Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Cała korespondencja zresztą sprawia takie wrażenie, jakby autor „Złego” - starszy od kolegi po piórze o dziesięć lat! - był narwanym, nadpobudliwym młodzikiem zabiegającym o wz...

O domu, do którego nie da się wrócić

Autor recenzji:
7,67 (6 ocen i 0 opinii)

Korespondencja Sławomira Mrożka i Leopolda Tyrmanda największą intensywność osiąga pod koniec lat 60. XX wieku i przypada na okres bardzo specyficzny w biografiach obu pisarzy. Łączy ich zawarta w tytule tomu emigracja: pierwszy większość czasu spędza we Włoszech i Francji, a kiedy już opuszcza zachodnią Europę, to raczej nie wybiera PRL-u; drugi natomiast przechodzi jedną z najbardziej spektakularnych przemian, jakie dotknąć mogą człowieka żyjącego z pracy nad słowem – przekształca się z pisarza polskiego w amerykańskiego. I nie chodzi tu tylko o proste przerzucenie się z jednego języka na drugi, a o zbudowanie zupełnie nowej tożsamości artystycznej przy – co najwyżej – korzystaniu ze zrębów poprzedniej.

Tę przemianę, to „stawanie się” Tyrmanda można w listach do Mrożka znaleźć, autor „Złego” często wspomina o współpracy z The New Yorkerem, a także Uniwersytetem Columbia, lecz to kwestia intymna; w ramach korespondencji najwięcej miejsca pisarze poświęcają swojemu stosunkowi do Polski, na którą patrzą z perspektywy emigracyjnej. Przeżywają rozbrat z ojczyzną intensywnie, próbują nawzajem analizować objawy swoich nostalgii – a tę przecież rozumie się także jako dosłowną tęsknotę za domem – i wtedy wspinają się na pisarskie wyżyny. Mrożek, który przez kolejnych kilkadziesiąt lat postrzegany będzie jako pełen ironii i ostry, ale jednak komediant, pokazuje kilkukrotnie w „W emigracyjnym labiryncie” oblicze znane miłośnikom jego „Dziennika”: artysty walczącego z głębokim smutkiem, gimnastykującego język, który, mimo starań, nie potrafi wyrazić depresji, przytłoczonego goryczą. Tyrmand częściej zdobywa się na szczere wyznania, ale jego introspekcja nie jest tak głęboka i tak przejmująca: pisze o smutku, ale częściej romansuje z gniewem. Szczególnie ostry wyraz swoim poglądom daje, gdy odnosi się do niegdysiejszych przyjaciół, gotowych schlebiać opresyjnym władzom w imię wygodnego życia. Mrożek, choć pióro ma zdecydowanie bardziej kąśliwe od języków krytyków, pozostaje nieco bardziej stonowany.

Cała korespondencja zresztą sprawia takie wrażenie, jakby autor „Złego” - starszy od kolegi po piórze o dziesięć lat! - był narwanym, nadpobudliwym młodzikiem zabiegającym o względy mentora. Odnoszący wielkie sukcesy w Europie, grany także w teatrach Ameryki Mrożek zachowuje więcej dystansu i wyraźnie spogląda na przyjaciela z mistrzowskiej perspektywy. Zdobywa się od czasu do czasu na intymne wyznania w długich listach, ale często zdarza mu się odpisywać półsłówkami albo zupełnie ignorować – być może z powodu zapominalstwa, być może z powodu problemów adresowych – pisma od Tyrmanda. Ten umniejsza swój własny talent twierdząc, że – w przeciwieństwie do autora „Tanga” - nie jest prawdziwym pisarzem, a zawód wybrał przez przypadek; Mrożek natomiast odpowiada stwierdzeniem, że jego własne pisarstwo przypomina zbyt krótką kołdrę, spod której wystają – w najlepszym przypadku – gołe nogi. I tak przerzucają się obaj kolejnymi komentarzami,w których pesymistyczna (aż chce się powiedzieć, mimo zaprzeczeń Mrożka: nihilistyczna) refleksja miesza się z metaforami wyjątkowo dosadnymi (skupionymi, nie ma co ukrywać, wokół fekaliów) i określeniami zwyczajnie wulgarnymi (Tyrmand nazywa sam siebie „chujem i szmondakiem”). Ich dyskusja bywa skrajnie poważna, ale po brzegi wypełnia ją ironia przynosząca niekiedy powiew komizmu.

Jak już wspomniałem, korespondencja toczy się najostrzej pod koniec lat 60. - kiedy obaj pisarze przeżywają bardzo ciężkie okresy. Gdy ich sytuacje, także finansowe, się poprawiają, strumień płynących w obie strony listów nieco przysycha. Autor „Złego” próbuje jeszcze ratować sytuację i zachęcać nienazwanego mistrza do utrzymywania kontaktu, ale Mrożek na te zaloty reaguje bardzo niemrawo. Być może tak musiał skończyć się ten epistolarny romans najprawdziwszego ekstrawertyka i skrajnego introwertyka? Wczesnym symptomem późniejszego rozluźnienia kontaktu wydaje się nagłe milczenie autora „Tanga” po śmierci Marii Obremby – w chwili żałoby pisarz nie szuka ukojenia u przyjaciela, a zamyka się w sobie; ostry ból okazuje się znacznie trudniejszy do opisania w liście niż frustrująca i wywołująca melancholię tęsknota za ojczyzną.

„W emigracyjnym labiryncie” to tom skierowany dla wszystkich czytelników, których interesuje dwudziestowieczna literatura polska. W tej książce spotykają się dwa spośród największych piór epoki – i choć ich korespondencja dotyczy często spraw prywatnych, to nie folgują sobie i dbają o formę swoich wypowiedzi. Miłośnicy epistolografii nie mogą tego tomu przeoczyć.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Zicocu
Biblioteczka recenzenta
1623 14 1188
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (26)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd