Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
nevamarja 
esotericsurgery.wordpress.com
Nie istnieje coś takiego jak obiektywna ocena książki więc przyznając noty, biorę pod uwagę nie to, ile książka jest rzekomo warta, ale to, na ile mi się spodobała.
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek, ostatnio widziana 15 godzin temu
Teraz czytam
  • Niuch
    Niuch
    Autor:
    Powszechnie uznawana prawda głosi, że kiedy policjant wyjeżdża na urlop, ledwie ma czas otworzyć walizkę, nim znajdzie pierwsze zwłoki. Komendant Sam Vimes ze Straży Miejskiej Ankh-Morpork jest właśni...
    czytelników: 4353 | opinie: 118 | ocena: 7,58 (1947 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-02-24 12:31:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Baśnie, Powieść

Pisał Kazuo Ishiguro powieści obyczajowe, potem pokusił się o dystopię, aż w końcu zafundował nam baśń. I to baśń pełną gębą. Baśniową treściowo i językowo. Podejrzewam, że był to lekki zaskocz nie tylko dla mnie. Ciut głębiej w las okazało się, że oprócz nostalgicznej post-arturiańskiej baśni "Pogrzebany olbrzym" jest też alegorią i powiastką filozoficzną, w której nic nie jest tym, na co... Pisał Kazuo Ishiguro powieści obyczajowe, potem pokusił się o dystopię, aż w końcu zafundował nam baśń. I to baśń pełną gębą. Baśniową treściowo i językowo. Podejrzewam, że był to lekki zaskocz nie tylko dla mnie. Ciut głębiej w las okazało się, że oprócz nostalgicznej post-arturiańskiej baśni "Pogrzebany olbrzym" jest też alegorią i powiastką filozoficzną, w której nic nie jest tym, na co wygląda i która niesie ze sobą głębszy przekaz. Niezbyt skomplikowany, choć starannie zawoalowany. Stanowczo zaś bardzo ważny dla autora.

Dla kogoś, kto czyta dużo fantastyki, fabuła tej powieści nie będzie raczej niczym zajmującym. Stylizacja językowa też nie każdemu przypadnie do gustu. Dość powiedzieć, że akcja dzieje się w krainie, w której wszyscy bohaterowie zdają się cierpieć na chorobę Alzheimera, a postaci odzywają się do siebie wyłącznie z wyszukaną uprzejmością. Ani fajnie opisane okazjonalne pojedynki ani wizja smoka tego nie rekompensują. Ogólnie jednak tragedii nie ma. Odwijanie kolejnych warstw cebuli, żeby upewnić się co do sedna przemyśleń pisarza, ma swój urok, a do języka też się można przyzwyczaić. W końcu mimo stylizacji to wciąż dobre pióro Ishiguro.

pokaż więcej

 
2018-02-24 01:07:17
Ma nowego znajomego: Bohater_Literacki
 
2018-02-01 23:23:29
Zagłosowała w plebiscycie "Książka Roku 2017 lubimyczytać.pl"
Jakie książki były najlepsze i najpopularniejsze w roku 2017? Zagłosuj w Plebiscycie i wybierz Książki Roku 2017. Książki, Autorzy i Wydawnictwa czekają na głosy swoich czytelników. Zapraszamy!
 
2018-01-30 23:35:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, LGBT, Powieść

Jeżeli miłość. Tego się nie czyta, to się połyka. Chcąc tylko więcej. I choć wolę film Guadagnino - pozbawiony książkowych retrospekcji - skupiony na chwili, z trochę inaczej rozłożonymi akcentami, mniej elokwentny i poetycki (a raczej poetycki mniej dosłownie i przy pomocy innych środków), mniej doświadczony i dosadny, bardziej niewinny i nieuchwytny, to jednak książka Acimana ze swoją... Jeżeli miłość. Tego się nie czyta, to się połyka. Chcąc tylko więcej. I choć wolę film Guadagnino - pozbawiony książkowych retrospekcji - skupiony na chwili, z trochę inaczej rozłożonymi akcentami, mniej elokwentny i poetycki (a raczej poetycki mniej dosłownie i przy pomocy innych środków), mniej doświadczony i dosadny, bardziej niewinny i nieuchwytny, to jednak książka Acimana ze swoją szczerością, bezpretensjonalnością, napięciem, pulsującymi emocjami oraz smakami i zapachami (włoskiego) lata (polecam ten tytuł - tak książkę, jak i film - jako odtrutkę na zimową pluchę i chandrę), też we mnie zostanie. Dla fanów "Innych zasad lata" Sáenza pozycja obowiązkowa.

pokaż więcej

 
2018-01-26 15:05:15
Autor:

"W Sajgonie siedziało się jak w stulonych płatkach zatrutego kwiatu, gdzie toksyczna historia upierdoliła wszystko u samych korzeni".

"Mijał rok, potem następny, pora deszczowa, pora sucha, a nam się pomysły zużywały szybciej niż amunicja w M16, ciągle było o tym, że to słuszna i sprawiedliwa wojna, że da się ją wygrać, że właściwie to już prawie ją wygraliśmy - a ona sobie trwała i trwała....
"W Sajgonie siedziało się jak w stulonych płatkach zatrutego kwiatu, gdzie toksyczna historia upierdoliła wszystko u samych korzeni".

"Mijał rok, potem następny, pora deszczowa, pora sucha, a nam się pomysły zużywały szybciej niż amunicja w M16, ciągle było o tym, że to słuszna i sprawiedliwa wojna, że da się ją wygrać, że właściwie to już prawie ją wygraliśmy - a ona sobie trwała i trwała. Kiedy wszystkie prognozy motywacji i strategii obracają się przeciwko tobie i zostajesz z krwią towarzyszy na rękach, zwykłe "pardon" to po prostu za mało. Nie ma nic bardziej żenującego niż wojna, która nie idzie zgodnie z planem".

Trudno przecenić wartość informacyjną tej książki, a jednak najbardziej fascynuje język, jakim została napisana (Herr miał bardzo konkretny, oszczędny styl. mimo to potrafił perfekcyjnie odmalować obraz sytuacji. czasem jednym słowem. jak snajper) i rewelacyjnie przetłumaczona przez Krzysztofa Majera. "Depesze" to prawdziwa poezja faktu. Tym właśnie broni się (dziś, ponad 40 lat od zakończenia działań wojennych, kiedy o Wietnamie wiemy już teoretycznie wszystko, również z filmów, przy których Herr pracował: "Czasu apokalipsy" Coppoli, do którego napisał voice-overy i "Full Metal Jacket"* Kubricka, gdzie był współautorem scenariusza) i będzie się bronić mimo upływu czasu.

Dzieło Herra to z jednej strony zbiór luźnych achronologicznych historyjek i refleksji z wietnamskiej wojny, które zapadają w pamięć detalami i świetnie oddają klimat wydarzeń i miejsca, z drugiej - fantastyczne studium różnych rodzajów przekazu. Autor konsekwentnie przeciwstawia tu sobie różne typy relacji: opowieści uczestników wojny (żołnierzy, korespondentów), relacje dziennikarzy (od brutalnie szczerych po napisane pod dyktando dowództwa), komunikaty wojskowe i oświadczenia rzeczników rządowego centrum informacyjnego. Dla mnie najciekawszy okazał się przedostatni rozdział pt. "Koledzy" poświęcony pracy korespondentów wojennych. Wiele lat temu zdarzyło mi się obejrzeć "Dom Frankiego" i od tego czasu jestem zafascynowana Timem Pagem i Seanem Flynnem, a Herr poświęca im tu parę ustępów. Swój fragment dostał też Dana Stone - postać nie mniej legendarna.

Polecam (żałując, że mnie tego nie polecono) czytanie tej książki przy dźwiękach muzyki Hendrixa, Rolling Stonesów, a zwłaszcza Franka Zappy i The Mothers of Invention, z nieoficjalnym hymnem korespondentów - "Trouble Every Day". Myślę, że w takiej oprawie "Depesze" smakowałyby mi jeszcze bardziej.

*"Ten jeden film" o Wietnamie, który musicie obejrzeć. Tak jak "Depesze" to właśnie "ta jedna książka".

pokaż więcej

 
2018-01-24 20:04:02
Ma nowego znajomego: Justyna
 
2018-01-22 00:09:28
Została fanką autora: Marcin Wicha
 
2018-01-19 21:48:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Biografia, autobiografia, pamiętnik
Autor:

"Matka pisała długopisem. Ojciec wiecznym piórem. Absurdalne nazwy - myślę, porządkując papiery. Nic nie trwa wiecznie. Ani nawet długo".

Chwilami magazyn Książki. Choć przede wszystkim pamiętnik. Epitafium matki autora, starannie ułożone z przedmiotów, które były dla niej ważne i zwyczajów, które kultywowała. Każdy chciałby mieć taką pamiątkę po najbliższych. Wielu nie pogardziłoby takim...
"Matka pisała długopisem. Ojciec wiecznym piórem. Absurdalne nazwy - myślę, porządkując papiery. Nic nie trwa wiecznie. Ani nawet długo".

Chwilami magazyn Książki. Choć przede wszystkim pamiętnik. Epitafium matki autora, starannie ułożone z przedmiotów, które były dla niej ważne i zwyczajów, które kultywowała. Każdy chciałby mieć taką pamiątkę po najbliższych. Wielu nie pogardziłoby takim (nienapuszonym) pomnikiem. Teraz już wiem, jak to się stało, że Marcin Wicha tak fenomenalnie pisze. To oczywiście talent, ale też pokłosie dorastania pod wpływem takich, a nie innych rodziców. W swoim gatunku "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" to dzieło skończone. Pełne czułości ukrytej między słowami.

pokaż więcej

 
2018-01-19 00:40:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Dystopia / Postapo, Fantastyka, Horror, Powieść, Survival

I tak nie przestanę hołubić ciem i nie opamiętam się w spaniu! ;)

"Więzienie ma niewiele zalet, ale takiej dziewczynie jak Ree może bezpieczniej się żyje za kratami. Tam, w świecie zewnętrznym, pewnie weszłaby pod koła samochodu. Albo sprzedałaby dragi tajniakowi, który pod każdym względem wygląda jak tajniak. Co też zrobiła".

Już na etapie tego cytatu (jednego z początkowych) wiedziałam, że...
I tak nie przestanę hołubić ciem i nie opamiętam się w spaniu! ;)

"Więzienie ma niewiele zalet, ale takiej dziewczynie jak Ree może bezpieczniej się żyje za kratami. Tam, w świecie zewnętrznym, pewnie weszłaby pod koła samochodu. Albo sprzedałaby dragi tajniakowi, który pod każdym względem wygląda jak tajniak. Co też zrobiła".

Już na etapie tego cytatu (jednego z początkowych) wiedziałam, że to będzie sztos. Stary dobry King - kwieciście oszczędny i zawsze utrafiający w sedno. W dodatku w znakomitym tłumaczeniu Tomasza Wilusza, który świetnie czuje styl Stephena, namiętnie operuje soczystym słownictwem pokroju "rozchwierutane" i "smyrgać" i ma smykałkę do gier słownych. Pycha.

"Śpiące królewny" to King z najlepszych czasów (już nawet nie marzyłam). W dodatku King snujący moje ukochane survivalowe postapo (miód na serce katastrofistki). Nie wiem, ile jest w tej książce z Owena Kinga (poza pomysłem). Ponoć są tacy, którzy potrafią to wychwycić. Ja nie umiem i nie potrzebuję. Efekt końcowy - tak świat opisany (wtórny, nie wtórny, wciągnął mnie bez reszty), jak i jego opisanie (bardzo plastyczna wizja) - jest doskonały. Nieważne, czyja to zasługa. End of story. Jeśli mogę Kingom coś zarzucić, to chyba tylko fakt, iż trochę za szybko wyszli z końcówki (gdy tak cierpliwie coś budujesz i rozciągasz, troszkę zgrzyta, gdy nagle wrzucasz piąty bieg i gładko wszystko rozplątujesz). Choć może to tylko złudzenie wywołane (dużym) żalem, że mi się lektura skończyła. Czytając "Śpiące", dość szybko zapragnęłam odpalić "Orange Is the New Black" i pewnie to (na pocieszenie) zrobię.

pokaż więcej

 
2018-01-12 15:31:04
Autor:

Shit, sex & stand-up! Serio, głównie o tym jest ta książka. Plus jeszcze o alkoholu (jego wielu wariantach i dużych ilościach), feminizmie i maskowaniu brawurą słabości i niepewności. Ale wracając do trzech "S". Stand-upu oczekiwałam, seksu w takiej czy innej formie spodziewałam się też, opowieści o ekskrementach i nie tylko, jednak mnie zaskoczyły. Może dlatego, że nigdy nie oglądałam... Shit, sex & stand-up! Serio, głównie o tym jest ta książka. Plus jeszcze o alkoholu (jego wielu wariantach i dużych ilościach), feminizmie i maskowaniu brawurą słabości i niepewności. Ale wracając do trzech "S". Stand-upu oczekiwałam, seksu w takiej czy innej formie spodziewałam się też, opowieści o ekskrementach i nie tylko, jednak mnie zaskoczyły. Może dlatego, że nigdy nie oglądałam "Inside Amy Schumer". Jestem jedynie fanką filmu "Wykolejona", do którego Amy napisała scenariusz i którego była gwiazdą. Film okazał się być bardziej autobiograficzny, niż sądziłam (dla wielbicieli produkcji Apatowa "The Girl with the Lower Back Tattoo" jest lekturą obowiązkową). Niestety w książce nie ma co liczyć na taką samą - szczerą, zwariowaną i zabawną - narrację. Jest szczerze (chwilami aż za bardzo. a mówię to ja - osoba, która sama nie zna w tej kwestii umiaru), ale zabawa z tego niewielka. Choć bardzo się starałam, nie za bardzo miałam się tu z czego pośmiać. Co trochę mnie zasmuciło, bo mimo sympatii dla Amy, nie sięgnęłam po tę publikację dlatego, że chciałam się zagłębić w świat jej pluszaków i poznać wszystkich ludzi w jej życiu, którzy mieli problem z kontrolowaniem zwieraczy (szczerze współczuję). Moja sympatia dla autorki też zresztą zmalała. W mniejszym stopniu było to podyktowane jej "brakiem sympatii" dla ludzi, którzy piszą i czytają w miejscach publicznych, osób, które zdrowo się odżywiają, ludzi zbiegających z gór i serialu "The Big Bang Theory".;) W większym - ubarwianiem, przechwałkami i nagromadzeniem kompleksów. Chciałam wierzyć, że Schumer jest silniejszą osobowością (nie mylić z idealną). Dobrze chociaż, że czytało mi się to szybko, lekko i głosem Amy.

pokaż więcej

 
2018-01-12 15:13:27

Wbrew pozorom nie jest to kolejna książka o minimalizmie (choć jako jeden z lifestyle'owych trendów został on uwzględniony). To rzecz o genezie rzeczozmęczenia (świetny termin!) i, wyznawanym przez Jamesa Wallmana, konkurencyjnym dla minimalizmu, eksperymentalizmie. A wszystko podparte wynikami badań (książka ma aż 43 strony przypisów powołujących się na poważne źródła. nie jest więc typowym... Wbrew pozorom nie jest to kolejna książka o minimalizmie (choć jako jeden z lifestyle'owych trendów został on uwzględniony). To rzecz o genezie rzeczozmęczenia (świetny termin!) i, wyznawanym przez Jamesa Wallmana, konkurencyjnym dla minimalizmu, eksperymentalizmie. A wszystko podparte wynikami badań (książka ma aż 43 strony przypisów powołujących się na poważne źródła. nie jest więc typowym poradnikiem) i na przykładach: konkretnych osób (i zmian w ich życiu), firm (i ich strategii) oraz wielu ciekawych inicjatyw. Takich, o których słyszałam (firmy, z których nie chce się wychodzić, co-workingi, serwisy oparte na współdzieleniu, Swiss Army apartments), ale i takich, o których nie miałam pojęcia (ekologiczne torby, które rozpuszczają się w wodzie, buty z materiałów biodegradowalnych, z których po zużyciu i zakopaniu w ziemi wyrastają kwiaty, wypożyczanie psów na spacer itd.).

Mimo naukowego zacięcia nie jest to litera stricte naukowa (zarówno pod względem tonu, jak i podejścia). Dlatego nie czyniłabym autorowi zarzutu z faktu, iż przy okazji badania trendów próbuje też wykreować trend, w który wierzy. Od początku czuć, że Wallman nie napisał tej książki wyłącznie po to, by zaprezentować swoją wiedzę. Zrobił to, by spopularyzować pewną ideę. Może nie super szczytną (stanowczo nie jest to reportaż o światowym głodzie. ktoś, kto oczekiwał tego typu podejścia, siłą rzeczy się zawiedzie), ale reklamowaną dla dobra innych i w dobrej wierze. Umówmy się, że gdyby wolno było pisać wyłącznie o sprawach poważnych i postulować wiekopomne inicjatywy, drukiem wychodziłoby naprawdę mało książek, i żadna dla wewnętrznego rozwoju czy rozrywki. Na pewno nie jest to książka dla ludzi, których nie stać na chleb czy nowe buty. To lektura dla osób żyjących tak jak autor - w mniejszym lub większym dobrobycie. I skoro można co roku wydawać kilka pozycji o minimalizmie, o którym już dawno napisano praktycznie wszystko, to Wallman ma prawo zachwalać eksperymentalizm. Tym bardziej że robi to dość minimalistycznie. Samą ideę prezentuje w bardzo szerokim kontekście, a jego (zamieszczony jak dodatek) poradnik mieści się zaledwie na 19 stronach.

pokaż więcej

 
2018-01-03 11:26:03
Ma nowego znajomego: bagietto
 
2017-12-20 07:31:42

Jako urodzona katastrofistka uwielbiam czytać o wypadkach (każdy jest lekcją, nawet jeśli nie każdy da się przewidzieć). O górach (o wszystkich, ale o żadnych tak jak o Tatrach) - to już w ogóle. Trzeba czymś żyć przez tę większą część roku, gdy człowieka tam nie ma. A tą publikacją - bardzo przestrzenną, obrazową, pełną dynamicznych relacji i trafnych refleksji - da się wręcz żyć bardziej.... Jako urodzona katastrofistka uwielbiam czytać o wypadkach (każdy jest lekcją, nawet jeśli nie każdy da się przewidzieć). O górach (o wszystkich, ale o żadnych tak jak o Tatrach) - to już w ogóle. Trzeba czymś żyć przez tę większą część roku, gdy człowieka tam nie ma. A tą publikacją - bardzo przestrzenną, obrazową, pełną dynamicznych relacji i trafnych refleksji - da się wręcz żyć bardziej. Czytając, cały czas miałam wrażenie, że jestem na miejscu zdarzeń. Na grani, w skale, w kosówce, w śniegu, w syfonach jaskiń. Jednocześnie jako poszkodowany, ratownik i obserwator. To rzadkie.

"Wołanie w górach" to fenomenalne połączenie genialnej "prasówki" (wspaniała kompilacja różnorodnych źródeł z ich wzorowym podaniem, co ułatwia życie wszystkim tym, którzy chcieliby dowiedzieć się jeszcze więcej i poszperać głębiej) z potokiem bezcennych wspomnień (nie tylko autora, ale też mnóstwa ludzi wzmiankowanych w tej publikacji). Wyjątkowy kurs tatrzańskiej topografii (mamy tu naprawdę ogrom materiału, konsekwentnie pogrupowanego rejonami, co sprawia, że wszystkie wymienione nazwy dość szybko zaczynają się układać w obrazki, które stopniowo łączą się z kolejnymi obrazkami, tworząc tę jedną spójną całość. duża w tym oczywiście zasługa Michała Jagiełły, który mimo dużego przywiązania do faktów, starał się nakreślić żywy, barwny obraz, daleki od suchego stylu przewodników) i must-read dla fanów Kroniki TOPR-u (przyznam, że czytam nałogowo).

Nad książką pastwiłam się długo. Nie dlatego, że ma 800 stron i jest ciężka czy nudna (jeśli góry cokolwiek Was obchodzą, to nie jest), lecz dlatego, że nie umiałam się z nią rozstać. Po połknięciu połowy podświadomie zaczęłam ją oszczędzać. Parę dni temu postanowiłam jednak dokończyć lekturę i nawet się nie obejrzałam, gdy się skończyła. Jak żyć?! A tak serio, to jedna z tych książek, które będę wertować jeszcze nie raz. Stokrotne dzięki, panie Michale, za ten piękny obrazek i moc przygód.

pokaż więcej

 
2017-12-10 20:37:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Anioły, Fantastyka, Przeczytane po angielsku
Cykl: Mroczne Intrygi (tom 2)

„The Mortal Instruments” ain’t it, ale to wciąż dobre lekkie fantasy osadzone w dopracowanym i barwnym uniwersum (trochę mi to przypomina „Sagę o Ludziach Lodu”, na której się wychowałam;). A przy tym bezcenna lekcja akceptacji. Plus za pogłębienie tematyki faerie (świetnie jest to odmalowane i pięknie się łączy). To największy atut tej książki (i całej serii). Konsekwentne rozbudowywanie... „The Mortal Instruments” ain’t it, ale to wciąż dobre lekkie fantasy osadzone w dopracowanym i barwnym uniwersum (trochę mi to przypomina „Sagę o Ludziach Lodu”, na której się wychowałam;). A przy tym bezcenna lekcja akceptacji. Plus za pogłębienie tematyki faerie (świetnie jest to odmalowane i pięknie się łączy). To największy atut tej książki (i całej serii). Konsekwentne rozbudowywanie świata sprawia, że fabuła nadal wciąga, nawet jeśli te wszystkie miłostki zdążyły się już opatrzyć.

Disclaimer: Brace yourselves, bo pod względem "okrucieństwa" pani Clare coraz bardziej równa do George'a R.R. Martina:)

pokaż więcej

 
2017-12-09 16:03:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Poradnik

Powiedziałabym, że to bardziej instrukcja obsługi kobiety niż faceta, ale niech autorkom będzie. :) Za to określenie "instrukcja" pasuje idealnie. Książka składa się z 61 krótkich rozdziałów (każdy z nich to inny case) przypominających sesję Q&A - z psychologiem i copywriterką;) Żadnego dreptania koło tematu, wszystko podane zwięźle, niemalże w punktach więc ja też się w punktach wyrażę.

...
Powiedziałabym, że to bardziej instrukcja obsługi kobiety niż faceta, ale niech autorkom będzie. :) Za to określenie "instrukcja" pasuje idealnie. Książka składa się z 61 krótkich rozdziałów (każdy z nich to inny case) przypominających sesję Q&A - z psychologiem i copywriterką;) Żadnego dreptania koło tematu, wszystko podane zwięźle, niemalże w punktach więc ja też się w punktach wyrażę.

Zalety "Instrukcji":

- ma fajną formę: "pytanie-rozwiązanie",
- czyta się lekko, nie nuży,
- bywa zabawna ("jeżeli masz pomysł, żeby na randkę iść w przyczepianych włosach, rzęsach, paznokciach i w makijażu wodoodpornym, to możesz go rozczarować. on nie będzie wiedział, co zrobić z taką choinką i jeżeli coś odpadnie, jemu też może opaść"),
- nie demonizuje facetów, ale też nie próbuje szukać dla nich wymówek (i to samo tyczy się kobiet),
- ma rację w pewnych sprawach (świetnie punktuje toksyczne związki. potrafi też trafić w sedno z dobrymi radami: "jeżeli w rozmowie się nudzisz, to będziesz się z nim nudzić zawsze"),
- wydaje mi się, że może być apteczką pierwszej pomocy dla desperatek, ofiar i kobiet o ponadprzeciętnie zaniżonej samoocenie (znam co najmniej jedną osobę, której ta książka mogłaby odrobinę pomóc).

Wady:

- nie wszystkie rady brzmią zdrowo (wielokrotne zachęcanie kobiet do grania na kilka frontów, w tym korzystania z pozamałżeńskich romansów, ustawiczne podkreślanie, że facet jest od dawania, a kobieta od brania itp.),
- chwilami wyraźnie brak tu konsekwencji ("słowo gwałt ma o wiele szersze znaczenie niż się to wydaje powszechnie. dbaj o siebie", a sekundę potem "pamiętaj - nie prowokuj, nie baw się facetem, jeżeli nie masz na niego ochoty". żeby było zabawniej na następnej stronie autorki znów zmieniają ton, stając po stronie kobiecej godności),
- rozdział 60 dość jawnie przeczy temu, co jest napisane wcześniej ("pokaż mu się jako ciepła, miła, lekka w obsłudze i zadowolona z siebie, z niego i z życia kobieta". czyli koniec końców wracamy do punktu wyjścia).

Nie jestem targetem tej publikacji więc trudno mi ocenić jej przydatność. Mimo wszystko wątpię, żeby przeciętnej czytelniczce pomogła w większym stopniu niż lektura "Zwierciadła". Przekartkować można. Bez żalu.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
409 32 212
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd