Pierwsze książki

AMisz
03.07.2015

Dla czytelników jednym z najbardziej elektryzujących odkryć jest właśnie to, że są czytelnikami - że nie tylko potrafią czytać (co Morris już wiedział), ale że są w tym zakochani. Beznadziejnie. Bez reszty. Pierwszej książki, która to sprawi, nie zapomina się nigdy. Każda strona niesie nowe objawienie, nowy ogień i zachwyt. 

Wpadł mi ostatnio w oko ten cytat ze „Znalezione nie kradzione” Stephena Kinga. Umieszczony przez nas na FB, wywołał nie tylko falę komentarzy, ale przede wszystkim lawinę wspomnień z dzieciństwa...

Kiedy ktoś mnie pyta kiedy nauczyłam się czytać, odpowiadam bez wahania – jak miałam 4 lata. Pierwszy wyraz, który przeczytałam samodzielnie brzmiał KREDKI i znajdował się na opakowaniu kredek Bambino. Pamiętam też lekkie zaskoczenie, które towarzyszyło odkryciu, że ten wyraz nie ma nic wspólnego z faktycznymi kredkami! Na szczęście na tym skończyło się moje zamiłowanie do semiotyki. Ile w tej historii jest prawdy, a ile konfabulacji – tego nie wiem, ale faktem jest, że jak miałam 5 lat to byłam już zapisana do biblioteki. Wtedy jeszcze biblioteka nazywała się „pałacową”, bo mieściła się w Pałacu Kultury, który po 1989 roku został przemianowany (na szczęście) na Centrum Kultury ZAMEK. Druga z moich ulubionych bibliotek mieściła się przy ulicy Wronieckiej, w drodze do której mijałam zawsze piwnicę hotelu, z której wydobywał się bardzo podejrzany zapach oraz sklep z wyposażeniem laboratoriów chemicznych – sklep istnieje nadal, chociaż minęło już ponad 30 lat, hotelu nie ma, ale zapach z piwnicy nadal się wydobywa.

Z obiema bibliotekami mam masę wspomnień i z żadnymi innymi tak się nie zżyłam jak z tymi dwiema filiami. Nawet jak byłam na studiach polonistycznych, to w pierwszej kolejności tam szukałam lektur i opracowań. Mam trochę wyrzuty sumienia, że nie odwiedzałam ich od tak wielu lat.

Czy pamiętam, która książka była „tą pierwszą”? Niestety nie, ale mam kilka mocnych kandydatur:

Na pierwszy ogień niech pójdzie „Tygrysek na słoneczniku” z serii Bajki filmowe. Nie mam niestety swojego egzemplarza, podejrzewam, że albo zaczytałam go na śmierć, albo zjadły go świnki morskie. Z pomocą przyszedł mi Internet i wpis na blogu O książkach dla dzieci. Uwielbiałam tego tygryska, mogłam tę książeczkę czytać całymi dniami, nigdy mi się nie nudziła. Jak przez mgłę pamiętam, że czytałam ją na głos przy mojej starszej siostrze i jej koleżankach, żeby się pochwalić jak ładnie czytam.

Oczywiście zaczytywałam się w książeczkach z serii Poczytaj mi mamo – nie sposób wymienić wszystkie, które miałam. Pamiętam: Co mam i Bijacza Małgorzaty Musierowicz. Strasznie zazdrościłam siostrze i tacie, że mogą czytać inne książki Musierowicz, bo wtedy byłam jeszcze za młoda na Jeżycjadę! „W areoplanie” Tuwima przygotowało mnie na pierwszy lot samolotem, a „Kaczka dziwaczka” sprawiła, że odmawiałam jedzenia mięsa z kaczki. Strasznie żałuję, że żadna z tych książeczek się nie ostała.

Z biblioteki pałacowej wypożyczałam sobie serię Marii Kownackiej – Razem ze słonkiem. Wszystkie pory roku miałam przeczytane po wielokroć – ba! najciekawsze fragmenty i obrazki przepisywałam i przerysowywałam do specjalnego zeszytu, żeby móc w każdej chwili do nich sięgnąć. Wiele lat później nie mogłam pojąć dlaczego Vivaldi napisał „Cztery Pory Roku”, skoro jest ich aż sześć?!

A pierwsze książki nazwijmy to beletrystyczne, które pamiętam? Oczywiście Dzieci z Bullerbyn, wypożyczane nagminnie ze szkolnej biblioteki. Do tej pory zachodzę w głowę jak Lasse gasił światło za pomocą przyklejonej kartki i sznurka. Żałowałam trochę, że między mną, a moim rodzeństwem jest taka duża różnica wieku, bo wspólne zabawy były trochę utrudnione – przynajmniej do momentu, w którym w domu pojawiła się Amiga. Największy sentyment mam jednak do serii o Pożyczalskich! Wspaniałe książeczki opowiadające o losach malutkich ludzi, którzy żyli pod podłogą domu. Wizja gotowania w nakrętkach czy wykorzystywania do robienia na drutach szpilek bardzo do mnie przemawiała. Po całym domu rozrzucałam szpilki (ku rozpaczy mojej mamy), zbierałam nakrętki i rozstawiałam je po kątach, żeby Pożyczalscy nie musieli za daleko szukać.

Z biblioteką na Wronieckiej mam jeszcze jedno, szczególnie silnie wspomnienie – stamtąd wypożyczałam książki o Mary Poppins. Pamiętam, że popłakałam się, jak skończyłam ostatnią część – i za każdym razem jak odwiedziałam bibliotekę, to podchodziłam do półki licząc na to, że w jakiś magiczny sposób pojawi się tam kolejna część przygód dzieci państwa Banks i ich niezwyczajnej opiekunki. Dziękuję mojemu bratu za to, że w tym roku na Gwiazdkę dostałam wspaniałą książkę Mary Poppins. Opowieści zebrane, dzięki której mogłam spełnić swoje dziecięce marzenie i przeczytać wreszcie nieznane przygody Mary Poppins.

W trakcie pisania tego tekstu do głowy wpadały mi kolejne książki: Lisia czapa, Cudaczek-wyśmiewaczek, Cudowna podróż, Paddington, Kajtuś czarodziej, itd. itd. Mogłabym ich wymieniać jeszcze dziesiątki – tak samo jak pewnie większość z Was. Nie wiem, która z nich sprawiła, że czytanie książek stało się dla mnie tak oczywiste jak oddychanie, nie wiem, która z nich była „tą pierwszą”. Myślę, że każdej z nich po trochu zawdzięczam to, kim teraz jestem.

A jak to wyglądało w Waszym przypadku? Wiecie, które książki sprawiły, że pokochaliście czytanie?

Reklama

komentarze [53]

Sortuj:
471
14
23.07.2015 19:53

Dzięki mojej mamie nie wiem co to znaczy uczyć się czytać. Ale świadomym czytelnikiem zostałam dopiero dzięki pewnej duszyczce, która zamiast polecac kolejne tomy zaczęła ze mna dyskutować o tych dobrze znanych. Wtedy zrozumiałam, że czytelnictwo nie polega jedynie na odhaczaniu kolejnych książek na liście "do przeczytania". Czytelnik to ktoś, kto wie dlaczego czyta i co...

więcej

1161
5
21.07.2015 14:02

Książki trochę z różnych bajek, ale wszystkie tak samo odpowiedzialne za początek pasji :)
 Plastusiowy pamiętnik  Słoneczko  Harry Potter i Kamień Filozoficzny


1449
75
21.07.2015 13:33

Mnie na czytanie nawróciła książka Dzieci z Bullerbyn. Po przeczytaniu jej miałam wielką ochotę pochłonąć masę książek :)


322
185
21.07.2015 13:23

U mnie była to chyba "Heidi". Od niej zaczęła się moja miłość do czytania.


959
437
21.07.2015 09:58

U mnie się zaczęło od Eragona pod koniec podstawówki:) a następnie już jakoś poszło i trwa po dziś dzień:)


714
0
18.07.2015 13:22

W moim przypadku zaczęło się od "pochłaniania" wszystkich tomów "Opowieści z Narnii" ze szkolnej biblioteki... Szkoło, nadal pamiętam, że nie mieliście w zbiorach Ostatniej bitwy. :c


1118
488
18.07.2015 12:06

"Za złotą bramą" jedyna książka, którą czytała mi mama, ale za to emocje pozostały do dzisiaj.:)


176
36
18.07.2015 11:55

Zaczęło się od "Kwiatu kalafiora" Musierowicz, później przeczytałam całą Jeżycjadę. Nie czytałam nic innego, pod koniec serii zaczęłam sięgać po inne książki i wtedy już na dobre zakochałam się w czytaniu :)


61
37
12.07.2015 21:45

 Królowa bałaganiara Królowa bałaganiara
To w przedszkolu, a potem zakochałam się w
 Ten obcy Ten obcy
Ja tam po prostu z nim byłam i wszystkiego razem doświadczyłam...


445
237
11.07.2015 19:18

nigdy nie byłem na koloniach... ale mam przemożne wrażenie, że gdybym na jakichś był, to same w sobie byłyby dla mnie horrorem :)


zgłoś błąd