Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Shetani 
bookeaterreality.blogspot.com
Studentka biotechnologii, uzależniona od czytania książek, jogi, herbaty, ziół, zdrowego odżywiania, nauki i oczywiście od swojego kota. No i wszystkiego, co nadprzyrodzone - ród czarownic zobowiązuje.
23 lat, kobieta, Będzin, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek i 1 cytat, ostatnio widziana 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Neandertalczyk. W poszukiwaniu zaginionych genomów
    Autor:
    Czego dowiedzieliśmy się o pochodzeniu człowieka dzięki badaniom genomu naszych najbliższych ewolucyjnie krewnych? „Neandertalczyk” przedstawia fascynującą historię okrywania odpowiedzi na to pytanie....
    czytelników: 118 | opinie: 5 | ocena: 6,28 (25 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-03-29 17:25:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Po angielsku, Posiadam, Ulubione
Cykl: Szklany Tron (tom 5)

To nie pierwsza książka Sary J. Maas, po której nie wiem, co ze sobą zrobić. To już któraś z kolei. Także z góry ostrzegam – ta recenzja to będzie istny chaos! Bo to on właśnie panuje obecnie w mojej głowie. Może nawet nie chaos, ale istna burza myślowo-emocjonalna. Jestem wzruszona, poruszona, rozdarta, smutna, pełna nadziei, pełna smutku, nieogarnięta, zagubiona, szczęśliwa… Wszystko na raz!... To nie pierwsza książka Sary J. Maas, po której nie wiem, co ze sobą zrobić. To już któraś z kolei. Także z góry ostrzegam – ta recenzja to będzie istny chaos! Bo to on właśnie panuje obecnie w mojej głowie. Może nawet nie chaos, ale istna burza myślowo-emocjonalna. Jestem wzruszona, poruszona, rozdarta, smutna, pełna nadziei, pełna smutku, nieogarnięta, zagubiona, szczęśliwa… Wszystko na raz! Sarah J. Maas zawsze mi to robi! Przysięgam, że jak kiedyś tę kobietę spotkam, to jej wszystko wygarnę! Wszystkie żale, wszystkie radości…
Empire of Storms to piąty tom Szklanego tronu, w co aż ciężko mi uwierzyć. Czy naprawdę od tak zwyczajne powieści o Celaenie Sardothien przeszliśmy do istnej Gry o Tron w wykonaniu Maas? Tak! Zdecydowanie tak! Już w trzecim tomie odczułam pewne subtelne zmiany i zauważyłam, w jakim kierunku zmierzamy, ale Maas chyba przechodzi samą siebie. Z każdym tomem rozwija się coraz bardziej, podobnie jak fabuła i jej bohaterowie, nie tylko Aelin. W Królowej Cieni można było zauważyć dosyć mocny podział rozdziałów na różne perspektywy i punkty widzenia. Tutaj nie jest inaczej, jest to nawet bardziej dosadne i jeszcze lepiej uwydatnione. Tak więc z historii Zabójczyni Adarlanu przeszliśmy do pełnowymiarowej historii, która dotyczy nie tylko jej, ale i wielu innych postaci na równym stopniu.
Przydatna może się okazać znajomość nowelek z udziałem Celaeny. Są to historie z jej przeszłości, które teraz zaczynają mieć swoje znaczenie i użytek. Aelin przygotowuje się do walki z wrogiem ostatecznym, Erawanem – Królem Valgów. Doskonale wie, że nie będzie to łatwe zadanie, a nie może też zapominać o drugim, równie okrutnym i bezwzględnym wrogu, Królowej Fae, Maeve. Właśnie z tego powodu odnawia kontakty z dawnymi sojusznikami, choć nie wszystkich można tak nazwać. Władca Piratów raczej nie jest zbyt szczęśliwy, że Celaena ponownie go odwiedziła! Ale to są właśnie te chwile, w których możemy znaleźć pewną dawkę humoru, choć cała sytuacja raczej nie zachęca do śmiechu. Perypetie Aelin i jej przyjaciół stały się czymś więcej niż zwykłą opowiastką. To złożona i konkretna historia, w której pojawia się wiele wątków, wiele motywów i jeszcze więcej niespodzianek.
Niezwykle podoba mi się ten rozwój. Wiedziałam, że ta seria będzie zmierzać w dobrym kierunku, ale nie spodziewałam się, że będzie aż tak genialnie, tak cudownie, tak konkretnie. Wciąż pamiętam Szklany tron, pierwszą powieść Sary Maas, która była bardzo dobra, ale wtedy w życiu bym nie pomyślałam, że dojdziemy do takiego etapu. Porównałam to do Gry o Tron, mogę porównać do Władcy Pierścieni, i wiem, że wiele osób byłoby gotowych mnie za to zniszczyć. Wiadomo, Martin i Tolkien to światowej klasy autorzy, ale kto powiedział, że Maas nie może próbować im dorównać? Wiem, że wielu osobom wydaje się, że ta seria to badziew dla nastolatek, ale nigdy w życiu się z tym nie zgodzę! Autorka rozwinęła się w genialny sposób, pisze w wyrafinowany i dojrzały sposób i zdecydowanie nie jest to banalna opowiastka czy romansidło. To piękna obserwacja tego, w jaki sposób Aelin rozwija swoje moce, w jaki sposób próbuje sobie z nimi radzić, jak zaczyna zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Nie brakuje tutaj tajemnic, spisków, intryg, bitew, rozlewu krwi, brutalności, honoru i odwagi. Mamy też oczywiście do czynienia z przyjaźnią, sojuszami i chwilami radości, a ostatnio Maas nie stroni nawet od gorących scen! Nie tylko z udziałem mojej ukochanej Aelin i cudnego Rowana.
Historia rozgrywa się na wielu torach, pojawia się kilku nowych bohaterów, jednak powiązanie ich dróg jest oczywiste i nieuniknione. Uwaga, nowy bad boy na horyzoncie! Lorcan jest zdecydowanie godny uwagi, ale również Elide i co ciekawe – Manon. Coraz bardziej lubię tę wiedźmę! Poczynania Aelin nie zawsze są takie oczywiste, jakby się wydawało. Maas potrafi zaskoczyć czytelnika na każdym kroku i to jest piękne! Nagle pojawia się coś, o czym w życiu byśmy nie pomyśleli! Pomijam fakt, że cała historia jest niezwykle logiczna i to piękny ciąg przyczynowo-skutkowy, bowiem jest to dosyć oczywiste, ale sama fabuła naprawdę porywa. Z każdym tomem coraz bardziej, bo wiemy, ze zbliżamy się do wielkiej wojny. No i nie da się ukryć, że Maas to mistrzyni tworzenia dających się we znaki zakończeń. Oczywiście przez całą lekturę z trudnością się od niej odrywałam, ale ostatnie rozdziały to po prostu bomba! Znaczy… taka bomba, która w Was wybuchnie. Rozerwie na strzępy. To tak jakby ktoś machał Wam ciastkiem przed oczami, kusił i wabił, a po chwili brutalnie zjadł je sam! Z jednej strony chcecie go zabić, z drugiej czujecie ogromny smutek i rozczarowanie, ale jednak wciąż unosi się ten smakowity zapach tego ciastka, wciąż siedzi Wam w głowie i będzie Was nawiedzał, dopóki go nie dostaniecie. Jak żyć?!
Nie wiem… Po prostu nie wiem, co mogę jeszcze napisać. Wejście Meave to istna burza. Dalszy rozwój wypadków to masakra. Rozdzierająca serce masakra, ale dająca nadzieję. No absurd! Przecież to się wyklucza… A jednak. Maas jest genialna. Po prostu genialna. Jej twórczość również i serce mi się kraje, jak pomyślę, że muszę tyle czekać na kolejny tom. Uwielbiam Aelin i Rowana, widzę ogromny potencjał w Manon, Dorian mnie zadziwił, Maeve to niezła suka, a Aedion coraz bardziej pokazuje swoją siłę. To cudowny świat, doskonale wykreowany, z pełnokrwistymi bohaterami, który nie daje o sobie zapomnieć. Pełen emocji, chwil napięcia i z zaskakującymi zwrotami akcji. Czego chcieć więcej? Ta powieść zasługuje chyba na miano doskonałej. Właściwie to cała seria, nie tylko ta część. Jestem do granic możliwości zżyta z Aelin, towarzyszę jej na każdym kroku, czuję to, co ona i uwielbiam wszelkie relacje, które panują pomiędzy bohaterami, bo są po prostu namacalne, tak porządnie.
No cóż, muszę się teraz jakoś pozbierać, ale doskonale wiem, że ta historia – cała, od początku do końca (choć koniec jeszcze daleki), pozostanie ze mną na zawsze. Aż się boję, co nam Maas jeszcze zafunduje. To już jest burza, nie tylko emocjonalna, ale pod każdym innym względem. Na jaw wyszły nowe fakty dotyczące Aelin i nie tylko… A znając Maas to z pewnością można liczyć na coś mocnego. Czekam z niecierpliwością, ogromną niecierpliwością!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-29 13:39:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nie od dziś wiadomo, że Kościół to władza. Od zarania dziejów kapłani mieli ogromny wpływ na całe społeczeństwo i nie bali się posuwać do oszustw, aby nad nim zapanować. Dziś nie jest inaczej, Kościół powinien trzymać się z daleka od polityki państwowej, a jednak zawsze wtrąci swoje przysłowiowe „pięć groszy”. Nie mówi się o tym głośno, ale taka jest prawda. Mało w dzisiejszych czasach sług... Nie od dziś wiadomo, że Kościół to władza. Od zarania dziejów kapłani mieli ogromny wpływ na całe społeczeństwo i nie bali się posuwać do oszustw, aby nad nim zapanować. Dziś nie jest inaczej, Kościół powinien trzymać się z daleka od polityki państwowej, a jednak zawsze wtrąci swoje przysłowiowe „pięć groszy”. Nie mówi się o tym głośno, ale taka jest prawda. Mało w dzisiejszych czasach sług bożych takich z prawdziwego powołania. A czy zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami Watykanu? Robert Harris najwyraźniej tak!
Znienawidzony przez Kurię papież, dbający i propagujący ideę ubogiego Kościoła, umiera. Podobno w wyniku zawału serca. W takiej sytuacji w przeciągu maksymalnie 20 dni od daty śmierci zwierzchnika powinno zostać zwołane konklawe, zamknięte zgromadzenie kardynałów mające na celu wybór nowego papieża. Poprowadzić ma je kardynał Lomeli, który w przeszłości przeszedł poważny kryzys wiary. Niespodziewanie okazuje się, że zmarły papież zdołał już wybrać swojego następcę, a teoretycznie jego ostatnia wola powinna zostać spełniona. Ale czy nikomu nieznany kardynał Benitez z Filipin zyska uznanie podczas konklawe? Czy kardynałowie będą kierować się ostatnią wolą papieża? Czy całkowicie o nim zapomną i głosownie odbędzie się niezależnie od tego?
Sięgnęłam po tę książkę, gdyż liczyłam na powieść pełną spisków i intryg. Nie da się ukryć, że w historii i obliczu Watykanu tkwi potencjał, i można by stworzyć całe multum tajemnic i zagadek, z którymi musieliby się borykać bohaterowie. Ograniczamy się jednak do zamkniętej sali, w której odbywa się konklawe. Choć sam początek wydawał mi się jeszcze obiecujący, to im dalej zagłębiałam się w lekturę, tym większe rozczarowanie czułam. Wydarzenia rozgrywające się kilka godzin po śmierci papieża były bardzo dynamiczne i można było zauważyć, jak skrzętnie Kościół manipuluje mediami. Ale potem autor skupił się tylko i wyłącznie na samym zgromadzeniu, na rozterkach Lomeliego, na poczynaniach innych Kardynałów. I to w bardzo pobieżny sposób, przynajmniej w moim odczuciu.
Książka ta nie należy do zbyt skomplikowanych czy rozbudowanych. Mamy raczej jeden wątek główny i ciężko znaleźć tutaj jakieś porywające odgałęzienia, które nadawałyby akcji tempa czy odpowiedniej dynamiki. Gdzie ta intryga? Gdzie te spiski? Czułam się tylko jak bierny obserwator głosowania, na którym z pewnością bym zasnęła ze trzy razy. Brakuje tutaj pewnej analizy i złożoności. Jak na tak porządny motyw, z którego dałoby się sporo wykrzesać, ta powieść jest za prosta. Zbyt łatwa. Banalna i nierozbudowana. A szkoda! Tutaj tkwi spory potencjał, jednak Robert Harris nie podołał zadaniu i nie wykorzystał go w odpowiedni sposób. Takie moje zdanie. Pamiętacie serial Rodzina Borgiów? Liczyłam na coś w podobnym stylu, z podobnym klimatem. Tam było mnóstwo intryg i zawirowań. Były zaskakujące zwroty akcji. Byli pełnokrwiści, doskonale skrojeni bohaterowie. Tutaj mi tego brakowało.
Chociaż Konklawe czyta się lekko i szybko, to nie tego oczekiwałam od tej pozycji. W dużej mierze jest to jednowątkowa, jednotorowa i jednowymiarowa powieść. Zdecydowanie za dużo tu prostoty. Za mało rozwinięcia. Nie wiem, jak ta powieść wypada na tle innych dzieł Roberta Harrisa, ale czuję się lekko zawiedziona. Może miałam zbyt wielkie oczekiwania? Być może gdybym podeszła do tej pozycji bez nadmiernych wymagań, to bardziej cieszyłabym się lekturą. Wierzę, że Konklawe może się podobać, bo świadczą o tym w miarę pozytywne opinie. Ja po prostu liczyłam na coś więcej, na coś bardziej konkretnego i wielowymiarowego. Na pewno dobrze zostały przedstawione relacje między kardynałami, sam przebieg konklawe, ale już samo zakończenie było raczej przewidywalne. Akcja nie była wyjątkowo porywająca.
Być może natrafiłam na tę powieść w złym czasie, choć nie wydaje mi się, żeby to był główny powód tego, w jaki sposób ją odebrałam. Może po prostu nie jest mi po drodze z wizjami Roberta Harrisa? Tak też się zdarza i nic na to nie poradzimy. Choć tematyka jest przyjemna, to brakuje sensacji w sensacji, przynajmniej dla mnie.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-28 09:24:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Nie da się ukryć tego, że nasi przodkowie jedli jedzenie nieprzetworzone i w pełni naturalne. My, w dzisiejszych czasach, mamy spore trudności z tym, aby do tego powrócić. Chemia jest praktycznie wszędzie, na sklepowych półkach króluje przetworzona żywność, wszędzie są sztuczne ulepszacze czy barwniki. W negatywny sposób odbija się to na naszym zdrowiu, podobnie jak wiele nawyków żywieniowych,... Nie da się ukryć tego, że nasi przodkowie jedli jedzenie nieprzetworzone i w pełni naturalne. My, w dzisiejszych czasach, mamy spore trudności z tym, aby do tego powrócić. Chemia jest praktycznie wszędzie, na sklepowych półkach króluje przetworzona żywność, wszędzie są sztuczne ulepszacze czy barwniki. W negatywny sposób odbija się to na naszym zdrowiu, podobnie jak wiele nawyków żywieniowych, chociażby jedzenie w pośpiechu. Niestety, wiele osób to lekceważy, a czasem nie zauważa tego, że coś jest nie tak z ich ciałem. Karygodny błąd!
Julie Montagu jest osobą, która na co dzień pracuje jako instruktorka jogi, ceni sobie holistyczne uzdrawianie i jest ekspertką w dziedzinie prawidłowego żywienia. Jednym słowem spotkałam się w tej książce z trzema tematami, którymi zajmuję się od lat. Dlatego też nie znalazłam tutaj nic, co by mnie zaskoczyło. Choć oczywiście w wielu aspektach zgadzam się z autorką, to muszę przyznać, że ta pozycja z pewnością nie wniosła nic nowego do mojego życia, ale… Będzie na pewno odpowiednia dla każdego, kto z tymi tematami nie jest zbyt obeznany. Będzie dobra dla każdego, kto chce zmienić styl życia i dietę. Każdy, kto szuka konkretnych porad i przyjaznych przepisów mających mu pomóc w zmianie odżywiania na lepsze, powinien się z tą książką zapoznać.
Autorka każdy rozdział poświęciła jednej grupie żywnościowej. Zalecenia, które tutaj znajdziemy, należą raczej do ogólnodostępnych, z którymi możemy się spotkać z wielu publikacjach, a także w Internecie. Julie Montagu prezentuje je w przejrzysty i przystępny sposób, wyjaśniając, dlaczego dane produkty są dla nas dobre i jaki wpływ wywierają na nasz organizm. W bardzo ciekawy sposób zachęca do zmian – „Dlaczego już zawsze będziesz chciał jeść jarmuż?” – a to ci dopiero! Jarmuż? Już zawsze? Czemu nie! Widać, że autorka jest zwolenniczką bardzo zdrowej zieleniny, którą poleca już na samym początku. Nie brakuje tutaj również informacji o zdrowych węglowodanach, naturalnych substancjach słodzących, zdrowych olejach, czy też superżywności.
Choć przeważająca część tej książki skupia się na jedzeniu, to pozostaje jeszcze dodatkowy aspekt zmian na lepsze. Świadome oddychanie, joga, afirmację, medytacja – te elementy są ze sobą ściśle połączone i autorka w delikatny, bardzo subtelny sposób postanowiła o nich napomknąć. Można tutaj też znaleźć całkiem sporo smacznych i łatwych w przygotowaniu przepisów, które pomogą w stopniowym wprowadzaniu zmian dietetycznych. Szkoda tylko, że nie mamy tutaj nieco lepszej oprawy graficznej, bardziej kolorowej, w której pojawiałyby się ciekawe schematy i wykresy. Jednolity tekst nie zawsze jest dobrym motywatorem, z którego wyciągniemy najważniejsze informacje.
Książka ta zdecydowanie sprawdzi się u osób początkujących, które dopiero wchodzą na ścieżkę zdrowia. Osoby obeznane w temacie mogą się poczuć nieco rozczarowane, bowiem znajdą tutaj ogólne podstawy, nic nowego.

pokaż więcej

 
2017-03-28 09:10:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Martwi i żywi więźniowie wyglądali tak samo, tyle tylko, że żywi się poruszali.”
Doktor John K. Lattimer był wybitnym chirurgiem i urologiem, który w roku 1945 służył jako oficer służby medycznej armii Stanów Zjednoczonej. Sprawował opiekę nad nazistowskimi przywódcami sądzonymi w Norymberdze przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Z zamiłowania był również historykiem, który uwielbiał...
„Martwi i żywi więźniowie wyglądali tak samo, tyle tylko, że żywi się poruszali.”
Doktor John K. Lattimer był wybitnym chirurgiem i urologiem, który w roku 1945 służył jako oficer służby medycznej armii Stanów Zjednoczonej. Sprawował opiekę nad nazistowskimi przywódcami sądzonymi w Norymberdze przez Międzynarodowy Trybunał Wojskowy. Z zamiłowania był również historykiem, który uwielbiał kolekcjonować informacje i eksponaty z okresu II wojny światowej. Nie stronił od wiedzy i niecodziennych wieści, a dzięki dostępowi do ekspertyz medycznych był w stanie sporo dowiedzieć się o stanie zdrowia wodzów Trzeciej Rzeszy. W tym również o sekretach, które Adolf Hitler skrzętnie ukrywał przed światem.
Nie ukrywam, że to właśnie z powodu postaci Adolfa Hitlera sięgnęłam po tę pozycję. Choć nie jestem z zamiłowania historykiem, tak jego osoba naprawdę bardzo mnie interesuje i chętnie zapoznaję się z każdą publikacją na jego temat. Lubię historię II WŚ, choć być może od nieco innej strony. Lubię poznawać fakty, o których nie mówi się głośno. Lubię kontrowersyjne informacje, z którymi wcześniej się nie spotkałam. A wydaje mi się, że w przypadku tej książki właśnie z czymś takim mamy do czynienia. Jednak już na wstępie zaznaczę, że nie jest to książka w całości poświęcona fϋhrerowi. Jemu jest poświęcony tylko pierwszy rozdział, jeden z najobszerniejszych w tej książce, ale to zaledwie początek góry lodowej. Oczywiście jego nazwisko przewija się też w kolejnych rozdziałach, bo to on był głównodowodzącym. Wiadomo, że to właśnie Adolf Hitler był największym wodzem III Rzeszy, ale przecież otaczało go również wielu innych dowódców, z których każdy odpowiadał za konkretną dziedzinę.
Nie mogło tutaj zabraknąć postaci Gӧringa czy Rudolfa Hessa. To są nazwiska prawdopodobnie całkiem jeszcze znane, ale obstawiam, że o większości z tych, które zostały zaprezentowane przez doktora Lattimera, zapewne nie słyszeliście. Chyba że jesteście wielkimi pasjonatami historii. Ja takie książki czytam dla zwykłej przyjemności, dla zaspokojenia ciekawości. Lubię tę tematykę, więc ją zgłębiam, ale nigdy nie czułam potrzeby podążania w kierunku nauk humanistycznych. Muszę jednak przyznać, że podziwiam autora tej publikacji za tak dokładne zaprezentowanie faktów i materiałów źródłowych. Mamy tutaj sporo zdjęć, z których większość podobno nie była wcześniej publikowana. Część z nich może się wydać niektórym dosyć drastyczna, bo w sumie nie każdy jest gotowy na to, aby przyglądać się rzędom martwych, ludzkich ciał. Mimo wszystko trzeba przyznać, że jest to bardzo rzetelna publikacja, zarówno pod względem głównego tekstu jak i podpisów pod każdym zdjęciem.
Tytuł książki, jak i właśnie sam jej twórca, wskazują na to, że najwięcej informacji tutaj będzie dotyczyć stanu zdrowia nazistowskich dowódców. I rzeczywiście, sporo tego tutaj znajdziemy, ale pojawia się też wiele innych tematów i motywów. Trochę o obozach koncentracyjnych, trochę o rodzinie, trochę o samej wojnie i toczonych bitwach… Jest to jednak niezwykle umiejętnie połączone w spójną i konkretną całość. Daje nam to dobry obraz tamtejszej rzeczywistości, pokazuje, jak niedoskonali byli Ci, których celem było stworzenie doskonałej rasy. Byli wśród nich szaleńcy i wizjonerzy, a większość z nich to chyba połączenie obu tych osobowości. Jedni zawsze widzieli okazję, w której mogliby się przypodobać Hitlerowi, inni po prostu wykonywali swoje działania. Jednak wszyscy byli zwykłymi ludźmi, którzy borykali się z problemami zdrowotnymi, mieli zwyczajne rodziny i próbowali dożyć godziwej starości.
Myślę, że Śmiertelna choroba Hitlera to pozycja obowiązkowa dla każdego fanatyka historii oraz osób zakochanych w okresie II wojny światowej. Z pewnością dzięki tej pozycji uzupełnicie swoją wiedzę i stanie się ona jedną z ciekawszych publikacji w waszych zbiorach. To naprawdę rzetelne podejście do tematu, książka jest wysycona faktami i konkretnymi informacjami, a przy tym wszystkim nie jest napisana zbyt trudnym i męczącym językiem, jak to czasami w przypadku takich książek bywa. Jestem bardzo zadowolona z tej lektury i szczerze polecam!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-21 19:34:28
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-19 16:08:38
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Boskie miasta (tom 1)
 
2017-03-19 16:08:37
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-19 14:52:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Mięso nas zabija to tytuł dosyć kontrowersyjny. Przede wszystkim ze względu na to, że przeważająca część społeczeństwa jednak spożywa je na co dzień, a dieta wegetariańska czy wegańska są uznawane za dziwactwo. Sama na co dzień spotykam się z tym, że wiele osób neguje fakt, iż nie jem zwierząt. Wiem, że zgodnie z zasadami prawidłowego żywienia mięso stanowi element odpowiednio zbilansowanej... Mięso nas zabija to tytuł dosyć kontrowersyjny. Przede wszystkim ze względu na to, że przeważająca część społeczeństwa jednak spożywa je na co dzień, a dieta wegetariańska czy wegańska są uznawane za dziwactwo. Sama na co dzień spotykam się z tym, że wiele osób neguje fakt, iż nie jem zwierząt. Wiem, że zgodnie z zasadami prawidłowego żywienia mięso stanowi element odpowiednio zbilansowanej diety, ale mimo wszystko nie możemy mówić, że jest niezbędne do życia i prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu. Pomijając fakt, iż człowiek pierwotny był roślinożercą i nadal mamy cechy, które o tym w wybitny sposób świadczą, to gdyby dieta pozbawiona mięsa była faktycznie taka szkodliwa, to weganie i wegetarianie mieliby naprawdę ciężkie życie. A jest zupełnie inaczej!
Autorzy tej pozycji prezentują naprawdę rzetelne, konkretne i w pełni naukowe podejście do tematu. Bazując na specjalistycznej literaturze i przytaczając wiele badań, w obiektywny sposób pokazują wpływ mięsa na nasz organizm. W dużej mierze chodzi tutaj o nadmierne spożywanie białka, co nie służy ludzkiemu organizmowi. Rozpoczynamy od samej historii białka i wyjaśnienia, w jaki sposób ludzie uzależnili się od jego spożywania, a kończymy na sposobach, w jakie można je ograniczyć. Autorzy pokusili się nawet o stworzenie planu żywieniowego! W międzyczasie dowiadujemy się o zagrożeniach, które płyną z bycia białkoholikiem. To nie tylko kwestia cukrzycy, nadciśnienia czy chorób serca. To także nowotwory i otyłość. Wszystkie schorzenia, o których teraz słyszy się najczęściej. A nie da się ukryć, że spożycie mięsa jest w dzisiejszych czasach ogromne!
Autorzy skupiają się tylko i wyłącznie na aspektach zdrowotnych i na wpływie białka zwierzęcego na ludzki organizm. Nie znajdziecie tutaj informacji o aspektach społecznych czy ekonomicznych, ale też nie to ta książka miała na celu. Mimo wszystko wyniki większości badań są naprawdę przerażające i cieszę się, że kilkanaście lat temu podjęłam decyzję zmiany diety. Chociaż pojawia się tutaj sporo naukowych określeń i niezależnych badań oraz eksperymentów, to książka w całości napisana jest przystępnym, ale rzetelnym językiem. Jest też dosyć spora objętościowo i może chwilami autorzy niepotrzebnie „leją wodę”, ale mimo wszystko jest to pozycja warta uwagi i poświęconego jej czasu.
Wiem, że po tę pozycję na pewno nie sięgną zagorzali mięsożercy. To przykre, że mają oni tak ograniczone myślenie i boją się odmiennego spojrzenia. Sami przeczą faktom i nauce, ale niestety – bywają tacy ludzie, którym pewnych rzeczy się nie przetłumaczy. Wierzę jednak, że osoby zainteresowane zdrowym stylem życia chętnie przeczytają tę pozycję i być może zaczną wprowadzać do swojej diety pewne zmiany. Nie każdy musi od razu stać się weganinem, ale warto spróbować czegoś nowego i wyrobić sobie własną opinię na dany temat. Osoby stosujące dietę roślinną na pewno znajdą tutaj sporo rzetelnych argumentów do obrony swojego zdania i podejścia do życia. Uważam, że to konkretna pozycja, ukazująca problematykę nadmiernego spożywania mięsa w bardzo odpowiedni sposób. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:45:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Poznajcie Odette Menkels, damską wersją słynnego Robin Hooda, która łamie prawo, aby pomagać biednym! Codziennie w nocy ryzykuje nie tylko swoją reputację, ale i życie. Wraz z grupką kilku młodych pomagierów poluje w Ciernistym lesie na jelenie margrabiego Rainharta, co jest surowo zabronione. Nie można tego nazwać inaczej – Odette jest kłusowniczką, choć kierują nią szlachetne cele. Jednak... Poznajcie Odette Menkels, damską wersją słynnego Robin Hooda, która łamie prawo, aby pomagać biednym! Codziennie w nocy ryzykuje nie tylko swoją reputację, ale i życie. Wraz z grupką kilku młodych pomagierów poluje w Ciernistym lesie na jelenie margrabiego Rainharta, co jest surowo zabronione. Nie można tego nazwać inaczej – Odette jest kłusowniczką, choć kierują nią szlachetne cele. Jednak główny leśniczy margrabiego, Jorgen Hartman, zrobi wszystko, aby odnaleźć tego, kto bez zezwolenia pozwala sobie na takie poczynania. Kiedy ta dwójka poznaje się przypadkiem na zabawie świętojańskiej, nie mają nawet pojęcia, że są swoimi największymi wrogami.
Wiem, że były takie osoby, które czekały na polską premierę tej książki. Czy ja do nich należę? Raczej nie. Powieść Melanie Dickerson rzuciła mi się w oczy dopiero wtedy, kiedy pojawiła się w polskich zapowiedziach. Owszem, zainteresowała mnie swoim opisem, bowiem zwiastował on całkiem konkretną historię osadzoną w fantastycznym świecie. Niestety, muszę przyznać, że jest to mylne wrażenie, bowiem otrzymałam prostolinijną opowiastkę z przewidywalnym zakończeniem. Choć pierwsze strony jeszcze trzymały mnie w przekonaniu, że będzie dosyć dobrze, tak jednak z każdą kolejną kartką traciłam na to nadzieję i wiedziałam, że autorka nie zboczy z obranej przez siebie ścieżki. A szkoda.
Jeżeli jesteście fanami prostych historii miłosnych, to być może będziecie usatysfakcjonowani tą powieścią. Jeżeli szukacie czegoś łatwego w odbiorze, wręcz banalnego i nieskomplikowanego, to również możecie śmiało sięgać po tę pozycję. Natomiast, jeśli macie ochotę na konkretną, złożoną i wielowątkową opowieść osadzoną w nieco średniowiecznych realiach, to szukajcie gdzie indziej. Melanie Dickerson zaprezentowała nam historię, która nie tylko powiela pewne schematy, ale też nie wnosi nic nowego do literatury. To taka typowa bajka z przewidywalnym happy endem. Co więcej, to szczęśliwe zakończenie było wręcz absurdalne. Choć wydawałoby się, że przez bohaterami jest sporo wyzwań i trudnych decyzji, tak wszystko idzie jak z płatka – za łatwo, za szybko, zbyt prosto. Absurdalność pewnych wydarzeń całkowicie zbiła mnie z tropu i momentami nie dowierzałam w to, co czytam.
Wydaje mi się, że autorka chciała jak najlepiej oddać realia średniowiecznego życia, ale nie wyszło to najlepiej. Z jednej strony mamy tutaj mało barwnych opisów, które umożliwiłyby nam przeniesienie się do tego świata, a z drugiej mamy ogromne przerysowanie całości, jeżeli weźmiemy pod uwagę wszystkie wypowiedzi bohaterów i ich dialogi. Przesyt słów „pani” i „panie” nie działał na mnie zbyt zachęcająco. Główna bohaterka średnio przypadła mi do gustu, właściwie nie wzbudziła we mnie żadnych większych emocji, podobnie jak i pozostałe postacie, jak i cała historia. Brak napięcia, brak logiki, brak sentymentów. Niestety! Choć ogółem sam zamysł nie był najgorszy i naprawdę dało się z niego wiele wyciągnąć. Mimo wszystko uważam, że pozycja ta jest po prostu do końca nieprzemyślana i niedopracowana.
No i mamy jeszcze jeden aspekt – ten romantyczny. Moja irytacja sięgała zenitu na każdej stronie, na której były wieczne zachwyty Odette. Jaka to ona jest wspaniała, cudowna, piękna, niepowtarzalna, urokliwa, ambitna, inteligentna… No po prostu chodzący ideał, a jak dla mnie była bardzo bezpłciowa. Jednakże każdy mężczyzna na kartach tej powieści zachwycał się jej urodą i stylem bycia. Ile razy można czytać coś takiego? Czy autorka próbowała przekonać samą siebie, jak perfekcyjna jest jej bohaterka? Było to naprawdę męczące i zupełnie niepotrzebne. I uwaga! Mamy do czynienia z trójkątem miłosnym. Jeden z kandydatów na męża Odette jest dobrze ustawionym synem burmistrza, więc to dobra partia, przynajmniej, kiedy kierujemy się rozumem. Ma odpowiedni status społeczny i pieniądze. No ale oczywiście pojawia się ubogi leśnik i mamy miłość od pierwszego wejrzenia, rozwijającą się w zastraszającym tempie i jak już pisałam powyżej – kończącą się po prostu w sposób niewypowiedzianie nierealny i zaburzający wszystko to, czego dowiadujemy się wcześniej, chociażby o margrabim i jego podejściu do kłusowników.
Łowczyni z Ciernistego lasu mogła być intrygującą pozycją. Mogła być naprawdę dobrze napisaną powieścią, z dobrze rozwiniętymi wątkami, z odpowiednio wykreowanymi bohaterami i porywającą fabułą. Niestety, Melanie Dickerson gdzieś po drodze zbłądziła. Brakuje tu wielu elementów, które pomogłyby się tej historii wybić, więc wątpię, żeby zyskała ona rzesze fanów. Wydaje mi się, że zginie po prostu wśród wielu innych powieści tego typu, bo nie ma w niej nic wyjątkowego. Jeżeli jednak czujecie, że mimo wszystko powinniście się z nią zapoznać, to ja nie odradzam – spróbujcie!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:43:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

W moje ręce po raz kolejny trafiła powieść włoskiego autora, tym razem kryminał w wykonaniu Antonio Manziniego. Głównym bohaterem jest nietuzinkowy gliniarz, Rocco Schiavone. Gliniarz, który chwilami zachowuje się jak kryminalista. Akcja powieści rozgrywa się w śnieżnych Alpach, ale nie liczcie na cudowny wypoczynek, cudowną zabawę na nartach czy spokojne popijanie gorącej czekolady lub... W moje ręce po raz kolejny trafiła powieść włoskiego autora, tym razem kryminał w wykonaniu Antonio Manziniego. Głównym bohaterem jest nietuzinkowy gliniarz, Rocco Schiavone. Gliniarz, który chwilami zachowuje się jak kryminalista. Akcja powieści rozgrywa się w śnieżnych Alpach, ale nie liczcie na cudowny wypoczynek, cudowną zabawę na nartach czy spokojne popijanie gorącej czekolady lub grzanego wina przy kominku. Przygotujcie się na brutalne zabójstwo, tajemnice małego miasteczka i glinę, który ucieka się do niekonwencjonalnych metod celem odnalezienia mordercy.
Autor przenosi nas do alpejskiej Doliny Aosty, w której poza turystami żyje jedynie jakieś 400 mieszkańców. Wszyscy się znają, większość jest ze sobą bliżej lub dalej spokrewniona. Toteż gdy na stoku nad Champoluc zostają znalezione pokiereszowane zwłoki, wieści bardzo szybko się rozchodzą i nie trudno jest ustalić, kto padł ofiarą tej brutalnej i krwistej zbrodni. Do akcji wkracza policjant włoskiego pochodzenia, Rocco Schiavone. To bardzo specyficzny gliniarz. Jest bardzo szorstki względem ludzi, a nawet swoich współpracowników. Chwilami naprawdę mocno przesadza, a jego słowa mogą mocno zranić drugiego człowieka. Nie omieszka przywalić każdemu podejrzanemu tylko po to, aby zebrać materiał dowodowy. Jest naprawdę okropny i nie raz nagina prawo, ale jednak jako śledczy sprawdza się doskonale. Nawet jeżeli stosowane przez niego metody odbiegają od moralności i ogólnie przyjętych norm.
Czarna trasa to powieść jednowątkowa. Skupiamy się tylko i wyłącznie na samym śledztwie, które jednak nie należy do wyjątkowo skomplikowanych. W sumie nie mamy tutaj zbyt wielu podejrzanych, gdyż akcja rozgrywa się w naprawdę małym miasteczku. Dlatego osobiście uważam, że Schiavone nie miał trudnego zadania, choć tożsamość sprawcy nie była jednoznaczna od samego początku. W sumie pojawił się jeden podejrzany, ale cieszy mnie, że Antonio Manzini trochę pomieszał w akcji tak, aby nie wszystko było od razu oczywiste. Biorąc pod uwagę, iż nie mamy tutaj do czynienia z innymi wątkami i motywami, książka nie jest zbyt obszerna i spokojnie można się z nią uporać w jeden wieczór. Jest napisana przyjemnym i raczej prostym językiem, więc to również działa w tym przypadku na jej korzyść, choć osoba, która liczy na wielki kryminał powinna poszukać gdzie indziej.
Tempo akcji jest raczej umiarkowane i nawet w punkcie kulminacyjnym, gdy już dochodzi do ujawnienia tożsamości mordercy, nie przyspiesza za bardzo. W sumie samo rozwikłanie zagadki było dla mnie lekkim rozczarowaniem, ponieważ autor nie wprowadził tutaj nic nowego czy zaskakującego. Okazuje się, że motyw zabójstwa pojawiał się już wielokrotnie w kulturze masowej, czy to w literaturze czy w filmach. Żałuję też nieco, że nie doświadczyłam za bardzo klimatu, jaki mógłby powstać w tej powieści. Tło śnieżnych Alp daje spore pole do popisu, dzięki któremu moglibyśmy poczuć powiew mrozu i strachu na twarzy, ale niestety osobiście w ogóle tego nie odczułam. Jedynym elementem, który nie pozwala nam zapomnieć, że jesteśmy w Alpach, są stała narzekania głównego bohatera na śnieg i ujemną temperaturę.
Czarna trasa to raczej prosty, nieskomplikowany kryminał dla mniej wymagającego czytelnika lub osoby, która poszukuje lżejszej powieści tego typu na jeden czy dwa wieczory. Mamy tutaj dobrze wykreowanego, chwilami nawet chyba lekko przerysowanego bohatera, ale jako śledczy jest całkiem interesujący. Rocco to chyba jeden z większych plusów tej pozycji, bowiem sama fabuła nie wyróżnia się niczym specjalnym. To typowa, jednowątkowa powieść, którą bardzo szybko się czyta. Nie napiszę, żeby była zła, bowiem jest odpowiednio skonstruowana i logiczna, ale to bardzo prosta opowieść, niezapadająca na dłużej w pamięci.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:37:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Cykl: Wolha Redna (tom 1)

Zawód: Wiedźma Olgi Gromyko po raz pierwszy trafił w moje ręce już kilka lat temu, gdy prawa autorskie do tej serii należały jeszcze do wydawnictwa Fabryka Słów. Całą serię wypożyczyłam z biblioteki i momentalnie się zakochałam! Dlatego jakże ogromna była moja radość, gdy okazało się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc postanawia wznowić ten cykl! I to w jakiej pięknej szacie graficznej! Co jak... Zawód: Wiedźma Olgi Gromyko po raz pierwszy trafił w moje ręce już kilka lat temu, gdy prawa autorskie do tej serii należały jeszcze do wydawnictwa Fabryka Słów. Całą serię wypożyczyłam z biblioteki i momentalnie się zakochałam! Dlatego jakże ogromna była moja radość, gdy okazało się, że wydawnictwo Papierowy Księżyc postanawia wznowić ten cykl! I to w jakiej pięknej szacie graficznej! Co jak co, ale okładki to wydawnictwo ma po prostu wspaniałe, niezwykle charakterystyczne i jedyne w swoim rodzaju! No i chyba to samo można powiedzieć o ich książkach…

Główną bohaterką powieści jest Wolha Redna, adeptka Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Ta dziewczyna ma nie tylko rude włosy, ale iście rudy charakter! Jest ciekawska, wścibska i przepełnia ją sarkazm oraz ironia. I dlatego ją kocham! Tak wiele nas łączy… Co ciekawe, choć nie raz w powieści ktoś nazywa ją bezmyślną i głupią dziewuchą, to ja totalnie się z tym nie zgadzam! To niesamowicie utalentowana i ambitna magiczka, która dotrze wszędzie tam, gdzie innym się nie udało. Gdzie Diabeł nie może, tam Wolhę pośle! Z łatwością przychodzi mi zżycie się z tą bohaterką, nie raz się z nią po prostu całkowicie identyfikowałam. To spokojnie mogłoby być moje alter ego, wierna przyjaciółka czy siostra bliźniaczka. Łączy nas kolor włosów i charakteru!

Młoda adeptka wybiera się w misję do Dogewy, siedziby wampirów, o której krąży mnóstwo plotek. W Dogewie ostatnio źle się dzieje, znikają jej mieszkańcy, a magicy wysyłani na ratunek nie powracają. Dlaczego więc ktoś postanowił wysłać tam młodą adeptkę? Ponieważ Mistrz Wolhy ogromnie w nią wierzy! Od momentu, gdy spotkał ją zapłakaną na progu Szkoły wiedział, że ta dziewczyna ma niesamowity talent i zdolności. Wie, że dzięki niesamowitej intuicji, lisiemu sprytowi, inteligencji i ciekawości potrafi sobie poradzić z niejednym problemem. To bardzo zawzięta babka, która wszędzie wsadzi nos! Choć nie raz ryzykuje własnym życiem, to jednak jej ambicja nie pozwala jej zwolnić ani na chwilę. I dlatego ją kocham! No i zapewne też dlatego, że zawsze trzyma się jej ironia!

Uwielbiam styl pisania, jaki prezentuje Olga Gromyko. Lekki i przyjemny, ale niebanalny. To mistrzyni w swoim fachu. Doskonale operuje fabułą, świetnie rozwija wydarzenia, rozbudza ciekawość czytelnika i porywa do swojego magicznego świata. Doskonale wychodzi jej kreacja bohaterów, a jej pomysłowość nie zna granic. Przed Wolhą stawia mnóstwo różnego rodzaju wyzwań, nie stroni od dokładnych opisów magii i umiejętności głównej bohaterki, w intrygujący sposób prezentuje świat i władcę wampirów. To kawał dobrego fantasy, w którym nie brakuje sarkastycznego humoru sytuacyjnego. Nie raz można się uśmiać do łez, a i ciężko odłożyć tę powieść na półkę. Chce się czytać i czytać, i czytać… Nie myśląc o niczym innym. Chce się być tu i teraz – w środku tej książki, tuż u boku Wolhy.

Wspaniale było przypomnieć sobie tę powieść i równie cudownie będzie to zrobić z kolejnymi tomami. A najpiękniejsze będzie to, że w końcu będę mieć tę serię na półce, bowiem historia W.Rednej zajmuje specjalne serce w moim sercu już od lat i bardzo żałowałam, że nie mam jej u siebie. To genialna powieść fantasy, pełna pasji i humoru, z oryginalnymi bohaterami i świetną historią, która rozwija się w wielu aspektach. Autorka stopniowo wprowadza nowe wątki, wyjaśnia tajemnice i tworzy nowe zagadki, które zachęcają do dalszego zgłębiania historii Wolhy i Lena. To niesamowita i jedyna w swoim rodzaju przygoda, której nikt inny nie jest w stanie Wam zagwarantować, tylko Olga Gromyko!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:34:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Montana (tom 3)

Urodzona dla śmierci to moje drugie spotkanie z twórczością Lisy Jackson i muszę przyznać, że było ono równie udane, co pierwsze. Po raz kolejny dałam się porwać historii, która powstała w głowie autorki, a potem w tak umiejętny sposób została przelana na papier. Tym razem ktoś zaczyna zabijać kobiety, które są do siebie bardzo podobne pod względem fizycznym. Informacja ta z początku w ogóle... Urodzona dla śmierci to moje drugie spotkanie z twórczością Lisy Jackson i muszę przyznać, że było ono równie udane, co pierwsze. Po raz kolejny dałam się porwać historii, która powstała w głowie autorki, a potem w tak umiejętny sposób została przelana na papier. Tym razem ktoś zaczyna zabijać kobiety, które są do siebie bardzo podobne pod względem fizycznym. Informacja ta z początku w ogóle nie przeraża doktor Kacey Lambert, bowiem mimo tego, że sama przypomina dwie ofiary, jest przekonana, że nie miała z nimi nic wspólnego. Co mogło ją łączyć z podrzędną aktorką i nauczycielką szkoły podstawowej? Nic! Poza wyglądem… A wszystko wskazuje na to, że oprawcy właśnie o to chodzi.
Już od pierwszych stron autorka wrzuca nas w potężny wir wydarzeń i wprowadza do swojej historii wielu bohaterów, co może się wydawać nieco dezorientujące. Jednak myślę, że po części w tym tkwi urok powieści Lisy Jackson. Rzuca nas na głęboką wodę, a my albo zatoniemy, albo nauczymy się w tej wodzie pływać. A wierzcie mi, nie warto tonąć, gdy czeka na nas taka historia! Dobrze skonstruowana, odpowiednio przemyślana, logiczna i wciągająca. Z dezorientacją można sobie szybko poradzić, bowiem znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy tylko damy się tej opowieści porwać.
Sprawa morderstw jest dosyć skomplikowana, a my poznajemy ją z różnych perspektyw. Jedną z nich jest właśnie perspektywa Kacey, która początkowo traktuje morderstwa w sposób nijaki, jednak z czasem zaczyna się w niej budzić potężny strach. W ramach śledztwa prowadzonego przez dwie policjantki (co jest kolejnym punktem widzenia całej sprawy) na jaw wychodzą nowe fakty, które uświadamiają Kacey w przekonaniu, że grozi jej niebezpieczeństwo. Okazuje się, że mordowane kobiety pochodzą z tej samej okolicy, były w tym samym wieku… A Kacey zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że może zostać kolejną ofiarą. Czy policjantki będą w stanie ująć sprawcę, zanim dokona się kolejne zabójstwo?
Do gustu bardzo mi przypadł styl Lisy Jackson. Język, jakim autorka się posługuje jest dojrzały, pełen różnego rodzaju zabiegów stylistycznych, bogaty i niebanalny. Książkę czyta się bardzo szybko, choć nie jestem w stanie napisać, że to taka lekka literatura, bowiem nie wyobrażam sobie czytania tej powieści w biegu czy w miejscu, gdzie coś mogłoby wyjątkowo rozpraszać moją uwagę. Lisa Jackson daje czytelnikowi jedynie drobne wskazówki, mąci w głowie, operuje akcją w taki sposób, że nie brakuje tutaj jej zaskakujących zwrotów i niedopowiedzeń. Choć pod koniec w dużej mierze wszystko zaczyna się składać w logiczną całość i staje się oczywiste, tak jednak przez większość czasu ciężko jest dojść do sedna sprawy. Na pewno nie możemy tutaj mówić o pełnej przewidywalności fabularnej.
Pozostaje jeszcze kwestia dobrego klimatu. Choć Lisa Jackson nie jest mistrzynią w kreowaniu wybitnej atmosfery, to jednak nie da się ukryć, że jej powieści mają w sobie pewną specyfikę i panujących w nich nastrój z łatwością udziela się czytelnikowi. Autorka potrafi również w odpowiedni sposób wykreować profil mordercy, chociaż nie poznajemy go aż tak, jakby się chciało. Mimo wszystko nie można tutaj zanegować logiki i sensu w tym, co się dzieje na każdej stronie. Morderca miał motyw, starannie planował swoją wielką zbrodnię krok po kroku, a wokół rozgrywało się wiele innych sytuacji – życie codzienne bohaterów, ich wzloty i upadki oraz oczywiście śledztwo.
Cieszę się, że Urodzona dla śmierci trafiła w moje ręce. Lisa Jackson naprawdę dobrze pisze, a i ten pomysł na książkę przypadł mi do gustu. Lubię thrillery, a wydaje mi się, że ta autorka jest naprawdę dobra w swoim fachu. Być może nie jest to literatura idealna, ale z pewnością godna uwagi, z którą warto się zapoznać.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-19 14:28:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Tracy Crosswhite (tom 1)

Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak... Grób mojej siostry to pierwszy tom cyklu z detektyw Tracy Crosswhite. Kobieta ta porzuciła niegdyś zawód nauczycielki i wstąpiła do szkoły policyjnej, aby odnaleźć mordercę swojej siostry. Od lat na własną rękę prowadzi śledztwo, choć teoretycznego sprawcę mordu już dawno skazano. Tracy jednak nie wierzy w jego winę. Wydaje jej się, że Edmund House został wrobiony. Tylko przez kogo? Kto tak naprawdę zabił Sarę? I dlaczego? Przełomem okazuje się chwila, w której zostaje znaleziony bezimienny grób, a w nim ludzkie szczątki. Dzięki badaniom okazuje się, że należą do Sary. Czy teraz Tracy będzie w stanie odnaleźć prawdziwego zabójcę?
Nie da się nie zauważyć tego, że siłą napędową, która kieruje główną bohaterką jest sprawa niezwykle osobista. Tracy w pewien sposób obwinia się za śmierć siostry, gdyż tego feralnego wieczora jakieś 20 lat temu zostawiła ją samą, bez opieki. Choć zawsze, jako starsza siostra, opiekowała się Sarą i broniła ją przed złem tego świata, to nie udało jej się zapobiec temu tragicznemu obrotowi wydarzeń. Choć nie wiemy, czy Tracy w ciągu swojej kariery policyjnej prowadziła inne dochodzenia – ale zapewne tak – to to jest pierwszym które dokładnie poznajemy, jest bardzo osobiste. Mimo wszystko dobrze sobie radzi jako detektyw, nawet w tak trudnej dla niej sytuacji. Wiadomo, minęło już sporo czasu od śmierci Sary, ale jest to wydarzenie, które ciągnie się za Tracy i nie daje jej spokoju. Ta kobieta nie spocznie, póki nie pozna prawdy. Zawzięta dusza!
Robert Dugoni w bardzo ciekawy sposób zaprezentował całe dochodzenie. Z jednej strony wiele wskazuje na to, że Edmund House rzeczywiście jest winien zbrodni, za którą otrzymał słuszny wyrok. Ale jednak sama Tracy widzi, że część dowodów została spreparowana. Śledztwo, które zostaje na nogo rozgrzebane po 20 latach nigdy nie jest czymś łatwym, bowiem ciężko o nowe wskazówki, ciężko o nowych świadków, ciężko też dokładnie pamiętać – szczegół w szczegół – co się wtedy wydarzyło. Choć jak spojrzę na to z dalszej perspektywy, znając już zakończenie tej powieści, wydaje mi się, że motyw ten jest dosyć dziwny. Jakby zrobiony na siłę. To tak jakby iść krętą drogą tylko po to, żeby coś na siłę sobie utrudnić. Nie wiem, czy Robert Dugoni miał to zaplanowane od początku, czy może gdzieś zbłądził, ale chyba miałam chętkę na lepsze rozwiązanie tej sprawy.
Mimo wszystko książka potrafi naprawdę wciągnąć. Choć nie ukrywam, że spodziewałam się czegoś więcej po punkcie kulminacyjnym, to historia Tracy przypadła mi do gustu. Jest napisana porządnym i konkretnym językiem, a autor dobrze sobie radzi z opisywaniem miejsc, w których rozwija się akcja. Jego opisy są bardzo barwne i plastyczne, co pomaga w wytworzeniu dobrego klimatu i atmosfery. Nie jestem pewna, czy mogę tutaj mówić o trzymającej w napięciu akcji, bowiem chyba tylko niektóre końcowe sceny charakteryzują się czymś takim, jednakże samo dochodzenie śledzi się z zaangażowaniem. Problematyczne są jednak retrospekcje z przeszłości, bowiem chwilami nie mamy pewności, w którym punkcie czasowym się znajdujemy. Czy przed porwaniem? Czy po porwaniu Sary? Czy kilka miesięcy po jej śmierci, czy może jednak wracamy do innego momentu? Zdecydowanie pomocne mogłyby się tutaj okazać daty na początku każdego rozdziału, a przynajmniej tych, w których mamy do czynienia z przeszłością.
Nie brakuje tutaj dobrego zaprezentowania całej problematyki, która zawsze towarzyszy dochodzeniom. Często autor przenosi nas do sądu, ukazuje przesłuchania świadków, daje czysty obraz tego, jak złożoną procedurą jest śledztwo w sprawie śmierci. Pięknie zobrazowano również siostrzaną więź – zarówno w retrospekcjach, w których Sara jeszcze żyje, jak i w tym dozgonnym oddaniu Tracy i chęci przywrócenia sprawiedliwości. Nawet w punkcie kulminacyjnym pojawia się ten motyw, a i w całej powieści przewija się życie osobiste głównej bohaterki. W wielu aspektach trzymanie za nią kciuków wydaje się być rzeczą całkowicie naturalną. To kobieta, która z łatwością zyskuje sympatię czytelnika.
Grób mojej siostry to dobry thriller, który czyta się z ogromną przyjemnością. Mimo kilku drobnych minusów ciężko jest oderwać się od lektury. Uważajcie zwłaszcza wtedy, gdy należycie do osób czytających w autobusach! Dwa razy prawie przegapiłam swój przystanek! Myślę, że przyjemnością sięgnę po kolejne tomy przygód Tracy, ciekawi mnie, co też w następnej kolejności zafunduje jej Robert Dugoni. Tym razem mieliśmy do czynienia ze sprawą bardzo osobistą, która była nie lada wyzwaniem. A co będzie dalej? Kto wie! Mam nadzieję, że autor ma w głowie wiele dobrze skonstruowanych pomysłów, które w umiejętny sposób przeleje na papier, abym mogła cieszyć się jego twórczością po raz kolejny!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:50:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Czarna seria

Pozwólcie, że przeniesiemy się na chwilę, może nawet na dłuższą chwilę, do małej, klimatycznej księgarenki znajdującej się na jednej z ulic deszczowego Amsterdamu. Prowadzi ją Wiktor Krzesim, który codziennie obserwuje to, co dzieje się za witryną. Jednych przechodniów kojarzy bardziej, innych mniej, a najwięcej wie o swoich stałych klientach. Mimo wszystko głowę zaprząta mu przede wszystkim... Pozwólcie, że przeniesiemy się na chwilę, może nawet na dłuższą chwilę, do małej, klimatycznej księgarenki znajdującej się na jednej z ulic deszczowego Amsterdamu. Prowadzi ją Wiktor Krzesim, który codziennie obserwuje to, co dzieje się za witryną. Jednych przechodniów kojarzy bardziej, innych mniej, a najwięcej wie o swoich stałych klientach. Mimo wszystko głowę zaprząta mu przede wszystkim jedna dama, Marianna. To jego wielka, od dawna skrywana miłość. Wraz z grupą przyjaciół kobieta zamieszkała w kamienicy znajdującej się na przeciwko księgarni. Niespodziewanie w mieście dochodzi do morderstwa. Śledztwo w tej sprawie prowadzi inspektor Eva Paelinck, ale okazuje się, że to księgarz skrywa nie jedną tajemnicę i może wiedzieć więcej niż policja…
Księgobójca to tytuł, który z pewnością przyciągnie każdego książkoholika. I chyba nie muszę wyjaśniać, dlaczego. Przecież każdy książkoholik traktuje dzieła literatury jak świętość. Książki to cenne zdobycze, to przyjaciele, miłości i praktycznie rodzina. A tu mamy mieć do czynienia z kimś, kto je brutalnie morduje? Pozbawia życia? Jakim prawem?! Po co?! W jakim celu?! To dopiero pytania… Co ciekawe, sam tytuł faktycznie jest bardzo trafny, choć może być nieco mylący. Rzeczywiście pojawia się tutaj tytułowy księgobójca, ale nie zdradzę Wam, jaką rolę ma do odegrania, bo będzie to spory spoiler. Sama fabuła jest jednak na swój sposób intrygująca, a klimat deszczowego Amsterdamu udziela nam się od pierwszych stron.
Rozgrywającą się tutaj historię poznajemy z różnych punktów widzenia. Bardzo dobrze poznajemy Wiktora Krzesima, beznadziejnie i bezgranicznie zakochanego w Mariannie. To on jest tutaj jedną z ważniejszych postaci, bowiem ma oczy i uszy szeroko otwarte. To taki spokojny starszy pan, który sprawia wrażenie hipochondryka, ale nie daje się do końca poznać. Drugą perspektywą jest ta z punktu widzenia inspektor Paelinck. Nie do końca przypadła mi ona do gustu jako policjantka, brakuje jej sprytu i analitycznego umysłu, zbyt łatwo ulega wpływom i daje się nabrać na najłatwiejsze sztuczki. Brak jej werwy i pasji do pracy. Jest jeszcze Marianna i jej przyjaciółka, których punktu widzenia nie poznajemy aż w tak zaawansowanym stopniu, jednak zdecydowanie mają one ogromne znaczenie dla całej powieści! Zwłaszcza ich przeszłość, z którą się muszą zmagać. Przeszłość i teraźniejszość, które mieszają się ze sobą.
Najmocniejszą stroną tej powieści jest jej zakończenie. Jednak pierwsze zdania tego akapitu nie wzbudzą w Was pozytywnych odczuć - od pewnego momentu jesteśmy praktycznie na 100 % pewni, że poznaliśmy tożsamość i motyw mordercy, autorka tak mocno upewnia nas w tym przekonaniu, że właściwie pojawia się lekka niechęć do dalszej lektury. Ale właśnie tutaj tkwi największy haczyk, wiecie? Bo Maja Wolny tak umiejętnie operuje fabułą i dba o zaskakujące zwroty akcji, że nasze przekonanie rozsypuje się na drobne kawałeczki. Choć ta pierwsza opcja była naprawdę logiczna, tak jednak ukazuje ona sedno beznadziejnej miłości. Niestety sprawiła też, że Paelinck straciła w moich oczach jako policjantka jeszcze więcej. Ale wracając do morderstwa i znalezienia sprawcy… Dopiero pod sam koniec domyśliłam się prawdy, choć motywu do końca nie rozszyfrowałam. Mimo wszystko Maja Wolny ładnie zakręciła mi w głowie i pobudziła do działania.
Tempo akcji należy raczej do umiarkowanych i sama książka charakteryzuje się takim spokojnym, choć wyrazistym klimatem. To w dużej mierze śledztwo prowadzone przez panią inspektor, ale także mroczna przeszłość bohaterów, przede wszystkim Marianny. Początkowo wydaje się, że poszczególni bohaterowie nie mają ze sobą nic wspólnego i Maja Wolny stopniowo wprowadza nas w ich życie, powoli prezentuje ich dawne wzloty, upadki i przeżycia, o których jest im ciężko zapomnieć. Co ciekawe, to właśnie zabójstwo stało się w dużej mierze siłą, która złączyła ich losy tu i teraz. Fabuła potrafi wciągnąć i zaciekawić, choć nie jestem pewna, czy bardzo wymagający czytelnik będzie tą powieścią odpowiednio usatysfakcjonowany.
Księgobójca to powieść dobra, ale nie idealna. Potrafi zaciekawić, ma mocne strony, ale nie mogę napisać, że mnie całkowicie porwała czy oczarowała. Miło się było z nią zapoznać, jest przemyślana i w dobry sposób skonstruowana, więc większych zarzutów względem niej nie mam, ale nie porusza czytelnika tak bardzo, jak mógłby to zrobić porządny thriller. Mimo wszystko nie żałuję, że się z nią zapoznałam i poświęciłam jej chwilę, bowiem czytało się ją przyjemnie, a czas sobie spokojnie przemijał. To dobra pozycja na dwa czy trzy leniwe wieczory, jednak nie wydaje mi się, żeby ta historia została ze mną na dłużej.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2017-03-05 12:44:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Cykl o Nikicie (tom 2) | Seria: Imaginatio [SQN]

Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była naprawdę wspaniałą książką. Aneta Jadowska to jedna z najbardziej cenionych przeze mnie polskich autorek. No to właśnie dzięki niej mam okazję czytać dobre urban fantasy, uwielbiany przeze mnie gatunek literatury. Czy wyczekiwałam drugiego tomu przygód Nikity? Oczywiście, że tak! Jak mogłoby w ogóle być inaczej… Co ciekawe, tajemniczy tytuł Akuszer Bogów nie... Dziewczyna z Dzielnicy Cudów była naprawdę wspaniałą książką. Aneta Jadowska to jedna z najbardziej cenionych przeze mnie polskich autorek. No to właśnie dzięki niej mam okazję czytać dobre urban fantasy, uwielbiany przeze mnie gatunek literatury. Czy wyczekiwałam drugiego tomu przygód Nikity? Oczywiście, że tak! Jak mogłoby w ogóle być inaczej… Co ciekawe, tajemniczy tytuł Akuszer Bogów nie zdradzał za wiele. I bardzo dobrze! Dzięki temu ponownie mogłam przeżyć niesamowitą, pełną zaskakujących zwrotów akcji przygodę u boku genialnej bohaterki!
Tym razem Nikita postanawia na chwilę odpocząć od zleceń dawanych jej przez Zakon i pragnie odkryć prawdę o sobie samej. Ma dosyć ciągłego życia w kłamstwie, dosyć sekretów, tajemnic i niedopowiedzeń. Choć przez lata usilnie próbowała ukryć swoją prawdziwą tożsamość, to teraz pragnie do niej powrócić. Do swoich korzeni. Do samego sedna. Swoim najbliższym nie może ufać, ścigają ją płatni mordercy, nękają ją duchy… Życie Nikity nie należy do najłatwiejszych. Z całym tym orszakiem wyrusza do magicznej Norwegii, do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Tam do prześladującego ją orszaku dołączą boskie pszczoły, krwiożercze trolle, kruki Odyna i tajemniczy Akuszer Bogów.
Przede wszystkim muszę zaznaczyć już na samym wstępie, jak ogromnie kocham autorkę za to, że wprowadziła tutaj mitologię nordycką! Pomijam fakt, że jest idealnie wpasowana w życie Nikity, że po prostu cudownie tutaj wygląda, że jest idealnie dograna. Ale ludzie, w jakim stylu Aneta Jadowska to zrobiła! Po prostu klasa sama w sobie. Takiego Asgardu to wy jeszcze nie widzieliście! Choć nie spędzamy w nim zbyt wiele czasu, to zdecydowanie są to jedne z lepszych scen w całej książce. Nikita pyskująca samemu Odynowi… Musicie to zobaczyć! Tak, zobaczyć. Ja wiem, że to książka, a książki się czyta, jednak zdolności pisarskie autorki sprawiają, że całkowicie przenosimy się do stworzonego przez niej świata, widzimy wszystko na własne oczy, odczuwamy własnym ciałem.
Liczyłam na romans, nie liczyłam na romans? W sumie to już sama nie wiem. Może i jednak nie chcę tego całego romansu, bo po co? Mamy tutaj piękny związek partnerski, rozwijającą się przyjaźń na dobre i złe. Dobra relacja, ładnie odczuwalna, idealnie wyważona. Oczywiście mówię tutaj o Nikicie i Robinie. Dwie skrajności, a jak ładnie się uzupełniające. Robin intryguje mnie coraz bardziej, zwłaszcza jego pochodzenie, o którym nawet on sam nie pamięta. Teraz skupiliśmy się na przeszłości głównej bohaterki, ale kto wie, co będzie dalej? Aneta Jadowska potrafi zaskakiwać, potrafi tak umiejętnie snuć swoją opowieść, że z trudem przychodzi się odrywanie od niej. Czyta się ją jednym tchem, nie chce się opuszczać tego świata, chociaż nie brakuje w nim niebezpieczeństw i ryzyka. I w sumie co z tego! Nikita to ostra babka, a ja lubię ryzyko!
W tej historii nie brakuje dynamiki i zaskakujących zwrotów akcji. Sama postać Nikity jest niezwykle oryginalna i interesująca, a możliwość zapoznania się z jej przeszłością i pochodzeniem jest czymś, czego nie można przegapić. Szczerze kibicuję tej dziewczynie na każdym kroku. Jest zaradna, odważna i pewna siebie, choć myślę, że pod tą hardą maską skrywa drugie oblicze. Nie tylko Pana B., czyli drzemiącego w niej Berserka, ale takiej bardziej wrażliwe oblicze, które rzadko ma okazję ujrzeć światło dzienne. Mimo wszystko uważny obserwator na pewno zauważy, że w pewnych momentach, w pewnych jej wypowiedziach, przebija się głos rozdartej istoty. Genialnym zabiegiem jest oczywiście narracja pierwszoosobowa, która umożliwia nam jeszcze lepsze zrozumienie bohaterki, choć nadal pozostaje ona owiana nutką tajemnicy.
Akuszer Bogów to bardzo, ale to bardzo dobra kontynuacja Dziewczyny. Wielowymiarowa, wielowątkowa, nawiązująca do mitologii nordyckiej w niesamowitym stylu. W Anetę Jadowską nie należy wątpić, bo potrafi zaoferować czytelnikom coś naprawdę oryginalnego, z dobrym wyczuciem smaku, coś zaskakującego, wciągającego i rozbudzającego ciekawość. Ponownie spotykamy się z zakończeniem, które zachęca do jak najszybszego zapoznania się z kolejnym tomem – osobiście nie mogę się doczekać chwili, kiedy kolejna książka z tej serii wpadnie w moje ręce. Moja przyjaźń z Nikitą stopniowo się rozwija i zmierza w bardzo dobrym kierunku, co mnie bardzo cieszy. Gorąco polecam obydwie części i jestem przekonana, że gdy się z nimi zapoznacie, to też je pokochacie i podobnie jak ja, z utęsknieniem będziecie wyczekiwać kolejnych tomów.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2058 746 5144
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (166)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (202)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd