Jak sobie poczytasz, tak będziesz mieszkać

Aleksandra Przybylska
28.03.2021

Domowość - czym jest? Dlaczego mieszkamy tak, a nie inaczej? Czy to tylko kwestia gustu, czy panujących mód i opasłych wnętrzarskich magazynów z najnowszymi trendami? Jeśli macie ich serdecznie dość, bo tylko Was dołują - ceną czy manierą - może czas na lekturę książek o tym, jak mieszkamy.

Jak sobie poczytasz, tak będziesz mieszkać Radu Marcusu / Unsplash

A jeśli nowa normalność już tu jest? Jeśli koronawirus mimo szczepień zostanie z nami w różnych mutacjach, wariantach, odsłonach na całe życie, niczym wirus grypy? Może kawa na mieście będzie tylko radością dostępną w kilka tygodni lata, obiady z restauracji częściej będziemy brać w pudełkach na wynos, a czasowe lockdowny staną się czymś umiarkowanie utrudniającym codzienne życie? Zostaną z nami maseczki i zakupy bardziej w sieci niż w rzeczywistości. Zostaną kina, muzea i teatry czynne raz na jakiś czas. Zostanie to wszystko, co jeszcze rok temu wydawało się chwilowym zaburzeniem, a dziś już prawie nas nie uwiera, raczej czyniąc obojętnym.

Reklama

Niemal bez przerwy słyszymy „szczepienia, szczepienia, żebyśmy mogli wrócić do normalności”. Tymczasem skąd wiemy, że to, w czym żyjemy od roku z hakiem nie jest już normalnością? Czy filmy (jak „Skazani na siebie”) albo seriale kryminalne, w których policjanci biegają w maseczkach, będą za jakiś czas tylko opowieściami o pewnym mgnieniu w rzeczywistości, czy raczej otwarciem nowej ery na ekranie? I jaka będzie pandemiczna sztuka czy literatura?

Wszystkiego tego dziś nie wiemy. Kryjemy się – mniej lub bardziej chętnie, z mniejszą lub większą determinacją – w domowym zaciszu. Które zresztą zaciszem jest umiarkowanym, odkąd wielu z nas wpuściło do domu pracę, bo inaczej w pandemii się nie dało. Zaczęliśmy więc także inaczej urządzać domowe przestrzenie, inaczej je dzielić. Zwłaszcza że w niejednym mieszkaniu czy domu musi dziś starczyć miejsca i na pracę zdalną dwojga dorosłych, i na zdalną naukę dzieci. Nagle więc okazało się, że ten stół, który dotychczas wszystkim nam wystarczał, to jednak w czasach koronawirusa za mało.

Nadmiar jest bez sensu

Nie są to zresztą jedyne rozterki tych dziwnych czasów, w których żyjemy. Spójrzmy na cały trend związany z minimalizmem. Spójrzmy na nasze mieszkania. Od dobrych nastu lat, jeśli nie dłużej, wiedzeni sercem, zasobnością portfela czy modą, uczyliśmy się żyć na niedużych przestrzeniach, po drodze rezygnując z całej masy posiadanych rzeczy.

Pożegnanie z nadmiarem Fumio SasakiFumio Sasaki był tylko jednym z tych autorów, którzy tłumaczyli nam ideę minimalizmu i – własnym przykładem – zachęcali do jej stosowania. Jego „Pożegnanie z nadmiarem. Minimalizm japoński” dla wielu ludzi w skali globu stał się książką kultową, czymś na kształt podręcznika. Autor opisywał, że wystarczy mu kilka białych koszul, kilka par ciemnych spodni, materac do spania, jedna pościel, komplet sztućców i jeden kubek. Oraz właściwie jeden nieduży pokój z łazienką. Kuchnia? Bez przesady! Posiłki to z przyjaciółmi na mieście. Książki? Czytnik mieści nieskończoną ilość regałów. Wspomnienia? Zdjęcia z dzieciństwa i listy od rodziców zeskanował, a oryginały wyrzucił. Całe życie w kilku urządzeniach, Sasaki nie ukrywał nawet, że są to urządzenia, których każda nazwa zaczyna się od małego „i”. Właściwie można było dojść do wniosku, że gdyby Steve Jobs nie urodził się w USA, Japończycy musieliby go wymyślić. Nie sam tylko Sasaki zakochuje się bowiem bez pamięci we wszystkim, co wypuści na rynek Apple, ten wirus dotyka zdecydowanie więcej osób żyjących w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Ale skoro już o Japonii, to autor „Pożegnania z nadmiarem” pisze też ciekawie o źródłach minimalizmu w tym kraju. Słowo klucz to kataklizm. Kto pamięta choćby tsunami, które w 2011 roku doprowadziło do awarii w elektrowni jądrowej w Fukushimie, ten wie, o jakiej skali zjawiska chodzi. Sasaki pisze wprost – siły natury nauczyły Japończyków, że nie ma sensu posiadać i gromadzić zbyt wiele. Albo nie zdążysz się z tym ewakuować, albo wszystko stracisz.

Reklama

No dobrze, ale jest jeszcze cała sfera życia, którą musieliśmy nieco spłaszczyć w pandemii, choć jest niesłychanie istotna – nasze kontakty społeczne i różnego rodzaju aktywności. Fumio Sasaki w swoim minimalistycznie urządzonym (brzmi jak oksymoron) mieszkaniu nie przyjmował gości, bo i jak. Dla niego, jak dla większości ludzi młodego pokolenia, salonem jest miasto. To na mieście spotykamy się ze znajomymi, na mieście bawimy się z innymi ludźmi, na mieście uprawiamy sport. Wychodzimy na miasto do teatru, kina czy muzeum. Dla minimalistów dom czy mieszkanie często jest takim miejscem niczym kapsułkowy hotel, zresztą kolejny japoński wynalazek (sic!). Przychodzi się tu po prostu na noc, po odrobinę spokoju i snu. I to wystarczy.

Wiele osób zaczęło więc tak od kilku lat urządzać swoje mieszkalne przestrzenie. Bez zbędnych przedmiotów. Jak bardzo pandemia zmusza do zweryfikowania minimalistycznego światopoglądu, wie pewnie każdy, kto wcześniej żył na mieście i kto musiał niemal z dnia na dzień urządzać sobie miejsce pracy w domu. Choć z drugiej strony nadmiar zawsze jest bez sensu. W końcu z ilu talerzy można jeść?

Zmęczeni przedmiotami

Rzeczozmęczenie James WallmanTo zresztą jest w ogóle ciekawe wyzwanie, żeby dziś – po roku z hakiem od początku pandemii, w środku trzeciej fali koronawirusa – zafundować sobie lekturę książek o stylu życia. „Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej, posiadając mniej” Jamesa Wallmana też nie jest już tak kuszące i prorocze, jak jeszcze kilka lat temu. Autor snuł prognozy o tym, że coraz bardziej w życiu ludzi będą się liczyć nie przedmioty, a doświadczenia. Dlaczego? Bo oto pojawiły się media społecznościowe, dzięki którym np. już będąc na wakacjach, możemy od razu relacjonować przeżycia, czy zasypywać znajomych zdjęciami, których potem nie chcieliby oglądać. Wallman prognozował dalej, że będziemy więcej podróżować, przemieszczać się, wydawać pieniądze nie na kolejne przedmioty, lecz na doświadczanie i przeżywanie. A co za tym idzie – będziemy też inwestować w inne niż dziś mieszkania. Bo dom, a zwłaszcza jego parametry i urządzenie, też nie musiałby już być w epoce rzeczozmęczenia kolejnym wyznacznikiem statusu. Jak więc mielibyśmy mieszkać? Więcej wynajmować, bardziej być gdzieś na chwilę, swoje przestrzenie do życia urządzając tak, by w każdym momencie mógł z nich skorzystać ktoś inny. Bo skoro np. ja jadę na pół roku do USA, a ty do Polski, to może od razu udostępnijmy sobie wzajemnie swoje mieszkania? Albo pół mojego domu czy mieszkania planuję tak, by w dowolnym momencie, na dowolnie długo mogli pojawić się tutaj goście.

Ta wizja Jamesa Wallmana, w której chcący doświadczać życia wyznaczaliby nowe trendy, też niestety poniekąd bierze w łeb w pandemii koronawirusa. Tak, jak w łeb wziął niemal cały biznes turystyczny czy związany z podróżami. Być może ta gałąź jeszcze się podniesie, a może nie. Jeśli nawet, to coraz trudniej przewidzieć, do jakiego poziomu. Bo czy będziemy podróżować tak chętnie, jak dotąd? Albo czy nadal będzie nas na to stać? Czy może jednak zamkniemy się w naszych domach niczym zwierzęta w norkach, bo tylko to da nam względne poczucie bezpieczeństwa?

A skoro już norka, to czy nie urządzimy jej – niczym hobbity u Tolkiena – zdecydowanie pod siebie?

Stół w centrum uwagi

Dom PolskiZ trzeciej strony – jakby powiedział Tewje Mleczarz, do którego mieszkania nie będziemy jednak zaglądać – zastanawiające jest, na ile w Polsce „poPRL-owskiej” minimalistyczne trendy w ogóle się przyjęły. Chwilami zdaje się, że są one bardziej fanaberią młodego wielkomiejskiego plemienia niż jakąkolwiek falą, która mogłaby choć na chwilę zalać kraj.
O tym, jak naprawdę mieszkamy, wspaniale rozmawia Małgorzata Czyńska z bohaterami swojej książki „Dom polski”. Jest o tym, jak Ikea wyznaczała trendy w urządzaniu naszych mieszkań. Nie, nie teraz, ale lata temu, gdy - jak wszystko z Zachodu – miała posmak wolności, wielkości i możliwości wyboru. Była dla nas nauczycielką designu. I to naprawdę nie była ani zła nauczycielka, ani zły design. Meble, które w latach 80. komuś udało się przywieźć z Ikei, do dziś słusznie zajmują w polskich domach zaszczytne miejsce. Czyńska rozmawia też o tym, jak mieszkamy i jak żyjemy. Poruszające jest to, w ilu wywiadach pojawia się stół. Niczym główny bohater w filmie albo refren w piosence. Czy to wciąż miejsce, które nas w domu zbiera i jednoczy? A może nie? Może te ważne zadania przejął jednak telewizor? Z jednej z rozmów dowiemy się, że też już nie. Telewizor został zdetronizowany przez wszelkiego rodzaju urządzenia, w których każdy z nas sam może obejrzeć film, poczytać coś, posłuchać podcastu czy pograć w gry albo rozmawiać w tym samym czasie z kilkudziesięcioma osobami, które są w zupełnie innej przestrzeni. Czy jest więc takie miejsce lub mebel, które ma siłę, by dziś w domu zebrać nas razem? Niech każdy odpowie sobie sam.

Wreszcie moja ulubiona rozmowa w „Domu polskim” z jedną z polskich scenografek, która zamiast zamartwiać się jednym czy drugim zalaniem swojego lokum, zaczęła wilgotne powierzchnie ścian wykorzystywać do tworzenia fresków. Kocham to! Widać w tym podejściu nie tylko umiejętności, ale i dojrzałość w myśleniu o najbliższej nam przestrzeni. Bo to nam ma być tutaj dobrze. Wygodnie i swojsko, niekoniecznie perfekcyjnie.

Dom dla każdego

Betonia dom dla każdegoA teraz czas na prawdziwą cegłę, co o tyle ciekawe, że jest o domach z betonu. Beata Chomątowska w swojej opasłej książce „Betonia. Dom dla każdego” zabrała mnie swego czasu do krainy dzieciństwa, bo i ja - jak autorka - jestem dzieckiem blokowiska. Chomątowska doskonale oddaje atmosferę społecznego życia w blokach, wspominając rodzinny Kraków. To nagrywanie Listy Przebojów Trójki na kasety Stilon Gorzów, gdy człowiek zaklinał rzeczywistość, żeby tylko sąsiad zza ściany nie spuszczał wody w toalecie albo nie rozkaszlał się po papierosku. To wychowywanie dzieci w większej sąsiedzkiej rodzinie, nieraz bliższej niż ta prawdziwa. To - wreszcie i niestety zarazem - te wyprowadzki na początku lat 90., gdy już było można pobudować dom pod miastem. Szybko i łatwo uciekaliśmy z blokowisk, wierząc, że nie są niczym dobrym. Lecz czy naprawdę? 30 lat w wolnej Polsce mocno zweryfikowało pochopne opinie o PRL-owskich osiedlach. Młodzi z dziećmi chcą tu dziś mieszkać, bo zieleni i miejsca do zabawy więcej niż wśród kamienic czy w niejednym dziele współczesnych deweloperów. A i stosunki ludzkie, zwłaszcza wśród starszych mieszkańców, żyjących tu od początku, nieraz bardziej przypominają te, które z literatury często znamy ze śródmiejskich kamienic. Ludzie tak jakoś zdają się tutaj troszczyć jeden o drugiego.

Chomątowska zabiera nas nie tylko w podróż sentymentalną, ale i pokazuje, jak do blokowisk podeszli Niemcy, Anglicy czy Amerykanie. I to jest bardzo ciekawa perspektywa, zdecydowanie pokazująca, że betonia nie była jedynie zjawiskiem w państwach byłego bloku wschodniego. Zachód też miał z betonem swoje przejścia, do których kolejne nuty dopisuje współczesność. Oto Nagrodę Pritzkera 2021 (to taki Nobel dla architektów) otrzymali Jean-Philippe Vassal i Anne Lacaton nie za jakiś projekt, który rozdziawiałby nam usta w zdumieniu i rzucał na kolana, lecz za renowację bloków socjalnych we francuskim Bordeaux. To niesłychana zmiana w środowisku i zdecydowane docenienie tego, jak architekci mogą projektować, mając na uwadze potrzeby ludzi, a nie jedynie - czy przede wszystkim - artystyczne wizje. To docenienie społecznej roli architektury i architektów.

Zawiesić obrazek

O blokach i ich niejednym życiu sporo pisze także Filip Springer, autor niekryjący się z fascynacją modernizmem. Najwięcej o tym, jak mieszkamy, przeczytać można w jego książce „13 pięter”. Dla mnie to z jednej strony wnikliwe studium tego, jak bardzo Polska zmarnowała szansę stworzenia polityki mieszkaniowej po odrodzeniu kraju w 1918 r. Z drugiej - obraz tego, jak mieszkamy (a nierzadko pomieszkujemy) dziś, w kraju, gdzie na rynku mieszkaniowym zawsze wygrywa neoliberalizm.

Reklama

Springer pokazuje nam pierwsze próby tworzenia spółdzielni mieszkaniowych w dwudziestoleciu międzywojennym, pisze też o tym, jak komuna spaczyła cały ruch spółdzielczy. To poruszające historie, ale raz, że już nieco dalekie, a dwa - historie właśnie. Bardziej uderza podczas lektury opowieść o młodych, których nie stać w Polsce na mieszkanie, opowieść o tym, jak deweloperzy potrafią wcisnąć nam dosłownie wszystko, opowieść o więźniach kredytów we frankach (ilu jest takich ludzi? jak silne jest to zjawisko? jak bardzo niepojedyncze, że w języku polskim pojawiło się słowo „frankowicze”). Wreszcie opowieść o klitkach przeznaczonych na działalność gospodarczą, w których ludzie, zamiast otwierać firemki postanawiają mieszkać. Bo nie stać ich na inne mieszkanie. Gdy kilka lat temu czytałam „13 pięter”, przecierałam oczy ze zdumienia. Bo to, o czym pisze Springer, nierzadko dzieje się tu i teraz. Kto wie, czy nie na sąsiedniej ulicy.

Podobnie jak to, co przeżywa każdy, komu przyjdzie w Polsce wynająć mieszkanie. Czy można zawiesić na ścianie ślubne zdjęcie? Albo ulubiony obrazek? I czy wcześniej mogę w tę ścianę wbić gwóźdź? Nasze małe i większe domowe dylematy rozgrywają się co dzień za niejednymi drzwiami.

Domowość

Dom krótka historia ideiTeraz czas już się przyznać. W tej książkowej opowieści o tym, jak mieszkamy i jak moglibyśmy mieszkać, postawiłam wszystko na głowie. Bo lektura, od której zaczęła się moja fascynacja tym, jak urządzamy najbliższy nam świat, to „Dom. Krótka historia idei” Witolda Rybczyńskiego. Gdybyście ze wszystkiego, o czym tu pisałam, mieli wybrać jedną książkę, to niech to będzie ta. Autor - uznany amerykańsko-kanadyjski architekt i wykładowca - pisze o domowości, o roli światła i powietrza czy komforcie, jaki chyba każdy próbuje stworzyć w swoim domu. Rybczyński z ciekawością przygląda się temu, jak ewoluowały sposoby zamieszkiwania w najbliższym nam zachodnim świecie (choć nie brak i kontrapunktów ze wschodu, jak choćby o krzesłach). Ma też niesłychaną łatwość w dzieleniu się z czytelnikiem swoimi obserwacjami i refleksjami. „Dom. Krótka historia idei” to lektura naprawdę godna polecenia. Aż żal, że książka powstała w 1986 roku i autor nie analizuje już bliższej nam rzeczywistości. Nieraz bowiem, w trakcie czytania, nachodziła mnie myśl, co też Rybczyński napisałby o świecie, w którym dziś żyjemy. O mieszkaniach i domach, o przepychu i minimalizmie, o życiu w betonie albo w wielkim mieście, za wszelką cenę. O tym wszystkim, w czym na co dzień staramy się odnaleźć spokój i domowość.

Reklama

komentarze [30]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Shiloh 02.04.2021 21:46
Czytelnik

Tak mnie zaczął ten artykuł dołować, że przeczytałem tylko do połowy, a może i mniej.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Karo 02.04.2021 14:16
Czytelniczka

Chętnie przeczytam 3 ostatnie, już je dodałam na półkę. Na mojej liście jest też https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4874294/skogluft-mieszkaj-zdrowo-norweski-s...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Airain 30.03.2021 14:49
Czytelniczka

Książka Sakakiego opisuje minimalizm w wersji hard (opróżniasz mieszkanie, ostatniego dnia sam(a) siebie wyrzucasz do śmieci). A "Rzeczozmęczenie" raczej omija omawiany problem, niż próbuje podsuwać rozwiązania.
Z kolei książka Rybczyńskiego to esej, nie ma charakteru poradnika.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
betsy 29.03.2021 19:18
Czytelniczka

Gdy uciekłam na przedmieścia 20 lat temu, często ten pomysł przeklinałam. Uciążliwe dojazdy do pracy, dzieci do szkoły, potem na uczelnię, daleko do kina, klubu, teatru, muzeum. Od roku błogosławię ten pomysł, bo te wszystkie minusy nie mają obecnie żadnego znaczenia. Liczy się tylko kawałek ogródka i bliskość lasu, gdzie można pospacerować bez maski...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
crumbly 29.03.2021 11:04
Czytelnik

Interesującą pozycją, poszerzającą temat jest Miasto szczęśliwe. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta . Autor pokazuje jak bardzo poczucie szczęścia zależy od miejsca zamieszkania i to wcale nie na korzyść tych mieszkających w domkach na peryferiach miasta.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Miasto szczęśliwe. Jak zmienić nasze życie, zmieniając nasze miasta
AgaGaga 29.03.2021 12:58
Czytelniczka

Czytałam, super, polecam :-)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aguirre 29.03.2021 18:28
Czytelnik

Niedawno kupiłem e-booka tego samego wydawnictwa Poza własnością. W stronę udanej polityki mieszkaniowej, ale jeszcze nie przeczytałem.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Poza własnością. W stronę udanej polityki mieszkaniowej
AgaGaga 29.03.2021 18:50
Czytelniczka

Ha, ja też mam w kolejce

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgaGaga 29.03.2021 19:02
Czytelniczka

I z tej samej serii Miasto na plus. Eseje o polskich przestrzeniach miejskich
Poza tym w tym: Fajny kraj do życia. Rozmowy Michała Sutowskiego jest jeden rozdział o mieszkaniach miejskich
No i wiele pozycji...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
 Miasto na plus. Eseje o polskich przestrzeniach miejskich  Fajny kraj do życia. Rozmowy Michała Sutowskiego
Aguirre 29.03.2021 19:15
Czytelnik

Dziękuję za polecenia :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aleksandra Przybylska 30.03.2021 16:01
Czytelniczka

Czytałam, świetna książka. Na pewno napiszę o niej w tekście o tym, jak urządzamy nasze miasta :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
sulibrat 28.03.2021 19:46
Bibliotekarz

Mieszkam w "leningradzie" w mieście powyżej 500 tys. Chciałem uciec na wieś ale... potem wszędzie daleko a człowiek nie robi się młodszy. No i jak nie budowa domu (na początek 500 tys kredytu jak nie więcej) to dom do remontu.

W bloku może i średnio przyjemnie bo jak ktoś robi remont i .lupie ściany to cały blok słyszy. Ludzie też różni od patoli do normalnych. Młodzi i...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
AgaGaga 29.03.2021 12:58
Czytelniczka

A w domu pod miastem drogi dobrej nie ma, autobus rzadko, a na stare lata do lekarza i na zakupy może być nas nie stać na taksówkę... a w końcu nie każdy i nie przez całe życie jeździ samochodem (jako kierowca). Znam kilka przypadków ludzi, którzy zamieszkali na obrzeżach miasta, a po kilku latach pędem wracali do miasta, bo dojazdy i wożenie dzieci ich wykańczały...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
AgataMay 28.03.2021 18:31
Czytelniczka

Nie chcę nikogo obrazić, ale nie mogę oprzeć się porównaniu domostw ludzkich z hodowlą kur. Pytanie pozostaje tylko jedno, które kury dają lepsze jajka. Te z wolnego wybiegu, czy z chowu klatkowego?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
sulibrat 28.03.2021 19:39
Bibliotekarz

Ekhm, ekhm... a widziałaś kury w naturze? W sensie na wolności? I nie chodzi o bażanty :)

Ja pochodzę ze wsi. Wiem jak wygląda przydomowy kurnik. Bo wiesz, nawet na wolnym wybiegu kury lubią spać pod dachem. Zagroda gdzie są kury nie ma nawet jednego źdźbła. Wydziobane do ziemi. Po deszczu błoto i kupki. A na grzędach... tylko bardziej sucho.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgataMay 28.03.2021 20:16
Czytelniczka

Ok. A jaki z tego wniosek?

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgataMay 28.03.2021 20:35
Czytelniczka

Chyba sama muszę odpowiedzieć na swoje pytanie :) Zasadniczym czynnikiem rozróżniającym te dwie sytuacje mieszkaniowe jest poziom generowanego przez nie stresu. W tym porównaniu zdecydowanie niekorzystnie wypadają blokowiska vel chów klatkowy. A to ma przełożenie na jakość jaj ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
sulibrat 29.03.2021 22:22
Bibliotekarz

Jaja sobie robisz :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Łukasz 30.03.2021 21:20
Czytelnik

Nie no, to nie może być na poważnie. To jest żart prawda? Błagam, powiedz, że tak. Mieszkam w bloku, w dużym mieście, blisko centrum. Sklepy, tereny zielone, szkoły, przedszkola, wszystko "rzut beretem". 30 minut pociągiem do pracy. Nawet nie chcę sobie wyobrażać tego codziennego stresu, który miałbym przeżywać marnując kilka godzin dziennie w korkach w drodze do pracy z...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
sulibrat 31.03.2021 23:41
Bibliotekarz

Z tego "niosek" taki, że "robi sobie jaja" z wolnego "rozbiegu" :) "Kurą domową" można być i na klatce schodowej w bloku :P Kogel-mogel ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgataMay 01.04.2021 00:05
Czytelniczka

Kochane kury i koguty i tak wszyscy skończymy w zupie :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
sulibrat 01.04.2021 10:12
Bibliotekarz

He he, z=d ;)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
AgaGaga 28.03.2021 16:45
Czytelniczka

Ja przeleciałam po łebkach tą ostatnią, ale chemii nie było.
Swoją drogą ciekawe, jak ci minimaliści z początku artykułu sobie radzą w pandemii. Bo jeść na mieście a jeść z pudełek na wynos to jednak nie to samo....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
betsy 28.03.2021 16:36
Czytelniczka

Bardzo ciekawy artykuł. Żadnej z cytowanych książek nie czytałam, ale 4 ostatnie dodaję do "Chcę przeczytać". Lubię czytać o architekturze, oglądać programy o niej, choć wyłącznie amatorsko. Minimalizm japoński sobie daruję. Współczuję Japończykom w kapsułach mieszkalnych w dobie pandemiii...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
AgaGaga 28.03.2021 14:24
Czytelniczka

Ameryki nie odkryję, jak napiszę, że za PRL to umieli planować przestrzennie. Też jestem z blokowiska, na każdym osiedlu było kilka przedszkoli, jedna lub dwie podstawówki, przychodnia, dom kultury, megasam (tak się mówiło na te markety) z ryneczkiem, place zabaw, boiska... i jeszcze wystarczyło miejsca, żeby sobie ludzie kościoły pobudowali.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
betsy 28.03.2021 16:53
Czytelniczka

My 20 lat temu uciekliśmy z blokowiska. Ale nasze dzieci, gdy dorosły na nie wróciły. Dotąd nie narzekały, ale pandemia chyba trochę zmieniła ich optykę...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Aby napisać wiadomość zaloguj się
zgłoś błąd