Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Dla „Dziennika” Sándora Máraia kluczowa jest wielowymiarowość jego osoby połączona z burzliwością czasów, w których przyszło mu żyć. Drugi tom jego zapisków kręci się wok...

Węgry, Włochy, Ameryka i pisarz

Autor recenzji:
Tytuł książki: Dziennik 1949-1956
Autor książki: Sándor Márai
8,1 (10 ocen i 1 opinia)

Dzienniki czytam rzadko, ale namiętnie. Nieważne czy są tylko zbiorem notatek, które nigdy nie miały trafić do czytelnika (a sława autora nie pozwoliła im zginąć), czy zredagowanymi zapiskami w zamyśle już przeznaczonymi dla odbiorcy – to z nich wyłania się najpełniejszy obraz autora, w twórczości często przycięty przez konwencję i wymogi gatunku.

Dla „Dziennika” Sándora Máraia kluczowa jest wielowymiarowość jego osoby połączona z burzliwością czasów, w których przyszło mu żyć. Drugi tom jego zapisków kręci się wokół dwóch tematów: emigracji i tęsknoty za ojczyzną oraz nadchodzącej starości. Na początku lat pięćdziesiątych pisarz musi uciekać z Węgier do Włoch – i choć nostalgia przebija z każdej napisanej w Italii strony, to autor wydaje się szczęśliwy. Martwi się o rodaków oraz rodzinę, boryka z poważnymi problemami finansowymi, ale znajduje pociechę w obrazie neapolitańskiej biedoty, co zaskakujące w przypadku człowieka tak chętnie powracającego do słowa „arystokracja”. Márai poświęca sporo miejsca kwestiom ekonomicznym, lecz ogólnie w okresie włoskim zdaje się wyznawać zasadę, że gdy wszyscy są ubodzy, to ubogi nie jest nikt. Ta tkwiąca z tyłu głowy myśl pozwala mu otwarcie zachwycać się neapolitańskim krajobrazem i formułować frazy świeże, często nawet dowcipne – co dla tego melancholicznego, cioranowskiego typu zupełnie, cóż, nietypowe. Przykład: oszczędnie, ale entuzjastycznie chwali zalety abstynencji, aby stwierdzić, że jest tylko jedna lepsza od niepicia wina. Picie wina.

Po przenosinach do Stanów Zjednoczonych, których pisarz wyraźnie się boi, „Dziennik” staje się zdecydowanie mroczniejszy. Nie dość, że Márai wyraźnie tęskni za włoskim pejzażem, to jeszcze zupełnie nie rozumie tak powszechnego i typowego dla Ameryki rozkochania w sukcesie oraz dążeniu do niego za wszelką cenę. W pewnym momencie pisze o amerykańskiej poezji (a odnieść można to do całego kraju), że rozumie ją, ale jej nie słyszy. Często zaznacza, iż w Europie pieniądze i sława były ubocznym skutkiem wielkości jednostki, a w jego nowej ojczyźnie – choć tego określenia unika za wszelką cenę – są pierwszym celem; za dostosowywanie do głosu publiczności liczne razy zgarnia widocznie lekceważony przez autora Hemingway. Zdecydowanie częściej Márai wspomina Węgry, coraz wyraźniej martwi się sytuacją na Starym Kontynencie, bardzo ostro i bez krzty litości krytykuje zarówno Związek Radziecki, jak i wszystkich, którzy otwarcie się sowieckiemu imperium nie sprzeciwiają.

To znaczne nasilenie stanów depresyjnych sprawia, że mocno uwidaczniają się mroczne strony osobowości autora. Wciąż potrafi zaskoczyć ciekawą myślą (wywodzi na przykład refleksję o antagonizmie techniki i natury z zestawienia...klimatyzatora i łuku) i kąśliwym, zapadającym w pamięć zdaniem („Bywa mi już gorąco w skali Fahrenheita, ale marznąć potrafię jeszcze ciągle tylko w skali Celsjusza”), ale widać wyraźnie, że nie radzi sobie ani z sytuacją osobistą, ani geopolityczną. Coraz częściej ucieka w homofobiczne diatryby (najczęściej wywodząc je z krytyki Gide'a, którego nazywa „starym demonicznym pederastą”), które są szczególnie przykre, gdyż próbuje pokryć je płytką warstwą racjonalizmu. Pozwala sobie także na przerażającą niechlujność intelektualną, gdy utożsamia bolszewików z Żydami – jego uzasadniony gniew skierowany przeciwko Związkowi Radzieckiemu przemienia się w bardzo podejrzaną niechęć rasową. Márai uwielbia krytykować współczesnych sobie za słabość charakteru, którą, niestety, sam wielokrotnie demonstruje. Wspomina o tym, że jest człowiekiem XIX wieku, który przypadkiem trafił w wiek XX – czasami objawia się to w sposób bardzo nieprzyjemny.

We wstępie zaznaczyłem, że każdy dziennik jest niemal bezpośrednim spotkaniem z człowiekiem – tak jest też w przypadku zapisków Máraia. I choć z pewnością nie jest personą kryształowo czystą, a jego osobiste wady widać tu bardzo wyraźnie, to bez wątpienia nie można jego myśli lekceważyć; w końcu to jeden z największych dwudziestowiecznych pisarzy Europy Środkowej. „Dziennik” warto przeczytać, bo to świetna literatura, nawet wtedy, gdy niezbyt ładna.



Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Zicocu
Biblioteczka recenzenta
1588 14 790
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (16)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd