„Usagi Yojimbo” jest opowieścią o krainie moich przodków – wywiad ze Stanem Sakai

Marcin Waincetel
11.05.2019

Stan Sakai to żyjąca legenda światowego komiksu. Często nagradzany autor, wielokrotny zdobywca nagrody Eisnera – Oscara w branży spod znaku opowieści graficznych. Amerykanin japońskiego pochodzenia jest autorem bestsellerowej serii „Usagi Yojimbo”, na łamach której w niecodzienny sposób łączy historię i mitologię z kraju swoich przodków, oddając jednak równocześnie hołd klasykom literatury, żeby wspomnieć w tym miejscu George’a Orwella, a także nawiązując do filmowego dziedzictwa Akiry Kurosawy.

Ze specjalnego wywiadu, którego Stan Sakai udzielił nam podczas tegorocznego Pyrkonu, możemy się dowiedzieć, czy samurajski kodeks honorowy sprawdziłby się we współczesnym świecie, jak wyglądałaby inwazja kosmitów w XVII-wiecznym Kraju Kwitnącej Wiśni i co właściwie symbolizuje biały królik w japońskim folklorze.

Marcin Waincetel: Czy mógłbyś powiedzieć, co jest dla ciebie istotą sztuki?

Stan Sakai: Powiedziałbym, że esencją sztuki jest indywidualna ekspresja. Wyrażanie własnych emocji, osobistych przeżyć i doświadczeń, które są filtrowane przez naszą wrażliwość. Sztuka jest więc pewną formą, dzięki której wyrażamy treść.

Trzymając się takiej definicji, można w takim razie powiedzieć, że „Usagi Yojimbo” jest…

…szczególną opowieścią o kraju moich przodków. Komiksowa saga o Usagim jest przesiąknięta historią, folklorem i japońską mitologią. Bohaterami mojej sagi są antropomorficzne zwierzęta, ich świat bazuje na historycznych podaniach. Jednak nie jestem kronikarzem, a pisarzem – swoje opowieści zabarwiam grozą i niesamowitością, kryminałem i przygodą. Usagi jest wojownikiem walczącym z watażkami i bandytami, a równocześnie pielgrzymem, podróżnikiem szukającym swojego miejsca w świecie. Dzięki niemu właśnie dowiadujemy się, jakimi prawami rządził się świat XVII-wiecznej Japonii. Fascynujący i przerażający zarazem.

Właśnie – skrajności. Potrafisz je łączyć, bo przecież także jako autor jesteś w pewnym sensie rozdarty pomiędzy Wschodem a Zachodem.

W pewnym sensie tak. Bo choć wychowywałem się na Hawajach, gdzie studiowałem między innymi sztuki piękne na tamtejszym uniwersytecie, to dorastałem, również będąc w pełni świadom japońskiej kultury. Jestem Amerykaninem japońskiego pochodzenia, który stara się pielęgnować historyczną pamięć. Oddawać hołd tradycji.

Można zatem powiedzieć, że za sprawą komiksów o Usagim utrzymujesz więź z Krajem Kwitnącej Wiśni.

Z całą pewnością. Tworząc Usagiego, inspirowałem się biografią Miyamoto Musashiego, ronina, bezpańskiego samuraja, który nigdy nie został pokonany przez żadnego innego wojownika. Nieprzypadkowe jest również to, że główny bohater jest wyobrażony pod postacią królika. Jeśli wczytamy się w japońskie podania i odkryjemy świat ludowych przypowieści, to jasne stanie się, że właśnie to zwierzę symbolizuje dobro. Siłę, która jest przeciwstawiona siłom zła. W kodeksie etycznym Usagiego wartością nadrzędną jest honor, ale również obrona bliskich, kierowanie się prawdą.

Zastanawiam się, jak w tym świecie odnalazłby się Stan Sakai?

A to dobre pytanie. Powiedzmy sobie w ten sposób. Usagi kieruje się kodeksem bushido, czyli zbiorem niepisanych zasad etycznych wyznawanych przez japońskich samurajów. Chroni słabszych, potrzebujących. Co więcej, zdarza mu się – wspólnie z inspektorem Ishidą – prowadzić również kryminalne dochodzenia w sprawie politycznych spiskowców, trucicieli, złodziei i morderców. Tak naprawdę to nie wiem, jak odnalazłbym się w tej rzeczywistości! Mam w sobie wielką ciekawość świata, sądzę, że to przydatna cecha, ale towarzysząc w podróży Usagiego, należałoby się mieć na baczności i być przezornym.

Twoja komiksowa seria jest niesamowicie popularna, a odyseja króliczego ronina zdaje się nie mieć końca. Skąd bierze się jej długowieczność?

Mimo że opowieść jest osadzona w pewnych realiach historycznych, to jednak jej wydźwięk jest uniwersalny. Jak w baśni. Usagi chce pomścić swojego mistrza, ale też – na pewnym etapie swojego życia – zapuścić korzenie. Na łamach sagi poznajemy Mariko, wielką miłość króliczego samuraja, Katsuichiego, senseia, filozofa, mistrza sztuk walki. Swoją rolę odgrywają przyjaciele i wrogowie – czasem jedni mogą przemienić się w drugich. Wspólnie z Usagim przemierzamy różne zakątki Japonii, która jest niby odmienna od naszego świata, a jednak zapisano w niej tradycyjne wartości. Ich ucieleśnieniem jest właśnie Usagi.

A jaki jest w takim razie twój etos pracy? Czy podczas tworzenia masz jakieś specjalne rytuały, zasady, których się trzymasz?

Do swojej pracy podchodzę w sposób metodyczny. Wizja tego olbrzymiego świata opiera się na detalicznym odwzorowaniu jego poszczególnych elementów. Zależy mi na dbałości o szczegóły. Zazwyczaj, na samym początku, zanim przystąpię do konkretów, rozrysowuję swoje pomysły w szkicowniku. Nakreślam postacie, scenerię, układam w głowie poszczególne sekwencje związane z akcją. A potem, gdy wizja jest już sprecyzowana, szkicuję ołówkiem na planszy – początkowo na małym, następnie większym formacie. Od szczegółu do ogółu.

W swoich pracach nawiązujesz do filmowego stylu Akiry Kurosawy, ale zdaje się, że bliski jest ci również europejski twórca Herbert George Wells

Ha, istotnie! Uwielbiam historie spod znaku fantastyki naukowej, szczególnie cenię, między innymi, „Wojnę światów”. W albumie „Senso” postanowiłem przeprowadzić fabularny eksperyment, wprowadzić coś nieoczywistego do serii, mianowicie – zastanowić się, co by było, gdyby przybysze z kosmicznej cywilizacji nawiedzili Ziemię w XVII wieku. To było dla mnie ekscytujące doświadczenie plastyczne i scenariuszowe. Można powiedzieć – wprost kosmiczne! Co do Kurosawy – wychowywałem się na jego filmach. Niesłychanie eleganckich formalnie, ujmujących nastrojem. Zresztą niektóre z dzieł tego reżysera nawiązują do dzieł Szekspira, żeby wspomnieć tutaj „Makbeta” i „Tron we krwi”. Kwestie honoru, zaufania, walki z siłami przeznaczenia to kwestie, które interesują mnie w równym stopniu.

Nie bez przyczyny nawiązałem do łączenia różnych dziedzin sztuki. Artysta komiksowy musi przecież łączyć w sobie różne funkcje.

A ja nie bez powodu tak cenię kinematografię! Tworząc komiksy, jestem zarówno reżyserem, jak i scenarzystą, dbam o odpowiedni montaż, opracowanie warstwy scenograficznej, pracę ze światłocieniem, dobór aktorów… Często powtarzam, że historia o Usagim jest w zamyśle niczym kino przygodowe. Zależy mi na emocjach, które, co powiedziałem na początku naszej rozmowy, stanowią esencję sztuki jako takiej. A właściwie – poszukiwanie odpowiedniej formy do ich wyrażania.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
1068
89
14.05.2019 14:39

Kocham tę serię i kolekcjonuję, od kiedy zaczęła się u nas ukazywać.


420
74
14.05.2019 10:07

Zastanawiałam się już jakiś czas, ale chyba czas i pora przestać się zastanawiać. Stan Sakai to ciekawa postać.


1155
49
12.05.2019 20:49

Od lat mam zamiar zabrać się za tę serię i jakoś do tej pory nie doszło to do skutku. Ale Kurosawę przerobiłem dość gruntownie :)


715
202
12.05.2019 15:17

Bardzo pozytywny i serdeczny człowiek w kontakcie bezpośrednim : )


3554
203
11.05.2019 11:11

Uwielbiam tę serię. Zbierałem ją przez długi czas, czatując na trudno dostępne części jak "Pory roku" Czy "Wędrówki z Jotaro". Czekałem niemal dwa lata by zacząć czytać serię, dopiero kiedy wszystkie części znajdą się w mojej kolekcji... i móc przeczytać wszystko po kolei, bez przerw. Cudowna saga, cudownie narysowana. Dla mnie Stan Sakai san jest komiksowym Akirą Kurosawa....

więcej

350
3
10.05.2019 09:50

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd