Girl-from-Stars 
status: Czytelnik, dodał: 4 cytaty, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
    Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
    Autor:
    Clovis LaFay ma kłopoty rodzinne. Nieżyjący już ojciec miał reputację czarnego maga, znacznie starszy przyrodni brat jest wrogo nastawiony, a dzieci tego ostatniego… No cóż, na pewne zaburzenia nie ma...
    czytelników: 1663 | opinie: 164 | ocena: 7,14 (496 głosów)
  • Dwór cierni i róż
    Dwór cierni i róż
    Autor:
    Autorka bestsellerowej serii Szklany Tron powraca z porywającą opowieścią o miłości, która jest w stanie pokonać nienawiść i uprzedzenia! Idealna lektura dla fanów George. R.R. Martina! Co może powsta...
    czytelników: 10328 | opinie: 670 | ocena: 7,95 (4856 głosów)
  • Everlife. Wieczne życie
    Everlife. Wieczne życie
    Autor:
    W tym świecie umierasz po to, by zyskać nieśmiertelność Siedemnastoletnia Ten Lockwood wybrała po śmierci życie w świecie rządzonym przez Trojkę – samozwańczych strażników sprawiedliwości i równości....
    czytelników: 165 | opinie: 15 | ocena: 6,63 (27 głosów)
  • Głowa meduzy
    Głowa meduzy
    Autor:
    Trzeci tom boskiej serii o drużynie Elementals. Tyfon, najgroźniejszy z Tytanów uwolnił swoją duszę z Kerberosu. Zmierza teraz w kierunku ukrytego ciała, aby połączyć się i pomścić Drugą Rebelię. Nic...
    czytelników: 75 | opinie: 0 | ocena: 6,75 (4 głosy)
  • Jak zatrzymać czas
    Jak zatrzymać czas
    Autor:
    Tom Hazard posiada niebezpieczny sekret. Choć wygląda na przeciętnego 41-latka, cierpi na rzadką przypadłość, wskutek której żyje już całe stulecia. Tom przeżył kawał historii – występując z Szekspire...
    czytelników: 249 | opinie: 42 | ocena: 7,48 (82 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-05 23:41:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wilk (tom 1)
 
2018-12-05 23:40:23
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Elementals (tom 3) | Seria: Young
 
2018-12-05 22:07:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Mężczyzna z honorem (tom 1)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/12/205-k-c-lynn-fighting-temptation.html

Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale na wszelki wypadek powtórzę: wszystkie książki wydane przez Wydawnictwo NieZwykłe jak dotąd zawsze brałam w ciemno. Moje zaufanie co do ich książek jej tak duże, że biorąc do ręki jakąkolwiek ich powieść, mam pewność, że to będzie dobre. A nawet bardzo...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/12/205-k-c-lynn-fighting-temptation.html

Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek o tym wspominałam, ale na wszelki wypadek powtórzę: wszystkie książki wydane przez Wydawnictwo NieZwykłe jak dotąd zawsze brałam w ciemno. Moje zaufanie co do ich książek jej tak duże, że biorąc do ręki jakąkolwiek ich powieść, mam pewność, że to będzie dobre. A nawet bardzo dobre.
Tak też było w przypadku „Fighting Temptation”.

Jaxson jest arogancki, skłonny do złości i agresji. Ale jest także wyjątkowy, silny i honorowy. Uwielbiam wszystkie jego wady bezwarunkowo i nieodwołalnie. Chociaż on sam nie wierzy w miłość, ja zawsze będę go kochała.
Julia różniła się od wszystkich ludzi, których znałem. Wcześniej nigdy bym nie przypuszczał, że może istnieć ktoś równie dobry i szczery. Im lepiej ją poznawałem, tym bardziej byłem od niej uzależniony. Z każdą chwilą spędzoną razem niszczyła jakąś część mroku, który wciąż we mnie tkwił. Dzięki Julii moje gówniane życie nie wydawało się takie okropne. I zanim się spostrzegłem, zakochałem się w dziewczynie nie z tego świata.
Niecodzienna para przyjaciół – niewinna dziewczyna o dobrym sercu i powszechnie znany „niegrzeczny chłopiec”. Los sprawił, że ich ścieżki się przecięły, co sprawiło, że powstała między nimi silna więź oraz pojawiła się pokusa, której oboje pewnej nocy ulegli.
Mija pięć lat. Jaxson wraca do jedynej dziewczyny, która była dla niego ważna, aby naprawić błędy przeszłości. Jednak jest ktoś, kto nie cieszy się z jego powrotu. Ktoś, kto uważa, że Julia ma już kogoś, kto o nią zadba i nie cofnie się przed niczym, aby ten stan rzeczy nigdy nie uległ zmianie.
Jaxson nie tylko będzie musiał stanąć do walki w obronie Julii, ale zmierzyć się również z dręczącymi jego duszę demonami: śmierci, zepsucia, destrukcji i wojny.

Patrząc pod względem fabuły, jest to naprawdę dobrze wyważona historia miłosna, która zawiera w sobie te elementy, które uwielbiam w tego typu książkach, tj.: niebezpieczeństwo, porwania, demony przeszłości, tajemnice i sekrety, miłość z dzieciństwa, wplecione w odpowiednim miejscu i w odpowiedniej dawce sceny erotyczne.

Dużym atutem historii są również jej bohaterowie. Pani Lynn nie skupia się tylko i wyłącznie na głównych bohaterach. Widać, że poświęciła mnóstwo czasu postaciom pobocznym, tworząc zgraję przesympatycznych bohaterów, którzy skradli moje serducho swym poczuciem humoru, lojalnością i oddaniem za przyjaciół. Nie wspominając o szalonej babci, która uwielbia drinki Margarita. Dość nietypowa, momentami wybuchowa mieszanka postaci, która nie raz potrafiła mnie rozbawić do łez.

W takim razie czy było idealnie? Nie do końca.
Momentami jak dla mnie było trochę zbyt słodko, choć nie aż w takim stopniu, by czytelnik miał dość. Ogólnie rzecz biorąc, zawarta w tej książce historia jest dość mało realistyczna. Ale dla każdego, kto posiada w sobie duszę romantyka zapewne nie będzie to zbyt dużym minusem.
Pomimo tego, że bardzo dobrze mi się to czytało i nie towarzyszyło mi jakieś uczucie znudzenia, to jednak nie da się ukryć, że „Fighting Temptation” jest dość schematyczną historią i zapewne wielu z Was stwierdzi, że kiedyś już coś podobnego czytało.

Na samym końcu książki autorka zostawia nam przedsmak kolejnej części tej serii, w której poznamy bliżej Grace. Po przeczytaniu kilkustronicowego fragmentu czuję, że to może być coś naprawdę dobrego.

Podsumowując, „Fighting Temptation” pomimo iż idealną i bardzo oryginalną historią nie jest, to jednak czyta się ją bardzo przyjemnie, a wykreowani przez autorkę bohaterowie z pewnością od razu skradną Wasze serca. Historia Julii i Jaxsona momentami bawi, często wzrusza i chwyta za serce. Fabuła wciąga, dostarczając nam odpowiednią dawkę wszelkich emocji. Czegóż chcieć więcej?

Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-11-29 21:35:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Bracia Slater (tom 4.5)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/204-l-casey-branna.html

Cechą charakterystyczną dla książek z serii „Bracia Slater” jest to, że czyta się je w błyskawicznym tempie, a po zakończonej lekturze, czuję się niedosyt i zdecydowanie chce się więcej. Autorka wyszła naprzeciw czytelnikom i po każdej części pisała dopełnienie danej historii. W taki oto sposób oprócz Dominica, Alec’a,...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/204-l-casey-branna.html

Cechą charakterystyczną dla książek z serii „Bracia Slater” jest to, że czyta się je w błyskawicznym tempie, a po zakończonej lekturze, czuję się niedosyt i zdecydowanie chce się więcej. Autorka wyszła naprzeciw czytelnikom i po każdej części pisała dopełnienie danej historii. W taki oto sposób oprócz Dominica, Alec’a, Kane’a i Ryder’a poznajemy również historię Bronagh, Keeli i Aideen.
W takim razie przyszła również pora na opowieść Branny.

Kontynuacja czwartego tomu bestsellerowej serii o braciach Slater!
Po ciężkich przeżyciach Branna i Ryder pragną spokoju. Jednak oboje mają zupełnie inną wizję tego, jak będzie wyglądało wspólne rodzinne życie. Ryder marzy o tym, aby mieć dużo dzieci, co nie przekonuje nowej pani Slater.
Branna cieszy się z tego, że ma wokół siebie kochające osoby i czuje się bezpieczna. Woli nie wybiegać za bardzo w przyszłość i skupić się na miesiącu miodowym, który ich czeka.
Jednak niewinny wyjazd na łono natury zamieni się w koszmar, kiedy niebezpieczeństwo przyjdzie z najmniej oczekiwanej strony. Czy Ryder i Branna po raz kolejny wyjdą z tego obronną ręką?
Branna ceni nad życie Rydera. Branna chroni to, co ceni najbardziej.

Jeśli wszystkie tomy serii jak dotąd całkowicie skradły moje serce, tak w przypadku ich kontynuacji miałam mieszane uczucia. Największym rozczarowaniem było dla mnie dopełnienie I tomu pt. „Bronagh”, gdzie autorka z czegoś oryginalnego postanowiła zrobić wadę, stawiając przed bohaterami problem, który jak dla mnie był „wyssany z palca”. Dlatego też do kolejnych kontynuacji podchodziłam z dość dużym dystansem. Na całe szczęście kolejne tomy były duże lepsze, a ostatnia przeczytana przeze mnie część – „Aideen” była zdecydowanie najlepsza (pomijając tą paskudną okładkę).

„Branna” utrzymana jest w klimacie „Aideen”. Historia kontynuowana jest w tym samym miejscu, w jakim autorka zatrzymała się w poprzedniej części pt. „Ryder”. Widoczna jest tutaj ciągłość w czasie i fabule, brak jakichkolwiek przeskoków w czasie, a zawarta w niej historia jest ciekawa, realna, momentami chwytająca za serce. Czegóż chcieć więcej?

Te dwie historie wyróżnia dojrzałość. Branna i Ryder są jednak o dziesięć lat starsi od swojego rodzeństwa i jest to widoczne w ich zachowaniu i sposobie ukazania ich związku. Było to dla mnie coś nowego, bo poprzednie części raczej podkreślały swobodę i pożądanie w związkach pozostałych braci. Relacje między nimi a ich partnerkami zazwyczaj zaczynały się od sprośnych żartów, docinek itp.
W przypadku Branny i Rydera wygląda to nieco inaczej, co oczywiście nie oznacza, że brak w nich tej „młodzieńczej iskry”.

To dopełnienie jest mniej dramatyczne od poprzedzającego go tomu. Więcej mamy tutaj elementów humorystycznych, których trochę brakowało mi w „Ryderze”.
Tak jak zazwyczaj, pod koniec fabuły autorka rozpoczyna wątek kolejnej pary , w tym przypadku Damiena i Alannah. Pani Casey zostawia nas z dość emocjonalnym finałem, przez co już nie mogę doczekać się historii Damiena.

Dziwi mnie to, jak z pisania tak obszernych historii można przerzucić się na tak króciuteńkie książeczki. Nie mniej jednak się cieszę, że autorka je pisze, gdyż osobiście jestem uzależniona od tej serii i każdy dodatkowy tom jest na wagę złota.
Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zaznajomić się z serią „Bracia Slater” to najwyższa pora to zmienić! Gorąco ją Wam polecam!

Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-11-27 21:51:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Bracia Slater (tom 4)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/203-l-casey-ryder.html

„Ryder” to już czwarty tom serii „Bracia Slater” od L. A. Casey. Poprzednimi tomami autorka całkowicie skradła moje serce. Zawarte w nim było to, co uwielbiam w tego typu książkach: namiętność, pożądanie, tajemnice z przeszłości, niebezpieczeństwo i oczywiście mnóstwo żartów, docinek i „słownych potyczek”, które nie raz...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/203-l-casey-ryder.html

„Ryder” to już czwarty tom serii „Bracia Slater” od L. A. Casey. Poprzednimi tomami autorka całkowicie skradła moje serce. Zawarte w nim było to, co uwielbiam w tego typu książkach: namiętność, pożądanie, tajemnice z przeszłości, niebezpieczeństwo i oczywiście mnóstwo żartów, docinek i „słownych potyczek”, które nie raz bawiły mnie do łez. Poprzednie trzy tomy, pomimo tego iż w dużym stopniu były do siebie podobne, to jednak bardzo mi się spodobały, a seria „Bracia Slater” jest jedną z moich ulubionych serii książkowych.
Tym razem Wydawnictwo Kobieco kazało nam nieco dłużej czekać na IV tom, dlatego z niecierpliwością czekałam na informacje o polskiej premierze. Gdy w końcu książka trafiła w moje ręce, od razu rozpoczęłam lekturę…

Branna jest załamana tym, że jej związek z ukochanym mężczyzną okazał się pomyłką. Chociaż kocha Rydera ponad życie, to nie może w żaden sposób do niego dotrzeć. Nie pomagają kłótnie, płacz ani niekończące się ciche dni.
Ryder Slater jest wściekły. Nie dość, że od wielu miesięcy okłamuje najważniejszą kobietę w życiu, to jeszcze ukrywa coś, co naraża wszystkich na śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie może jednak nic powiedzieć i zrobić.
Kiedy ich związek znajdzie się nad krawędzią, Ryder zmierzy się z mrocznymi siłami. Jedno jest pewne, że mężczyzna zrobi wszystko, aby uratować miłość i rodzinę.
Ryder chciał mieć Brannę od pierwszej chwili. Ryder dominuje to, co chce mieć.

„Ryder” jest zdecydowanie inny od poprzednich części. Trzy pierwsze tomy, były napisane według jednego schematu. Działała w nich zasada „Kto się czubi, ten się lubi”. Pomimo początkowych niechęci, autorka tworzyła między daną dwójką bohaterów jakieś uczucie, które z każda kolejną stroną kwitło. Następnie był wątek powrotów do przeszłości, traumatycznych przeżyć, po których następował kulminacyjny, pełny licznych niebezpieczeństw moment.
Jednak czwarty tom serii różni się dość diametralnie od pozostałych. Na czym polega ta różnica?

Po pierwsze, „Ryder” jest historią bardziej dramatyczną. Brak tutaj jakiś przekomarzanek między bohaterami, gdyż historia zaczyna się w momencie, gdy związek Rydera i Branny chyli się nieubłagalnie ku końcowi. Brak tu jakiś początkowych flirtów, gdyż mamy tu do czynienia z dojrzałym związkiem.

Po drugie, nie wprowadzone są tu żadne nowe wątki, bohaterowie borykają się z problemami, mającymi początek w przeszłości. Autorka nie wprowadziła do fabuły żadnych nowych postaci, prawdopodobnie dlatego, by czytelnik mógł bardziej wczuć się w sytuację Branny i Rydera.

Jak w takim razie wypadł „Ryder” na tle pozostałych części?
Nie będę ukrywać, że brakowało mi tego charakterystycznego poczucia humoru Braci Slater i tej „lekkości” fabuły. Co oczywiście nie oznacza, że tom IV jest zły, czy też nudny. Nic z tych rzeczy.
Cieszę się, że autorka podążyła w nieco innym kierunku. Dzięki temu, nie odnosi się wrażenia, że to kolejna, powielana historia. „Ryder” pokazuje to, że życie wcale nie jest takie bajkowe, tak proste, jakby się mogło wydawać.

Zakończenie książki całkowicie skradło moje serducho. Autorka świetnie poprowadziła pewien wątek, zupełnie mnie przy tym zaskakując. Finał IV tomu jak dla mnie był najlepszy. Gdy czytałam ostatnie strony, autentycznie szczerzyłam się do książki.

Cała historia bardzo mi się podobała. Została ona poprowadzona w formie przeplatanki: aktualne wydarzenia, zostawały chwilowo przerywane, by czytelnik mógł przenieść się do przeszłości i zobaczyć jak ogromnie zmienił się los tej dwójki bohaterów. Ta część została równie lekko napisana jak trzy poprzednie tomy. Autorka posiada ten dar, że już od pierwszych stron potrafi zaciekawić czytelnika.
Jeśli jeszcze nie mieliście do czynienia z tą serią, to koniecznie powinniście nadrobić zaległości.
A jeśli czytaliście poprzednie tomy, to jestem przekonana, że Rydera pokochacie równie mocno jak Dominica, Alec’a, czy Kane’a.

Z niecierpliwością będę wypatrywała wieści na temat polskiej premiery ostatniej części serii. Całe szczęście, że na półce czeka „Branna”, czyli dopełnienie tomu IV. Jeszcze raz gorąco polecam Wam tą serię!
A teraz zmykam, by przeczytać „Brannę”.

Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-11-21 22:26:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/202-audrey-carlan-zycie.html

Po erotyki pióra Audrey Carlan sięgam dość często. Pomimo że jej historie nie należą do grupy książek wybitnych, to jednak za każdym razem dostarczają mi dużą dawkę emocji i rozrywki – w sam raz na wolny, samotny wieczór.
Moją przygodę z jej twórczością rozpoczęłam od serii „Dziewczyna na miesiąc”, która z każdym,...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/202-audrey-carlan-zycie.html

Po erotyki pióra Audrey Carlan sięgam dość często. Pomimo że jej historie nie należą do grupy książek wybitnych, to jednak za każdym razem dostarczają mi dużą dawkę emocji i rozrywki – w sam raz na wolny, samotny wieczór.
Moją przygodę z jej twórczością rozpoczęłam od serii „Dziewczyna na miesiąc”, która z każdym, kolejnym tomem coraz bardziej skradała moje serce. Nie tak dawno pisałam Wam o pierwszym tomie „Trylogii namiętności”, pt. „Ciało”. Niestety, nie porwał mnie tak, jak tego oczekiwałam.
W wrześniu tego roku, Wydawnictwo Edipresse podjęło się wydania kolejnej trylogii pani Carlan – „Namiętność”. Poznajemy w niej dalsze losy czwórki przyjaciółek z wspomnianej wyżej trylogii, ale tym razem historia skupiła się na Marii – ognistej tancerce z ogromnym temperamentem.
Czy tym razem autorce udało się sprostać moim oczekiwaniom?

Maria De La Torre jest twarda i zdołała ocaleć. Jej życie nie było usłane różami, ale krwią i poświęceniem. W Trylogii namiętności towarzyszy swojej duchowej siostrze Gillian, ale ta opowieść jest o jej życiu. Tym, które wybiera i które ktoś, kto wrócił z przeszłości, próbuje jej odebrać.
Elijah to ostatni na świecie mężczyzna, z którym Maria powinna się związać. Jest pochmurnym, twardym, nieprzestrzegającym prawa łowcą nagród – dokładnym przeciwieństwem mężczyzny, którego kochała i straciła, mężczyzny, który poświęcił dla niej wszystko. Jednak Elijah nie należy do tych, którzy dają za wygraną. Przywykł dostawać to, czego pragnie, a teraz postawił sobie za cel zdobycie kruczowłosej uwodzicielki.
Czas im nie sprzyja. Marii znów zagraża niebezpieczeństwo, w obliczu którego już nigdy nie spodziewała się stanąć. A tym razem stawką jest życie lub śmierć.
Maria szybko przekonuje się, że właśnie to, czego najbardziej pragnie w życiu, może ją zniszczyć.

To, co uwielbiam w powieściach Audrey Carlan to połączenie elementów erotyka z elementami thrillera/kryminału. Jeśli w przypadku „Ciała” miałam niedosyt szybkiej i niespodziewanej akcji i przesyt scen erotycznych, tak w przypadku „Życia”, muszę stwierdzić, że autorka wszystko idealnie wyważyła. Już od pierwszych stron pani Carlan zasypuje nas nowymi i tajemniczymi informacjami, a w powietrzu aż czuć czyhające na bohaterkę niebezpieczeństwo. A w to wszystko wpleciony jest wątek Marii i Elijah. Autorka stworzyła pomiędzy nimi uczucie nagłe i niespodziewane, wywołujące mieszane odczucia u odbiorców. Uczucie pełne namiętności i pożądania, ale także troski, opiekuńczości i całkowitego oddania. Dodatkowo, autorka daje nam pełny wgląd do życia pozostałych bohaterek.

Przyznaję, że po przeczytaniu „Ciała” nie byłam zachwycona bohaterami, jakimi wykreowała autorka. Ta czwórka przyjaciółek była jak dla mnie bandą nimfomanek, które w między czasie walczyły z traumatycznymi wspomnieniami, przeżyciami z przeszłości. W przypadku „Życia” coś się jednak zmieniło. Dostrzegłam tą niezwykłą więź, jaka łączy siostry BESOS.
Osobiście bardzo cenię sobie dany erotyk, jeśli autor umiejętnie potrafi poruszyć w nich inne motywy nie związane z seksem, takie jak np.: przyjaźń, rodzina, strata bliskich, walka z traumami z przeszłości. Tutaj wszystko to było. I na dodatek napisane w tak emocjonalny sposób, że nie sposób nie polubić całej tej bandy: począwszy od czwórki szalonych kobiet po ich zaborczych (i oczywiście) przystojnych facetów.

Po przeczytaniu kilku różnych historii pióra tej autorki, nie da się nie spostrzec tego, że tworzy ona swoje książki według określonego schematu, przez co być może dla niektórych mogą być zbyt przewidywalne. „Życie” jak dla mnie takie było, ale jest to tak dobrze napisana historia, że spędziłam z nią naprawdę przyjemny wieczór.

Z całą pewnością sięgnę po kontynuację serii, której drugi tom, pt. „Los” będzie miał premierę w styczniu przyszłego roku. Jeśli tak jak ja jesteście typami romantyków, lubiących romanse z odrobiną pikanterii, z trzymającą w napięciu akcją, pełną różnych bohaterów, walczącymi z demonami przeszłości, to twórczość tej autorki jest z pewnością dla Was. Ja jestem pozytywnie zaskoczona i z niecierpliwością będę wyczekiwała kolejnej części.

Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-11-19 21:59:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: The Dark Duet (tom 3)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/201-c-j-roberts-smak-ciemnosci.html

Po dwóch, dość rozczarowujących tomach trylogii „The Dark Duet” od C.J. Roberts, postanowiłam zmierzyć się z ostatnią częścią pt. „Smak ciemności” i ostatecznie zakończyć moją przygodę z tą serią. Nie miałam wobec niej żadnych wymagań, czy oczekiwań, gdyż rzadko bywa tak by kontynuacja serii była lepsza, lub...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/201-c-j-roberts-smak-ciemnosci.html

Po dwóch, dość rozczarowujących tomach trylogii „The Dark Duet” od C.J. Roberts, postanowiłam zmierzyć się z ostatnią częścią pt. „Smak ciemności” i ostatecznie zakończyć moją przygodę z tą serią. Nie miałam wobec niej żadnych wymagań, czy oczekiwań, gdyż rzadko bywa tak by kontynuacja serii była lepsza, lub równie dobra co tom pierwszy. Czy pani Roberts mnie czymś tym razem zaskoczyła?

Czy jesteś gotowy przekroczyć wszelkie granice dla prawdziwego uczucia? Dobrze się zastanów, zanim powiesz… tak. Ostatnia część bestsellerowej trylogii „The Dark Duet” wywróci do góry nogami Wasze wyobrażenia o Calebie.
Piszę to, bo błagaliście. A wiecie, jak ja kocham, gdy błagacie. Właściwie to już za dużo o mnie wiecie. Kim jestem? Cóż, odpowiedź na to pytanie dopiero próbuję poznać. W dzieciństwie byłem dziwką, jako młody chłopak zostałem zabójcą, a w dorosłym życiu potworem. To ja porwałem Livvie. To ja trzymałem ją w ciemnym pokoju przez kilka tygodni. Jednak najważniejsze jest to, że jestem też mężczyzną, w którym się zakochała. Którego kocha. To trochę chore, prawda? Oczywiście naszej historii nie da się streścić w kilku krótkich zdaniach, jednak nie potrafię wytłumaczyć mojego zachowania z tamtego okresu. Zakładam, że jeśli to czytacie, nie muszę już nic tłumaczyć. Zdążyliście już mnie ocenić. Czytacie to, ponieważ pragniecie poznać zakończenie tej historii. Chcecie dowiedzieć się, co się wydarzyło tamtego ciepłego wrześniowego wieczora, kiedy to spotkałem Livvie w Barcelonie. Tamtej nocy moje życie znowu zupełnie się zmieniło. Nie przebiegło to jednak dokładnie tak, jak opisała to Livvie. Bardzo łaskawie potraktowała mnie w swojej opowieści. Prawda jest o wiele bardziej… skomplikowana.

W przypadku tego typu kontynuacji, człowiekowi aż na język się ciśnie: I po co Ci to było?
„Smak ciemności” w mojej opinii jest bezsensownym dodatkiem do historii. Dlaczego bezsensownym? Otóż dlatego, że III tom nie wnosi niczego nowego do tej historii. Mnóstwo jest tutaj retrospekcji, które jednak nie mają w sobie niczego świeżego. Fabuła jest nudna jak flaki z olejem, a jej uwieńczeniem jest przewidywalne zakończenie.

Początkowo miałam nadzieję, że autorce uda się obronić tą III częścią. Taka myśl zrodziła się w mojej głowie, głównie dzięki temu, że narratorem ostatniej części jest Caleb. Historia widziana oczyma prześladowcy. Brzmi nieźle, prawda?
Niestety jednak na nic się to nie zdało. Tej części nie uratowałyby nawet jakieś wybitne przemyślenia Caleba, gdyż autorka poległa na fabule. Do chwili obecnej zastanawia mnie to, jak z tak mrocznej, brutalnej i niepokojącej historii można zrobić tak cukierkową sieczkę. Aż ciężko uwierzyć, że „Smak ciemności” należy do tej trylogii. Jak dla mnie ta część to nawet nie leżała obok pozostałych.

Kolejny zarzut – zbyt wiele scen seksu.
Ja rozumiem, że to jest erotyk, ale ten gatunek nie może się opierać tylko i wyłącznie na scenach współżycia! Ludzie, szanujmy się. Ja już po kilku rozdziałach miałam serdecznie dość tej książki, i jestem pełna podziwu dla samej siebie, że udało mi się ją dokończyć.
I i II tom to chociaż się dobrze czytało, ale ten? To była tak niespójna historia, że aż się ciężko to czytało. Odnosiłam wrażenie, że historia ta, opowiedziana jest w formie małych anegdot, jakie mają miejsce przy przeglądaniu albumu ze zdjęciami. Najpierw opowiadają Ci jakieś wybrane momenty z dzieciństwa, po czym przewracają stronę i skupiają się już na momencie, gdy dorastałeś/aś. Tak ni z gruszki, ni z pietruszki. Pani Roberts w „Smaku ciemności” robi dokładnie to samo.

Wynudziłam się niesamowicie podczas lektury tej części. Zapewne gdyby seria ta miała jeszcze inne części, prawdopodobnie bym po nie nie sięgnęła.
Gdzie się podział ten mrok? Ta nienawiść pomieszana z namiętnością i pożądaniem, dzięki którym zafascynowałam się tą historią? GDZIE?!
Jeśli przeczytaliście poprzednie dwa tomy i zastanawiacie się nad trzecim, to osobiście mogę Wam go odradzić.

Moja ocena: 4/10

pokaż więcej

 
2018-11-15 22:19:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: The Dark Duet (tom 2)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/200-c-j-roberts-zapach-ciemnosci.html

Po dość przeciętnym „Dotyku ciemności” nadszedł czas na tom II mrocznej serii od C. J. Roberts, pt. „Zapach ciemności”. Przed rozpoczęciem tego dość opasłego tomiska, zerknęłam na oceny tej książki na portalu Lubimy Czytać. Z ulgą zauważyłam, że (jak na ten gatunek) ma naprawdę wysoką ocenę (8,28). Tak więc...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/200-c-j-roberts-zapach-ciemnosci.html

Po dość przeciętnym „Dotyku ciemności” nadszedł czas na tom II mrocznej serii od C. J. Roberts, pt. „Zapach ciemności”. Przed rozpoczęciem tego dość opasłego tomiska, zerknęłam na oceny tej książki na portalu Lubimy Czytać. Z ulgą zauważyłam, że (jak na ten gatunek) ma naprawdę wysoką ocenę (8,28). Tak więc napełniona nadzieją na lepszą kontynuację, zabrałam się za czytanie.

Jeżeli „Dotyk ciemności” Cię zaskoczył, to po lekturze „Zapachu ciemności” będziesz porażona. Jeszcze nigdy miłość i przemoc nie były tak blisko…
Oswobodzony z seksualnej niewoli przez pakistańskiego oficera, Caleb jest obciążony długiem, który można odkupić wyłącznie krwią.
Droga będzie długa i pełna niepewności, lecz los Caleba i Livvie wkrótce się przesądzi.
Czy Caleb wyrzeknie się ukochanej na rzecz zemsty? Jaka jest cena rozgrzeszenia?

Po raz kolejny mam mieszane uczucia wobec tej historii. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czy ta historia mi się spodobała, czy też nie. Z pewnością na swój sposób jest wyjątkowa, gdyż autorka porusza w niej bardzo odważne tematy, które zapewne dla większości powinni zostać tematami tabu.
Przejdźmy jednak najpierw do tego, co mnie w tej książce urzekło.

Nie da się ukryć, że II tom jest ciekawszy niż I. W pierwszej części nudziła mnie ciągła monotonia i przewidywalność fabuły. Za mało było w niej wszystkiego: brutalności, rozlewu krwi, nagłych zwrotów akcji, scen seksu, czyli ogółem wszystkiego, co kształtuje i charakteryzuje historie tego gatunku. W „Zapachu ciemności” dzieje się zdecydowanie więcej. Autorka zamieściła w nim więcej brutalnych i szokujących fragmentów, które w końcu pobudziły moją ciekawość. C. J. Roberts umiejętnie owiała nutką tajemniczości całą tą historię. Za każdym razem, gdy myślałam, że rozgryzłam głównych bohaterów, ich tok myślenia, sposób postępowania i ogólnie całą tą mroczną historię, pani Roberts za każdym razem umiała „wywieźć mnie w pole”. Za to ma duży plus ode mnie.

Podobał mi się również sposób poprowadzenia bohaterów. Wybili się oni ponad pewną schematyczność, nie raz potrafili mnie zaskoczyć. Ciężko było mi rozgryźć zarówno Livvie jak i Caleba. Nie potrafiłam rozpracować tego, czy dziewczyna faktycznie zakochała się w swoim prześladowcy, czy też jest to po prostu jej sposób na przetrwanie. Z kolei zaś postać Caleba jest tak skryta i tajemnicza, że tym bardziej ciężko zrozumieć jego postępowanie, to jego popadanie ze skrajności w skrajność. Raz przeobraża się w bestię, która gardzi innymi ludźmi, pragnie rozlewu krwi i zemsty i jest gotów poświęcić każdego, by osiągnąć swój cel. Po czym po chwili przeobraża się w troskliwego, czasem czułego faceta, ciężko doświadczonego przez życie. Czy zyskali oni moją sympatię? Wydaje mi się, że w niezbyt dużym stopniu, ale z pewnością Caleb jak i Livvie na długo pozostaną w mej pamięci.

Przejdźmy teraz zatem do tego, co mi się nie podobało.
Jak dla mnie „Zapach ciemności” jest zbyt przeciągany. Nie wiem po co autorka rozwodziła się tyle czasu nad pewnymi kwestiami, ale przez to mementami „zalatywało” nudą. Poza tym, denerwowały mnie zbyt częste powtarzanie fragmentów, które miały miejsce w poprzednich rozdziałach. Nie mam nic przeciwko retrospekcjom z przeszłości i w ogóle, ale jaki jest sens powtarzania dwustronicowego fragmentu poprzedniego rozdziału, który czytelnik przeczytał kilka minut wcześniej? Gdyby to jeszcze były faktycznie jakieś istotne fragmenty, ale zazwyczaj były to jakieś ckliwe wspominki Livvie.

W II części autorka wprowadza do swojej historii kolejne postacie, m.in. Reed’a. Polubiłam tego tajemniczego gościa i z bólem muszę stwierdzić, że jak dla mnie autorka nie wykorzystała jego potencjału. Ciągłe dramaty Livvie po jakimś czasie robią się nużące, i wtedy przydałby się jakiś świeży powiew – w tym przypadku Reed.

Zakończenie, tak jak i w przypadku I części nie wbiło mnie w fotel. Jest ono dość przewidywalne, choć pani Roberts do ostatnich stron zwodzi czytelnika za nos.
Spodziewałam się czegoś bardziej dramatycznego, a dostała mi się wersja „Pięknej i bestii” dla dorosłych.

Z pewnością „The Dark Duet” jest ciekawą alternatywą dla wielbicieli erotyków, mających już dość prawników, policjantów czy lekarzy w rolach głównych. Drugi tom serii podobał mi się bardziej niż I, choć dalej nie dostałam tego, co chciałam. Być może miałam zbyt wygórowane oczekiwania wobec tej trylogii i przez to nie zachwyca mnie ona tak, jak innych.

Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-11-12 18:33:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: The Dark Duet (tom 1)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/199-c-j-roberts-dotyk-ciemnosci.html


Serię „The Dark Duet” już od bardzo dawna miałam w planach, ale z racji tego, że na rynku wydawniczym pojawiały się coraz to nowsze i ciekawsze pozycje, seria ta zeszła na dalszy plan. Gdy jednak Wydawnictwo Czwarta Strona wznowiła „The Dark Duet” stwierdziłam, że to idealna okazja, by w końcu zaznajomić się z...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/199-c-j-roberts-dotyk-ciemnosci.html


Serię „The Dark Duet” już od bardzo dawna miałam w planach, ale z racji tego, że na rynku wydawniczym pojawiały się coraz to nowsze i ciekawsze pozycje, seria ta zeszła na dalszy plan. Gdy jednak Wydawnictwo Czwarta Strona wznowiła „The Dark Duet” stwierdziłam, że to idealna okazja, by w końcu zaznajomić się z tą historią.

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura obyczajowa i romans.
To nie jest kolejna książka o perwersjach, które chcielibyście powtórzyć w zaciszu własnej sypialni. To książka o tym, czego na pewno nie chcielibyście doświadczyć. Bezwzględnie penetruje najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki i stawia pytania o granicę między nienawiścią a oddaniem, między oprawcą a ofiarą.
Caleb, człowiek o tragicznej przeszłości, która pozbawiła go ludzkich odruchów, uprowadza osiemnastoletnią Livvie i szkoli ją na seksualną niewolnicę. Ma stać się narzędziem zemsty, która pozwoli Calebowi rozliczyć się z przeszłością. Mężczyzna rozpoczyna tresurę Livvie, a ona, wciągnięta w niebezpieczną grę, całkowicie podporządkowuje się swojemu oprawcy. Caleb nie przewidział jednak, że między nim a dziewczyną pojawi się uczucie. Czy jednak relacja zrodzona z przemocy ma szansę przetrwać?

Ostatnimi czasy mam ogromną chrapkę na wszelakie historie z gatunku Dark Erotic, w której ukazana jest relacja niewolnik & pan. W pewnym stopniu zafascynowały mnie te nietypowe relacje między tego typu bohaterami, zaintrygował mnie ten tzw. „syndrom sztokholmski”, czyli stan psychiczny, który pojawia się u ofiar porwania lub u zakładników, wyrażający się odczuwaniem sympatii i solidarności z osobami je przetrzymującymi. Ostatnią przeczytaną przeze mnie książką o tejże tematyce, były „Łzy Tess” Pepper Winters, którą byłam szczerze zachwycona. Niestety, „Dotyk ciemności” nie zachwycił mnie aż tak bardzo, jak oczekiwałam.

Przede wszystkimi zabrakło mi jakiś nagłych zwrotów akcji, czegoś niespodziewanego, co nie pozwoliłoby mi choć na chwilę oderwać się o d książki. C. J. Roberts jak dla mnie zbyt monotonnie prowadzi tą fabułę. Tego typu historie powinny szokować i przyprawiać o szybsze bicie serca, z każdą przewróconą stroną. Tutaj niestety mi tego zabrakło. Całość była dość schematyczna. Miałam określoną wizję tego, jak ta historia się potoczy i moje przypuszczenia sprawdziły się praktycznie w stu procentach.

Wykreowani przez autorkę bohaterowie, też mnie nie zachwycili. Widać, że pani Roberts kierowała się pewnymi (dość utartymi) schematami podczas ich stwarzania. Livvie to kolejna cicha myszka, ukryta za mało kobiecymi ubraniami, która jednak skrywa w sobie jakieś seksualne fantazje i wbrew pozorom wcale nie jest taka nieśmiała. Z kolei Caleb to taki bożek w ludzkiej postaci. Autorka co chwila wychwalała jego wygląd: a to złociste włosy, a to dobrze wyrzeźbione ciało, a to oczy…
Pomimo jednak tych ich schematyczności, muszę przyznać, że autorka ciekawie poprowadziła proces rozwoju relacji między tymi bohaterami. Tak naprawdę, to do końca nie potrafiłam rozgryźć tego, czy miedzy bohaterami jest jakaś chemia, czy też nie.

Zdecydowanie zabrakło mi w „Dotyku ciemności” jakiejś spontaniczności, czegoś co by mnie zaskoczyło, zaciekawiło. Czegoś, co sprawiłoby, że ta historia zostanie dłużej w mej pamięci. Wszystko było w tej książce tak przewidywalne, że często przyłapywałam się na bezmyślnym śledzeniu wzrokiem po tekście, wyłapując tylko takie elementy, które mnie zaciekawiły.
Scen seksu wbrew pozorom nie ma zbyt wiele. Odnoszę wrażenie, że autorka bardziej chciała skupić się na budowaniu postawy poddaństwa w przypadku dziewczyny. W całej książce był zaledwie jeden moment, który nieco mnie zszokował, ale jak dla mnie to zdecydowanie za mało.

Podsumowując, jestem trochę rozczarowana „Dotykiem ciemności”. Mam nadzieję, że II tom bardziej przypadnie mi do gustu .
Żałuję również, że wydawnictwo postanowiło wydać tą serię w takich tandetnych i oklepanych okładkach. Poprzednie wersje były zdecydowanie lepsze. Odnoszę wrażenie, że teraz każdy erotyk ma okładkę z napakowanym osiłkiem, z gołą klatą i sześciopakiem. Mi osobiście przejadły się już tego typu grafiki, i dziwię się, że wydawnictwa nie obawiają się tego, że wydane przez nich erotyki nie będą się zupełnie wyróżniać na tle innych. A czymś przecież trzeba przykuć uwagę potencjalnego nabywcy, prawda?

Moja ocena: 6/10

pokaż więcej

 
2018-11-09 17:32:35
Ma nowego znajomego: sweetnessoflife
 
2018-11-08 21:08:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Czarny lotos (tom 2)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/198-e-k-blair-echo.html

„Echo” jest drugą częścią niezwykle mrocznej serii pt. „Czarny lotos”, autorstwa E. K. Blair. Pierwszy tom – „Bang” wstrząsnął mną do głębi i na długo pozostał w mej pamięci. Byłam zachwycona tą historią do tego stopnia, że dostała ode mnie najwyższą ocenę, tj. 10 pkt. Drugiego tomu wyczekiwałam z ogromną niecierpliwością....
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/198-e-k-blair-echo.html

„Echo” jest drugą częścią niezwykle mrocznej serii pt. „Czarny lotos”, autorstwa E. K. Blair. Pierwszy tom – „Bang” wstrząsnął mną do głębi i na długo pozostał w mej pamięci. Byłam zachwycona tą historią do tego stopnia, że dostała ode mnie najwyższą ocenę, tj. 10 pkt. Drugiego tomu wyczekiwałam z ogromną niecierpliwością. Gdy w końcu wymarzony egzemplarz trafił w moje dłonie, ponownie zakochałam się w twórczości tej autorki.

Podobno najdłuższe zarejestrowane echo rozbrzmiewało siedemdziesiąt pięć sekund, ale zapewniam cię, że tym razem potrwa to o wiele dłużej. Ogłuszający huk stłumił wszystkie dźwięki i pogrążył otaczający mnie świat w ciszy, pozwalając, by echo zniszczeń przetrwało znacznie, dłużej niż było to zamierzone.
To echo będzie podążać za mną wszędzie, niszcząc mnie… i niszcząc ciebie. Chcesz odpowiedzi? Ja też.

Jak głupia sądziłam, że w pierwszym tomie autorka wyczerpała całkowicie limit dramatów głównej bohaterki, wyjaśniła wszelkie tajemnice, dlatego ogólnie rzecz biorąc, zastanawiałam się, co ona może mi jeszcze pokazać. A tu taka niespodzianka. „Echo” przerosło wszelkie moje oczekiwania, całkowicie porywając mnie już od pierwszych rozdziałów.

W II tomie autorka w ogóle nie zwalnia tempa. Już na samym początku zrzuca na nas bombę, która mnie osobiście zwaliła z nóg.
Po raz kolejny jestem zachwycona umiejętnościami autorki w dziedzinie budowania napięcia, tworzenia brutalnej i szokującej fabuły jak i odkrywania kolejnych tajemnic w odpowiednich momentach. Nie da się ukryć, że twórczość pani Blair całkowicie wychodzi poza schemat, dostarczając dzięki temu czytelnikowi maksymalną dawkę adrenaliny. „Echo” to jedna z nielicznych książek, która szokuje ale i zachwyca swą mrocznością i brutalnością.

Tak jak już wspominałam w skali brutalności I tom nie różni się od II. Jestem pełna podziwu dla autorki za poruszanie tak odważnych tematów, stworzenie tak wyrazistej fabuły. „Echo” tak samo jak „Bang” owiane jest wyrazistym pożądaniem i namiętnością, choć zdecydowanie w innym tego słowa znaczeniu. Jeśli w pierwszym tomie ta namiętność łączyła się z miłością, tak w przypadku „Echa” pożądanie zespoliło się z czystą nienawiścią.
Z tym wątkiem „hate&love” bywa dość różnie. Zazwyczaj bywa tak, że bohaterowie się nie znoszą, kryją w sobie jakieś dawne urazy wobec tego drugiego, ale potem niespodziewanie i ze wzajemnością odkrywają w sobie głębokie uczucia . Oklepany dość temat, zwłaszcza we współczesnych romansach. W tym jednak przypadku autorka pozytywnie mnie zaskoczyła, gdyż według jej wizji, te skomplikowane uczucia, jakie łączyły bohaterów wcale nie doprowadziły do tego, że którekolwiek z nich diametralnie się zmieniło. Wręcz przeciwnie.

W „Echo” widoczna jest wyraźna zmiana w psychice Niny/ Elizabeth. W pierwszym tomie, poznajemy ją jako niezwykle silną, niebezpieczną, pozbawioną wszelkich skrupułów kobietę, która dla zemsty jest gotowa poświęcić wszystko. Nie mniej jednak dramatyczne wydarzenia, jakie miały miejsce w zakończeniu I tomu sprawiły, że w kolejnym tomie mamy już do czynienia z wrakiem człowieka. Poznajemy kobietę wyniszczoną przez swoją nienawiść, pogrążoną w rozpaczy za tymi, których straciła. Autorka wprowadza nas jeszcze głębiej w jej niepokojącą, momentami chorą psychikę, sprawiając, że te wszystkie mdłe i oklepane bohaterki odejdą w niepamięć, a na ich miejscu (z pewnością na długo) zasiądzie Elizabeth.

Po raz kolejny autorka zostawiła mnie z zaskakującym zakończeniem, które zrodziło jeszcze więcej pytań w mojej głowie. Mam tylko nadzieję, że Wydawnictwo NieZwykłe nie będzie kazało nam zbyt długo czekać na premierę III tomu.

„Echo” jest rewelacyjną kontynuacją serii „Czarny Lotos”. To brutalna i chora historia, która niesamowicie uzależnia. Jest jak narkotyk, który nie wypuści Cię ze swych ramion, jeśli nie weźmiesz całej dawki, a po wszystkim pozostawia po sobie uczucie pustki i chęci na więcej.
Gorąco polecam!

Moja ocena: 10/10

pokaż więcej

 
2018-11-06 21:55:55
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Vincent Boys (tom 1) | Seria: Young

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/197-abbi-glines-vincent-boys.html

Dość często sięgam po literaturę z gatunku New Adult, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej historii Abbi Glines. Nie oznacza to jednak, że nic na jej temat nie słyszałam. Książki tej autorki są dość popularne, a wielbiciele tego gatunku z tego co zauważyłam, polecają jej historie. Stwierdziłam, że...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/197-abbi-glines-vincent-boys.html

Dość często sięgam po literaturę z gatunku New Adult, ale jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej historii Abbi Glines. Nie oznacza to jednak, że nic na jej temat nie słyszałam. Książki tej autorki są dość popularne, a wielbiciele tego gatunku z tego co zauważyłam, polecają jej historie. Stwierdziłam, że najwyższy czas zapoznać się z twórczością pani Glines i mój wybór padł na „Vincent Boys”.

Było coś nikczemnego w Beau, co mnie do niego przyciągało. Co ze mną było nie tak? Dlaczego chciałam tak bardzo grzeszyć?
Aston jest zmęczona, będąc dobrą, imponującą swoim rodzicom córką i grając idealną dziewczynę Sawyera Vincenta. Sawyer jest idealny, jest zawsze czarujący, ale kiedy wyjeżdża z miasta na lato, jego kuzyn Beau wpada Ashton w oko. Beau jest najseksowniejszym facetem, którego kiedykolwiek widziała i nawet pomimo tego, że jest niebezpieczny, pociąga on Ashton.
Beau kocha swojego kuzyna jak własnego brata, więc ostatnią rzeczą, jaką chciałby zrobić, jest podrywanie jego dziewczyny. Ashton jest mu oczywiście zakazana. Dlatego stara się jak najbardziej utrzymać między nimi dystans, nawet mimo tego, że kochał ją od zawsze. Gdy Ashton chce rozbudzić ich dziecięcą przyjaźń podczas nieobecności Sawyera, Beau wie że nie powinien się zgodzić.
Ashton i Beau nie chcą zranić Sawyera, ale im bardziej próbują trzymać się od siebie z daleka, tym bardziej siebie pragną. Coraz trudniej jest się oprzeć...

Nie miałam wobec tej historii większych oczekiwań, dzięki czemu uniknęłam jakichkolwiek rozczarowań. „Vincent Boys” jest ciekawą historią, choć jednak dość przewidywalną. Jeśli liczycie na jakieś wyjątkowo oryginalne New Adult, to prawdopodobnie możecie się rozczarować. Nie mniej jednak czytało mi się to bardzo dobrze i spędziłam z tą książką parę przyjemnych godzin.

Z motywem trójkąta zazwyczaj bywa tak, że albo całkowicie obrzydzi mi historię (choćby „Tonąca w błękicie”), lub tak jak w przypadku „Vincent Boys” zaciekawi, zaintryguje. Faktycznie te relacje między trójką bohaterów z każdą kolejną stroną były coraz to bardziej zagmatwane i tylko czekałam aż cała trójca zacznie się szczerze nienawidzić. Do samego końca byłam ciekawa, kogo wybierze Ash, gdyż widoczne było, że kocha zarówno Sawyera jak i Beau.

Wszystkich bohaterów wykreowanych przez autorkę co nieco łączy, ale są to zupełnie inne charaktery. Ashton (nie mogłam przywyknąć do tego imienia, cały czas wyobrażałam sobie mężczyznę) ogólnie rzecz biorąc imponowała mi swoim tokiem myślenia i swoją dojrzałością. Zazwyczaj w tego typu książkach, dziewczyny kreowane są ta takie tępawe idiotki, które nic o życiu nie wiedzą, dopóki nie spotkają na swej drodze jakiegoś boskiego bad boya. Klasyk. Tym razem było trochę inaczej. Owszem, były momenty, gdzie tok myślenia Ash był zupełnie inny od jej czynów, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Sawyer od początku mi śmierdział i czułam, że nie jest tak idealny, za jakiego mają go jego znajomi. A Beau skradł moje serducho już od pierwszych stron i zachował je sobie do samego końca.

Historia napisana jest w lekkim, przyjemnym w odbiorze stylu. Narracja prowadzona jest z perspektywy dwóch osób: Ash i Beau. Pomimo tego, że wątek miłosny gra tutaj pierwszorzędną rolę, to jednak istotne są tu też wątki takie jak: przyjaźń, rodzina, strata bliskich czy religijność. Ten ostatni wymieniony przez mnie wątek wyjątkowo mi się spodobał. Autorka idealnie ukazała postawę osób wierzących wobec stereotypów, oraz to, jak łatwo oceniamy innych, nie znając ich historii.

„Vincent Boys” pomimo swojej banalności, niesie jednak ze sobą pewien przekaz. Jasno pokazuje, że nikt z nas nie jest idealny. Każdy z nas popełnia błędy, jest zwyczajnym grzesznikiem. Jednak pomimo tego, każdy z nas zasługuje na to, by być szczęśliwym.

Moja ocena: 7/10

pokaż więcej

 
2018-11-04 19:12:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Więcej (tom 1)

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/196-jay-mclean-wiecej-niz-my.html

Jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej historii autorstwa Jay McLean. Po „Więcej niż my” sięgnęłam głównie dzięki pozytywnym opiniom innych blogerów i czytelników. Większość stwierdzała, że ta historia łapie za serce, byli też tacy, co uronili nie jedną łzę, podczas jej lektury.
Zachęcona tyloma...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/196-jay-mclean-wiecej-niz-my.html

Jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej historii autorstwa Jay McLean. Po „Więcej niż my” sięgnęłam głównie dzięki pozytywnym opiniom innych blogerów i czytelników. Większość stwierdzała, że ta historia łapie za serce, byli też tacy, co uronili nie jedną łzę, podczas jej lektury.
Zachęcona tyloma pozytywnymi komentarzami, postanowiłam zmierzyć się z tą historią. Co z tego wynikło?

Szkolny bal miał być dla Mikayli niezapomniany. I taki był, jednak z zupełnie innych powodów, niż chciała. W jedną noc dziewczyna straciła wszystkich, których kochała. Świadkiem tragedii był Jake. To właśnie w nim Mikayla odnajduje wsparcie.
Serce, które zostało złamane i szansa, żeby je poskładać na nowo
Kiedy Mikayla żegnała się z rodzicami przed wymarzonym balem na zakończenie liceum, nie przypuszczała, że ten wieczór zrujnuje jej życie.
Bajkowa noc zmieniła się w prawdziwy koszmar. Dziewczyna utraciła wszystkich, których kochała. W zaledwie kilka godzin jej cały świat się zawalił.
Świadkiem jej nieszczęścia był nowo poznany chłopak, Jake. To właśnie on i jego rodzina okazali jej wsparcie, którego tak potrzebowała.
Czy w pustym sercu Mikayli znajdzie się miejsce na miłość? Czy w jej sercu jest miejsce na WIĘCEJ?

Mam mieszane uczucia wobec tej książki. Niby nie było to złe, ale z nóg to mnie nie zwaliło. Czegoś ewidentnie mi zabrakło, choć ciężko określić czego dokładnie. Nie do końca rozumiem nad czym płakali niektórzy czytelnicy. Przez całe trzysta stron, nie znalazłam nawet jednego akapitu, który wywołałby u mnie jakieś szybsze bicie serca, łzy w oczach czy nawet jakąś złość, niedowierzanie czy smutek. Według mnie ta książka w ogóle nie była emocjonalna. A przynajmniej nie w takim stopniu, w jakim oczekiwałam.

Już od początku byłam zdania, że autorka zbyt wyżywa się na głównej bohaterce, zsyłając na nią wszystkie możliwe katastrofy. W „Więcej niż my” dramat goni dramat. Po jakimś czasie robi się to naprawdę męczące, bo jaki normalny człowiek byłby w stanie tyle znieść? No ale jak widać, pani McLean jest wyznawczynią hasła „miłość zwycięży wszystko”.

Jeśli chodzi o sam wątek romantyczny, to odnoszę wrażenie, że przyćmił on to, co w tej historii powinno być najważniejsze, czyli: żałoba po stracie bliskich, emocje temu towarzyszące itp. W mojej ocenie, Mikayla dość szybko otrząsnęła się z żałoby, na rzecz zakochania się w Jake’u. Być może nie taki był zamysł autorki, ale niestety tak to w moim odczuciu wyglądało. Samo uczucie, jakie pojawiło się między tą dwójką było jak grom z nieba – nagłe i niespodziewane. A co za tym idzie? Mało realne.

Momentami zachowanie Mikayli mocno działało mi na nerwy. Kompletnie nie rozumiałam jej toku myślenia. Ślepy prawdopodobnie szybciej by zauważył, że między nią a chłopakiem iskrzy, jednak ona cały czas, uparcie mówiła NIE.
Obmacywanie z nim? Spoko. Stawianie mu warunków na temat innych dziewczyn? Oczywiście. Jasne określenie kim dla siebie są, co do siebie czują? Nie, bo… bo… No właśnie! Bo co?
Ciśnienie za każdym razem mi skakało, gdy czytałam te jej wewnętrzne rozterki.
Z kolei Jake to typowy przedstawiciel męskiego bohatera, jakiego uwielbiają tworzyć kobiety. Jednym słowem: ideał. To jednak znowu utwierdzało mnie w przekonaniu, że ta historia jest zbyt bajkowa.

Główni bohaterowie jak widać nie skradli mojego serca, ale za to przyjaciele Jake’a byli świetni. Mieszanka całkowicie innych charakterów, które wzajemnie się uzupełniają. Paczka niezwykle wiernych i oddanych przyjaciół, którzy rękę by oddali za drugiego. Najbardziej pokochałam Lucy, która nie dość, że była książkoholikiem, to dodatkowo potrafiła być przezabawna gdy się opiła. Istny huragan. Fragmenty w których występowała, dostarczyły mi o wiele więcej rozrywki i przyjemności niż lektura całej tej książki.

Podsumowując, „Więcej niż my” było dla mnie dość dużym rozczarowaniem. Owszem, nie czytało się tego źle, ale to jednak zbyt mało. Historia zawarta w książce momentami była na swój sposób urocza, ale jak dla mnie zbyt przerysowana, bajkowa.

Moja ocena: 5/10

pokaż więcej

 
2018-11-01 19:55:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/195-chris-colfer-kraina-opowiesci.html

Na początku tej książki znajduje się niezwykle trafny cytat, który oddaje wyjątkowość i ponadczasowość baśni. Brzmi on następująco: „Pewnego dnia będziesz wystarczająco dorosła, by znów czytać baśnie” (C. S. Lewis). Mam duży sentyment do historii pana Andersena czy Braci Grimm, gdyż dzięki ich twórczości...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/11/195-chris-colfer-kraina-opowiesci.html

Na początku tej książki znajduje się niezwykle trafny cytat, który oddaje wyjątkowość i ponadczasowość baśni. Brzmi on następująco: „Pewnego dnia będziesz wystarczająco dorosła, by znów czytać baśnie” (C. S. Lewis). Mam duży sentyment do historii pana Andersena czy Braci Grimm, gdyż dzięki ich twórczości rozpoczęła się moja miłość do książek. Uwielbiam każdą książkę, w której wykorzystany jest motyw baśni. Jest w tych historiach coś tak niezwykłego, co sprawia, że zarówno dziecko jak i osoba dorosła znajdą w nich coś w sam raz dla siebie.
Dlatego też, pomimo dwudziestu lat na karku, z chęcią podjęłam się zrecenzowania „Krainy opowieści. Zaklęcie życzeń” Chrisa Colfera.

Świat Alex i Connera Bailey’ów wkrótce się zmieni.
Gdy babcia bliźniąt daje im tajemniczą książkę z baśniami, nie zdają sobie sprawy, że wkroczą do świata pełnego cudów i magii, gdzie spotkają postacie z bajek, z którymi dorastali: Krainy Opowieści. Wkrótce dowiedzą się, że historie, które znają tak dobrze sięgają dalej niż widzi ludzkie oko. Złotowłosa jest poszukiwanym zbiegiem, Czerwony Kapturek ma własne królestwo, a królowa Kopciuszek ma wkrótce zostać matką!
Po serii spotkań z czarownicami, wilkami, goblinami i trollami, powrót do domu okaże się trudniejszy, niż przypuszczali. Aby tego dokonać muszą wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż w poszukiwaniu składników do Zaklęcia Życzeń. Czy odnajdą drogę z depczącą im po piętach legendarną Złą Królową? Zaczyna się wyścig, w którym możliwy jest tylko jeden zwycięzca – zaklęcie bowiem nie zadziała dwa razy, a Zła Królowa nie cofnie się przed niczym. Na pomoc wezwie swojego oddanego Łowcę i jego niebezpieczną córkę, zawrze nawet pakt z Watahą Złych Wilków, aby osiągnąć swój cel.
„Kraina Opowieści: Zaklęcie życzeń” to pierwsza część fantastycznego cyklu, który zabierze Cię w ekscytującą wyprawę pełną zaklęć, humoru i ciągnącej się strona za stroną przygody.

Serialu „Glee” co prawda nie oglądałam, a nazwisko Colfer nic mi nie mówi. Nie zmienia to jednak faktu, że autor potrafił przenieść mnie do cudownego świata baśni, gdzie Złotowłosa jest poszukiwanym zbiegiem, Czerwony Kapturek elekcyjną królową, a Kopciuszek królową i przyszłą mamą. Początkowo miałam pewne obawy, czy autor nie dał się zbyt ponieść wodzom fantazji i nie zepsuł tego co w baśniach najpiękniejsze, czyli pozornej prostoty w której tkwi istotny morał. Na całe szczęście, Chris Colfer wykreował ciekawą historię, w której przywołuje wiele baśni, jednocześnie dodając pewne elementy, czyniące tą książkę wyjątkową.

„Kraina opowieści” zawiera w sobie takie elementy, których oczekują zarówno starsi jak i młodsi czytelnicy, tj. wartką akcję, wciągającą fabułę, przyjaznych bohaterów i oczywiście zaskakujące zakończenie. Cała książka jest napisana niezwykle lekko, często z humorem, ale posiada także momenty niebezpieczne, trzymające w napięciu. Connor, dzięki swojemu poczuciu humoru skradł moje serduszko już od pierwszych stron.

Książka ta jest dopracowana w każdym detalu. Istotnym elementem jest tutaj również szata graficzna. „Kraina Opowieści. Zaklęcie życzeń” ma przepiękną, kolorową okładkę, drobne grafiki w środku i to, co kocham najbardziej w książkach, czyli twardą oprawę.

„Kraina opowieści” zapewne znajdzie swych zwolenników zarówno w grupie młodszych, jak i starszych czytelników. Ja, mając dwadzieścia lat, świetnie się bawiłam podczas lektury tej książki i z pewnością sięgnę po kolejne tomy z tej serii.
Wydawnictwo „Młodzieżówka” dopiero wkroczyło na rynek, jednak nie da się ukryć – z dość dużym przytupem.


Moja ocena: 8/10

pokaż więcej

 
2018-10-28 21:34:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Wysłannicy (tom 2) | Seria: Young

https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/194-melissa-darwood-guerra.html


Poprzedni tom serii „Wysłannicy”, pt. „Larista” od Melissy Darwood, miałam okazję przeczytać w te wakacje. Miałam co do niej pewne obawy, jednak książka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Miała w sobie wszystko to, czego szukam w książkach dla młodzieży, tj. wartkiej akcji i nietuzinkowych bohaterów. Ponadto...
https://kochajacaksiazki.blogspot.com/2018/10/194-melissa-darwood-guerra.html


Poprzedni tom serii „Wysłannicy”, pt. „Larista” od Melissy Darwood, miałam okazję przeczytać w te wakacje. Miałam co do niej pewne obawy, jednak książka okazała się być strzałem w dziesiątkę. Miała w sobie wszystko to, czego szukam w książkach dla młodzieży, tj. wartkiej akcji i nietuzinkowych bohaterów. Ponadto historia ta niosła ze sobą jakiś przekaz, dzięki wychwalaniu pewnych wartości. Dodatkowo poruszała trudną tematykę śmierci i życia wiecznego. Czegóż chcieć więcej?
Dlatego też po „Guerrę” sięgnęłam bez zawahania. Nie miałam wobec niej zbyt wygórowanych oczekiwań, gdyż zazwyczaj bywa tak, że kontynuacja danej serii jest dużo słabsza od pierwszej części.
Tym razem jednak, spotkało mnie miłe zaskoczenie…

Związek Zuzy i Patryka nie układa się tak, jak powinien. Od kiedy jej najbliżsi zostali Guardianami, dziewczyna czuje się samotna. Podczas koncertu, który miał zmienić wszystko, Patryk ratuje życie Zuzki. Łamie przez to jedną z najstarszych guardiańskich zasad i zostaje zesłany do Guerry.
Kiedy dziewczyna dowiaduje się, że ma szansę na uratowanie ukochanego, postanawia odnaleźć go w tajemniczej krainie skrytej gdzieś pomiędzy ziemią a piekłem. Na jej drodze staje Bjor, który ma misję do wykonania. Czy pomoże Zuzi, nie oczekując niczego w zamian?
Guerra, splamiona ludzką krwią, czeka na kolejną ofiarę. Kto nią będzie?

Jedyny zarzut wobec tej książki, jaki przychodzi mi do głowy, to to, że jest stanowczo za krótka. Tak bardzo wciągnęłam się w tą historię, że z bólem serca czytałam ostatnią stronę. Nie sądziłam, że jest taka możliwość, żeby drugi tom był lepszy niż pierwszy. A tu proszę. „Guerra” zdecydowanie w większym stopniu skradła moje serce.

Duży plus dla autorki za to, że nie powielała ona historii z pierwszej części. W przypadku „Guerry” mamy do czynienia z całkowicie innymi (pod względem charakteru) bohaterami, przenosimy się do całkowicie innego świata (o wiele bardziej intrygującego niż Stary Las) i możemy w zupełności oddać się wodzom fantazji.

Pierwszy tom urzekł mnie swoją prostotą, tym, że bohaterowie nie byli oklepani. Gabriel był tak szarmanckim dżentelmenem, że od razu skradł moje serce, a Larysa była inteligentną kobietą, która nie wpakowywała się w kłopoty przez własną głupotę.
Z kolei zaś „Guerra” była dużo żywsza. Miała wartką akcję, mnóstwo zwrotów akcji, które nie raz wywołały u mnie szybsze bicie serca. Fabuła była do tego stopnia wciągająca i interesująca, że nie potrafiłam choć na chwilę odłożyć lektury.

Drugi tom serii „Wysłannicy” jest zdecydowanie odważniejszy. W pierwszym tomie dominował wątek romantyczny. W drugim tomie także jest on dość istotny, jednak nie w taki sam sposób, jak w poprzedniej części. „Larista” była delikatna, chwytająca za serce, momentami troszkę „cukrowa”. Z kolei zaś „Guerra” jest mroczna i niebezpieczna. Byłam zachwycona stworzonym przez autorkę miejscem, znajdującym się między piekłem a niebem.

Historia jest napisana niezwykle lekkim, ale jakże barwnym stylem. A dzięki ogromnej dawce emocji, jaką Melissa Darwood potrafi przelać na papier, tą książkę czyta się bardzo przyjemnie, a zawarta w niej historia na długo pozostanie w pamięci czytelnika.

Dużym atutem serii są tajemnicze tytuły, które od razu przyciągają wzrok, oraz wspaniałe okładki, wykonane przez Wydawnictwo Kobiece.

Mam ogromną nadzieję, że „Guerra” nie jest ostatnią częścią tej świetnej serii i że wkrótce w zapowiedziach Wydawnictwa Kobiecego zobaczymy informacje o trzecim tomie.
Po lekturze II tomu, jestem zachwycona tą serią i nie pozostaje mi nic innego, jak tylko gorąco ją Wam polecić.
Wydawnictwa zasypują nas wieloma zagranicznymi bestsellerami, a książki Melissy Darwood to przykład tego, że Polak też potrafi napisać coś na wysokim poziomie. Polecam!


Moja ocena: 9/10

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
355 154 795
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (22)

Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd