Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Aleksandra_B 
bluszczowe-recenzje.blogspot.com
Aleksandra_B - urodzona w 1994 roku jastrzębianka. Z zawodu sprzedawca, lecz wie, że stanie za kasą nie jest jej powołaniem. Od liczenia pieniędzy z kasetki woli pisanie recenzji i opowiadań. Marzy, by kiedyś wydać powieść, jednak na dzień dzisiejszy brakuje jej cierpliwości, aby dokończyć jakąkolwiek historię i utyka przy niej zawsze w połowie. Czyta wszystkiego po trochę, jednak nie lubi, gdy ktoś wymusza na niej zapoznanie jakiejś książki. Musi sama zdecydować, czy dany tytuł trafia w jej gusta. Nie ocenia książki po okładce, bo to często bywa zwodnicze.
22 lat, kobieta, Jastrzębie-Zdrój, status: Czytelniczka, dodała: 3 książki i 38 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Chłopak, który stracił głowę
    Chłopak, który stracił głowę
    Autor:
    W końcu you only live twice. Hej! Poznaj Travisa. Ma 16 lat, superdziewczynę i nieuleczalnego raka. Gdy staje przed wyborem: śmierć lub eksperymentalna operacja, nie zastanawia się długo. Godzi się n...
    czytelników: 2685 | opinie: 160 | ocena: 7,11 (753 głosy) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-05-21 14:19:32

Summer od zawsze nie znosiła, kiedy ktoś próbował na siłę ją do czegoś przekonać. Utwierdzona w swej znajomości rodzinnego miasta oraz jego mieszkańców nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby się jej stać. Dlatego też, pomimo propozycji odprowadzenia przez chłopaka, Lewisa, postanowiła sama wyruszyć na imprezę. Niestety pewien szczegół uniemożliwił dotarcie do wyznaczonego... Summer od zawsze nie znosiła, kiedy ktoś próbował na siłę ją do czegoś przekonać. Utwierdzona w swej znajomości rodzinnego miasta oraz jego mieszkańców nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby się jej stać. Dlatego też, pomimo propozycji odprowadzenia przez chłopaka, Lewisa, postanowiła sama wyruszyć na imprezę. Niestety pewien szczegół uniemożliwił dotarcie do wyznaczonego celu. I nie chodziło tutaj o złamany obcas, rozmazany makijaż czy też rozprutą kreację. Sum nie otrzymała okazji spędzenia miłego wieczoru w towarzystwie przyjaciółek, gdyż... została uprowadzona.
W jednej chwili szczęśliwa nastolatka utraciła najbliższe swemu sercu osoby. Obdarta przez porywacza z prawdziwej tożsamości oraz wolności, zamknięta w tajemniczym pomieszczeniu z trzema innymi dziewczynami musiała nauczyć się życia w niewoli. Jednakże Summer nie zamierzała poddawać się woli psychopaty. Ale jeszcze wtedy nie przypuszczała, do czego jest o n gotowy, aby zachować swój maleńki sekret tylko dla siebie.
Czy najbliżsi Sum rozpoczęli akcję poszukiwawczą, aby tylko jak najszybciej ją odzyskać? A może nastolatka została całkowicie skazana na życie w bólu i strachu? I co, jeśli fałszywa tożsamość powoli zaczęłaby się mieszać z tą właściwą? Co by z tego wynikło?
Bo nigdy nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co tak naprawdę siedzi w głowie drugiego człowieka.

Cała ta historia nie wywarłaby na mnie wrażenia, gdyby nie dopuszczono do głosu innych istotnych bohaterów. Raczej nie zniosłabym wiecznego ukazywania niewolniczego życia dziewcząt, gdzie królowała rutyna dnia zarządzana z góry przez samego porywacza. Nie zrozumcie mnie źle – na samym początku to samo w sobie mnie interesowało. Chciałam poznać od środka system działania psychopaty i zrozumieć, czemu aż tak zależało mu na ładzie i porządku (bo sama z natury bywam bałaganiarą). I czym głębiej wnikałam w to wszystko, tym znacznie bardziej odczuwałam pewien dyskomfort psychiczny. Współdzieliłam z Summer jej przerażenie i strasznie się bałam o nią i pozostałe dziewczyny. Chciałam wrzeszczeć jak opętana, kiedy ten człowiek z potulnego i przymilnego przeistaczał się w bestię w ludzkiej skórze. Już uważanie uprowadzonych nastolatek za rodzinę było chore, a co dopiero coś takiego! Właśnie od nadmiaru uczucia strachu i wszechogarniającej mnie paniki ratowały mnie narracje z punktu Lewisa oraz Clovera – psychola odpowiedzialnego za to potworne zamieszanie. Przy rozdziałach poświęconych chłopakowi Summer pozwalałam sobie na smutek przygarniający w swe ramiona jego i rodzinę nastolatki, kiedy każdy kolejny trop mogący pomóc ją odnaleźć okazywał się felerny. To okropne, gdy wiesz, co się dzieje z porwaną, a w żaden sposób nie możesz tego przekazać. Narastała wtedy we mnie irytacja! A kiedy przyszło mi wejść w umysł samego Clovera... Rany, to było istne szaleństwo! W ogóle przez całą powieść czułam się tak, jakbym jechała kolejką, gdzie tory rozmieszczono na różnych wysokościach i nigdy nie wiedziałam, kiedy nastąpi przyśpieszenie, a kiedy zapewnione „atrakcje” mnie zaszokują siłą rażenia. Tym samym strasznie ciężko było mi się oderwać od [Uwięzionych]. Sama zostałam porwana!

„Mogę być wystarczająco dobry. Jestem równie silny [...]. Nie, jestem silniejszy. Jestem silnym człowiekiem i nie poniosę porażki. Nie. Poniosę. Porażki”.

Z bólem serca przyszło mi obserwować, jak z pełnej radości i życia Summer markotniała w oczach, niemal zatracając swoją iskrę. I chociaż przez cały czas łapała się miłych wspomnień, próbując zachować cząstkę siebie, to jednak cała ta sytuacja mocno odbijała się na jej psychice. Stała się porcelanową laleczką podatną na uszkodzenia i obdzieranie z warstw. I jak na początku nieco mnie drażniła, tak później strasznie jej współczułam. Nie zazdrościłam jej tego życia. Tak samo nie chciałabym wejść w skórę Lewisa, który niemalże przeistoczył się w zombie-altruistę. Gdyby nie naciski rodziców to zapewne zagłodziłby się na śmierć lub padł z przemęczenia, bo każdą wolną chwilę poświęcał na poszukiwania ukochanej. Jego miłość do Summer była ogromna, za co go podziwiam. Nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że Sum mogłaby stracić życie, kiedy brat nastolatki zakładał już najgorsze. Nie poddawał się, kiedy rodziny pozostałych dziewcząt nadal pozostawały anonimowe, jakby ich całkowite zniknięcie nie robiło na nich specjalnego wrażenia.
Chciałam udusić Clovera. Pochwycić go i zagwarantować takie same atrakcje, którymi on raczył porwane przez siebie dziewczęta. Ten człowiek naprawdę potrzebował leczenia! Kiedy poznawałam jego historię, w jakimś stopniu próbowałam zrozumieć jego postępowanie, ale to było ponad moje siły. Ja chyba naprawdę wariowałam, bo w jakimś etapie chciałam mu współczuć. A on na to nie zasługiwał. Jednakże muszę przyznać, że był doskonałym aktorem i idealnie odgrywał swoją rolę między ludźmi. Przecież musiał ją opanować do perfekcji, bo inaczej jego plany spełzłyby na niczym. A tak mógł po kryjomu tworzyć swoją familię, która miałaby być nieskazitelnie czysta jak kwiaty.
Natasha Preston dołączyła do grona autorów, którzy swoje pierwsze kroki w pisaniu stawiali na dość popularnej platformie, jaką jest sam Wattpad. Nie powiem – ta informacja lekko mnie przeraziła. Osoby, które mają styczność z tym światkiem doskonale wiedzą, jakiej jakości bywają niektóre opowiadania z motywem porwania. Na całe szczęście pani Preston zdołała wybrnąć i zagwarantowała kawał emocjonalnej lektury. Autorka zadbała o istotne szczegóły, dzięki czemu fabuła nie wydawała się absurdalna i sztuczna w moich oczach.

Podsumowując:
Po przeczytaniu [Uwięzionych] już nikt nie odważy się naśmiewać z nadopiekuńczości swoich bliskich. Ta pobudzająca wiele emocji książka zakorzeni się w umyśle, stanie się przestrogą dla nastolatków pragnących udowodnić, jak wszyscy inni im nie ufają. Jeżeli jesteście gotowi poznać mrożącą krew w żyłach historię Summer – sięgnijcie po ten tytuł z prędkością błyskawicy. Ja dotąd mam ciarki!

pokaż więcej

 
2017-05-10 10:21:50
Cykl: Kroniki Podziemia (tom 5)

Wszyscy w Regalii dwoją się i troją, aby przebywający w ich świecie Gregor nie poznał całej prawdy na temat Przepowiedni Czasu. Tym samym wzmagają podejrzenia chłopca, który nawet nie przypuszcza, jak bardzo jest ona okrutna. Już wystarczy, że złowroga armia szczurów zbliża się nieubłaganie do królestwa ludzi, a w Podziemiu nadal przebywają mama i siostra nastolatka.
Gregor będzie musiał...
Wszyscy w Regalii dwoją się i troją, aby przebywający w ich świecie Gregor nie poznał całej prawdy na temat Przepowiedni Czasu. Tym samym wzmagają podejrzenia chłopca, który nawet nie przypuszcza, jak bardzo jest ona okrutna. Już wystarczy, że złowroga armia szczurów zbliża się nieubłaganie do królestwa ludzi, a w Podziemiu nadal przebywają mama i siostra nastolatka.
Gregor będzie musiał zrobić wszystko co w swojej mocy, aby móc bezpiecznie odprowadzić rodzinę do domu oraz pomóc Regalianom przetrwać atak wroga. A żeby nie było tak łatwo to sen spędza mu z powiek Kod Pazura, który jest ostatnią nadzieją na wygranie wojny.
Czy chłopiec da radę ponieść na swoich barkach taki ciężar? A może postanowi się poddać i sam się odda w łapy Mortifera czyhającego na jego życie, kiedy tylko się dowie, że właśnie taki los przepowiedział dla niego sam Sandwich? I jak zareaguje na fakt, iż do Regalii przybyła Lizzie, druga z jego sióstr?
Ponoć jako dorośli ludzie uwielbiamy wspominać czasy dzieciństwa, ale niekiedy tak bywa, że nie wiemy, czy będzie nam dane dożyć sprawdzenia prawdziwości tych słów.

Już w pierwszym rozdziale dało się odczuć ciężko atmosferę, jaka zapanowała w Regalii. To nad wyraz zrozumiałe, ponieważ książka zaczyna się od momentu, w którym autorka zakończyła wydarzenia z poprzedniego tomu. Wtedy jeszcze wieści o zbliżającej się wojnie rozprzestrzeniały się z prędkością światła, a tutaj na samym starcie odkryłam, że rękawice zostały rzucone. Automatycznie uruchomił się we mnie tryb współczucia dla oszołomionego tym faktem Gregora, któremu po raz pierwszy przyszło się zmierzyć z prawdziwym obliczem tej krwawej jatki. Nierozumiejący do końca jej potęgi próbował odnaleźć się w nowej sytuacji, a do tego wszystkiego dochodziła świadomość, że najbliżsi ludzie ukrywali przed nim coś naprawdę ważnego. Ja sama nie rozumiałam, dlaczego nagle mieli przed nim sekrety, ale kiedy poznałam prawdę, to aż miałam łzy w oczach. Zrozpaczona przyglądałam się rozwojowi akcji, modląc się w duchu, aby najgorsza część Przepowiedni Czasu się nie ziściła. W międzyczasie autorka próbowała odwrócić moją uwagę od tego istotnego elementu toczącymi się walkami i nieprzerwaną próbą rozwikłania nieszczęsnego Kodu Pazura, który spędzał sen z powiek najmądrzejszych przedstawicieli ras zamieszkujących Podziemia. Nawet ja, jako czytelniczka, otrzymałam ten szyfr pod sam nos, lecz takie zagadki nigdy nie były moją domeną i pozostawiłam rozwikłanie tego lepszym od siebie.
Im bliżej byłam końca, tym bardziej nerwy opanowywały moje ciało. Drżąca od szargających mną emocji próbowałam nie odłożyć książki, bo tym samym mój strach mógłby ze mnie kpić, że tak łatwo się poddałam. Ale posłałam w jego stronę niegrzeczny gest, walcząc o dotrwanie do najistotniejszego fragmentu całej serii. I... dożyłam ją! Może cała chodziłam, lecz w minimalnym stopniu odczułam lekkie rozczarowanie. Nie chcę wam zdradzać z jakiego powodu, ale przypuszczam, że nie byłam w tym odosobniona. Suzanne Collins – czy zostanę uznana za wariatkę, kiedy najpierw panią przytulę, aby następnie popchnę pod nadjeżdżającego smarta? Tak się po prostu nie robi!

„Dopiero po śmierci można było być bezpiecznym.”

Zewsząd otaczający mnie nastolatkowie, którzy nieudolnie próbują naśladować dorosłych poprzez palenie papierosów czy też picie piwa wydali mi się jeszcze bardziej zacofani, kiedy zetknęłam się z dojrzałością Gregora. Dobrze, może to określenie może być nieco na wyrost, ale i tak była to przyjemna odmiana, choć okraszona nieprzyjemną otoczką. Chłopiec, doświadczony przez los, szybko pojmował niesprawiedliwość świata, co znacznie odbiło się na jego psychice. Poszatkowany przez uczestnictwo w walkach na terenach Regalii czasami nie myślał racjonalnie i sam się pchał w łapy wroga. Dopiero przebłyski jego dawnego oblicza nakazywały mu pomyśleć o bliskich, co skutkowało krótkotrwałym otrzeźwieniem. To już nie był Gregor z pierwszego tomu. To nie był ten chłopiec, którego od razu okrzyknęłam swoim młodszym bratem. Pragnę znienawidzić Suzanne Collins za ten koszmar zasponsorowany nastolatkowi, ale nie mogę. Przecież przy tak drastycznych wydarzeniach byłoby dziwne, gdyby nic się nie zmieniło w jego zachowaniu. Ale niesmak zrujnowania dzieciństwa wojownikowi pozostaje.
Nawet nie wyobrażacie sobie mojego zdziwienia, kiedy to arogancki Ripred ukazał swoje wrażliwe oblicze. Tak, dobrze przeczytaliście – wrażliwe oblicze. Naprawdę doznałam szoku! Jak inni bohaterowie zachowywali swój zarys w każdym aspekcie, tak ten szczur przeszedł ogromną metamorfozę mogącą się równać z tą od Gregora. A przyczyniła się do tego obecność Lizzie, drugiej z sióstr głównego bohatera, która stała się jego oczkiem w głowie z naprawdę zaskakujących powodów. Właśnie one spowodowały, że otoczył ją opieką i nie wyobrażał sobie, aby ktoś odważył się zrobić jej krzywdę. Ale w trakcie wojny naprawdę łatwo o utratę bliskich osób. I Collins o tym wiedziała, przez co musiałam powstrzymywać łzy w chwilach utraty ukochanych postaci. Pokiereszowane serce prosi o natychmiastowe zszycie i wyleczenie ran.

„Jeśli uciekamy przed tym, czego się boimy, to coś i tak zawsze nas dogoni”.

Wyjątkowo odpuszczę sobie opisywanie kunsztu pisarskiego Suzanne Collins, bo naprawdę nie wiem, co mogłabym tutaj jeszcze dodać. Wyczerpałam limit słów przy wcześniejszych opiniach jej książek, a przecież nie będę powtarzać jednego i tego samego. Wybaczycie mi?
Człowiek jest w stanie znieść wiele bólu, ale jeżeli odczuwa go zbyt długo, może to przynieść niepożądane skutki. Wtedy już niewiele brakuje, aby z pełnej życia i radości osoby przeistoczyć się w pustą skorupę działającą niczym automat. I właśnie [Gregor i Kod Pazura] są tego najlepszym przykładem. Dlatego nie bądźmy obojętni na czyjeś cierpienie. Próbujmy pomóc, choćby ten ktoś odrzucał oferowane wsparcie. Walczcie o tego człowieka do skutku!

Podsumowując:
Pomimo drobnych wad wytkniętych w powyższej opinii nadal jestem zmuszona napisać, że na takie zakończenie serii czeka każdy książkoholik. Trzymające w napięciu od pierwszej linijki tekstu, wywołujące mini zawały na prawie każdym zakręcie... aż dziw, że ta książka nadal jest polecana młodszym odbiorcom. Jak dla mnie trzeba do niej dojrzeć, by zrozumieć jej przekaz i absolutnie wczuć się w główną postać.
Nie żałuję decyzji przeczytania jej. [Gregor i Kod Pazura] to książka, która dostarczyła mi tyle emocji, że z pewnością nie zapomnę tego uczucia (i tej cudownej historii) do końca życia.
Jedna z lepszych serii, z jakimi przyszło mi się spotkać!

pokaż więcej

 
2017-05-06 13:21:23

Dwunastoletnia Serafina od zawsze wiedziała, że zdecydowanie różni się od pozostałych dzieci. Świadczyły o tym wyostrzone zmysły pozwalające jej bez problemu pełnić funkcję Głównej Łowczyni Szczurów w posiadłości państwa Vanderbilt, posiadanie po cztery palce u każdej dłoni i stopy czy nietypowej barwy tęczówki. Była wyjątkowa w każdym calu. Niestety nikt, prócz jej taty, nie miał prawa się o... Dwunastoletnia Serafina od zawsze wiedziała, że zdecydowanie różni się od pozostałych dzieci. Świadczyły o tym wyostrzone zmysły pozwalające jej bez problemu pełnić funkcję Głównej Łowczyni Szczurów w posiadłości państwa Vanderbilt, posiadanie po cztery palce u każdej dłoni i stopy czy nietypowej barwy tęczówki. Była wyjątkowa w każdym calu. Niestety nikt, prócz jej taty, nie miał prawa się o tym dowiedzieć. Stanowiła jedną z wielu jego tajemnic, którą umiejętnie skrywali przez te wszystkie lata, zamieszkując nielegalnie w piwnicach pokaźnego domu w Biltmore. Niestety jedna z wielu typowych dla nich nocy okazała się początkiem odkrywania wszelkich kart.
Podczas kolejnego dyżuru związanego z pochwyceniem niewdzięcznych gryzoni, Serafina była świadkiem nietypowej sceny. Nieznajomy mężczyzna w czarnym płaszczu prowadził przed sobą przerażoną dziewczynkę, która chwilę później zniknęła w tajemniczych okolicznościach. Sera nie wiedziała, co takiego się wydarzyło, ale nie miała czasu na rozmyślenia, ponieważ Nieznajomy wyczuł jej obecność i dostrzegł w niej swoją kolejną ofiarę. GŁS z trudem udało się zbiec, lecz po uspokojeniu się postanowiła nie zostawiać tej sprawy.
Rozpoczęła prywatne śledztwo, w trakcie którego odkryła, że to nie pierwszy taki przypadek. Przerażeni ludzie zaczęli tracić zmysły z obawy o swoje pociechy, kiedy właściciel czarnego płaszcza nadal czaił się na pozostałych młodszych mieszkańców posiadłości. Sera doskonale wiedziała, że tylko ona jest w stanie stanąć do walki z tym ludzkim szczurem, by pozbyć się go raz na zawsze, uwalniając zaginionych. W swoją misję niespodziewanie wplątuje bratanka pana domu, Braedena. Początkowo nieufna wobec jego zamiarów zaczyna nabierać do niego zaufania, dzieląc się z nim swoimi planami – w końcu co dwie głowy, to nie jedna!
Czy Serafina zdoła poznać, z drobną pomocą, tożsamość Nieznajomego, aby zgładzić jego rządy i przywrócić upragnioną wolność porwanym? A może sama zostanie kolejną ofiarą tajemniczego mężczyzny w czarnym płaszczu, któremu już raz zdołała się wyślizgnąć? I jak zareaguje na wieść o tym, co tak naprawdę stoi za jej wyjątkowością?

Człowiek, nawet będąc już dorosłym i zajętym trudem życia nigdy, przenigdy nie powinien zapominać, że pomimo tej skorupy nadal siedzi w nim małe dziecko, które od czasu do czasu wymaga naszej uwagi. Ja o swojej wewnętrznej pociesze doskonale pamiętam, dlatego też dość często rozpieszczam ją książkami przeznaczonymi dla młodszych odbiorców. I wiecie co? Ten interes jest naprawdę opłacalny!
Po przestudiowaniu opisu tejże książki nie przyszłoby mi do głowy to, że tak naprawdę [Serafina i czarny płaszcz] będzie skrywać coś znacznie więcej, niż zwyczajną historię dziewczynki bawiącej się w detektywa. Byłam święcie przekonana, iż nadnaturalna otoczka wokół Serafiny będzie jedynie skromnym dodatkiem, kiedy tak naprawdę powieść wręcz kipiała od fantastycznych akcentów zręcznie przeplatanych z rzeczywistością. Ten manewr jeszcze bardziej napędzał mnie do głębszego wniknięcia do wykreowanego przez autora świata i poznania jego zakamarków. A im dalej w niego brnęłam, tym więcej niespodzianek czyhało na każdym rogu. Na palcach jednej ręki byłabym w stanie zliczyć momenty, kiedy to książka nie przyczyniała się do przedwczesnego zawału serca czy do szerokiego uśmiechu mogącego rozciągnąć boleśnie skórę na twarzy. Chociaż wiadome było, że wiele elementów fabuły zdołam przewidzieć, lecz i tak nie umiałam tak łatwo rozwiązać zagadki tajemniczego jegomościa w czarnym płaszczu. Wiecznie obstawiałam nie te osoby, co trzeba i dopiero przemyślenia Serafiny dały mi jasno do zrozumienia, że dałam się wyprowadzić w pole. Zgrabny zabieg, panie Beatty, zgrabny zabieg. Tylko proszę nie myśleć, że to i kilka chwytających za serce scen całkowicie usunie mi z pamięci prywatny wątek głównej bohaterki ukazany niemal pod sam koniec książki. A dlaczego dopiero ten, skoro wcześniej również dowiedziałam się co nieco o naszej Serafince? Otóż liczyłam na coś o wiele ciekawszego. Na coś, co utrzyma poziom wcześniejszych atrakcji. To i tak nie zmienia faktu, że nadal pozostawałam pod silnym wpływem atmosfery panującej w [Serafinie i czarnym płaszczu], gdzie klimat mroku wszędzie wyciągał swoje paskudne łapska. Jak widać nie tylko młodsi mogą liczyć na gęsią skórkę w trakcie czytania tego tytułu!

„[...] oni nie są tacy jak my. Nie wychylaj się, kiedy ich zobaczysz. Niech nikt ci się nie przygląda. I cokolwiek robisz, nikomu nie mów, jak się nazywasz ani kim jesteś”.

Pomimo wychowywania się w starych, zapomnianych nieco przez domowników piwnicach, Serafina ani odrobinę nie odbiegała od swoich rówieśników. Tata dziewczynki zadbał o to, aby przyswoiła podstawową wiedzę, jak nauka pisania czy czytania, a ona pogłębiała ją, czytając podkradane od państwa Vanderbilt książki pobudzające jej wyobraźnię. W połączeniu z jej nadnaturalnymi umiejętnościami tworzyło to ciekawą całość, co nadawało jej charakteru. Jej umiejętność dedukcji zdarzeń nieraz wybawiała ją z opresji, co naprawdę mi imponowało. Oczywiście bałam się, że autor lada moment może przedobrzyć z jej kreacją i na tle pozostałych bohaterów, takich jak przyjacielski Braeden czy popadający w obłęd Nieznajomy mogła stać się zbyt idealna. Nikt przecież tego nie lubi. I w tym momencie ciekawość oraz krztyna dziecięcej naiwności odpychała tę myśl, dzięki czemu jeszcze chętniej poznawałam losy Serafiny. Właśnie to spowodowało, iż dziewczynka zyskała szansę na wyjście z cienia i spełnienie marzenia – pokazania, że istnieje i jej inność wcale nie przeszkadza w nawiązywaniu kontaktów. Udowadnia to sama nić porozumienia z bratankiem pana domu, lecz czy inni byliby tak samo otwarci na znajomość z Serą? Bo tajemniczy mężczyzna w czarnym płaszczu na pewno.
Robert Beatty podczas przenoszenia swojej wyobraźni na papier zapewne musiał się kontrolować względem „upiorności” historii, ale – jak widać – ta sztuka mu się udała, co ogromnie mnie cieszy. Może jego styl pisania nie jest jakiś wyszukany, ale czytanie książki tego autora sprawiało mi wiele frajdy. Odczuwałam klimat [Serafiny i czarnego płaszcza] całą sobą i naprawdę nie wyobrażam sobie, aby teraz coś z tej powieści usunięto. No, może bym nieco popracowała nad opisami pomieszczeń, bo niekiedy ciężko było przez to przebrnąć za jednym zamachem, ale tak sama chętnie towarzyszyłabym głównej bohaterce podczas spacerów po tamtejszych ziemiach!

Podsumowując:
Jeżeli myślicie, że motywy fantastyczne z domieszką grozy w książkach dla tych dopiero wkraczających w nastoletnie życie są smętne i ogromnie oklepane, to chyba jeszcze nie mieliście do czynienia z [Serafiną i czarnym płaszczem]! Ta powieść udowodniła mi, że pomimo nakierowania na młodszych czytelników, ja sama mogę przeżyć niesamowitą przygodę z Serafiną pełną sekretów i niespodziewanych zdarzeń. Dlatego też wyrzućcie do kosza wszelkie uprzedzenia i wyciągnijcie rękę do Serafiny. Niech poprowadzi ona kolejne osoby po terenie Biltmore, ukazując jego wiele twarzy.

pokaż więcej

 
2017-05-01 10:48:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki, Posiadam

Świat niemal w całości poddał się władzy tych, którzy opanowali do perfekcji umiejętność manipulacji jednostkami stojącymi w hierarchii niżej od nich, drżących na sam dźwięk ich sporo znaczących nazwisk. Uważający się za Nadludzi królowie korupcji pragną za wszelką cenę utrzymać swoją pozycję, przez co każdy ruch mogący strącić ich z tronu bywa tragiczny w skutkach, przez co mieszkańcy Ziemi... Świat niemal w całości poddał się władzy tych, którzy opanowali do perfekcji umiejętność manipulacji jednostkami stojącymi w hierarchii niżej od nich, drżących na sam dźwięk ich sporo znaczących nazwisk. Uważający się za Nadludzi królowie korupcji pragną za wszelką cenę utrzymać swoją pozycję, przez co każdy ruch mogący strącić ich z tronu bywa tragiczny w skutkach, przez co mieszkańcy Ziemi obawiają się wszczynania buntów. Przecież każdy, komu zależy na życiu, zdążył się już nauczyć żyć według nowych zasad, nie wychylając się i egzystować zgodnie z ofiarowanymi standardami.
Na nieszczęście tejże władzy istnieje jednak pewna grupa ludzi, która nie zamierza tolerować takiego rozwoju spraw i pragnie ukrócić panujące dotąd porządki. Zbuntowani, największe zagrożenie dla zajmujących najwyższe stołki, są niczym plaga szczurów, która wkrada się niepostrzeżenie w ich szeregi, niszcząc wszystko, co stanie na drodze, byle tylko narobić jak najwięcej szkód. A jak wiadomo, każdy szkodnik powinien liczyć się z tym, że kiedyś jego niszczycielskie działania zostaną ukrócone. Prędzej czy później Zbuntowanym może podwinąć się noga, a wprowadzany przez nich zamęt zamilknie. Niestety władza dość szybko się tego nie doczeka, bo ci w tej grze również mają wiele do powiedzenia.
Rozpoczyna się ostra walka między przymusowym niewolnictwem ustroju a wolnością słowa i umysłów. Do zaciętej rywalizacji zostają wciągnięci przypadkowi ludzie, których umiejętności, dziwnym zbiegiem okoliczności, doskonale współgrają z zagraniami Andera – jednego z szefów buntującej się jednostki. I chociaż ich losy przeplatają się w miejscach, o które nikt by nikogo nie podejrzewał, to i tak wszystko zaczyna się kręcić wokół jednej sfery – przyszłości.
Jak zakończy się ta potworna rywalizacja? Czy dość szybko odnajdzie ona swój finał? A może Ander przekona do siebie potencjalnych nowych członków swojego ugrupowania i dzięki nim zyska przewagę?
Jedno jest pewne – nikt nie zamierza pierwszy złożyć broni.

Po pochłonięciu mrocznego, ociekającego brutalnością prologu wprost nie mogłam się doczekać, aż wczytam się w dalszą część [Zbuntowanych]. Myślałam wtedy, że jestem już gotowa na wszystko i nic mnie nie zaskoczy, ale kiedy tylko wkroczyłam do tej właściwej historii... och, czemu nikt mnie nie przygotował na taką bombę?
W jednej chwili porzuciłam swój zwyczajny z wyglądu pokój i przeniosłam się do niedalekiej przyszłości, gdzie wystarczył jeden zły ruch, aby zostać wrogiem publicznym. Odczułam ten brutalizm otoczenia na własnej skórze, kiedy to przebywając z postaciami i – poznając ich od różnych stron – sama mogłam ocenić, czy aby na pewno są oni na tyle groźni, by inni pragnęli ich zlikwidować. Panujący tam ustrój mroził krew w żyłach, wywołując współczucie, lecz nie obejmowało ono tych osób, które miałam przyjemność tutaj poznać. Oni akurat – moim zdaniem – odgrywali tutaj nieistotną rolę, kiedy w grę wchodził otaczający mnie zewsząd wyimaginowany świat, który mnie oczarował. Pragnąc chłonąć jak najwięcej, brnęłam dalej, aż nie odczułam skutków ubocznych tej decyzji. Otóż po pewnym czasie poczułam się przytłoczona tym wszystkim, a to, co mnie fascynowało, zaczęło osaczać. Naprawdę cieszyło mnie to, że Janusz Lasgórski pragnął jak najbardziej urzeczywistnić swoją wyobraźnię, lecz czasami warto było zachować umiar. Także warto zwrócić uwagę na dialogi, kiedy rozmów bohaterów nawiązywała do systemu mającego nad nimi „władzę”, co pomagało mi w oswojeniu się z ich niecodziennymi decyzjami, jednak tutaj też panował przesyt informacji. Tylko niewiele konwersacji zostało powiązanych z normalnymi rozmowami międzyludzkimi, nad czym ogromnie ubolewałam. Nawet ucieszyłabym się z pogadanki o pogodzie, bo wtedy książka nabrałaby realnych barw. Nie mogę również zapomnieć o niewielkim nawiązaniu do prologu, gdzie naprawdę liczyłam na jeszcze większe rozwinięcie tego wątku. Został on potraktowany po macoszemu, jakby po prostu zastępował na półce brakujący asortyment. A chyba nie o to chodzi, kiedy wprowadzamy taki wstęp do powieści, nieprawdaż?

„Każdy dobry człowiek jest odrobinę naiwny i przez to niestety skazany na wymarcie.”

Spoglądając na przewijających się przez całą powieść bohaterów, nasuwa mi się tylko jedno: efekt kalki. Nie umiem tego inaczej określić. Otóż prawie każdy mężczyzna wydawał się taki nijaki, praktycznie niewyróżniający się na tle pozostałych. Owszem, niektórzy ukazali się od całkiem innej strony, wydostali się jedną nogą z przepastnego worka, ale to nie zmienia faktu, że nadal pozostawali... ciapowaci? Nawet sam Ander nie wydawał mi się interesującą postacią, a powinien, skoro życie każdego w [Zbuntowanych] w jakimś stopniu wiązało się z jego osobą. Natomiast panie cierpiały na syndrom typowej zbuntowanej nastolatki z onetowskich czy Wattpadowych opowiadań, gdzie te nieraz same nie wiedzą, czego chcą. Kleo i Alka wręcz nim kipiały. Raz prawie warczały na faceta, że ten zrobił coś nie po ich myśli, by za chwilę niemal zatopić zęby w ciałach towarzyszy, bo jednak zasugerowali się danymi wskazówkami. Doprowadzały mnie tym do szału! I ten tok rozumowania tych bohaterek... Aż miałam ochotę je przytulić. Trującym bluszczem. Nawet nie dałabym im żadnych szans na ucieczkę!
Janusz Lasgórski doskonale odnajduje się w narracji trzecioosobowej, gdzie jednym z ważnych aspektów jest umiejętność opisania otaczającego świata w dość przyswajalny sposób. Wykreowany przez niego krajobraz zachwycał swym pięknem, że nieraz naprawdę czułam się tak, jakbym przemierzała dane szlaki wraz z postaciami. Niestety w tejże materii także można się zagalopować, na co już zdążyłam zwrócić uwagę. Także kreacja bohaterów wymaga nieco poprawek, aby ci wydawali się bardziej... ludzcy. Ale nad tym wszystkim można popracować, bo to akurat jest łatwe do wyćwiczenia. Może w kolejnym tomie zajdzie taka zmiana? Tak, to taka moja cicha prośba w stronę autora. Nawet w tym momencie robię oczy niczym kot z pewnego filmu animowanego!

Podsumowując:
Nie potrafię wpisać [Zbuntowanych] na listę tych złych, niszczących opinię na temat rodzimych dzieł książek, jednakże również nieco jej brakuje na posadzenie pomiędzy perełkami, które do tej pory stanęły na mojej drodze. Chociaż wykreowany przez Janusza Lasgórskiego świat posiada wiele tajemnic, a oprowadzenie mnie po nim było niesamowitą przygodą, to pewne mankamenty uwielbiały psuć tę idyllę, przez co zbaczałam z bezpiecznych ścieżek i trafiałam na te bolesne. Dlatego też, jeżeli nie przeszkadzają wam wytknięte przeze mnie błędy i pragniecie poznać nieodległą przyszłość przedstawioną przez autora, to możecie śmiało sięgnąć po ten tytuł! W końcu warto wziąć pod uwagę, że to debiut. Może przy kolejnym tomie autor, wyposażony w nową wiedzę, zdoła nas zaskoczyć?

pokaż więcej

 
2017-04-28 15:56:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Jak często w dzieciństwie marzyliśmy o tym, aby zostać aktorami? To przeobrażanie się w kogoś innego, ten tabun strojów zapychających szafy... A ci sławni ludzie, z którymi moglibyśmy wtedy porozmawiać? Nasze myśli były pochłonięte tym światem, gdzie z czasem niektórzy próbowali swych sił w tym zawodzie, kiedy pozostali przestawili się na inne branże. A co by było, gdyby jednak nie... Jak często w dzieciństwie marzyliśmy o tym, aby zostać aktorami? To przeobrażanie się w kogoś innego, ten tabun strojów zapychających szafy... A ci sławni ludzie, z którymi moglibyśmy wtedy porozmawiać? Nasze myśli były pochłonięte tym światem, gdzie z czasem niektórzy próbowali swych sił w tym zawodzie, kiedy pozostali przestawili się na inne branże. A co by było, gdyby jednak nie rezygnowali?
Zanim nazwiska Jennifer, Josha i Liama stały się rozchwytywane, tak samo marzyli o tym, aby coś znaczyć w filmowym świecie. Oczywiście nie od początku było tak kolorowo, bo przecież życie to nie bajka, ale po każdym upadku podnosili się i walczyli dalej. I ten wysiłek się opłacił. Teraz otrzymują sporo propozycji aktorskich, że z trudem nadążają nad ich sprawdzaniem. Tylko czy oni mają aż tak ogromne parcie na szkło?
Przecież nie każdemu woda sodowa uderza do głowy.

Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszyłam, kiedy udało mi się znaleźć tę książkę w dość przystępnej cenie. Już wcześniej miałam ją na oku i gdy tylko zobaczyłam tę okładkę, to nie umiałam się powstrzymać i biografia tych gwiazd trafiła do koszyka. Tylko czy moja radość trwała dość długo? A może za wcześnie zaczęłam się uśmiechać niczym głupi do sera?

Potrzebowałam kilkunastu miesięcy, aby uświadomić sobie, jak bardzo zawiodłam się na tej książce. To częściowo ze swojej winy, bo oczekiwałam słodyczy z prawdziwego zdarzenia, a otrzymałam wyrób czekoladopodobny. Nawet wyjątkowo opakowanie się z tym współgrało.
Naprawdę liczyłam na coś nowego. Na coś, czego dotąd nie dałabym rady przeczytać w sieci czy też w ogólnodostępnych kolorowych magazynach. Niestety prawie wszystko zostało stamtąd zaczerpnięte, ale żeby było ładniej i przejrzyściej, autor przedstawił znane dotąd fakty w bardziej przystępnej formie. Tylko co z tego, skoro najwięksi fani tychże aktorów mają tę wiedzę w małym paluszku? Znają na pamięć dotychczasowe osiągnięcia Jennifer, Josha i Liama, widzieli już filmy z ich udziałem... Nawet ja, która tak nie szaleję za tymi gwiazdami, ale trafiająca na wywiady z nimi czy też artykuły poświęcone ich karierze również czuję się tym rozczarowana. Rzadko kiedy coś zdołało wykrzesać ze mnie kwestię „A to ci niespodzianka! Tego akurat nie wiedziałam...”, gdy przez resztę biografii po prostu ziewałam. Czy naprawdę ciężko spróbować wydobyć takie ciekawostki, coby ludzie wręcz krzyczeli, zaskoczeni przeczytanymi słowami? Wcisnąć się w miejsca, do których zwyczajny biały (gra słów zamierzona) nie ma normalnie dostępu i walczyć jak lew o to, by wzbogacić swoją książkę? Owszem, wtedy trzeba pomyśleć, czy aby na pewno te fakty są autentyczne, ale w dzisiejszych czasach mamy takie techniki, że naprawdę wiele można. Widać, że niektórzy wolą drogę na skróty, kiedy ta wyboista, posiadająca wiele skrzyżowań mogłaby okazać się stokroć lepsza.

Dobrze, pominę te przykre aspekty i w skrócie wspomnę o tym, co zdążyliście przeczytać w opisie tejże książki. Raz jeszcze przyszło mi zobaczyć, iż Jennifer, Liam i Josh wcale nie mieli tak łatwo na początku swoich karier. Przecież rozpoczynali swoje przygody ze światem filmowym w dość młodym wieku, a to wiązało się z większymi trudnościami. Udało im się jednak połączyć naukę trygonometrii z wkuwaniem ról na pamięć, co świadczy, że wystarczy chęć walki oraz dążenie do wyznaczonego celu, aby osiągnąć swoje największe marzenie!
Jak wcześniej wspominałam, autor postarał się pod kątem stworzenia tej książki. Łatwo dostępne fakty przedstawił nam w dość przyswajalny sposób, okraszając je odpowiednimi zdjęcia. Tylko co mi po dobrze brzmiących zdaniach, skoro ja wymagałam czegoś więcej? Przecież czułam się tak, jakbym czytała dość przewidywalną powieść! Wysiłki pana White'a – w moim mniemaniu – spełzły na niczym. Miało być pięknie, ale to już było...

Podsumowując:
Jeżeli poszukujecie nieautoryzowanej biografii, która zaszokuje was treścią i przywoła wiele bezsennych nocy, to zapewne jesteście w ślepym zaułku. Ta książka zapewne wywoła niesmak u wszystkich tych, którzy już nieco liznęli na temat Jennifer, Josha i Liama. Liczyłam na coś o wiele lepszego, a wyszło jak wyszło. Zawarte w tej biografii fakty można z łatwością znaleźć bez wydawania prawie trzydziestu złotych! A jeśli jesteście z gatunku tych leniwych, to ta książka spełni wasze wymagania. Moich nie spełniła.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
618 128 1035
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (74)

Ulubieni autorzy (16)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (78)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd