Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Wojtaszczyk śmiało sięga w powieści po narzędzia surrealistyczne – jego bohaterowie zdają się lunatycznie krążyć, a rzeczywistość najczęściej tonie w fantasmagorycznym półcieni...

Wojna postu z karnawałem

Autor recenzji:
Autor książki: Kuba Wojtaszczyk
6,29 (34 ocen i 9 opinii)

Przez powojenną Polskę jedzie cyrk. Niestosowny żart czy cudowny sposób na poprawę nastrojów, na zalanie powodzią barw poszarzałego, pokrytego pyłem i popiołem kraju? „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” Kuby Wojtaszczyka nie odpowiada jednoznacznie na to pytanie, ale, jak to zwykle bywa w przypadku wartościowej literatury, pokazuje problem z co najmniej kilku różnych perspektyw. Instynktowny gniew budzi zezwierzęcenie ocalonych z pożogi, którą była druga wojna światowa – klienci pojawiający się w cyrku są agresywni i brutalni, uwielbiają zbierać się w grupy, aby dręczyć słabych (szczególnie, kiedy ofiara jest innej narodowości). Okoliczności są wyjątkowe, ale to żadne usprawiedliwienie: zamiast spodziewanej po tragedii solidarności pojawia się irracjonalna chęć odegrania się za krzywdy.

Świat „Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” pełen jest jednostek niepełnych, ułomnych, nieprzystosowanych. W przypadku jednej z głównych bohaterek, Feli, niepełnosprawność nie budzi wątpliwości: dziewczyna zostaje zgwałcona i pozbawiona obojga oczu już w scenie otwierającej powieść; oczywiste wydają się także braki chorego na karłowatość Szczepana. Problemy zaczynają się jednak po dalszym zagłębieniu w dramatis personae. Moryca Sorkina dręczą intensywne tiki, ale to nie one są jego największym problemem – zdecydowanie bardziej trapi go semickie pochodzenie, które w dodatku próbuje negować (przechrzcił się jeszcze przed wojną). Powojenna Polska nie jest gotowa na Żydów, antysemityzm okazuje się naturalną reakcją wymęczonego narodu – wyżywa się na tych, którzy z tragedii wyszli okaleczeni jeszcze bardziej. Sprawa komplikuje się kiedy dodać do tego dwóch kolejnych bohaterów z otoczenia Moryca: Damiela i Cassiela. Pierwszy to udający niemowę Niemiec, który z oczywistych powodów ukrywa swoją tożsamość. Wcale nie uważa hitlerowskiej przeszłości za problem, ba, wciąż jest dumny ze swojej aryjskiej rasy; jego ułomnością jest jednak wielka przegrana jego ukochanego przywódcy. Cassiel natomiast to folksdojcz, który znalazł się na pograniczu nerwicy z powodu swojej zaburzonej tożsamości narodowej. Wojtaszczykowi udało się pokazać destrukcyjne skutki wojny nie tylko przy użyciu oczywistych rekwizytów czy tragedii nazywanych wprost – potrafił je podkreślić także przez coś tak fundamentalnego jak dobór i kreacja najważniejszych bohaterów.

Wojtaszczyk śmiało sięga w powieści po narzędzia surrealistyczne – jego bohaterowie zdają się lunatycznie krążyć, a rzeczywistość najczęściej tonie w fantasmagorycznym półcieniu. Estetyczne przejaskrawienie szczególnie widoczne jest na początku powieści (kiedy czytelnik poznaje Felę i Moryca), a także w samym finale: to w nim, jak we śnie, post ściera się z karnawałem, przy czym okazuje, że najwygodniej i najkorzystniej będzie się dogadać. Nie musi jednak minąć wiele czasu, aby wojenne wspomnienie zniszczyło tę teoretycznie wesołą, a w gruncie rzeczy przygnębiającą i pogrążoną w jakimś chorobliwym drżeniu działalność cyrku. Świat rozpadł się w trakcie wojny, to oczywiste jest od samego początku; dopiero później okazuje się, że nie potrafi unieść się z upadku, że zapętlił się w destrukcji – nie tej widowiskowej, grzmiącej wybuchami i świszczącej latającymi kulami, a przaśnej, codziennej, boleśnie znajomej, a przy tym totalnej.

W tym konsekwentnym odrealnianiu powojennej Polski przeszkadzało mi tylko pokazywanie przemocy. Wojtaszczyk w swojej mrocznej grotesce jakby zatrzymał się w pół drogi: są momenty, że krew tryska na wszystkie strony, co sprawia, że ciężko traktować ją zupełnie poważnie, ale jednocześnie nie ma jej tyle, aby potraktować ją jako rekwizyt, element sztafażu. W efekcie czytelnik patrzy na przemoc zobojętniały, niepewny tego, czy jest na serio, czy stanowi tylko element konwencji.

„Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?” to dobra powieść, w której Wojtaszczyk dokonał jednej bardzo ważnej rzeczy: przyłożył zniekształcającą rzeczywistość soczewkę do wydarzeń i czasów, które zwykle stanowią domenę ścisłych realistów. Ta lektura udowadnia, że historia wciąż stanowi doskonałą pożywkę dla literatury, szczególnie tej romansującej z groteską.

Bartosz Szczyżański



Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Zicocu
Biblioteczka recenzenta
1588 14 790
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (16)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd