Dobre przebicie. O książce „Uciec w Himalaje“ Anny Kalinowskiej

LubimyCzytać
12.02.2020

Dla książki „Uciec w Himalaje” Anny Kalinowskiej słowem kluczem jest „przebicie”. Autorka opowiada bowiem o ludziach, którzy w epoce pustych półek i reglamentowanego dostępu do paszportów mieli przebicie, by wyrwać się za granicę, a potem – z przebiciem – sprzedać w Polsce przywiezione z Indii czy Singapuru egzotyczne towary. Często tylko po to, by mieć pieniądze na kolejną fascynująca podróż po górskich szczytach.

Dobre przebicie. O książce „Uciec w Himalaje“ Anny Kalinowskiej

„Uciec w Himalaje” to zatem zbiór reportaży o czasach epoki słusznie minionej, ale wcale nie tak odległej, gdy półki sklepowe świeciły pustkami, a jeśli cokolwiek się na nich pojawiało, to raczej było byle jakie, „popularne”, jak proszek, mydło, papierosy, wyrób czekoladopodobny i wódka, albo było „odrzutem z eksportu”. Dlatego w różnych biurach i zakładach pracy, a jeszcze częściej na rynkach i bazarach polskich miast, kwitł handel deficytowymi towarami z „Zachodu”, sprzedawane właśnie przez tych, którym udało się wyjechać z kraju i nabyć je dokonując wymiany za prawdziwe dewizy. Przy czym warto zauważyć, że ten mityczny „Zachód” był wszędzie indziej, niż w krajach RWPG. W innych „demoludach” (krajach demokracji ludowej) gospodarka oparta na podziale dóbr czyniła wszak podobne spustoszenia.

Polacy skwapliwie skorzystali z nadarzającej się okazji wyjazdu. Oczywiście dla wielu spośród nich poznawanie obcych kultur kończyło na głównym placu handlowym miasta, do którego udało im się dolecieć. Sprzedawali tam wszystko co tylko udało im się ze sobą z Polski wywieźć i kupowali w tych odległych miejscach bajecznie kolorowe ubrania, egzotyczne przyprawy i, objęte embargiem przywozu do państw komunistycznych, części elektroniczne, z których domorośli inżynierowie konstruowali domowym sposobem komputery osobiste, tzw. „składaki”. Wszystko byle z odpowiednim „przebiciem” sprzedać na powrót w kraju, co mogło dać środki na kolejny wyjazd i kolejne, mniej lub bardziej udane, transakcje. Okazywało się bowiem, że nawet siermiężne PRL-owskie towary też znajdywały nabywców, a przez to stawały się źródłem cennych dewiz.

Reklama

Ale wielu spośród naszych rodaków wchodziło w ten handlowy układ z zupełnie niebiznesowego powodu. Dla nich był to jedyny sposób na pozyskanie wystarczających środków na to, by mogli prócz realizacji pasji zwiedzania cudzoziemskich zabytków, urządzać górskie eskapady. Owszem, cieszyli się z udanej sprzedaży towarów przywiezionych z Polski, ale traktowali to raczej jak konieczny element wyjazdu. Coś, bez czego z braku wystarczających pieniędzy nie mogliby po prostu wyprawy kontynuować. Dlatego dobre „przebicie” dawało szansę na lepszy nocleg, smaczniejsze jedzenie i możliwość zwiedzania i wypoczynku, a dla zarażonych bakcylem alpinizmu na spotkanie z ośmiotysięcznikami.

Każda z historii opowiedzianych przez Annę Kalinowską, jak zaznacza sama autorka, czerpie z jej osobistych doświadczeń i opisuje zdarzenia, które faktycznie miały miejsce. Dzięki niespodziewanemu zbiegowi okoliczności autorka wyjechała z grupą wcześniej nieznanych sobie osób na wyprawę do dalekich Indii i na pierwszy treking w Himalaje. Potem były kolejne wyprawy do Tajlandii, Nepalu, Singapuru, Bangladeszu, znów Indii i Kaszmiru oraz wyczekiwane wyprawy w najwyższe góry świata. Jednak nie doszłyby do skutku te wszystkie wyjazdy, gdyby nie opisany przez Kalinowską spryt i zaradność naszych rodaków, którzy na przekór władzy postanowili nie tylko udowodnić, że mimo problemów z legalnym nabyciem twardej waluty będzie ich stać na sam wyjazd, ale też w ten sposób wniosą trochę kolorów i smaków w szarą codzienność i tych rodaków, którzy pozostali w kraju.

Odpowiednie „przebicie” samej Annie Kalinowskiej pozwoliło przeżyć i poznać historie, które ułożyły się w niemal oniryczną opowieść o przejażdżce na słoniu w opiekuńczych ramionach polskiego nauczyciela mieszkającego w Delhi, wysłuchać „spowiedzi” współpasażerki i poznać ciemniejszą stronę egzotycznej turystyki, pomóc rezydentowi Aerofłotu, asystować przy dwóch zabiegach medycznych i to w czasie jednego wyjazdu, obchodzić czterdziestkę w „Skierniewicach”, czyli w nazywanym tak przez polskich obieżyświatów Singapurze, robić deal na akcesoriach komputerowych, dowiedzieć się co jedzą nietoperze na pewnej tropikalnej wyspie i co pewien chłopiec robiłby z Wibramami (swoją drogą dopiero z książki dowiedziałem się, że mieliśmy w PRL-u tak dobry obuwniczy produkt narodowy).

Reklama

Reportaże Kalinowskiej potrafią rozśmieszyć, wprawić w nostalgię, zmusić do refleksji i przywrócić wspomnienia. Są czasami zabawne, czasami rzewne, czasem nieco ckliwe, w taki sposób, gdy mówimy o potrzebie bliskości i miłości. Przede wszystkim jednak są relacją o Polakach żyjących wówczas i pragnących na wiele różnych sposobów poczuć wolność. Taką wolność, która przejawia się naturalną swobodę podróżowania gdzie się chce i kiedy się chce, zwiedzania tego co się chce i uprawiania turystyki w taki sposób, w jaki się chce, ale też takich mniej oczywistych wolności, które składają na pełnię znaczenia tego pojęcia. Bo przecież czymże innym, niż pragnienie wolności były nawet te wyjazdy, które miały cele czysto handlowe. Były wyrazem dążenia do swobody w wyborze tego, co chce się ubierać, używać i posiadać. To przecież nasi rodacy, którzy wówczas swoje umiłowanie wolności postanowili zrealizować poszukując najlepszego „przebicia” niecałą dekadę później na rozkładanych łóżkach polowych przynieśli do Polski wolny rynek.

Jakub Hinc, zupelnieinnaopowiesc.com

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2507
4
11.02.2020 15:34

Zapraszamy do dyskusji.


103
2
14.02.2020 13:10

Coś mi się tutaj nie zgadza. W czasach PRLu nie istniały de facto tzw. komputery osobiste "składaki", czyli komputery PC, które można było składać z różnych części. Czasy przed rokiem 90tym to Commodore, Atari, ZX Spectrum, które były konstrukcjami zamkniętymi i nie było w nich możliwości dokładania "części elektronicznych", które to niby przywożono z zagranicy.
Akcesoria...

więcej

zgłoś błąd