W poszukiwaniu sensu miłości. „Marny” Andrew Seana Greera

LubimyCzytać
25.03.2020

Co zrobić, kiedy miłość twojego życia niespodziewanie oświadcza ci, że wkrótce wychodzi za mąż? Poddać się? A może zawalczyć? Dla Artura Marny'ego, amerykańskiego pisarza, bohatera najnowszej powieści Andrew Seana Greera, w 2018 roku uhonorowanej nagrodą Pulitzera, odpowiedź jest prosta: brać nogi za pas! Dlatego gdy otrzymuje on zaproszenie na ślub mężczyzny, z którym spędził ostatnie 9 lat swojego życia, postanawia jak najszybciej wyjechać – nieważne gdzie, byle jak najdalej od San Francisco.

W poszukiwaniu sensu miłości. „Marny” Andrew Seana Greera

„Marny” to wyjątkowa powieść, co może potwierdzić choćby przyznanie jej nagrody Pulitzera w kategorii fikcji literackiej. Jak wskazano w uzasadnieniu, to niezwykła, niemal muzyczna proza, opowiadająca o procesie starzenia się i podstawowej potrzebie miłości. Głód uczuć jest tu jednak przedstawiony w przewrotny sposób, dzięki czemu podczas lektury tej tragikomedii czytelnikowi towarzyszy uśmiech, a samo doświadczenie lektury pozostawia w nas wrażenie wzięcia udziału w niezapomnianej, pełnej absurdów przygodzie, w którą udajemy się wraz z głównym bohaterem.

Czy ta historia nie brzmi znajomo? On się żeni. Albo ona wychodzi za mąż. Dostajesz zaproszenie na ślub. I właśnie wtedy, kiedy obracasz je w dłoniach, orientujesz się, że to przecież miłość twojego życia! Nie możesz tak po prostu pozwolić jej/jemu poślubić kogoś innego. Rzucasz więc wszystko i natychmiast wyruszasz na drugi koniec kraju, by tuż przed ostatecznym zawiązaniem węzła małżeńskiego krzyknąć „nie zgadzam się!”. To niezwykle popularny motyw książkowych romansów i scenariuszy przewrotnych komedii romantycznych. Ale nie powieści Andrew Seana Greera zatytułowanej „Marny”! Jej tytułowy bohater, Artur Marny, zdecydowanie nie należy bowiem do tej grupy niepoprawnych romantyków, choć jego życie przypomina nieco scenariusz błyskotliwej komedii. Powieść, nad którą pracował – ta, która miała pomóc mu dostać się do elitarnego grona najbardziej rozchwytywanych pisarzy – została właśnie odrzucona przez wydawnictwo. Za chwilę kończy pięćdziesiąt lat i czuje się jak jedyny gej na świecie, który się zestarzał. Na dodatek jego wieloletni kochanek, Freddy, wychodzi za mąż. Nigdy nie byli parą – po długim i burzliwym związku ze starszym od siebie poetą Artur postanowił się nie angażować. Mimo to po odejściu Freddy’ego czuje niezrozumiałą pustkę – pustkę, od której zamierza uciec. Dlatego właśnie postanawia zaakceptować serię zaproszeń na najróżniejsze literackie wydarzenia, na które zapewne większość szanujących się pisarzy nawet by nie spojrzała.

Reklama

Bardzo nieamerykański sen

Marny'ego poznajemy w Nowym Jorku, gdzie ma poprowadzić spotkanie autorskie niezwykle popularnego, acz zdecydowanie przereklamowanego autora powieści science fiction. To pierwszy przystanek jego wielkiej ucieczki, którą z uporem maniaka nazywa „podróżą dookoła świata”. Kolejnym jest Meksyk, gdzie odbywa się dyskusja panelowa na temat geniuszu byłego kochanka naszego bohatera. Następnie Marny zmierza do słonecznej Italii, gdzie jego wcześniejszą powieść – „najwyraźniej genialną w tłumaczeniu”, jak dodaje w myślach – nominowano do niezbyt znanej, ale dobrze finansowanej nagrody. Dalej Berlin i kilkutygodniowy kurs pisania, którego chwytliwa nazwa („Czytaj jak wampir, pisz jak Frankenstein”) przyciąga setki studentów. Następnie Paryż, gdzie Marny prawie się zakochuje, pustynia w Maroko, na której przeżywa piaskową burzę, Indie i w końcu wielki finał: Kraj Kwitnącej Wiśni, w którym, tak się składa, wiśnie akurat nie kwitną.

Podróż niczym kanwa

Wielka podróż Marny'ego nadaje tej powieści strukturę. Odwiedzając kolejne miejsca, główny bohater wspomina i analizuje swoje dotychczasowe życie. Każdy rozdział to nowy kraj, kolejne przygody i inni bohaterowie – jednak bagaż emocjonalny pozostaje ten sam. Przypadkowe zdarzenia, z pozoru nic nieznaczące spotkania – wszystko wywołuje wspomnienia z przeszłości z Robertem lub Freddym. Tym samym podróż, która miała być ucieczką przed złamanym sercem, niezamierzenie staje się dla bohatera wycieczką w głąb siebie i poszukiwaniem sensu miłości w jego życiu. Na imprezie w Paryżu Marny czuje się jak jedyny gej singiel; samotny pięćdziesięciolatek bez perspektyw i osiągnięć. Długo nie dopuszcza do siebie myśli, że naprawdę się zakochał. Dopiero siedząc w marokańskim barze, w przeddzień swoich pięćdziesiątych urodzin, pod wpływem rozmowy z niedawno porzuconą Zohrą zaczyna się nad tym głębiej zastanawiać. Dużo później, podczas telekonferencji z Robertem, pancerz Marnego pęka, a on zmuszony jest przyznać sam przed sobą, jak bardzo ślub Freddy’ego złamał mu serce.

Reklama

Literat w krzywym zwierciadle

Choć w gruncie rzeczy „Marny” Andrew Seana Greera to historia miłosna, jednocześnie stanowi ona satyrę na literacki świat. Autor po mistrzowsku punktuje niepewność, z którą zmaga się wielu pisarzy. Odsłania też przed czytelnikami surowość, wrogość i fałsz przemysłu literackiego. W całej powieści czuć powiew metafikcji. To historia o homoseksualnym powieściopisarzu z San Francisco piszącym książkę „o geju w średnim wieku, który chodzi po San Francisco” – książkę, która ma mu pomóc osiągnąć wielki sukces i w końcu pozbyć się łatki „kochanka genialnego poety”. Związek z Robertem, autorem nagrodzonym Pulitzerem, sprawił, że Marny'ego zaszufladkowano na długie lata. Nawet dziś większość zawodowych propozycji, które otrzymuje, nawiązuje do jego dawno zakończonego romansu. Dlatego też Artur Marny – przeprowadzając swoisty rachunek sumienia tuż przed swoimi pięćdziesiątymi urodzinami – dochodzi do wniosku, że w zasadzie niczego w życiu nie osiągnął. „Trzecioligowy pisarz (...) zbyt stary, by mógł być odkryciem, zbyt młody, by dało się go odkryć na nowo” – myśli o sobie. „Marny” to jednocześnie satyra na życie powieściopisarza. Greer puszcza oko do innych autorów, w lekko prześmiewczy sposób ukazując świat przemysłu literackiego: poczynając od agenta, który mówi głównemu bohaterowi, że jego powieść jest zbyt rzewna i wzruszająca, „nawet jak na geja”, przez włoską uroczystość wręczenia nagród, podczas której wśród przyjaznych poklepywań po plecach i komplementów na temat twórczości wyraźnie czuć nerwowość i swąd zaciekłej rywalizacji, aż po konferencję, na którą Marny został zaproszony nie po to, by mówić o własnych książkach, a o życiu u boku dawnego kochanka, genialnego poety.

Życie jak seria niefortunnych zdarzeń

Wydaje się, że Andrew Sean Greer nieprzypadkowo zadedykował „Marny'ego” Danielowi Handlerowi (znanemu także jako Lemony Snicket). Przygody, które przeżywa główny bohater, momentami wydają się żywcem wyjęte z najpopularniejszej serii książek Handlera, z „Serii niefortunnych zdarzeń”. Choć Marny nie przeżywa żadnej katastrofy, nie jest chory ani nie wisi nad nim widmo śmierci, skala nieszczęśliwych wypadków i dziwnych zbiegów okoliczności, które go spotykają, niebezpiecznie zbliża się do granicy absurdu. Choć takie zabiegi mogłyby irytować, tym razem zwyczajnie budzą ciepłe uczucia, a nawet współczucie, sprawiając, że w momencie, w którym Artur dociera do ostatniego punktu swej „podróży dookoła świata”, ma się ochotę po prostu biedaka przytulić. Tak zwyczajnie, po ludzku. Nieodparty urok, lekka nieporadność i niezwykła zdolność do pakowania się w tarapaty czynią z Artura Marny'ego postać, której nie da się nie polubić. A to sprawia, że najnowsza powieść Andrew Seana Greera stanowi doskonałe towarzystwo na długi wieczór – zwłaszcza teraz, gdy wszyscy powinniśmy zostać w domach, a wszelkie podróże ograniczyć do tych literackich.

Artykuł powstał na podstawie książki Andrew Seana Greera „Marny”

#czytamwdomu #kupujeksiazki

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2552
4
24.03.2020 12:05

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd