Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Shetani 
bookeaterreality.blogspot.com
Studentka biotechnologii, uzależniona od czytania książek, jogi, herbaty, ziół, zdrowego odżywiania, nauki i oczywiście od swojego kota. No i wszystkiego, co nadprzyrodzone - ród czarownic zobowiązuje.
25 lat, kobieta, Będzin, status: Czytelniczka, dodała: 12 książek i 1 cytat, ostatnio widziana 21 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-13 17:37:42
Ma nowego znajomego: Kikkam
 
2018-04-29 15:43:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-04-23 20:24:32
Ma nowego znajomego: Klaudia
 
2018-04-15 19:23:07
Ma nowego znajomego: CzerasRHD
 
2018-04-11 19:08:25
Ma nowego znajomego: Justyna
 
2018-04-10 16:40:23
Ma nowego znajomego: dworcierni
 
2018-04-05 21:38:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-04-04 21:02:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-03-28 15:32:52
Wypowiedziała się w dyskusji: WYMIENIĘ/SPRZEDAM (marzec 2018)

https://allegro.pl/uzytkownik/Shetani11?order=m

więcej...
 
2018-03-04 12:49:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Raczej nie jestem fanką powieści obyczajowych. Właściwie czytam je naprawdę rzadko i mało która przemawia do mnie na tyle, abym uznała ją za fascynującą. Jednak powieści Cudowny chłopak dałam się skusić… I nawet sama nie wiem, dlaczego. Być może cała ta otoczka związana z ekranizacją w jakiś sposób na mnie wpłynęła, i choć nie miałam w planach wybrania się do kina, czy nawet obejrzenia tej... Raczej nie jestem fanką powieści obyczajowych. Właściwie czytam je naprawdę rzadko i mało która przemawia do mnie na tyle, abym uznała ją za fascynującą. Jednak powieści Cudowny chłopak dałam się skusić… I nawet sama nie wiem, dlaczego. Być może cała ta otoczka związana z ekranizacją w jakiś sposób na mnie wpłynęła, i choć nie miałam w planach wybrania się do kina, czy nawet obejrzenia tej produkcji w domowym zaciszu, to pomyślałam, że w sumie co mi szkodzi sięgnąć po książkę. Zwłaszcza że ma ona naprawdę dobre opinie.
Głównym bohaterem powieści jest dziesięcioletni August. Zwyczajny dzieciak, jak każdy inny w jego wieku. Z tym wyjątkiem, że ludzie się na niego dziwnie patrzą, a niektórzy rówieśnicy z krzykiem uciekają z placu zabaw. August urodził się z bardzo rzadką chorobą genetyczną, która doprowadziła do poważnych zniekształceń na jego twarzy. I choć chłopiec ma za sobą niezliczone operacje, to wciąż jednak wygląda nieco inaczej. Ale tak jak nie powinno oceniać się książki po okładce, tak ludzi nie powinno się oceniać po wyglądzie.
August to bardzo sympatyczny, a przede wszystkim inteligentny dzieciak. Mimo swojej choroby potrafi cieszyć się życiem i zachowuje się tak, jak każdy inny chłopak w jego wieku. Bo właściwie dlaczego miałoby być inaczej? Tak samo ma prawo chodzić do szkoły, śmiać się, żartować i mieć przyjaciół. A nawet sympatię. Choroba nikogo nie powinna skreślać – czy to w oczach innych, czy w oczach samego siebie. Piękne jest to, że dziesięciolatek zdaje sobie sprawę ze swojej przypadłości, ale stale brnie na przód. Mierzy się z życiem i ze światem, choć doskonale wiemy, że nie zawsze jest to łatwe- i to dla wszystkich, nie tylko dla osób chorych.
Choć to właśnie August jest głównym bohaterem tej książki, to tak naprawdę mamy okazję w doskonały sposób poznać wielu innych bohaterów. Pojawiają się tutaj rozdziały z różnych punktów widzenia, dzięki czemu mamy okazję zobaczyć, jak inni bohaterowie postrzegają Augusta. Przyjaciele z nowej szkoły, siostra, przyjaciółka siostry… Panuje tutaj niesamowita różnorodność i naprawdę doceniam formę tej powieści. Choć początkowo byłam przekonana, że rozgrywające się wydarzenia będę poznawać tylko dzięki Augustowi. Właściwie to miałam pewne obawy – w końcu to dziesięcioletnie dziecko, zdecydowanie nadajemy na innych falach, ale w przypadku tego typu książek takie granice gdzieś zanikają.
Można by w sumie napisać, że w powieści R.J. Palacio nie ma nic wyjątkowego. Zwyczajna rodzina z chorym chłopcem, rodzinne i szkolne perypetie. A jednak ciepło, jakie bije z tej powieści jest naprawdę ogromne. Nawet nie wiem, czy określenie „wzruszająca” będzie tutaj odpowiednie, bo właściwie ciężko mi określić emocje, jakie towarzyszyły mi w trakcie lektury. Fakt, książkę dzięki krótkim rozdziałom czyta się w mgnieniu oka, ale jednak niesie ona ze sobą naprawdę ważny przekaz. I właśnie to ciepło jest tutaj najbardziej odpowiednim określeniem. Bo wiadomo, mamy tutaj miłość, przyjaźń, siłę i wsparcie – ale to jest tak naprawdę obecne w wielu książkach. A takie swoiste ciepło, takie poczucie szczęścia i pełni, to nie zdarza się zbyt często. Nie wiem, jak R.J. Palacio to zrobiła, ale wyszło znakomicie.
Wiem, że nie jest to historia, która zostanie ze mną na dłużej, ale z czystym sumieniem mogę ją polecić. Czytelnikom małym i dużym, początkującym i tym na dalszej drodze, właściwie każdemu. Bo liczy się przekaz i emocje. To one są tutaj najważniejsze. To niesamowicie sympatyczna książka, poruszająca i chwytająca za serce, dzięki której mamy okazję nieco zmienić swoje nastawienie do świata i ludzi, którzy z powodu choroby nieco się od nas różnią. Zdecydowanie można o niej napisać, że jest to powieść niosąca ze sobą ważną naukę życiową.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-04 12:44:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Cykl: Kate Daniels (tom 2)

Ani chwili wytchnienia… znacie to skądś? Ciągle jesteście w biegu, ciągle coś załatwiacie, ciągle ktoś czegoś od Was chce. Jednak nie przeszkadza Wam to, ponieważ właśnie wtedy czujecie, że żyjecie. Daje Wam to kopa i chce Wam się żyć. A poza tym… nie wyobrażacie sobie, że możecie żyć w inny sposób. Znajome? No to widocznie macie coś wspólnego z Kate Daniels!
Na ulicach Atlanty następują...
Ani chwili wytchnienia… znacie to skądś? Ciągle jesteście w biegu, ciągle coś załatwiacie, ciągle ktoś czegoś od Was chce. Jednak nie przeszkadza Wam to, ponieważ właśnie wtedy czujecie, że żyjecie. Daje Wam to kopa i chce Wam się żyć. A poza tym… nie wyobrażacie sobie, że możecie żyć w inny sposób. Znajome? No to widocznie macie coś wspólnego z Kate Daniels!
Na ulicach Atlanty następują wybuchy magii. Wzmogła się aktywność różnych dziwadeł magicznych. Kate czeka na kolejne wyzwanie i wkrótce je dostaje. W ruinach znajduje małą dziewczynkę – Julie. Julie jest brudna, zaniedbana, głodna i pozostawiona sama sobie, bowiem jej mama zaginęła i nie wiadomo, co się z nią stało. Kate postanawia zająć się dziewczynką i rozwikłać tajemnicę zniknięcia jej matki. Jednak nic nie może być zbyt proste – jej śladem podąża tajemniczy i nieziemsko przystojny Bran – heros z zaświatów, a jest jeszcze Curran – władca zmiennokształtnych.
Seria o Kate Daniels to prawdopodobnie jedno z najlepszych urban fantasy, jakie istnieje. Ja po prostu kocham tę serię całym sercem i mogłabym ją czytać na okrągło. To niesamowita akcja, przemyślana historia, sarkazm, humor, walka, emocje, nieziemska atmosfera. Po prostu wszystko to, co powinno się znaleźć w doskonałej książce, która nie potrafi o sobie zapomnieć. Magia parzy to zaledwie drugi tom całej serii, a daje takiego kopa, tak pobudza, tak silnie uaktywnia czytelnika, że nie zdziwicie się, gdy w trakcie czytania scen walki zaczniecie kopać powietrze! Ja po prostu całkowicie wczułam się w postać Kate, jest dla mnie jak siostra, jak alter ego, po prostu czytając tę powieść jestem nią. Staje się główną bohaterką i wszystko odczuwam tak samo intensywnie, jak ona.
Ciekawą rzeczą jest to, że autorka potrafiła wymyślić nowy wątek i nowe wyzwanie dla Kate, a mimo wszystko zachować pewne powiązania z poprzednią częścią. Teraz mamy tutaj wątek mitologiczny – w całą sprawę zaplątana jest pewna bogini. Ponownie Kate podejmuje się ciężkiego wyzwania, nie zdając sobie sprawy, że wszystko komplikuje się coraz bardziej. Mimo wszystko to mi się w niej podoba – że dąży do celu za wszelką cenę i stawia czoło konsekwencjom. Pomysł jest w pełni dopracowany i przemyślany. Wszystko stanowi logiczną, dobrą całość, w której nie można się zagubić. Wszystko jest dla nas jasne i klarowne, niesamowicie spójne, chociaż tajemnicę rozwiązać jest wcale nie tak łatwo. Z resztą nie tylko nam – Kate też ma pewne problemy. I to jest właśnie dobra rzecz – w niektórych książkach wszystko udaje się bohaterom ot tak, wszystko jest prościutkie - a tutaj nie. Tutaj są spiski, pojawiają się komplikacje, a dodatkowo mamy zaskakujące zwroty akcji. A Kate ma jakiś dar do przyciągania aroganckich typków i okropnych kłopotów!
W tej części jest też chyba nieco większy nacisk na uczucia Kate i jej poczucie samotności. Nadal jednak nie stanowi to głównego wątku, ale raczej jego dopełnienie, które dodaje pewnej pikanterii całej historii. Kocham Currana, całym sercem. Wzbudza we mnie to uczucie wściekłych pszczół w brzuchu, co tam motyle! I właściwie boski heros Bran też ma w sobie coś urzekającego, choć na dobrą sprawę jest aroganckim dupkiem. Książkę czyta się naprawdę szybko, poza tym my po prostu wchodzimy w świat, który Ilona Andrews stworzyła i wszystko obserwujemy na własne oczy. Pamiętam, że gdy pierwszy raz czytałam ten tom to chciałam, aby autorka wprowadziła więcej typowej magii do życia Kate, nie tylko machanie mieczem, ale teraz wiem, że takie zagrania miały sens – prawdziwa tożsamość Kate ma być odkrywana krok po kroku.
Polecam zdecydowanie zapoznanie się z całą serią, ponieważ jestem przekonana, że mile spędzicie czas czytając tą historię. To jest po prostu genialne urban fantasy, porywające, nieziemskie, genialne. Kate Daniels to wspaniała bohaterka, a duet kryjący się pod pseudonimem Ilona Andrews naprawdę potrafi wbić czytelnika w fotel lub też rzucać nim po całym pokoju. Czyste mistrzostwo.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-04 12:37:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Władcy Dinozaurów (tom 3)

Choć Victor Milan odszedł z tego świata, to zapisał się w historii doskonałymi powieściami, które na tle wielu innych dzieł wyróżniają się niesamowitą oryginalnością. Są wręcz na tyle unikatowe, że tego rodzaju pomysłowości nie doświadczymy nigdzie indziej. A przynajmniej tak mogę śmiało określić cykl Władcy dinozaurów, bowiem z każdym kolejnym tomem nie mogę wyjść z podziwu tego, co autor... Choć Victor Milan odszedł z tego świata, to zapisał się w historii doskonałymi powieściami, które na tle wielu innych dzieł wyróżniają się niesamowitą oryginalnością. Są wręcz na tyle unikatowe, że tego rodzaju pomysłowości nie doświadczymy nigdzie indziej. A przynajmniej tak mogę śmiało określić cykl Władcy dinozaurów, bowiem z każdym kolejnym tomem nie mogę wyjść z podziwu tego, co autor uczynił. Nie inaczej jest w przypadku trzeciego tomu o wdzięcznym tytule Księżniczka dinozaurów, który pozostawił mnie z dziwnym uczuciem w sercu…
Wydaje mi się, że od początku miała to być trylogia, teraz już na pewno nią będzie, bo Milan nie napisze niestety już nic więcej, ale mamy tutaj tak otwarte zakończenie, że czuję wielką niepewność! Z jednej strony wiele wątków zostało wyjaśnionych, odnalazło swój „happy end”, o ile można tutaj w ogóle użyć takiego sformułowanie, jednak ostatnie zdania tej powieści są naprawdę zastanawiające. Jakby miały stanowić otwarcie czegoś zupełnie nowego, a zarazem w istotny sposób powiązanego z tą trylogią. Niestety, raczej nie będzie nam dane dowiedzieć się, jaki był zamysł autora. Choć gdzieś obiła mi się o uszy informacja, że tak naprawdę miały się pojawić dodatkowe trzy książki – krótsze bądź dłuższe – osadzone w tym świecie. Niefortunnie się więc zdarzyło, że Milana zabrakło wśród wielkich pisarzy fantastyki.
W tym tomie wciąż jednym z głównych bohaterów pozostaje Karyl Bogomirsky – wielki bohater, który uchodzi obecnie za najlepszego wojownika powiązanego z dinozaurami. Jego niesamowita więź z allozaurzycą zawsze była dla mnie na swój sposób urzekająca, podobnie jak jego przyjaźń z Robem. Choć w tym tomie autor w znacznie mniejszym stopniu prezentował więź człowiek-dinozaur, to cała historia mimo wszystko nie straciła w moich oczach. Fakt, dinozaury są dla mnie tutaj jednym z bardziej fascynujących elementów, dlatego nieco brakowało mi choćby tych krótkich rozdziałów z punktu widzenia jego allozaurzycy, ale byłam w stanie to przeboleć. Głównie dlatego, że po raz kolejny otrzymałam naprawdę dobrą powieść.
W znaczącym stopniu istotna stała się tutaj sama wizja Raju oraz jego stwórców – Szarych Aniołów. To niesamowicie intrygujące postacie, bardzo tajemnicze i skrywające w sobie zdecydowanie coś więcej niż widać na pierwszy rzut oka. Pojawia się także kolejna rasa – Fae, którą Milan przedstawił jako krwiożercze, żądne zemsty demony, pragnące wykorzystać ludzi w swojej walce przeciwko Aniołom. Tak naprawdę nie raz można tutaj zauważyć, że ludzie i cały Raj są tylko eksperymentem – nie napiszę, że nic nie znaczącym, ale ludzie to po prostu pionki w czyjejś grze. Większość z nich nie zdaje sobie z tego nawet sprawy, jednak to, co się rozgrywa pomiędzy Stwórcami a Fae, jest oczywiste. Być może nawet nie jest bardzo namacalne, ale stale da się to odczuć.
Piękne jest to, że choć w powieściach Victora Milana to mężczyźni odgrywają najważniejsze role, to nie lekceważy on też postaci kobiecych. Wielowątkowa fabuła skupia się nie tylko na postaci Karyla i bitwie pomiędzy Stwórcami oraz Fae, ale nawiązuje także do losów dwóch cesarskich córek: Montse i Melodii. O ile Montse nie była aż tak brana pod uwagę w dwóch poprzednich tomach, tak tutaj ulega to znacznej poprawie. Mimo młodego wieku potrafi pokazać pazurki, ale doskonale wie, kiedy może sobie na to pozwolić. Bywa sprytna i rozsądna, co ma ogromne znaczenie, biorąc pod uwagę to, w jakiej sytuacji się znalazła. A Melodia? W moim odczuciu to właśnie ona jest tytułową księżniczką dinozaurów, a przynajmniej dąży do zostania nią. Silna postać kobieca, która próbuje przebić się przez głosy otaczających ją mężczyzn.
Victor Milan zrobił coś niesamowitego. Połączył tak wiele wątków, wykorzystał tak wiele motywów, wprowadził tak dużo różnego rodzaju istot… Ludzie, Fae, Anioły, dinozaury… Wszystkie jego wizje uległy połączeniu w niesamowicie wciągającą, logiczną i unikalną całość, obok której nie powinno się przejść obojętnie. Dodajmy do tego świetną kreację bohaterów, bardzo rozbudowany język i odpowiednio dopasowane do wydarzeń tempo akcji, a otrzymamy coś niemal idealnego. Ogromnie polecam jego twórczość!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-04 12:36:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Gideon Crew (tom 4)

„-A pan? To, co się stało, nie odcisnęło na panu żadnego piętna?
-Mam swoje książki. Nie żyję w prawdziwym świecie. Jestem niewzruszony.”
Poza granicą lodu to kolejny tom przygód Gideona Crew, człowieka zagadki, który mimo wszystko zawsze potrafi się skusić na najbardziej niebezpieczną misję, jaka zostaje mu zaproponowana. Nie inaczej jest tym razem. Eli Glinn, szef tajemniczej organizacji o...
„-A pan? To, co się stało, nie odcisnęło na panu żadnego piętna?
-Mam swoje książki. Nie żyję w prawdziwym świecie. Jestem niewzruszony.”
Poza granicą lodu to kolejny tom przygód Gideona Crew, człowieka zagadki, który mimo wszystko zawsze potrafi się skusić na najbardziej niebezpieczną misję, jaka zostaje mu zaproponowana. Nie inaczej jest tym razem. Eli Glinn, szef tajemniczej organizacji o nazwie Efektywne Rozwiązania Inżynieryjne, pięć lat temu poniósł ogromną porażkę – próbując pozyskać gigantyczny meteoryt, doprowadził do zniszczenia statku, którym dowodził, w wyniku czego jego unikalny ładunek trafił na samo dno oceanu. Teraz okazało się, że tajemniczy meteoryt był czymś więcej. Obca forma życia wrosła w dno oceanu i zaczyna zagrażać całej planecie. Glinn wynajmuje Gideona, aby ten pomógł mu zniszczyć rozrastający się obcy obiekt.
Powieści Prestona i Childa to praktycznie zawsze połączenie przygody z sensacją. I to zazwyczaj bardzo dobre połączenie. Przyznaję, że Gideona Crew da się lubić, choć jednak znacznie bardziej przepadam za innym bohaterem wykreowanym przez tę dwójkę autorów, mianowicie za Aloysiusem Pendergastem. Gideon Crew momentami wzbudza we mnie swego rodzaju litość, z powodu dość oczywistego, który na pewno jest doskonale znany wszystkim tym, którzy znają jego historię. Jego życie nieubłagalnie zbliża się ku końcowi, ale nie zdradzę Wam dlaczego, bo być może są wśród Was Ci, którzy jeszcze go nie znają. Mimo wszystko podziwiam go za pasję, za to życie chwilą, za podejmowanie ogromnego ryzyka. Iskra życia w nim nie zgasła jest silna, kto wie, może jeszcze wygra największą walkę w swoim życiu.
Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się motyw, jaki tym razem zaprezentowali Preston i Child. Obca forma życia, spoczywająca na dnie oceanu, tajemnicza, niebezpieczna, pełna zagadek. Ta dwójka nigdy nie boi się przekraczać pewnych granic i choć wiele scen przypomina tutaj raczej czyste science-fiction, właściwie wydaje się być niewyobrażalnych i absurdalnych, to jednak idealnie zgrywa się w sensowną całość. Trochę to abstrakcyjne i sprzeczne, ale rzeczywiście można to tak odebrać. Sama kwestia tej dziwacznej istoty jest jednak naprawdę fascynująca. Sposób, w jaki się komunikuje, co chce przekazać tym, którzy postanowili się jej pozbyć raz na zawsze.
Zawsze z przyjemnością powracam do historii tworzonych przez dwójkę tych autorów. Świetnie się przy nich bawię, czyta się je bardzo przyjemnie, można całkowicie zapomnieć o otaczającym nas świecie. To doskonała przygoda i świetna rozrywka, choć oczywiście nie brakuje tutaj scen pełnych smutku czy też takich, w których wymagane jest zachowanie powagi. Poza granicą lodu to po prostu kawał dobrej sensacji, z ciekawie zaprezentowanymi wątkami i motywami. Mamy tutaj do czynienia z wartką akcją i wciągającą fabułą – już tylko te dwa elementy sprawiają, że ciężko oderwać się od tej książki. Dodajcie do tego zaskakujące zwroty akcji i charyzmatycznych bohaterów, a otrzymacie naprawdę porządną lekturę, z którą przyjemnie spędzicie czas.
W moim odczuciu Preston i Child doskonale podsycają ciekawość czytelnika. Ich książki, w tym oczywiście również czwarty tom serii o Gideonie, charakteryzują się krótkimi rozdziałami, których zakończenia wzbudzają w czytelniku napięcie, różnego rodzaju emocje, a przede wszystkim zachęcają do tego, aby nie odrywać się od lektury. Doskonale też kreują swoich bohaterów, zarówno tych najważniejszych, jak i drugoplanowych. Nie tylko Crew jest porządnie zaprezentowany, ale także ekscentryczny milioner będący sprawcą problemu, z którym teraz cała załoga musi się zmierzyć, czy pozostali członki tej nieco naukowej, a nieco zgubnej dla obu stron ekspedycji.
Choć można by odnieść wrażenie, że Preston i Child w swoich książkach stosują zawsze te same, dobrze wypracowane i sprawdzone zabiegi, to mimo wszystko ich powieści czyta się naprawdę bardzo przyjemnie. Pojawia się tutaj kilka typowo hollywoodzkich chwytów, znanych z filmów akcji, ale naprawdę nie ma to większego znaczenia, bo taki po prostu jest styl tych autorów i wydaje mi się, że łatwo to polubić. Świadczy o tym spore grono fanów tego duetu, a ja zdecydowanie jestem w tej grupie i szczerze polecam Wam zapoznanie się z ich twórczością.

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-04 12:29:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Czy zauważyliście nowy trend wśród książek młodzieżowych? Może jeszcze nie jest rozwinięty zbyt mocno, ale wszystko zaczyna zmierzać w tym kierunku. Toksyczna, nastoletnia przyjaźń. Miałam z tym już do czynienia w kilku przypadkach, między innymi w Pięknych złamanych sercach Sary Barnard czy w Dziewczynach w ogniu Robin Wasserman. Pierwszy tytuł nie był dla mnie zbyt udany, ale drugi jak... Czy zauważyliście nowy trend wśród książek młodzieżowych? Może jeszcze nie jest rozwinięty zbyt mocno, ale wszystko zaczyna zmierzać w tym kierunku. Toksyczna, nastoletnia przyjaźń. Miałam z tym już do czynienia w kilku przypadkach, między innymi w Pięknych złamanych sercach Sary Barnard czy w Dziewczynach w ogniu Robin Wasserman. Pierwszy tytuł nie był dla mnie zbyt udany, ale drugi jak najbardziej. I obok niego, spokojnie na tym samym miejscu, mogłaby stanąć jeszcze jedna powieść. Piękne samobójczynie od Lynn Weingarten.
June i Delia były niegdyś nierozłączne. Rozumiały się bez słów, kochały się jak siostry, były najlepszymi przyjaciółkami, które połączyły wspólne sekrety, przeżycia i rozterki. Podobno gdy spotykamy bratnią duszę, to po prostu wiemy, że to ona. Tak Delia rozpoznała June. Łączyła je wyjątkowa więź, ale rok temu wszystko się zmieniło. Dziewczyny zaczęły się od siebie oddalać, każda poszła swoją drogą i z tak bliskich przyjaciółek stały się prawie nieznajomymi. Ale kolejna zmiana ma miejsce wtedy, gdy June dowiaduje się o tym, że Delia popełniła samobójstwo. Tylko czy aby na pewno sama targnęła się na swoje życie? Gdy June dowiaduje się, w jaki sposób Delia to zrobiła, jest przekonana, że to było morderstwo. Tylko kto ją zabił i dlaczego?
Są książki na tyle złe, że recenzje piszą się same. Są też tak dobre, że sytuacja wygląda podobnie. Są książki przeciętne, o których momentami ciężko napisać cokolwiek sensownego. I są też takie, gdzie ma się wrażenie, że i tak nie będzie się w stanie oddać słowami wszystkiego, co by się chciało. I tak jest w przypadku powieści Lynn Weingarten. Chciałabym móc Wam tyle napisać o tej książce, nie zdradzając przy tym zbyt wiele z fabuły, ale i tak nie znajdę ku temu odpowiednich słów. Mogę się tylko postarać, ale zdecydowanie jest to jedna z lepszych młodzieżówek, jakie czytałam w swoim życiu. Tutaj nie ma ckliwych i niedojrzałych romansów, jest brutalna rzeczywistość, lekka psychoza, zagłębienie się w ludzką psychikę – w tym przypadku nie ma znaczenia, czy ma się -naście czy -dzieści lat. Czasami piętnastoletnia dziewczyna będzie nosić w sercu gorsze przeżycia i większą traumę niż niejedna trzydziestolatka. Czasami wiek naprawdę nie ma znaczenia, bo pewne rzeczy oddziałują na nas w tak specyficzny sposób, że nie umiemy się wypleść z ich macek. I tak to właśnie wygląda w przypadku Pięknych samobójczyń…
Główna akcja tej powieści toczy się w czasie teraźniejszym, kiedy to June postanawia odkryć, w co wpakowała się Delia i kto ją zabił. To perspektywa pełna zaskakujących zwrotów akcji, gdzie autorka na każdym kroku mąci czytelnikowi w głowie. Tworzy się tak wiele możliwych i, co ciekawe, logicznych scenariuszy, że człowiek sam już nie wie, w którą stronę zmierzamy. Fabuła jest w pełni nieprzewidywalna i nawet na sam koniec autorka gwarantuje nam prawdziwą bombę. W tej książce wszystko może się zmienić w mgnieniu oka i właściwie tak się dzieje. Nie przyzwyczajajcie się do niczego, nie tutaj. Zero spokoju, mnóstwo tajemnic i sekretów, smutek i łzy, a to wszystko okraszone walką o lepsze jutro. Walka z tym, co było, tym, co jest i tym, co będzie. To nie jest kolejna powieść o poszukiwaniu siebie, o radzeniu sobie ze stratą czy historia tragicznej przyjaźni. To coś znacznie więcej. Fakt, nie mogę powiedzieć, że relacje Delii i June były w pełni zdrowe, z łatwością można tutaj doszukać się pewnej toksyczności, ale najwyraźniej żadnej z dziewczyn nigdy to nie przeszkadzało.
Druga perspektywa to retrospekcje z przeszłości – z czasów, kiedy dziewczyny były jeszcze w bliskich relacjach. Są to różne miejsca, różne punkty czasowe, ale dają nam dość dobry obraz tego, jak rozwijała się ich przyjaźń. Wydaje mi się, że pokazane zostały te najbardziej kluczowe momenty, istotne dla całej historii. June i Delia to dwie różne dusze, June uległa i bezbronna, Delia to chodząca burza. Niczym jin i jang, być może dlatego idealnie się dopełniały, potrafiły zrozumieć, dlaczego jedna robi coś tak, a nie inaczej. I mimo wszystko w tych rozdziałach też sporo się dzieje i być może to dzięki nim co nieco rozjaśnia się w naszej głowie.
Nawet nie wiecie, jak bardzo mylące jest wszystko w tej książce. Pojawia się tutaj tak wiele niespodzianek, tak wiele obietnic i rozczarowań… Weingarten wykonała kawał dobrej roboty. Świetnie wykreowała bohaterów, zadbała o genialną atmosferę, ale najważniejsze jest to, w jak umiejętny sposób potrafi omamić czytelnika, jak wodzi go za nos na każdym kroku. Choć język tej powieści jest dosyć prosty, aż chciałoby się napisać, że jak na tak dobrą historię zbyt prosty, to całość wywarła na mnie naprawdę mocne wrażenie. Czytałam tę powieść z zapartym tchem, pochłonęłam ją momentalnie, spalałam się niczym jedna z zapałek na okładce. Zdecydowanie polecam!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-03-04 12:27:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Katie Maguire (tom 7)

Martwi za życia to już siódma książka cyklu o nadkomisarz Katie Maguire. I zdecydowanie trzyma poziom! Choć nie zdołałam jeszcze nadrobić niektórych tomów tej serii, to na całe szczęście można je bez problemu czytać w dowolnej kolejności. Oczywiście, aby mieć pewną ciągłość w życiu osobistym głównej bohaterki, najlepiej byłoby jednak zachować proponowany przez wydawnictwo rozkład. Mimo... Martwi za życia to już siódma książka cyklu o nadkomisarz Katie Maguire. I zdecydowanie trzyma poziom! Choć nie zdołałam jeszcze nadrobić niektórych tomów tej serii, to na całe szczęście można je bez problemu czytać w dowolnej kolejności. Oczywiście, aby mieć pewną ciągłość w życiu osobistym głównej bohaterki, najlepiej byłoby jednak zachować proponowany przez wydawnictwo rozkład. Mimo wszystko każda książka to nowe śledztwo, nowe dochodzenie i… nowi psychopaci, bo Masterton zawsze zaskakuje!
Katie Maguire skończyła niczym Syzyf wiecznie wtaczający głaz pod górę. Choć rozpracowała najprężniej działający gang narkotykowy, to problem nie zniknął. Wydawałoby się wręcz, że jego oblicze stało się jeszcze potężniejsze. A jakby tego było mało, przypadkowi ludzie zaczynają znikać i przestają kontaktować się z rodziną. Nadkomisarz nie wie, że ma to związek z tajemniczą kliniką położoną na uboczu, która tak naprawdę jest przykrywką do przemytu narkotyków. To tam trafiają zaginieni ludzie, są w brutalny sposób okaleczani, gdyż tylko w ten sposób mogą się na coś przydać szefowi tego całego biznesu. Sytuacja robi się na tyle poważna, że Katie musi działać pod przykrywką. Ale czy zdąży rozpracować tę sprawę, zanim kolejny niewinny człowiek stanie się martwy za życia?
Uwielbiam trafność tytułów w książkach Mastertona. Uwielbiam też to, co ten człowiek robi z moją głową. To, co potrafi on zafundować bohaterom swoich książek, jest po prostu niewyobrażalnie bolesne i okrutne. Nie mam tutaj na myśli głównej bohaterki, bo ona akurat nie staje się ofiarą psychopaty, choć jej życie i praca też do najłatwiejszych nie należą. Jednakże to, co dzieje się w Klinice Świętego Idziego jest po prostu koszmarem. Nie chcę nawet myśleć, co by się stało, gdyby Masterton zaczął kręcić horrory… A może i chcę? Może w końcu ktoś nakręciłby porządny horror, który nie tylko by obrzydzał rozlewem krwi i flaków, ale też działał na psychikę. Masterton nie potrzebuje duchów i zjaw, aby poruszyć wyobraźnie czytelnika. W tak dosadny sposób opisuje pozbawianie ludzi czucia, pozbawianie ludzi widzenia i możliwości prowadzenia normalnego życia, że i tak odczujecie to na własnej skórze. Przejdą Was ciarki – z góry do dołu, i to niejednokrotnie.
Wydaje mi się, że ta książka, jak i wiele innych powieści Mastertona, nie będą odpowiednie dla ludzi wrażliwych. Ten autor niczego nie upiększa, daje wręcz namacalny obraz wszystkiego, co się dzieje. Szalony doktor – określam go takim mianem, ponieważ nikt o zdrowej psychice nie zrobiłby czegoś takiego drugiemu człowiekowi, co robi on – wykorzystuje niewinnych pobratymców do swoich niecnych celów. Bez mrugnięcia okiem pozbawia ich normalnej egzystencji. Oni faktycznie stają się martwi za życia. A dla niego jest to tylko dobry biznes. Z zimną krwią odbiera im zmysły (dosłownie) i samodzielność. I wierzcie mi, nikt nigdy im tego nie zwróci… I choć faktycznie te dosadne i konkretne opisy mogą wywołać obrzydzenie, to działają też na psychikę. Przerażają, wzbudzają współczucie i lęk.
Narracja prowadzona z różnych perspektyw była tutaj genialnym zabiegiem. Z początku czułam się nieco zdezorientowana, bo nie byłam w stanie połączyć ze sobą wszystkich faktów, jakie się tutaj pojawiły. Różne elementy dopiero po jakimś czasie splotły się w niesamowicie logiczną całość. W sumie w takich przypadkach cieszę się, że często pomijam czytanie opisów znajdujących się na okładkach – niektóre zdradzają zbyt wiele, a dzięki słodkiej niewiedzy można czerpać większą przyjemność z lektury. I tak było w tym przypadku. Po każdą książkę Mastertona sięgam w ciemno, nie muszę czytać opisów. Przepadam za jego genialnym stylem, za jego pomysłowością i kreacją bohaterów. Nie inaczej jest w przypadku serii o Katie, to naprawdę równa babka.
Martwi za życia to świetnie wyważona powieść, która świetnie spisuje się jako połączenie thrillera, sensacji i powieści detektywistycznej. To znakomicie prowadzone śledztwo i brutalny obraz tego, co ludzie potrafią zrobić innym ludziom, byle osiągnąć swoje cele. Zdecydowanie nie będziecie zawiedzeni tą powieścią. Niemiłosiernie wciąga, porusza na różne sposoby i daje do myślenia. Polecam!

www.bookeaterreality.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
2172 829 6686
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (210)

Ulubieni autorzy (14)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (202)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd