Zapomniane kobiety, zapomniane historie

Paulina Surniak
09.03.2016

Spędzam sporo czasu w archiwach, ostrożnie odwracając kartki zapisane drobniutkim, równym pismem. Angielskie, amerykańskie i zapewne także polskie biblioteki oraz archiwa kryją w sobie dziesiątki tysięcy listów i pamiętników, pisanych przez młode dziewczęta i szacowne matrony. Mało kto po nie sięga – jest ich za dużo, są często zbyt monotonne, zawierają relację z dni do siebie podobnych, spisywaną dla przyjaciółek, sióstr, kuzynek, które spędzały życie w podobny sposób. Wczytuję się w te zapiski i czuję żal, że nikt o nich już nie pamięta, ale także zachwyt, że ich opowieści przetrwały do dzisiaj.

Nie wszystkie są do siebie podobne. W archiwalnych pudłach kryją się historie nietuzinkowe, opowiadające o kobietach, które wyprzedzały swoją epokę. Taką właśnie niezwykłą postać odkryła Amy Stewart, amerykańska pisarka, której książka Dziewczyna z rewolwerem ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Czwarta Strona.

Bohaterka książki, Constance Kopp, jest taką właśnie zapomnianą bohaterką. Nie słyszeli o niej nawet amerykańscy historycy działający na terenie hrabstwa New Jersey, w którym mieszkała. W żadnym muzeum nie wisi jej portret, jej imieniem nie nazwano ulicy. A przecież ona i jej siostry wiodły naprawdę niezwykłe życie, nie przejmując się konwenansami i walcząc o siebie za pomocą wszystkich środków. Kiedy świat się na nie uwziął, nie poddały się i zrobiły coś, o czym innym kobietom w ich epoce się nie śniło.

To przypadek naprowadził Amy Stewart na tę historię. Szukała w archiwach New York Timesa materiałów do zupełnie innej książki, w której miał pojawić się niejaki Henry Kaufman, przemytnik alkoholu i zabijaka. Natrafiła przy okazji na artykuł z 1915 roku o wypadku, w którym brał udział Kaufman i trzy siostry – Constance, Norma i Fleurette Kopp. Kaufman prowadził samochód, który staranował powóz sióstr. Na szczęście obyło się bez ofiar, ale dziewczęta były mocno poturbowane, a ich bryczka zniszczona. Kaufman uchylił się jednak od odpowiedzialności, a kiedy Constance zaczęła upominać się o odszkodowanie, panny Kopp stały się obiektem licznych ataków.

Samotne kobiety żyjące na farmie nie miały żadnych możliwości obrony. Mogły uciec do mieszkającego w pobliskim miasteczku brata lub zdać się na łaskę, a raczej niełaskę, opryszków. Przedstawiciele władz nie byli chętni do zadzierania z zamożnym właścicielem fabryki, choć wiedzieli, że racja stoi po stronie pokrzywdzonych kobiet.

Jednak sam fakt, że siostry Kopp same prowadziły farmę, nie korzystając z pomocy i opieki żadnego mężczyzny, świadczył o tym, że nie były to potulne panienki, które łatwo zastraszyć. Niezamężne kobiety rzadko mieszkały same. Zazwyczaj zajmowały pokój na poddaszu u brata, kuzyna lub innego krewnego, opiekując się jego dziećmi i prowadząc mu dom. Niczym darmowe służące harowały, nie dostając wiele w zamian. Gorzej sytuowane dziewczęta pracowały w coraz liczniejszych fabrykach, zdarzało się też, że ich pozbawieni skrupułów przełożeni wykorzystywali je seksualnie. Kobiety nie mogły głosować, podejmować pracy w wielu zawodach, często nie mogły nawet decydować o sobie.

Siostry Kopp były inne. Wychowały się bez ojca, a po śmierci matki po prostu zostały na farmie i radziły sobie w miarę dobrze. Nie było im łatwo, nie miały bowiem żadnego dochodu, jednak udawało im się wiązać koniec z końcem. Jednak kiedy przypadkiem ich los skrzyżował się z losem Kaufmana, ich spokojne życie zatrzęsło się w posadach. A Kaufman doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że są całkiem bezbronne.

Czytelnicy, którzy sięgnęli po „Dziewczynę z rewolwerem” wiedzą jednak, że Constance Kopp zrobi coś, czego w drugiej dekadzie XX wieku nikt się nie spodziewał po kobiecie, a co więcej, znajdzie sprzymierzeńca w pewnym mężczyźnie. Szeryf Heath, człowiek postępowy i wyznający idealistyczne poglądy, wyposaży Constance w rewolwer i zaangażuje ją w polowanie na Kaufmana.

Nie powiem nic więcej, by nie odbierać czytelnikom przyjemności z lektury, która szczegółowo opisuje całą sprawę. Amy Stewart przeszukała stare gazety i rodzinne archiwa, by dowiedzieć się jak najwięcej o siostrach Kopp, a historia, którą na podstawie tych materiałów spisała, jest tak bliska rzeczywistości, jak to tylko możliwe. Oprócz sióstr Kopp i szeryfa Heatha autorka umieściła w niej także postaci fikcyjne, aby odmalować pełniejszy obraz kobiet żyjących sto lat temu w okolicach Nowego Jorku. Nie jest to obraz wesoły, a czytelnik zwiedza podczas lektury domy dla niezamężnych panien, które wpadły w tarapaty, robotnicze dzielnice szarego miasta Paterson, sierocińce i więzienia. Mimo to lektura „Dziewczyny z rewolwerem” napawa optymizmem – nawet w tych trudnych czasach niektóre kobiety nie dawały sobą pomiatać. Potrafiły odważnie walczyć o swoje prawa i o sprawiedliwość, i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że to właśnie dzięki takim zapomnianym bohaterkom możemy dzisiaj cieszyć się pełną swobodą. Wolno nam głosować, podejmować pracę tam, gdzie chcemy, rodzić dzieci na własnych warunkach. Oczywiście, wiele pozostaje do zrobienia, a prawa kobiet wciąż są łamane. Jednak warto z wdzięcznością pamiętać o takich postaciach, jak Constance Kopp i jej siostry, które udowadniały niedowierzającym mężczyznom, że potrafią walczyć o swoje. Biblioteki i archiwa z pewnością skrywają więcej takich historii, które być może nigdy nie ujrzą światła dziennego, warto więc cieszyć się tymi, które udało się z nich wydobyć.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
71
27
16.03.2016 21:01

Padmo, na pewno sięgnę po tę książkę ale jeszcze zanim ją przeczytam gratuluję Ci - Dziewczyna z rewolwerem ma świetne opinie na LC, a to w dużym stopniu Twoja zasługa. Gdybym mieszkała bliżej zgłosiłabym się do Ciebie po autograf;)


1170
234
10.03.2016 07:35

Zaciekawiłam się, na pewno przeczytam :)


389
12
09.03.2016 10:41

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd