skiatos 
status: Czytelnik, dodał: 10 książek, ostatnio widziany 3 dni temu
Teraz czytam
  • Galicyanie
    Galicyanie
    Autor:
    Zaborów, galicyjska wieś pod Rzeszowem, licząca około tysiąca dusz. Losy jej mieszkańców wyznacza historia. Jak sięga ludzka pamięć, co i rusz przemaszerowywały tamtędy obce wojska, austriackie, rosyj...
    czytelników: 383 | opinie: 8 | ocena: 7,79 (34 głosy)
  • Kobieta, która czekała
    Kobieta, która czekała
    Autor:
    Związek Radziecki, lata siedemdziesiąte, młody dysydent intelektualista wyjeżdża z Leningradu w okolice Archangielska, by pisać o tamtejszych zwyczajach ludowych. Lecz na miejscu najważniejsza okazuj...
    czytelników: 181 | opinie: 14 | ocena: 6,7 (71 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-05 10:36:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-08-03 19:26:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Kim właściwie był Maciej Zembaty? Cynicznym szydercą czy niepoprawnym romantykiem? Przekraczającym wszelkie granice świętości satyrykiem, komediantem czy może bardem? Autorem tekstów, radiowcem, a może scenarzystą filmowym? Śledząc jego życie wypadałoby rzec, że każdym po trochu. Ale to nieprawda. Gdyby tak było, można by odnieść wrażenie, że tworzył po łebkach, na pół gwizdka. A było... Kim właściwie był Maciej Zembaty? Cynicznym szydercą czy niepoprawnym romantykiem? Przekraczającym wszelkie granice świętości satyrykiem, komediantem czy może bardem? Autorem tekstów, radiowcem, a może scenarzystą filmowym? Śledząc jego życie wypadałoby rzec, że każdym po trochu. Ale to nieprawda. Gdyby tak było, można by odnieść wrażenie, że tworzył po łebkach, na pół gwizdka. A było odwrotnie - wszystko co robił, robił do końca, bez taryfy ulgowej, maniakalnie. Jeśli szedł na kompromis to jedynie sam ze sobą - a i to rzadko, może pod koniec życia, gdy zaczęło brakować mu sił.

Taki obraz Macieja Zembatego wyłania się z garści wspomnień "Szalone życie Macieja Z" pióra Henryka Wańka - malarza, publicysty i przyjaciela Macieja. Wydana przez Iskry książka sugeruje biograficzną zawartość. Nic bardziej mylnego. To zbiór wspomnień, historie osobistych spotkań, działań i współpracy. Waniek cieszył się dużą zażyłością stosunków z autorem "Rodziny Poszepszyńskich". Ma więc skąd czerpać wspomnienia. Wyłania się z nich kultowy artysta, człowiek wyzwolony, ekscentryczny, szalony i naznaczony poetycką melancholią.

Waniek nie dba o chronologię. Wspomnienia o pisaniu scenariusza do "Siedmiu życzeń" sąsiadują z opisem groźnego wypadku samochodowego i historią powstania kultowego tekstu piosenki "W prosektorium". Wszystko to poprzetykane zostało wspominkami o depresji Macieja Z, leczeniu psychiatrycznym, problemach finansowych, umiłowaniu napojów wyskokowych i pań lekkich obyczajów. Nigdzie żadnych konkretów. Raczej puzzle, z których czytelnik sam ma zbudować portret Zembatego. "Szalone życie Macieja Z" dotknięte zostało cudowną chaotycznością narracji. Jaki bohater, taka opowieść.

Książka ma jeszcze jeden atut. Zachęca do ponownego odczytania twórczości Zembatego. Dzięki niej z radością wróciłem do jego (i Macieja Karpińskiego) tłumaczeń songów Leonarda Cohena i czarnego humoru autorskich tekstów, z "Onucą" - parodią piosenek żołnierskich - na czele: "Jak się służba skończy, do domu wrócę, / spać się położę na sianie. / Nic tak nie śmierdzi, jak moje onuce / od roku już nie zmieniane! [...] Choremu ojcu cierpienie skrócę, / w łeb go pierdolnę polanem. [...] A znów jeden kolega jest najmniejszy w grupie, / gdyż nogi ma amputowane. [...] Jak mnie zabiją, płakać nie musisz, / smród zawsze po mnie zostanie. / Nic tak nie śmierdzi jak moje onuce / Od roku już nie zmieniane!"

pokaż więcej

 
2018-07-29 18:29:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
 
2018-07-16 23:11:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Jack Reacher (tom 22) | Seria: Jack Reacher - Ponad prawem
 
2018-07-12 00:00:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-07-10 18:09:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-07-09 17:32:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-06-30 18:00:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-06-25 23:31:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Z pamiętnika masochistki

Powiedz mi, z jakiej rodziny pochodzisz, a powiem ci kim będziesz. Nasze dzieciństwo i okres dojrzewania mają niebagatelny wpływ na dorosłość. Nie tylko w dużym stopniu ukierunkowują przyszłość zawodową, ale również istotnie oddziałują na zdrowie – zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Książkowym (dosłownie) przykładem jest życie najsłynniejszej performerki świata...
Z pamiętnika masochistki

Powiedz mi, z jakiej rodziny pochodzisz, a powiem ci kim będziesz. Nasze dzieciństwo i okres dojrzewania mają niebagatelny wpływ na dorosłość. Nie tylko w dużym stopniu ukierunkowują przyszłość zawodową, ale również istotnie oddziałują na zdrowie – zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Książkowym (dosłownie) przykładem jest życie najsłynniejszej performerki świata Mariny Abramović. Artystka dała temu wyraz w swojej szokującej biografii "Pokonać mur", wydanej u nas przez Dom Wydawniczy "Rebis".

Marina, z pochodzenia Serbka, dorastała w komunistycznej Jugosławii. Dobrze urodzona i wysoko postawiona matka, biła ją niemiłosiernie za najmniejsze nawet przewinienie. Ojciec partyzant, kobieciarz i przyjaciel dyktatora Tito, był odwrotnością matki. Kiedy był w domu (a bywał rzadko) opiekował się córką, dawał jej miłość i bezpieczeństwo. Na niewiele to się zdało. Marina zapamiętała swoje dzieciństwo jako niekończące się pasmo udręk i domowych awantur.

W domu było na bilety do teatru, obrazy, płyty z muzyką i wystawy, ale nie było na buty i ubrania. Marina wiedziała o sztuce wszystko, a o życiu, miłości czy seksie nic. Matka kontrolowała ją do dwudziestego czwartego roku życia. Jedynie sztuka była dla dziewczyny wyzwoleniem z terroru "dobrego domu". Od dzieciństwa wiedziała, że będzie zajmować się nią do końca życia. Całe dorosłe życie Abramović stało się nieustannym przekraczaniem muru więzienia, w którym zamknięto jej młodość.
Marina - absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Belgradzie - zaczynała od malarstwa, ale szybko zrozumiała, że dla niej ważniejszy jest proces powstawania sztuki niż finalne dzieło. Tylko performans to gwarantował. Dla przypomnienia - performans jest rodzajem widowiska, które przedstawiane jest z udziałem (często aktywnym) widzów. Wykonawca performansu jest jednocześnie jego twórcą, a tworzonym dziełem sztuki nie są przedmioty, ale czynności wykonywane przez artystę.

Doświadczenia domu rodzinnego, sytuacja na Bałkanach i zachłyśnięcie się permormansem już od początku zaowocowały wyjątkowymi działaniami artystki. Jej pierwszy duży pokaz, zatytułowany "Rytm 10", miał miejsce w roku 1973 i oparty został na starej, rosyjskiej zabawie pijackiej. Marina, wyposażona w dziesięć ostrych noży, kolejno i bardzo szybko dźgała przestrzeń między rozłożonymi palcami lewej dłoni, kalecząc się przy tym bezlitośnie. W oryginale, po każdym skaleczeniu należało wypić kieliszek wódki. Marina zamiast wódki wykorzystała magnetofony. Na nich rejestrowała całe przedsięwzięcie. Tłum oszalał z zachwytu, a Marina doznała uczuć, których będzie szukać do końca życia.

Potem przyszedł czas, w którym ciało artystki stało podstawowym medium i jednocześnie tematem widowiska. Często okaleczała je. Takimi performansami były wycięcie na brzuchu pięcioramiennej gwiazdy i "Rytm 0", kiedy to stojąc biernie wśród widzów sugerowała, że leżące na stoliku niebezpieczne przedmioty są do ich dyspozycji. Okazało się, że sprowokowała tym niezwykle agresywne zachowania wobec siebie.

Działania Abramović dużo mówią o niej, ale jeszcze więcej o widzach. Ludzie patrzą na nią z zaciśniętymi zębami i ściśniętym żołądkiem. Pocą się ze strachu i, nawet o tym nie wiedząc, biorą za artystkę odpowiedzialność. Tak było podczas jej trzymiesięcznego performansu w Museum of Modern Art (MoMA) w Nowym Jorku. Ponad 750 tys. widzów stało w kolejce, aby móc usiąść na przeciwko Mariny, popatrzeć na nią i znaleźć drogę porozumienia bez słów. Abramović siedziała nieruchomo ponad 700 godzin. Na to niezwykłe spotkanie przyszło wiele znakomitości, m.in. Björk.

Lektura biografii Abramović przynosi wiele szokujących opowieści. Wiele razy przecierałem oczy ze zdumienia, czytając co bardziej werystyczne i brutalnie szczere fragmenty. Permormerka przesuwa granice tolerancji i wolności tam, gdzie trudno ich się spodziewać. Nie jest to wielka literatura, ale jakaś atawistyczna chęć zanurzenia się w tych wstrząsających relacjach nie pozwoliła mi oderwać się od książki do ostatniej strony.

pokaż więcej

 
2018-06-21 16:23:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Dzieciństwo spędzone na Kaszubach, teatr studencki Bim-Bom, Warszawska Opera Kameralna i szefowanie radiowej Dwójce, i to w czasach, gdy groziła jej likwidacja - tak w wielkim skrócie można opisać życie kompozytora muzyki poważnej i niepoważnej Edwarda Pałłasza.

Edward Pałłasz pisze tak, jak żyje – z pasją. Porzuca utarte ścieki narracji. Rezygnuje z pełnej i schematycznej biografii na rzecz...
Dzieciństwo spędzone na Kaszubach, teatr studencki Bim-Bom, Warszawska Opera Kameralna i szefowanie radiowej Dwójce, i to w czasach, gdy groziła jej likwidacja - tak w wielkim skrócie można opisać życie kompozytora muzyki poważnej i niepoważnej Edwarda Pałłasza.

Edward Pałłasz pisze tak, jak żyje – z pasją. Porzuca utarte ścieki narracji. Rezygnuje z pełnej i schematycznej biografii na rzecz kilkunastu opowieści z motywem przewodnim w tle. Najczęściej są to przedmioty z otoczenia autora, będące dla niego inspiracją i punktem wyjścia do snucia świetnie skonstruowanych, pełnokrwistych, a czasami wręcz bardzo intymnych opowieści. Raz jest to mebel, innym razem bibelot, rodowa pamiątka albo prezent. Każdy z osobna jest jak temat fugi. Najpierw pojawia się w pełnym kształcie, by za chwilę posłużyć do snucia kontrapunktycznych i pełnych dygresji opowieści.

Pałłasz opowiada o swoim dzieciństwie na Kaszubach, ojcu nauczycielu, temperamentnej mamie, legendarnych teatrach studenckich Bim-Bom i STS, które współtworzył. Dużo opowiada też o swoich dwóch ukochanych żonach: Małgosi i Marysi. Pisze z klasą. Unika plotkarskiego tonu i niezdrowej sensacyjności. Co rusz okrasza opowieści pikantnymi szczegółami w rodzaju miłosnych uniesień na fortepianie z Małgosią czy wizyty z reżyserem Kazimierzem Kutzem w dzielnicy czerwonych latarni w Hanowerze.

Szczerość wyznań nie dotyczy tylko jaśniejszych stron jego życia. Bez ogródek pisze i o gorszych chwilach, szczególnie tych, które nastąpiły po przedwczesnej śmierci Małgosi. Nagle został wdowcem. Pewnego dnia obudził się w mieszkaniu na podłodze, po jakiejś pijatyce, w ubraniu, i doszedł do wniosku, że to prowadzi donikąd. Musiał się na kimś wesprzeć, by całkiem się nie zatracić. Na szczęście spotkał Marysię. Dotąd kopiowała mu nuty. Zaprosił ją do opery i tak się zaczęło. Są już razem ponad 30 lat.

Przez książkę przewija się plejada znakomitości: reżyserskie sławy, wspaniali aktorzy, poeci, kompozytorzy. Pałłasz opowiada o nich ciepło, z gawędziarskim zacięciem, nie szczędząc anegdotycznych historii.

Sporo miejsca poświęca pełnionym przez siebie funkcjom. Wyraźnie widać, że lubił dyrektorować. Szefowanie różnym instytucjom było dla niego pasją niemal równą komponowaniu. Przez całą komunę był jak wolny ptak. Krawat zaczął zakładać dopiero na początku lat 80., kiedy został prezesem ZAiKS i wiceprezesem Związku Kompozytorów Polskich. Ale dopiero przed sześćdziesiątką doszedł do wniosku, że musi się ustabilizować, bo czasy zrobiły się trudniejsze. Z muzyki dało się żyć, ale uznał, że najwyższa pora zarobić na emeryturę. Przyjął propozycję objęcia radiowej Dwójki. Był tam codziennie, przez cztery lata, od rana do wieczora. Po czterech latach go wyrzucili. Następnego dnia zadzwonił Stefan Sutkowski, dyrektor Warszawskiej Opery Kameralnej, i zaproponował mu posadę swojego zastępcy. W WOK przepracował 13 lat. Nawet się nie zorientował, kiedy przekroczył wiek emerytalny. Dopiero po czterech latach połapał się, że już należy mu się emerytura. Gdy odszedł, pomyślał, że ciągle jest w niezłej kondycji, i zaczął pisać autobiografię. Pisał ją trzy lata.

„Na własną nutę” ukazała się w roku 80. urodzin Edwarda Pałłasza. Książka łączy żywą narrację z piękną, literacką polszczyzną. To rzadkość dzisiaj pisać tak nienagannie, bez manieryzmów, nie tracąc przy tym dynamiki języka, dowcipu i erudycji.

Iskry wydały kolejną znakomitą biografię. Ich seria dowodzi, że w zalewie bardziej okrzyczanych, ale i coraz bardziej tandetnych tytułów wciąż jest miejsce dla książek biograficznych z najwyższej półki.

pokaż więcej

 
2018-06-21 16:23:23
Dodał do serwisu książkę: Na własną nutę
 
2018-06-11 22:23:55
Ma nowego znajomego: Maleficient
 
2018-06-11 22:23:46
Ma nowego znajomego: 19Kinga_70
 
2018-06-11 22:23:28
Ma nowego znajomego: Bohater_Literacki
 
2018-06-11 22:23:16
Ma nowego znajomego: Ludwikczyta
 
Moja biblioteczka
475 150 4395
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (74)

Ulubieni autorzy (20)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd