macias 
status: bibliotekarz, dodał: 27 książek, ostatnio widziany 2 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-10 17:10:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Koncepcja niby ponętna, aby "odkryć" rasowe informatyczne algorytmy w zwykłym życiu i potraktować je już jak na algorytmy przystało. Ale mam wrażenie, że autorzy za dużo chcieli.

Ta jedna książka to połączenie pozycji jak Cormen dla kucharek (95%) oraz historii z dziejów informatyki, powiedzmy w stylu urywków z Innowatorów Isaacsona (5%). Ten drugi składnik się broni znakomicie, ale wolałbym...
Koncepcja niby ponętna, aby "odkryć" rasowe informatyczne algorytmy w zwykłym życiu i potraktować je już jak na algorytmy przystało. Ale mam wrażenie, że autorzy za dużo chcieli.

Ta jedna książka to połączenie pozycji jak Cormen dla kucharek (95%) oraz historii z dziejów informatyki, powiedzmy w stylu urywków z Innowatorów Isaacsona (5%). Ten drugi składnik się broni znakomicie, ale wolałbym zobaczyć osobną książkę o takim profilu, bo tutaj te urywki znaczą tyle co nic.

Popularnonaukowość algorytmom nie wyszła moim zdaniem na dobre, nie daje się tego użyć w pracy programisty, z kolei w lekkim wydaniu nie widać potrzeby wprowadzania klas złożoności czy analiz i nie wiadomo po co autorzy to robią. Książka jest także bezużyteczna jako referencja.

Może mam ograniczoną wyobraźnię, ale nijak nie widzę w jakiejkolwiek perspektywie użycia tej książki przy sortowaniu skarpetek, randkowaniu, czy jakiejkolwiek rutynowej czynności. Gdybym za coś zabierał się serio, np. tworząc portal randkowy, czy sortownię skarpet, to sięgnąłbym przecież po Cormena, Sedgewicka, czy Knutha, a nie niedowarzony ersatz.

Rozczarowujące jest też, że przez tyle czasu (książka jest dość grubawa, 367 stron) autorzy tłuką o ludziach i algorytmach, a nie słyszeli, iż w odróżnieniu od komputerów, dla ludzi najlepszy jest algorytm nie najwydajniejszy w sensie obliczeniowym, ale najbardziej uniwersalny. Innymi słowy człowiek wybierze zamiast setki wyrafinowych algorytmów na różne okazje jeden, który da się wszędzie zastosować.

Tłumacz jeszcze dołożył od siebie, oczy mnie szczypały kiedy czytałem o "keszowaniu".

Niby potencjał był, autorzy mają wiedzę, ale w wersj pop wyszło bezużyteczne nic. Może za wyjątkiem jednej wzmianki a'propos Knutha -- ponoć sprawdza on pocztę raz na trzy miesiące. To mi autentycznie imponuje!

pokaż więcej

 
2018-10-26 18:49:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Tekst książki jest fantastyczny, autorka pisze porywająco o historii wyznaczania długości geograficznej, umiejętnie zmieniając bohaterów, aby lepiej oddać realia właściwie wyścigu przy opracowywaniu najrzetelniejszej metody obliczeń.

Mamy ledwo ponad 100 stron, a znajdziemy tu i odpowiednią perspektywę historyczną, aspekty naukowo-nawigacyjne (w formie popularnej), rozbuchane emocje, gorzką...
Tekst książki jest fantastyczny, autorka pisze porywająco o historii wyznaczania długości geograficznej, umiejętnie zmieniając bohaterów, aby lepiej oddać realia właściwie wyścigu przy opracowywaniu najrzetelniejszej metody obliczeń.

Mamy ledwo ponad 100 stron, a znajdziemy tu i odpowiednią perspektywę historyczną, aspekty naukowo-nawigacyjne (w formie popularnej), rozbuchane emocje, gorzką prawdę o pasożytniczej naturze urzędniczej (zarówno w opisywanym XVIII wieku jak i prawie współcześnie), można powiedzieć, że ramy stron są wręcz rozsadzane. Ale lektura absolutnie nie przytłacza, wręcz odwrotnie -- całość czyta się lekko i przyjemnie.

Tłumacz nie popisał się tylko w przypadku jednego terminu ("syderalny", str. 25, nawet w naukowej pozycji to wygląda cudacznie, winno być "gwiazdowy").

Ale zaraz, zaraz, skoro jest tak świetnie czemu taka niska nota? Bo to ocena całościowa książki -- z sadystyczną metodycznoscią autorka operuje wyłącznie słowem. Nie ma żadnej ilustracji, diagramu, rysunku, NICZEGO. Uważam to za czystą złośliwość, gdyż jest bliźniacze, dwukrotnie większe wydanie tej książki noszące dopisek "Ilustrowane". Portrety bohaterów mogą być zamieszczone w specjalnej wersji, jasne, ale już rysunki przyrządów nawigacyjnych, czy mechanizmów, które autorka arcy-irytująco opisuje "widzimy tutaj..." zajęłyby może z dodatkowych 6 stron, więc nie zrobiłyby z tej książeczki grubego atlasu.

Moim zdaniem ordynarna przesada i dlatego też jako książce wystawiam niezbyt wygórowaną ocenę.

pokaż więcej

 
2018-10-18 20:31:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Mimo, że nie programuję w Javie (poza incydentalnymi programikami dla Androida), a głównie w C# to kupiłem drugie wydanie, aby "wiedzieć więcej", porównać oba języki, być może poznać przeoczone wzorce. Nie zawiodłem się, więc kiedy pojawiło się trzecie wydanie, kupiłem je także.

Z perspektywy C# przydaje się tylko część rzecz jasna, a i tak trzeba niektóre porady "tłumaczyć", mimo to książkę...
Mimo, że nie programuję w Javie (poza incydentalnymi programikami dla Androida), a głównie w C# to kupiłem drugie wydanie, aby "wiedzieć więcej", porównać oba języki, być może poznać przeoczone wzorce. Nie zawiodłem się, więc kiedy pojawiło się trzecie wydanie, kupiłem je także.

Z perspektywy C# przydaje się tylko część rzecz jasna, a i tak trzeba niektóre porady "tłumaczyć", mimo to książkę uznaję za przydatną. Najcenniejszą lekcją dla mnie był rozdział o polimorfizmie, a że czynnie interesuję się projektowaniem języków programowania, rzecz dla mnie nie do przecenienia.

Jeśli programujesz długo w nie-Javie i jesteś ciekawy "świata", książka powinna Ci się podobać, ale nie jest to na pewno lektura obowiązkowa, jesli zaczynasz programować w nie-Javie, zastanów się nad zakupem dopiero przy czwartym wydaniu. A Javowcy niech rozstrzygają sami...

pokaż więcej

 
2018-10-07 12:37:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Życie w średniowieczu (tom 1)

Tłumacz polskiej edycji już na starcie rozjuszył mnie na całego i być może to złe wrażenie nie zatarło się calkowicie w czasie lektury, choć myślę, iż ocena "tylko dobry" jest tak czy inaczej sprawiedliwą.

W polskiej edycji bowiem tłumacz w wyniku jakichś astralnych doznań uznał, iż wszelkie miary funtów, stóp i tym podobnych należy zostawić w oryginale, a co najwyżej dla dociekliwych...
Tłumacz polskiej edycji już na starcie rozjuszył mnie na całego i być może to złe wrażenie nie zatarło się calkowicie w czasie lektury, choć myślę, iż ocena "tylko dobry" jest tak czy inaczej sprawiedliwą.

W polskiej edycji bowiem tłumacz w wyniku jakichś astralnych doznań uznał, iż wszelkie miary funtów, stóp i tym podobnych należy zostawić w oryginale, a co najwyżej dla dociekliwych czytelników dorzuci się przeliczniki w dodatku. Cóż za nowatorskie podejście, a czemu nie pójść tym tropem dalej -- zostawić cały tekst w oryginale i w dodatku wrzucić słowniczek angielsko-polski?

Przymiarki do tego chyba już były, bo główny tekst zawiera całą masę terminów angielskich i dopiero w przypisach tłumacz podaje polski odpowiednik. Gdyby głupota (i lenistwo) miała skrzydła...

Tłumacz fatalnie rozpoczął, autorzy fatalnie zakończyli prezentując bardzo krzywdzącą i nie na miejscu opinię o średniowieczu już i tak poprzedzoną wycieczką w dużo dalsze czasy niż średniowiecze.

Cóż... na szczęście główna treść to w miarę wynagradza -- można w sumie powiedzieć, że to zbiór mikro informacji, smaczków, o życiu na zamku i w okolicach. Jak ogrzewano pomieszczenia zamkowe, kto żył na zamku, jak jadano i sporo tym podobnym niuansów znajdziemy na kartach tej książki.

Ale też znajdziemy sporo innych -- błyskawiczną historię średniowiecznej Anglii, rolę kobiet w społeczeństwie, życie na wsi, "upadek" zamków w późniejszych czasach. To (prawie) wszystko są ciekawe tematy, ale jestem zawiedziony proporcjami -- skoro w tytule mamy "zamek", to wolałbym otrzymać bardziej szczegółowe informacje o zamku kosztem nawet pominięcia życia okolicznej wsi (autorzy co prawda tłumaczą, iż życie wsi i zamku było ze sobą zespolone, ale nie zmienia to mojej negatywnej oceny). Krótko mowiąć za dużo tu całościowego spojrzenia, a za mało drobiazgów stricte związanych z zamkiem.

Zwłaszcza w opisie budowli zabrakło mi precyzji, do tej pory nie wiem co to jest barbakan, autorzy prezentują zdjęcia ruin i trudno mi mieć pewność czy patrzę na dwa piętra zamkowych pomieszczeń, czy jedno, ale wysokie. Brak wizualizacji szkieletowych, które lepiej pozwoliłyby przyswoić sobie elementy zamkowej zabudowy (jest tylko zaledwie jeden plan, rzut z góry, zamku).

Summa summarum, treściowo tej pozycji bliższy byłby tytuł "Życie w średniowiecznej Anglii" niż obecnemu. Dużo się dowiedziałem, ale też pozostaję rozczarowany, iż tak niewiele z tego jest o zamku. Lekturę polecam oczywiście, ale bez nadmiernego entuzjazmu.

pokaż więcej

 
2018-10-02 17:42:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Wzorzec każdego rozdziału -- "ludzie w zespole pracowali, pracowali, pracowali i pracowali. Ale były problemy. Więc pracowali, pracowali i pracowali. Im bliżej do oddania gry, tym więcej było problemów -- wspomina dyrektor artystyczny firmy. -- Mieliśmy naprawdę nie lada kłopoty. Ale ludzie pracowali, pracowali. Przed premierą wszystkich obleciał strach, więc wszyscy więcej pracowali. Kiedy... Wzorzec każdego rozdziału -- "ludzie w zespole pracowali, pracowali, pracowali i pracowali. Ale były problemy. Więc pracowali, pracowali i pracowali. Im bliżej do oddania gry, tym więcej było problemów -- wspomina dyrektor artystyczny firmy. -- Mieliśmy naprawdę nie lada kłopoty. Ale ludzie pracowali, pracowali. Przed premierą wszystkich obleciał strach, więc wszyscy więcej pracowali. Kiedy gra w końcu się ukazała, była nie lada sukcesem".

Równie sensowne jest czytanie książki telefonicznej, a to dlatego gdyż...

Detale techniczne -- zero. Autor dotknął technikaliów, kiedy wyjaśnił matolskim czytelnikom, iż pamięć komputera jest "jak wiadro, do którego wlewa się wodę". Ponoć w środowisku autora na dysk twardy "także mówi się pamięć".

Aspekty graficzne, dźwiękowe -- zero.

Zarządzanie -- sprowadza się do tego, żeby więcej pracować.

Finanse -- ogólnikowe liczby, że osoba dorobiła się milionów, albo firma miliarda. Nawet w przypadku tak krzyczących kwestii, jak obstawianie gry na wybrane platformy sprzętowe nie pojawiają się wnioski, czy to był dobry wybór czy zły (rozdział o Wiedźminie).

Mam nieodparte wrażenie, że autor tej książki to kompletny ignorant i nawet nie wiedział o co pytać rozmówców (wbrew pozorom pytania też trzeba umieć zadawać). Zresztą wiele firm i osób odmówiło mu komentarzy, więc tekst jest tak powierzchowny, że aż kłuje w oczy.

Żeby jakoś pokryć niedostatki autor stara się kumplować z czytelnikiem pisząc nonszalancko oraz ordynarnie (sporo grubych przekleństw), a tłumacz jeszcze dokłada się do tego po prostu nie tłumacząc wielu zwrotów -- jak luz to luz, czyż nie? W rozdziale o Uncharted braki były tak duże, że autor szpachlował je streszczając fabułę gry wraz z... zakończeniem.

Jestem wściekły -- nie mogę w żaden sposób spożytkować treści tego tytułu, bo nie ma tu nic co mogłoby być dla mnie wnioskiem w pracy (no, może poza receptą "nie składaj pochopnie obietnic"). Jest tutaj zwyczajnie pusto.

Książka miałaby większą wartość gdyby zawierała ponumerowane kartki w kratkę. Odradzam. Na YT można znaleźć znacząco lepsze materiały, polecam chociażby "Naughty Dog Full Length 30th Anniversary Video", blisko godzina wciągającej historii, pełen kolor, prosto ze źródła. I to się ogląda! A nie jakieś wypociny domorosłego "dziennikarzyny".

pokaż więcej

 
2018-09-22 20:05:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Według mnie deklarowani docelowi czytelnicy rozmijają się z oferowaną treścią. Tytuł w teorii skierowany do ekspertów, a w większości tematy to zupełne podstawy, które są omawiane zresztą w typowych podręcznikach programowania C#.

Początek zwłaszcza jest fatalny, bo raz, że wieje nudą, a dwa, że niedomówienie pogania błąd, a ten przekłamanie. Najbardziej chyba razi dziura w logice...
Według mnie deklarowani docelowi czytelnicy rozmijają się z oferowaną treścią. Tytuł w teorii skierowany do ekspertów, a w większości tematy to zupełne podstawy, które są omawiane zresztą w typowych podręcznikach programowania C#.

Początek zwłaszcza jest fatalny, bo raz, że wieje nudą, a dwa, że niedomówienie pogania błąd, a ten przekłamanie. Najbardziej chyba razi dziura w logice implementacji `Equals`. Autor poprawnie podał warunki, ale umieścił je nie w tej funkcji co należy. Jest to tym bardziej rozczarowujące, że autor to ponoć uznany ekspert. Może tematyka była tak banalna, że mało kto zwracał uwagę co leci do druku, kto wie...

W tej serii, tego samego autora zresztą, są dwie pozycje. Samo rozbicie jest już dość dziwne, bo przecież to cienka książka, ale nawracające odwołania do bazowego tomu są irytujące i wyglądają bardziej na łowienie jeleni. Choć z ręką na sercu, biorąc pod uwagę poziom tej pozycji, to nawet jestem zadowolony, że zapłaciłem za połowę tej chały.

Wystawiłbym ocenę kompletnie negatywną, ale książka nabiera rumieńców przy omawianiu programowania współbieżnego i równoległego. No i mnie osobiście nauczyła jednej rzeczy -- że w implementacji C# jest całkowita analogia między metodami używającymi `yield` oraz `await` ponieważ obie w całości (!) przekształcają daną metodę w maszynę stanów.

Dość drogo mnie ta nauka kosztowała, a i tak kupowałem książkę ze zniżką. Cena okładkowa jest grubo przesadzona. Nie polecam, ale też i nie odradzam całkowicie -- jest drogo, nijako, ze sporą liczbą drobnych błędów i niedociągnięć, ale może coś się tak komuś trafi jak i mi. Jeśli ktoś jednak tę książkę chce czytać przed Richterem albo Blewettem i Clymerem, to nie, nie ta kolejność.

pokaż więcej

 
2018-09-22 20:03:03
Dodał do serwisu książkę: Bardziej efektywny C#
Autor:
 
2018-09-16 16:58:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Mniam! Takie książki to się czyta...

Nie będę zagłębiał się w plusy, powiem tylko ogólnie, że to solidna, przyjemnie napisana książka historyczna, która powinna spodobać się i rasowym wielbicielom historii, jak i osobom ciekawym dziejów ludzkich (w końcu nawet i królowie, to "zwykli" ludzie, z małostkami, ambicjami, przywarami).

Minusy widzę dwa -- mapy. No niby są, sztuk kilka, upchnięte i...
Mniam! Takie książki to się czyta...

Nie będę zagłębiał się w plusy, powiem tylko ogólnie, że to solidna, przyjemnie napisana książka historyczna, która powinna spodobać się i rasowym wielbicielom historii, jak i osobom ciekawym dziejów ludzkich (w końcu nawet i królowie, to "zwykli" ludzie, z małostkami, ambicjami, przywarami).

Minusy widzę dwa -- mapy. No niby są, sztuk kilka, upchnięte i zapomniane na początku książki. Ale to sie ma nijak do potrzeb -- na każdy rozdział powinna przypadać przynajmniej jedna mapa. Gdzie maszerowały wojska? Gdzie budowano twierdze? Jakie tereny stracono, a jakie zdobyto? Gdzie wybuchło powstanie? Itd.

Akcja vs. podsumowanie -- w podsumowaniach kilku rozdziałów przeczytałem z zaskoczeniem niemal peany ku czci danego władcy, kiedy przez cały rozdział czytałem o poczynaniach albo tyrana albo ofiary losu. Jeśli faktycznie dany król miał tak znakomite osiągnięcia, to wypadałoby o nich szerzej napisać, a nie tylko w jednym zdaniu w podsumowaniu, które i tak wygląda jak wolta w zderzeniu z całym opisem.

Drobnostka, ale gdzieniegdzie pojawia się postać św.Jerzego, z najdłuższymi odniesieniami w zamknięciu tej pozycji, ale nie przypominam sobie, aby autor chociaż zdawkowo przybliżył tę postać. Szkoda.

Autor zdołał zafascynować mnie średniowieczem jako tłem życia -- "przewozili konfitury", "mieszkańcy wylegli na ulice", "wiadomości szerzyły się", "zwycięstwo podbudowało nastroje". Te detale zaintrygowały mnie pod wieloma względami -- w jaki sposób konserwowano owoce i warzywa? Jeśli dzisiaj władza okrada mnie z połowy pensji, czasowo ledwo zipię, to jakim cudem ludzie średniowiecza, mało produktywni, tak lekko uczestniczyli w zabawach, czy festynach? Jeśli wiadomości były przekazywane w formie ustnej, to ruch na traktach musiał być chyba szalony, skoro parę dni wystarczało, aby ludność była na bieżąco z wydarzeniami? I czy naprawdę chłop ekscytował się, że "jego" król zdobył jakąś twierdzę?

Dość powiedzieć, że kolejną książkę autora kupiłem, zanim skończyłem czytać ten tytuł, ale też kupiłem, "Życie w średniowiecznym zamku", aby poznać odpowiedzi na powyższe pytania.

Inny ciekawy motyw, to podatki, nakazy, zakazy -- dobro ludu, to dobro władzy, a żeby władzy żyło się lepiej, należy temperować lud. To brutalnie prostackie myślenie jest kośćcem cywilizacji na przestrzeni wieków -- zakaz lichwy, zakaz hazardu, zakaz pracy w niedzielę, zakaz noszenia takiego a takiego stroju, zakaz podnoszenia cen... Przerażająco smutne.

pokaż więcej

 
2018-08-28 21:10:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ech, a mogło być tak dobrze -- pierwsza część stanowiąca "teoretyczne" wprowadzenie do tego jak ćwiczyć jest wzorcowa. I dieta i motywacja i mity są napisane normalnym, ludzkim językiem. Nie ma tu łańcuszkowych promocji "kup książkę Kowalskiego" (który poleca oczywiście Iksińskiego), nie ma żadnych legend jak to mięśnie autora zostały wykute przez najdtwardszych Eskimosów. Po prostu chce się... Ech, a mogło być tak dobrze -- pierwsza część stanowiąca "teoretyczne" wprowadzenie do tego jak ćwiczyć jest wzorcowa. I dieta i motywacja i mity są napisane normalnym, ludzkim językiem. Nie ma tu łańcuszkowych promocji "kup książkę Kowalskiego" (który poleca oczywiście Iksińskiego), nie ma żadnych legend jak to mięśnie autora zostały wykute przez najdtwardszych Eskimosów. Po prostu chce się to czytać.

No i trening, tu już z górki, już za chwilę napiszę pozytywną opinię, a tu... niespodzianka. Właśnie ta część jest zawalona.

Po pierwsze "bez sprzętu" -- autor podszedł do tego hasła jak niedorozwinięty przedszkolak co najmniej, bo wyrzucił sprzęt sportowy (trzeba być słownym), ale przy takim układzie odpada masa ćwiczeń, więc wprowadził sprzęty-niesprzęty -- siatki jarzyn, miotły, książki. Kiedy widzę, jak ludzie używają książek (KSIĄŻEK!) jako imadeł, wycieraczek, obciążników to diabli mnie biorą na miejscu, ale tutaj to nie tylko to -- po jakie licho to całe pajacowanie? 5 kilo jarzyn to niby w czym jest lepsze od stalowego 5-kilowego obciążnika? Bo zaoszczędzimy ile, 40 złotych? W okresie całego życia? No litości. Już widzę tę oszczędność po wyrwanych z zawiasów drzwiach, na których mam niby się podciągać, bo drążek rozporowy jest sprzętem, a drzwi nie. Kompletnie odlotowym nie-sprzętem jest samochód, który należy pchać (bonusowe ćwiczenie). Ze swojej strony proponuję burłaczenie obciążonego jachtu, także tutaj nie ma absolutnie żadnego sprzętu.

Żenujące.

Po drugie aż zadziwia mnie niestaranność w układzie, zawsze sądziłem, że umieszczanie pół-ćwiczenia obok pełnego (np. pół-dipy obok dipów) jest absolutnie oczywiste. Nie dla autora tej pozycji. Dla niego są to dwa kompletnie różne elementy, więc są poupychane gdzie popadnie.

I po trzecie, niektóre ćwiczenia zawierają pełną sesję zdjęciową (wszystkie fotki są czarno-białe), gdzie ruch jest oczywisty, a w większości tak nie jest i trzeba się domyślać jak faktycznie wyglądają kroki danego ćwiczenia. Nieprzyjemne dziadowanie...

Na dokładkę autor w tej części treningowej upchnął historyjkę jak to narąbany wskakiwał na blat baru. Sądziłem, że z przechwalania się jak to się nachlało wyrasta się wraz z nastoletnością, cóż, mój błąd poznawczy...

Same ćwiczenia nie są dla mnie jakimś novum, bo trochę książek już mi się uzbierało, więc raczej to kwestia wyakcentowania, że wpadły mi w oko np. pompki na jednej nodze, zaskakująco męczące. Coś tam może jeszcze nowego uzbieram, po "tłumaczeniu" tych wszystkich jarzynowych ćwiczeń na te dla ludzi bez strachu przed kółkiem do ćwiczeń czy poręczami.

Niestety, jestem rozczarowany. Z dwojga złego jednak wolę głupkowate tatuaże i pseudo-legendy (które na odległość widać, że są kpiną), ale dobrą prezentację ćwiczeń, niż normalną teorię z pajacowatą praktyką (podobny syndrom występuje u Kurta Brungardta).

pokaż więcej

 
2018-08-23 20:22:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Azjata widzi las, Amerykanin drzewa. Dłużej? Percepcja Azjaty jest całościowa, Azjata widzi całość w ruchu, Amerykanin wyodrębnia rzeczy, nacisk kładzie na dominujące elementy, ruch/przepływ ma znaczenie drugorzędne. Jeszcze dłużej?

No i tu docieramy do niniejszej książki rozpisanej na 160 stron o powyższym. Całość napisana lekko (to pozycja popularnonaukowa), czyta się przyjemnie, ale też ta...
Azjata widzi las, Amerykanin drzewa. Dłużej? Percepcja Azjaty jest całościowa, Azjata widzi całość w ruchu, Amerykanin wyodrębnia rzeczy, nacisk kładzie na dominujące elementy, ruch/przepływ ma znaczenie drugorzędne. Jeszcze dłużej?

No i tu docieramy do niniejszej książki rozpisanej na 160 stron o powyższym. Całość napisana lekko (to pozycja popularnonaukowa), czyta się przyjemnie, ale też ta popularnonaukowość miejscami przeradza się w ogólnikowość -- "więcej", "mniej" nie zgrzytało dopóki autor nie podał obok konkretnych liczb, np: 60% : 40%. Jasne, 60% procent to więcej niż 40%, ale jesli mówimy o zachowaniach/preferencjach ludzi, zaokrąglamy to, a następnie przyklejamy łatkę typowości "azjatyckie"/"amerykańskie", to nie najlepiej świadczy to o warsztacie autora. To bardziej chęć widzenia typowego zachowania, niż stan rzeczywisty.

Lekkość lektury to także efekt powtórzeń dużych fragmentów, trochę inaczej ubranych w słowa, ale jednak powtórzeń.

Szkoda, iż autor w zasadzie do znudzenia opisuje wyniki badań (zwłaszcza, iż już po przeczytaniu wstępu wiadomo jakie one będą), a tak mało miejsca poświęca przyczynom różnic między Azjatami a Amerykanami (tytułowe "dlaczego"). Jest podana właściwie jedna -- Amerykanie to spadkobiercy Greków, ludu łowieckiego, opierającego się na niezależności, Chiny to głównie kraj rolniczy, gdzie liczył się kolektyw. Kompletnie nie kupuję tej argumentacji -- Azja to nie tylko Chiny, więc dlaczego w Japonii lub Korei nie widać podobieństw do Ameryki? Czemu Europejczycy są pośrodku skali, skoro przecież także wywodzą się z Grecji, a różnica do Ameryki to raptem kilka wieków.

Gdzie jest tu miejsce np. na starożytny Egipt. Czy naprawdę starożytni Chińczycy nie byli zupełnie ciekawi świata? Dlaczego sąsiednia Mongolia była i eksportowała tę ciekawość zbrojnie? Co u licha z Indiami?

Inny przykład płytkości -- autor podaje różnicę w podejściu do leczenia ("ciąć" vs "przywrócić harmonię"). Ale jakie wyniki miały przez wieki oba podejścia? Azjatom w ten sposób udawało się wyleczyć raka? Gangrenę? Itd. więcej pytań niż odpowiedzi.

Przeczytałem, żyję, ale polecić nie mogę -- lektura może i nie jest stratą czasu, ale też nie płakałbym, gdybym w tym czasie przeczytał zupełnie inną pozycję. Za dużo tu powierzchowności. Biorąc pod uwagę, że tak wiele kluczowych wątków jest urwanych zanim się zaczęły, oraz iż niektóre nie są w ogóle podniesione (czy są tu tylko dwa bieguny, czy może istnieje jeszcze trzeci; Afryka?), można poprzestać na tym, iż obecnie wychowanie i kultura (cywilizacja) wpływa na percepcję świata, a co za tym idzie zachowanie. Azjata stara się wkomponować w społeczeństwo, Amerykanin wybić ponad nie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
117 116 555
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

zgłoś błąd zgłoś błąd