Gabinet kolekcjonera, czyli wyznania bibliofila

Róża_Bzowa
31.03.2019

Dawno, dawno temu, za siedmioma wzgórzami i siedemnastoma zakrętami mieszkała sobie pewna kilkunastoletnia dziewczynka. Pasjami uwielbiała czytanie książek, a po głowie krążył jej pomysł zgromadzenia w domowej biblioteczce książek z całego świata, prawie jak w Borgesowskiej Bibliotece Babel. Kolekcjonerstwo miała we krwi.

Rodzinie, krewnym, przyjaciołom i znajomym –
z miłością, za wspieranie moich książkowych obsesji

Znaczki, pocztówki i erotyka obok „Zrób to sam”

Ta dziewczynka w dzieciństwie z fascynacją obserwowała tatę zbierającego znaczki z całego świata oraz kolekcję rozmaitych guzików mamy, bo a nuż jakiś się przyda. Dzięki znaczkom poznała więcej nazw krajów niż na lekcjach geografii w szkole, a guziki nauczyły ją szacunku do drobiazgów i wzbudziły w niej umiłowanie piękna w różnych jego przejawach. W obu dziedzinach, i nie tylko w nich, ogromną rolę odegrała także domowa biblioteka – znacznie obszerniejsza niż w jakimkolwiek innym domu znanym młodej kolekcjonerce in spe oraz bardzo różnorodna. Czego tam nie było! Słowniki, leksykony i encyklopedie, atlasy roślin, zwierząt, grzybów i geograficzne, biografie sławnych ludzi, klasyka literatury pięknej polskiej i światowej, motoryzacja i sport, dziewiarstwo i kulinaria, filozofia i religia, kultura i sztuka, etnologia i majsterkowanie oraz, oczywiście, erotyka. Były tam także publikacje dla kolekcjonerów, np. o starych zegarach, które świetnie się oglądało.

Nasza młoda jeszcze bohaterka idzie zatem w ślady swoich rodziców i najpierw gromadzi to, co wtedy zbierały wszystkie inne dzieci – pocztówki. Potem puszki po napojach, zwłaszcza zagranicznych, następnie plakaty ulubionych zespołów z ukazujących się wtedy pierwszych czasopism o muzyce popularnej oraz kasety z muzyką zespołu Depeche Mode. Jeszcze później wycinki z prasy na temat jej ulubionych filmów, oglądanych w telewizji publicznej (jako że innej wtedy nie było) o nieprzyzwoitych dla dziatwy szkolnej porach, czyli po północy. Zbiera także doświadczenia życiowe, międzyludzkie i czytelnicze oraz dochodzi do zadziwiającego wniosku, że najbardziej uniwersalne i ponadczasowe okazują się te ostatnie. Mija lat mało wiele i kilkunastoletnia już dziewczyna podejmuje decyzję o zbieraniu książek z całego świata. Jeszcze nie wie, że wiele lat później napisze o tym tekst i opublikuje go w najpopularniejszym internetowym serwisie o książkach w kraju.

Złapać chociaż jedną sztukę, czyli o sztuce wyboru

– Chcę zbierać książki z całego świata. Ale jakie? – rozmyślałam jako początkująca Kolekcjonerka i drogą eliminacji („Biblia”? Za gruba i za droga. „Alicja w Krainie Czarów”? Ale jeden tom czy razem z „Po drugiej stronie lustra”? „Kubuś Puchatek”? Też dwa tomy, odpada) doszłam do wniosku, że idealną książką będzie „Mały Książę”. Tekst jest uniwersalny, nie zahacza o kwestie światopoglądowe i w dodatku, w zależności od aktualnego wieku czytelnika, można w nim znaleźć inne ulubione fragmenty. Dzieci cieszy dialog Księcia i Lisa o oswajaniu jako sposobie na nawiązanie przyjaźni, młodzież docenia romantyczne rozmowy Małego Księcia i Róży oraz melancholijne refleksje o poczuciu samotności wśród ludzi, zaś dorośli, którzy nie utracili do końca dziecięcej wrażliwości, po latach przemyśleń rozumieją znaczenie stwierdzenia o ważkości tego, co niewidoczne dla oczu. Zatem do dzieła, dziewczyno!

Czasy były zgrzebne i mało globalne (informacja dla czytelników z pokolenia Z, czyli postmilenialsów: w XX wieku przeciętny człowiek nie tylko nie miał dostępu do Internetu, ale często nawet nie posiadał komputera; dostępny dla wszystkich aparat telefoniczny miał postać budki telefonicznej z aparatem na kartę magnetyczną; zwykłe studenckie konto bankowe miało oprocentowanie 4,5; ale za to po mało popularne książki trzeba było jechać do księgarni w Warszawie, ewentualnie w Krakowie), zatem początkowo skupiłam się na różnych polskich wydaniach książki. W ten sposób odkryłam, że choć kanoniczne stało się tłumaczenie Jana Szwykowskiego, w języku polskim tekst utworu dostępny był w kilku przekładach (obecnie jest ich już ponad dwadzieścia). Czy wybierałam świadomie? Nie, łapałam wszystko, co mi wpadło w ręce. Potem stopniowo zaczęłam gromadzić wydania zagraniczne, czemu sprzyjały...

...podróże krewnych i znajomych Królika

Sama też wtedy stałam się bardzo mobilna. Jakoś tak w czasie studiów i później zaczęło mnie nosić po świecie. Zjeździłam Europę wzdłuż, wszerz i na ukos, zapuszczając się także na Bliski Wschód. Odkryłam wtedy, dlaczego jest to najlepszy sposób na powiększanie mojej kolekcji – sprzyjał bowiem nie tylko poznaniu autochtonów, ich księgarni oraz relacji z książkami (np. jedno z wydań włoskich kupiłam na straganie w samym centrum Rzymu, zaś greckie – na kramiku nad morzem), ale także okazał się wspaniałym źródłem anegdot i emocjonujących opowieści. Moja ulubiona rozgrywała się w Jerozolimie. W czasie, gdy reszta grupy oddała się zakupom obuwia z wielbłądziej skóry lub posilała falafelami, ja udałam się z dzielnicy arabskiej do żydowskiej, pokonując po drodze mur (fizyczny i mentalny). Jeśli interesuje cię dalszy ciąg tej historii, zapraszam na tę stronę.

Korzystając z wielu znajomości oraz licznej rodziny w linii prostej, krzywej, ukośnej i przyszywanej, rozpuściłam wici o kolekcji oraz podkręciłam poziom motywacji do poszukiwań wydań „Małego Księcia” podróżujących często osobników przez malownicze opowieści oraz zapewnienia o dozgonnej wdzięczności, wdzięcznej pamięci i inne bliżej niesprecyzowane obietnice. Co ciekawe, wszyscy bardzo entuzjastycznie podeszli do tematu, do tego stopnia, że nie tylko często przywozili prezenty książkowe i snuli opowieści, lecz także czuli się czasem zobowiązani do wytłumaczenia się z braku książki. Łukasz, jeden z moich kuzynów, pokornie wyjaśniał, iż tylko dlatego nie kupił mi szwedzkiego „Księcia”, że ten był horrendalnie drogi (jedyny egzemplarz w całym mieście, twarda okładka), a kuzyn miał do wyboru kupić i zostać tam albo nie kupić i mieć na benzynę. Wybrał drugą opcję, a ja wcale nie miałam mu tego za złe (nigdy nie zapomnę twoich dobrych chęci, Łukasz).

NieprawdoPodobna Osoba i inni magicy

Zorganizowana, efektywna, zaplanowana i zorientowana – to chyba najkrótsza charakterystyka nieprawdoPodobnej Osoby, skądinąd mojej siostry, nie w pełni jednak oddająca jej niespożyte siły i możliwości. Używając uroku osobistego, perswazji, przekupstwa, pochlebstwa i innych metod zacieśniania więzi międzyludzkich, zmobilizowała ona rzesze ludzi (od bocznych gałęzi rodziny, przez koleżanki, znajome i znajome znajomych) do poszukiwania wydań książki na rubieżach Europy, a nawet Azji. Dzięki niej moje zbiory wzbogaciły się m.in. o: Macedończyka, Estończyka, Ormianina z Armenii i Duńczyka oraz Chińczyka w stylistyce mangi (jesteś nieoceniona nPO).

Moja druga siostra, FastOlka, też nie należy do osób mało przebojowych ani aspołecznych. Jej wysłannicy rozpierzchli się dosłownie po całym świecie i dostarczyli mi, za jej pośrednictwem, m.in. portugalskiego Brazylijczyka, Meksykanina i Tajwańczyka oraz trzech książąt perskich. Mój szwagier Piku z kolei uraczył mnie piękną historią o niderlandzkim Holendrze. Aby spotkać tego księcia, Piku przemierzał ulice, uliczki oraz mroczne zaułki stolicy Holandii. Wpadła mu w oko pewna mała księgarenka, właściwie antykwariat, wielkości niewielkiego pokoju. Wszedł i ujrzał zagracone papierzyskami pomieszczenie, w którym królował malowniczy staruszek, wyglądający, jakby go ktoś zahibernował i obudził po 50 latach. Piku rozpoczął smaczną pogawędkę, w wyniku której zyskał dopiero zainteresowanie antykwariusza, który przypomniawszy sobie, że w zasadzie sprzedaje tu książki, pozwolił jednej z nich na podróż do kraju w środku Europy (buziaki dla pani i pana H).

Wyspiarski przyjaciel Pyś dostarczył mi całe dynastie książęce. Jednego z nich, tagalskiego Filipińczyka, wymęczył u koleżanki z pracy, skrupulatnie przypominając jej przez kilka miesięcy, coby nie zapomniała z ojczystego kraju przywieźć mu książkowego prezentu, który przekazał mnie. Inny ważny dla mnie Pan z Końca Europy wyspecjalizował się w Afrykańczykach i Azjatach, dzięki czemu zapoznałam się naocznie m.in. z językiem africaans oraz bengalskim z Bangladeszu i wietnamskim. Dostałam też od niego najmniejszą (Peruwiańczyk) i najbardziej rozłożystą książkę w kolekcji (rozkładanka w języku angielskim), co doskonale ilustruje łączące nas kontrasty (azaliż Waćpan przyjąć raczy ukłony dziękczynne od skromnej białogłowy?).

Blog, czyli ogarnianie ogromu

Czas upływa, książek przybywa, ludzie podróżują, a ja wciąż walczę z myślami, jak to wszystko ogarnąć? Skąd osoby, które nie mają ze mną bezpośredniego kontaktu, mają wiedzieć, co już mam, a czego nie mam? Jakim cudem sama mam to pamiętać przy kolekcji rzędu kilkudziesięciu języków i książkach liczonych już w setkach? Nadeszło nowe tysiąclecie, Internet trafił pod strzechy, a blogi zaczęły wchodzić na salony. Idąc za ciosem, założyłam blog o kolekcji oraz galerię zdjęć okładek. A potem przestałam podróżować, powstały sklepy internetowe i serwisy aukcyjne, zaś poszukiwania nabrały tempa, ale straciły swój czar i niepowtarzalny urok. Cóż bowiem może być inspirującego i rozpalającego wyobraźnię w kilku kliknięciach myszką i wstukaniu kilku liter w wyszukiwarkę?

Nie do przecenienia jest jednak kontakt z innymi pasjonatami oraz czytelnikami bloga. Przestrzeń, która pełniła dla mnie rolę porządkująco-dyscyplinującą i w zasadzie traktowana była przeze mnie jako rodzaj osobistych notatek oraz podręcznej ściągawki, stała się miejscem spotkania z innymi ludźmi, w dodatku czytającymi! Czasami bardzo wnikliwie czytającymi, zadającymi trudne pytania, pomocnymi i krytycznymi. Czego można chcieć więcej dla podniesienia motywacji do pisania? Może tylko dwukrotnego wydłużenia doby.

Rywalizując o współpracę

Poszukując książek w sieci, znalazłam strony innych kolekcjonerów. Z niektórymi nawiązałam kontakt e-mailowy, a innych poznałam osobiście. Kolejnych podziwiam, jak Oskara (216 języków!), od którego w ramach wzajemnej wymiany otrzymałam piękne i trudno dostępne wydanie „Małego Księcia” w błękitach. Jeszcze innych się boję, bo jak ogarnąć kolekcję liczącą 353 języki, a tomy to już w tysiącach (strona kolekcji tutaj)?

Wciąż się zastanawiam, jak traktują zbieranie inni kolekcjonerzy, ale dla mnie ma ono urok zadania bezkonkurencyjnego, a przez to bardziej nastawiam się na współpracę niż rywalizację. Dzięki temu przez wspólną koleżankę poznałam bliżej Kolekcjonerkę Podróżną, z którą radośnie obdarowujemy się nawzajem wydaniami, których nie ma ta druga, najczęściej przy kawie, dzieląc się ciekawymi opowieściami o książkach i nie tylko (Dana, dziękuję pięknie za wszystkie książki i wspaniałe opowieści).

Z założenia unikam wszelkich pozorów snobizmu oraz ekskluzywności mojego zajęcia. Dlatego z chęcią pokazywałam kolekcję (była nawet w innym mieście) osobom znajomym i obcym. Poznałam przy tej okazji kolekcjonera porcelanowych naparstków z całego świata oraz kolekcjonera pudełek zapałek z różnych krajów i polskich edycji limitowanych tychże. Rozmyślnie nie kupuję gadżetów z postaciami z książki czy ekranizacji, staram się także omijać wzrokiem wiadomości ze sklepu oferującego tylko produkty związane z książką i jej bohaterami (zajrzyjcie na tę stronę). Jeśli już dostanę coś z tego rodzaju rzeczy (np. porcelanę, notes), to staram się ich używać, a nie traktować jak eksponaty. Zupełnie nie wiem więc, dlaczego najpopularniejszym postem na moim blogu okazał się tekst ze zdjęciami o ciastkach.

Bezmierny urok liczb

Teraz coś dla Ciebie, Czytelniku o ściśle logicznym umyśle, kochającym cyfry, dane, fakty i wnioski, czyli – zdaniem Małego Księcia – Dorosłym. Oto garść twardych faktów, coś do twojej kolekcji rzeczy ważnych i policzalnych.

Mam w mojej kolekcji wydania książki „Le Petit Prince” (tytuł oryginalny) Antoine’a de Saint-Exupéry'ego w 104 językach i dialektach, z których trzy języki należą do wymarłych (i żaden z nich nie jest łaciną, choć rzeczona także znajduje się w tym zbiorze). Mam aż 64 polskie wydania książki w 21 przekładach na nasz język. Wszystkie woluminy zajmują cztery i pół półki, co stanowi połowę regału. Gromadzenie zbiorów trwa już 25 lat. Największa książka w kolekcji ma wymiary 37 cm na 29,5 cm, najmniejszy tomik: 5 cm na 3 cm, zaś najgrubszy wolumin spina okładka o 7-centymetrowym grzbiecie. Czytelnicy bloga o kolekcji mieszkają w Polsce (zdecydowana większość) oraz w 65 innych krajach na wszystkich kontynentach. Żadna z książek, które otrzymałam w prezencie, nie została zdublowana – nawet w przypadku tego samego języka (kataloński) ofiarodawca kupił inne wydanie.

Możliwe, skrupulatny Czytelniku, że czytasz właśnie już mój trzeci tekst o małoksiążęcej kolekcji na portalu LC. Czy z powyższej wyliczanki płynie, Twoim zdaniem, jakiś wniosek?

Podkładka pod kubek czy cenny depozyt

Zbiory mam, ale jak je przechowywać? Zamknąć w sejfie i odkurzać raz do roku? Przeznaczyć na nie osobny pokój? Wyeksponować w pięknie podświetlonej witrynce? Zaprezentować na półkach głównej ściany w salonie? Ustawić alfabetycznie w biblioteczce obok innych książek (konia z rzędem temu, kto alfabetycznie ustawi choćby wszystkie wydania perskie i arabskie)? Trzymać pod łóżkiem, by móc w każdej chwili sięgnąć i poczytać? Kolekcja stoi po prostu w biblioteczce, zajmuje wydzielone pół regału. Książki poustawiane są według kilku porządków jednocześnie (czasem się wykluczających): wielkości, języka, wydawnictwa, koloru, daty otrzymania itd. Najważniejsze, że mogę wszystko znaleźć, choć – przyznaję – bywają momenty trudne.

Mieć czy być... zbieraczem opowieści?

Podejrzliwy czytelnik pewnie zapyta w tym miejscu: może taka kolekcja to nic innego jak kompensacja jakichś braków psychicznych albo, po prostu, zwykła żądza posiadania? Przyznam się zatem cichutko: jestem człowiekiem ery analogowej. Lubię papierowe książki, ale jeszcze bardziej lubię wspomnienia o tym, w jakich okolicznościach daną książkę przygarnęłam do domu, co się wtedy działo w moim życiu albo z kim mi się ona kojarzy. Najbardziej zatem cenię nie te cenne i rzadkie albo przybyłe z najdalszych krańców globu, ale takie, które przyniosły ze sobą jakąś ładną historię. W rzeczywistości bowiem zbieram opowieści i emocje, które się z nimi łączą. Książka to dla mnie ludzie, którzy mi ją ofiarowali, sprzedali, wskazali drogę do księgarni, podali do ręki albo opowiedzieli coś o niej. Czy zatem jestem materialistką?

A co Wy kolekcjonujecie? Może zbieraliście coś kilka lat temu? Gdzie przechowujecie swoje kolekcje? Pamiętacie jakieś ciekawe opowieści związane ze swoimi zbiorami? A może znacie kogoś, kogo fascynują jakieś nietypowe rzeczy, które kolekcjonuje?

 

Reklama

komentarze [73]

Sortuj:
0
1241
konto usunięte
08.04.2019 01:04

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


0
1241
08.04.2019 06:51

Dusze? Od żelazek?


0
1241
08.04.2019 09:51

Głównie bladawców, ale żelazem też nie gardzę. ;)


0
1241
08.04.2019 11:44

Chyba nie wiem co to są bLADAWCE....


0
1241
08.04.2019 11:47

Jeśli chodzi o pożyczone książki to ja pamiętam każdą nieoddaną mi.... Mam to po dziadku, od którego jak taka pani Gienia pożyczyła Trylogię, to mi jeszcze na łożu śmierci o tym przypomniał, choć pani Gienia wcześniej umarła niż on...


0
1241
08.04.2019 14:45

– Bladawiec! – zawołał Ferrycy. – A cóż to mi takiego? Nie słyszałem jeszcze o takiej istocie!

– W tym właśnie twoja niewinność, synu – odparł król. – Wiedz, że ta rasa Galaktyki zrodziła się w sposób tyleż tajemny, co wszeteczny, a to kiedy doszło do ogólnego nadpsucia ciał niebieskich; powstały w nich wówczas opary i odwary mokro-zimne i z nich ulągł się ród bladawców,...

więcej

955
32
08.04.2019 15:55

@Renax, w takim razie lektura książek Stanisława Lema obowiązkowa. W szczególności Cyberiada oraz Bajki robotów. I nie ma co się wzbraniać, bo to czysta przyjemność ;)


0
1241
08.04.2019 16:06

Planuję ;) Tylko skończę listę kilku książek z takiej mojej listy.


2841
682
08.04.2019 20:02

@vindstille Ja też wolę dusze, a nie książki. Przyglądam się czasami moim książkom i zastanawiam się, komu je dać. Przecież je kiedyś przeczytałam i na pewno do nich nie wrócę. Najciekawsze są te książki,których się jeszcze nie przeczytało. Ja pamiętam tylko o książkach, które ja pożyczyłam.Chyba, że jest ktoś kto jeszcze tą książkę chce przeczytać.


3739
309
10.04.2019 19:05

@jatymyoni, ja też mam taki problem... Do oddania wielu książek nie jestem gotowa psychicznie, te z którymi nie jestem jakoś związana, znalazły się na półce "Oddam- czyszczenie półek". Niewdzięczne są to czasy, kiedy biblioteki nie chcą przyjmować książek...


4040
3800
10.04.2019 21:37

Kiedyś oddawanie,do biblioteki.Było czymś łatwym,dziś.No,nie jestem w stanie. Nie mogę oddać.


2841
682
11.04.2019 18:19

Ja psychicznie jestem przygotowana. Tylko trudno znaleźć dla nich nowy dom. Nie mam ochoty bawić się w allegro. Co zrobić z podręcznikami do matematyki z okresu studiów. Analiza matematyczna, tokologia, równania różniczkowe są cały czas takie same. Do części beletrystyki wiem, że nigdy już nie sięgną, a więc najlepiej znaleźć dla nich nowych czytelników. Tyle tylko, że...

więcej

0
1241
12.04.2019 05:35

Undset akurat się nie zestarzała.


3739
309
12.04.2019 05:52

@jatymyoni, Kuncewiczową moja mama z tego co kojarzę mogłaby chcieć przeczytać (też ma tutaj konto).

Ja zapraszam na swoją półkę "Oddam..."- może ktoś znajdzie coś dla siebie?


1165
459
03.04.2019 18:29

A ja się przyznam do swego rodzaju hopla na punkcie książek wydawanych w seriach. Prawie wszystko, co kupuję, wyszło w ramach jakiejś serii, zarówno rzeczy sprzed lat, jak i nowe. Czytam też prawie wyłącznie serie, co WCALE nie znaczy, że całe moje serie czytam, bo to niemożliwe. Nie zdążę do końca życia... Dlatego trochę się tego wstydzę i z podziwem patrzę na tych,...

więcej

1373
17
04.04.2019 11:27

Serii wydawniczych nie zbieram. Jeśli jednak kupuję jakiś cykl powieściowy, to zależy mi na tym, by wszystkie tomy mieć w tym samym formacie i w podobnej szacie graficznej, co w praktyce często sprowadza się do tego samego wydawnictwa i nierzadko tej samej serii. Ale całej serii mi nie potrzeba, wystarczy mi cały cykl.


0
1241
08.04.2019 06:53

Te tanie książki mnie zaciekawiły...


6966
359
08.04.2019 14:21

Też zbieram wizualnie podobne, ale raczej autorami.
Mam "czarnego" PIW-owskiego Kunderę, mam całą Amelie Nothomb i Murakamiego, mam Javiera Mariasa, "dżinsowego" Edwarda Stachurę i kilku innych.


1165
459
09.04.2019 06:43

Wydane w podobnej szacie graficznej książki jednego autora to dla mnie też seria. Ostatnio - fantastycznie wyglądający Hesse w Znaku, ale też Lem i Dukaj w WL, Myśliwski w Znaku (choć Ucho igielne już inaczej i nie pasuje), kolorowy Kundera w WAB, niesamowicie piękny, ale i nietani Dick z ilustracjami Siudmaka w Rebisie, całkiem sympatyczna Agatha Christie w Dolnośląskim...

więcej

1373
17
03.04.2019 02:29

Ja niczego nie kolekcjonuję, bo się zwyczajnie tego boję. Mam skłonności perfekcjonistyczne i boję się to połączyć z kolekcjonerstwem, bo musiałabym swoją/e kolekcję/e skompletować, a gdyby okazało się to bardzo trudne, graniczące z niemożliwością (na pewno, bo co to za wyzwanie kolekcjonować coś, co można skompletować od ręki!?), to obsesja na takim punkcie byłaby na pewno...

więcej

2841
682
08.04.2019 20:07

Kolekcjonowanie wspomnień mnie też sprawia największą frajdę. Chociaż nie tylko przyrodnicze. Wspomnienia z oglądanych wystaw i obrazów, widoków, oper i baletów.


1373
17
09.04.2019 19:49

Te inne wspomnienia tylko zbieram. Kolekcjonowanie to dla mnie coś więcej niż tylko zbieranie, to dążenie do skompletowania zaplanowanej kolekcji. Zwiedzam muzea, ale nie wyznaczam sobie celu odwiedzenia wszystkich w kraju, w mieście, wszystkich o wybranej tematyce itd., po prostu odwiedzam te, które są w zasięgu i które mnie zainteresują, bez wyznaczania sobie całej listy...

więcej

0
0
02.04.2019 09:25

Ja książki uwielbiam kupować i mieć, choć i biblioteka pod nosem. Ale książka, oprócz treści to także piękny przedmiot. I tak dobrze, jak ich na półce dużo i ładnie i pięknie. Dobrze się wtedy czuję. Tylko jedno zmartwienie - że miejsca wkrótce zabraknie. I co wtedy? A jeszcze tyle do przeczytania, zebrania - jeszcze nie mam tego - "to przecież musi się znaleźć w...

więcej

6966
359
02.04.2019 19:25

Ale rupiecie to rzeczy zniszczone i bezużyteczne. Jeżeli się te książki czyta - to jaka znowu rupieciarnia?


0
0
02.04.2019 19:51

Fakt, słusznie - po prostu dużo rzeczy.


816
41
01.04.2019 20:32

nawet są 3 kolorowanki: https://aros.pl/ksiazka/maly-ksiaze-narysuj-mi-baranka-kolorowanka https://aros.pl/ksiazka/maly-ksiaze-poznaj-wspaniale-sentencje-antonea-de-saint-exuperyego-i-koloruj https://aros.pl/ksiazka/maly-ksiaze-kolorowanka-z-sentencjami


6966
359
01.04.2019 21:26

Wiem, że trzy :-)


816
41
01.04.2019 20:28

Tak jest, kiedyś widziałam w Biedronce. No ty to jesteś ekspertem od wydań "Małego Księcia" więc może taką posiadasz :)


816
41
01.04.2019 12:06

Ja zbieram książki, płyty CD z muzyką rockową oraz klasyczną(obecnie rzadko dokupuję bo zaczyna brakować mi miejsca), zakładki do książek które kupuję w różnych miejscach-także przez internet zamawiam, oraz dostaję w prezencie, trzymam je w pudełkach drewnianych i papierowych, a magnetczne w metalowym pudełku. Kolekcjonuję także kolorowanki antystresowe-także z grafiką...

więcej

6966
359
01.04.2019 16:41

Jest też kolorowanka antystresowa z postaciami i motywami z "Małego Księcia". Zgadnij skąd wiem? :-)


2841
682
01.04.2019 21:01

Zbierałam, ale i teraz czasami kupuję CD z muzyką klasyczną, bo jej lubię słuchać. Moja Córka zbiera balety na DVD. Zawsze jak do niej jadę to jest uczta. Nie ma telewizora, ale ma rzutnik i duży ekran i wieczorem jest frajda. Zbiera jeszcze gry planszowe i ze znajomymi urządzają wieczory gier.


11795
414
02.04.2019 08:46

@jatymyoni
Gry planszowe? To jak Nohavica, z tym, że on zbiera tylko stare, czasem nawet już zapomniane.


2841
682
02.04.2019 11:39

Gry planszowe są ciekawym wspólnym spędzaniem czasu i świetną zabawą.


3942
24
26.08.2020 22:21

bubu a czy chcesz powiększyć swoją kolekcję zakładek do książek, bo mogłabym pomóc. Mam dużo zakładek, a nie zbieram ich. Proszę o odpowiedź lub/i kontakt


816
41
27.08.2020 16:48

dziękuję bardzo za chęć pomocy jednak mam już wiele zakładek do książek, czasem sama je sobie robiłam i już nie mam gdzie ich trzymać więc przestałam je gromadzić, ale dziękuję i pozdrawiam


11795
414
01.04.2019 10:05

Ja, z braku miejsca, zbieram już tylko chmury... Fotograficzne - wygodnie i kompaktowo - na dysku 500 Mb. Tu - w sposób zresztą zupełnie absolutny - kolekcjoner nie może mieć pretensji do kompletności swego zbioru. Co trzyma w ryzach kolekcjonerską pasję - na szczęście! - ponieważ usilne dążenie do skompletowania zbioru może zabić. Finansowo i zupełnie fizycznie: przez...

więcej

6966
359
01.04.2019 16:39

Zbieram chmury - jak to poetycko brzmi :-)


2841
682
01.04.2019 20:53

Stemple ze schronisk, też zbierałam. Teraz zbieram magnesy na lodówkę z miejsc, które odwiedziłam. Mało miejsca zajmuje i nie jest drogie.
Chmury są piękne, lubię obserwować.


1066
87
01.04.2019 20:59

Zbieram chmury - świetny tytuł tomiku poetyckiego.


3942
24
01.04.2019 22:07

A czy te zdjęcia chmur musi Pan mieć samodzielnie sfotografowane, czy mogą być cudze? Bo może mogłabym pomóc...


11795
414
02.04.2019 08:44

Z zasady "swoje", ale chętnie oglądam i cudze. :)


3942
24
07.04.2019 01:44

Bo mam dojścia do meteorologów, dlatego pytam :)


0
1241
konto usunięte
01.04.2019 06:33

Użytkownik wypowiedzi usunął konto


3942
24
01.04.2019 22:05

Dobry wieczór, mam kilkanaście różnych zakładek, a nie jestem typem zbieracza, czy chciałaby Pani dostać je ode mnie w prezencie?


0
1241
02.04.2019 02:58

Nie. Chcę oddać te, które mam... Ale dzięki za propozycję. To miłe.


2129
45
01.04.2019 00:10

A ja w sumie nic nie zbieram :) Chociaż nie wiem, może magnesy? Są ładne i przydatne - u mnie w domu wiecznie są jakieś informacje, które trzeba przyczepić do metalu żeby mieć na widoku.
Mam całkiem sporą kolekcję zakładek, ale one to zbierają się same i raczej niechcący XD
Do jeszcze niedawna zbierałam... opakowania po wyciąganych chusteczkach XD (niektóre były naprawdę...

więcej

zgłoś błąd