Codzienna dawka humoru, czyli o komiksowych paskach

Tomasz Pindel
29.03.2020

Zagubiony Charlie Brown i jego filozofujący pies Snoopy, nadaktywny Calvin zawsze w towarzystwie pluszowego tygrysa, darzący głębokim uczuciem lasagne tłusty kot Garfield czy szeregowy pracownik wielkiej korporacji Dilbert – wszystko to ikony globalnej popkultury, postaci znane niemal całemu światu, które łączy jedno: wywodzą się ze specyficznego gatunku, jakim są komiksowe paski.

Codzienna dawka humoru, czyli o komiksowych paskach

Jak wszyscy wiemy, historyczne ścieżki poprowadziły nas po drugiej wojnie światowej w inną zgoła stronę niż tak zwany Zachód, co miało skutki przeróżne, ale także kulturowe: na parę dekad straciliśmy łączność z globalnym obiegiem kultury masowej, bowiem imperialistyczna rozrywka nie mogła mieć przystępu do demoludowych umysłów. Szczególnie mocno ucierpiały na tym traktowane z podejrzliwością komiksy. Troszkę się ich pojawiło, acz rozpaczliwie mało i niemal wyłącznie rodzimej produkcji. Braki mamy więc ogromne, a mimo starań wydawców pewne obszary pozostaną już pewnie na zawsze częściowo stracone: na przykład paskowy komiks prasowy, znany także pod angielską nazwą comic strip.

Reklama

Oszałamiająca kariera pasków komiksowych

Paski leżą u samego zarania komiksu jako takiego, ich oszałamiająca kariera zaczęła się na przełomie XIX i XX wieku i związana była z rozwojem amerykańskiej prasy codziennej. Do dziś trudno sobie wyobrazić taką gazetę bez kilku humorystycznych historyjek. Tak debiutowały klasyczne serie w rodzaju stworzonego przez Richarda F. Outcaulta „Żółtego dzieciaka” (Yellow Kid) – który ma już wszystkie cechy prawdziwego paska: jeden bohater, komiczne perypetie, tyle że kwestie dialogowe pojawiają się czasem nie w dymkach, a na przykład na piżamce Dzieciaka – „Katzenjammer Kids” Rudolpha Dirksa czy „Bringing Up Father” George’a McManusa. Serie można by wyliczać długo, było ich mnóstwo i spora część doczekała się ogromnej popularności, niektóre z nich są zresztą kontynuowane do dziś. A potem przyszedł rok 1950 i pojawiły się „Fistaszki” (Peanuts) Charlesa M. Schulza, które w krótkim czasie zyskały nadzwyczajną popularność i renomę.

Paski w Polsce

Okładka drugiego tomu W Polsce komiksowe paski pojawiały się sporadycznie, bo o ile publikowanie rysunkowych żartów w PRL-owskiej prasie całkiem się przyjęło, to już komiksy jakoś niespecjalnie. Owszem, zdarzały się przysłowiowe jaskółki wiosny nieczyniące, jak „Profesor Filutek” Zbigniewa Lengrena na ostatniej stronie „Przekroju” (acz były to zawsze historyjki „nieme”) czy cykl „Kajtek i Koko” Janusza Christy, który ukazywał się od późnych lat pięćdziesiątych na łamach „Wieczoru Wybrzeża” (ech, mieszkańcy Trójmiasta byli jednak uprzywilejowani!). Polska prasa nie przejęła owego komiksowego nawyku ani w czasach PRL-u, ani po 1989, choć zdarzały się próby: paski publikowała przez jakiś czas „Gazeta Wyborcza”, znaleźć je można także na przykład w tygodniku „Angora”, ale to wciąż raczej ewenement niż norma. Wielka to szkoda, bo pozbawione naturalnego środowiska komiksy prasowe nie miały jak się u nas rozwinąć.

Kajtek i Koko

Kajtek i Koko added a new photo.


Okładka komiksu Kajtek i Koko w kosmosie. Przyjaciel JolSzczęśliwie niektóre z tych tytułów trafiają do nas w formie albumowej. Wydawnictwo Nasza Księgarnia, wypuściwszy najpierw bodaj cztery niewielkie tomiki z wybranymi odcinkami, przystąpiło w 2008 roku do monumentalnego edytorskiego dzieła i od już ponad dziesięciu lat wydaje w tempie dwóch tomów rocznie „Fistaszki zebrane”, czyli kompletną edycję wszystkich historyjek Charlesa M. Schulza. Za przekład odpowiada Michał Rusinek, a każdy tom poprzedzony jest wstępem pióra za każdym razem nowej postaci z kulturalnego życia naszego kraju. Swoją drogą to ciekawa lektura, bo każdemu następnemu musi być coraz trudniej napisać coś nowego… Ostatni album amerykańskiej edycji zebranej prologował Barack Obama – ciekawe, kogo zaproszą u nas.

Kultowe „Fistaszki”

TOkładka tomu pierwszego o oczywiście wspaniała okazja, by zagłębić się w świat „Fistaszków” i prześledzić je od lekko koślawych początków, przez złoty okres, kiedy to krystalizują się postaci, a cykl iskrzy humorem i celnymi obserwacjami, po nieco już bardziej stonowany, filozoficzny koniec. Schulz operuje niewielką grupką dziecięcych bohaterów, których z czasem naprawdę dobrze poznajemy i przywiązujemy się do nich: wiecznie zakłopotany Charlie Brown, zołzowata Lucy, jej skrupulatny brat Linus ze swoim nieodłącznym kocykiem, nonszalancka Sally, pianista Schroeder, anarchistka Patty i jej rzeczowa towarzyszka Marcie oraz, oczywiście, Snoopy, Woodstock i reszta ptaszków z drużyny skautowskiej – wszyscy oni towarzyszyli autorowi i czytelnikom przez pięć dekad, przez co stali się nie tylko pełnowymiarowymi osobowościami, ale i postaciami wręcz mitycznymi. Coroczna prowokacja Lucy, która namawia Charliego, by kopnął piłkę, czy kazania Linusa o Wielkiej Dyni są jak… jak noc świętojańska albo mikołajki – wydarzenia, na które się czeka. No a kiedy Charlie Brown wreszcie spotkał dziewczynkę, która odpowiedziała na jego miłość (tom z latami 1989–1990) – to był jeden z najbardziej wzruszających momentów w dziejach literatury nie tylko obrazkowej (ta cała parka z Werony może się schować).

Peanuts!

Peanuts! added a new photo.


Reklama

Oczywiście taka edytorska forma – dzieła zebrane, spore i niezbyt tanie tomy – oznacza, że publikacja kierowana jest raczej do koneserów, a nie do szerokiej publiczności, pewnie więc fistaszkowatość nie rozniesie się szeroko i większości z nas Snoopy dalej będzie kojarzył się głównie z sympatycznym wizerunkiem na koszulkach. Ważne jest jednak to, że Nasza Księgarnia wkracza na nowe pola i oto mniej więcej dwa miesiące temu ukazała się jej nakładem pierwsza z dwóch części także kompletnej edycji „Mafaldy” rysowanej przez Quino.

Mafalda z Argentyny

Okładka komiksu „Mafalda” to komiksowy klasyk ze stron, których pod tym kątem w ogóle w Polsce nie znamy, wywodzi się bowiem z Argentyny. Kraj ów pochwalić się może poważnym dorobkiem na polu opowieści obrazkowych, ale to właśnie cykl pasków Quino (który naprawdę nazywa się Joaquín Salvador Lavado) zyskał sławę międzynarodową. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak wariant „Fistaszków”, mamy tu bowiem także grupkę dzieci o wyraźnie zarysowanych charakterach, zaś na plan pierwszy wybija się tytułowa Mafalda: bardzo konkretna i przebojowa dziewczynka. Tonacja tych historyjek jest jednak zgoła inna: owszem, jest tu sporo humoru opartego na bazie dziecięcej perspektywy patrzenia na sprawy dorosłych, ale mamy też samych dorosłych (u Schulza nigdy ich nie widać ani nie słychać) oraz ich sprawy: politykę, pracę, finanse itd. Mafalda jest znacznie bardziej satyryczna i bezpośrednia, a przy tym bardzo zabawna. Na polski przetłumaczył ją Filip Łobodziński i spodziewać się możemy jeszcze jednego tylko tomu, Quino bowiem zamknął serię po dziesięciu latach, bojąc się wyczerpania. I faktycznie – poziom trzyma do końca.

Nie jest to, dodajmy, pierwsza próba przybliżenia komiksowego klasyka z Argentyny polskim czytelnikom: w latach 80. ukazał się jeden zeszyt z jej przygodami (w cyklu „Literatura na świecie dla dzieci i młodzieży”, wcześniej wydano w nim także trzy tomiki „Fistaszków”), tyle że był to nie tyle przedruk, ile przerysowanie, a do tego tekst adaptowano pod kątem najmłodszych, co znacząco zmieniło wydźwięk dowcipu.

Mafalda po polsku

Mafalda #Quino #Argentyna #Komiks


Sukces Garfielda

Okładka książki Jednym z nielicznych komiksowych pasków, który nie wymaga żadnych prezentacji, jest bez wątpienia „Garfield” Jima Davisa. Cykl zadebiutował w roku 1976 i co ciekawe, pierwotnie komiks nosił tytuł Jon, ale – zgodzimy się wszyscy – to nie „właściciel” kota gra tu pierwsze skrzypce, tylko sam kot, co zmiana tytułu trafnie odzwierciedla. Choć Garfield uległ na przestrzeni lat istotnej zmianie (we wczesnych odcinkach jest zdecydowanie grubszy niż w późniejszych, kiedy to głowa znacząco mu rośnie), to jego nawyki pozostają te same: to po prostu patentowany leń i obżartuch, krótko trzymający swojego „pana” i jeszcze krócej niezbyt lotnego, przyznajmy, psa Odiego. Ogromny sukces serii wziął się zapewne stąd, że większość z nas bez trudu identyfikuje się z taką właśnie postacią.

 

Garfield

social distancing with a cat-nap


Okładka komiksu

Numer jeden – „Calvin i Hobbes”

Humor Garfielda jest efektowny, ale nie zawsze jakoś szczególnie finezyjny – jeśli chodzi o poziom intelektualny, to prawdziwym numerem jeden w świecie komiksowych pasków jest bez wątpienia Calvin i Hobbes, seria Billa Wattersona, szczęśliwie dostępna u nas w całości, w jedenastu tomach. Pomysł zdaje się prosty: mały chłopiec Calvin i jego tygrys Hobbes, który wszystkim wydaje się pluszakiem, ale w oczach Calvina staje się pełnym inwencji towarzyszem zabaw. Do tego mama, tata, nauczycielka pani Kornik, opiekunka Rosalyn, sąsiadka Zuzia, szkolny osiłek Moe i niewiele postaci więcej. Sceneria równie skąpa: dom na typowym amerykańskim przedmieściu, pobliski las z potokiem, szkoła, czasem wakacyjny wyjazd. I to wystarcza, by stworzyć niesamowity świat małego Calvina, który obdarzony jest piekielną inteligencją i nieznającą granic wyobraźnią. Seria tętni od pomysłów i zaryzykowałbym zdanie, że nie ma w niej słabego odcinka (autor także zakończył serię bojąc się wtórności, a ponad to nie udziela zgody na komercyjne wykorzystanie wizerunków swoich postaci; chapeaux bas, panie Watterson!). I jest naprawdę inspirująca – i to dla wszystkich. Dzieci znajdą tu masę pomysłów i zabawy (acz rodzice niekoniecznie będą zachwyceni), natomiast dorosłym polecam choćby wątek relacji Calvina z tatą, czy w ogóle relacji rodziców z dzieckiem: oczyszczająca lektura. Dodajmy, że obie serie – Garfielda i Calvina – spolszczył Piotr W. Cholewa, tłumacz między innymi Terry'ego Pratchetta, który wie, że z tłumaczeniem żartów nie ma żartów!

Karl Dexter Lunas Manalo

See more of Karl Dexter Lunas Manalo on Facebook


Świat korporacji

Okładka komiksu Dilberta skarbnica niedzielnych historyjekZupełnie inną stronę rzeczywistości ukazuje stworzony przez Scotta Adamsa cykl Dilbert, który gościł kiedyś na łamach prasy codziennej, ale też doczekał się książkowych wydań. Wprawdzie pierwsze odcinki dotyczyły domowego życia bohatera i jego psa, ale seria zyskała prawdziwą popularność, kiedy skupiła się na służbowych perypetiach Dilberta. Nasz bohater pracuje w korporacji i codziennie mierzyć się musi z absurdami biurokracji i pomysłami swoich przełożonych. Ci, którzy znają realia korporacyjne z autopsji, mają okazję spojrzeć na ich odbicie w krzywym lustrze satyry, ci zaś, którzy pracują w innych okolicznościach, docenią poznawcze walory serii…

Dilbert

Dilbert added a new photo.


Reklama

Przez polską prasę przewinął się też inny światowej sławy komiks: Hagar Straszliwy (Hägar the Horrible) stworzony przez Dika Browne’a. Choć rzecz dzieje się w głębokim średniowieczu, wśród wikingów najeżdżających co rusz zamorskie kraje, seria układa się w zabawny portret współczesnej typowej rodzinki: Hagar wcale nie jest straszny, przypomina raczej Homera Simpsona (nieco wyglądem, sporo manierami), ma apodyktyczną żonę Helgę, śliczną i dziarską córkę Honi, pilnego synka Hamleta i wiernego kumpla Eddiego. Satyryczne ujęcie międzyludzkich napięć łączy się tu z urokliwymi żarcikami nawiązującymi do epoki, często o przyjemnie anachronicznym posmaku.

Hagar the Horrible

Hagar the Horrible added a new photo.


Historyjki są jak witaminy

Dziś nadal gazety na całym świecie publikują komiksowe paski, a wraz z przechodzeniem mediów do sieci także i komiksy znajdują tu nowy habitat. Warto otoczyć się tomami najrozmaitszych pasków zebranych albo wyszukiwać sobie w internecie kolejne odcinki ulubionej serii, bo komiksowe historyjki są jak witaminy albo zestaw ćwiczeń gimnastycznych: nic tak dobrze nie robi na nastrój, jak stosowna dawka każdego dnia.

A wy, P.T. Czytelnicy, jakie macie swoje ulubione komiksowe paski? I jakie serie chcielibyście poczytać po polsku w eleganckim zbiorczym wydaniu (a nuż jakiś wydawca tu zerknie!)?

#czytamwdomu #kupujeksiazki

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
1800
476
30.03.2020 20:14

Czytałam Fistaszki i Mafaldę wydane właśnie we wspomnianej serii "Literatura na świecie dla dzieci i młodzieży".


314
21
29.03.2020 16:02

"Mummo" http://mummo.sarjakuvablogit.com/tag/sarjakuva/ Lubię też "Finnish Nightmares" chociaż to nie "paski "a pojedyncze rysunki, ale są zabawne.


0
0
27.03.2020 11:05

Zapraszam do dyskusji.


Reklama
zgłoś błąd