Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Jedyną wątpliwość jaką mam wobec całego „Obcego we własnym kraju” jest to, że autorka jako soczewkę skupiającą badania wybrała temat zanieczyszczeń i ochrony środowiska, kt...

Tak trzeba uczyć!

Autor recenzji:
Autor książki: Arlie Hochschild Russell
7,55 (69 ocen i 15 opinii)

Muszę Państwu przyznać, że – jak chyba każdy, kto w swoim smutnym życiu (choć, jak zdarza mi się regularnie, wolałbym po angielsku: miserable brzmi w tym kontekście pięknie) przekroczył politechniczne progi – wzdragam się, kiedy przychodzi mi złapać za książkę naukową. A przynajmniej było tak kiedyś, bo w końcu zrozumiałem – cud olśnienia – iż wystarczy, to proste, zapomnieć wszystkiego, czego się człowiek przez kupę lat uczył, aby pozbyć się wszelkich uprzedzeń. Dzięki temu przyjemność sprawiać może nawet – nawet! - literatura przynależna do obiegu akademickiego; ba, „Obcy we własnym kraju” przyniósł mi radość diabelną.

Mógłbym zapewne Państwa zwodzić, ale ostatnie resztki przyzwoitości kategorycznie mi tego zabraniają, dlatego przyznam od razu, iż na książkę Arlie Russell Hochschild rzuciłem się zaraz po przeczytaniu jej podtytułu: „Gniew i żal amerykańskiej prawicy”, który zabrzmiał dla mnie jako obietnica wycieczki do krain zupełnie niemal obcych – nie w sensie geograficznym, a światopoglądowym. Jakież było moje zdziwienie, gdy autorka – było nie było emerytowana profesor jednego z najsłynniejszych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych – przyznała się do niemal dokładnie takiej samej motywacji (no, może z wyjątkiem tego, że u niej podszyta była ona głęboką empatią, a nie płytką ciekawością). Hochschild zajmująca się przez całe życie związkiem szeroko pojętych emocji – tego co i jak się odczuwa – z życiem społecznym i politycznym wyruszyła na południe Ameryki, tam, gdzie konserwatyści trzymają się najmocniej, nie po to, aby przyglądać się bezdusznym okiem grupie obiektów badawczych; zamiast tego postanowiła poznać tych ciepłych i gościnnych ludzi, żeby zrozumieć, skąd biorą się tak fundamentalne różnice w tym, jak ona – demokratka – i republikanie patrzą na jeden i ten sam świat.

Aby ostatecznie rozprawić się – zarówno dla potrzeb tej recenzji, jak i w celu walki z własnymi uprzedzeniami – z używaniem w odniesieniu do literatury słowa „naukowy” jako synonimu nie tyle nawet nudy, co mozołu, przedstawię Państwu kilka badawczych założeń Hochschild, które same w sobie brzmią jak zapowiedź doskonałej zabawy. Autorka jedzie do Luizjany skupiona na pojęciu Wielkiego Paradoksu, czyli rzeczy intelektualnie niestrawnej dla żadnego demokraty: niechęci, jaką mieszkańcy najbiedniejszych obszarów Ameryki żywią wobec pomocy federalnej. Obywatele niebieskich – demokratycznych – stanów nie potrafią zrozumieć jak to możliwe, że czerwoni tę pomoc dobrowolnie odrzucają. Ba, więcej nawet: im bliżej im do ubóstwa, tym pewniej ogłaszają konieczność ograniczenia władz centralnych. Dla formalności dodam, że na udowodnienie tych tez autorka przywołuje dziesiątki statystyk i opracowań.

Aby wytłumaczyć to zagadnienie – nie tylko czytelnikowi, ale też, co kluczowe, samej sobie – Hochschild, pardon le mot, idzie między lud. I tutaj zaczyna się prawdziwy „Obcy we własnym kraju”, bo najważniejsi okazują się w nim reprezentanci amerykańskiej prawicy. Autorka powstrzymuje się od jakichkolwiek osądów, może z wyjątkiem tych pozytywnych, gdy chwali ich przysłowiową gościnność i otwartość, przywołując tragiczne częstokroć historie; zaprzyjaźnia się z nimi, co prowadzi do tego, że – jakby wbrew tradycyjnym naukowym zapatrywaniom – nie oddziela twardych faktów od opinii i emocji. Przeciwnie – stara się jak najlepiej zobrazować odczucia swoich bohaterów i precyzyjnie oddać ich jednostkową, osobową perspektywę. Wszystko to służy temu, aby na końcu uzyskać rzeczywiste uogólnienie, obejmujące jak najwięcej pojedynczych przypadków – i tu na scenę wkracza głęboka historia.

I znowu, podobnie jak w przypadku Wielkiego Paradoksu, niby to pojęcie naukowe, a tak dalekie od nudy, jak żadne inne. To, trudno uwierzyć, opowieść – opowieść nie o tym, co ludzie przeżywają, lecz jak to przeżywają. Zabrzmi to wyjątkowo płytko, może nawet banalnie, ale Hochschild udowadnia, że różnice w postrzeganiu tych samych faktów bywają fundamentalne, że ludzie o różnych historiach mogą patrzeć na jedno wydarzenie w taki sposób, iż nie znajdą najmniejszej nawet nici porozumienia. Absolutnie najważniejszym punktem całego „Obcego we własnym kraju” jest ilustrująca te teoretycznie proste – a niosące niezwykle skomplikowane, wielopiętrowe konsekwencje – wnioski, absolutnie genialna metafora społeczeństwa jako kolejki oczekujących na spełnienie amerykańskiego snu. W jej ramach nagle republikańskie obawy przed demokratycznymi nawoływaniami do absolutnej tolerancji stają się emocjonalnie zrozumiałe: bo co, rządzący próbują wpychać lesbijkę czy muzułmanina przede mnie? Próbują pomagać mu, zamiast ustawić go na końcu długiej kolejki, gdzie każdy biały mężczyzna odstał swoje? Próbują zadbać o wszystkich innych prócz mnie? Więc może to ja, konserwatysta przywiązany do wartości rodzinnych i ceniący sobie tradycję, należę teraz do mniejszości? A mniejszość musi się bronić, to naturalne.

Jedyną wątpliwość jaką mam wobec całego „Obcego we własnym kraju” jest to, że autorka jako soczewkę skupiającą badania wybrała temat zanieczyszczeń i ochrony środowiska, który przyjęło się uznawać za zagadnienie typowo lewicowe. Temat, warto dodać, bardzo ciekawy, szczególnie w kontekście Stanów Zjednoczonych, państwa dysponującego zarówno przepięknymi krajobrazami i okolicznościami przyrody, jak i napędzanego przez nieskończenie potężny przemysł, który zachowania owych cudów natury nie ułatwia. Ale czy sam fakt jego światopoglądowego obciążenia (irracjonalnego, oczywiście, bo oddychać musi tak demokrata, jak i republikanin, ale niepodważalnego) nie wpłynął zbyt głęboko na późniejsze rozmowy z badanymi? Hochschild oczywiście bez trudu znalazła prawicowców walczących o środowisko, lecz w jakim stopniu ich postawę można ekstrapolować na większą grupę konserwatystów – ciężko stwierdzić.

Cały powyższy tekst można by streścić jednym krótkim zdaniem: „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy” to najprawdziwsza przyjemność. Intelektualnie odświeżająca, niezwykle treściwa, zmuszająca do myślenia (oraz, należy dodać, empatii), co można przypisywać jej akademickim korzeniom, ale przede wszystkim, na planie najbardziej podstawowym – przyjemność. Hochschild udowadnia – także mi, po raz kolejny – że nauka może być fascynującą przygodą.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Zicocu
Biblioteczka recenzenta
1634 14 1334
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (32)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd