Girl-from-Stars 
status: Czytelnik, dodał: 4 cytaty, ostatnio widziany 17 godzin temu
Teraz czytam
  • Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
    Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
    Autor:
    Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma...
    czytelników: 1650 | opinie: 163 | ocena: 7,14 (490 głosów)
  • Dwór cierni i róż
    Dwór cierni i róż
    Autor:
    Autorka bestsellerowej serii Szklany Tron powraca z porywającą opowieścią o miłości, która jest w stanie pokonać nienawiść i uprzedzenia! Idealna lektura dla fanów George. R.R. Martina! Co może powsta...
    czytelników: 9963 | opinie: 647 | ocena: 7,95 (4669 głosów)
  • Everlife. Wieczne życie
    Everlife. Wieczne życie
    Autor:
    W tym świecie umierasz po to, by zyskać nieśmiertelność Siedemnastoletnia Ten Lockwood wybrała po śmierci życie w świecie rządzonym przez Trojkę – samozwańczych strażników sprawiedliwości i równości....
    czytelników: 152 | opinie: 15 | ocena: 6,72 (25 głosów)
  • Jak zatrzymać czas
    Jak zatrzymać czas
    Autor:
    Tom Hazard posiada niebezpieczny sekret. Choć wygląda na przeciętnego 41-latka, cierpi na rzadką przypadłość, wskutek której żyje już całe stulecia. Tom przeżył kawał historii – występując z Szekspire...
    czytelników: 232 | opinie: 38 | ocena: 7,53 (74 głosy) | inne wydania: 1
  • Nieskończona Przestrzeń Snu
    Nieskończona Przestrzeń Snu
    Autor:
    Nina Skowrońska, wyróżniająca się studentka piątego roku dreamologii na Uniwersytecie Marzeń Sennych, nie potrafi zinterpretować na gruncie naukowym konwencji ani natury snu, który ją nawiedził. Spraw...
    czytelników: 57 | opinie: 9 | ocena: 6,08 (13 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-17 21:59:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
Cykl: Domniemanie Niewinności (tom 3)
 
2018-10-17 21:57:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/190-premierowo-mia-sheridan-bez-zudzen.html

O twórczości Mii Sheridan słyszałam wiele dobrego, ale jakoś nigdy nie było okazji, by przekonać się o tym na własnej skórze. Z tego co wiem, dotychczas historie tej autorki były wydawane przez Wydawnictwo Otwarte („Bez lęku”, „Bez słów”, „Bez winy” itd.) Tym razem jednak, tłumaczeniem kolejnej jej...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/190-premierowo-mia-sheridan-bez-zudzen.html

O twórczości Mii Sheridan słyszałam wiele dobrego, ale jakoś nigdy nie było okazji, by przekonać się o tym na własnej skórze. Z tego co wiem, dotychczas historie tej autorki były wydawane przez Wydawnictwo Otwarte („Bez lęku”, „Bez słów”, „Bez winy” itd.) Tym razem jednak, tłumaczeniem kolejnej jej opowieści, zajęło się Wydawnictwo Edipresse. Zachęcona wieloma pozytywnymi opiniami i zżerającą mnie od środka ciekawością, sięgnęłam po „Bez złudzeń”.
Czy autorka potrafiła skraść i moje serce?

Kobieta, którą skrzywdzono…
Crystal już dawno zrozumiała, że miłość przynosi tylko ból. O wiele lepiej jest nie czuć zupełnie nic, niż znów dać się zranić. Pod twardą skorupą skrywa złamane serce i głęboką nieufność wobec mężczyzn – wiecznych wyzyskiwaczy.
Mężczyzna potrzebujący pomocy…
W życiu Crystal nagle pojawia się Gabriel Dalton. Ma za sobą mroczną przeszłość, a mimo to widać w nim dobro. I choć Crystal zna ryzyko, coś ją do Gabriela ciągnie. Spokojna siła i łagodna czułość mężczyzny przezwyciężają opory dziewczyny, która zaczyna kwestionować wszystko, co zdawało jej się takie pewne.
Tylko miłość może uleczyć złamane serce…
Crystal i Gabriel nigdy nie wyobrażali sobie, że świat, który pozbawił ich nadziei, może im podarować tak głęboką miłość. Przeznaczenie przywiodło ich ku sobie, ale teraz wybór należy wyłącznie do nich. Czy od nowa opancerzą własne serca, czy może jednak znajdą odwagę, by wyzwolić się spod władzy bolesnej przeszłości?

Jako wielbicielka tego typu historii, często sięgam po różne romanse, czy erotyki. To z kolei uwarunkowało pewne cechy, które bardzo sobie cenię i dzięki którym potrafię jasno stwierdzić czy dana historia była dobra, czy też nie. Pomimo tego, że „Bez złudzeń” czyta się bardzo przyjemnie i potrafi ona wciągnąć czytelnika, to jednak ma kilka wad.

Pierwszą z nich jest zbyt mała ilość poświęconej uwagi przeszłości bohaterom. Nie zespojleruję Wam zbyt wiele, gdy zdradzę, że w przeszłości Gabriel, jako dwunastolatek został porwany. Dowiadujemy się tego w pierwszych rozdziałach, więc spokojnie – nie zdradziłam Wam całej fabuły. Przejdźmy jednak do rzeczy. Osobiście uważam, że wydarzenia z przeszłości kształtują naszą przyszłość i nas samych. Uwielbiam, gdy autorzy w swych historiach ukazują związek pomiędzy przeszłością i teraźniejszością. Nie mniej jednak w tym przypadku Mia Sheridan poległa, bo dla mnie sama informacja, że chłopak przeżył traumatyczne sześć lat w piwnicy to zdecydowanie za mało. Skoro bierze się za poruszanie tak mocnego tematu, to trzeba to zrobić, tak jak Pan Bóg nakazuje – opisać co dokładnie przeżył, co czuł itp.
Co prawda autorka rzuca zdecydowanie więcej światła na przeszłość Crystal, ale to już nie jest tak samo ciekawy wątek jak z Gabrielem. Problemy z jakimi boryka się dziewczyna są dość klasyczne i często można je spotkać w tego typu książkach.

Kolejnym minusem jest jak dla mnie postać Gabriela. Autorka dała się ponieść wodzom fantazji i stworzyła… ideał. Być może są tacy ludzie, którzy zawsze potrafią wynieść z jakieś traumatycznej sytuacji jakiś pozytyw, jednak do mnie takie zachowanie nie przemawia. Odnosiłam wrażenie, że momentami Gabriel był wdzięczny za to, że został porwany. Pani Sheridan nie pokazała w tej książce żadnych jego wad, większych chwil słabości czy też załamania. Cała ta postać ocieka perfekcjonizmem. Aż mdło się człowiekowi robi.

Ogólnie rzecz biorąc, cała ta historia jest zbyt bajkowa. Moje serce zawsze kradną historie życiowe, które mogłyby przydarzyć się każdemu z nas, w dowolnej chwili naszego życia. A tutaj? Sam proces zakochania się Gabriela był jak błyskawica, przez co ich uczucie nie wydawało mi się autentyczne, prawdziwe.

Zakończenie też mnie z nóg nie zwaliło. Nic zaskakującego, co wbiłoby mnie w fotel. Żadnej kulminacyjnej dawki emocji, która starłaby moje serce w proch.
Jednym zdaniem – typowy, klasyczny finał, jaki można spotkać w co drugiej, tego typu książce.

Z moich narzekań, można by wywnioskować, że „Bez złudzeń” okazało się być totalną klapą. Nic jednak bardziej mylnego. Nie żałuję tego, że sięgnęłam po tą historię. Spędziłam z nią kilka, naprawdę przyjemnych godzin. To co bardzo mi się spodobało, to umiejętność autorki przelania na papier ogromnej dawki emocji.
Myślę, że historie pani Sheridan spodobają się wielbicielom książek Colleen Hoover.

„Bez złudzeń” to piękna historia o zaakceptowaniu samego siebie, z zarówno wszystkimi zaletami jak i wadami. To opowieść mówiąca o tym, że czasem nawet najbardziej dramatyczne chwile naszego życia potrafią uczynić nas silniejszymi i wyjątkowymi.
Mimo iż nie zachwyciła mnie aż tak bardzo, jak się spodziewałam, to jednak zachęcam by w wolnej chwili się z nią zapoznać.


Moja ocena: 6/10

pokaż więcej

 
2018-10-13 23:39:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Potwory z ciemności (tom 1)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/189-pepper-winters-zy-tess.html


Nie od dziś wiadomo, że miedzy nienawiścią a miłością istnieje cienka granica. Pomimo iż watek miłosny między katem a jej ofiarą jest dość oklepany, to jednak ma w sobie coś, co sprawia, że koniecznie muszę poznać daną historię. Gdy zapoznałam się z zarysem historii „Łzy Tess” wiedziałam, że będzie to mój jesienny...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/189-pepper-winters-zy-tess.html


Nie od dziś wiadomo, że miedzy nienawiścią a miłością istnieje cienka granica. Pomimo iż watek miłosny między katem a jej ofiarą jest dość oklepany, to jednak ma w sobie coś, co sprawia, że koniecznie muszę poznać daną historię. Gdy zapoznałam się z zarysem historii „Łzy Tess” wiedziałam, że będzie to mój jesienny „must have”.

Pierwszy tom mrocznej serii, w której pożądanie miesza się ze strachem.
Dwudziestoletnia Tess Snow prowadzi spokojne życie. Jest o krok od rozpoczęcia kariery na rynku nieruchomości, a jej chłopak to idealna mieszanka czułości i odpowiedzialności. Aby świętować ich drugą rocznicę, Brax robi jej niespodziankę i zabiera na wycieczkę do Meksyku.
Romantyczne plaże, gorący seks i świetna zabawa — tego spodziewa się Tess. Dziewczyna nie wie, że zostanie uprowadzona, odurzona narkotykami i sprzedana. Siłą wepchnięto ją w mroczny świat prostytucji i zdegradowano do roli zabawki. Jej nowy pan, tajemniczy Q, nie lubi się dzielić.
Czy Brax odnajdzie i uratuje Tess, zanim jej nowy właściciel całkowicie ją zniszczy? Czy dziewczyna odnajdzie w sobie siłę, aby walczyć o swoje bezpieczeństwo i wolność?

„Łzy Tess” zdecydowanie nie jest nastolatkową opowiastką o zakazanym uczuciu. Jest to niezwykle mroczna historia, w której namiętność i pożądanie często idą w parze z bólem i cierpieniem. To odważna, momentami przerażająca opowieść o nietypowym uczuciu, które dla wielu może okazać się zbyt kontrowersyjne.

Pepper Winters wciągnęła mnie w swoją historię już od pierwszych rozdziałów. Stworzyła intrygujących bohaterów, którzy byli dla mnie nie małą zagadką – zwłaszcza Q. Przeważnie w jakimś stopniu potrafię rozpracować bohaterów, jednak w przypadku Q, miałam nie mały orzech do zgryzienia. Do samego końca był on dla mnie intrygującą zagadką.
Nie da się jednak ukryć, że psychika bohaterów jest dość wyrazista i nietypowa, przez co nie zawsze może być odebrana pozytywnie przez każdego czytelnika. Tak jak już wspominałam „Łzy Tess” jest historią dość kontrowersyjną i z pewnością nie każdemu się spodoba. Dla wielbicieli klasycznych romansów, z delikatnymi, łagodnymi scenami seksu ta książka może nie być odpowiednia.
Czytałam wiele erotyków z motywem BDSM, jednak jak na razie „Łzy Tess” było historią zdecydowanie najodważniejszą.

Spodobało mi się to, że autorka nie uczyniła swoich bohaterów zbyt schematycznymi. Nie idealizowała ona Q, tworząc z niego ucieleśnienie samego Boga, a z Tess nie stworzyła szarej myszki, która nie wie, czego chce w życiu.
Duży plus dla pani Winters również za to, że potrafiła mnie zaskoczyć. Bywały momenty niebezpieczne, w których spodziewałam się klasycznego rozwoju, tj. : przybycia Q na białym koniu i uratowaniu Tess. A tu bum! Autorka niszczy ten oklepany schemat, charakterystyczny dla tego typu romansów, i pokazuje, że życie to nie bajka – nawet to fikcyjne. Byłam nieco zaskoczona takim obrotem sprawy, ale po zakończeniu lektury wiem, że to sprawiło, że ta historia pozostanie w mej pamięci na dłużej.

Od każdej strony bije ogromna dawka emocji, która sprawia, że nie mogłam być obojętna wobec niej. Pochłonęłam tą książkę w bardzo krótkim czasie i zdecydowanie czekam na więcej. Z tego co czytałam, kolejny tom jest jeszcze odważniejszy niż pierwszy, przez co moje zainteresowanie nią jest jeszcze większe.

„Łzy Tess” zdecydowanie nie jest dla nastolatek. To ten typ książki, który albo się pokocha albo znienawidzi. Dla jednych ta historia jest obrzydliwa i zbyt wulgarna, a dla innych uzależniająca i niezwykła. Jeśli jesteście fanami mroku, to koniecznie powinniście sięgnąć po „Łzy Tess”.

Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-10-09 21:51:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/188-luca-dandrea-lissy.html

Dawno już nie czytałam tak dziwnej książki. Niby nie była zła, ale zachwycić się nią jest mi ciężko. Sięgając po „Lissy” spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mam obecnie w głowie ogromny chaos. Próbuję ogarnąć całą tą wizję autora i ostatecznie zdecydować, czy ta książka podobała mi się, czy wręcz przeciwnie.

...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/188-luca-dandrea-lissy.html

Dawno już nie czytałam tak dziwnej książki. Niby nie była zła, ale zachwycić się nią jest mi ciężko. Sięgając po „Lissy” spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Mam obecnie w głowie ogromny chaos. Próbuję ogarnąć całą tą wizję autora i ostatecznie zdecydować, czy ta książka podobała mi się, czy wręcz przeciwnie.

Marlene, piękna, młoda kobieta uciekając od przeszłości zdecydowała się wyjść za Herr Wegenera, bogatego kryminalistę. Po latach decyduje się odejść od męża, a uciekając zabiera coś bardzo wartościowego.
Podczas ucieczki dochodzi do wypadku, Marlene rozbija samochód i traci przytomność. Na ratunek zjawia się Simon Keller – tajemniczy pustelnik mieszkający wysoko w górach. Mężczyzna pochodzi z rodziny, w której od pokoleń przepisuje się Biblię, hoduje świnie, a jednej z nich nadaje zawsze imię zmarłej siostry Lissy. Keller zajmuje się Marlene, powoli zaczyna się budować między nimi przedziwna więź...
Tymczasem Herr Wegener rozpoczyna poszukiwania żony. Jej zniknięcie wywołało niebezpieczne skutki, uderzające w potężną organizację przestępczą. Do poszukiwań zostaje zaangażowany bezimienny zaufany człowiek. To oznacza wyrok: Marlene musi zginąć. Czy Keller zdoła ją ochronić? A czy Marlene rzeczywiście może zaufać Simonowi?
Lissy to wstrząsająca powieść o poczuciu winy, miłości i poświęceniu.

Chaos – jak dla mnie to słowo idealnie odzwierciedla tą książkę. Zarówno pod względem fabuły czy narracji. Momentami czułam totalne zagubienie. Przez liczne, ale bardzo krótkie rozdziały, w mojej głowie powstał dość duży natłok nowych informacji o bohaterach itp. Dość często gubiłam się w tym, kto aktualnie jest narratorem danego rozdziału, a także czy dana akcja rozgrywa się w teraźniejszości, czy też są to wspomnienia z przeszłości.
„Lissy” to po prostu jeden, wielki chaos.

Nie do końca zrozumiałam zamysł autora. Zakończenie książki było dziwaczne. Kilka wątków w ogóle nie zostało rozstrzygniętych. Sam wątek Lissy był jednym z najdziwniejszych wątków, jakie kiedykolwiek czytałam. Bywały chwile, kiedy zastanawiałam się czy autor nie chciał przypadkiem włączyć do tej historii jakiś elementów fantastyki.

Wykreowani przez pisarza bohaterowie nie zachwycili mnie. Ich losy były mi niestety obojętne – czekałam po prostu na ostateczny finał, z nadzieją, że być może on uratuje tą historię. Była tylko jedna postać, która dość mocno mnie zaintrygowała, a mianowicie Zaufany Człowiek. Bohater ten, był niezwykle interesujący przez wzgląd na swoją skomplikowaną psychikę, ale i tą tajemniczość, która go owiewała z każdej strony. Nie mniej jednak, nie on tu pełni pierwszorzędną rolę, dlatego poświęcone jest mu zaledwie kilka końcowych rozdziałów.

Styl pisania autora nie jest zły, ale przez wzgląd na chaotyczność w prowadzeniu narracji, tą książkę czytało mi się po prostu ciężko. Fabuła też nie wbijała mnie w fotel. Czytałam po prostu żeby przeczytać. Jak dla mnie Luca D’Andrea chciał dobrze, ale najzwyczajniej w świecie przedobrzył. W „Lissy” występuje motyw wojny, baśni, życia na wsi i wiele innych. Taki misz-masz wszystkiego, ale… po co? Tak naprawdę nie trzeba zbyt wiele by stworzyć wciągający i zapierający dech w piersiach thriller. „Lissy” jednak do takich nie należał.

Nie jestem pewna, czy na dzień dzisiejszy sięgnęłabym po inne powieści tego autora. Być może za jakiś czas dam mu drugą szansę i przeczytam inny jego thriller (choćby „Istotę zła”, która ponoć jest niezła). Nie będę jednak ukrywać, że miałam pewne oczekiwania wobec tej książki, a jak się okazało, „Lissy” okazała się być porażką. Z tego co zauważyłam książka ta na portalu Lubimy Czytać zbiera dość wysokie oceny i pochlebne opinie, dlatego też nikomu jej nie odradzam. Być może Wam przypadnie do gustu.


Moja ocena: 5/10

pokaż więcej

 
2018-10-02 22:15:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Wilk (tom 2)

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/187-katarzyna-berenika-miszczuk-wilczyca.html

Sięgając po jakąkolwiek serię książkową, mam świadomość tego, że niezależnie od tego, czy książka spodoba mi się bardziej czy mniej, sięgnę po jej kontynuację. Dlaczego? Po prostu, gdy coś zaczynam, chcę to skończyć. Pierwszy tom naprawdę musiałby być wybitnie źle napisany, bym już po pierwszej części...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/187-katarzyna-berenika-miszczuk-wilczyca.html

Sięgając po jakąkolwiek serię książkową, mam świadomość tego, że niezależnie od tego, czy książka spodoba mi się bardziej czy mniej, sięgnę po jej kontynuację. Dlaczego? Po prostu, gdy coś zaczynam, chcę to skończyć. Pierwszy tom naprawdę musiałby być wybitnie źle napisany, bym już po pierwszej części trwale odpuściła sobie dalszą lekturę danej serii. Dlatego też, pomimo tego, że “Wilk” Katarzyny Bereniki Miszczuk nie zwalił mnie z nóg, to jednak jakaś tam mała cząstka mnie była ciekawa dalszego rozwoju wydarzeń. I tak oto w moje ręce trafiła “Wilczyca”.



Kontynuacja powieści "Wilk".
Margo Cook oraz Max Stone mają nadzieję, że ich życie wróciło do normy. Pracownicy Instytutu – organizacji prowadzącej eksperymenty na nastolatkach mieszkających w Wolftown – nie interesują się już poczynaniami bohaterów. Margo nie czuje działania wilczej szczepionki, a Ivette powoli powraca do zdrowia.
Nagle w spokojnej leśnej okolicy pojawiają się ślady brutalnych morderstw, przywodzące na myśl atak dzikiego zwierzęcia. Czy stoi za tym Instytut, czy może jakiś wilk? Jaki sekret skrywa Aki? Dlaczego mimo ostrzeżeń policji krąży nocami po lesie? I z jakiego powodu Max nagle zaczyna się zmieniać? Margo ponownie będzie musiała stawić czoło mrocznej stronie Wolftown.



Pierwszy tom, pt. “Wilk” autorka napisała mając zaledwie piętnaście lat. Dlatego pisząc recenzję tamtej książki wiedziałam, że nie mogę czepiać się takich elementów jak styl pisania, irytujący bohaterowie itp. Jednak kolejny tom tej serii - “Wilczyca”, została wydana, gdy autorka miała dwadzieścia jeden lat. Nic więc chyba dziwnego w tym, że miałam nieco większe oczekiwania wobec drugiego tomu. Miałam nadzieję, że styl pisania (rodem z gimnazjum) będę miała już za sobą, jednak nastolatkowy styl pozostał i towarzyszył mi do ostatniej strony.



Styl stylem, ale na całe szczęście autorka wybroniła się ciekawą fabułą. Zainteresowała mnie ona w dużo większym stopniu niż w pierwszej części. Fabuła “Wilczycy” była zdecydowanie bardziej zaskakująca, przez co również mniej schematyczna i przewidywalna. Bardzo spodobał mi się fakt, że główny problem nie dotyczył głównej bohaterki. To nie na niej skupiamy się w tej części.



Duży plus dla autorki za to, że potrafiła pod koniec “wywieźć mnie w pole” i całkowicie zaskoczyć rozwinięciem akcji i rozwiązaniem pewnej zagadki.
Początkowo miałam wobec zakończenia duże obawy, gdyż podczas lektury przedostatniego rozdziału odniosłam wrażenie, że wszystko zakończy się zbyt prosto – bohaterowie zrealizują swój plan bez żadnych przeciwności, problemów itp. Na całe szczęście moje obawy okazały się być zupełnie zbędne.



Epilog jak dla mnie daje jasno do zrozumienia, że być może kiedyś autorka będzie chciała kontynuować tą historię. Kto wie? Być może Max’a i Margo czekają jeszcze jakieś przygody?





Podsumowując, “Wilczyca” w moim odczucie wypadła nieco lepiej od “Wilka”. Jest zdecydowanie ciekawsza, choć napisana okropnym, nastolatkowym stylem. Nie mniej jednak, miałam już kiedyś przyjemność czytać inną książkę tej autorki, pt. “Obsesja”, która wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Dlatego też, seria ta w żaden sposób nie zniechęca mnie do sięgnięcia po inne historie pani Miszczuk.



Moja ocena: 6/10

pokaż więcej

 
2018-09-17 22:14:04
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Wilk (tom 1)
 
2018-09-17 22:13:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/185-audrey-carlan-ciao.html


Przygodę z twórczością Audrey Carlan, rozpoczęłam od serii „Dziewczyna na miesiąc”. Choć pierwszy tom nie okazał się być zbyt owocujący, to jednak zaryzykowałam i sięgnęłam po kolejne. To była dobra decyzja, gdyż z każdym kolejnym tomem, autorka robiła duże postępy, dzięki czemu ostatni tom serii był rewelacyjny.
Nie...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/185-audrey-carlan-ciao.html


Przygodę z twórczością Audrey Carlan, rozpoczęłam od serii „Dziewczyna na miesiąc”. Choć pierwszy tom nie okazał się być zbyt owocujący, to jednak zaryzykowałam i sięgnęłam po kolejne. To była dobra decyzja, gdyż z każdym kolejnym tomem, autorka robiła duże postępy, dzięki czemu ostatni tom serii był rewelacyjny.
Nie da się ukryć, że seria „Dziewczyna na miesiąc” skradła moje serce, dlatego też z ogromną chęcią sięgnęłam po kolejną serię spod jej pióra, pt. „Trylogia namiętności”.
Część pierwsza – „Ciało”, już za mną. Po jej lekturze, mam jednak dość mieszane uczucia.

Mężczyźni niszczą kobiety. Zwłaszcza tacy mężczyźni jak Chase Davis. Przystojny, inteligentny, bogaty i wpływowy. Byłam bez szans.
Nie chciałam go pragnąć. Nie chciałam go potrzebować. Nie chciałam się w nim zakochać. Nie przyjąłby odmowy, pozwoliłam więc, by mnie posiadł. Całkowicie i bez reszty. Arogancki, pewny siebie, władczy, wymagający… namiętny.
Kiedy wkroczył w moje życie, dopiero dochodziłam do siebie po tym, jak wyrwałam się z rąk swoich byłych mężczyzn. Przyjaciółki radziły mi, żebym zaryzykowała. Żebym pozwoliła komuś wejść w moje życie. Pozwoliłam właśnie jemu, a on otoczył mnie takim blaskiem, że poraziła mnie prawda…
Mężczyźni nie niszczą kobiet. Oni je pochłaniają pod każdym względem.

Na chwilę obecną mogę śmiało stwierdzić, że „Dziewczyna na miesiąc” podobała mi się dużo bardziej. Fabuła tej historii jest tak oklepana i schematyczna, że od razu do siebie człowieka zniechęca. Już od początku mniej więcej wiedziałam, jak cała historia się potoczy i jak ewentualnie mogłaby się zakończyć. Na nieszczęście autorki wszystkie moje przypuszczenia się sprawdziły.

Historii tej niestety nie uratowali także bohaterowie.
Zupełnie nie potrafiłam wyczuć głównej bohaterki. Niby jej tragiczna przeszłość (taka sama jak w milionach tego typu książek) sprawia, że nie ufa mężczyznom, chce być niezależna i w ogóle, ale bywały takie momenty gdy Chase przybierał straszną (momentami przerażającą) i chorą postawę, a ona co na to? Oczywiście podniecała się jak nastolatka na widok Justina Biebera. W tym samym czasie, w mojej głowie była tylko jedna myśl: Kobieto zwiewaj od niego.
Postać Chase’a też mnie nie przekonała. Najpierw myślałam, że jest to obrzydliwie bogaty, arogancki dupek. Potem był krótki moment, gdzie pomału zaczęłam się do niego przekonywać. Ale pod koniec miałam go serdecznie dość i uważałam go za apodyktycznego seksoholika.
Miałam nadzieję, że chociaż przyjaciółki Gillian uratują sytuację. Momentami przypominały mi cztery muszkieterki, walczące o swoją godność, prawa i kierujące się w życiu zasadą „jedna za wszystkie, wszystkie za jedną”. Ale najwidoczniej autorka miała inną wizję niż ja, gdyż z nich także postanowiła zrobić niewyżytą seksualnie bandę. Co prawda ich sytuacja nie jest aż tak dramatyczna jak Chase’a i Gillian, no ale cóż…

To co mnie niebywale bawiło podczas czytania tej książki, to fakt, że odpowiedzią w niej na wszystko jest seks. Żal, smutek, trwoga, radość, szczęście czy miłość – wszystko w tej historii „świętuje się” seksem.
Ten przezabawny aspekt książki prowadzi do kolejnego jej minusa, a mianowicie – zaniku jakiejkolwiek akcji. Przez te ciągłe sceny seksu, historia ta robi się strasznie monotonna i najzwyczajniej w świecie przynudza. Jedyny zwrot akcji, jakieś napięcie (nie seksualne) pojawia się dopiero w dwóch ostatnich rozdziałach. Nie mniej jednak to trochę za późno by uratować historię.

Zarówno końcówka historii jak i tajemnicza rodzina Chase’a trochę mnie zaintrygowały, dlatego też nie skreślam tej trylogii. Zapewne sięgnę w najbliższym czasie po pozostałe dwa tomy, by przekonać się czy Audrey Carlan będzie umiała ponownie pozytywnie mnie zaskoczyć, tak jak w przypadku „Dziewczyny na miesiąc”.
Nie polecam, ale też nie odradzam. Nie czyta się tego źle, ale „Ciało” nie ma się z czym wybić na tle innych historii tego gatunku. Wpisuje się we wszelkie schematy erotyków.

Moja ocena: 6/10

pokaż więcej

 
2018-09-15 19:10:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Elementals (tom 2) | Seria: Young

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/184-michelle-madow-elementals-krew-hydry.html


Pierwszy tom serii „Elementals” od Michelle Madow bardzo mi się spodobał, dlatego też z niecierpliwością wypatrywałam kolejnego tomu. Zaledwie trzy miesiące po premierze pierwszej części, Wydawnictwo Kobiece przygotowało dla nas kontynuację tej mitologicznej serii. Czy „Krew hydry” spodobała mi się...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/184-michelle-madow-elementals-krew-hydry.html


Pierwszy tom serii „Elementals” od Michelle Madow bardzo mi się spodobał, dlatego też z niecierpliwością wypatrywałam kolejnego tomu. Zaledwie trzy miesiące po premierze pierwszej części, Wydawnictwo Kobiece przygotowało dla nas kontynuację tej mitologicznej serii. Czy „Krew hydry” spodobała mi się równie mocno jak „Proroctwo cieni”?

Nicole dowiaduje się kto jest jej prawdziwym ojcem, a Blake zrywa z Danielle. W tym samym czasie drużyna Elementals zaczyna intensywnie trenować, aby mieć szansę na przeżycie kolejnego starcia z potworami z Kerberosu.
Wkrótce w Księdze Cieni znajdują wskazówkę, która pozwoli im ocalić świat. Teraz Nicole, Blake, Danielle, Kate i Chris muszą ruszyć śladami Odyseusza, aby zebrać tajemnicze składniki, które pomogą im w unicestwieniu istot sprzymierzonych z Tytanami. Czy przeżyją niebezpieczną wyprawę w głąb greckich wierzeń?
Michelle Madow po raz kolejny stawia przed czytelnikiem trudne pytania. Czy można poświęcić życie kilku osób, aby uratować wiele istnień? Czy niepodważalne szczęście jest zawsze dobrym rozwiązaniem? Czy zawarte przyjaźnie będą miały jakiekolwiek znaczenie, kiedy przyjdzie stawić czoła niebezpieczeństwu?

Zanim rozpoczęłam pisanie tej recenzji, postanowiłam odświeżyć sobie nieco pamiętać na temat pierwszej części. Dlatego też, w czeluściach blogosfery odnalazłam moją recenzję części pierwszej, by sprawdzić co uległo zmianie. Zarówno na lepsze, jak i gorsze.

W pierwszej kolejności, rzuciła mi się w oczy zmiana w Nicole. W pierwszym tomie, do szewskiej pasji doprowadzało mnie zachowanie tej nastolatki, która momentami wręcz uważała się za Boga. Ma moc uzdrawiania, więc nikt jej nie podskoczy. Takie właśnie myślenie miało to szalone dziewczę. Co rusz chwaliła się swymi mocami, powtarzała, że z nikim nie będą bezpieczni, tylko z nią, bo w końcu potrafi uzdrawiać, pchała się tam gdzie nie trzeba, a nawet awansowała na rolę niejakiej liderki tej mocarnej grupy, no bo przecież ma SUPER MOC UZDRAWIANIA. Boże. Scyzoryk się w kieszeni otwierał.
Jednak w drugim tomie, tak jak już wspomniałam, widoczna jest jakaś zmiana w jej postaci. W końcu do niej dociera, że uratować całego świata nie może. Co więcej, bardziej wyraźna jest tutaj współpraca całej super piątki. W pierwszym tomie odczuwałam, że Nicole strasznie wywyższa się z swoją mocą. W drugiej części autorka bardziej podkreśla wartość przyjaźni i wzajemnego zaufania.

Trochę szkoda, że Nicole i Blake wciąż są na pierwszym planie. Pozostałe postacie tej serii są według mnie równie interesujące, ale jak na razie stanowią oni zaledwie dodatek do tej historii. W pierwszym tomie mi to nie przeszkadzało, bo jak wiadomo, był to początek.
Jestem jednak już po lekturze II tomu, i taki np. Chris czy Kate wciąż odgrywają rolę szarego tła.

Kiełkujące uczucie między Nicole a Blakiem, jest już w tej części dużo bardziej widoczne. Na całe szczęście, nie aż w takim stopniu, by uczynić z tej historii kolejny, banalny romans dla młodzieży.
Ubolewałam nieco nad zdecydowanie mniejszą dawką mitologicznych opowieści. W pierwszym tomie autorka dużo częściej przywoływała mitologiczne dzieje, dzięki czemu czytelnik mógł na nowo odświeżyć sobie w pamięci te historie, lub poznać je po raz pierwszy.

Pomimo tego, że książka ta nie ma nawet trzystu stron, to z pewnością jest dopracowana i przemyślana. Cały czas coś się dzieje, bohaterowie co rusz wpadają w nowe tarapaty i przeżywają kolejne, niezapomniane przygody. Zawarte w książce rozdziały są krótkie, a lekki styl pisania autorki sprawia, że lektura tej książki to czysta przyjemność.
Uważam, że seria „Elementals” jest godna uwagi każdego miłośnika fantastyki i mitologii. Z niecierpliwością będę wyczekiwać tomu trzeciego, którego premiera jest już zaplanowana na listopad.


Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-09-12 22:45:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/przedpremierowo-teresa-driscoll.html


„Obserwuję cię” Teresy Driscoll od początku przyciągnęła moją uwagę przez wzgląd na swoją okładkę. Ukazana na nim więdnąca róża, od razu przypomniała mi moją ukochaną bajkę z dzieciństwa, tj. „Piękną i bestię”. Po zapoznaniu się z opisem historii od razu dało się stwierdzić, że ten thriller zbyt wiele z tą...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/przedpremierowo-teresa-driscoll.html


„Obserwuję cię” Teresy Driscoll od początku przyciągnęła moją uwagę przez wzgląd na swoją okładkę. Ukazana na nim więdnąca róża, od razu przypomniała mi moją ukochaną bajkę z dzieciństwa, tj. „Piękną i bestię”. Po zapoznaniu się z opisem historii od razu dało się stwierdzić, że ten thriller zbyt wiele z tą kultową bajką nie ma do czynienia.
Czy jednak pomimo tego, Teresie Driscoll udało się mnie zachwyci¬ć?

Kiedy Elle Longfield spotyka w pociągu dwóch młodych mężczyzn rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie widzi w tym nic niepokojącego, dopóki nie dowiaduje się, że właśnie opuścili więzienie. Natychmiast odzywa się w niej instynkt macierzyński, ma syna w podobnym wieku. Ostatecznie przenosi się do innego wagonu, nie chcąc się wtrącać. Nazajutrz okazuje się jednak, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Elle zgłasza się na policję.
Po roku Anna ciągle jest uznana za zaginioną, a Elle zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Tropy prowadzą do matki zaginionej dziewczyny, jednak podejrzenia wynajętego detektywa skupiają się na innych członkach rodziny i przyjaciołach, którzy najwyraźniej mają coś do ukrycia. Za to wszyscy bacznie obserwują Elle.

Największym atutem książki jest fakt, iż opowiedziana została z perspektywy kilku osób: Elle, Sarah –przyjaciółki Anny, rodziców zaginionej dziewczyny a nawet prywatnego detektywa. Dzięki temu mogłam bliżej poznać wszystkich bohaterów, postarać się zrozumieć ich postępowanie itp. Zazwyczaj w kryminałach czy thrillerach, autorzy w największym stopniu skupiają się na profilu przestępcy, a dopiero w drugiej kolejności zajmują się pozostałymi bohaterami. Teresa Driscoll z kolei zaś, daje nam pełny wgląd do przeszłości wszystkich bohaterów, daje możliwość poznania ich bliskich i miejsc w którym mieszkają. Czytając tą historię łatwo dostrzec, że dla tej autorki każdy bohater jest ważny i dla każdego poświęciła tyle samo czasu.

Przez to, że każdą postać możemy dogłębnie poznać, sprawia, że krąg podejrzanych zamiast się zwężać, to się powiększa. Każdy z nich skrywa w sobie jakiś mroczny sekret, który podczas śledztwa wychodzi na jaw. Pani Driscoll potrafi umiejętnie zwodzić czytelnika za nos. Co chwila podrzuca nowe informacje i tropy, by w finale… i tak zaskoczyć.

Książka zbudowana jest z wielu, dość krótkich rozdziałów, z których prawie każdy kończy się w kulminacyjnym momencie, przez co dość ciężko przerwać lekturę i choć na chwilę odłożyć książkę. Czyta się ją bardzo dobrze. Napisana jest w ten sposób, że czytelnika nie raz mogą zasnuć refleksje, na temat tego, jak on postąpiłby w danej sytuacji.

Pomimo tego, że autorka zaskoczyła mnie w finale, to jednak odczuwam pewien niedosyt. Sama nie do końca potrafię sprecyzować, czym on jest spowodowany. Być może tym, że autorka nie rozwinęła w pełni motywu postępowania tej postaci. Było po prostu powiedziane: On/Ona zrobił/a to, dlatego, że to i to. I tyle. Dla mnie było to trochę za mało, ale duży plus za końcowy efekt zaskoczenia.

W tej historii nie poruszane są żadne nowe motywy, sytuacje, których nie brakuje w innych thrillerach i kryminałach. Jest jednak ona na tyle dobrze napisana i ciekawa, że z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić. Być może nie skradnie ona serca miłośnikom rozlewu krwi, ale jej wartka i pełna napięcia akcja, powinna w pełni zadowolić wielbicieli tego gatunku.

Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-09-07 21:48:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/182-jane-harvey-berrick-niebezpieczna.html



Pomimo tego, iż miałam przyjemność zrecenzować zaledwie kilka pozycji od Wydawnictwa NieZwykłego, to jednak wyrobiłam sobie o ich książkach bardzo dobrą opinię. Każda książka, jaką otrzymałam od nich do recenzji, skradła moje serce i trafiła do grona ulubionych. Czy podobnie było z historią pt....
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/182-jane-harvey-berrick-niebezpieczna.html



Pomimo tego, iż miałam przyjemność zrecenzować zaledwie kilka pozycji od Wydawnictwa NieZwykłego, to jednak wyrobiłam sobie o ich książkach bardzo dobrą opinię. Każda książka, jaką otrzymałam od nich do recenzji, skradła moje serce i trafiła do grona ulubionych. Czy podobnie było z historią pt. „Niebezpieczna znajomość, niebezpieczna miłość”?

Poruszający i pokrzepiający BESTSELLER AMAZONA pióra autorki romansów – Jane Harvey-Berrick.
Z dziewiętnastoletnim Danielem Coltonem chcą się umawiać wszystkie dziewczyny, a każdy facet mu zazdrości. Jest humorzasty, wybuchowy, zimny i ponury, ale też piękny, ma wspaniałe tatuaże, kolczyk w brwi i imponujące, czarne włosy. Chodzą plotki, że posiada kolczyki także w innych miejscach. Czy naprawdę jest szalony, czy naprawdę lepiej się z nim nie zadawać.
Daniel mieszka ze starszym bratem Zefem, a ich dom to jedna wielka imprezownia. Potrzebujesz narkotyków, dobrej zabawy, alkoholu i dyskrecji? Ruszaj do Coltonów!
Gdy Daniel i dziewczyna z dobrego domu, Lisanne Maclaine, otrzymują do wykonania wspólne zadanie na studiach, Lisanne odkrywa, że za reputacją czarnej owcy uczelni kryje się coś więcej. Daniel jest inteligentny, zabawny i koleżeński. Wkrótce odkrywa też jego sekret – dlaczego tak się od wszystkich dystansuje, dlaczego nikogo do siebie nie dopuszcza. Nie miała jednak pojęcia, jak trudno będzie wytrwać w roli jego powierniczki.

Początkowo miałam mieszane uczucia wobec tej historii, ponieważ za bardzo mi ona przypominała „After” Anny Todd. Wytatuowany mężczyzna z wieloma tajemnicami, obracający się w dość szemranym towarzystwie. Niewinna, nieco głupiutka dziewczyna, spokojna studentka, oczywiście dziewica. W tle narkotyki, studenckie imprezy, konflikt z prawem itd. Strasznie mi to przypominało historię Tessy i Hardina z wyżej wymienionej książki. Dodatkowo, gdy przypomniałam sobie o tym, jak bardzo męczyłam się z tymi opasłymi tomiskami, to nachodziła mnie myśl, czy aby na pewno dobrze zrobiłam, sięgając po tą książkę. Zdecydowanie nie miałam ochoty na wattpadowskie opisy, tłumaczące proces powstawania kanapki, wyjaśniający od A do Z proces korzystania z toalety itp. Na całe szczęście, „Niebezpieczna znajomość, niebezpieczna miłość” zupełnie nie wpisuje się w wattpadowskie klimaty i była zdecydowanie bardziej wartościową lekturą od „After”.

Historia ta liczy sobie prawie sześćset stron. Chyba każdy czytelnik ma pewne oczekiwania wobec tych nieco grubszych książek. Choćby na przykład takie, by zaciekawiły ich do tego stopnia, by nie musieli męczyć się z nią przez kilka tygodni. Osobiście rzadko sięgam po książki większych gabarytów, gdyż w większości z nich, dana historia jest zbyt przedłużana i w końcu robi się nudna. Podczas lektury „Niebezpiecznej znajomości, niebezpiecznej miłości” co prawda nie nudziłam się aż tak bardzo, by np. odłożyć ją na kilka dni, co nie zmienia faktu, że zawartą w niej historię można by było obciąć o kilka, małoistotnych rozdziałów i wtedy, według mnie, książka ta prezentowałaby się nieco lepiej.

Już na samym początku miałam duży zgrzyt z Lisanne. Denerwowała mnie jej głupota (mimo tego iż odgrywała rolę kujonki w tej książce) i jej brak wyczucia w danych sytuacjach. Niby córka z porządnej rodziny, niby taka cicha i spokojna, a jak czasem coś palnęła, to wypadało tylko chwycić się za głowę. Na całe szczęście, podczas lektury można dostrzec widoczny proces dojrzewania tej (wbrew pozorom) niezwykle potrzepanej dziewczyny. Pod koniec da się ją nawet polubić.

Zdecydowanie dużo ciekawszą postacią jest Daniel. Jest to postać bardzo złożona, o skomplikowanej psychice. Skrywany przez niego sekret, uczynił tą książkę bardziej oryginalną, wychodzącą poza schemat klasycznej młodzieżówki. Wraz z wyjawieniem tajemnicy chłopaka, autorka wprowadza ciekawy wątek, dzięki któremu „Niebezpieczna znajomość, niebezpieczna miłość” nie była tylko kolejnym oklepanym romansem dla młodzieży, ale ciekawą historię wytyczającą pewne ważne wartości.

Co w takim razie wyszło na minus? Tak jak już wspominałam, książka ta mogłaby być ciut krótsza, albo autorka powinna po prostu bardziej urozmaicić fabułę. Nie do końca do gustu przypadło mi zakończenie, które według mnie było zbyt bajkowe, przez co odebrało tej historii pewną namiastkę realności. Są takie książki po których człowieka nachodzą różne refleksje itp., ale są też takie, po których w głowie człowieka jest myśl: „piękna, ale jednak wymyślona, nierealna historia”. „Niebezpieczna znajomość, niebezpieczna miłość” jak dla mnie należy niestety do tej drugiej kategorii. Ostatnim minusem jest tytuł i okładka książki. Gdyby nie to, że zawsze zaznajamiam się z wszystkimi książkami, jakie w propozycjach dostaję do recenzji, to nie wiem czy np. w księgarni dostrzegłabym tą książkę wśród innych. Tytuł jak dla mnie jest trochę tandetny, a okładka nie dość, że schematyczna (wytatuowany osiłek ze swoją laską) to jeszcze niezbyt ładna.

Podsumowując, „Niebezpieczna znajomość, niebezpieczna miłość” to ciekawa, napisana przyjemnym piórem historia, która nieco odbiega od schematycznych romansów dla młodzieży. Jest dość obszerna, ale potrafi wciągnąć czytelnika. Jeśli natrafi się okazja, to z pewnością sięgnę po inne historie tej autorki.

Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-09-05 15:51:03
Ma nowego znajomego: magia_stron
 
2018-09-02 18:43:17
Ma nowego znajomego: Owca
 
2018-09-02 18:42:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/181-natasha-preston-skrzywdzona.html



O twórczości Natashy Preston szczerze powiedziawszy nigdy nie słyszałam, ale po przeczytaniu „Skrzywdzonej”, jestem przekonana, że będę wypatrywać jej kolejnych książek. Opisana w niej historia całkowicie mnie pochłonęła i nie wypuściła ze swych objęć, dopóki nie ujrzałam ostatniej strony.

Scarlett Garner nie...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/09/181-natasha-preston-skrzywdzona.html



O twórczości Natashy Preston szczerze powiedziawszy nigdy nie słyszałam, ale po przeczytaniu „Skrzywdzonej”, jestem przekonana, że będę wypatrywać jej kolejnych książek. Opisana w niej historia całkowicie mnie pochłonęła i nie wypuściła ze swych objęć, dopóki nie ujrzałam ostatniej strony.

Scarlett Garner nie pamięta nic sprzed swoich czwartych urodzin. Gdy tylko próbuje wydobyć z pamięci jakieś wspomnienia, ból głowy staje się nie do zniesienia. Powoli więc godzi się z tym, że jakaś jej część przepadła na dobre.
Kiedy w jej szkole zjawia się nowy uczeń, który próbuje pomóc Scarlett w odzyskaniu wspomnień, dziewczyna zakochuje się w nim bez pamięci. Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, ale wówczas wypadek samochodowy powoduje pojawienie się przebłysków dawno zapomnianych wydarzeń. Czy na pewno jednak chciałaby je pamiętać? Dobrze, że w tym trudnym czasie może liczyć na Noaha, który oferuje jej takie wsparcie, o jakim marzyłaby każda z nas. Tylko że powody jego zaangażowania stają się coraz bardziej niejasne...

Sam opis książki nie zwala z nóg. Dość klasyczny jeśli chodzi o opisy książek dla młodzieży. On i ona. Zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia. Wspólnie próbują rozwiązać problem, jaki dręczy główną bohaterkę. To zaś z kolei powoduje destrukcję całego jej świata – głęboko ukrywane tajemnice ujrzały światło dzienne… Brzmi dość schematycznie, prawda?
Co w takim razie urzekło mnie w tej historii?
Z pewnością tajemniczość i wbrew pozorom ciekawy pomysł a fabułę.

Początkowo towarzyszyło mi dość mocne uczucie dezorientacji, gdyż po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, odnosiłam wrażenie, że zrobiono mnie w tzw. konia. Byłam święcie przekonana, że mam do czynienia z jakąś fantastyką, mimo iż opis z tyłu książki wskazywał na to, że jest to thriller czy też kryminał.
Nic jednak bardziej mylnego.
Gdy pani Preston rozjaśniła nieco pewne kwestie, a ja dodałam dwa do dwóch, zrozumiałam z czym tak naprawdę do czynienia. I byłam tym obrotem sprawy całkowicie zachwycona.

Początkowo akcja rozgrywa się dość powoli. Pierwsze zauroczenia, licealna miłość i ogółem rozkwit uczuć między głównymi bohaterami. Potem jednak autorka zrzuca bombę i dostarcza czytelnikowi samych konkretów. Cieszy mnie to, że wątek romantyczny nie przyćmił tego wątku kryminalnego, który według mnie jest w stu procentach przemyślany i dopracowany w każdym szczególe. Autorka wszystko idealnie wyważyła. Nie było zbyt wiele tej cukrowej otoczki, która towarzyszy każdej licealnej miłości. W odpowiednich momentach pani Preston potrafiła zbudować napięcie, a gdy robiło się zbyt spokojnie, dodać element grozy, by czytelnik mógł poczuć strach towarzyszący bohaterom.

Z każdą kolejną stroną, zbliżając się do ostatecznego finału odnosiłam wrażenie, że ta historia jest naprawdę chora.(Mimo tego bardzo mi się spodobała). Być może dlatego początkowo uważałam, że trzymam w ręce fantastykę. Aż ciężko uwierzyć, że takie chore sytuacje mają miejsce w współczesnym świecie.
Zakończenie książki było jak najbardziej udane, choć chyba spodziewałam się większego dramatu. Nie jest to oczywiście żadna ujma dla książki, tylko moje osobiste „widzi mi się”.

Bohaterowie są dość przeciętni. Da się ich polubić, choć nie skradają serca na dłużej. Momentami denerwowała mnie głupota Scarlett (kocham to imię, really), ale nie ma co więcej oczekiwać od szesnastolatki, prawda? Noah był sympatyczny ale nie sprawiał, że moje serducho biło nieco szybciej. Pomimo tego, że historia w głównej mierze opiera się na tych dwóch postaciach, to jednak uważam, że to ich rodzice są tutaj postaciami kluczowymi i (niestety) bardziej interesującymi.

Podsumowując, „Skrzywdzona” w pozytywny sposób mnie zaskoczyła. Była idealnie wyważonym połączeniem romansu, thrillera i powieści dla młodzieży. Podchodziłam do niej dość neutralnie, nie spodziewając się, że historia ta, aż tak mnie pochłonie. Spędziłam z nią wybornie dwa wieczory. Zapewniła mi dużą dawkę rozrywki i przerwała moją złą passę sięgania po przeciętne książki, z czego bardzo się cieszę.
Pewien wątek w historii nie został rozwiązany do końca, więc kto wie? Może niedługo na rynku wydawniczym pojawi się jej kontynuacja?

Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-08-29 21:38:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/08/180-kate-sterritt-kocham-tylko-tak.html


Nie wszystko złoto, co się świeci.
To powiedzenie z pewnością odnosi się do wielu książek, które kuszą potencjalnych nabywców piękną, oryginalną okładką, która jednak ukrywa dość słabą zawartość. Pierwszym przykładem jaki przychodzi mi a myśl są „Wyśnione miejsca” Brenny Yovanoff. Pomimo fenomenalnej...
http://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/08/180-kate-sterritt-kocham-tylko-tak.html


Nie wszystko złoto, co się świeci.
To powiedzenie z pewnością odnosi się do wielu książek, które kuszą potencjalnych nabywców piękną, oryginalną okładką, która jednak ukrywa dość słabą zawartość. Pierwszym przykładem jaki przychodzi mi a myśl są „Wyśnione miejsca” Brenny Yovanoff. Pomimo fenomenalnej okładki, która od razu skradła moje serce, książka kompletnie nie umiała się wybronić fabułą. Była nudna i kompletnie nieprzemyślana, przez co awansowała do rankingu największych książkowych rozczarowań.
Co prawda, „Kocham tylko tak” nie rozczarowało mnie aż tak bardzo, ale nie da się ukryć, że oczekiwałam czegoś więcej.

Piękna i wzruszająca historia o wychodzeniu z ciemności i próbie pogodzenia się z tym, co już nie wróci.
Emerson Hart poznała Merikiego, kiedy miała zaledwie dziesięć lat. Połączyła ich wielka przyjaźń, która z biegiem czasu przerodziła się w miłość. Kiedy dziewczyna dorosła, pewnego dnia utraciła wszystko, co było jej drogie, a Meriki nie był już chłopcem, którego pokochała.
Emerson nie może zrozumieć, dlaczego wszystko się zmieniło. Wtedy w jej życiu pojawia się Josh, który przypomina jej Merikiego. Serce Emerson zaczyna się otwierać, chociaż wydawało się, że tylko jeden chłopak ma do niego klucz. Ten, którego naprawdę kochała.
Ta historia trafi prosto do Waszego serca. To opowieść o dojrzewaniu, wybaczaniu i odnajdywaniu siebie, kiedy wydaje się, że wszystko jest już stracone.

Cała historia podzielona jest na dwie części – przeszłość i teraźniejszość. Podoba mi się to, że autorka obu tym częściom poświęciła tyle samo uwagi. Często jest tak, że jakaś historia bazuje na jakimś wydarzeniu z przeszłości. Jednak autorzy książek przeważnie nie przywiązują do tego wydarzenia zbyt dużo uwagi i poświęcają na nią kilka początkowych stron czy też jeden rozdział. W przypadku „Kocham tylko tak”, autorka dopracowała obie części.

Jak łatwo wywnioskować z opisu fabuły, mamy tu do czynienia z trójkątem miłosnym (dość nietypowym, ale jednak). Wątek Merikiego i Emerson jest dość ciekawie poprowadzony. W pewnym momencie autorka zyskała u mnie dużego plusa, wprowadzając do fabuły pewien element zaskoczenia. Z kolei zaś wątek Josha i Emerson był jak dla mnie trochę przerysowany. Taki cukrowy i bajkowy. A może po prostu artyści nawet zakochują się w sposób wyjątkowy?

Sami bohaterowie byli dość sympatyczni, choć nie wydaje mi się, żeby pozostali w mej pamięci na dłużej. Emerson to oddana i wierna, choć zagubiona duszyczka, Meriki – milczący ale niezastąpiony przyjaciel, no i oczywiście Josh – typowy artysta romantyk. Taki misz – masz wszystkiego.

Równie ważnym motywem w tej książce jest motyw sztuki. Dzięki niemu wątek miłosny nie jest wypchnięty na pierwszy plan. Co prawda nie był on nudny, ale nie zachwycił mnie tak jak np. w „Confess” Colleen Hoover. W tamtej książce dało się wyczuć tą niezwykłą więź między sztuką a człowiekiem.

Biorąc pod uwagę artystyczny klimat tej historii, oczekiwałam bardziej epickiego finału. A tu chyba bardziej już schematycznie być nie mogło. Szkoda.

Ogólnie rzecz biorąc tą książkę czyta się dość lekko. Owszem, czasem fabuła jest trochę monotonna, ale nie było aż tak źle, bym musiała na jakiś czas odłożyć książkę. Ci co oczekują jednak jakiejś wartkiej akcji, mogą być rozczarowani, gdyż pojęcie „akcja” w tej książce jest dość znikome.

„Kocham tylko tak” to historia opowiadająca o potędze miłości, która wiele daje, ale również dużo odbiera. Nie było to złe, ale po przeczytaniu kilku pierwszych rozdziałów, spodziewałam się, że ta historia bardziej mnie poruszy, a nie że będzie to zwykła „poczytajka” na jeden wieczór.


Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-08-19 20:42:10
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
Moja biblioteczka
343 139 717
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (21)

Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd