Conan barbarzyńca. Syn, który przerósł ojca

Bartek Czartoryski
23.05.2020

Czytałem kiedyś, że Robert E. Howard wymyślił Conana, bo sam był dręczonym na szkolnych korytarzach chuchrem i chciał zrekompensować sobie niedostatki ciała. Nie jest to zła historia, choć raczej nieprawdziwa, bo przecież zawzięcie trenował boks i podnosił ciężary.

Conan barbarzyńca. Syn, który przerósł ojca
Reklama

Zgoda, do sylwetki masywnego barbarzyńcy - który już za młodu, mając zaledwie, jak pisał niegdyś o nim Howard, piętnaście zim, ważył przeszło osiemdziesiąt kilo i mierzył ponad metr osiemdziesiąt - sporo mu brakowało, ale ułomkiem nie był. Można z łatwością znaleźć jego czarno-białe zdjęcia, na których pręży szeroką klatę i napina całkiem pokaźny biceps. Lecz za to faktem jest, że straszliwie bał się starości i zniedołężnienia.

Conan Barbarczyńca Robert E. HowardHoward popełnił samobójstwo niecałe pół roku po swoich trzydziestych urodzinach. Choć powtarzał przy paru różnych okazjach, że chciałby odejść młodo, trudno mówić o świadomie przedsięwziętej decyzji; biografowie są zgodni, iż cierpiał na poważne zaburzenia psychiczne. Za to jego Conana starość dopadła. A wtedy dźwignął się z królewskiego tronu, na którym osadził pierworodnego syna, postawił żagiel swego statku i odpłynął ku nieznanym lądom i przygodzie.

I tak dobiegała końca jego historia, przynajmniej ta spisana na łamach jednej z paru komiksowych serii, „Miecza barbarzyńcy”, która niedawno doczekała się swoistego miękkiego resetu i którą zresztą mam przyjemność tłumaczyć na nasz język. Bo przecież czarnowłosy wojownik już dawno opuścił pożółkłe stronice groszowych czasopism, gdzie debiutował, i przed laty zszedł z księgarnianych półek, na które dane mu było trafić dopiero po tragicznej śmierci swojego stwórcy.

Innymi słowy, Conan przerósł nie tylko Howarda, ale i jego stosunkowo skromny literacki dorobek, przekuto go na popkulturowy mit, który dzisiaj tętni życiem także na migoczących ekranach, komiksowych stronicach, produkowanych masowo koszulkach i plastikowym barachle. Lecz, przy całych tych zmianach, jakie przez minione dekady zafundowała mu ponowoczesność, nasz rębajło dalej jest taki, jakim napisał go Howard.

Miecz Barbarzyńcy ConanAby legenda mogła trwać dalej, ten barbarzyńca o gołębim sercu i mieczu tak ostrym, jak jego umysł, musi pozostać człekiem o nieskomplikowanym charakterze i takowej naturze. Nie zwykłem reklamować rzeczy, do których przyłożyłem łapę, ale jeśli sięgniecie po „Kult Khogi Thuna”, od razu będzie oczywiste, o czym mowa: niby nówka sztuka, scenariusz pisze facet od przekombinowanego „Deadpoola”, od publikacji pierwszego opowiadania o Conanie minęło prawie dziewięćdziesiąt lat, a jednak to ciągle ten sam gość, na dobre i na złe.

Można by nawet zarzucić wszystkim tym historiom niejaką powtarzalność - wymuszoną przez konwencję - bo zwykle przybysz z Cymerii tłumaczy swoje czyny dość nieskomplikowaną motywacją i prywatnymi sprawami. Albo chce zarobić, albo się zemścić, albo, po prostu, szuka podniety. Tyle że, kiedy przychodzi co do czego, ujmuje czytelnika szlachetnością. Przecież porzuca słynne skarby Gwalhura (opowiadanie, do którego się odnoszę, nosi ten sam tytuł), aby uratować praktycznie dopiero co napotkaną niewolnicę. Liczy się bowiem sama przygoda.

Reklama

Zresztą wydaje się, że z czasem, gdy o hardym barbarzyńcy pisać zaczęli - ze zmiennym szczęściem i nie zawsze utalentowani - spadkobiercy i epigoni Howarda, ten nieco złagodniał i porzucono, niekiedy cokolwiek pozorancki, ale jednak antybohaterski sznyt. Conan zwykle nie miał bowiem oporu, żeby do celu dążyć po trupach. Ba, na to liczyliśmy. Tyle że amerykański klasyk heroicznej fantastyki snuł jednak swoje fabuły tak, że Cymeryjczyk niejako mimochodem czynił dobro, rozbijając łby i tłukąc czarne charaktery, prąc ku chwale, bogactwu i pięknym kobietom.

Serce zawsze miał po odpowiedniej stronie, zgoda, ale wydaje się, że bogowie - gdyby w ogóle chciał mieć z nimi do czynienia - kierowali jego życiem tak, że pomagał uciśnionym i, zderzony z krzywdami bliźnich, nie zwlekał, aby machnięciem miecza upomnieć się o słabszych. I, o czym często zdajemy się zapominać, to nie tylko szermierz, hulaka i taran, ale też poliglota i strateg.

A do tego niewyparzona gęba. Opis ten niezbyt pasuje do milczącego, ponurego barbarzyńcy z filmowej dylogii z Arnoldem Schwarzeneggerem, gdzie zwalisty kolos odzywał się tylko, kiedy było to absolutnie konieczne. Zrodzony na dużym ekranie obraz Conana jako muskularnego milczka niekoniecznie przystawał do wizji Howarda, zaniknął też nierzadko zmyślny humor, bo Cymeryjczyk potrafił przygadać. Lecz kreacja Schwarzeneggera tak czy siak była bliska ideału, głównie ze względu na fizyczne aspekty tej roli oraz kluczowy dla postaci majestat, jaki udało się początkującemu dopiero aktorowi wydobyć z oszczędnie napisanego bohatera.

Reklama

Od lat krążą plotki o domknięciu trylogii, już z podstarzałym Conanem jako królem, lecz finansowe klapy ostatnich wysokobudżetowych przedsięwzięć austriackiego olbrzyma raczej nie pozwalają patrzeć z optymizmem na dalsze losy tego projektu. Pierwotnie miano go domknąć już pod koniec lat 80., ale Schwarzenegger miał dość i scenariusz przekuto na film o Kullu, wojowniku z Atlantydy, przez co historia malowniczo zatoczyła koło, bo przecież pierwsze opowiadanie o Conanie to nic innego jak przeróbka historii z… Kullem.

Co nie znaczy, że nie dzieje się już nic ciekawego, bynajmniej. Choć twórcy gier nieco zwolnili, a niedawne „Conan Exiles”, survival z otwartym światem, sprawdza się według mnie głównie jako encyklopedia uniwersum, to z nieprzemijającą satysfakcją czytuję komiksy. Nadal wychodzi u nas tasiemcowa, kioskowa kolekcja z klasykami od Marvela, a jeszcze w tym roku zobaczymy trzeci tom serii zapoczątkowanej przez Kurta Busieka dla Dark Horse Comics i niejako rozbudowującej opowiadania Howarda (pod tytułem, po prostu, „Conan”), układając je chronologicznie.

Conan BarbarzyńcaDo tego dorzućmy rzeczony „Miecz barbarzyńcy”, serię „Conan barbarzyńca” i spin-offy spod szyldu „Era Conana” i mamy swoisty urodzaj. Jako że, heh, tłumaczę te trzy ostatnie tytuły (do których prawa ma Marvel, a u nas Egmont), mogę bez poczucia najmniejszego obciachu podpowiedzieć, że „Conan barbarzyńca” to rzecz godna uwagi, bo dwa pierwsze tomy, napisane przez Jasona Aarona, są świetną mozaiką i dla starych wyjadaczy, i dla tych, którzy dopiero dumają nad tym, czy aby nie rozpocząć komiksowej przygody z Cymeryjczykiem. Opowieść ta bowiem, zresztą adekwatnie i bez blagi zatytułowana „Życie i śmierć Conana”, faktycznie prowadzi czytelnika od samiutkiego początku do, cóż, nieuchronnego końca, przeplatając fabularną ramę opowieściami o przygodach barbarzyńcy. Trzeci tom, oderwany od tej historii, wyjdzie w grudniu.

Stephen King swojego czasu wbijał Howardowi szpilę, określając jego opowiadania z gatunku magii i miecza - parafrazuję - fantazjami chłopca, który chciałby poczuć się choć raz jak muskularny rębajło. To też nie jest zła historia. Ale patrząc na to, co obaj zbudowali, a imponujące jest ich dzieło, trudno mi orzec, który z nich istotnie jest, nomen omen, królem.

Reklama

komentarze [9]

Sortuj:
2947
589
27.05.2020 16:36

Znowu bzdury, tym razem o kvltowej serii i filmie. To jedyny prawilny tekst w tym temacie: http://www.literatura.unreal-fantasy.pl/824/a/Barbarzynstwo_musi_ostatecznie_zatriumfowac_czyli_o_filozofii_Conana_Barbarzyncy.html

A porównywanie Howarda ze Stefanem Królem to już w ogóle jedno wielkie "XD". " Jak już autor chciał się popisać erudycją, to mógł Howarda jakoś zestawić...

więcej

333
51
25.05.2020 16:40

Tak coś zebrało mi się ostatnio na przypominanie sobie przygód Conana i proszę, akurat na portalu pojawił się artykuł o tym bohaterze. Conan to początki mojej styczności z fantasy, więc darzę go sporą sympatią i sentymentem. Czytałam opowiadania Howarda oraz te, które napisali już Camp z Carterem. Udało mi się dostać także parę książek z kontynuacji - wydawanej przez Amber...

więcej

647
145
23.05.2020 22:34

Panie Bartku szanowny odrobinę pomieszałeś Pan... W kolekcji wychodzą komiksy wydawane onegdaj w serii pod tytułem "Savage Sword of Conan" przez Marvel Comics w latach (viva Wikipedia) 1974-1995 (swoją drogą pieruńsko dobre to komiksy), zaś Dark Horse Comics wydawał właśnie tę serię Busieka, o której Pan piszesz odrobinę później (poziom pieruńskości ten sam, o ile nie...

więcej

40
0
27.05.2020 18:22

Fakt, pomieszałem, oczywiście, dziękuję za zwrócenie uwagi, poproszę redakcję, żeby naniesiono poprawkę. Pozdrawiam!


Reklama
526
250
23.05.2020 18:53

Temat rzeka, Conan wiecznie żywy. Zarówno w książkach Roberta E. Howarda, jego kontynuatorów (72 książki z cyklu wydawnictwa Amber, wydane w Polsce), komiksach i na koniec zostawiamy najlepsze: Arnold Schwarzenegger jako odtwórca roli Conana :) Jason Mamoa nie był zły, tyle, że jednak Arnold bardziej zapadł w pamięć, był bardziej ... hmmm ... "barbarzyński" :) Dodatkowo...

więcej

879
404
24.05.2020 00:31

W rolę Conana wcielił się też Ralf Möller. On także nie prezentował się źle, choć mam wrażenie, że stanowił najłagodniejszą wersję tego bohatera.


879
404
23.05.2020 18:37

Co prawda ekranizację z Arnoldem Schwarzeneggerem, starającą się oddać klimat opowiadań Roberta E. Howarda znałam już jako dziecko, ale z twórczością pisarza zaznajomiłam się dopiero niedawno. Zawdzięczam, to właśnie wspomnianej grze, "Conan Exiles" od FunComu. Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że ta sprawdza się, jako encyklopedia uniwersum.

Owszem, w grze można...

więcej

4219
3979
23.05.2020 12:36

Ależ tam się mieczami walczyli


40
0
22.05.2020 09:45

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd