Piątek i sobota na Festiwalu Fabuły

LubimyCzytać
20.10.2014

Zorganizowany w Poznaniu Festiwal Fabuły zgromadził z Centrum Kultury Zamek wielu wspaniałych autorów oraz prawdziwy tłum czytelników. Jednym z gości Festiwalu, był Zygmunt Miłoszewski, który najpierw zdobył serca wielbicieli kryminałów trylogią o prokuratorze Szackim, by nagle oświadczyć: zrywam z kryminałem

Autor zadebiutował powieścią grozy "Domofon", w międzyczasie popełnił powieść przygodowo-sensacyjną "Bezcenny", w którą to wrzuca wątek dotyczący zaginionego obrazu Rafaela, ale to właśnie trylogia kryminalna wzbudziła największe zainteresowanie czytelników. "Uwikłanie", "Ziarno prawdy", a także niedawno wydany "Gniew" wieńczący cykl, zbierają kolejne pozytywne recenzje. Można przecież pisać kryminały niegłupie, oferujące nie tylko dawkę rozrywki, ale i poruszające problematykę społeczną. I takie właśnie serwuje Miłoszewski.

Pisarz jest świetnym mówcą. Bez wątpienia posiada umiejętność przykuwania uwagi czytelników. Na jego spotkaniach nigdy nie jest nudno czy drętwo. Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym ogólna radość panująca na sali, gdy autor serwuje kolejną anegdotę czy częstuje słuchaczy porcjami czarnego humoru czy ironii. Okazuje się, że nawet marny prowadzący nie jest w stanie zepsuć jego wystąpienia. O ile z odbywającego się dzień wcześniej w stolicy spotkania prowadzonego przez Marcina Mellera, słuchacze wychodzili zachwyceni, o tyle w Poznaniu tyle szczęścia nie mieliśmy. Błażej Warkocki najwyraźniej zapominał, że nie on jest gościem tego spotkania. Pewnie gdyby miał taką możliwość kosmicznie długi monolog, jaki zaserwował nam na wstępie, trwałby bez końca, a jego rozmówca byłby rozmówcą teoretycznym i robiłby za dekoracje. Jego umiejętności reagowania na komentarze autora pozostawały wiele do życzenia. 

Na szczęście Zygmunt Miłoszewski spotkanie uratował bez trudu. Ciekawie opowiadał o kryminałach jako powieściach nie tylko przedstawiających historię z trupem, ale i dotykających problemów społecznych. Wśród cenionych przez niego twórców, którzy tworzą właśnie tego typu literaturę, wymienił m.in. Bernarda Minier (podając kryminał "Bielszy odcień śmierci" jako świetny portret społeczeństwa francuskiego). 

Dobre, realistyczne powieści z trupem - tak określił to, do czego dążą współczesne kryminały. I faktycznie, twórczość Miłoszewskiego to zdecydowanie więcej niż kryminały. Doskonale portretują miejsce akcji i jej bohaterów, poruszają szereg dodatkowych tematów, są powieściami społecznie zaangażowanymi, realistycznie przedstawiają rzeczywistość. Tak są też odczytywane za granicą, nie tylko jako opowieści o zbrodni, ale także opis polskich realiów. Autor przyznaje, że najbardziej dumny jest nie ze sprawnie przeprowadzonej intrygi kryminalnej, a z umiejętności oddania realizmu całej historii, obyczajowego tła.

Dopiero teraz, po niemal dziesięciu latach od debiutu, czuję się na tyle silny, by napisać powieść obyczajową bez narzuconej ramy gatunkowej - mówił o jednym z powodów porzucenia twórczości kryminalnej. Kontynuując ten wątek przyznał, że narzucone ramy ułatwiają pisanie, pomagają debiutantom. Sam teraz chce owe ramy porzucić i napisać powieść obyczajową bez trupa. Wszak w prozie obyczajowej nie ma ograniczeń. 

Miłoszewski bardzo ciekawie opowiadał o swoich początkach jako pisarza, o kryminale jako formie krytyki społecznej (która bardzo go interesuje), o przemocy, która w literaturze przybiera czasami tak wymyślne formy, że ociera się wręcz o pornografię, o tym jak wygląda jego dzień jako pisarza i jak przygotowuje się do pisania. Wszystko to z dużą dawką humoru i dystansu do siebie. 

Poszczególne części jego trylogii rozrywają się w różnych miastach i dotykają różnych kwestii społecznych. Uwikłanie zahacza m.in. o temat komuny, tytułowe uwikłanie w przeszłość, zadaje pytanie o to co stało się z ludźmi, którzy w tamtych czasach stali u władzy. Ziarno prawdy to temat polskiej ksenofobii, relacji polsko-żydowskich. Najtrudniejsza dla autora była jednak tematyka Gniewu, czyli przemoc domowa, a przede wszystkim przemoc wobec kobiet. Autor mówił o niej z takim zaangażowaniem, że nie mam wątpliwości iż warto po tę książkę sięgnąć. Tym bardziej, że porusza tak ważny i trudny temat. Jeden z tych, o których milczeć nie wolno.

Anegdoty dotyczące tworzenia "Ziarna prawdy" co rusz wzbudzały wybuchy śmiechu. Było w nich trochę ponurej zimowej Polsce, zawiedzionej nadziei odkrycia Sandomierza dla świata i Ojcu Mateuszu, który ów plan zepsuł, pojawiając się na ekranach nim Zygmunt Miłoszewski dokończył swą książkę. Przy okazji snucia sandomierskich opowieści, autor wspomniał o wiszącym w tamtejszej katedrze kontrowersyjnym obrazie przedstawiającym rytualny mord chrześcijańskich dzieci dokonany przez Żydów, którego motyw przewija się przez drugi tom cyklu o Szackim.

Autor nikogo za pewnie nie zaskoczył tym, że łatwiej mu pisze się o miejscach, które zna (akcję Uwikłania umieścił w Warszawie, w której mieszka, sięgnął po tematykę z dziedziny psychoterapii, którą zawodowo zajmuje się jego ojciec, zaś akcja Gniewu toczy się w rodzinnym mieście jego żony), ale ciekawiej pisze się o rzeczywistości, którą dopiero poznaje. Praca pisarza łączy się wówczas z pracą reporterską. Etap zbierania materiałów (oraz spotkania z czytelnikami) są najciekawszym etapem tworzenia książki. By napisać "Ziarno prawdy", przez dłuższy czas mieszkał w Sandomierzu.

Zygmunt Miłoszewski podpuszczony przez słuchaczy i prowadzącego, zaczął rozmyślać nad tematem, jaki poruszyłby, gdyby na miejsce akcji kryminału wybrał Poznań. W związku z legendarnym skąpstwem poznaniaków, byłoby to zapewne wątek finansowo-biznesowy.

O spotkaniach z Zygmuntem Miłoszewskim opowiada się trudno, gdyż nie sposób oddać ich atmosfery. Żarty, anegdoty - autor wie jak zyskać sympatię słuchaczy. W Poznaniu publiczność spisała się doskonale, zarzucając pisarza mnóstwem pytań, m.in. o filmy na podstawie jego książek (zwłaszcza o to jak ocenia Uwikłanie w reżyserii Jacka Bromskiego), fanpage, serial tworzony wspólnie z bratem czy reakcje mieszkańców opisywanych przez autora miast. Było też trochę krytyki sfery politycznej oraz kilka słów na temat ustawy wyrównującej ceny książek i zakazującej ich sprzedaży w cenie niższej niż ustalona przez wydawcę.

A jakie są dalsze plany? Na pewno nie będzie to kryminał, ale być może kontynuacji doczeka się... "Bezcenny". Znam takich, których bardzo by ona ucieszyła.

Relację napisała Anna Rychlicka-Karbowska

#####

W ostatnim dniu Festiwalu Fabuły naprawdę było w czym przebierać. Pierwsi uczestnicy zjawili się w Zamku już w południe, wtedy bowiem rozpoczynał się prowadzony przez Dariusza Nowackiego warsztat „Twórcy kryminałów jako uwodziciele”. Kilkunastu uczestników mogło nie tylko posłuchać wykładu, ale także wziąć udział w dyskusji na temat tego, czego lepiej unikać podczas konstruowania powieści kryminalnej. Z założenia uczestnikami warsztatu mieli być początkujący adepci sztuki pisarskiej, okazało się jednak, że część uczestników o pisaniu nie myśli, chętnie jednak zagłębia się w tajniki warsztatu pisarzy. Dariusz Nowacki jest wprawdzie bardziej czytelnikiem, niż pisarzem, przede wszystkim jest jednak krytykiem literackim i wykładowcą, i swoją wiedzę potrafił sprzedać w sposób interesujący. Nie aspirował do miana guru, za to umiejętnie zachęcał do dyskusji i wyciągania własnych wniosków.

Po południu odbyło się wręczenie nagrody dla autora najlepszego opowiadania kryminalnego z akcją osadzoną w Poznaniu. Następnie czytelnicy zaczęli się pojawiać coraz liczniej, jako że o 16:00 zaczynało się spotkanie z Beatą Chomątowską, autorką powieści „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” oraz biografii „Lachert i Szanajca. Architekci awangardy”.

Prawdziwe tłumy zalały poznański Zamek o 18:00. Na spotkanie z Andrzejem Stasiukiem przyszło ponad 500 osób!

Sala Wielka Zamku pękała w szwach, widzowie siedzieli na podłodze, na schodach, stali pod ścianami, dając swoją obecnością piękne świadectwo temu, że wieszczenie upadku czytelnictwa jest nieco przedwczesne i że pisarz, i to pisarz przecież ambitny, może zgromadzić wielką publiczność.

Spotkanie prowadził Jarosław Klejnocki, pisarz i krytyk, a prywatnie przyjaciel Andrzeja Stasiuka. Zażyłość obu panów doskonale wpłynęła na atmosferę spotkania – Klejnocki zadawał dobre pytania, opowiadał anegdoty i przekomarzał się ze Stasiukiem. Głównym tematem rozmowy była oczywiście najnowsza książka Stasiuka, czyli „Wschód”, ale także podróże, które się w tej książce pojawiają. Stasiuk opowiadał o kilkunastodniowej podróży samochodem w góry Pamiru i o przejściach z kazachskimi policjantami, zdradził też, że chciałby przejechać Amerykę z północy na południe. Opowiadał o tym, co czyta podczas nocy spędzanych w azjatyckim stepie (Andrieja Płatonowa) i zdjęcia jakich pisarzy wiszą u niego w domu na ścianie (Płatonowa i Becketta). Zdradził też, że raczej nie możemy się spodziewać, że napisze książkę o Wenecji. Opowiadał ze swadą i zaangażowaniem, półtorej godziny spotkania minęło błyskawicznie. Znacznie dłużej trwało rozdawanie autografów – kolejka czytelników z książkami w rękach wiła się przez pół sali.

Relację napisała Paulina Surniak

Festiwal Fabuły cieszył się dużą popularnością wśród widzów - pozwala to mieć nadzieję, że na kolejną edycję organizatorom uda się zaprosić jeszcze więcej pisarzy, którzy do poznańskiego Zamku przyciągną jeszcze większe tłumy. 

Festiwal odbywał się pod patronatem serwisu lubimyczytać.pl

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2791
4
20.10.2014 12:49

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd