez dzieła sztuki, czy po prostu przywołując rozegrane w danym miejscu ważne wydarzenia. Co zaś robi Gaiman w „Nigdziebądź” czy „Amerykańskich bogach”? Opowiada o przeszłości tego, co nas otacza, od budynków, przez dzieła sztuki, czy po prostu przywołuje rozegrane w danym miejscu ważne wydarzenia, z tą różnicą, że zdecydowanie częściej odwołuje się nie do historii, ale do mitów, podań ludowych, wierzeń, czy też sam coś dopowiada, wypełniając rzeczywistość niezwykłością. Nie chcielibyście ruszyć po Stanach śladami bohaterów powieści „Amerykańscy bogowie”? Nie myśleliście o wizycie w Londynie i odnalezieniu w nim Londynu Pod? Mnie kusi idea jeżdżenia metrem od Islington do Shepard’s Bush, a potem do Knightsbridge (choć tego ostatniego trochę bym się bał).

Gdyby więc Dan Brown ogłosił, że jego kolejną książką będzie nie powieść, ale autentyczny przewodnik po, dajmy na to, Watykanie, wszyscy pokiwaliby ze zrozumieniem głowami – przecież on już to robił, tym razem po prostu wytnie więc z równania Langdona. Tak samo nikogo na świecie nie zaskoczyłaby chyba wieść, że Neil Gaiman stworzył własny przewodnik po Londynie, na każdym kroku przywołujący związane z danym miejscem miejskie legendy.

Dlatego informację o powstaniu „Mitologii nordyckiej” przyjąłem spokojnym To oczywiste, Panie Gaiman.

Przecież on tę książkę pisał od lat, a przynajmniej się do tego przygotowywał. Przecież Neil Gaiman i retelling, czyli opowiadanie na nowo znanych historii, idą w parze jak Warszawa i smog. Przecież Odyn, Loki i Thor byli już przez niego opisywani, czy to w „Amerykańskich bogach”, czy choćby w komiksach Marvela ze scenariuszem Brytyjczyka (Gaiman przyznaje, że fascynacja tą mitologią zaczęła się u niego od komiksów z Thorem). Przecież jego styl, tak charakterystyczny, prowadzący czytelnika przez opowieść niczym bajanie siedzącego przy ognisku gawędziarza, nawiązuje właśnie do języka mitów, baśni i legend. (Dzięki temu „Mitologia…” najlepiej brzmi, gdy tekst ktoś nam czyta – w oryginalnym audiobooku robi to sam Gaiman, w polskim zaś Zbigniew Zamachowski.)

Szkoda więc, że ta naturalna dla Gaimana książka wypadła słabiej, niż można się było spodziewać. Wszystko przez to, że autor mało dał tu od siebie fabularnie, tylko nieco dłubiąc w oryginalnych mitach i choćby wzmacniając role postaci kobiecych. A przecież retellingi w jego wykonaniu, znane z „Sandmana”, którymi ten wybitny komiks był nafaszerowany, czy z opowiadań, jak na przykład świetne „Śpiąca i wrzeciono”, były unikatowe, bo autor bardzo dużo zmieniał, trzymając się ducha historii, swobodnie w niej jednak mieszając.

Tymczasem „Mitologia nordycka” do mitów nordyckich ma się tak, jak cover piosenki pop-rockowej nagrany ze zmianą w postaci wprowadzenia gitary akustycznej – niby inne brzmienie, ale tylko odrobinę.

Neil Gaiman napisał więc coś w rodzaju syntezy mitów nordyckich, od opisania stworzenia świata, aż po jego koniec w Ragnaröku, z naciskiem położonym przede wszystkim na poczynania Thora i Lokiego, a także Odyna. „Mitologia…” jest krótka, bo to ledwie dwieście czterdzieści stron, co niestety czuć – książka kończy się, zanim czytelnik zdąży poczuć, że naprawdę zagłębił się w ten świat.

Zmarnowano więc tu sporą szansę. Przynajmniej tak widzę to ja, czyli ktoś, kto mity nordyckie generalnie zna (a przecież to żadna wiedza tajemna), i od Neila Gaimana oczekiwałby, że dostanie mitologię właśnie gaimanowską, opartą na znanym i lubianym, ale jednak nową, przede wszystkim wnoszącą coś świeżego do tych opowieści. Bo w tej wersji książka ta w pełni przemówi wyłącznie do laików, którym trzeba tłumaczyć, kim jest Wszechojciec.

Rzecz jasna bardzo prawdopodobnym jest to, że dokładnie tak Gaiman to zaplanował – że uznał, iż skoro przez tyle lat i książek przerabiał opowieści o Thorze czy Odynie na różną modłę, to tym razem opowie je takimi, jaki były, uwspółcześniając tylko język, bo celem była tu popularyzacja tych pierwotnych wersji.

W takim razie ja wciąż czekał będę na „Mitologię nordycką wg. Neila Gaimana”, odważniejszą, świeższą i przez to potencjalnie o wiele ciekawszą.

Reklama

komentarze [12]

Sortuj:
1174
66
03.03.2017 01:12

Trochę drażni mnie sarkanie na to, że Gaiman napisał co napisał, zamiast własnej (rozbudowanej) wersji mitów.


1471
296
03.03.2017 12:16

Dosłuchałem do końca, jestem zdecydowanie na tak. Książka to kilkanaście pieśni Eddy przepisanych stylem Gaimana, czyli jakieś 300% przystępniej od tzw. klasyki. Jak ktoś zna, niewiele skorzysta, parę rzeczy jest po prostu przepisanych (kosmogonia czy Ragnarok), ale np. historia ślubu Thora z olbrzymem czy wyprawa do Utgardu wyszły świetnie.

Zaznaczam, że słuchałem...

więcej

714
1
02.03.2017 12:00

Słowo w obronie autora ;) z tego, co wyczytałam i wysłuchałam w wywiadach: Gaiman zaplanował tę książkę jednocześnie jako wprowadzenie dla tych, co znają Thora i Lokiego z Marvela, jak i dla tych, którzy przez Eddę nie chcą lub nie mogą przebrnąć.
Twój niedosyt wynika chyba z faktu, że Gaiman zrobił retelling, ale w znaczeniu po prostu opowiedzenia tej historii raz jeszcze,...

więcej

1471
296
01.03.2017 15:12

@Marcin to co w takim razie polecasz komuś, kto chciałby się zapoznać ze skandynawską mitologią? Myślę że ta książka właśnie taka powinna być, popularna. Sam się kiedyś, nie będę krył, męczyłem z Eddami, a szczerze mówiąc najwięcej "dokształciłem" przez internet.

Aha, jak ktoś chce posłuchać jak Gaiman czyta Gaimana, w Storytel są dwa tygodnie za darmo (ale trzeba podać...

więcej

714
1
02.03.2017 12:07

Niestety nie ma za wiele tego typu opracowań, ja mam i polecam Mity skandynawskie Rafała Maciszewskiego - zamysł dość podobny, maleńka książeczka, na początku parę słów o źródłach i kosmologii, a potem Woluspa i już przytoczenie samych mitów w formie opowieści. Bez dialogów ;)


2
1
03.03.2017 09:15

Skoro za darmo to po im numer karty? Nie ryzykowałbym.


720
475
01.03.2017 12:30

:-)


1186
366
01.03.2017 10:04

Nawet jeśli książka nie jest wielce nowatorska to i tak po nią sięgnę, bo lubię styl Gaimana. Sposób, w jaki on tłumaczy to co zostało już powiedziane.


1503
13
28.02.2017 21:42

Bardzo ciekawy tekst. Jako osoba zainteresowana mitologią nordycką (poniekąd właśnie dzięki Gaimanowi) mam bardzo duże oczekiwania wobec tej książki. Trochę liczyłam na to, że będzie miała coś z opracowania naukowego, ale przy tym zachowała charakterystyczny styl autora. Gaimana można nazwać specjalistą w dziedzinie mitologii, jestem ciekawa po jakie źródła sięgał, tworząc...

więcej

714
1
02.03.2017 11:50

Opierał się na Eddzie starszej i Eddzie młodszej, jako najbardziej pierwotnych źródłach.
Mówił też, że przy pracy postanowił nie sięgać po "Mity skandynawskie" Rogera Lancelyna Greena, które czytywał jako mały chłopiec, żeby się nimi w żaden sposób nie sugerować.


126
31
28.02.2017 16:43

Czekam na tą pozycję od momentu zapowiedzi. Szkoda, że potencjał nie został w pełni wykorzystany, niemniej i tak mam ochotę przeczytać - o mitologii nordyckiej nie wiem praktycznie nic (a od dawna chciałem poznać), nie znam też twórczości Gaimana, więc prawdopodobnie dla tego laika jak ja na początek się nada. Możesz polecić jakieś inne opracowania mitologii nordyckiej?


48
0
28.02.2017 13:11

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd