Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
„Nie hańbi” jako tekst mnie nie zachwyciło, ale fakt ten, w tym konkretnym wypadku, absolutnie nie znaczy, iż komukolwiek odradziłbym tę lekturę. Bo niektórych książek nie czyta...

I tak to się, panie, pracuje

Autor recenzji:
Tytuł książki: Nie hańbi
Autor książki: Olga Gitkiewicz
6,76 (172 ocen i 24 opinie)

Ci z Państwa, którzy regularnie czytują oficjalne recenzje, wiedzą już, że często wybieram bodaj najbardziej wstydliwe ze wszystkich narzędzi mogących wyostrzyć aparat krytyczny – sentymentalizm. Aby zadość stało się moim pensjonarskim zwyczajom, dziś odniosę się do procesu dojrzewania, a właściwie jednej z moich – prymitywnych raczej – refleksji nad nim: tej mianowicie, iż jednym z najważniejszych punktów przechodzenia w dorosłość jest wytworzenie jakiegoś – na dookreślenie mnie nie stać, bo jako rodowity Wielkopolanin mógłbym zostać uznany za radykała – stosunku do pracy. Praca bowiem stanowi dla przytłaczającej większości z nas jedną z głównych osi układu współrzędnych, który nazywamy codziennością, i rzadko kiedy jest li tylko sposobem zarabiania pieniędzy; to także temat dziesiątek rozmów, setek myśli, źródło stresu i satysfakcji, dla wielu kluczowy element tożsamości. Dlatego też książki takie jak „Nie hańbi” muszą powstawać i muszą być czytane.

Pomysłu Olgi Gitkiewicz na reportaż o polskim rynku pracy nie można nazwać inaczej niż imponującym, bo plany autorki skalę mają niezwykłą, dla wielu zapewne przerażającą. Po pierwsze: zweryfikowanie – niekoniecznie obalenie – mitów o tym, że dziś to pracownik rządzi pracodawcą, że praca leży na ulicy, że nie podejmują jej tylko ci, którzy całkowicie poświęcili się błogiemu – kluczowe! - lenistwu. Po drugie: zestawienie danych historycznych ze współczesnymi, porównanie sytuacji niegdysiejszych robotników zmierzających bladym świtem do fabryk z życiem zawodowym dzisiejszych poddanych korporacji; co ważne, przez „niegdysiejszych” autorka rozumie zarówno Polaków pracujących przed wojną, jak i tych niosących na swoich barkach gospodarkę PRL. A te dwa, bądźmy szczerzy, tematyczne molochy to zaledwie początek: potężne tło, na które Gitkiewicz nanosi kolejne prywatne i intymne w większości opowieści ludzi egzystujących na rynku pracy. I tego jednak autorce mało, bo co drugi rozdział – czasami jedno-, czasami kilkustronicowy – poświęcony został jej prywatnym poszukiwaniom robotniczych korzeni w jednej ze stolic Polskiego włókiennictwa, Żyrardowie.

Nie wypada oceniać książki po okładce (banał aż gnije w ustach jak to sugerował w swoim „Dzienniku” Gombrowicz), tym bardziej więc nie należy oceniać jej po objętości, ale skonfrontowanie rozmiarów „Nie hańbi” z powyższym akapitami może budzić wątpliwości. Sugeruje on bowiem lewiatana przypominającego monumentalny „Głód” Caparrósa czy olbrzymie „Kongo” van Reybroucka, tymczasem reportaż Gitkiewicz starczy na jakieś dwie czy trzy godziny lektury. Wynika to w dużym stopniu z przyjętej przez autorkę perspektywy – pozbawioną pretensji do obiektywizmu, prywatną, współczującą; choć pisarka często sięga po statystyki i cytuje wypowiedzi urzędników oraz osób zajmujących się rynkiem pracy naukowo, to najważniejsi pozostają dla niej ludzie. I to nie ludzie „użerający się” – cudzysłów konieczny – z pracą nielubianą czy zwyczajnie rozczarowującą, a ci, których nieprzezwyciężalne trudności pozbawiły możliwości pełnego uczestnictwa w życiu zawodowym. „Nie hańbi” wypełnia cierpienie o sile wystarczającej, aby otwierać oczy – nawet pysznym byczkom bezgranicznie wierzącym we własne umiejętności i czujących się na rynku pracy jak ryba – zapewne szczupak! - w wodzie (z dużą dozą prawdopodobieństwa można to zdanie uznać za samokrytykę niżej podpisanego). Brzmi to bardzo nieprzyjemnie, dla niektórych pewnie śmiesznie, ale książka Gitkiewicz to spotkanie z ubóstwem, którego część czytelników nie doświadczy w żaden inny sposób, a ma ono moc zdolną do przemeblowania głowy.

Pod względem czysto literackim można „Nie hańbi” postawić kilka zarzutów, wśród których – mimo prób zrozumienia – wymienić muszę zbyt ambitne plany. Olga Gitkiewicz próbuje łapać za ogon całe stado srok, a do tego musiałaby mieć zdecydowanie więcej miejsca i lepiej wyposażony warsztat. Rynek pracy pełen jest niuansów, a autorka stara się je wszystkie oddać, przez co gubi się gdzieś główny wywód: tutaj tragiczna historia samobójstwa w Amice, tutaj wtręt o zamknięciu Almy, tutaj krótka historia życia tirowca, a tam jeszcze biedaszyby – brakuje jednak sprowadzenia wszystkiego do wspólnego mianownika i próby podjęcia ogólnej refleksji. W tym rozmytym, nielinowym kolażu gubią się także wspomniane już przeze mnie nitki żyrardowskie – te z całą pewnością mają ogromne znaczenie prywatne dla autorki, ale dla emocjonalnie niezwiązanego z jej rodziną czytelnika będą tylko zbiorem obrazów rodem z powieści krytykujących rewolucję przemysłową, a niewielu odbiorców wzdycha jeszcze do dziewiętnastowiecznego realizmu.

Z pewnością zauważyli Państwo, że „Nie hańbi” jako tekst mnie nie zachwyciło, ale fakt ten, w tym konkretnym wypadku, absolutnie nie znaczy, iż komukolwiek odradziłbym tę lekturę. Bo niektórych książek nie czyta się ani dla estetycznych zachwytów, ani dla intelektualnych podniet, a dla lepszego zrozumienia pewnych zjawisk czy nawet zauważenia ich. Reportaż Olgi Gitkiewicz otwiera oczy – a to jego najważniejsze zadanie.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie recenzje użytkownika Zicocu
Biblioteczka recenzenta
1623 14 1188
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (26)

Ulubieni autorzy (7)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd