Książkoholik 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Teraz czytam
  • Dziecko Odyna
    Dziecko Odyna
    Autor:
    Skandynawska fala ogarnia fantastykę. Powieść nagrodzona FABELPRISEN 2014. Pierwszy tom cyklu „Krucze pierścienie”. Oryginalnej sagi fantasy osadzonej na staronordyckim gruncie. Cykl ten ma szansę st...
    czytelników: 5225 | opinie: 255 | ocena: 7,38 (1675 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-16 13:56:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dzisiejsza recenzja będzie troszeczkę inna od pozostałych. W jej trakcie opowiem Wam o moich wrażeniach po lekturze Światła Evanny Shamrock, a także krótko podsumuję wszystkie trzy tomy serii Signum Sanguinem. Dlatego, jeżeli ta recenzja jest waszym pierwszym spotkaniem z twórczością tej autorki, koniecznie przed lekturą tego wpisu nadróbcie zaległości. Recenzję Genezy i Mroku, możecie znaleźć... Dzisiejsza recenzja będzie troszeczkę inna od pozostałych. W jej trakcie opowiem Wam o moich wrażeniach po lekturze Światła Evanny Shamrock, a także krótko podsumuję wszystkie trzy tomy serii Signum Sanguinem. Dlatego, jeżeli ta recenzja jest waszym pierwszym spotkaniem z twórczością tej autorki, koniecznie przed lekturą tego wpisu nadróbcie zaległości. Recenzję Genezy i Mroku, możecie znaleźć TU i TU. Dopiero poznając wcześniejsze losy Jojo i Naznaczonych, cały cykl stanie się w pełni kompletny i zrozumiały oraz będziecie czerpać z Niego maksimum przyjemności.

Dla wielu mieszkańców, odsiadujący wyrok za zamordowanie żony i podpalenie własnego domu Andrzej Zimmermann był niezrównoważonym szaleńcem, który zagraża społeczeństwu. Dlatego, gdy ten ginie w więziennej celi w niewyjaśnionych okolicznościach, praktycznie nikt nie przykłada do tego większej wagi. Nikt, oprócz młodego więziennego psychologa Olivera Acrisa, który stara się rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci skazańca. Mężczyzna nie zdaje sobie sprawy, że tym samym wydał na siebie wyrok i rozpoczął śmiertelnie niebezpieczną grę z siłami, o których do tej pory nie miał pojęcia.

W tym samym czasie grupka Naznaczonych po odejściu Jojo, stara się rozwikłać słowa, pozostawione przed śmiercią przez Józefinę. Niestety ucieczka chłopca znacznie osłabiła ich morale i wiarę w rozwiązanie zagadki. Ponadto, między członkami grupy dochodzi do kolejnych konfliktów, które mogą na zawsze przekreślić szansę na odnalezienie Zagubionych. Czy Naznaczonym uda się pokonać własne demony i wspólnymi siłami uratują zaginionych mieszkańców miasta Auditum?

"Będę krzyczał, póki nie stracę oddechu, będę krzyczał, póki one nie odejdą. Zostawię wszystkie demony za sobą… Nawet, jeśli mój umysł jest wyczerpany, ja przeżyję."

Kolejne spotkanie z twórczością Evanny Shamrock i kolejna szansa na utwierdzeniu się w przekonaniu, że to autorka niebanalna. Świat przez nią wykreowany to coś zupełnie innego, coś czego nie sposób porównać do znanych nam powieści fantastycznych. Ponadto, atmosfera między bohaterami zdaje się zagęszczać, a oni sami błądzą w mroku w poszukiwaniu Prawdy. Jednak w tym wszystkim przebija się promyk nadziei, który jest szansą na odnalezienie Zagubionych.

Mrok, czyli pierwszy tom serii Signum Sanguinem był nieco chaotyczny co miało odzwierciedlać, uczucia samych bohaterów i ich wewnętrzną walkę z demonami. W Świetle natomiast, cała fabuła jest dużo bardziej uporządkowana. Tak jak za dnia, gdy światło oświetla nam ścieżkę, dużo łatwiej znaleźć drogę, niż błądzić w kompletnym mroku. Każdy z rozdziałów został skrupulatnie opisany, dzięki czemu czytelnik od razu wie w którym momencie czasu i w jakim miejscu rozgrywa się akcja danego fragmentu. Ponadto, na końcu znalazł się słowniczek, w którym zostały zebrane i opisane wszystkie postacie i miejsca przewijające się przez całą serię. Była to wyjątkowo miła niespodzianka, której lektura sprawiła mi naprawdę wiele radości, oraz uzmysłowiła symboliczne znaczenie nazw i imion bohaterów powieści.

"Czasem człowiek traci zbyt wiele rzeczy, jeszcze zanim zdąży ich dotknąć."

Bardzo podoba mi się, że autorka do drugiej części serii przeniosła wszystko to co było dobre i wciągające w Mroku, a odrzuciła błędy, które rzutowały na klarowność poprzedniej powieści. I tak podobnie jak w pierwszym tomie, w Świetle znajdziemy mnóstwo symboliki, której znaczenie możemy poznać czytając słowniczek. Ponadto mamy tutaj również genialnie scharakteryzowanych bohaterów, których studium psychologiczne zostało znacznie rozbudowane. Autorka nie raz wspominała, że interesuje się psychologią, a swoje zainteresowania przekłuła w naprawdę świetnie wykreowanych bohaterów. Dodatkowo w Świetle został wprowadzony nowy bohater Oliver Acris, który wprowadził nieco świeżości do dobrze znanego już z poprzednich tomów kanonu postaci. Światło rozwiązuje również niektóre kwestie, które były niejasne w poprzedniej części, dzięki czemu cała seria jest znacznie bardziej spójna i klarowna.

I tak jak wspominałam na początku, chciałabym jeszcze poświecić chwilę na podsumowanie całej serii Signum Sanguinem. Jak już wielokrotnie pisałam autorska stworzyła naprawdę wciągający świat, którego nie sposób porównać do niczego innego. Do tego unikatowi, bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, którzy z pewnością zostaną w sercu niejednego czytelnika na dłużej. Oczywiście nie obyło się bez małych potknięć, które są wpisane w twórczość pisarza, szczególnie w debiutanckiej powieści. Nie mniej całą przygodę ze światem Signum Sanguinem uważam za niezwykle udaną i z wielką przyjemnością w przyszłości jeszcze nie raz do nich wrócę.

"Jeśli powiesz ludziom, co cię uszczęśliwia, oni będą wiedzieli, jak cię skrzywdzić."

I jeszcze kilka słów o samej autorce. Jednym z powodów dla których bardzo lubię czytać serie jest fakt, że w trakcie lektury możemy obserwować rozwój twórczości samego autora. Tak też było w przypadku Evanny Shamrock. Na samym początku podczas lektury Mroku miałam wrażenie, że autorka jest troszeczkę zagubiona, niepewna podobnie jak jej bohaterowie. W Świetle jest już zdecydowanie lepiej, styl stał się dojrzalszy, bardziej przemyślany, jednak moim zdaniem autorka w pełni rozwinęła skrzydła dopiero podczas pracy nad Genezą. Prequel serii Signum Sanguinem jest świetnie napisany, a studium psychologiczne bohaterów znacznie rozwinięte, co jest jedną z najmocniejszych stron tej części. Ogromnie się cieszę, że miałam okazję obserwować rozwój i karierę tej niezwykłej autorki, oraz objąć patronatem dwie powieści z serii Signum Sanguinem. Samej autorce życzę jeszcze wielu ciekawych pomysłów i wydanych powieści, które szturmem podbiją rynek wydawniczy.

pokaż więcej

 
2018-05-16 13:41:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nic tak nie elektryzuje opinii publicznej jak brutalna zbrodnia. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi, a nasze życie determinuje zwykła ludzka ciekawość, dla której okrutnie okaleczone ciało to idealna pożywka i odskocznia od „nudy” dnia codziennego. W takich sytuacjach co chwilę przeglądamy wiadomości, słuchamy ekspertów i wyszukujemy informacji na temat potencjalnych przyczyn tragedii. Nasza... Nic tak nie elektryzuje opinii publicznej jak brutalna zbrodnia. Niestety, jesteśmy tylko ludźmi, a nasze życie determinuje zwykła ludzka ciekawość, dla której okrutnie okaleczone ciało to idealna pożywka i odskocznia od „nudy” dnia codziennego. W takich sytuacjach co chwilę przeglądamy wiadomości, słuchamy ekspertów i wyszukujemy informacji na temat potencjalnych przyczyn tragedii. Nasza ciekawość pomieszana z przerażeniem sięga zenitu, gdy zostają odnalezione kolejna ciała i mamy już do czynienia z seryjnym mordercą. Mordercą, który powrócił zza grobu by dokończyć swoje krwawe dzieło.

Gdy w jednej z włoskich prowincji niedaleko Mediolanu zostają odnalezione zwłoki młodej kobiety, na mieszkańców, tej do tej pory spokojnej miejscowości, pada blady strach. Do dochodzenia zostaje przydzielony starszy dziennikarz śledczy – Marco Besana, dla którego ta sprawa ma być ostatnią w jego karierze. Niestety, mimo zagorzałych poszukiwań nie udało się ująć sprawcy, a śledztwo stoi w miejscu. Do czasu, aż do Besany dzwoni młoda, niezdarna stażystka Ilaria Piatti, której udało się powiązać zbrodnie z morderstwem sprzed ponad wieku. Dziewczyna opowiada o XIX wiecznym mordercy, Vincenzie Verzenim zwanym „wampirem z Bergamo”, którego ofiary były duszone, patroszone i częściowo członkowane, a przy ich zwłokach policja znajdowała dziesięć szpilek – tak samo jak przy zamordowanej kobiecie. Dziennikarze rozpoczynają śledztwo w celu ujęcia naśladowcy, jednak czasu jest coraz mniej, a morderca tęskni za krwią …

Podczas swojej przygody z literaturą czytałam naprawdę wiele kryminałów. Ich bohaterami byli zazwyczaj policjanci, prywatni detektywi, zwykli, niczym nie wyróżniający się mieszkańcy a nawet starsze Panie. Jednak do tej pory nie miałam okazji przeczytać powieści, której bohaterem byłaby para dziennikarzy śledczych. Marco Besana i Ilaria Piatti, dwoje zupełnie różnych ludzi, reprezentujących inne podejście do zawodu to bohaterowie najnowszej powieści Zmowa Dario Correnti.

Już na samym początku powieści, czytelnik otrzymuje krwawy opis miejsca niezwykle brutalnej zbrodni. I od razu należy zaznaczyć, że powieść Zmowa nie jest lekturą dla czytelników o słabych nerwach i żołądkach. Morderca to bezwzględny, psychopata żądny krwi, któremu cierpienie ofiar i okaleczenia ich ciał sprawia niebywałą przyjemność. Autor (a właściwie autorzy) barwie opisuje miejsca zbrodni, które uważam za jedne z lepiej nakreślonych. Ponadto sama zagadka jest niebywale wciągająca, a akcja dynamiczna co sprawia, że w trakcie lektury nie sposób się nudzić. W kulminacyjnym momencie czytelnik wraz z dziennikarzami walczy z czasem, by uratować kolejną ofiarę mordercy. I skoro o finale powieści mowa, może on być dla niektórych czytelników za mało satysfakcjonujący. Mi jednak osobiście się on jak najbardziej podobał. Rozwiązanie zagadki było poprawne i przemyślane, autor bardzo realnie nakreślił całą sytuacje, unikając nadmiernego koloryzowania i ubarwienia.

Bardzo do gustu przypadli mi również bohaterowie. Co prawda, są oni odrobinę sztampowi, jednak zupełnie nie przeszkadzało mi to w trakcie lektury. Marco Besana to starszy, gburowaty mężczyzna, z ciętym językiem, który musi zmierzyć się nie tylko ze świadomością upływającego czasu, ale także problemami rodzinnymi. Ilaria Piatti to natomiast młoda, niebywale inteligentna, jednak odrobinę nieporadna kobieta, której sprawa wampira z Bergamo może być przepustką do to marzeń o karierze dziennikarskiej. Mimo prawie 400 stron powieści, nadal jednoznacznie nie umiem odkreślić relacji między głównymi bohaterami. Z jednej strony coś ich do siebie ciągnie, z drugiej jednak można wyczuć że oboje są świadomi różnicy wieku, a ich znajomość opiera się wyłącznie na wzajemnej przyjaźni i relacji uczeń-mistrz. Nie miej spędzony z nimi czas uważam za niezwykle udany i z chęcią będę uczestniczyć w ich kolejnym śledztwie.

Zmowa Dario Correnti to niezwykle krwawy i brutalny kryminał dla czytelników o mocnych nerwach. To wciągająca historia z wiernie odwzorowanymi miejscami zbrodni i ciekawymi bohaterami, której lektura sprawiła mi dużą przyjemnoś. Serdecznie polecam tę powieść wszystkim miłośnikom historii w stylu Kuby Rozpruwacza i Hannibala Lectera.

Recenzja pochodzi z bloga: http://ksiazkoholikzpowolania.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-05-07 22:00:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Lektury Signum Sanguinem. Geneza obawiałam się z wielu powodów. Po pierwsze, od pewnego czasu całkowicie zrezygnowałam z czytania fantastyki. Miałam dość schematycznych i przewidywalnych bohaterów, samotnie ratujących świat, na których drodze pojawiały się ciągle te same przeszkody. W końcu ile można czytać o jednym i tym samym? Po za tym, ze wstydem przyznam, że nie czytałam poprzednich... Lektury Signum Sanguinem. Geneza obawiałam się z wielu powodów. Po pierwsze, od pewnego czasu całkowicie zrezygnowałam z czytania fantastyki. Miałam dość schematycznych i przewidywalnych bohaterów, samotnie ratujących świat, na których drodze pojawiały się ciągle te same przeszkody. W końcu ile można czytać o jednym i tym samym? Po za tym, ze wstydem przyznam, że nie czytałam poprzednich części uniwersum Signum Sanguinem Mrok i Światło. Nie byłam więc pewna, czy aby wszystkie wydarzenia i postacie będą dla mnie w pełni zrozumiałe. Do lektury Genezy, podchodziłam więc pełna obaw, jednak czy słusznie? O tym za chwilę.

Auditium to z pozoru spokojne miasto, pełne niczym niewyróżniających się mieszkańców. Jednak pod tą otoczką, miasto skrywa przerażającą tajemnicę. Od pewnego czasu miasto nawiedza fala niewyjaśnionych zaginięć. Strażnicy są bezradni, a mieszkańcy coraz bardziej przerażeni. Zaginięcia te nie dziwią jednak Andrzeja Zimmermana, członka bractwa Signum Sanguinem, które to jest odpowiedzialne za sytuacje w mieście. Andrzej jako zaufany człowiek ojca Perduella, cieszy się wysoka pozycją i szacunkiem wśród braci. Sytuacja zmienia się, gdy mężczyzna zostaje wyznaczony do pozornie prostego zadania. Polega ono na pilnowaniu Anieli, młodej kobiety, która według Ojca Perduella zagraża bractwu. Jak to w takich sytuacjach bywa, para zakochuje się w sobie i na świat przychodzi ich syn Joaquin Emil. Jednak gniew Ojca Perduella, podąża za nimi krok w krok, krwawo kończąc szczęście rodziny. Mimo młodego wieku Joaquin, będzie musiał stawić czołu żądnym krwi demonom, które żyją w nim samym.

"Będzie takim potworem, jakiego ludzie chcieli ujrzeć, stwarzając go od podstaw z pomocą niechętnych spojrzeń, nienawistnych czynów i okropnych słów. Potworem, który uśmierci własnych stwórców."

Jeszcze nigdy napisanie żadnej recenzji nie sprawiło mi tylu trudności. Bynajmniej nie dlatego, że powieść jest zła. Wręcz przeciwnie! Jest bardzo dobra, i chyba właśnie w tym tkwi problem. Zawsze staram się jak najwierniej oddać uczucia towarzyszące mi podczas lektury, jednak w przypadku Genezy nie było to takie proste. Powieść ta niesie ze sobą tak ogromny ładunek emocjonalny, że nie potrafiłam znaleźć słów, które wiernie oddały by emocje moje i bohaterów. Mam nadzieję, ze chociaż w pewnym stopniu uda mi się to teraz.

Zacznijmy od tego, że powieść ta nie jest typową fantastyką. Zaszufladkowanie jej tylko do tego gatunku, byłoby ogromnym błędem, ponieważ Geneza łączy w sobie elementy powieści fantastycznej, ale także thrillera czy powieści psychologicznej i obyczajowej. Takie połączenie sprawia, że historia Joaquina jest wielowymiarowa i porusza naprawdę wiele, aktualnych obecnie kwestii, jak chociażby orientacja seksualna czy choroba psychiczna.

Moim ulubionym, a jednocześnie najbardziej przejmującym fragmentem był opis szpitala psychiatrycznego i stosowanych tam technik. Eksperymenty medyczne, brutalna walka o kromkę chleba czy przetrzymywanie dzieci na mrozie, bez obuwia i kurtek przypomina praktyki stosowane na więźniach obozów koncentracyjnych. Po za tym główny bohaterem musiał zmierzyć się nie tylko z sadystycznymi praktykami doktora Shanahana, ale także z własnymi demonami, kontrolującymi jego życie.

Mimo że, powieść ogromnie przypadła mi do gustu, nie byłam w stanie przeczytać jej "na raz". I w żadnym razie nie jest to winą autorki! Powieść napisana jest bardzo dobrze, jednak tak duży nakład emocji sprawił, że czasami po prostu musiałam dać sobie chwilę by kontynuować czytanie. Nie mniej w żadnym razie nie uważam tego za wadę. Ta chwila wytchnienia, pozwoliła na nowo poznawać naszych bohaterów i cieszyć się z lektury.

"Gdy człowiek jest pozbawiony tego, co było dla niego ważne, staje się bestią. A bestie pożerają się nawzajem."

Wszystkim, którzy tak jak ja obawiali się sięgnąć po Genezę, bez znajomości poprzednich części spieszę wyjaśnić, nie ma się czego bać. Geneza, jak sama nazwa wskazuje, opowiada losy bohaterów przed wydarzeniami opisanymi w Mroku i Świetle, łącząc całą historię w jedną spójną całość.


Najnowsza książka Evanny Shamrock to przejmująca, aczkolwiek brutalna opowieść o poszukiwaniu własnego ja oraz walce z demonami, które niekiedy żyją w Nas samych. To powieść o pozorach, które tak często zniekształcają prawdziwy obraz rzeczywistości. To także historia o odrzuceniu oraz o słowach, które potrafią zadań najbardziej bolesny cios. Ogromnie się cieszę, że miałam możliwość objęcia tej powieści patronatem. Bardzo dziękuje autorce za okazane zaufanie i z niecierpliwością zabieram się za dalsze losy Jojo i Naznaczonych.

pokaż więcej

 
2018-05-07 00:29:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Gdybym miała opisać jednym słowem powieści Evanny Shamrock, zdecydowałabym się na słowo niekonwencjonalne. Świat przedstawiony przez autorkę to świat fantastyczny, z wieloma elementami wspólnymi dla świata rzeczywistego, jednak nie znajdziemy tu mitycznych stworzeń, włochatych potworów czy czarodziei w długich, powłóczystych szatach. Świat Signum Sanguinem to świat gdzie mrok i cierpienie... Gdybym miała opisać jednym słowem powieści Evanny Shamrock, zdecydowałabym się na słowo niekonwencjonalne. Świat przedstawiony przez autorkę to świat fantastyczny, z wieloma elementami wspólnymi dla świata rzeczywistego, jednak nie znajdziemy tu mitycznych stworzeń, włochatych potworów czy czarodziei w długich, powłóczystych szatach. Świat Signum Sanguinem to świat gdzie mrok i cierpienie przeplatają się wzajemnie, a najgorszymi potworami są ludzie. To świat inny niż w klasycznych powieściach fantastycznych, jednak czy gorszy? Zdecydowanie nie! Tym bardziej jest mi miło zaprosić Was dziś na recenzję reedycji pierwszego tomu Mrok Revamped, któremu Książkoholik z powołania dumnie patronuje.

Po dzieciństwie pełnym cierpienia, Jojo wraca do rodzinnego miasta, które nawiedza seria tajemniczych zaginięć. Nikt nie wie, co dzieje się zaginionymi ludźmi, dokąd są zabierani i kto za tym wszystkim stoi. Odpowiedzią na te wszystkie pytania, może okazać się właśnie Jojo, którego od dzieciństwa nękają bolesne i mroczne wizje. Jednak chłopiec po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, za wszelką cenę stara się unikać ludzi uważając ich za stworzenia złe i podłe. Pewnego dnia, na drodze Jojo stają Naznaczeni, ludzie o wyjątkowych zdolnościach, którzy twierdzą, że są w stanie odnaleźć Zagubionych. Do tego jednak potrzebny jest im Jojo. Czy chłopiec pokona własne demony i sprzymierzy się z Naznaczonymi, by wspólnie uratować zaginionych mieszkańców Auditium?

"Gdy człowiek jest pozbawiony tego, co było dla niego ważne, staje się bestią. A bestie pożerają się nawzajem."

Po fenomenalnej lekturze Genezy z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejną powieść z cyklu Signum Sanguinem, a mianowicie Mrok Revamped. Jest to odnowiona wersja, debiutanckiej powieści autorki wydanej w 2015, która jest swoistym wprowadzeniem do obszernego świata Naznaczonych. Czy reedycja pierwszego tomu, wywarła na mnie równie mocne wrażenie jak poprzednia powieść autorki? Przekonajcie się sami.

Prawdę mówiąc w trakcie trwania lektury delikatnie się pogubiłam. Losy Jojo i Naznaczonych są troszeczkę chaotyczne, a częste przeskoki w miejscach i wydarzeniach sprawiały, że potrzebowałam chwili na rozeznanie się w sytuacji. Jednak z czasem doszłam do wniosku, że wszystko to było zabiegiem celowym, ponieważ cała powieść jest swoistym odzwierciedleniem losów i przeżyć głównego bohatera, który niczym zaszczute zwierzę musi uciekać i przemieszczać się z jednego miejsca w drugie. To chłopiec, którego dzieciństwo naznaczone było bólem i cierpieniem, a on sam czuje się bardzo zagubiony. Nie wie co oznaczają i skąd pochodzą nękające go wizje, jaki jest ich cel i kto za to wszystko odpowiada. To wszystko sprawia, że ten z pozoru silny i niezależny młody mężczyzna, w gruncie rzeczy jest śmiertelnie przerażony, zdezorientowany i skołowany.

"Demony żyją w nas."

Podobnie odczytywać należy sam tytuł powieści. Całą fabułę spowija pewna aura tajemniczości i mistyki, swoisty mrok którego nie sposób ogarnąć wzrokiem, który uniemożliwia nam poznanie wszystkich zakamarków tej historii. Powoduje to, że w fabule jest wiele niedopowiedzeń, które pozostaną ukryte, póki w życiu głównego bohatera nie zagości światło. W tym momencie należy wspomnieć, że cała seria Signum Sanguinem jest przepełniona symboliką. Autorka nie bez powodu nadała bohaterom takie a nie inne imiona. Każde z nich coś oznacza, do każdego przypisany jest odpowiedni kolor, który też nie pozostaje tu bez znaczenia. Ponadto Mrok podobnie jak Geneza pełen jest genialnych, niezwykle życiowych i chwytających za serce sentencji, które aż się proszą o zebranie w mały tomik.

Signum Sanguinem: Mrok Revamped to dobra powieść, o ciekawym pomyśle, która wymaga odrobiny dopracowania, by stać się świetną książka. Z chęcią poopowiadałabym więcej o symbolice i mojej interpretacji losów Jojo, jednak wówczas odebrałabym Wam cała zabawę i narzuciła swój pogląd na tę powieść, a przecież nie o to chodzi. Tym bardziej zachęcam Was do sięgnięcia po pierwszy tom serii Signum Sanguinem, poznania historii Jojo i Naznaczonych oraz odkrycia światła, które spowija mrok.

pokaż więcej

 
2018-04-28 21:35:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Jakub Kania (tom 2)

Po czym można poznać dobrego pisarza? Po wyjątkowo kwiecistym i bogatym stylu? Po umiejętności stopniowania napięcia? A może po ilości sprzedanych przez niego egzemplarzy? Dla mnie dobry pisarz to taki, który potrafi zaciekawić czytelnika danym tematem, który do tej pory niekoniecznie znajdował się w jego kręgu zainteresowań. I za takiego pisarza z całą pewnością mogę uznać Macieja Siembiedę,... Po czym można poznać dobrego pisarza? Po wyjątkowo kwiecistym i bogatym stylu? Po umiejętności stopniowania napięcia? A może po ilości sprzedanych przez niego egzemplarzy? Dla mnie dobry pisarz to taki, który potrafi zaciekawić czytelnika danym tematem, który do tej pory niekoniecznie znajdował się w jego kręgu zainteresowań. I za takiego pisarza z całą pewnością mogę uznać Macieja Siembiedę, którego najnowszą powieść Miejsce i imię recenzuję dziś dla Was we współpracy z wydawnictwem Wielka Litera.

Dawid Schwartzman bezdomny, żydowski chłopiec zostaje zatrudniony jako szlifierz diamentów, w dobrze prosperującym zakładzie u Izaaka Naglera. Szybko okazuje się, że młody mężczyzna to prawdziwy geniusz, którego talent może na zawsze zmienić przemysł jubilerski. Johan Pinto kryminalista skazany na dożywocie za zamordowanie dwóch żydowskich jubilerów, trafia do jednego z obozów koncentracyjnych na Górze Świętej Anny, gdzie obejmuję rolę brygadzisty nad tajnym projektem SS Albrechta Schmelta. I Jakub Kania, były prokurator INP-u, który otrzymuje zlecenie odnalezienia miejsca pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w Annabergu na Dolnym Śląsku. Prokurator szybko przekonuje się że pod przykrywką oddania czci zamordowanym kryje się żądza odkrycia bezcennego znaleziska z okresu II wojny światowej. Trzech mężczyzn, trzy różne czasy i miejsca i jedno pragnienie – bezcenny diament na który polują również zagorzała neonazistka, rosyjski gangster oraz były szef IPN-u – Wiesław Paluch. To wszystko znajdziecie w najnowszej powieści Macieja Siembiedy Miejsce i imię.

Jak wspominałam w którejś recenzji zazwyczaj nie czytam powieści historycznych osadzonych w realiach II wojny światowej. Jest to fragment historii, który prawdę mówiąc interesuje mnie zdecydowanie najmniej, a który jednocześnie jest dla mnie najbardziej wyczerpujący pod względem emocjonalnym. Jednak Maciejowi Siembiedzie udało się coś, co nie udało się do tej nikomu przed nim – zainteresował mnie fabułą, w której jedną z głównych linii wątkowych stanowiły niemieckie obozy śmierci. Miejsce i imię to genialnie poprowadzona powieść, z misternie uknutą intrygą i zagadką z przeszłości, której lektura dostarczyła mi mnóstwa smakowitych czytelniczych wrażeń.

[źródło]
Akcja powieści prowadzona jest trzytorowo. Z początku poznajemy Johana Pinto, mężczyznę który za bezcenny brylant stara się wykupić sobie wolność z okupowanej Holandii, następnie spotykamy Dawida Schwarzmana żydowskiego chłopca o wyjątkowym talencie, oraz znanego Nam już z poprzedniej powieści Jakuba Kanie, byłego pracownika Warszawskiego INP-u, obecnie pracownika bliźniaczego instytutu w Izraelu. Trzech różnych mężczyzn i podróż przez trzy różne czasy i miejsca, dzięki której czytelnik stopniowo poznaje kolejne fakty z życia bohaterów i zbliża się do odkrycia rozwiązania zagadki. Bardzo podoba mi się, że sama tajemnica jest skrupulatnie przemyślana i dopracowana. Autor wykonał bardzo dobry wywiad, zgłębiając tajemnice Annabergu, dzięki czemu nie mamy tu niejasności, które rzutowałyby na klarowność przekazu. Maciej Siembieda umiejętnie łączy fakty historyczne z polską rzeczywistością, komponując wydarzenia, które mogłyby dziać się w sąsiedztwie każdego z Nas. Ponadto, bardzo podoba mi się również sam finał historii. Prawdę mówiąc zbliżając się do końca, odczuwałam delikatny niedosyt, ponieważ miałam wrażenie że kulminacyjny moment właściwie pozostał w takiej samej tonacji jak reszta powieści. Jednak jak się później okazało, dałam się zwieść, a finał wcale nie jest tak oczywisty jakby się mogło wydawać.

To co najbardziej lubię w powieściach historycznych to fakt, że rozwijają moją wiedzę o wydarzeniach i miejscach, o których istnieniu do tej pory nawet nie wiedziałam. I tak ze wstydem przyznam, że nim sięgnęłam po powieść Macieja Siembiedy nie miałam bladego pojęcia o niemieckim obozie pracy na Górze Świętej Anny, czy o diamentowym przemyśle w Holandii. Autor wiarygodnie przedstawił wszystkie fakty historyczne, misternie łącząc je w ramy powieści sensacyjnej, której fabuły nie powstydziłby się sam Dan Brown. Ponadto, samą powieść mimo tak dużego nagromadzenia historycznych faktów, czyta się naprawdę lekko i przyjemnie.

Miejsce i imię to wciągająca, przemyślana powieść, której lektura sprawiła mi nie lada przyjemność. Miejscami jest poważnie, miejscami zabawnie a wszystko to w atmosferze niesamowitego odkrycia z przeszłości. Maciej Siembieda udowadnia, że z pewnością jest utalentowanym autorem, a jego powieści można czytać w ciemno. Wiec jeżeli interesujesz się historią, lub chciałbyś rozpocząć przygodę z tym gatunkiem, serdecznie polecam zapoznać się z tym autorem.

pokaż więcej

 
2018-04-20 02:40:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jak często przeglądając kolorową prasę, chcielibyśmy znaleźć się na miejscu tych wszystkich gwiazd Hollywood? Ubierać się u najlepszych projektantów, podróżować w najdalsze zakątki globu, brać udział we wspaniałych projektach, a przede wszystkim zarabiać te bajeczne sumy, które w świecie gwiazd są na porządku dziennym. Jednak śledząc życie naszych ulubionych gwiazd, często nie zdajemy sobie... Jak często przeglądając kolorową prasę, chcielibyśmy znaleźć się na miejscu tych wszystkich gwiazd Hollywood? Ubierać się u najlepszych projektantów, podróżować w najdalsze zakątki globu, brać udział we wspaniałych projektach, a przede wszystkim zarabiać te bajeczne sumy, które w świecie gwiazd są na porządku dziennym. Jednak śledząc życie naszych ulubionych gwiazd, często nie zdajemy sobie sprawy, że wszystko to co widzimy, to sprytnie przemyślana otoczka, a prawdziwe życie toczy się za zamkniętymi drzwiami domów. Podobnie było z Agatha i Meghan, dwoma bohaterkami powieści Michaela Robothama Raj nie istnieje, którą recenzuję dziś dla Was we współpracy z wydawnictwem Harper Collins.

Agatha i Meghan to dwie dojrzałe kobiety, które wkrótce powitają na świecie nowego członka rodziny. Jednak poza tym podobieństwem, życie obu kobiet wygląda zgoła inaczej. Meghan, idealna żona i matka, w przeszłości wzięta dziennikarka, obecnie spełniająca się w roli mamy gospodyni domowa i Agatha wielokrotnie skrzywdzona przez los, sprzedawczyni w osiedlowym sklepiku zajmująca się wykładaniem towaru, nad którą wisi wizja samotnego macierzyństwa. Dwie zupełnie różne kobiety, które poza krótką, grzecznościową rozmową nie wiedzą o sobie zupełnie nic. Ale czy na pewno?

Otóż Agatha ma pewne hobby, któremu poświęciła się bez reszty. Tym hobby jest obserwowanie Meghan i jej idealnego życia. Kobieta wie o kiedy była dziennikarka wychodzi z domu, gdzie w poprzedni wtorek jadła kolację oraz zna rozkład dnia całej rodziny. Fascynacja Agathy przebiera formę obłędu, a w jej głowie kiełkuje misterny plan, który ma zmienić życie Meghan w prawdziwe piekło.

„...Wartość tajemnicy zależy od tego, przed kim zamierza się coś ukryć...”

Raj nie istnieje to pierwsza powieść Michaela Robothama, z którą miałam przyjemność się zapoznać. O samym autorze słyszałam wiele sprzecznych opinii. Jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Dla jednych, jego thrillery są jednymi z lepszych w swoim gatunku, inni natomiast omijają je szerokim łukiem. Jeżeli o mnie chodzi to już po przeczytaniu tej jednej powieści mogę śmiało stwierdzić, że Michael Robotham znalazł we mnie wierną czytelniczkę, a jego powieść Raj nie istnieje jest jednym z lepszych thrillerów jakie dane było mi przeczytać w 2018 roku.

Główną zaletą powieści Michaela Robothama jest genialna charakteryzacja głównych bohaterek. Meghan i Agatha, dwa światy, dwie zupełnie różne kobiety, ale czy na pewno? Podoba mi się, że autor podszedł do tematu bardzo szeroko i tak wnikliwie opisał uczucia i motywację głównych postaci. Rozpoczynając powieść doskonale wiemy, która z bohaterek jest tą złą, którą należy potępić, a której kibicować do samego końca. Jednak posuwając się dalej, w głąb fabuły z pozoru oczywiste rzeczy nabierają zupełnie innego znaczenia. Jak się okazuje życie Meghan nie jest takie doskonałe, a sama bohaterka nie taka idealna jak z początku się wydawało. Natomiast Agatha, którą czytelnik automatycznie szufladkuje jako czarny charakter, z czasem wzbudza w odbiorcy cieplejsze uczucia i nie można jej jednoznacznie potępić za to co robi. Dodatkowo, akcja jest prowadzona jednocześnie z perspektywy obu bohaterek, dzięki czemu czytelnik jest w stanie dostrzec znacznie więcej i bardziej zżyć się z bohaterkami.

„Dziwne to nasze życie. Szukamy szczęścia, a tak naprawdę chodzi o to, żeby przeżyć... Potrzebujemy ciemności, żeby docenić światło.”

Na duży sukces powieści, składa się również umiejętnie prowadzona narracja. I nie mówię tu tylko o wspomnianej przed chwilo narracji z perspektywy obydwu bohaterek. Autor umiejętnie gra z czytelnikiem, dawkując napięcie co sprawia, że praktycznie cała powieść osnuta jest mgiełką tajemnicy. Stopniowo poznajemy tajemnice, marzenia i nadzieje każdej bohaterek, co niebywale wciąga i sprawia, że czytelnik stale zadaje sobie pytanie co dalej.

Pierwsze spotkanie z twórczością Michaela Robothama zdecydowanie mogę uznać za bardzo udane. Raj nie istnieje to niezwykle klimatyczny i wciągający thriller od którego wręcz nie sposób się oderwać, po czym zostaje z czytelnikiem na długie tygodnie po skończeniu lektury. Do tego genialne nakreślone postacie głównych bohaterek, które sprawiają, że cała historia nabiera niebywałej autentyczności. Serdecznie polecam tę historię wszystkim czytelnikom, a w szczególności miłośnikom thrillerów i kryminałów.

pokaż więcej

 
2018-04-18 10:27:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 1)

Fenomenalna powieść high fantasy, która na nowo rozbudziła moją miłość do tego gatunku! Wspaniale nakreśleni bohaterowie, wciągająca akcja i tajemnica, która stopniowo odkrywa przed czytelnikiem swoje sekrety. Od tej powieści wręcz nie sposób się oderwać. Pozycja obowiązkowa dla miłośników tego typu literatury!

 
2018-04-05 22:52:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Lloyd i Hill (tom 2)

"- Na plebanii, uwierzyłabyś? Mamy swoje Morderstwo na plebanii.
- Słucham?
- Morderstwo na ple... - Westchnął. - Jasne, przecież ty nie jesteś fanką Agathy Christe, prawda?"

Wielokrotnie powtarzałam, że jestem prawdziwą fanką twórczości Agathy Christie. Od początku mojej przygody z blogowaniem z pewnością mogliście usłyszeć to wielokrotnie i pewnie jeszcze usłyszycie o tym nie raz....
"- Na plebanii, uwierzyłabyś? Mamy swoje Morderstwo na plebanii.
- Słucham?
- Morderstwo na ple... - Westchnął. - Jasne, przecież ty nie jesteś fanką Agathy Christe, prawda?"

Wielokrotnie powtarzałam, że jestem prawdziwą fanką twórczości Agathy Christie. Od początku mojej przygody z blogowaniem z pewnością mogliście usłyszeć to wielokrotnie i pewnie jeszcze usłyszycie o tym nie raz. Stworzeni przez Christie charyzmatyczni bohaterowie, z pozoru spokojne wiejskie miasteczka i skomplikowane zagadki kryminalne to klasyka w najlepszym wydaniu. Nic więc dziwnego, że nie potrafię oprzeć się żadnej powieści, której fabułę porównuje się do książek mojej ulubionej autorki. I tak też było tym razem. Morderstwo na starej plebanii Jill McGown to klasyczny kryminał, który mam przyjemność recenzować dziś we współpracy z wydawnictwem Zysk i Spółka.

Gdy na małej plebanii, w środku zasypanego śniegiem Byford zostają odnalezione zwłoki młodego mężczyzny, sprawę przejmują inspektor Lloyd i sierżant Judy Hill. Detektywi szybko odkrywają, że zamordowanym jest Graham Elstow zięć tamtejszego pastora, który parę miesięcy wcześniej, dotkliwie pobił jego córkę Joannę. Sprawa komplikuje się, gdy okazuje się, że każdy z domowników ma niepodważalne alibi i żaden z nich nie mógł popełnić zbrodni. Detektywi błądząc po labiryncie potencjalnych podejrzanych i tropów prowadzących do nikąd, szybko przekonują się, że ta z pozoru prosta zagadka, jest dużo bardziej skomplikowana niż byli skłonni przypuszczać.

Morderstwo na starej plebanii to pierwszy kryminał, brytyjskiej autorki Jill McGown, z którym miałam przyjemność się zapoznać. I muszę przyznać, że powieść ta przeszła moje oczekiwania. Niestety jak dotąd, zwykle byłam rozczarowana powieściami, które sygnowano jako następcy prozy Agathy Christie. Zazwyczaj był to jedynie trik marketingowy, a same powieści nie miały zbyt wiele wspólnego ze stylem mojej ulubionej autorki. Na szczęście w przypadku powieści Jill McGown jest zgoła inaczej, a jej powieść Morderstwo na starej plebanii ma wiele elementów, które tak cenię w klasycznych powieściach kryminalnych.

Zacznijmy od tego, że Morderstwo na starej plebanii to drugi tom serii o inspektorze Lloydzie i sierżant Judy Hill. Z tego co się orientuję, pierwszy tom czyli The Perfect Match nie został jak dotąd wydany w Polsce. Jednak bez obaw, brak znajomości pierwszej powieści nie ma żadnego wpływ na rozeznanie się w fabule drugiego tomu. Autorka na samym początku, wyraźnie nakreśliła relację między bohaterami, więc czytelnik nie ma wrażenia zagubienia i dezorientacji.

Zdecydowanie najmocniejszą stroną tej powieści jest jednak wciągająca zagadka. Mamy tu zamknięty krąg podejrzanych, z których pozornie nikt nie może być mordercą, jednak w trakcie trwania powieści okazuje się, że każdy z nich miał motyw i sposobność dokonania zbrodni. Jest to mój ulubiony sposób prowadzenia historii i ogromnie się cieszę, że udało mi się znaleźć kryminał który nie rezygnuje z takiego przedstawienia fabuły. Ponadto, sama zagadka jest misternie skonstruowana, a autorka stopniowo ujawnia kolejne fakty z życia bohaterów. Bardzo podoba mi się, że każda nowa informacja wynika z poprzedniej, dzięki czemu mamy możliwość samodzielnej dedukcji potencjalnego mordercy.

Chciałabym jednak zaznaczyć, że powieść Jill McGown nie jest kopią twórczości Agathy Christie. Autorka wypracowała własny styl, który zawiera pewne cechy wspólne, jednak jest bardziej rozbudowany o psychologiczną analizę postaci. McGown sporą część powieści poświęciła na wzajemną relację Judy i Lloyda, przedstawienie ich życia osobistego i uczuć nimi targających. Sprawia to, że czytelnik bardziej zżywa się z bohaterami i tym chętniej sięga po kolejną część serii z ich udziałem.

Morderstwo na starej plebanii to wspaniała lektura dla wszystkich miłośników klasycznych kryminałów. Sympatyczni bohaterowie, zamknięty krąg podejrzanych i wciągająca zagadka to główne cechy tej lektury. I mimo że, nie jest to powieść która trzyma w napięciu do ostatniej strony, a akcja nie pędzi jak szalona, jestem pewna że powieść Jill McGown zostanie doceniona przez fanów prozy Agathy Christie. Z niecierpliwością oczekuję na polską premierę kolejnych tomów o inspektorze Lloydzie i sierżant Judy Hill.

pokaż więcej

 
2018-03-14 14:38:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jeżeli szukacie człowieka, którego technika permanentnie nienawidzi to właśnie go znaleźliście. W ciągu trzech miesięcy oddałam na gwarancję 3 laptopy, z czego żaden z nich nie wytrzymał nawet tygodnia. Zepsuty dysk twardy, zawieszanie się czy trzeszczące głośniki to ostatnio dla mnie codzienność. Jestem tym bardziej zirytowana, że laptopy te były naprawdę drogie, a używałam ich jedynie do... Jeżeli szukacie człowieka, którego technika permanentnie nienawidzi to właśnie go znaleźliście. W ciągu trzech miesięcy oddałam na gwarancję 3 laptopy, z czego żaden z nich nie wytrzymał nawet tygodnia. Zepsuty dysk twardy, zawieszanie się czy trzeszczące głośniki to ostatnio dla mnie codzienność. Jestem tym bardziej zirytowana, że laptopy te były naprawdę drogie, a używałam ich jedynie do pisania recenzji i serfowania po Internecie. Wobec tego, aby poprawić sobie nieco nastrój postanowiłam sięgnąć po lekką, niezobowiązującą komedię kryminalną, dzięki której chociaż na chwilę zapomniałabym o moim wyjątkowym „szczęściu”. Szpilki za milion Izabeli Szylko to niezwykle zabawna historia, z misternie skonstruowaną intrygą i uroczymi bohaterami, którą recenzuję dziś dla Was we współpracy z wydawnictwem Burda Książki.

"Oczyma wyobraźni zobaczyłem Aldonę z pianą do golenia na ustach i już zacząłem się domyślać, do czego to wszystko prowadzi."

Czasami są takie dni, kiedy człowiekowi nic nie wychodzi, a najprostsza czynność to nie lada wyzwanie. To dzień, w którym wszechświat postanawia za wszelką cenę uprzykrzyć komuś życie i nie odwiodą go od tego najbardziej wymyślne przekleństwa czy groźby. Właśnie w taki dzień Jacek Sparowski stracił dosłownie wszystko: pracę, dziewczynę i dach nad głową. Nie mając innego wyjścia mężczyzna zwraca się o pomoc do najbliższego przyjaciela – Miśka, który nie tylko proponuje mu pracę, ale również załatwia stancję u swojej ciotki Józefiny. Wydaje się, że do Jacka w końcu jednak uśmiechnęło się szczęście.

Do czasu aż na scenie nie pojawia się była żona Jacka, obecnie polująca na bogatego męża celebrytka – Lola Marini. Kobieta zleca firmie Miśka wymianę alarmu w swojej posiadłości, co wydaje się dla Jacka prawdziwym darem od losu i idealną okazją do zemsty. Mężczyzna postanawia założyć Loli podsłuch i skompromitować ją w oczach opinii publicznej udowadniając wszystkim, że ta zabójczo piękna kobieta to wyrachowana oszustka i złodziejka. Sprawy się komplikują, gdy przypadkiem Jacek dowiaduje się, że Lola nie tylko planuje przekręt na milionową skalę, ale także zamierzać wrobić w całą aferę Miśka. Mężczyzna postanawia ratować przyjaciela i razem ze swoją gospodynią, emerytowaną policjantką, opracowuje misterny plan ,w którym główną rolę odgrywają brylantowe szpilki.

Komedia kryminalna to dosyć trudny gatunek, ponieważ autor oprócz humoru musi wykazać się także wyczuciem. Bardzo łatwo zniesmaczyć czytelników serwując im niewybredne żarty, co zwykle przynosi odwrotny skutek od zamierzonego. Ponadto, autor takiej powieści musi mieć w sobie coś z detektywa, by cała zagadka była spójna i wciągająca. Z tymi wszystkimi wymaganiami Izabela Szylko poradziła sobie śpiewająco, a jej najnowsza powieść Szpilki za milion to niezwykle zabawna i nietuzinkowa historia wielkiego oszustwa, którą czyta się prawdziwą przyjemnością.

Nie jest to jednak humor, który spotykamy w książkach np. p. Alka Rogozińskiego, jednak bynajmniej nie uważam tego za wadę! W serii o Róży Krul czy Joannie Szmidt autor operuje słowem i skupia się przede wszystkim na drobnych złośliwościach wymienianych między bohaterami. W Szpilkach za milion natomiast, autorka stawia na humor sytuacyjny, który bawi aczkolwiek nie powoduje gwałtownych ataków śmiechu. Oczywiście znajdziemy tu zabawne dialogi, jednak wszystko napisane z niezwykłym wyczuciem i smakiem, co ogromnie sobie cenię.

"-Na kiedy masz termin?
- Za trzy dni.
- Nikt nie jest doskonały."

Najmocniejszą stroną powieści jest jednak genialnie obmyślona intryga. Bardzo podoba mi się, że autorka nie potrzebowała zbędnego rozlewu krwi, by zaciekawić czytelnika i tę ciekawość utrzymać do ostatnich stron powieści. Cała historia jest przykładem klasycznej komedii pomyłek, gdzie przypadkowa informacja uruchamia prawdziwą lawinę zdarzeń, a bohaterowie błądzą po omacku często na granicy absurdu. A jeżeli mówimy już o bohaterach są oni kolejną mocną stroną powieści. Genialnie wykreowani, przy czym zdecydowany prym wiedzie tutaj postać Loli Marini. Celebrytka została tutaj przedstawiona nie tylko jako kobieta piękna i pusta, ale też piekielnie inteligentna i zdeterminowana by otrzymać to o czym marzy. Do tego sympatyczna, twardo stąpająca po ziemi pani Józefina i uroczo naiwny Misiek, to prawdziwa mieszanka wybuchowa!

Szpilki za milion to niezwykle zabawna powieść, która zawiera wszystkie elementy, których oczekuje od komedii kryminalnej: dużą dawkę humoru, skomplikowaną intrygę i nietuzinkowych bohaterów. To książka która rozbawi, odpręży i będzie wspaniałą ucieczką od problemów dnia codziennego. To idealny przykład klasycznej komedii kryminalnej, którą serdecznie polecam wszystkim czytelnikom.

Recenzja pochodzi z bloga:
http://ksiazkoholikzpowolania.blogspot.com/2018/03/szpilki-za-milion-izabela-szylko.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
208 20 146
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd