„Ta postać to mogłaby w następnym tomie zaginąć!”, czyli denerwujący bohaterowie literaccy

Anna Sierant
13.12.2020

George Sand twierdziła, że „studiowanie literatury nie jest niczym innym niż studiowaniem człowieka”. A ludzie są różni, więc i ci wykreowani wyłącznie przez wyobraźnię pisarzy nie mogą być wyłącznie dzielni, prawi i mężni. Zdarzają się i tacy, przez których czytelnik ma ochotę wyrzucić książkę przez okno.

„Ta postać to mogłaby w następnym tomie zaginąć!”, czyli denerwujący bohaterowie literaccy Anthony / Pexels
Reklama

Dlaczego irytują nas bohaterowie książek? Z wielu przyczyn: mogą stanowić prawdziwe utrapienie dla postaci, którą uwielbiamy albo też mieć charakter tak niezdecydowany, że aż uniemożliwiający podjęcie jakiejkolwiek decyzji i wpłynięcie na polepszenie swojego losu. Inne znowu postaci bezustannie marudzą, wiecznie coś im nie pasuje albo wymagają od swoich książkowych bliskich, by nieustannie poświęcać im uwagę, by ich potrzeby stawiać ponad swoimi, ciągle tylko „ja, ja i ja”. Wreszcie są i bohaterowie, których skrótowo można by określić jako „złych” – wybierają pieniądze nad uczucie czy sławę nad przyjaźń. Nie zapominajmy również o postaciach niejednoznacznych, wywołujących w czytelniku jednocześnie uczucie miłości i nienawiści. Oczywiście każdy z moli książkowych ma własne preferencje, jednak niektórzy bohaterowie tak zaleźli wielbicielom literatury za skórę, że irytowanie się nimi, denerwowanie na nich jest doświadczeniem niemal uniwersalnymi

Irytujący bohaterowie „rozmemłani”

W zestawieniu tym nie mogło zabraknąć prawdziwej królowej wśród postaci, których czytelnicy nie lubią, czyli Izabeli Łęckiej. To kobieta rozpieszczona, egoistyczna, głupiutka, niedojrzała. Na dodatek śmiała odrzucić zaloty wielkiego romantyka, samarytanina, wspaniałego biznesmena Wokulskiego! Jakby miała obowiązek zmuszenia się do pokochania tej, a nie innej osoby. A Stanisław to przecież taki dobry człowiek był… choć sam ożenił się dla pieniędzy. W przypadku Izabeli jednak często o tym zapominamy. Jej się po prostu nie lubi i już. Nie ma zmiłuj. Spróbujmy jednak okazać bohaterce „Lalki” Prusa nieco zrozumienia. Może nie potrafiła się na nic zdecydować, bo nigdy nie dano jej na to szansy? Bo została wychowana w świecie, w którym nie tego od niej oczekiwano?

Kolejny bohater wzbudzający podobne uczucia to Jude z „Małego życia” Hanyi Yanagihary. Powiedzieć, że ten człowiek doświadczył wielu przeciwności losu, to nie powiedzieć nic. Ba! Tych negatywnych wydarzeń, według niektórych czytelników i czytelniczek (z piszącą te słowa włącznie) było wręcz niewiarygodnie wiele jak na jedno „małe życie” i jednego człowieka. Nie ma się jednak co dziwić, że trudna przeszłość ukształtowała Jude’a tak, a nie inaczej. Mimo to czasem aż trudno się na niego nie zdenerwować. Przeżył swoje, to prawda, ale w końcu i doczekał pojawienia się w swoim życiu wspierających „rodziców”, kochającego partnera, wspaniałych przyjaciół, jego kariera zapowiadała się obiecująco. A jednak, trzymając się nadal mocno tego, co było kiedyś, nie potrafił docenić teraźniejszości, cieszyć się otaczającym go dobrem.

Dziewczyna z pociągu Paula HawkinsZ Rachel z „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins sprawa być może wyglądałaby inaczej, gdyby nie pojawiające się zewsząd zachwyty nad tą książką. Sam Stephen King „mówi” z jej okładki: „Znakomity thriller. Nie mogłem się oderwać przez całą noc”. Można się więc spodziewać, że główna bohaterka tego utworu nie będzie poddawać się w dążeniu do celu, nawet jeśli po drodze napotka całą masę trudności, zderzy się z sytuacjami pozornie bez wyjścia. Tymczasem Rachel Watson to tylko i aż zwyczajny człowiek, który traci pracę i który trochę zbyt często zagląda do kieliszka, przez co pojawiają się u niego zaniki pamięci. Czy można ją więc w ogóle uznać za wiarygodną narratorkę? Czy nie powinna wziąć się w garść i przestać być tak bierna? A może wcale taka do końca nie jest? To w końcu tej nieatrakcyjnej i dziwacznej Rachel najbardziej zależy na tym, by poznać prawdę o tym, co się stało z Jess.

Reklama

Przede wszystkim „ja”?

Enola HolmesAlbo raczej: „my”, „nasza rodzina”, a nie – „nasza siostra”. To właśnie na „dobrym imieniu” Enoli, na tym, by swoim zachowaniem wpisała się ona w normy społeczne wyznaczone dla dorastającej w XIX w. dziewczyny, zależy Sherlockowi i Mycroftowi Holmesom. To bracia bohaterki trzech powieści Nancy Springer, przedstawieni nieco inaczej niż w dziełach Arthura Conan Doyle’a czy serialu nakręconym na ich dość swobodnie zinterpretowanej i uwspółcześnionej podstawie przez BBC. Choć Mycroft może nigdy nie budził szczególnie ciepłych uczuć, Sherlocka w dawnych utworach lubić się dało, co w powieściach Springer jest już zdecydowanie utrudnione. W tych książkach prym wiedzie nieznana wcześniej Enola, siostra słynnych braci i to jej okiem patrzymy na świat. Nie może to być spojrzenie inne niż feministyczne, w końcu dziewczynce zależy przede wszystkim na prawie do decydowania o sobie. A Sherlock i Mycroft tak bardzo nie chcą jej na jego uzyskanie pozwolić (szczególnie w pierwszych dwóch tomach, później jest z nimi trochę lepiej), że najzwyczajniej w świecie czytelnika wkurzają.

Dorośli Marie AubertIda, bohaterka krótkiej powieści Marie Aubert „Dorośli”, niby dorosła jest, a zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Kobieta pogrąża się w rozgoryczeniu i rozczarowaniu, ponieważ – choć dobiła do czterdziestki – dała się wyprzedzić młodszej siostrze w „wyścigu” do macierzyństwa. Niezadowolenie Idy budzi również fakt, że jej szwagier wydaje się całkiem fajny, a ona aktualnie jest singielką, więc znów młodsza Marthe zdobywa w odbywającym się w jej głowie życiowym pojedynku dodatkowego plusa. Co więcej, matka obu pań zdaje się, według głównej bohaterki, faworyzować szczęśliwą ciężarną, a nie naburmuszoną Idę, która przez całą młodość starała się przecież być idealną córeczką. A jeszcze na dodatek to być może Marthe trafi się w prezencie od mamy domek nad fiordem. Na tego już za wiele, wszystko idzie nie tak, wszystko jest na „nie”. Nie ma co ukrywać, zazdrościć komuś czegoś zdarza się (chyba) każdemu, ale jakoś sobie nasze życiowe rozczarowania staramy tłumaczyć. Ida robi to w jednak w sposób, jakiego chwytają się rozkapryszone dzieci, a nie „dorośli”. Być może dlatego tak bardzo denerwuje czytelnika.

 Harry Potter i Zakon FeniksaTej pani nie mogło zabraknąć w zestawieniu tak samo, jak i Izabeli Łęckiej – mowa o Dolores Umbridge, której każdorazowe pojawienie się na kartach „Harry’ego Pottera” doprowadza fanów serii do białej gorączki. Jest tym bardziej irytująca, że wewnątrz zła, a na wierzchu – przesłodzona. Na dodatek obłudna. Bo choć w książkach J. K. Rowling nie brakuje czarnych charakterów, od Snape’a poczynając i na Voldemorcie kończąc, to Dolores najbardziej nie można znieść. Najgorsze, że tej bohaterce niczego nie da się wytłumaczyć, ponieważ nie dopuszcza ona żadnej formy dialogu. Nie lubimy jej także dlatego, że nie traktuje dobrze pozytywnych bohaterów powieści, jak Harry czy profesor Dumbledore. Umbridge jest też (nie do końca) żywym przykładem na to, co dzieje się, gdy władza trafi w ręce niewłaściwego człowieka – okrutnego, niesprawiedliwego, despotycznego. W wielu rankingach „najbardziej znienawidzonych bohaterów literackich” to właśnie Dolores znajduje się, jeśli nie na pierwszym miejscu, to w ścisłej czołówce.

Reklama

Od miłości do nienawiści

Są też bohaterowie, którzy może i denerwują, których wyborów nie rozumiemy, nie popieramy, ale jednocześnie nie można się na nich całkowicie czytelniczo „obrazić”, bo są osobowościami przez wielkie „O”. Takimi jak Scarlett O’Hara, bohaterka „Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. To kobieta, której, wydawałoby się, nic nie może złamać – w czasach, gdy przedstawicielkom płci żeńskiej niełatwo było prowadzić interesy, ona odniosła w nich sukces. Nie miała w życiu łatwo, doświadczyła śmierci najbliższych, w tym córeczki, tak ukochanej przez Butlera, samotności, poczucia, że na nikogo nie można liczyć. Scarlett zawsze robiła jednak wszystko, by z tych przeciwności wyjść obronną ręką. To postać, która na łamach monumentalnego trzytomowego dzieła przeszła metamorfozę od trzpiotki, przez obrończynię rodzinnego majątku po kobietę, która w końcu uświadamia sobie, że całe życie starała się nie o tego mężczyznę, na którym naprawdę jej zależało. W żadnej z ról: matki, żony, człowieka interesów, O’Hara nie daje się zamknąć. Gdy coś idzie nie po jej myśli, to pomyśli o tym znowu. Ale jutro.

Olive Kitteridge książkaPodobne czytelnicze emocje może budzić współczesna bohaterka – tytułowa Olive Kitteridge z powieści Elizabeth Strout. Choć to pani w wieku całkiem zaawansowanym, lepiej jej tego nie wypominać. Olive może irytować i jak najbardziej irytuje mieszkańców Crosby, w którym jest postacią rozpoznawalną – w końcu przez wiele lat pracowała tam jako nauczycielka. Jej sąsiedzi zdają się współczuć mężowi Olive – poczciwemu Henry’emu, który każdemu nieba by uchylił, a akurat trafiła mu się taka wredota za żonę. No i nic dziwnego, że syn uciekł od niej do Nowego Jorku, mimo że dom mu wybudowała. Jest też ta druga strona Olive, która sprawia, że nie można jej znienawidzić, choć tak bardzo czasem denerwuje. Czytelnik ma bowiem okazję zapoznać się z różnymi zdarzeniami właśnie z perspektywy Kitteridge i wie, czym motywowała ona swoje zachowanie. I choć czasem ma ochotę westchnąć: „Och, Olive!”, zdaje sobie sprawę, że czasem seniorka chce jak najlepiej, ale nie zawsze jej to wychodzi. Choć, co też jest prawdą, niekiedy takich dobrych intencji w ogóle nie ma.

 Morderstwo w Orient ExpressieNo i na koniec mały Belg o jajowatej głowie i całkiem licznych szarych komórkach, z których potrafi zrobić niezły użytek – Herkules Poirot, który irytował także swoją twórczynię – Agathę Christie. Nie ma się jej co dziwić. Detektyw nawet swoich najbliższych współpracowników – kapitana Hastingsa i inspektora Jappa – traktuje z dobrotliwym, ale jednak pobłażaniem. Poirot jest tak ekscentryczny i skupiony na sobie, że nawet nie bierze pod uwagę zakładania rodziny. A jeśli o kobiety chodzi – wygłaszane czasem przez niego bon moty na temat płci przeciwnej mogą wskazywać, że ich role życiowe widzi raczej tradycyjnie. Trzeba jednak mu też przyznać, że robi wszystko, by sprawiedliwości stało się zadość, nawet jeśli skończy się to zawiśnięciem mordercy na stryczku. I z nieustającym entuzjazmem kibicuje licznym związkom (zazwyczaj) młodych ludzi, które udało mu się scalić bądź ocalić dzięki prowadzonym przez siebie śledztwom.

To moja lista irytujących bohaterów książkowych. A jaka jest wasza?

Reklama

komentarze [38]

Sortuj:
256
101
16.01.2021 00:20

Mnie, z bohaterów książek przeczytanych w ubiegłym roku, najbardziej zirytował Jude z "Małego życia" (postać całkowicie niewiarygodna psychologicznie). Druga w kolejce jest Anna Karenina. W tym jednak przypadku nie tyle denerwowała mnie sama jej postać, co rozdźwięk między przedstawieniem jej w książce a na wielkim ekranie. Dla mnie pominięcie w ekranizacjach kwestii...

więcej

398
144
19.12.2020 23:52

Mnie irytuje Jaskier z Wiedźmina Sapkowskiego. Niby zabawny, niby atrakcyjny, niby każda na niego leci, bo "wygląda jak ćwierć elf", a dla mnie jest pusty, głupi, tchórzliwy, zadufany, a do tego seksista w najgorszym, takim prowincjuszowskim, polaczkowym wydaniu pt. "co tam baba może wiedzieć, przecież to tylko baba".
Pamiętam tylko dwa razy, kiedy zachował się jak dorosły:...

więcej

318
51
19.12.2020 16:23

Nie znoszę i to bardzo Hermiony. W książce jeszcze ujdzie, ale w ekranizacji bym normalnie udusiła. I nigdy nie zrozumiem tego uwielbienia do Emmy Watson. Może przez nią ta postać mnie tak drażni. Jest kiepsko wykreowana. Według mnie albo na wrzeszczy, albo przewraca oknami.


40
40
18.12.2020 00:00

A mnie nigdy nie irytują bohaterowie z wadami, w które celowo zaopatrzyli je autorzy. Przecież to trochę tak, jak wściekać się, że fabuła obejmuje jakieś przeciwności losu! Ludzie są różni, mają swoje wady, ksiązka nie powinna opisywać jakichś wymyślonych ideałów. Co więcej, często podczas lektury chcemy się spotkać z ludźmi, których niekoniecznie polubilibyśmy w życiu (ba,...

więcej

29
29
17.12.2020 23:28

Nigdy nie zrozumiem niechęci do Izabeli Łęckiej. Za każdym razem, gdy słyszę od kogoś, jaka to głupia, irytująca i pusta postać, zastanawiam się czy ten ktoś dzieło Prusa faktycznie przeczytał (raz nawet usłyszałam, że tytuł książki wziął się od jej bycia pustą, to było straszne!). Sama bardzo Izabelę jako kobietę rozumiem, uważam, że to wybitnie dobrze zbudowana postać i...

więcej

1483
83
17.12.2020 09:31

Dawid Wolski z Cyklu Gliwickiego Wojciecha Chmielarza... bezapelacyjnie


198
2
17.12.2020 01:59

Forst. Najbardziej irytujący bohater ever. Miałam nadzieję nie na to, że zabiją go w następnym tomie, tylko że zginie już w pierwszym. Niestety... przeżył :(
Po kolejne więc już nie sięgnęłam.


2185
4
16.12.2020 11:31

Zdecydowanie cała "drużyna" otaczająca głównego bohatera z  Ciężko być najmłodszym... Ciężko to jest znaleźć bardziej niekompetentną bandę. Nie mogę skończyć tej książki.


2766
241
16.12.2020 01:49

....serio? JUDE? jestem szczerze zażenowana i zniesmaczona, że taka postać znajduje się na takiej liście - ta postać wymieniona w tak zatytułowanym "artykule" jest niestosowne... zdolność braku empatii u innych ludzi mnie poraża - nie żebym była szczególnie tym zaskoczona. widać doskonale, że autorka jest tego typu wkur*** ignorantem który ludziom z depresją czy też traumą...

więcej

253
176
15.12.2020 12:15

Popieram Rocinka. Irytujące postaci mogą wzbogacić moje rozumienie innych ludzi, dokładnie jak w cytacie George Sand.
Dla mnie problem zaczyna się, gdy zamierzenia autora mocno rozjeżdżają się z wykonaniem. Ja to nazywam "zgrzytaniem". Tutaj ktoś przypomniał mi postać Emilki z "Wybacz mi" Karoliny Klimkiewicz. Młoda, zakompleksiona dziewczyna z syndromem porzucenia przez...

więcej

zgłoś błąd