Konrad Urbański 
https://littelratura.wordpress.com
W wielkim skrócie i upraszczając: Konrad Urbański, rocznik 1991. Urodzony tego samego dnia (choć kilkadziesiąt lat później), co George R. R. Martin oraz 70 lat i 8 dni po przybyciu na Ziemię Stanisława Lema. Imię odziedziczyłem po postaci napisanej przez Adama Mickiewicza. Odkąd pamiętam, dzięki czytaniu żyję w różnych światach naraz, przez co skończyłem na studiach polonistycznych. A wszystko zaczęło się od Mrożka i Mickiewicza. Nie szukam łatwej drogi, lecz interesującej i inspirującej. Jak powiedział Marcel Proust – „książki trzeba czytać egoistycznie, jak dziecko, zawłaszczając autora, wpisując książkę w siebie i zacierając granice między sztuką a życiem”. Możesz mnie także obserwować na Instagramie: https://www.instagram.com/konradurbanski91/
26 lat, mężczyzna, Poznań, status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • 20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła
    20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła
    Autor:
    Oto Polska: * proboszcz z HIV, * pluton ZOMO, który strzelał w "Wujku"; * dwie matki i poczęte przez nie dziecko; * student Rydzyka, który uciekł ze szkoły; * Sprawiedliwi ratowali Żydów, a...
    czytelników: 2239 | opinie: 80 | ocena: 7,76 (900 głosów)
  • Antologia polskiego reportażu XX wieku Tom 2
    Antologia polskiego reportażu XX wieku Tom 2
    Autor:
    Antologia to hołd złożony polskiej szkole reportażu, zbiór prezentujący jej najlepszych twórców, tych najsławniejszych, jak i tych niesłusznie zapomnianych, a wspólnie tworzących reporterską historię...
    czytelników: 1559 | opinie: 27 | ocena: 8,23 (220 głosów)
  • Biała gorączka
    Biała gorączka
    Autor:
    "Pojechałem do ZSRR kilka razy w 1991 i 1992 roku i więcej nie chciałem. Fantastyczni ludzie i obraza rozumu. Wielka sztuka i poniżające poszukiwania z opuszczonymi spodniami choć kawałka papier...
    czytelników: 6735 | opinie: 292 | ocena: 7,76 (3344 głosy) | inne wydania: 1
  • Co się komu śni
    Co się komu śni
    Autor:
    Andrzej Mularczyk - scenarzysta kultowych filmów i seriali ("Sami swoi", "Dom", "Rodzina Połanieckich"), twórca słuchowisk radiowych ("W Jezioranach"), jeden z...
    czytelników: 295 | opinie: 14 | ocena: 8,22 (77 głosów) | inne wydania: 1
  • Droga 816
    Droga 816
    Autor:
    Michał Książek, autor znakomicie przyjętego debiutanckiego reportażu Jakuck. Słownik miejsca, tym razem „bohaterem" swojej opowieści uczynił nie miasto, lecz... drogę. Tytułowa droga nr 816, zwan...
    czytelników: 377 | opinie: 27 | ocena: 6,68 (109 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-14 09:17:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
Seria: Reportaż
 
2018-08-12 11:37:42
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
 
2018-08-11 21:31:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Non-fiction
Seria: Reportaż
 
2018-08-05 20:15:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Non-fiction, Posiadam

Witold Szabłowski potrafi opowiadać. Merhabę, czyli reportaże z tomu Zabójca z miasta moreli i „osobisty słownik turecko-polski” czyta się wprost świetnie, ale czegoś tu brakuje. Dobór tematów, język, sposób prowadzenia narracji… Jest wszystko – co zachwyca, ale i tak jest za mało – co rozczarowuje.

Szabłowski w 2010 napisał Zabójcę z miasta moreli - reportaże o Turcji. Opowieści o Nazimie...
Witold Szabłowski potrafi opowiadać. Merhabę, czyli reportaże z tomu Zabójca z miasta moreli i „osobisty słownik turecko-polski” czyta się wprost świetnie, ale czegoś tu brakuje. Dobór tematów, język, sposób prowadzenia narracji… Jest wszystko – co zachwyca, ale i tak jest za mało – co rozczarowuje.

Szabłowski w 2010 napisał Zabójcę z miasta moreli - reportaże o Turcji. Opowieści o Nazimie Hikmecie Borzęckim, jednym z najwybitniejszych tureckich poetów, który ma korzenie polskie; o Sinanie, architekcie, budującym na przełomie XV i XVI wieku, którego wielkim marzeniem i życiową ambicją (taką, po której można umierać), było zbudowanie czegoś większego od Hagii Sofii; o bucie, produkcji tureckiej, który został rzucony w prezydenta Busha; o milczącej i niewidocznej żonie Atatürka. Ilość poruszanych wątków nie wpływa na jakość tych reportaży – wręcz przeciwnie.

W „osobistym słowniku turecko-polskim” Szabłowski zgromadził mnóstwo ciekawostek o Turcji (ciekawostek przefiltrowanych przez jego reporterską wrażliwość i ciekawość, którą potrafi zainfekować umysł czytelnika). Ale, co ciekawe, można tam odnaleźć fragmenty z nieujętych w tomie reportaży z Zabójcy z miasta moreli. Do Merhaby nie weszła np. opowieść Wąsata republika, ale jej skrawki są zawarte w słowniku; z kolei krótki reportaż To jest właśnie Turcja funkcjonuje w Merhabie jako ciekawostka ze słownika (to trochę nieuczciwy zabieg, bo czytelnicy Zabójcy z miasta moreli nie znajdą w Merhabie zbyt wielu nowych treści. Jednak zupełnie nowi będą w pełni ukontentowani). Brakuje też bardzo krótkiego wstępu z Zabójcy z miasta moreli, który rewelacyjnie oddaje faktyczne i symboliczne rozerwanie Turcji między kontynentami. Tureckie stanie w rozkroku: jedną nogą w Europie, drugą – w Azji. Tureckie łączenie islamskiego konserwatyzmu z zachodnim liberalizmem. I co z tego mariażu – a może mezaliansu? – wynika. Sami Turcy, chociaż wielu z nich oburza się na próby zeuropeizowania, spoglądają na Europę chętnie i są skłonni wiele zaakceptować.

Mówi się, że do dobrych historii reporterskich trzeba mieć szczęście – a Szabłowski niewątpliwie je ma. Trafia na odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie, dociera do rozmówcy i potrafi wydobyć z niego opowieść. W żadnym przypadku nie jest to opowieść byle jaka, naciągnięta czy niepotrzebna. Słowa dobiera Szabłowski precyzyjnie, tak, żeby czytelnik nie odczuwał nadmiaru, ale i tak miał poczucie obcowania z pełnią. Chociaż z tą pełnią bywa różnie. I tu pojawia się zgrzyt.

Książka, pomimo zachwytu, jaki wzbudza na samym początku, z biegiem stron popada w niedopowiedzenia, skrótowość, jakby Szabłowski chwytał temat i go oddawał, ale jednocześnie wykreślał co najmniej połowę zgromadzonego materiału. Obecność „osobistego słownika turecko-polskiego” nieco tę sytuację łagodzi – jest bardziej osobiście, autor gęsto wspomina o swoich pierwszych pobytach w Turcji, książka staje się osobista, głębsza, bo jeszcze bardziej filtrowana przez osobiste wspomnienia – jednak nie do końca. Pozostaje ogromny niedosyt. Są takie reportaże, które chciałoby się czytać dalej, a Szabłowski kończy i stawia kropkę.

Sama Turcja w oczach Szabłowskiego jest przede wszystkim krajem kontrastów – z jednej strony kobieta jest świętością, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby ją uprzedmiotowić czy nawet zabić. Z jednej strony honor, odpowiedzialność i gościnność, z drugiej: współczesne targi niewolników, dyskryminacja mniejszości kurdyjskiej (która w każdej chwili, pomimo złagodzenia polityki tureckiego rządu wobec niej, jest w stanie chwycić za broń). Islam, ortodoksyjna wiara, a gdzie indziej pogoń za Unią Europejską, transseksualiści, geje. Tureckie gwiezdne wojny i niechęć do Orhana Pamuka.

Do mniej zachęcających elementów Turcji zalicza też Szabłowski panującego prezydenta Erdogana. Islamizacja kraju, niechęć wobec Europy i igranie z nią, umacnianie władzy czy rozprawienie się z opozycją w 2016 roku. Setki więźniów politycznych, anonimowe mogiły – przypominają się najczarniejsze lata dowolnej twardej dyktatury. A i tak wielu Turków traktuje Erdogana jak dobrego ojca albo starego znajomego z podwórka. Cóż, można nie rozumieć obyczajów, można tworzyć teorie o tym, że Wschód to ojczyzna wszelkich satrapii, a społeczeństwo lubi czuć nad sobą bat czy silną rękę, ale warto mieć z tyłu głowy cierpienie niewinnych ludzi i ugniatanie/urabianie nie tylko mniejszości, ale też zwykłych obywateli.

Turcja jawi się zatem – w reportażach Szabłowskiego – jako kraj niebezpieczny, pomimo swoich barw i akceptowalnej dla Europejczyka egzotyki. Ale, mówi Szabłowski, Turcja to przede wszystkim kraj złożony, a rozkrok między Europą a Azją jest tam czymś normalnym. I czymś, z czym Turcja prawdopodobnie nigdy do końca sobie nie poradzi. Chyba faktycznie lepiej, żeby nigdy nie opowiadał się po jednej ze stron, a godziła wielobarwność. Prawdopodobnie tylko to pozwoli jej zachować spoistość w wielości.

„Merhaba” to w języku tureckim „cześć”. I tak można najkrócej określić książkę Szabłowskiego: jako pisany z szacunkiem, ale jednocześnie pasją i zainteresowaniem, reportaż o Turcji. Pomimo pewnych niedociągnięć i niedopowiedzeń nie ma mowy o nudzie, bo Turcja potrafi swoją odmiennością oczarować europejskiego czytelnika, a Witold Szabłowski potrafi uczynić ją jeszcze ciekawszą.

pokaż więcej

 
2018-08-01 08:15:23
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
Seria: Reportaż
 
2018-07-31 09:00:41
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Non-fiction, Posiadam
Seria: Reportaż
 
2018-07-28 21:40:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Non-fiction
 
2018-07-26 15:34:08
Ma nowego znajomego: bookinthemountains
 
2018-07-26 08:16:13
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-07-25 15:07:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Non-fiction

Podchodząc do pisania o Projekcie: Prawda zgłębiłem nieco recenzji, zarówno blogerów, jak i krytyków (przypis). Większość recenzji – pozytywna. Trudno się dziwić, bo są momenty, kiedy jest naprawdę dobra. Odnoszę jednak wrażenie, że niewątpliwe plusy przesłoniły niewątpliwe minusy. Może dlatego, że książki nie da się opisać inaczej niż za pomocą wrażeń, emocji.

Nawet napisanie tej recenzji to...
Podchodząc do pisania o Projekcie: Prawda zgłębiłem nieco recenzji, zarówno blogerów, jak i krytyków (przypis). Większość recenzji – pozytywna. Trudno się dziwić, bo są momenty, kiedy jest naprawdę dobra. Odnoszę jednak wrażenie, że niewątpliwe plusy przesłoniły niewątpliwe minusy. Może dlatego, że książki nie da się opisać inaczej niż za pomocą wrażeń, emocji.

Nawet napisanie tej recenzji to nierówny pojedynek z Mariuszem Szczygłem. Projektu: Prawdy nie da się okiełznać, a wydobycie tego, co najważniejsze, na powierzchnię, jest zadaniem trudnym. Trójdzielna, nierówna kompozycja nie sprzyja krytycznej rozbiórce. Część pierwsza składa się z kilku szkiców, druga – drukowana na innym papierze, niejako wklejona, wyróżniająca się – to zakurzona powieść Stanisława Stanucha Portret z pamięci, służąca Mariuszowi Szczygłowi jako pretekst do części trzeciej, czyli drukowanych na łamach „Dużego Formatu” felietonów Szczygła, w których zwierza się z tego, co „usłyszał, podsłuchał, przeczytał”.

Projekt: Prawda to eksperyment. A z eksperymentami, w szczególności literackimi, bywa tak – to banał – że mogą być źle przyjęte przez potencjalnych czytelników (jak było z Proustem), niezrozumiane przez swoją epokę (jak Ulisses czy Pani Bovary), albo oczekujące na uznanie przez wiele lat. Budzą niechęć lub zachwyt. Czytamy i zastanawiamy się – dlaczego zachwycają, skoro nie zachwycają? I odwrotnie. Przepływam (chociaż to złe słowo, bo każdy tekst do jakiejś refleksji zmusza) przez miniatury, przeczytałem wklejoną do książki powieść – i?

Niestety, nie wszystkie prawdy wydobyte na wierzch przez Mariusza Szczygła zachwycają. Niestety, z prawdami bywa tak (wszystko zależy, jak zwykle, od czytelnika), że to, co dla jednego będzie niesamowitym odkryciem, inny odrzuci jako banał, coś wyciągniętego wprost z tanich poradników psychologicznych czy tworów coachingowych i coachingowopodobnych. Wiele prawd faktycznie zachwyca – jak te o metaforycznym i dosłownym przetapianiu śmierci w życie (biedacy w Laosie, produkujący przedmioty codziennego użytku z resztek bomb); zgodzę się w całości z jednym z najciekawszych zdań Projektu: Prawda: „Naucz się pozyskiwać śmierć do życia” (s. 16). Wśród perełek trafiają się jednak, moim zdaniem, fragmenty mniej udane, impresje, które do prawd nie prowadzą – albo Mariusz Szczygieł zręcznie je ukrywa. Dialogi zasłyszane w pociągu, jedna „strona” rozmowy telefonicznej. Prawdy w tym niewiele, chociaż, na upartego, można ją odnaleźć.

Co gorsza, Mariusz Szczygieł ma świadomość tego, że zawiera w swojej książce duże prawdy, ale i „prawdki”. Owa samoświadomość sprawia, że jeszcze trudniej krytykować i odnosić się do tej książki z dużym dystansem. Chyba na tym polega też jej czar – na nieustannej grze z czytelnikiem, na igraniu jego wiedzą o świecie, znawstwem tematów wszelkich. Szczygieł wymaga czytelnika, który jednocześnie umie patrzeć przez lupę (żeby wyłuskiwać prawdę nawet stamtąd, gdzie pozornie jej nie ma), ale i potrafi się dystansować, obserwować z daleka.

Dlatego tak trudno książkę skrytykować – Szczygieł, eksperymentując z formą, a przede wszystkim z treścią, zamyka usta malkontentom. Umiejętnie igra z czytelnikami, a Projekt: Prawda faktycznie jest projektem, krystalizuje się na oczach odbiorców. Autor zastrzega się także, że wybrał do książki najciekawsze opowieści. Kogo zatem krytykować? Mariusza Szczygła, bo tak wybrał? Rozmówców, bo zdarzało się, że nie mieli zbyt wiele ciekawego do powiedzenia, a ich prawda ocierała się o banał?

Jeden z recenzentów opisał szereg emocji, które towarzyszyły mu przy lekturze: ekscytacja, frustracja, sympatia, ożywienie, niechęć, przygnębienie, chęć poznania. Pod każdą z tych prawd o Projekcie: Prawda mogę się podpisać obiema rękami. Mariusz Szczygieł, dobierając opowieści mniejsze i większe, prawdy banalne i całkowicie nieoczywiste dał czytelnikom obraz pełny. Taki, który z jednej strony rozczarowuje, ale może okazać się także terapeutyczny, ożywiający, nawet: frustrujący. To książka-kosmos, reportaż-świat, zawierający w sobie prawdy i „prawdki”, esencję i osad. Zachowuję umiarkowany (moim zdaniem) sceptycyzm wobec Projektu: Prawda, ale pozwalam też sobie nie rozumieć wszystkiego, o czym opowiedział Mariusz Szczygieł. Nie zmienia to jednak faktu, że mam poczucie niedosytu.

pokaż więcej

 
2018-07-23 10:19:46
Został fanem autora: Mariusz Szczygieł
 
2018-07-22 11:16:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Blichtr, współczesne, tandetne rokoko, pełne kampu przedstawienia, kiczowaci ludzie – tak najkrócej można scharakteryzować Coney Island. Rdzenni mieszkańcy nazywali tę ziemię „ziemią bez cieni”, ponieważ nad wyspą (dawno temu Coney była wyspą) nigdy nie zachodziło słońce. Reportaż Wszyscy jesteśmy dziwni odbija niesamowity blask Coney, który, niestety, stopniowo blednie.

Wszyscy jesteśmy...
Blichtr, współczesne, tandetne rokoko, pełne kampu przedstawienia, kiczowaci ludzie – tak najkrócej można scharakteryzować Coney Island. Rdzenni mieszkańcy nazywali tę ziemię „ziemią bez cieni”, ponieważ nad wyspą (dawno temu Coney była wyspą) nigdy nie zachodziło słońce. Reportaż Wszyscy jesteśmy dziwni odbija niesamowity blask Coney, który, niestety, stopniowo blednie.

Wszyscy jesteśmy dziwni to – jak wskazuje podtytuł – zbiór opowieści z Coney Island. Karolina Sulej rozmawiała z teraźniejszymi i byłymi mieszkańcami dzielnicy (określanej na całym świecie jako brzydki brat Manhattanu), która swego czasu była jednym wielkim parkiem rozrywki. Współcześnie jest nieco gorzej, blask stopniowo przygasa, a Coney staje się także siedliskiem marginesu: przestępców i prostytutek. Historia wyspy rozpoczyna się od Indian i Holendrów, historia parku rozrywki na wyspie – w 1880 roku. Na Coney znajdowało się największe w USA skupisko lunaparków. W czasach największej świetności funkcjonowały trzy wesołe miasteczka: Luna Park, Dreamland oraz Steeplechase Park, a także inne, mniejsze. Okres największej świetności Coney trwał mniej więcej do II wojny światowej.

Karolina Sulej prowadzi czytelnika nie tylko przez historię Coney – przeplata historyczną narrację z opowieściami tych, którzy zdecydowali się tam zamieszkać. A ludzie to nie byle jakiego sortu: specjalistka od zaklinania węży i chodzenia po szkle; połykaczka mieczy; syrena w skórze człowieka; Patchworkowa Dziewczyna; człowiek-komputer… Opisując ich i oddając im głos autorka odnajduje szereg analogii z XIX-wiecznymi „dziwadłami” – kobietą o czterech nogach, karłami, ludźmi o nadmiernym owłosieniu (wilkołakami). I jedni i drudzy żyli jako dziwadła, wyrzutki społeczeństwa, których można obserwować (ludzkie zoo), ale lepiej nie dotykać, nie podchodzić, traktować ich jako urozmaicenie codzienności. A więc kraj wolności, sprawiedliwości – a za taki wciąż powszechnie uważa się USA – jest tak naprawdę zamknięty i nie potrafi zaakceptować inności, odmienności. Coney Island to margines, gdzie odnajdzie się każde współczesne „dziwadło”. Nieważne, czy ktoś tak wybrał, czy po prostu nie miał wyjścia. Coney przyciąga takich jak magnes, stając się tym samym enklawą normalności w świecie, który oszalał. Na tym polega strategia Karoliny Sulej: ci, którzy w „normalnym” świecie uchodzą za dziwadła udowadniają, że tak naprawdę to oni są normalni, a świat zdziwaczał.

Dziwactwo i normalność to dopiero jeden poziom. Drugim jest kicz, tandeta i kamp, czyli to, czego wszyscy poszukują na Coney Island. Paradoks? W żadnym wypadku. Rzeczywistość, narzucająca poukładanie, spokój, drobnomieszczaństwo (żeby nie rzec: filisterstwo) sprowadza się do noszenia uniformu od 8 do 16 i gonienia za czymś, co tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Dlatego na Coney, oprócz mieszkańców stałych, można spotkać biznesmenów, maklerów, prawników – wszystkich tych, którzy dławią się swoją formą i w kampie poszukują oderwania od rzeczywistości. Ten tani blichtr jest ich ucieczką od rzeczywistości. Narracja znów prowadzi do wniosku, że Coney to tzw. norma, a reszta – dziwactwo.

Jest też w reportażu Karoliny Sulej coś, co czasem wychodzi na powierzchnię (szczególnie w wypowiedziach bohaterów), częściej jednak pozostaje ukryte – głęboka melancholia, kontrastująca z wyzierającym z Coney kiczem i nadmuchanym splendorem.

Spod kiczu, tandetnych ozdób i syrenich ogonów wystaje prawdziwa, niepodrabiana tandeta. Coney to miejsce, które nie tyle chyli się ku upadkowi, co raczej, jak już wspominałem, stopniowo traci swój blask, z coraz większym trudem ukrywa własne konanie pod blichtrem. Jest w tym jednocześnie tragedia (degradacja miejsca i stopniowe przejmowanie go przez prawdziwych społecznych wyrzutków), ale i niesamowite, niewysłowione piękno, które miga w reportażu Karoliny Sulej. Jest w tej książce wolność, jest w niej prawdziwa normalność – pomimo że Sulej opisuje rzeczywistość zakrzywioną, cyrkową. Normalność utracona.

Czym zatem jest Coney Island, gdzie leży sedno tej kiczowato-melancholijnej dzielnicy Nowego Jorku?

O nich właśnie opowiada Karolina Sulej. O tych, którzy porzucili fałszywie rozumianą normalność na rzecz wolności. O tych, którzy na Coney odnaleźli podobnych sobie – „dziwadła”, wyplute przez społeczeństwo, co znalazły azyl. Wraca pytanie: czy na pewno wszyscy jesteśmy dziwni? A może nie wszyscy, tak naprawdę, jesteśmy dziwni?

pokaż więcej

 
2018-07-20 08:52:18
Ma nowego znajomego: rafkuc
 
2018-07-13 09:11:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Seria: Reportaż
 
2018-07-13 09:10:15
Ma nowego znajomego: Adrianna
 
Moja biblioteczka
565 65 2122
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (99)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd