Gdzie czytać w stolicy? Miniprzewodnik po miejscach i książkach, czyli Warszawa da się lubić

Grzegorz Przepiórka
28.09.2019

„Mam tak samo jak ty. Moje miasto a w nim…”. A w nim mnóstwo wspaniałych miejsc, w których można oddać się lekturze, tak jakby zostały stworzone właśnie do spotkań z literaturą. Zapraszam na wędrówkę po Warszawie, która czyta. Będzie to niewielki, ale solidny wybór. Przy okazji duża porcja propozycji książkowych, które polecają przypadkowo napotkani czytelnicy – i nie tylko oni. A do tego zaproszenie – podzielcie się proszę w komentarzach impresjami z waszych ulubionych czytelni, oczywiście nie tylko w stolicy, ale jak Polska długa i szeroka.

Bulwar literacki

Skoro już zacząłem szlagierem śpiewanym niegdyś przez Czesława Niemena, to będę konsekwentny. Podśpiewując „Nadwiślański świt”, wysiadam na stacji II linii metra Centrum Nauki Kopernik i ruchomymi schodami wynurzam się tuż przy pomniku Syrenki. Dojazd doskonały, a przy okazji od razu trafiamy na coś literackiego – symboliczna warszawianka swoją fizjonomię zawdzięcza poetce Krystynie Krahelskiej, która pozowała przy pracy nad pomnikiem.

Jesteśmy na bulwarach nad Wisłą, które w ostatnich latach gruntownie odremontowano, dzięki czemu stały się bardzo atrakcyjnym otoczeniem, również do spotkania z książką. I pomimo że stały się wizytówką stolicy, a co za tym idzie przyciągają tłumnie turystów i miejscowych, to zostały tak przemyślnie zaprojektowane, że spacerowicze, rowerzyści, imprezowicze i sportowcy czytelnikom w paradę nie wchodzą. Przyjemnie tutaj poczytać, leżąc na drewnianych siedziskach w jednej z altan, na trawnikach niedaleko Planetarium, na leżaku ustawionym na sztucznej plaży, na mającej imitować polodowcowe kamienie małej architekturze lub przy budynku Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Od czasu do czasu można oswobodzić wzrok od liter, spoglądając na leniwie płynącą królową polskich rzek.

Bez obaw o wolne miejsca – na ciągnącym się przez kilka kilometrów deptaku każdy czytelnik z pewnością znajdzie dla siebie niszę. A jeśli nagle się rozpada, silny wiatr postanowi potargać strony w książce albo rozładuje nam się bateria w czytniku, to możemy wskoczyć do jednej z kawiarenek w pasażu literackim, który zaczyna się na wysokości ulicy Karowej i ciągnie się do mostu Śląsko-Dąbrowskiego. Ewentualnie do bistro Paloma we wspomnianym Muzeum, by coś przekąsić lub w przerwie czytelniczej obejrzeć wystawę.

Od Feynmana po Pottera

Znów mógłbym zaśpiewać „Mam tak samo jak ty”, kiedy w pobliżu Centrum Nauki Kopernik na trawniku widzę Thiago, Portugalczyka, który pracuje w Warszawie i lubuje się w czytaniu na bulwarach, ale ceni sobie też inne zielone czytelnie w stolicy, na przykład Pole Mokotowskie. Przyznaje, że zdecydowanie więcej czyta na zewnątrz niż w pomieszczeniach, a miejsca, jak twierdzi, wybierają się same, tak jakby podświadomie.

Przyłapuję go na lekturze książki „Six Easy Pieces”, cyklu wykładów z fizyki Richarda P. Feynmana. Jeśli chcielibyście, jak Thiago, zrozumieć najbardziej rewolucyjne teorie fizyczne XX wieku, a nie znosicie wzorów, to ta popularnonaukowa książka jest dla was. Została wydana również po polsku („Sześć łatwych kawałków”). Na dokładkę mogę zaś polecić autobiografię amerykańskiego fizyka (laureata Nagrody Nobla), którą Znak wznowił pod koniec ubiegłego roku – tytuł to „Pan raczy żartować, panie Feynman”. Swego czasu chwalił ją sobie m.in. Bill Gates, i to nie tylko za humor.

Nieopodal, w pobliżu jednej z kawiarni, w oczekiwaniu na spotkanie ze znajomymi czas lekturą świeżo wydanej książki „Ta, która musi umrzeć” wypełnia Karolina, która konsekwentnie sięga po serię „Millennium”. Nie ucieszyła jej wiadomość, że – jak głoszą zapowiedzi – to ostatnia z części dzieła zapoczątkowanego przez Stiega Larssona, a kontynuowanego przez Davida Lagercrantza. „Millennium” do tej pory sprzedało się w nakładzie, bagatela, 100 milionów egzemplarzy. Kolejnym molem książkowym, który budzi moją ciekawość, jest Kinga, a to z tego względu, że w odróżnieniu od poprzedników wybrała do czytania miejsce na pozór najmniej sprzyjające lekturze – w pobliżu szaleją deskorolkarze, a po schodach przeciągają sznury ludzi. Okazuje się jednak, że wybrała je celowo. Czyta „Scenariusze na miarę XXI wieku” Lindy Aronson, która to książka ma na lubimyczytać.pl bardzo wysokie noty. Kinga studiuje logopedię z dydaktyką polonistyczną, ale zamierza zdawać do łódzkiej filmówki. Czytanie w tłumie takiego przewodnika i jednoczesne podpatrywanie scenariuszowych sytuacji to dla niej coś w rodzaju tutorialu.

Na koniec wędrówki po bulwarach dostrzegam Lenę, pogrążoną w lekturze „Harry'ego Pottera i księcia Półkrwi”. Czytelniczka, która przebywa w Warszawie na praktyce, a pochodzi z Ukrainy, opowiada o festiwalu literackim, który niebawem odbędzie się we Lwowie, o nauce języka polskiego m.in. dzięki lekturze książki, którą właśnie czyta, o atmosferze bulwarów, która sprzyja czytelniczemu odprężeniu, a także o ulubionych autorach, wśród których jest Juliusz Verne.

Verne u Kafki. Świrszczyńska w toalecie

Pędzę dalej, bo zasiedziałem się na bulwarach w piątkowe popołudnie. Stosunkowo niedaleko jest do Cafe Kafka, czyli kawiarni ulokowanej przy ulicy Oboźnej. Docieram tutaj, przechodząc przez skraj parku Kazimierzowskiego, który też jest świetnym miejscem, by wyciągnąć książkę. Docieram i cóż widzę na wystawie kawiarni: Juliusz Verne, „Michał Strogow – kurier carski”. Niezły zbieg okoliczności. Jednakże książka francuskiego pisarza nie znalazła się tam przypadkowo. Cafe Kafka to tysiące woluminów uratowanych ze skupów makulatury. Wypełniają we wnętrzu lokalu regał od podłogi po sufit. Można je kupić na wagę (10 zł/kg) lub wymienić. Minus – a może plus, jeśli uznać za takowy poszukiwania i nieoczekiwane odkrycia – że jest tu rozmaitość książek bez jakiegokolwiek uporządkowania w kategorie.

Poza tym w środku przyjemnie, muzyka nie dudni z głośników jak w sieciówkach, można rozsiąść się na kanapie lub przycupnąć przy jednym z wielu stolików, ewentualnie ulokować się na zewnątrz pod markizami – i tutaj są właśnie szczególnie sprzyjające warunki dla moli książkowych. Jeśli zaś pogoda sprzyja, wtedy w grę wchodzą leżaki ustawione vis-à-vis Kafki, w miejscu, gdzie warszawska skarpa łagodnie osiada. Tutaj można się zaczytać do późnej pory, a kiedy już zrobi się ciemno, to jeszcze powpatrywać się we wnętrze lokalu, które podobnie jak neon przy wejściu hipnotyzuje żółtym światłem.

Jeszcze jeden smaczek i zarazem zbieg okoliczności. Kiedy wkraczam do toalety, moją uwagę przyciąga plakat niedawno wydanej książki Anny Świrszczyńskiej „Jeszcze kocham. Zapiski intymne”. Nie wiem, czy doszło do tego świadomie, ale lepiej dobranego miejsca na tę reklamę być nie mogło.

Glukhovsky przy Kafce

Tym razem w Cafe Kafka niestety nie spotykam czytelników. Biorę więc na siebie przyjemność, by coś do czytania polecić. Najlepiej byłoby, ze względu na nazwę miejsca, z repertuaru samego Franza, więc polecam wszystko od „Zamku” po „Amerykę”. Ktoś jednak może powiedzieć – czytałem w szkole „Proces”, nie spodobał mi się, więc panu Kafce uprzejmie podziękuję. Spróbujmy zatem innego manewru.

Jest autor, którego książka ukazała się stosunkowo niedawno, a w niej słychać echa nie tylko Kafki, ale i Dostojewskiego. To Dmitry Glukhovsky, przede wszystkim znany z postapokaliptycznej powieści „Metro 2033”, której tylko w Polsce nakład przekroczył 200 tysięcy egzemplarzy. Dwa lata temu zaś ukazał się jego „Tekst”. W odróżnieniu od „Metra”, to jest pierwsza powieść realistyczna tego rosyjskiego autora. Ani wcześniej, ani później nie czytałem thrillera/kryminału, który chwyciłby mnie za gardło tak mocno. Glukhovsky gra nie tylko na emocjach, ale też kreuje dylematy niczym z antycznej tragedii. Kto tu jest naprawdę ofiarą, a kto winnym w świetle moralności – bądź mądry i sam rozstrzygnij, czytelniku. Temat kafkowski, rozwiązania jak z Dostojewskiego, ale wszystko w realiach nowoczesności, której znakiem jest w tej powieści smartfon – kopia zapasowa naszej duszy… „kciukiem, powoli, cicho, odezwał się w odpowiedzi: «Cześć, mamo. Stęskniłem się». Na ekran kapały słone krople, rozmaczały suchą krew”.

Bo Book jest Big

Do tej pory wędrowaliśmy po okolicach sprzyjających lekturze, a teraz udajemy się w dwa miejsca, które dla literatury i z miłości do literatury powstały. Pierwszym przystankiem będzie Big Book Cafe – centrum innowacji literackich. Kawiarnia, księgarnia i miejsce spotkań. Book jest tutaj wszechobecny – od ziemi po niebo wypełnia regały i witryny mnogością nowości, a pojedyncze woluminy są nawet ustawione przy ladzie, przyćmiewając smakowitość oferowanych zamiast manny ciast. Oprócz księgarni w tradycyjnym rozumieniu funkcjonuje też księgarnia społeczna, gdzie książkę można zakupić na zasadach co łaska (5-10 zł).

Jasnemu wnętrzu o białych ścianach fantazji dodają kolorowe krzesła i kanapy. Aż chce się w tak sprzyjających okolicznościach kawiarnianych utonąć w lekturze, wykorzystując przy tym zasoby ogólnodostępnej czytelni z nowościami albo centrum książki słuchanej, jeśli tym razem nie zdecydowaliśmy się na zakup. Gdy nie leje i nie wieje, można poczytać na zewnątrz, moszcząc się na krzesełku acapulco, które według mnie siedzenie czyni jedną z najprzyjemniejszych rzeczy na świecie. Lekturze sprzyja też kameralna uliczka Dąbrowskiego (Stary Mokotów) – warto pofatygować się tutaj te kilkaset metrów od stacji metra Racławicka.

Book jest Big, dlatego to nie wszystko, co w Cafe przewidziano dla miłośników literatury. Jak przystało na centrum innowacji, w kawiarni organizuje się wydarzenia nowatorskie, które pozwalają przeżywać literaturę w niespotykany sposób… jak choćby stand-up, w ramach którego pisarze stają się performerami. Big Book jest też przewodnikiem po literackim świecie – wybiera najlepsze książkowe premiery, którym uwaga zostaje poświęcona podczas cyklicznych spotkań. Wszystkie propozycje można znaleźć w zakładce „repertuar” na stronie internetowej, a jest ich moc.

Święto Książki i pokój

Book szczególnie okazuje, że jest Big, w czerwcu, kiedy to odbywa się Big Book Festival. Pamiętam pierwszą edycję w 2013 roku, kiedy to część wydarzeń odbywała się na Dworcu Centralnym. Podobnych eksperymentów, nie tylko z miejscami, ale również formami spotkań z literaturą, jest mnogość: gwiazdorskie maratony czytania, sparingi literackie, prestiżowe okrągłe stoły pisarzy, tłumne rekordy czytania, spektakle multimedialne i wizyty domowe. Wszystko to ma służyć odkrywaniu literatury i intensyfikowaniu doznań związanych z czytaniem. Wśród zaproszonych pisarzy pierwszy garnitur, choć i zaskakujący goście, bo nie o blichtr tutaj chodzi. Po stokroć warto.

Wracając jednak do lokalu przy ulicy Dąbrowskiego i stojąc przed regałem z nowościami, zastanawiam się, jaką książkę wybrać. Może „Ranę” Wojciecha Chmielarza, którą wtedy, gdy jestem tu w odwiedzinach, Big Book rekomenduje jako książkę tygodnia? W to popołudnie postanawiam jednak dokończyć „Pokój z widokiem. Lato 1939” Marcina Wilka. Bezpretensjonalnością przedstawiania, różnorodnością spojrzeń i szczegółem wciąga mnie autor w kolaż wspomnień świadków, do których dociera, portretowanych miejsc, przytaczanych wycinków prasowych czy stron z pamiętników. Nie można też odmówić Wilkowi umiejętności odtworzenia napięcia, które towarzyszyło odliczaniu w ostatnich dniach sierpnia, kiedy to w Krakowie zawierano masowo śluby, w Warszawie kopano rowy przeciwlotnicze, a w pociągach panował tłok. Zdecydowanie w udany sposób odtworzony widok.

Nie tylko tego autora okrągła rocznica skłoniła, by przyjrzeć się, jak przedstawiała się rzeczywistość tuż przed wybuchem wojny. Ukazała się też książka Anny Lisieckiej „Wakacje 1939”. I jeszcze jedna ważna pozycja, która swoją premierę miała w kolejnym miejscu na mapie Warszawy, do którego się udajemy.

Mekka reportażystów

Miejscem tym jest Faktyczny Dom Kultury, a książką „1939. Wojna? Jaka wojna?”, która 2 września w FDK miała premierę. Jeśli ktoś zastanawia się, co myśleli Polacy, w tym władze, na kilka miesięcy przed wybuchem wojny i jak ówczesny sposób myślenia wpłynął na bieg zdarzeń historycznych, to z pewnością powinien sięgnąć po książkę Cezarego Łazarewicza, opartą m.in. na niepublikowanych dotąd pamiętnikach.

Spotkanie wokół tej książki to jednak nie pierwsze i nie ostatnie ważne wydarzenie literackie, które w tej okolicy się odbywa. Piszę okolicy, bo po drugiej stronie ulicy Gałczyńskiego znajduje się kluboksięgarnia Wrzenie Świata – mekka reportażystów i miłośników reportażu. Tutaj, podobnie jak w FDK, też odbywają się spotkania autorskie. We wrześniu gościła m.in. Małgorzata Rejmer, święcąca sukcesy w postaci Paszportu „Polityki” i nominacji do Nike po wydaniu książki „Błoto słodsze niż miód”.

Śmietankę reportażystów można spotkać nie tylko podczas regularnych spotkań autorskich, ale również na co dzień. Największe są szanse, by ujrzeć Mariusza Szczygła, który jest współzałożycielem Wrzenia i FDK, ale wpadają też Wojciech Tochman, Filip Springer i wielu innych, mniej i bardziej znanych.

Polowanie na rozmowę z ulubionym pisarzem czy autograf to jedno. Drugim zaś asem – ba! – jokerem, jest doskonale zaopatrzona księgarnia. Gdyby ktoś miał problem z wyborem, to pomocna może być tworzona co miesiąc „topka”. We wrześniu polecane były następujące tytuły: 1. Filip Springer „Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz”, 2. Mariusz Szczygieł „Nie ma”. 3. Honorata Zapaśnik „Wojna jest zawsze przegrana”, 4. Joanna Gierak–Onoszko „27 śmierci Toby'ego Obeda”, 5. Gaston Dorren „Babel. W dwadzieścia języków dookoła świata”, 6. Agnieszka Pajączkowska „Wędrowny zakład fotograficzny”, 7. Mariusz Szczygieł „Zrób sobie raj”, 8. Rebecca Solnit „Nadzieja w mroku”, 9. Nikki Meredith „Ludzkie potwory”, 10. Martin Vopenka „Piąty wymiar”. Wrzenie poleca wszystkie, ja zaś radzę zwrócić szczególną uwagę na dwójeczkę – ta książka została uznana, przy okazji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego, w plebiscycie czytelników za reportaż dekady i jest też nominowana do Nike.

We Wrzeniu, jak to we Wrzeniu – zwykle wrze. Są jednak dni czy pory dnia, kiedy świat przy Gałczyńskiego nieco się wycisza. Co więcej, względny spokój zapewnia miejscu lokalizacja, na tyłach ulicy Nowy Świat. Sprzyja to lekturze. W zimie niektórzy preferują parapety w środku, w lecie nie brakuje chętnych, by przysiąść na zewnątrz. Zastaję tutaj wieczorową porą w niedzielę Tomka, doktoranta biochemii, który chwali podawaną we Wrzeniu kawę i z pasją opowiada o czytanych właśnie „Pamiętnikach” Casanovy, do lektury których zainspirował go film Federica Felliniego. Słynny Giacomo, jak się okazuje, oprócz uwodzenia, z czego zasłynął najbardziej, był też szpiegiem, dlatego wybór tekstów z jego 17-tomowych pamiętników przypomina powieść łotrzykowską, ale przybliża też realia epoki, przez co Tomek dostrzega pokrewieństwo z reportażem. Na odchodne wspomina o Justynie Kopińskiej, na co ja uprzedzam go uprzejmie, że już niebawem ukaże się jej nowa książka „Obłęd”.

Filmowo i książkowo w Iluzjonie

Zmieniamy klimat, bo kolejne miejsce wiąże się przede wszystkim z filmem, choć jak się okaże może dostarczyć aż nadto książkowych inspiracji. Mowa o kinie Iluzjon, które znajduje się parę kroków od stacji metra Pole Mokotowskie. Wystarczy uskoczyć niewiele od alei Niepodległości, by znaleźć się przy skwerze Antoniego Słonimskiego i odczuć spokój Mokotowa. To tutaj po wojnie wzniesiony został budynek o interesującej architekturze, obecnie zabytek, by pomieścić ówczesne kino Stolica, a dzisiaj Iluzjon, który urządza istne uczty dla koneserów X muzy. Klasyce towarzyszą pokazy najnowszych produkcji oraz spotkania z twórcami.

Tutaj też krzyżują się drogi literatury i filmu, jak miało to miejsce pod koniec sierpnia, kiedy odbywały się prezentacje obrazów, do których scenariusze napisał Józef Hen, będący bohaterem filmowego programu XVI Festiwalu Kultury Żydowskiej Warszawa Singera. Pisarz, dramaturg, publicysta i reżyser gościł przy okazji w Iluzjonie, m.in. zwiastując wznowienie przez wydawnictwo Sonia Draga wspomnień „Nowolipie. Najpiękniejsze lata” – w sprzedaży od 11 września. Z filmowo-literackich korespondencji napotykam ponadto wydaną również w tym roku książkę „Jak u Barei, czyli kto to powiedział”. Z interesującej perspektywy, bo poprzez aktorów oraz wypowiadane przez nich kwestie, Rafał Dajbor postanowił przypomnieć twórcę najbardziej znanych polskich komedii.

Na tym jednak nie koniec książkowych propozycji. Miałem to szczęście, że na przykinowym patio, które nota bene jest świetnym miejscem do czytania, spotkałem Krzysztofa Vargę – i tej okazji zmarnować nie mogłem. Wpierw dowiedziałem się, że autor błyskotliwych, nierzadko ironicznych felietonów publikowanych w „Dużym Formacie” (a zgromadzonych m.in. w zbiorze „Polska mistrzem Polski”) w kawiarniach i innych miejscach publicznych nie czyta. Czyni to zaś w domu, w łóżku bądź na kanapie, i nie włącza wtedy nawet muzyki, gdyż potrzebuje się skoncentrować. Zapytany zaś o bieżące lektury zdradza, że pochłania go obecnie zbiór opowiadań węgierskiego mistrza nowelistyki, Dezső Kosztolányiego, „Dom kłamczuchów”, którego premiera miała miejsce 23 września. Varga śledzi też polskie nowości – poleca mi „Turbopatriotyzm”, w którym autor, Marcin Napiórkowski, rozkłada polski patriotyzm na czynniki pierwsze.

Szef kuchni poleca

Z tym bagażem książek do przeczytania pisarz mnie pozostawia, ale skoro już o wilku, a właściwie o Vardze, mowa, to grzechem byłoby nie wspomnieć o wydanej w tym roku „Księdze dla starych urwisów. Wszystko czego jeszcze nie wiecie o Edmundzie Niziurskim”. To pierwsza biografia mistrza polskiej literatury dla młodzieży, napisana z pasją przez Krzysztofa Vargę, dla którego autor „Sposobu na Alcybiadesa” był pisarzem formacyjnym. Zresztą nie tylko dla niego, również dla Jerzego Pilcha, Grzegorza Kasdepke, Mariusza Czubaja czy Zygmunta Miłoszewskiego. Jak przystało na Vargę, jest to biografia nieszablonowa.

Jeśli zgłodnieliście od nadmiaru propozycji czytelniczych lub od samej lektury, to w Iluzjonie śmierć głodowa wam nie grozi. Szef kuchni poleca specjały wegańskie i wegetariańskie, w tym specjalność – tofucznicę z boczniakami popijaną cydrem z Zamojszczyzny. Potem można wrócić do lektury, której miejsce sprzyja. Jeśli nawet w samym Iluzjon Cafe&Bar byłoby zbyt tłoczno, to można rozsiąść się w fotelach tuż przy wejściu do rotundy, jak dla mnie najlepsza miejscówka, a przy dobrej pogodzie na wspomnianym patio.

Na koniec, dzięki Agacie, która czyta „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry”, odkrywam kolejnego autora i nowe miejsce do lektury przy Iluzjonie. Czytelniczka książki brytyjskiej pisarki Reni Eddo-Lodge – gościa tegorocznej edycji festiwalu literackiego w Sopocie – skryła się po drugiej stronie rotundy. Sama książka wydaje się warta uwagi nie tylko ze względu na temat rasizmu, ale i w kontekście polskiej ksenofobii.

Jeśli komuś za dużo samego Iluzjonu, to może przenieść się na skwer Antoniego Słonimskiego – poety, współzałożyciela kawiarni pod Picadorem oraz grupy Skamander, ale też znakomitego satyryka i autora felietonów, które w ostatnim czasie sukcesywnie wznawia wydawnictwo LTW. Dobre miejsce do lektury, ale również by popatrzeć wieczorem na zjawiskowy neon kina.

Na imieninach w Ogrodzie

Na koniec udaję się w miejsce, które nie można określić inaczej niż urocze. Zmierzam do Ogrodu Krasińskich, który powstał w drugiej połowie XVII wieku, a w 1766 roku został udostępniony publiczności, szybko stając się ulubionym miejscem warszawiaków – i jest nim do dziś. Lubują się w nim również mole książkowe, mające do wyboru aż 200 ławek. Można wybrać jedną z tych przy Pałacu Rzeczpospolitej, gdzie przechowywane są najcenniejsze zbiory Biblioteki Narodowej, które przetrwały wojnę. Albo którąś przy stawie, ewentualnie w pobliżu kaskady, jeśli tłem do lektury ma być szum wody. Wszystko to w otoczeniu dużej ilości zieleni, w ciszy, w miejscu zadbanym, które przeszło parę lat temu gruntowną rewaloryzację.

Nie dziwne, że w takich okolicznościach Biblioteka Narodowa postanowiła organizować Imieniny Jana Kochanowskiego. W czerwcu odbywa się piknik literacki, a w jego ramach szereg spotkań z pisarzami. W tym roku miała miejsce 8. edycja, na którą autor „Odprawy posłów greckich” symbolicznie zaprosił Gustawa Herlinga-Grudzińskiego jako głównego bohatera.

W Ogrodzie Krasińskich napotykam Jerzego, który miał już przyjemność gościć na Imieninach. Czyta „Pułapki przyjemności” – osobliwą książkę napisaną w formie rozmowy przez psychoterapeutów Roberta Rutkowskiego i Irenę A. Stanisławską. 71-letni Jerzy ma przeczucie, że jego syn wpadł w tytułową pułapkę. Poprzez lekturę stara się zrozumieć, co i w jaki sposób nim powoduje. Dociekam, czy już znalazł odpowiedzi na nurtujące go pytania, ale jest dopiero w jednej trzeciej, a jak twierdzi, nie zdradza się wyniku przed połową meczu.

Na odwrocie książki zauważam pytanie: „Gdzie jest granica, za którą kończy się przyjemność i zaczyna uzależnienie, a pasja staje się obsesją?”. Zastanawiam się, jak to jest w przypadku książek i czy nie jestem przypadkiem uzależniony. A wy?

Zapraszam do dzielenia się komentarzami na temat miejsc, które sprzyjają lekturze w przestrzeni publicznej i/lub w których odbywają się literackie wydarzenia.

* Grzegorz Przepiórka – ukończył filologię polską (edytorstwo), kulturoznawstwo (Instytut Badań Literackich) oraz Polską Szkołę Reportażu. Pasjami czyta, podróżuje i przeprowadza wywiady. Autor artykułów – na temat książek, filmów, miejsc – oraz nielicznych wierszy. Zastępca redaktora naczelnego w periodyku architektoniczno-budowlanym.

Reklama

komentarze [12]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

206
0
27.09.2019 09:32

Zapraszam do dyskusji.


555
0
28.09.2019 12:15

A gdzie słynna strefa relaksu?


125
54
28.09.2019 18:18

Długi artykuł i w trakcie jego czytanie kiełkkowały i nie dawały mi spokoju dwa pytania:

1. Jaki jest sens chodzić np. na bulwer nad wisła po to aby czytać książkę. Oczywiście, że można, książki czytać można wszędzie, ale chodzić tam aby czytać? Nie czuję celu.

2. A propos celu, każdy kolejny akapit zbliżający mnie do końca coraz bardziej przekonywał mnie, że nie wiem o...

więcej

206
0
28.09.2019 21:10

Dziękuję za odniesienie się. Każda opinia jest cenna.

1. A jednak ludzie chodzą, coś ich przyciąga, czy też wyciąga z domu. Może nie wszystko musi mieć cel, a liczy się na przykład aura.

2. Tekst jest dość długi, więc pomocniczo zamieszczam indeks :)

- wybór miejsc sprzyjających lekturze, w tym przestrzeni, w których odbywają się wydarzenia okołoliterackie
- propozycje...

więcej

672
21
04.10.2019 00:32

W porze ku temu sprzyjającej bardzo lubię czytać w plenerze. Najlepiej mi się czyta w Ogrodzie Botanicznym UW, w Alejach Ujazdowskich :)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1947
1219
29.09.2019 06:57

Aż pożałowałam, że mieszkam daleko. Fajnie byłoby pobyć wśród innych książkofanów.


489
320
29.09.2019 18:53

Lubię czytać w mieszkaniu, ale lubię także powłóczyć się z książką po knajpach. Polecam "Kufle i kapsle" na Solcu....kilkanaście dni lata tam spędziłem.


206
0
29.09.2019 20:21

Kojarzę "Kufle i kapsle" na Nowogrodzkiej. Przenieśli się na Solec?


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

1078
124
29.09.2019 19:49

Będą artykuły o innych miastach? To dobry pomysł na cały cykl ;)


206
0
29.09.2019 20:23

Tak sobie to wyobrażałem - że nie skończy się na Warszawie - proponując ten temat. Wszystko zależy od decyzji redakcji lubimyczytać.pl


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2347
47
30.09.2019 07:10

Szkoda, że kończy się już sezon czytania w plenerze... Trzeba się będzie zaszywać w domowym zaciszu lub w jakiejś cichej kawiarence, czytelni (Big Book Cafe np.). Mi fajnie się czyta w komunikacji miejskiej, a najlepiej wtedy gdy trasa jest długa np. ze stacji metra Kabaty do Młocin. Lubię podpatrywać, co czytają inni - zawsze miałam ochotę wcielić się w dziennikarkę i...

więcej

0
0
14.10.2019 15:47

Każde miejsce do czytania jest dobre. Czytanie poszerza nasze horyzonty wie doskonale już o tym moja córka, która uwielbia czytać. Teraz zapisałem ją nawet na kurs szybkiego czytania do akademii edu w Warszawie, aby wyciągała i zapamiętywała z książek jeszcze więcej.


zgłoś błąd